poniedziałek, 3 marca 2014

NIE ZAWSZE JEST WESOŁO, czyli jak nie zostanę wynalazcą

WYNALAZEK, czy raczej WYNALAZKA, bo dziewczę jak najbardziej płci żeńskiej o rusałczym długim włosie i uszczerbionym w bojach uzębieniu, wpadła do nas jak burza, czy raczej śliwka w kompot, detronizując TAJFUNA z pozycji ulubieńca.
-To ja już teraz chyba nie będę w klasie najgorszy z zachowania?- ucieszył się nie wiadomo z czego, a skronie WYCHOWAWCY zaczęły w tempie ekspresowym połykać odsiwiacze i inne balsamy pokrywając się szadzią.
Zaopatrzona w niezbędne pomoce naukowe ( w tym nerwomix w ilościach hurtowych) postanowiłam ,że się nie dam!
Nie zniechęca mnie:

  • JAK MI SIĘ BĘDZIE CHCIAŁO ORAZ PODOBAŁO" - mantra WYNALAZKI ( w myślach odkręcam blond główkę i "idę na BOJO"
  • wywalanie jęzora w najmniej oczekiwanych sytuacjach
  • tworzenie przez w/w laleczki wooodoo ( podczas, gdy cała reszta pracowicie lepi z plasteliny ufoludki) i próby morderczych eksperymentów za pomocą szpilek ( nie muszę chyba dodawać,że ukatrupiała mnie kilkanaście razy, ale widać w naszym mieście magia woodoo nie działa)
i ciągle mam nadzieję,że się z owym żeńskim wcieleniem Damiena ("Omen") dogadam.
LUDZIE też powoli zaczynają SIĘ WNERWIAĆ i dlatego zaproponowałam pewnego pięknego dnia codzienną samoocenę.
Najsprawniej poszło z GÓRĄ- bo grzeczny to grzeczny i już! i dołami, bo twórcza wyobraźnia SAMOOCENIACZY nie zna granic. Najaktywniejszy- oczywiście najbardziej doświadczony TAJFUN
-1PUNKT niech ma ten co...- zaczął wyliczać: nie sucha pani, kuci siem, nie sce siem poprawic, dokucza innym, obraża...
-A W MORDĘ CHCESZ?!- rozległa się propozycja zza moich pleców, gdzie przyczaiła się WYNALAZKA.
Zanim Tajfun dokonał pobicia ze skutkiem śmiertelnym, udało mi się wyjaśnić,że nikt nie miał JEJ na myśli, co skwitowala niby obojętnym wzruszeniem ramion i dalej posępnie zerkała spod długiej grzywy na TYCH CO JĄ WKURZAJĄ ze mną na zaszczytnym czele.
Jakież było moje zdziwienie, gdy na piątkowym "spotkaniu na dywanie" w czasie którego odczytujemy skargi, pochwały i zapytania z całego tygodnia uzbieraliśmy 30 pochwał ( zwykle bywa 5 lub 6) za fajność od WYNALAZKI!
Już miałam się ucieszyć, ale dobrze,żem sceptyk, bo po kilkudziesięciu minutach podsumowała moje wychowawcze starania:
-A pani to NAJLEPIEJ żeby była na CMENTAZRU- i potoczyła niebieściutkimi oczętami po SPŁOSZONYCH.
Nie wszyscy jednak stracili rezon, bo REZOLUTNA jak zwykle zdążyła z ripostą:
-CHYBA,ŻEBY CIEBIE ZAKOPAĆ!
Dobrze,że oddzielało je kilka ławek, bo inaczej "Teksańska masakra piłą łańcuchową" byłaby datowana na......... lat PRZED SPOTKANIEM WYNALZKI I REZOLUTNEJ.
Nic dziwnego zatem,że torby poszły w kąt a ich miejsce zajęły podręczniki i broszury.
Na pociechę latam po "Ikeach" i targach staroci i skupuję, co się da, bo a nuż przyda się W ODODSOBNIENIU:
miseczka z "lelonkiem" i ważka z IKEA a stareńka włóczka od pana "A bier to pani za trzy dychy")
rosentale najprawdziwsze po 3 zł sztuka ( nasz szmateks ukochany)
angielski talerz z widoczkiem i sprytnymi sprężynkami do powieszenia ( w razie ucieczki z miejsca bez klamek sprężynki na pewno znajdą jakieś zastosowanie)
W domu wszyscy schodzą mi z drogi, do tego stopnia,że MŁODSZY postanowił ZAŁIKENDOWAĆ w góry z własną dziewczyną.
-A może ja ci nie pozwolę?-zastanawiam się głośno (tak jakby moja zgoda staremu koniowi była potrzebna)
-Z dziewczyną?- Nie wiadomo, co się może zdarzyć!
-NO. NA PRZYKŁAD BĘDĘ MIAŁ OBIAD. U-GO TO -WA-NY!-odpowiada młodszy a ja cieszę się,żejestem już PO nerwomiksie, bo drugiego takiego już sobie nie urodzę .
A teraz- KONKURS!
Ponieważ imię WYNALAZKI gryzie mnie w ucho a wynalazcą nie jestem- proszę o propozycje oddające jej anielski charakter, bo z wiadomych względów i z uwagi na wydarzenia ABSOLUTNIE nieprawdziwe imię musi być takoweż.
Wygrana- książka niespodzianka i torba niespodzianka ( jeśli uszyję odpowiednio dużą- WYNALAZKĘ dołożę gratis!)

wtorek, 18 lutego 2014

Z POŚLIZGIEM

Maszyna losująca ( napisz ,że ze ścierpniętymi rękami) wylosowała
Fajnie by bylo wygrac...
Agni proszę o namiary do wysyłki alsto@op.pl
więc  książki polecą do niej, ale mam w zapasie inne "tyz pikne" i wkrótce znów się podzielę.
Ogłoszenie wyników z poślizgiem , bo czasowo byłam odcięta od sieci z powodu PANA OD ŚCIERPNIĘTYCH RĄK, który ( chyba z okazji Walentynek) zafundował mi atrakcję:
"Jak miały nasze Babki wywożone  na Sybir" i wywiózł mnie  na wieś, bo jak twierdził JEST CIEPŁO I SEZON MOŻNA ROZPOCZĄĆ.Niestety ciepło w jego języku oznaczało +6 na zewnątrz a +5 w środku domu, mogłam więc sobie ułożyć bierwiona na środku izby nawet na kształt serca i dokonać samospalenia ( byłoby cieplej)
-Proszę mnie zawołać jak w chacie będzie +20- próbowałam negocjacji, ale Błękitny grom pozbawiony włączonego silnika stygnie równie szybko jak zapomniana kawa na stole w kuchni, więc musiałam się poddać i współuczestniczyć w pielęgnowaniu domowego ogniska ( sztuk dwa) i jeszcze znosić uwagi typu NIE ŁADUJ TYLE , BO SIĘ USMAŻYMY!
Byłby to pierwszy wypadek usmażenia w zawrotnej temperaturze +10.
W tym samym czasie:
  • GURU-cieszyła się z walentynkowego czytnika e booków
  • KOLEŻANKA- cieszyła się z niewalentynkowego ale za to stałego ciepełka w domu
  • FOKSIOWA  to już nie wiem z czego, ale na pewno sie cieszyła, bo ona zawsze się z czegoś cieszy
a w blokowisku SIĘ DZIAŁO!

PUBLIKACJA ZA ZGODĄ STARSZEGO,żeby nie było ( nawet nie przypuszczałam,że takiego romantyka wychowałam - geny chyba obce, bo NA PEWNO nie po nas)
Starszy zaoferował nawet,że nauczy mnie składać serwetki w kształcie serca i nie szkodzi,ze wypalił cały domowy zapas świeczek (łącznie z tymi pachnącymi, chowanymi na czarną godzinę w szafie)- BYŁAM POD WRAŻENIEM!:)
A my w tym czasie ratowaliśmy przewrócony płot ( dziki i sarny już zdążyły sobie przywłaszczyć ogródek a i zając zostawił wieeele pamiątek " z pobytu", paliliśmy w piecach (nocą zawrotne +15- spałam bez kurtki), grzaliśmy się razem z sąsiadami cytrynówką i omawialiśmy palny siewno remontowe na ten rok, co przy stałym braku funduszy wyglądało jak zwykle:
- Coś sie posieje, ale na resztę kasy nie starczy.
Dwa dni z w zimnicy minęły szybko.Jeszcze tylko parę wizgów ze smiercią z oczach na rozjechanej przez traktory drodze ( znów czeka nas droga przez mękę w gminie) i powrót na pracy łono, ale o tym kiedy indziej, bo mam NOWY NABYTEK, przy którym TAJFUN toYork przy Dogu.W dodatku dziewczynka! z powitalnym zawołaniem:
-Ej Ty, idziemy na BOJO? bo w tej gupiej szkole nie wyczymam!
-To już teraz JA chyba jestem lepszy-posumował T. i MIAŁ RACJĘ!

środa, 22 stycznia 2014

Niby ferie, niby zima a radości z życia nima i dlatego CANDY!

Powinnam tarzać się z radości po świeżospadłym śniegu, zaiwaniać z torbami po sklepach wszelakich, bo magia SALE wciąż działa, ale jakoś bylejakoś mi się nie chce. TBS-czyli TOTALNY BRAK SUKCESU.
Foksiowa pławi się w pedagogiczej chwale jako wychowawca" najsympatyczniejszej klasy" (opinia nie byle kogo, bo DYREKTORA), AMBITNA (o której tu jeszcze nie było) pławi się w sukcesie dydaktycznym jako wychowawca klasy, która "pisze najlepiej sprawdziany" ( opinia jej własna). Ja zaś mogę tylko z wątłą nadzieją patrzeć w przyszłość, jako wychowawca klasy w której:

  • uczniowie potrafią zorganizować sobie dopływ gotówki ("Przynajmniej ci nie zabraknie na zielonej szkole"-komentarz MŁODSZEGO) poprzez pobieranie opłat od koleżanek z innej klasy za "paczenie się jak gram na telefonie" ( TAJFUN)
  • szczerość młodzieży nie ma sobie równych- na pytanie katechetki "Dlaczego nie zdążyłeś zawiązać sznurowadeł"- odpowiada "BO BYŁEM NAĆPANY", a potem ściemnia,że to cytat z gry - warto zwrócić uwagę na czas przeszły!!! ( równiez Tajfun)
  • dzwonią na 112 i 997 a potem się tłumaczą,że "Oni tylko wybrali numer a kolega nacisnął" (  znów to samo-Tajfun)
  • zostają konfidentem i denuncjują kolegę, który w czasie przebierania na WF powiedział "mam małego geja" (Tajfun konfident)
Niestety kolega odmawia wyjaśnień- smarkając z oczu i nosa , bo jak twierdzi TO SOM SWIŃSTWA
  • RUSAŁKA skarży się na prześladowania ze strony Tajfuna a w trakcie śledztwa przeprowadzanego naprędce przez umęczonego wychowawcę, wyznaje,że "tak naprawdę to dokucza jej koleżanka z innej klasy ( tej od sprawdzianów) ale TAJFUN BYŁ POD RĘKĄ I NA PEWNO KIEDYŚ JEJ DOKUCZAŁ!"
  • wykazują się samodzielnością idąc grupą do stołówki po przydziałowe owoce a gdy dłuuuuugo nie wracają, jako powód podają USTAWIANIE SIĘ W PARY (bo pani zawsze każe), co potwierdza nie mniej znękany DYREKTOR, pod którego gabinetem uprawiali w/w proceder.
WYCHOWAWCA Z OPADNIĘTYMI JAK PŁETWY RĘCAMI marzył tylko o tym,ŻEBY DOTRWAĆ i na szczęście dotrwał.
W tragicznych chwilach jedyną pociechą było zawieszenie wzroku na CUDNYM FILIŻANKOWCU- zawieszce od OTTY.
Życie jednak wciąż pełne jest niespodzianek:
  • zamawia się narzutę brązowo- beżową z DELIKATNYMI kremowymi ( tak widać na fotce) wzorami a w realu krem okazuje się WRZESZCZĄCYM ZŁOTEM
i ZAMAWIAJĄCA przez cały dzień zdziera złoto zmywaczami do paznokci w ilości hurtowej, po czym jak tajfun " nie wiąże butów z WIADOMYCH przyczyn".
Za to brak złota cieszy oko.
Żeby mi się od nadmiaru luksusu w głowie nie poprzewracało na ściance pamięci
tuż obok miejsca, gdzie co wieczór znękana głowa wali w poduszkę, zawisło memento


(początkowo miałam wprawdzie koncepcję,żeby zawiesić to po drugiej stronie łóżka, ale współspacz dziwnie jakoś po remoncie bez humoru)
Miłą odmianą i niespodzianką, był artykuł w "Moim Mieszkaniu" goszczącym u ROSE w jej klimatycznym mieszkaniu, a w nim:

mój torbiszon różany!
Dumna jak paw poleciałam się pochwalić:
-Jesteś pewna,że to twoje?- ŚLUBNY jak zwykle pełen akceptacji i wiary
-Dziwne ,że nici wytrzymały- jak się nosi ziemniaki to przecież ciężko- MŁODSZY zapewnił sobie ekskomunikę na szybko.
Do starszego nie poszłam, bo i po co.
Wczoraj też niespodzianka , ale z gatunku tych niespecjalnieuskrzydlajacych. Dzięki "polubieniu przez Danusię ze ŚCIBORÓWKI stronki hurtowni z pasmanterią zobaczyłam galerię" Magia dziergania" a tam w iście magiczny sposób zawędrował mój szal

Nikt o zgodę nie pytał, tylko wziął jak swoje ( gdyby zapytał cieszyłabym się,że ktoś na szal zwrócił uwagę i z chęcią udostępniłabym fotkę) .
-Przynajmniej KTOŚ uważa ,że jest ładny- pocieszył mnie STARSZY-i to by było na tyle w kwestii wsparcia.
KOŃCZĘ MARUDZENIE I OGŁASZAM 
ROZDAWAJKĘ !!!


W ŚWIAT PÓJDZIE MOJA NIEGDYSIEJSZA WYGRANA A JUŻ PRZECZYTANA
TRYLOGIA ( NIECH TERAZ UCIESZY INNE OCZY) 
I OBRAZKI CUD URODY, czyli wydruki na zagranicznym papierze kupione jak widać
 za darmo w naszym sklepie drugiej szansy
zasady jak zwykle ( najważniejsze- napisać ŻE SIĘ CHCE TE FANTY:)
P.S.Jutro kolęda- idę się pomodlić, bo przyjmuję SAMOTNIE i na pewno walnę się w modlitwie.

środa, 1 stycznia 2014

odgruzowanie bloga, czyli...

Wyłażę z nory, bo nie mam innego wyjścia.Jutro powrót na placówki łono(dobrze ,że na całe dwa dni).Siedziałam cicho, bo myślałam,że jestem objęta tajemnicą państwową z uwagi na wizytę w fabryce zbrojeniowej, która okazała się zwykłą fabryką bombek choinkowych. Nie miałam okazji się dobrze rozejrzeć, bo musiałam mieć oczy dookoła głowy, gdy MILUSIŃSCY za pomocą brokatu i farby akrylowej wyczarowywali na bombkach motywy trupiej czachy (TAJFUN), przerobionej potem na wyraźne życzenie Instruktorki na bałwanka,pchali się na regały pełne mistrzowsko ozdobionych bombek o wieeeelkiej wartości, próbowali wpłynąć na Oprowadzającą,żeby pozwoliła im choć na chwilę dmuchnąć w bombkę ( nie pozwoliła) i czynili zakupy na dziesiątki złotych.
Ile z nich dotarło do choinki NIE w postaci diamentowego pyłu- tego nie wie nikt.
W klasie dyskusja na temat "Czy Mikołaj istnieje, czy to ściema?" Tajfun jak zwykle wbrew większości, opowiada się za ściemą,do momentu, gdy doprowadzona do szewskiej pasji NERWOWA, kończy raptownie dyskusję:
-Jak nie wierzysz, to po co listy piszesz i zawracasz mu głowę?-POSKUTKOWAŁO.
W teatrze, do którego tradycyjnie wybieramy się w okolicach Mikołaja, maluchy z zerówki dostały paczki.
-AMyyyyyyy?!!!- wydziera się rozżalony Tajfun
-Trzeba czekać cierpliwie- uspokajam rozjuszonego , ale myślę przy tym mściwie "nie wierzyłeś- to masz!" Taka zołza jestem.
Mikołaj dociera nazajutrz, czyli zgodnie z czasem i podrzuca nam prezenty w opuszczonej sali, co zostaje skomentowane"Do klasy nie przyniósł, bo Pani wiecznie klucz w kieszeni nosi"-żeby było wiadomo przez kogo Mikołaja oko w oko spotkać nie można.
-A pani wie, co?- Tajfunowi zebrało się na zwierzenia- Jak w nocy się obudziłem to nawet oczu nie otworzyłem, bo bałem się,że zobaczę Mikołaja i DOPIERO się przestraszę!!!
A potem już tylko świąteczne przygotówki
Wigilia jak zwykle u nas, ale tym razem NA SPOKOJNIE, a zaraz po świętach fruuuu do brata na wschód
Po drodze Kazimierz
piękny jak zwykle,a za kilka dni Lublin z targiem staroci


