niedziela, 27 września 2015

zatorbiłam, czyli znowu obsuwa

-Nie masz czasu a torby szyjesz- wyrzuty Ślubnego vel Wielbiciela Niedzielnego Rosołu świdrują mi mózg, a że dziurawy od świdrowania ulatują swobodnie w przestrzeń i nikną w jesiennej mgle a ja zatorbiam dalej:




w barwach ziemi
z tęczą
z liściorami

na wesoło
bo co mi pozostaje, gdy robota w PLACÓWCE wre aż miło, czego dowodem są m. in dialogi z Wychowawcą (czyli mną we własnej znękanej osobie)
-Czy jest otwarty sklepik? (ok 100000 razy dziennie)
-Nie
A dlaczemu? I człowiek odpowiada sam sobie- bo były niezdrowe rzeczy....- milknie na sekundę w zadumie i ciszy, aby uczcić tą chwilą zgon swojego ulubionego miejsca w szkole(zaraz po toalecie) i już WW (czyli wszechwiedzący wychowawca) myśli, że temat umarł sam z siebie, gdy do dyskusji włącza się NIEZAPOMINAJKA:
-Bo nie wolno jeść rzeczy niezdrowych, bo na przykład papier jest niezdrowy-wyjaśnia ze smutkiem w błękitnych oczętach ,a na widok wychowawcy szybko usuwającego papiery z niezapominajkowego zasięgu, szybko dodaje:
- I CZIPSY I GAZY! (cokolwiek by to miało znaczyć). 
KONIEC PRZERWY RATUJE MÓJ MÓZG PRZED ZRYCIEM!
Na następnej przerwie w obawie przed kontynuacją tej jakże ciekawej , wszystkożernej rozmowy wysyłam NIEZAPOMINAJKĘ do KOLEŻANKI po szary papier ( arkusze duże -może doniesie i nie zje),żeby nie było z dokładną instrukcją:
-powiedz Dzień dobry i zapytaj, czy NASZA PANI nie zostawiła tu arkuszy szarego papieru , tego na  plakaty- wiesz jakiego? ( energiczne kiwanie warkoczami upewnia mnie,że wie). Jeśli są za szafą to je przynieś, WSZYSTKIE! (może koniec polecenia uchroni papier przed konsumpcją).
POLEEEEEECIAŁA!
Wraca niosąc około metra papieru toaletowego- SZAREGO! i wręcza mi z dumą!
LEEEEECĘ sama!
Wersja KOLEŻANKI: 
-Weszła i zagaiła- Nasza pani chce papieru i wskazała na rolkę o średnicy ok. pół metra na biurku KOLEŻANKI( akurat było sprzątanie po powodzi napojów wyskokowych , bo same wyskakują z bidonów i butelczyn).
KOLEŻANKA użyczyła , ale NIEZAPOMINAJKA nie dała się zbyć:
-ALE CAŁĄ!- i oskarżycielski paluszek wyraźnie wskazał na potencjalny łup.
Ale nie z KOLEŻANKĄ te numery- odesłała zaborcę z kwitkiem ( długim na metr)
I jak tu nie zatrobiać?
PS. Reset torbowy konieczny, bo jutro mówimy o darach jesieni- niektórzy już przynieśli, stąd dialog:
-A skąd macie grzyby? ( ćwierkająca Nasza Pani)
-A Z TARGU!- PO 36 ZETA ZA KILO!- odćwierkująca DARCZYŃCZYNI:)

8 komentarzy:

  1. Haha:))czekaj aż się dowiesz ,że łapówki każesz dzieciom przynosić-36 zeta za kilo:)))
    ja to i tak Cię podziwiam,że masz do nich tyle cierpliwości:)
    mam od pewnego czasu plac zabaw (ten grodzony)pod oknem i czasem mam ochotę zejść i ich podusić:)))))))
    ....i tak bym tego nie zrobiła,ale instynkty mordercze chcą wyjść na światło dzienne:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobno w niektórych szkołach pojawili się dilerzy batonów i czipsów! W bramach obok szkoły, zamiast normalnych ekshibicjonistów, jak to drzewiej bywało, śmigają dostawcy dropsów i gum rozpuszczalnych. Co za czasy:-)
    Pięknie zatorbiasz, zresztą mam jedną taką od Ciebie i świetnie się nosi!:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. to liściaste zatorbienie mnie oczarowało najbardziej

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam te szkolne "klymaty" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach te dzieciaki :) Jeszcze opisane Twoim "piórem", to czyta się jak dobre opowiadanie. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń