Ostatni dzień lata przywitał nas w przytulisku JESIENNIE
Dach przetrwał nawałnicę, której na szczęście nie było i rozochocony tym sukcesem DEKARZ postanowił pokryć papą szopkę, w której rezyduje POJAZD DEKARZA. Gorzko potem żałował,że zamiast spacerów po pachnącym lesie wącha smołę i siarkę, ale niech się przyzwyczaja NA DALEKĄ PRZYSZŁOŚĆ:). Z daleka od PLACÓWKI, w której STEFAN wynalazł nowy sposób przechowywania zeszytu z napisem UWAGI-pod koszem na śmieci(żeby nie było broń Boże ,że wyrzucił) udaremniając tym samym skrupulatnej Babci pasjonującą, codzienną porcję lektury, A ULUBIENIEC potraktował koleżankę petardą ( na szczęście zniszczeniu uległ tylko tornister)ale jak twierdził TO BYŁO PO SKOLE A POZA TYM ON NIE MIAŁ ZADNEJ PETARDY!!!!!!(ostatnie słowo jak zwykle wywrzeszczał, bo uważa ,że im głośniej tym wiarygodniej- kariera polityczna murowana i nawet kryminalna przeszłość nie będzie tu przeszkodą) podziwiałam piękno ostatnich dni jesiennego lata
kołki po stole świadczą o tym,że posiłki już tylko w kuchni , przy piecyku
Przetwarzałam również wszystko, co wpadło mi w ręce
nie zaważając na obfitość rozmaitych DZIADKÓW krążących konkurencyjnie po lesie
i CIESZYŁAM SIĘ!!! z prezentów, które dostałam od JOASI
DZBANUSZKI CUDNEJ URODY
ROWEREK ( w sam raz dla mnie , bo nadal nie umiem jeździć)
WORECZEK NA SKARBY- dziękuję jeszcze raz!
Nostalgia jesienna jednak czaiła się w tle
Samotny bluszcz pnie się nie wiadomo dokąd
Okazało się,że MY RÓWNIEŻ mamy DOM NAD ROZLEWISKIEM i to prawdziwym bobrowym a nie nad jeziorem z pomościkiem, gdzie mogłabym spacerować W KORONKACH ( A CHCIAŁAM BYĆ JAK BRODZIK- romantyczno-nostalgiczna:))
Najbardziej jednak jesienna nostalgię odczuwa chyba ŚLUBNY, bo ni z tego ni z owego wystąpił Z PRETENSJAMI,że nie mówię do niego MISIU- JAK PANI W REKLAMIE ŚRODKA NA WĄTROBĘ!
Muszę przemyśleć sprawę i dlatego WYJEŻDŻAM!Wycieczka z zakładu pracy-mogłaby nosić tytuł TAM GDZIE WŁAŚNIE BYŁAM, bo jedziemy do LUBLINA I ZAMOŚCIA ale dobrze,że w doborowym towarzystwie:)
piątek, 24 września 2010
poniedziałek, 20 września 2010
ODMIENNE STANY ŚWIADOMOŚCI,czyli dlaczego trzeba mieć więcej niż1 telewizor
Sobotni wieczór. Relaks w towarzystwie bardzo i mniej utalentowanych ludzi na szklanym ekranie. Nie szkodzi,że ZOSTAŁAM GRZECZNIE WYPROSZONA z pokoju dziennego, bo i tak wieczór, a poza tym tam odbiornik przekłamuje wszystko na czerwono, co akurat w tym momencie BARDZO ODPOWIADA oglądającym - MĘSKIEJ CZĘŚCI RODZINY + PRZYSZYWANY SYN ( KOLEGA KTÓRY SIĘ AKURAT PRZYPLĄTAŁ)
-BĘDZIE KREEEEEEW!-dobiega mnie co chwilę z pokoju, ale nie martwię się , bo w ulubionym repertuarze POTOMSTWA najczęściej uwzględnia się MIĘSNY ( CZYLI JATKA + RZUCANIE MIĘCHEM). Dziwne tylko,że nie rzuciło im się to dotąd na mózg ( obym nie wypowiedziała w złą godzinę).
OJCIEC RODZINY został dopuszczony do TOWARZYSTWA, ale na szczęście nie wydziera się z latoroślami, tylko z dystansem komentuje co ciekawsze lanie po mordzie.
JA próbuję się skupić na kolejnych poczynaniach śpiewaków,żonglerów ( nie ma to jak WYSOKA SZTUKA), ale brak drzwi kuchennych i wrodzona chęć współuczestnictwa w życiu rodziny zwyciężają i podstępnym dyrdaczkiem zakradam się do dziennego.
-MAMA to nie dla ciebie!-MŁODSZY jak zwykle czujny
- TU SIĘ LEJE KREEEEEEEW!- próbuje mnie wystraszyć STARSZY
Ale jestem ponad to
-NA RAZIE to widzę tylko dwóch łysych okładających się po mordach-zauważam
-NIE ZNASZ SIĘ!!!-chór męski
ZACICHŁAM, bo podsłuchałam,że za chwilę BĘDZIE SIĘ DZIAŁO-NASZ!!!ZMIERZY SIĘ Z MORDERCĄ!
-MORDERCA rozniesie go jak nic!- zaopiniował PRZYSZYWANY SYN
-FAJNIE BY BYŁO ZOBACZYĆ NA ŻYWO!- rozmarzył się STARSZY
-Bilety chyba po parę dych- studził zapał TEN, CO NA TO WSZYSTKO ZARABIA
-Za parę dych to masz miejsce z widokiem z lornetki na filar-zripostował MŁODSZY I zanim zdążyłam mu pogratulować riposty dodał:
-Aaaale bym poszedł na jakiś SPARING....
-Połaź nocą po osiedlu to będziesz miał niejeden i to gratis-zripostowałam i ciche gratulacje złożyłam SOBIE.
Obiecałam ,że:
-będę cicho
-nie będę się wyśmiewać -SZCZEGÓLNIE z naszego zawodnika
- nie będę prychać a wywracać oczami mogę tylko wtedy , gdy nikt nie widzi ( od razu poprosiłam o zgaszenie światła)
bo inaczej - do kuchni i "TYLKO MNIE KOCHAJ"
WARTO BYŁO! Szczególnie po to, aby usłyszeć amerykański hymn w wykonaniu MATEUSZA K. ,dzięki któremu załamany nerwowo AMERYKANIN po krótkim ŁUBUDUBUDU zapewnił mistrzostwo NASZEMU!!!!
W DZIENNYM euforia!!!Sprytnie wykorzystałam moment osłabienia czujności - wynegocjowałam SPRZĄTANIE KWATER ( potakiwanie przez nieuwagę TEŻ SIĘ LICZY!) i pokazałam ZGROMADZONYM torbę, która w zamyśle, na fali radości, miała zostać OCENIONA POZYTYWNIE
-Nooooo, łaaaaaaadna.... ale czemu taka pognieciona? i ten pasek chyba jakoś krzywo....
I to by było na tyle w kwestii POROZUMIENIA MIĘDZYPŁCIOWEGO:)
-BĘDZIE KREEEEEEW!-dobiega mnie co chwilę z pokoju, ale nie martwię się , bo w ulubionym repertuarze POTOMSTWA najczęściej uwzględnia się MIĘSNY ( CZYLI JATKA + RZUCANIE MIĘCHEM). Dziwne tylko,że nie rzuciło im się to dotąd na mózg ( obym nie wypowiedziała w złą godzinę).
OJCIEC RODZINY został dopuszczony do TOWARZYSTWA, ale na szczęście nie wydziera się z latoroślami, tylko z dystansem komentuje co ciekawsze lanie po mordzie.
JA próbuję się skupić na kolejnych poczynaniach śpiewaków,żonglerów ( nie ma to jak WYSOKA SZTUKA), ale brak drzwi kuchennych i wrodzona chęć współuczestnictwa w życiu rodziny zwyciężają i podstępnym dyrdaczkiem zakradam się do dziennego.
-MAMA to nie dla ciebie!-MŁODSZY jak zwykle czujny
- TU SIĘ LEJE KREEEEEEEW!- próbuje mnie wystraszyć STARSZY
Ale jestem ponad to
-NA RAZIE to widzę tylko dwóch łysych okładających się po mordach-zauważam
-NIE ZNASZ SIĘ!!!-chór męski
ZACICHŁAM, bo podsłuchałam,że za chwilę BĘDZIE SIĘ DZIAŁO-NASZ!!!ZMIERZY SIĘ Z MORDERCĄ!