i powrót do domu na Sylwestra, bo PRACOWITY już pierwszego stycznia  o szóstej rano meldował się w robocie.Taka karma- szampan marki Biedronka nadal chłodzi się na balkonie a my dojadamy resztki i czekamy na młodzież, która w tym roku zadaje szyku w górach( mam nadzieję,że góry to przetrzymają)
A NA NOWY ROK
FIGURY JAK MOJA KUCHENNA CHOINKA
PORTFELA JAK TA U BRATA
NA BOGATO I GRUUUBO
I BŁYSZCZENIA W KAŻDEJ DZIEDZINIE ŻYCIA

JAK MOJA LUSTRZANA BUTELECZKA
( MAŁYM KOSZTEM A JAKI EFEKT!)
Pozdrawiam wszystkich  serdecznie i lecę ogarnąć to, co zostało do ogarnięcia:)

poniedziałek, 18 listopada 2013

ZNÓW JESTEM

Pewnie już ludzieście zapomnieliście o mnie ( poza PRZYPOMINAJKAMI, które pozdrawiam serdecznie), ale roboty huk, praca zawodowa piszczy i się domaga a i ŚLUBNY jakiś zaniedbany i krzywym wzrokiem spoziera na TĄ CO SIĘ ZA MONITOREM UKRYWA.
Zamotana jestem totalnie i szydełkowo
bo na torby miejsca nie było- remontowaliśmy sypialnię i okazało się,że po opróżnieniu tejże- badziewia zajęły wszystkie pozostałe pokoje , piwnice i balkon.
- Czarno to widzę- wróżył SPECJALISTA, chociaż szafy zamówione od sufitu do podłogi i od ściany do ściany. I niestety tym razem miał rację. Wielka populacja worów o niewiadomej zawartosci zalega w piwnicy a zaginiona słuchawka do komóry ( czyli podstawowe narzedzie do kontaktów z KOLEŻANKĄ  nadal się nie znalazła.
-I dobrze- komentator ( zazdrosny jak zwykle) był bezwzględny- rączka zaboli, to skończysz rozmowę!
Nie wziął niestety pod uwagę,że WOLNE RĄCZKI-pracują a zasłuchawkowione leżą odłogiem, ale nie dyskutowałam, bo zgoda buduje a koniec remontu oddaliłby się w dal odległą, gdyby FACHOWIEC strzelił focha.
KOLEŻANKA jak zwykle pomocna - na odległość.
-Wstawcie sobie lustra- powiększycie przestrzeń-radzi
-I pierwszy widok na jaki się natknę rano to moja fizys- BEZ MAKIJAŻU?-chyba chce mnie zabić!
-Nie wiem , co z zagłówkiem, bo nie mam żadnego-zwierzam się, czekając na cud.
-WSTAWCIE SOBIE LUSTRA!!!-radzi znowu i zaczynam podejrzewać,że naoglądała się filmów dla dorosłych i jej się "rzuciło".
Teraz czekam na finał remontu u niej, bo też jej doradzę- lustro na suficie:)
W PLACÓWCE jak zwykle- tylko Tajfun jakby wygrzeczniał i coraz rzadziej mówi "niescem"
W nagrodę ŁASKAWCA, czyli ja, zabrała ferajnę na wycieczkę w otchłań kopalni soli w Bochni z nadzieją,że któres zabłądzi.
Było wzorowo!Kłaniali się i żywym i wszystkim HOLOGRAMOM,które pozdrawiali "szczęść Bożę" i dziwili się,że nie odpowiadają.
-Jakby co, to ostrzegam,że gdy spotkamy Skarbnika, to moge się popłakać- uprzedził Tajfun, ale na jego szczęście Skarbnika nie było.
Wszyscy namiętnie strzelali fotki - głównie hologramom-a potem odkryli ich tajemnicę!
-TO BYŁY DUCHY, BO NA ZDJĘCIACH ICH NIE WIDAĆ!-tylko jakieś czarne płachty!- powiało grozą , ale na krótko, bo litościwy PRZEWODNIK objaśnił zjawisko nieco rozczarowanym,choć z przewagą ulgi na przejętych obliczach.
W bocheńskiej soli moczę teraz nogi i zastanawiam się, gdzie podział się aparat, bo tak chciałabym obfocić prezent- cudnej urody FILIŻANKOWIEC od OTTY, ale to już w nastepnym poście, bo CZŁOWIEK OD WSZYSTKIEGO wiesza zegar a jesli nie chce miec w przyszłości kręczu szyi muszę przy tym być!
Postaram sie zajrzeć tu szybciej ( bo na inne blogi zagladam często ) niż...

