sobota, 19 czerwca 2010

ŚWIADECTWA SIĘ PISZĄ A HEROINA vel BOHATERKA ucieka na wieś




No PRAWIE się piszą , bo zaraz siadam do magicznego programu, który wszystkie moje "OCHY, ACHY I ZARAZ CI POKAŻĘ!" sprytnie przekłada na język kultury masowej OCENĄ OPISOWĄ zwany.SZANOWNY MAŁŻONEK zabawia się dzisiaj na imprezie integracyjno sportowej w zakładzie pracy, polegającej pewnie na piciu piwa, jedzeniu kiełbasek, żeberek, szaszłyczków(wiem, bo chwalił się TALONEM) i obtańcowywaniu OBCYCH BAB:) ( A niech stracę, najbardziej SZASZŁYCZKÓW szkoda), więc aby zadośćuczynić ZABRAŁ ( LUDZKI PAN) MAŁŻONKĘ na ULUBIONĄ WIEŚ, gdzie OWA:
  1. TRENOWAŁA WŁAŚCIWE UŁOŻENIE NA HAMAKU( wreszcie się dopchałam)


2. Czytała

i w trakcie tej czynności została HANIEBNIE ZASKOCZONA przez PANÓW kontrolujących licznik elektryczny, którzy podstępnym pytaniem:
-A nie zjedzą tak panią komary?-zadanym ZNIENACKA spowodowali,że IDEAŁ SIĘGNĄŁ BRUKU ( a właściwie trawy) i JUŻ PO BUJANIU. Oberwało się JAK ZWYKLE ŚLUBNEMU,który twierdził,że nie ostrzegł, BO NIE WIDZIAŁ -CHOCIAŻ WYPATRYWAŁ


Jak widać spodziewał się raczej "czerwonych beretów"
Aby zadośćuczynić musiał zabrać OBRAŻONĄ na wycieczkę krajoznawczo-zakupową
  • do sklepu
  • na cmentarz -próby pozostawienia spełzły na niczym, bo OFIARA dzierżyła cenny aparat

 3.Po łąkach
i ogródku

chodziła SAMA i dopiero komentarz:
-Napiszesz książkę-"Obrazy doniczki w różnych porach roku"? uświadomił FOTOGRAFCE,że jej ulubionym obiektem miast ZASŁUGUJĄCEGO NA TO CZŁOWIEKA O ŚWIĘTEJ CIERPLIWOŚCI jest zestaw DONICZKA NA KIJKU.
 4.W podzięce machnęłam CZŁOWIEKOWI Królewską Poduszkę
ale wzgardził, bo uznał,ze wzorek ODBIJE MU SIĘ NA PIĘKNYM LICU!
-Damy chłopakom-będą klęczeć za karę- zaproponował PROFAN
NIEDOCZEKANIE!
Pobyt w raju przebiegał o tyle ciekawie,że zostaliśmy zaszczyceni DWUKROTNIE wizytą jak się okazało PRZYJACIELA DOMU, który zawitał:
  1. w sprawie "Nie masz sprzedać, albo pożyczyć jednego piwa?"(Nie mam-odpowiedziałam zgodnie z prawdą- MĄŻ wszystko wypija)
  2. Zabralibyście do MIASTA (146 km) CHŁOPAKÓW, bo co- sami pojadą?
Chłopaki lat 30 i 20 karnie stawili się na umówionym miejscu.Nasz NOWY PRZYJACIEL próbował jeszcze przemycić do samochodu RAMĘ OD MOTOROWERA, bo "termin ubezpieczenia wychodzi a trzeba zezłomować, to jak nie ma miejsca w bagażniku, to może by tak chłopcy wzięli na kolana? Po SUGESTII KIEROWCY,że "albo chłopcy, albo rama" ODSTĄPIŁ OD POMYSŁU szybkiej przeróbki naszego "błękitnego gromu" na furgonetkę towarowo osobową.
Jazda powrotna z przygodami, bo nasza tylna opona taki "żart" zrobiła ,że cichaczem wypuszczała "z się" powietrze i w związku z tym, po czterokrotnym zadaniu na czas- ROZŁADUJ SAMOCHÓD, ZAŁADUJ SAMOCHÓD-aby dopompować koło i sprawdzić CZY ABY MAMY ZAPAS-PAKOWANIE MAM OPANOWANE DO PERFEKCJI:)
CHŁOPCY- w milczeniu, palili tylko na postojach papierosy , z niepokojem śledząc nasze ZABIEGI (czyli pakowanie i za-bieg wokół samochodu) ale BYLI TWARDZI- oprócz DZIĘKUJĘ( NA KONIEC) nie powiedzieli NIC!
DOBRZE,ŻE MAMY RADIO-bo nie wzięłam NOŻA do krojenia ciszy.
A teraz wracam do świadectw, aby z PEŁNYM ZROZUMIENIEM wpisać niektórym złotoustym
"uczeń NIE ZAWSZE chętnie wypowiada się na podany temat"

