PANOWIE od rana na dachu
CZASAMI ZAPOMNIELI NARZĘDZI I TRZEBA BYŁO SCHODZIĆ NA NIZINY
a ja z jednym okiem na wpółotwartym starałam się za wszelką cenę pobudzić mój znękany mózg do akcji WYMYŚL COŚ, zanim czajnik bezprzewodowy głośnym KLIK oznajmi,ze woda już zawrzała i można się zalać poranną "kawą plujką"( odcedzanie rano fusów między zębami zawsze dobrze wpływa na psyche). Oparta o kredens z widokiem na chaszcze za oknem chłonęłam poranek i..... BABĘ WPATRZONĄ WE MNIE o jakieś dwa metry od okna. BABA w szoku- ja TYM BARDZIEJ.Dobrze,ze okno zamknięte, bo wypadłabym w chaszcze na zaspany pysk jak nic. WIDOK NA BABĘ BEZ BABY
Ponieważ byłam w lekkim dezabilu, nie mogłam pocwałować za dom ,żeby zapytać ONĄ czego szuka po krzakach, bo wśród jeżyn i sitowia- grzyby przecież nie rosną. Ogarnęłam się migiem , ale BABA była szybsza-gdy obleciałam chałupę- ANI ŚLADU. Panowie OCZYWIŚCIE nic nie widzieli i nic nie słyszeli-Brak wędlinki rzuca się na wzrok-przypomniał PRZYSZŁY WEGETARIANIN a mnie olśniło,że w czeluściach kredensu mam zachomikowane puszki z tzw. GULASZEM ANGIELSKIM I MIELONKĄ!
Po SMAKOWITYM śniadanku ( niech no tylko ktoś spróbowałby negować smak mielonki ) szarpnęłam koszyczek i hajda na grzybki!
W lesie TŁUMY! Więcej zbieraczy niż grzybów, ale po paru kilometrach i paru tysiącach pajęczyn zebranych na twarz koszyczek pełny
i CHUŚCIASTY KAPTUREK mógł spokojnie wrócić do domu aby z konsternacją stwierdzić,że KTOŚ zapierniczył butlę z gazem. Podejrzenie padło na BABĘ, ale tym razem było to POMÓWIENIE, bo ATRYBUT KONIECZNY DO UGOTOWANIA OBIADU podprowadził mi własny MĄŻ w celach REMONTOWYCH. Dobrze, że pieca kaflowego nie wtargali na dach a wystarczyła im tylko moja butla.
-A chcesz mieć grzybki w koszyczku czy na suficie w łazience?- zaproponował alternatywę i zdusił w zarodku rodzący się protest KIEROWNIK ROBÓT.
NIEOCZEKIWANIE awansowałam na STARSZEGO POMOCNIKA MŁODSZEGO PALACZA i w ten sposób NIEODRODNA CÓRA BLOKOWISKA musiała chcąc nie chcąc SAMODZIELNIE rozpalić domowe ognisko w KAFLOKU, wysuszyć grzybki,
ugotować obiad i wsadzić BADYLE, które w przypływie pazerności wycyganiła od SĄSIADKI.
-To są właśnie robótki ręczne- wyjaśnił POSPÓLSTWU KIEROWNIK ZE SWEGO dachowego piedestału i poprosił jeszcze w przypływie KIEROWNICZEJ BEZCZELNOŚCI o wyregulowanie sprzętu hi fi bo jak się wyraził "coś przerywa".
POSPÓLSTWO, KTÓRE NIE CHCE MIEĆ GRZYBA NA SUFICIE poszło, wyregulowało, podało itp. itd a wieczorem o dziwo stwierdziło,że zabawa w KURA DOMESTICA też daje sporo satysfakcji, szczególnie wtedy, gdy PO KOLACJI rzeczona KURA stwierdza niewinnie
- A JA SOBIE TERAZ PÓJDĘ TYLKO SPRAWDZIĆ, BO TEN JEDEN GRZYB, TO NIE WIEM ALE CHYBA BOROWIK BYŁ...
ta baba mnie ciekawi...ciekawe kto to byl, albo co (moze jakis alien przebrany za babe)
OdpowiedzUsuńFajnie masz ze swoimi chłopakami :-)
OdpowiedzUsuńBuziaki niedzielne
I znów wyszłaś cało z opresji. Zuch kobieta!:)A może to jakaś zielarka buszowała w tych chabaziach?
OdpowiedzUsuńNo to się nie zdziw jak MAJSTER ROBÓT WSZELKICH nie będzie chciał jeśc grzybków :))))
OdpowiedzUsuńOlu , bez Ciebie ani rusz ? jesteś kobietą wszechstronną , nie dziw się więc ,że baba bacznie Ci się przyglądała .
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Yrsa
To pewnie duch chaszczy się przywlókł zobaczyć co w trawie piszczy - a nie żadna baba! Rumor robicie, więc biała dama nie wytrzymała. :)
OdpowiedzUsuńAleż ta Baba intrygująca...chyba, że to była "Babie lat"o...a z Ciebie istny przytuliskowy działacz!Wspaniale opowiadasz:)Pozdrowienia ślę!
OdpowiedzUsuń