środa, 1 lipca 2015

wreszcie i nareszcie, czyli WAKACJE!

Uroczyście zakończone męki ze współplemieńcami :
-Recytacja wierszyków ze śmiechem i płaczem( płacz, gdy się zapomniało a wychowawca nie podrzucił kwestii w porę)
-ekspresowe rozdawnictwo cenzurek ( pisanych 8- do odczytania w domu, przy użyciu lupy, ale kto powiedział,że będzie łatwo)
-zagranie na cymbałkach wyuczonej melodii ( każdy grał, gdzie mu się akurat trafiło ale MOC była!)
-rozdanie przypinek ze specjalnie zamówionym napisem 2 e- a niech wiedzą,że zdali! i spersonalizowanymi karteczkami typu :dla K..... S.....wy skłonnego do poprawy"  lub "dla Z..... G....la, co do sklepiku wciąż hula" -każdy wpis zatwierdzono okrzykiem "praaaaawda"- więc chyba  niespodzianka się udała.

- KWIATEK grzmotnął mnie bukietem, ale mu się omskło i przejechał  tylko po NIETYKALNEJ torebce marki Harrods,
co nie przyprawiło  o palpitacje mojego znękanego serca, bo nabyłam ją za całe 15 zł. Zastanawiałam się nawet , czy  delikatnie mu nie odgrzmotnąć przy użyciu tejże ,ale myśl zdusiłam w zarodku, jako niegodną i nieadekwatną do uroczystości. Od uśmiechu dostałam szczękościsku i wyściskana na zapas przez uciśnionych wychowanków- rozpoczęłam URLOP!  Nie szkodzi,że czekała mnie jeszcze dokumentacja- NIC TO- jak mówił Wołodyjowski w przedśmiertnych okolicznościach przyrody-najważniejsze,że DOBRY CZŁOWIEK w innych sytuacjach DYREKTOREM zwany, uwiózł nas w całkowicie nieznane, gdzie:

  • nakarmiono nas
  •  wytańcowano
  • udrinkowiłyśmy się same- a było czym!




a wisienką na torcie był niespodziewany przyjazd karawany samochodów z wylewającymi się mężczyznami i komplement wszechczasów:
-TE, TO CHYBA JAKIEŚ PANIEŃSKIE!-nieważne,że człowiek komplementujący nie odróżniał własnych butów od opon samochodu- ważne,że komplement był!
 A w niedzielę Jarmark Rękodzieła- szkoda tylko,że KOLEŻANKA wymiękła, bo oprócz udanych zakupów
spotkań z dawno niewidzianymi, chleba ze smalcem itp.


można było sobie pohaftować plenerowo i oddalić się kłusem ( MŁODSZY Z ze swoją HURYSĄ czekali z obiadem), tylko po to,żeby po kilometrze zawrócić, ponaglana telefonem OD DAWNO NIEWIDZIANEJ:
-Ej, nie wiem gdzie jesteś, bo tu cię wyczytali- chyba coś wygrałaś...
Pokłusowałam z powrotem, nie zważając na zdegustowane ostrzeżenie MŁODSZEGO-Pewnie dadzą ci jakąś ksiąąąąążkę ( głodny był pewnie, to i zły, bo sam czyta) i lejący deszcz.
I opłacało się!:)
Będzin górą! głosił napis na wszystkim-chyba czas na przeprowadzkę. No, może dam jeszcze szansę mojemu miastu- niech się stara!
Na razie jadę na wieś, gdzie czekają już na mnie stęsknione komary i porzeczki.
PS. Kłus był w deszczu pod wiatr, następny autobus za dwie godziny a ŚLUBNY  stwierdził,że NIE WIE, GDZIE TO JEST i dlatego po mnie nie przyjechał. Od dziś- NIE WIEM, NIE ZNAM SIĘ, ZAROBIONA JESTEM!

piątek, 5 czerwca 2015

urodziny

Co robi człowiek, gdy od samego rana ma urodziny?CZEKA!
Na ten entuzjazm rodzinno koleżeński,że o prezentach od najbliższych nie wspomnę.
I co?
Dobrze,że mamy fejsbuka- tam moje urodziny obchodzono najhuczniej.I chwała Bogu,że STARSZEGO mam wśród znajomych- dał z siebie wszystko i zadzwonił z życzeniami!
CZŁOWIEK , po którym można by się najwięcej spodziewać pominął ów dzień milczeniem ( nie wiem, czy wymownym, bo nie sprawdzałam)) i wywiózł jubilatkę w znane
I chwała mu za to, zważywszy,że KWIATEK postanowił uczcić ów ważny dla mnie dzień próbą wbicia własnego dobrze zaostrzonego ołówka w moją bezbronną, nauczycielską dłoń. To,że poniósł klęskę świadczy jedynie o moim darze prekognicji ( zatrudnię się jako wróżka w tv)
Motywacja? "Bo pani wymyśla GUPIE zadania i w dodatku każe je robić" i tyle. Potem jeszcze diagnozował ( na szczęście teoretycznie) , czy da się jabłkiem wybić szybę , ale powstrzymała go opowieść mściwego wychowawcy o kwocie, którą musiałby zapłacić jego rodzony ojciec, co niewątpliwie skończyłoby się oddaniem sprawcy w zastaw- wtedy odpuścił od razu.
Brat z życzeniami zmieścił się w czasie (23.59) , sister i reszta rodziny pamiętała a RODZICIELKA wykazała się niesamowitą przenikliwością umysłu i zasponsorowała prezent, który sobie sama kupię( widocznie zna zięcia bardziej niż ja).
Jeszcze łudziłam się, że na miejscu czeka mnie coś niespodziewanego ... i czekało , ale nie od SPONSORA!
Jak zwykle poleciałam do lasu, bo w tv pokazywali pierwsze prawdziwki a znalazłam...
OPLA VECTRĘ, częściowo bez numerów ukrytego w krzaczorach za naszym domem!
ŚLUBNY zawezwany jako ekspert orzekł,że nie ruszany od tygodnia, zamknięty a w środku nie ma trupa, bo... nie śmierdzi!
Na drugi dzień przy okazji zakupów w mieście wstąpiliśmy do komisariatu- po okazaniu malowniczych fotek zainteresowano się mną bardziej niż w dniu jubileuszu!
-Pani pojedzie teraz  z nami i okaże- zadecydował policjant bezszarżowy, bo w cywilu.
-Ale ja na zakupy idę!- sprzeciwiłam się zdecydowanie, chociaż ślubny mnie odciągał i wieszczył,że mnie zadołkują na 48 godzin.
Policjanci też ludzie i żony mają- puścili wolno po zebraniu danych i wyrysowaniu mapki dojazdowej z napisem DOM DREWNIANY OLI w samym jej centrum.
Powiadomiłam najbliższych sąsiadów. Byli czujni i gdy zobaczyli latających po krzakach facetów SIĘ ZAINTERESOWALI.
-To musieli być policjanci- relacjonował przygodę sąsiad, bo jak podszedłem i zapytałem "Czy panowie TO znaleźli?" to odpowiedzieli "A CO"?- tak to tylko policja odpowiada, to już dalej nie pytałem.
Okazało się ( zadzwonili do konfidentki),że to wóz miejscowego nygusa, którego miejsce pobytu jest nieznane.
-Teraz to nas tu spalą- wieszczył MĄŻ KONFIDENTKI i poleciał plewić grządki,pewnie po to,żeby po pożarze chociaż ogródek wyglądał porządnie.
 W oczekiwaniu na dintojrę piszę spod wiąza i korzystam z tego,że komary odpuściły a internet falami zawiewa i czasem jest.
ŚLUBNY nadal chyba nieświadomy,że miejscowy gang to nic w porównaniu z ZAPOMNIANĄ JUBILATKĄ, ale wkrótce się przekona!
PS.Telefon do MŁODSZEGO-Podlej kwiaty na balkonie, bo upał
-To wystarczyło wysłać smsa a nie tracić cenne 5 minut na jałowe rozmowy!- nie ma to jak miłośc synowska w najlepszym wydaniu:)

czwartek, 30 kwietnia 2015

O!