-MORDERCA rozniesie go jak nic!- zaopiniował PRZYSZYWANY SYN
-FAJNIE BY BYŁO ZOBACZYĆ NA ŻYWO!- rozmarzył się STARSZY
-Bilety chyba po parę dych- studził zapał TEN, CO NA TO WSZYSTKO ZARABIA
-Za parę dych to masz miejsce z widokiem z lornetki na filar-zripostował MŁODSZY I zanim zdążyłam mu pogratulować riposty dodał:
-Aaaale bym poszedł na jakiś SPARING....
-Połaź nocą po osiedlu to będziesz miał niejeden i to gratis-zripostowałam i ciche gratulacje złożyłam SOBIE.
Obiecałam ,że:
-będę cicho
-nie będę się wyśmiewać -SZCZEGÓLNIE z naszego zawodnika
- nie będę prychać a wywracać oczami mogę tylko wtedy , gdy nikt nie widzi ( od razu poprosiłam o zgaszenie światła)
bo inaczej - do kuchni i "TYLKO MNIE KOCHAJ"
WARTO BYŁO! Szczególnie po to, aby usłyszeć amerykański hymn w wykonaniu MATEUSZA K. ,dzięki któremu załamany nerwowo AMERYKANIN po krótkim ŁUBUDUBUDU zapewnił mistrzostwo NASZEMU!!!!
W DZIENNYM euforia!!!Sprytnie wykorzystałam moment osłabienia czujności - wynegocjowałam SPRZĄTANIE KWATER ( potakiwanie przez nieuwagę TEŻ SIĘ LICZY!) i pokazałam ZGROMADZONYM torbę, która w zamyśle, na fali radości, miała zostać OCENIONA POZYTYWNIE
-Nooooo, łaaaaaaadna.... ale czemu taka pognieciona? i ten pasek chyba jakoś krzywo....
I to by było na tyle w kwestii POROZUMIENIA MIĘDZYPŁCIOWEGO:)
sobota, 18 września 2010
JESIEŃ BRĄZÓW, czyli święto kawy i kolejne wyzwanie
DWIE PIĘKNOŚCI a zarazem nałogowe KAWIARKI wybrały się, aby uczynić zadość swoim zdrożnym chuciom , czyli w nadziei na wszechobecny na wszelakich festynach CHLEB ZE SMALCEM-A TU KICHA!
NA ŚWIĘCIE KAWY- BYŁA KAWA!
Ożłopałyśmy się aż miło, ale i tak PAZERY-liczyłyśmy na więcej.
Zagrycha też była
ale ponieważ NIEKTÓRZY właśnie są na diecie ( nie obejmującej okazjonalnej kromy ze smalcem), powstrzymałam się siłą woli i silnym ramieniem KOLEŻANKI od zakupów.
Miałysmy również niepowtarzalną okazję poczynić obserwacje natury naukowej adekwatne do TEMATU DNIA:
-CO TO SIĘ MOJA PANI WYRABIA Z LUDŹMI OD TEJ KAWY?!

NA ŚWIĘCIE KAWY- BYŁA KAWA!
Ożłopałyśmy się aż miło, ale i tak PAZERY-liczyłyśmy na więcej.
Zagrycha też była
ale ponieważ NIEKTÓRZY właśnie są na diecie ( nie obejmującej okazjonalnej kromy ze smalcem), powstrzymałam się siłą woli i silnym ramieniem KOLEŻANKI od zakupów.
Miałysmy również niepowtarzalną okazję poczynić obserwacje natury naukowej adekwatne do TEMATU DNIA:
-CO TO SIĘ MOJA PANI WYRABIA Z LUDŹMI OD TEJ KAWY?!
Niektórym rośnie ciśnienie
inni idą na całość
jeszcze inni kręcą jak najęci
A ARTYŚCI- uczą ŻYCIA!
i przy okazji produkują różne PASZCZAKI
Jak zwykle nie zabrakło również reprezentacji niezmordowanych GOSPODYŃ WIEJSKICH
I LOTERII-KAŻDY LOS WYGRYWA
Ustawiłam się w kolejce, bo taka loteria zawsze gwarantuje sukces. Do wygrania był DOM- i oczywiście WYGRAŁA GO KOLEŻANKA!

ja musiałam zadowolić się bransoletką z napisem JEDŹ OSTROŻNIE!( chyba tramwajem, bo samochód zawsze prowadzi PAN NIEZAWODNY)
Gdy od kawy pobrązowiało nam w oczętach, wróciłyśmy do naszego blokowiska, bo trzeba teraz intensywnie szukać atrakcyjnie położonej działki pod NIERUCHOMOŚĆ WŁAŚCICIELKI:), ale co tam
STAĆ NAS! Swoją drogą ciekawe ile kosztuje 5cm kwadratowych nad morzem?