zakwitną malwy:)

poniedziałek, 14 października 2013

JAK SZYBKO MIJAJĄ CHWILE...czyli przeskoki czasowe

Ja tu jeszcze o wakacjach a tu mi sie październik przepoławia znienacka i zamiast liści na moje biurko w czasie arcyważnej konfernecji  listy lecą:
To FOKSIOWA  do  NIEKUMATEJ, bo ja oczywiście, "ale o co choooooodzi" brwiami zapodawałam, zezując jednocześnie do smartfona KOLEŻANKI, która w tym czasie gadała do GOOGLI i sprawdzała, co jej siĘ wyświetli, ale tak się chichrała ,że nawet "gugel" jej nie rozumiał.Kiedyś nas wywalą jak nic!
Nawet TOMASZOWA CHATA zaniepokojone komentarze śle-pora się odkopać i ujawnić, ponieważ w domu
MGLI MIĘ, bo mam remont! Wywaliłam obleśny segment i zakupię może równie obleśne , ale za to pojemne szafy a na razie SPECJALISTA rypie ściany, wyrywa drzwi a moje stanowisko pracy skurczyło się do połowy stolika LACK z Ikei. Masakra!Mogę tylko dziergać w kąciku-szale i zamotki, 



bo większe formy wymagałyby literatury fachowej a gdzie ją mam?Tego nie wie nawet wciskający się we wszystkie dziury kot.
Za to NARZECZONE- jak na złość składają wizyty i zawyżają poziom
piekąc babeczki z okazji Dania Chłopaka ( ja z tej okazji umyłam patelnię!), torty na urodziny ukochanego (prezenty za mnie wręczyła mennica i Biedronka)
-Jak wy możecie zapraszać KOGOKOLWIEK, gdy jest taki bałagan?!-próbowałam wpłynąć na KAWALERÓW
-Coś ty? One przyzwyczajone- WIESZ JAK TU WYGLĄDA , GDY WAS NIE MA?-załamałam się , ale i tak wyjechałam ryzykując,że KAWALERIA przez takie podejście zostanie w stanie bezżennym do końca życia.
I dobrze, bo na wsi nerwy ukojone
a grządki skopane
ogrom zbiorów poraża! Będzie na dwie zupy!!!
Mieliśmy już zamknąć dom na zimowe cztery spusty, ale nieeeeee, nie możemy tak po prostu wszystkiego zostawić- przyjedziemy w listopadzie, tym bardziej,że balony z winem czekają na przelew a prawdopodobnie zamknięta włamywaczka- tłusta mysz, którą usiłowałam wygonić na zimne podwórko(za skutki nie ręczę) też na pewno się stęskni.
Dzisiaj DZIEŃ NAUCZYCIELA i dla nich (czyli dla wszystkich, bo jest nim każdy z nas) ANIOŁ Z KRAINY RUMIANKU ( o której nie napisałam  ale powrócę tam, gdy czas pozwoli)
NIECH WAM DA CIERPLIWOŚĆ I SIŁĘ
 DO ROZPLĄTANIA WSZYSTKICH ŻYCIOWYCH SUPEŁKÓW:)

sobota, 21 września 2013

Spalskie klinaty, czyli roze-spałam się

Foksiowa robi, co może- nawet anonimy śle, ale cóż robić, gdy człowiek ma lenia zaszytego w podszewce a życie toczy się jak chce  w myśl pozdrowień przesłanych w czasie wakacji przez A.: "Jest cudownie - na razie przeżyłam tylko jedno upokorzenie:)"
Wracam do Spały. Zapowiedź NAJWAŻNIEJSZEGO   spalskiego punktu programu- Jarmarku staroci i rękodzieła nastroiła nas optymistycznie- począwszy od pytania prowadzącego schronisko:
-Państwo może WYSTAWCY?- co napełniło mnie pychą z gatunku "Ha! Jakiż on inteligentny- od razu poznał TWÓRCĘ!".
Pycha ma jednak to do siebie ,że lubi jak przekłuty balon  z gumy do żucia osiąść niespodziewanie na twarzy i już po niej, bo facet zaraz dodał ( może niepotrzebnie):
-Bo TURYŚCI to nocują w tych droższych pensjonatach...
-My budżetówka-odpowiedziałam i wszelkie komentarze stały się zbędne.
ŚLUBNY widział, żem oklapła i jak zwykle chciał pocieszyć:
-OBTRZASKANY JAK ŻYD W KULAWEJ ULICY-poleciał swoim własnym przysłowiem (cokolwiek to miało znaczyć) i zaraz  polecieliśmy na Jarmark.

Tłumy wystawców i łażacych obserwatorów- można było dobrze zjeść i naciągnąć ZŁOTOUSTEGO nie tylko na nalewkę malinową ale i na kolejny prezent "z okazji rocznicy" ( w tym roku stuknęło 25 lat sakramentu)

Spodobał mi się pas z metalowych , przypominających monety ogniw. Misternie cyzelowane , jakby w arabskie wzory- już widziałam je naszyte na torbiszony.
-STÓWA-opdowiedział na moje pytanie RASOWY WYSTAWCA i wizja rozwiała się jak dym
-Przymierz pani-zachęcał
-Przecież W ŻYCIU się nie dopniesz-ZŁOTOUSTY pomocny jak zwykle.
-Dociśniem!-zachęcał dalej RASOWY
-Za dociskanie to pewnie chciałby pan ze dwie dychy więcej- roześmiałam się perliście, choć w duszy była czarna noc.
-Przyjdź pani bez męża , to docisniem ZA GRATISA- oferował Rasowy   a jego Kolega po piwie energicznie potwierdzał- kiwając łbem i tocząc pianę ( piwną) dookoła.
Oczywiście już tam nie wróciliśmy- Dobrze,że miałam nalewkę dla skołatanych nerw!
Na wylocie, (bo czekały na nas Inowłódz i Drzewica) mignęła mi roześmiana skądś znajoma twarz. Zwróciłam uwagę, bo OSOBA targała emaliowane obtrzaskanie, obłaźnięte z farby krzesełko i gratisową półeczkę, z gatunku tych, co mój teść od razu by oskrobał i pomalował. Miałam wrażenie,że oprócz typowo "blogowych" zakupów, coś nas łączy. Jakiż świat jest mały! Za parę dni na blogu Agnieszki Niebieskiej rozpoznałam obtrzaskańca.Szkoda,że refleks mam jak ślimak w popiele ( że polecę ŚLUBNYM).
 I tak torby musiały pozostać bez cudnych dodatków

a ja z nieodpartym wrażeniem,żem jednak nie taka piękna jak mi się zdaje:)