I tylko tyle, bo zamiast zajmować się rozwojem osobistym i ewentualnie przyszywanym dzieckiem Endomondem ( nie mylić z przypadkowym Edmundem), śledzić blogi, blogować , szyć torby i tak dalej i dalej i dalej- SIĘ PRACUJE!w DODATKU ZA PINIONDZE!a nie tylko dla fanu i hecy . Ale tak to jest gdy sztuk 24- w wieku lat sześciu, patrzy na człowieka- tym razem nie z nadzieją na lepsze jutro, ale z żalem zabranego dzieciństwa i zabawy. Trzeba zakasać rękawy i ogarniać, ogarniać, ogarniać. Na życie nie starcza już czasu. A tu w domu nagłe odkrycie- mamy ukrytego dyslektyka! Czytać i pisać wprawdzie umie ale inteligencją słowotwórczą nieodmiennie zadziwia:
-JESTEM MOŻE AUTENTYKIEM (mając na myśli autyzm) i tu się wszyscy zgadzamy
-NIEDALEKO PADA JABŁKO OD GRUSZKI-cokolwiek by to miało znaczyć i tym podobne. Od jutra zakładam zeszycik i zaczynam spisywać- będzie bestseler wydawniczy jak nic!
Starczy i na zakupy na pchlich targach ( tego nie odpuszczam- razem z endomondem i GPSem a potem się dziwimy ,że nasze "treningi chodziarskie" przypominają na mapie taniec świętego Wita)


i na inny wymarzony dom, który na mnie czeka- gdyby ktoś dysponował gotówką- polecam się!
Szczytny cel poniżej
W PLACÓWCE- druga zmiana, czyli przychodzą ci, co już się rano umęczyli w domu lub w świetlicy szkolnej a teraz JESZCZE KAŻĄ IM SIĘ UCZYĆ!
W tym roku Tajfuna godnie zastąpił KWIATEK-rośnie jak na drożdżach nie zwracając uwagi na to,że ma dopiero 6 lat i nie powinien przerastać Pani i jak rosiczka działa znienacka na plątające się wokół niego sześcioletnie, lekkomyślne muchy.KWIATKA nie należy denerwować, czyli: gadać głupio- zabronione, gadać w ogóle, zabronione, być cicho- też, bo ZA CICHO! Obowiązkowo za to trzeba wspinać się na wyżyny intelektualne.
Przykład  z życia:
Rysunki- KWIATEK przykleja tęczowy papier na górze kartki i czarną kredką smaruje poniżej niezidentyfikowane istoty, a że nóg brakło, pod nimi dorysowuje górkę.
-Co to jest?- pyta podstępnie nieprzygotowanego wychowawcę.
-Sroka?- wychowawca z nadzieją ( analizując tok lekcji, gdzie o ptakach było) patrzy w niewinne oczęta i już widzi zbliżający się MORD!
-JAKA SROKA?!!!!-głos KWIATKA wznosi się na wyżyny godne odrzutowca- TO PRZECIEŻ JEST PINGWIN!!!!-oskarżycielski palec dźga na szczęście rzeczonego pingwina ( a niech ma skubaniec- cieszy się w duchu WYCHOWAWCA)
-Noooo, oczywiście- próbuję wybrnąć- pomyliłam się, bo dziś mówiliśmy o sroce- uzasadniam brak kompetencji przyrodniczych.
-TO PO CO JA PRZYKLEJAŁEM TĘ ZORZĘ POLARNĄ?!!!!!- tym razem KWIATEK dźga kolorowy papier na górze kartki i na szczęście to go uspokaja, bo już widziałam swój koniec.
-A TO?-podstępna bestia pokazuje kropki i plamki na dole kartki.
I w tym momencie opatrzność boska przyszła mi z pomocą:
-Kryle?- pytam z nadzieją
SIĘ ZDZIWIŁ!
-DOBRZE!- pochwalił niechętnie- A to?- wskazał na jajo z wypustką
-SŁOŃ MORSKI?- gdy już wzniosłam się na wyżyny nie tak łatwo mnie stamtąd zrzucić.
Tym razem się udało, ale dla wzmocnienia muszę ratować psyche i ukoić skołatane nerwy w przytulisku- Dobrze,że jutro majówka!
Dla wytrwałych- wyjaśnienie dlaczego zbieram na TEN dom
Dom z drugiej strony i i wszystko jasne- dom jak dom, ale lokalizacja!

czwartek, 12 lutego 2015

żyję ale co to za życie gdy jest się piromanem

Zima, której nie cierpię pokazała swoje białe oblicze i w związku z tym ŚLUBNY postanowił jeszcze bardziej uatrakcyjnić wolne małżonki i uwiózł ją w tereny znane
i zimne jak diabli!
- Trzeba się hartować- pouczał tę, która poniżej 15 stopni w plusie zamarza.
Nic nie odpowiedziałam, bo oczyma duszy już widziałam się w pobliżu gorącego pieca z grzańcem w ręce.
Nie tylko ja- rodzina myszy była pierwsza i już urządziła sobie fiestę w moich drewnianych łyżkach

i na ceracie ozdabiając wszystko wokół ażurem i pozostałościami degustacji oraz efektami trawienia: ceraty, poduszki, plastikowego pudełka z trutką ( trutki jakoś nie zeżarły). Wizja mycia wszystkiego w upojnej temperaturze +3, w dodatku zimną wodą lekko mną wstrząsnęła i kategorycznie odmówiłam wyjścia z ciepłego samochodu. Niestety już po pięciu minutach od zgaszenia silnika zimno i  tam zaczęło się do mnie dobierać.
Nie pomogło latanie po drewno do stodoły
wyglądanie na drogę, czy ciepło nie nadchodzi
NIE NADCHODZIŁO! I dopiero WIELBICIEL ZIMOWYCH KLIMATÓW pokazując mi przez okno  przenośny grzejnik marki farel, zwabił mnie podstępem do środka i kazał pilnować domowego ogniska. pilnowałam , a jakże! Do momentu aż nie włączyłam grzejnika do przedłużacza i instalacja zrobiła pstryk i zarządziła urlop okolicznościowy. Kabel przy wtyczce dosłownie się rozpłynął i tylko szczęściu zawdzięczam,że nie zajęła się ogniem zasłonka.
-Miałabyś wreszcie ciepło- jakbyś zjarała chałupę- skomentował elektryk i uraczył mnie wykładem, którego wysłuchałyśmy potulnie razem z farelką.NIGDY więcej przedłużaczy!
Mieszkanie w blokowisku ma jednak swoje zalety. Zawsze jest ciepło!
Chociaż ostatnio chodził mi po głowie pewien domek miejski
w sam raz na naszą niebogatą kieszeń , ale okazało się,że w czasie zalegania na portalach -skurczył się ( najpierw trzy a potem dwa pokoje) a wyjazd uświadomił mi,że zimowego zimna na pewno bym nie zniosła. A szkoda , bo lokalizacja domku fajna  ( nawet do cmentarza blisko).
 W ramach ocieplenia i wspierania rodziny  odwiedziliśmy WSZYSCY (jedną wielką włoską rodziną) nasz najznamienitszy przybytek w okolicy nową siedzibę NOSPR.
Bratanek dał z siebie wszystko!
-Moja krew!- Małżonek po standing ovation pękał z dumy.
-Ale daleeeeeko padło jabłko od jabłoni- od razu go osadziliśmy. Na pociechę dostał faworki od niezawodnej teściowej, która wie,że synowa ( czyli ja) tragicznie zaniedbuje rodzinę, czyli sama nie zje ( vel nie upiecze) i drugiemu nie da, a w dodatku wymyśla jakieś głupoty z ćwiczeniami i endymmondym ,innym cósiem ,zamiast zadbać o rodzinę jak druga synowa, czego efekty widać powyżej. Ale jak widać są lepsi i lepsiejsi, z pokorą chylę głowę i chyba kupię pączki, bo kupowanie idzie mi nadzwyczaj dobrze.
PS. Chłopaków z Threex polecam nie tylko jako rodzinę ( nawet żonglowanie świecącymi kulami było!), chociaż jak ich zapowiedziała Szanowna pani Wnuk Nazarowa- " z wielką obawą prezentuję Państwu muzykę poważną jakże niepoważną)
https://www.youtube.com/watch?v=nBiTZ650zBs

niedziela, 16 listopada 2014

chłop jaki jest każdy widzi

Ale mój wyciska ze mnie ostatnie poty i nie jest to to- o czym własnie myślicie, chociaż wprowadził się do sypialni i tkwi w niej cały czas, jak widoczny wyrzut sumienia. Niektórzy mówią na niego rower eliptyczny, u mnie dostał ksywę Zenon ( czyli Znowu Ekspansja Na Otyłość Nieustanną).
Przymierzałam się do tej randki długo, wbrew wieszczeniu Wiadomo Kogo:
-Już cie widzę na tej maszynie, chyba posłuży ci jako wieszak na ciuchy! Nie lepiej to się ubrać i polatać koło bloku?
Za którymś razem ruszyło mnie ździebko.
-Masz rację  ( akurat była to jedna z tych nielicznych niedziel, gdy ŚLUBNY miał wolne) to ja idę polatać a ty dogotuj rosół!
Musiałam chyba bardzo wiarygodnie wkładać buty, bo w trybie natychmiastowym udzielono mi łaskawego zezwolenia na zakup Zenona.
Miałam wielkie plany z nim związane:

  • zamiast szydełkowania- Zenon
  • zamiast TV -Zenon
  • zamiast wszystkiego co zbędne - Zenon raz jeszcze
Wytrzymałam 10 kilometrów i 80 kalorii zanim zaczęłam umierać z nudów, a spocony ziewający hipopotam to nie jest budujący widok (na nieszczęście zaczepiłam oczami o lustro- więc wiem!).
Zaciągnęłam Zenka do pokoju z telewizorem- Zenek odniósł się do tego ze spokojem, Leslie i jej chude koleżanki zezowały na mnie wrogo, gdy odłączyłam je od zasilania, przechodząc na tryb FILM.
Zenowi na pewno się spodobało, bo już tak intensywnie nie musiał się męczyć- prędkość ćwiczącej spadła do kroku mocno ospałego- tak wciągnął ją film.
-Ćwiczysz stanie na orbitreku?- zdziwił się Młodszy i za karę musiał przeciągać Zenona z powrotem do sypialni.
Leslie z telewizorem przybili sobie piąteczki, gdy spocona HEROINA nawróciła się na "pałerłokanie".
-I znowu niepotrzebnie wydane PINIONDZE- rzucił jak zwykle dobijająco Pan Oszczędny .
Ale od czego wujek Jutuber- włączyłam serię do biegania i pooooszło!( Nie chcecie wiedzieć CZEGO słucham- sama się sobie dziwię, ale najważniejsze,ze działa!)
Dajemy z Zenkiem radę, bo plany mamy ambitne-
BEZ ZADYSZKI ,ALE ZA TO Z ZAKUPAMI NA CZWARTE PIĘTRO BEZ WINDY- 
w skrócie-
 RADOSNY POWRÓT DO DOMU.
fotka autorstwa KOLEŻANKI-ostatnio pasjonatki selfie
Niestety Zenek za moimi plecami spiknął się z Leslie i po spłodzeniu potomka o dźwięcznym imieniu ENDOMONDO przerzucił cały ciężar opieki i starań na TĄ, co już pada na pysk i nadal nie przypomina Anny Lewandowskiej, ani chudych szczypiorów z TV, ale   o tym kiedy indziej, bo na razie trzeba "się brać", bo jutro PLACÓWKA otwiera znów gościnne progi i ulubieńcy na pewno z utęsknieniem powitają ozdrowiałego po zapaleniu krtani wychowawcę, który drzeć się nie może.