PS.
W SZUFLADZIE kolejne wyzwanie "Z nutką melancholii" KOLOR PRZEWODNI- BRĄZ.Tematyka i kolor najwyraźniej stworzony dla mnie- miłośniczki kawy i melancholijnie zazdrosnej o TO ŻE NIEKTÓRZY WYGRYWAJĄ NAWET DOMY A JA MAM TYLKO JEŹDZIĆ OSTROŻNIE!
Uszyłam oczywiście...torbę!
JESIENNY MOTYL
wtorek, 14 września 2010
KŁOPOTAMI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA, czyli wieści z placu boju
Kłopoty oczywiście nie nękają ZASŁUŻENIE WYPOCZYWAJĄCEJ, ale dotyczą GODNIE ZASTĘPUJĄCYCH. Z ULUBIEŃCEM poradzono sobie w prosty sposób- przesunięto go za obopólną zgodą ( słowo obopólna obawiam się nie odnosi się do jednostki decyzyjnej jaką jest ULUBIENIEC- oba pola to raczej STARA I NOWA PANI-która z ciężkim sercem podjęła wyzwanie.
Ale nie ma tego złego...
GODNIE ZASTĘPUJĄCEJ został jako KONIECZNY ELEMENT ROZRYWKOWY- STEFAN, który jednak nie w ciemię bity, już w pierwszym dniu wybadał NOWĄ PANIĄ na okoliczność ulubionego koloru i stosownie do tego WYKONAŁ NIEBIESKIE SERCE W DARZE (i nieważne ,że ZAMIAST obowiązkowych zadań-znając życie nadrobi-o ile będzie chciał lub dopadnie go babcia)
NOWA PANI ULUBIEŃCA, choć nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem- wzbogaca CODZIENNIE swój warsztat o nowe metody oddziaływania wychowawczego oraz WIEDZĘ na temat praw ucznia, bo codziennie dowiaduje się do czego ona, jako nauczyciel NIE MA PRAWA:
3. Nie ma prawa zabraniać mu latania po wszystkich piętrach ( na propozycję wspólnego szaleństwa na schodach PANI jeszcze się nie załapała), bo CAŁA SZKOŁA JEST DLA UCZNIÓW
BEZPOŚREDNI PRZODEK ULUBIEŃCA zwany Ojcem wykazał się inwencją twórczą w czasie pierwszego zebrania rodziców, bo przesiedział całe zebranie w INNEJ RÓWNOLEGŁEJ KLASIE zadowolony,że imię jego syna nie pojawia się nawet w kuluarach. Okrutną prawdę poznał dopiero, gdy chciał OSOBIŚCIE zapoznać się z NOWYM WYCHOWAWCĄ i okazało się, że TO NIE TEN! Na przejście do sąsiedniej klasy nie starczyło mu już siły i ZAWIEDZIONY POZIOMEM USŁUG PLACÓWKI poszedł do domu aby pewnie zapytać SYNA- w której jest klasie?
A JA.........:) w tym czasie dziergam jesienne szaliczki
marynuję DRÓB
I cieszę się z nadchodzącej jesieni:)
Ale nie ma tego złego...
GODNIE ZASTĘPUJĄCEJ został jako KONIECZNY ELEMENT ROZRYWKOWY- STEFAN, który jednak nie w ciemię bity, już w pierwszym dniu wybadał NOWĄ PANIĄ na okoliczność ulubionego koloru i stosownie do tego WYKONAŁ NIEBIESKIE SERCE W DARZE (i nieważne ,że ZAMIAST obowiązkowych zadań-znając życie nadrobi-o ile będzie chciał lub dopadnie go babcia)
NOWA PANI ULUBIEŃCA, choć nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem- wzbogaca CODZIENNIE swój warsztat o nowe metody oddziaływania wychowawczego oraz WIEDZĘ na temat praw ucznia, bo codziennie dowiaduje się do czego ona, jako nauczyciel NIE MA PRAWA:
- -NIE MA PRAWA ZABRANIAĆ PICIA I JEDZENIA W CZASIE LEKCJI, bo to OSOBISTE picie i jedzenie ULUBIEŃCA
3. Nie ma prawa zabraniać mu latania po wszystkich piętrach ( na propozycję wspólnego szaleństwa na schodach PANI jeszcze się nie załapała), bo CAŁA SZKOŁA JEST DLA UCZNIÓW
BEZPOŚREDNI PRZODEK ULUBIEŃCA zwany Ojcem wykazał się inwencją twórczą w czasie pierwszego zebrania rodziców, bo przesiedział całe zebranie w INNEJ RÓWNOLEGŁEJ KLASIE zadowolony,że imię jego syna nie pojawia się nawet w kuluarach. Okrutną prawdę poznał dopiero, gdy chciał OSOBIŚCIE zapoznać się z NOWYM WYCHOWAWCĄ i okazało się, że TO NIE TEN! Na przejście do sąsiedniej klasy nie starczyło mu już siły i ZAWIEDZIONY POZIOMEM USŁUG PLACÓWKI poszedł do domu aby pewnie zapytać SYNA- w której jest klasie?
A JA.........:) w tym czasie dziergam jesienne szaliczki
marynuję DRÓB
I cieszę się z nadchodzącej jesieni:)
sobota, 11 września 2010
KURA DOMESTICA czyli zrób to sam
KOLEŻANKA nie wykazała się niestety POSTAWĄ społecznie pożądaną i nie przyleciała na czas z wędlinką , poprzestała na telefonicznym pocieszeniu ,wymawiając się koniecznością obecności W PRACY .Musiałam radzić sobie sama .
PANOWIE od rana na dachu
-Brak wędlinki rzuca się na wzrok-przypomniał PRZYSZŁY WEGETARIANIN a mnie olśniło,że w czeluściach kredensu mam zachomikowane puszki z tzw. GULASZEM ANGIELSKIM I MIELONKĄ!
Po SMAKOWITYM śniadanku ( niech no tylko ktoś spróbowałby negować smak mielonki ) szarpnęłam koszyczek i hajda na grzybki!
W lesie TŁUMY! Więcej zbieraczy niż grzybów, ale po paru kilometrach i paru tysiącach pajęczyn zebranych na twarz koszyczek pełny
i CHUŚCIASTY KAPTUREK mógł spokojnie wrócić do domu aby z konsternacją stwierdzić,że KTOŚ zapierniczył butlę z gazem. Podejrzenie padło na BABĘ, ale tym razem było to POMÓWIENIE, bo ATRYBUT KONIECZNY DO UGOTOWANIA OBIADU podprowadził mi własny MĄŻ w celach REMONTOWYCH. Dobrze, że pieca kaflowego nie wtargali na dach a wystarczyła im tylko moja butla.
-A chcesz mieć grzybki w koszyczku czy na suficie w łazience?- zaproponował alternatywę i zdusił w zarodku rodzący się protest KIEROWNIK ROBÓT.
NIEOCZEKIWANIE awansowałam na STARSZEGO POMOCNIKA MŁODSZEGO PALACZA i w ten sposób NIEODRODNA CÓRA BLOKOWISKA musiała chcąc nie chcąc SAMODZIELNIE rozpalić domowe ognisko w KAFLOKU, wysuszyć grzybki,
ugotować obiad i wsadzić BADYLE, które w przypływie pazerności wycyganiła od SĄSIADKI.
-To są właśnie robótki ręczne- wyjaśnił POSPÓLSTWU KIEROWNIK ZE SWEGO dachowego piedestału i poprosił jeszcze w przypływie KIEROWNICZEJ BEZCZELNOŚCI o wyregulowanie sprzętu hi fi bo jak się wyraził "coś przerywa".
POSPÓLSTWO, KTÓRE NIE CHCE MIEĆ GRZYBA NA SUFICIE poszło, wyregulowało, podało itp. itd a wieczorem o dziwo stwierdziło,że zabawa w KURA DOMESTICA też daje sporo satysfakcji, szczególnie wtedy, gdy PO KOLACJI rzeczona KURA stwierdza niewinnie
- A JA SOBIE TERAZ PÓJDĘ TYLKO SPRAWDZIĆ, BO TEN JEDEN GRZYB, TO NIE WIEM ALE CHYBA BOROWIK BYŁ...
PANOWIE od rana na dachu
CZASAMI ZAPOMNIELI NARZĘDZI I TRZEBA BYŁO SCHODZIĆ NA NIZINY
a ja z jednym okiem na wpółotwartym starałam się za wszelką cenę pobudzić mój znękany mózg do akcji WYMYŚL COŚ, zanim czajnik bezprzewodowy głośnym KLIK oznajmi,ze woda już zawrzała i można się zalać poranną "kawą plujką"( odcedzanie rano fusów między zębami zawsze dobrze wpływa na psyche). Oparta o kredens z widokiem na chaszcze za oknem chłonęłam poranek i..... BABĘ WPATRZONĄ WE MNIE o jakieś dwa metry od okna. BABA w szoku- ja TYM BARDZIEJ.Dobrze,ze okno zamknięte, bo wypadłabym w chaszcze na zaspany pysk jak nic. WIDOK NA BABĘ BEZ BABY
Ponieważ byłam w lekkim dezabilu, nie mogłam pocwałować za dom ,żeby zapytać ONĄ czego szuka po krzakach, bo wśród jeżyn i sitowia- grzyby przecież nie rosną. Ogarnęłam się migiem , ale BABA była szybsza-gdy obleciałam chałupę- ANI ŚLADU. Panowie OCZYWIŚCIE nic nie widzieli i nic nie słyszeli-Brak wędlinki rzuca się na wzrok-przypomniał PRZYSZŁY WEGETARIANIN a mnie olśniło,że w czeluściach kredensu mam zachomikowane puszki z tzw. GULASZEM ANGIELSKIM I MIELONKĄ!
Po SMAKOWITYM śniadanku ( niech no tylko ktoś spróbowałby negować smak mielonki ) szarpnęłam koszyczek i hajda na grzybki!
W lesie TŁUMY! Więcej zbieraczy niż grzybów, ale po paru kilometrach i paru tysiącach pajęczyn zebranych na twarz koszyczek pełny
i CHUŚCIASTY KAPTUREK mógł spokojnie wrócić do domu aby z konsternacją stwierdzić,że KTOŚ zapierniczył butlę z gazem. Podejrzenie padło na BABĘ, ale tym razem było to POMÓWIENIE, bo ATRYBUT KONIECZNY DO UGOTOWANIA OBIADU podprowadził mi własny MĄŻ w celach REMONTOWYCH. Dobrze, że pieca kaflowego nie wtargali na dach a wystarczyła im tylko moja butla.
-A chcesz mieć grzybki w koszyczku czy na suficie w łazience?- zaproponował alternatywę i zdusił w zarodku rodzący się protest KIEROWNIK ROBÓT.
NIEOCZEKIWANIE awansowałam na STARSZEGO POMOCNIKA MŁODSZEGO PALACZA i w ten sposób NIEODRODNA CÓRA BLOKOWISKA musiała chcąc nie chcąc SAMODZIELNIE rozpalić domowe ognisko w KAFLOKU, wysuszyć grzybki,
ugotować obiad i wsadzić BADYLE, które w przypływie pazerności wycyganiła od SĄSIADKI.
-To są właśnie robótki ręczne- wyjaśnił POSPÓLSTWU KIEROWNIK ZE SWEGO dachowego piedestału i poprosił jeszcze w przypływie KIEROWNICZEJ BEZCZELNOŚCI o wyregulowanie sprzętu hi fi bo jak się wyraził "coś przerywa".
POSPÓLSTWO, KTÓRE NIE CHCE MIEĆ GRZYBA NA SUFICIE poszło, wyregulowało, podało itp. itd a wieczorem o dziwo stwierdziło,że zabawa w KURA DOMESTICA też daje sporo satysfakcji, szczególnie wtedy, gdy PO KOLACJI rzeczona KURA stwierdza niewinnie
- A JA SOBIE TERAZ PÓJDĘ TYLKO SPRAWDZIĆ, BO TEN JEDEN GRZYB, TO NIE WIEM ALE CHYBA BOROWIK BYŁ...
środa, 8 września 2010
GOSPODYNI POD WIĄZAMI, czyli gość choć świnia swoje prawa ma!