czwartek, 16 października 2014

nowi domownicy, czyli nadchodzi czas przetrwania

Do mojego mieszkania  w blokowisku jakiś czas temu wprowadziła się KOBIETA a niedługo po niej niezwiązany z nią żadnymi więzami ( oprócz sportowych zainteresowań) -Facet, których sprowadziłam sama i to z własnej i nie przymuszonej woli ,na swoją własną zgubę. Okazało się w dodatku ,że w wyniku ich przebywania pod jednym dachem wykluł się potwór, który teraz zabiera mi czas i choć nic nie mówi to w moim sumieniu zagnieździł się na dobre i spokoju nie daje.
O czym bredzę, jak bredzę?
Zaczęło się niewinnie- jak to zwykle w horrorach bywa. Postanowiłam zmienić coś w swoim życiu.
-Rzucam...- rzuciłam do gawiedzi zgromadzonej przed telewizorem- odzew przeszedł najśmielsze oczekiwania:
-Mnie?- Ślubny nadaremnie starał się wciągnąć brzuch, jednocześnie kątem oka przeglądając się w telewizorze i kombinując, co by tu zarwać, gdy już będzie wolny.
- Robotę? I będą obiady?- Młodszy jak zwykle karmił się nadzieją.
-SŁODYCZE!- obwieściłam z dumą i zamarłam w oczekiwaniu na powszechny aplauz
-Eeeeeeee- Starszy jak zwykle sceptyczny- to tak, jakbym ja powiedział,że rzucam fajki- rzucam i wracam-pocieszył mnie.
-To co będziesz jeść, jak spotkacie się na mieście z KOLEŻANKĄ - PANI PTYSIU?- zarechotał TEN,CO WKRÓTCE WOLNYM ZOSTANIE I BĘDZIE ROBIŁ TO CO CHCE.
Postanowiłam udowodnić i udowodniłam- nie żadne diety cud, ale zero przekąsek i smakołyk od wieeeelkiego dzwonu. I od maja wytrzymuję.
Waga łazienkowa odetchnęła z ulgą, STARSZY (pomimo fajek) w cywilu ( czyt. po robocie) pseudo SIŁOWNIK się przejął i zaczął zachęcać.
- Może zacznij coś uprawiać oprócz ogródka- to przestaniesz dyszeć już na drugim piętrze- doradzał.
-Siłownia?- zapytałam wkładając w pytanie całą radość życia, bo wiedziałam, gdzie spędza cały swój wolny czas- posunęłam się nawet do trzepotania rzęsami.
-EJ, aż tak to nie- z lekka go cofnęło ( przestraszył się chyba)- poszukaj sobie czegoś w necie- rzucił i poleciał " robić plecy"
No to poszukałam  i tak do mojego domu za pośrednictwem guru JUTUBA wprowadziła się LESLIE SANSONE z koleżankami.
Od rana- ledwo ogarnęłam się po porannej kawie zachęcała:
-ŁOK, ŁOK, ŁOK (piękną amerykańszczyzną)
ŚLUBNY myślał,ze oglądam program o kuchni chińskiej i nieźle się przestraszył, gdy łeb wsadziwszy przez uchylone drzwi, zobaczył MAŁŻONKĘ własną , jak z własnej i nieprzymuszonej woli- drepce, a właściwie "pałerłolkuje" kolejne mile.
Każdy, kto mnie zna, wie,że lubię WSZYSTKO- oprócz sportu i ruchu w jakiejkolwiek postaci, bo jak kiedyś zareklamował mnie ŚLUBNY- "MOJEJ ŻONIE SIEDZENIE SIĘ NIGDY NIE ZNUDZI" a nauczycielka WF w liceum ( kobieta święta acz surowa), która wezwała mnie kiedyś na osobności - podbudowując mój sportowy zapał, stwierdziła:
-Słuchaj, OLQA- ja już dwadzieścia lat uczę i mój talent pedagogiczny się na tobie załamał, ale dam ci tę czwórę, bo nie chcę ci psuć świadectwa, a poza tym systematycznie PRZYNOSISZ STRÓJ!
I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje talenta sportowe.
Z Leslie jednak wytrwałam, chociaż do niektórych jej koleżanek ( szczególnie tych podnoszących nóżki wysoko, szczupłych jak lelije) żywię niechęć tak wielką,że chwała Bogu,że latają za oceanem- bliżej- dopadłabym nocą i zgasiłabym jak świeczkę- te uśmiechy dookołagłowne i szczerzące się do mnie z mojego własnego telewizora, gdy ja przed ekranem zbieram własne płuca z podłogi-uprzednio oczywiście wyplute.
 O facecie i dzieciątku napiszę wkrótce, bo właśnie mnie wzywają! Mój czas na siedzenie właśnie się skończył.
Jeszcze rzutem na taśmę ( ależ sportowo się porobiło)- TORBISZONY
SÓWKOWE
I PIKOWANE
bo za oknem jesień i trzeba robić zapasy ( nawet torbowe) na zimę.

sobota, 11 października 2014

W ramach troski, czyli zatroszcz się o siebie

Aby jeszcze lepiej spełniać swoje zaszczytne obowiązki w PLACÓWCE, dyrektor zafundował RADZIE , czyli nam ,vel pospólstwu ( sam nie był, bo widać nie musi-JEGO- problem widocznie nie dotyczy) szkolenie na temat wypalenia zawodowego.
Nam TRZEM WYPALONYM JAK ZAPAŁKI (w cywilu KOLEŻANCE, FOKSIOWEJ I MNIE) w to graj. Rzeczywiście musiałyśmy wyglądać na lekko zjarane pracą, bo wykładowca cały czas patrzył nam  w oczy, uniemożliwiając komentowanie wykładu, ale ponieważ wykładowca znamienity, elokwentny i znany nam z innych szkoleń, uwagi własne zostawiłyśmy na koniec, aby zgodnie stwierdzić,że najbardziej przemówiła do nas rada,że GDY JUŻ NAPRAWDĘ, ALE TO NAPRAWDĘ SIĘ NIE DA, należy zgłosić się do lekarza pierwszego kontaktu i oświadczyć,że hydroxisinum już nie działa, rzucić się malowniczo na biurko, odmówić opuszczenia gabinetu i błagać o trzy tygodnie L4.
-Jeszcze nie jestem na tym etapie ale mam blisko i jeśli nikt się o mnie nie zatroszczy wezmę sprawy w swoje ręce-zdałam relację w domu , co jak zwykle zostało bez echa, ale ZATROSZCZACZ wziął i wywiózł mnie w ramach relaksu w moje ulubione miejsce
gdzie spaceruję
spotykam koleżanki
i zastanawiam się czy zgubiłam mózg
w roli mózgu purchawica olbrzymia- grzyb ponoć jadalny, ale ( co uświadomił mi brat leśnik) pod ochroną- tym razem ochroniło go to,że przyjechaliśmy za późno, bo- co na moim podwórku i jadalne- to moje! ( chyba,że da radę uciec)
że jeszcze nie skorzystałam z rady wykładowcy,
i delektuję się ciszą, nie słysząc na okrągło:
- kiedy można będzie jeść? (np. po zrobieniu sałatki owocowej- gruszka na cztery, jabłko na dwie części  i to wsio polane jogurtem)- od WYBITNEGO, który pojawił się w nowym zespole i objawił talenta wszelakie- za wyjątkiem tych WYCHOWAWCY PRZYJAZNYCH typu: słuchanie itd...)
- czy idziemy dziś na plac zabaw a jeśli tak to kiedy, a jeśli nie...   to też kiedy?
- kiedy idziemy do domu? ( już o 8.05- pada po raz pierwszy)
- którą niebieską książkę otwieramy?- a jest tylko JEDNA NIEBIESKA
ŚLUBNY stara się jak może i nawet grzybki z lasu donosi ( dla rąk zajęcia) i usiłuje być miły:
- Taką kieckę sobie uszyj- radzi, gdy oglądamy program o ogrodach i pokazują suknie z kapuścianych liści- BĘDZIESZ KAPUŚCIANA ŻONA- cieszy się
-Bo mam męża głąba?- pytam retorycznie , ale grozi mi,że mnie z liści obgryzie, więc daję spokój.
Największą troską otoczył mnie jednak operator sieci komórkowej, bo wreszcie- nawet tu w leśnej głuszy, pojawił się symbol 3G i internet działa!
Nic to jednak w porównaniu z pewnym bankiem, który listownie (list odebrała KOLEŻANKA  w zastępstwie nieobecnej sąsiadki) złożył życzenia urodzinowe sąsiadowi, który od 10 lat wącha kwiatki od spodu a jednocześnie zaoferował mu w uznaniu zasług najlepszą ofertę kredytową, pod warunkiem,że osobiście do nich przyjdzie i przy okazji odbierze specjalny prezent!
KOLEŻANKA zastanawiała się, czy przekazać list wdowie, czy polecieć w wiadome miejsce i odczytać zainteresowanemu, ale doszłyśmy do wniosku,że gdyby nie nasz stan wypalenia, najlepiej by było, gdybyśmy OBIE podszywając się za nieutulone w żalu wdowy, zgłosiły się do banku po odbiór prezentu twierdząc,że konsultowałyśmy z mężem i SIĘ ZGADZA!
WIELU TROSZCZĄCYCH( A NIE ZATROSKANYCH) ŻYCZĘ W TEN PIĘKNY DZIEŃ!
P.S. Biorąc pod uwagę,że zmartwień życiowych już nie dużo przede mną, bo jak powiedziała moja uczennica "Pani wie,że koło sześćdziesiątki się umiera?" ( mam nadzieję,że to nie była sugestia)- może jednak coś odpalę i się nie wypalę ( Foksiowa dziś odpaliła welocyped i pomyka po parkach) i jeszcze trochę pociągnę :)