To durne powiedzenie akurat w moim wypadku nigdy się nie sprawdza, bo rzadko z trzodą mam do czynienia. Co do praw i zasad gościnności, podstawową jest zapewnienie ZAPROSZONYM jadła, napoju ( w tym wyskokowego-ale to w umiarkowanych ilościach, bo zazwyczaj aprowizację goście biorą na siebie) i miejsca do położenia skołatanej głowy ( choć kołatki na razie tylko w podłodze- z wielkim zacięciem trenują Popielec-czyli Z PROCHU JESTEŚ a głównie W PROCH SIĘ OBRÓCISZ a biedne deski unieruchomione w naszej podłodze skrzypią tylko,że "nawet karnawału nie było..a już Popielec.. i ...zobaczymy jak WAM będzie wesoło gdy spotkacie się oko w oko z mrowiskiem POD PODŁOGĄ)
Tym razem GOŚĆ- POMOCNIK-TEŚĆ RODZONY. Mają z GOSPODARZEM izolować dach nad łazienką. A ROBOTNIKOM- tym bardziej należy się wyszynk ( oczywiście po robocie)
GOSPODYNI należycie się przygotowała. Zakupiła tony kiełbachy na "gryla" i.... zostawiła to wszystko W LODÓWCE MIEJSKIEJ.-zdziwiona,że kiełbasy nie można przesłać MAJLOWO-MIĘDZYLODÓWKOWO.
-Nie jesteście przypadkiem wegetarianami?- próbowała wysondować TYCH CO ICH ZNA OD 20 LAT ALE CIĄGLE POZNAJE NA NOWO
-Tylko w piątki- odpowiedzieli zgodnie OJCIEC Z SYNEM
-A zjecie na kolację WĘDLINĘ?
-Nie.... może sery, pomidor.... -GOSPODYNI wróciła do izby, bo już jedna nogą była na zewnątrz w nieudanej próbie ucieczki.
Ale i tak SIĘ WYDAŁO, bo lodówka STRASZY PUSTKĄ i jutro albo GOSPODYNI z rana nazbiera muchomorków i zeżre w ramach pokuty albo poleci "bez las" 3 km do sklepu po mięcho.
Istnieje jeszcze wariant trzeci, chyba najlepszy- ZAPROSI GOŚCI a oni PRZYWIOZĄ KIEŁBACHĘ!
WYMIENIĘ WĘDLINĘ NA EKOLOGICZNĄ MARCHEWKĘ!
Tym razem GOŚĆ- POMOCNIK-TEŚĆ RODZONY. Mają z GOSPODARZEM izolować dach nad łazienką. A ROBOTNIKOM- tym bardziej należy się wyszynk ( oczywiście po robocie)
GOSPODYNI należycie się przygotowała. Zakupiła tony kiełbachy na "gryla" i.... zostawiła to wszystko W LODÓWCE MIEJSKIEJ.-zdziwiona,że kiełbasy nie można przesłać MAJLOWO-MIĘDZYLODÓWKOWO.
-Nie jesteście przypadkiem wegetarianami?- próbowała wysondować TYCH CO ICH ZNA OD 20 LAT ALE CIĄGLE POZNAJE NA NOWO
-Tylko w piątki- odpowiedzieli zgodnie OJCIEC Z SYNEM
-A zjecie na kolację WĘDLINĘ?
-Nie.... może sery, pomidor.... -GOSPODYNI wróciła do izby, bo już jedna nogą była na zewnątrz w nieudanej próbie ucieczki.
Ale i tak SIĘ WYDAŁO, bo lodówka STRASZY PUSTKĄ i jutro albo GOSPODYNI z rana nazbiera muchomorków i zeżre w ramach pokuty albo poleci "bez las" 3 km do sklepu po mięcho.
Istnieje jeszcze wariant trzeci, chyba najlepszy- ZAPROSI GOŚCI a oni PRZYWIOZĄ KIEŁBACHĘ!
WYMIENIĘ WĘDLINĘ NA EKOLOGICZNĄ MARCHEWKĘ!
FOLKLOR -"sztuka naiwna", czyli dla kazdego coś.
Szufladowe wyzwanie - zgłosiłam poduchę- UCIESZYŁA SIĘ! :)
Ponieważ akcja orgaznizowana przez SZUFLADĘ nosi nazwę WYZWANIE czuję się teraz co najmniej jak Ulrich von Jungingen wysyłający dwa nagie miecze, bo w/w poducha ( mam nadzieję,że nie umie czytać) OBNAŻA moje umiejętności rękodzielnicze:)
Ponieważ akcja orgaznizowana przez SZUFLADĘ nosi nazwę WYZWANIE czuję się teraz co najmniej jak Ulrich von Jungingen wysyłający dwa nagie miecze, bo w/w poducha ( mam nadzieję,że nie umie czytać) OBNAŻA moje umiejętności rękodzielnicze:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