poniedziałek, 14 czerwca 2010

BLASKI I CIENIE UPODLENIA, czyli JA TEŻ BYŁAM W PIWIARENCE!

Na usprawiedliwienie mogę jedynie dodać,że zostałam zabrana w to godne potępienia miejsce podstępem i znienacka.Pewnego pięknego, absolutnie niezapowiadającego dramatycznych konsekwencji poranka, gdy z racji braku pilnych zajęć byłam w nastroju między skowronkiem a leniwcem WPADŁA na kawkę SĄSIADKA. 

WPADŁA to odpowiednie słowo, bo oprócz słusznej postury cechuje ją niespożyta energia-SZCZEGÓLNIE W PLANOWANIU IMPREZ
-Zgadnij , co?-zagaiła
Nawet nie próbowałam, PRZED kawą jedyna zagadka jaką jestem w stanie rozwiązać jest "Z cukrem, czy bez?"-prawidłowa odpowiedź-Z CUKREM OCZYWIŚCIE! (i potem się dziwię,że się noszę rozmiary ZBLIŻONE DO WIEKU!)
W milczeniu zaparzyłam fusy, wyburczałam ekspresem filiżankę dla SFINKSA i zasiadłam,żeby w skupieniu zgłębić tajniki jej bulwersujących przeżyć.
-W PIWIARENCE- W SOBOTĘ-BĘDĄ- PIE-CZON-KI!!!!-wyskandowała i zanim otrząsnęłam się z szoku, dowiedziałam się jeszcze,że:
  1. WSZYSCY idziemy, bo stolik zarezerwowany
  2. BĘDZIE grał ZESPÓŁ ARTYSTYCZNY
  3. WSZYSCY idziemy, bo WSZYSCY lubimy pieczonki
  4. WSZYSCY idziemy, bo WSZYSCY lubimy PIWO
-JA akurat nie lubię piwa- próbowałam wtrącić
-A kto ci KAŻE PIĆ?-zripostowała od razu SĄSIADKA-O 18.30 w sobotę zbiórka! PRZEKAŻ wszystkim!
-To znaczy KOMU?(kofeina jeszcze nie dotarła do mózgu)
-No MĘŻOWI I...MOŻESZ ZABRAĆ KOGO JESZCZE CHCESZ- zaproponowała łaskawie
Jak myślicie, NA KOGO PADŁO?
O wyznaczonej porze KOLEŻANKA-ubrana WYJŚCIOWO ACZ "NIE RZUCAJĄCO" SIĘ W OCZY (konsultowałyśmy się telefonicznie) dotarła do bazy.
-BOŻE, żeby tylko nas tu KTOŚ z RODZICÓW nie zauważył!-podniosła atmosferę na wstępie
-MOJA RODZICIELKA po taki przybytkach się nie pałęta- chyba,że TWOJA-dbałam o podtrzymanie miłej konwersacji.
-Nie rżnij GŁUPA,mówię przecież o RODZICACH KLASOWYCH!
NASZĄ uroczą konwersację przerwało wejście SĄSIADÓW i nadpłynięcie unoszącego się na skrzydłach szczęścia MĘŻA ZE SZKALNICĄ ZŁOTEGO NEKTARU BOGÓW-zachwyconego faktem,że WRESZCIE BEZKARNIE MOŻE NAPIĆ SIĘ PIWA!
-Nic więcej od życia nie wymagam-obwieścił. No może jeszcze pieczonki....-rozmarzył się (może je jeść na okrągło)
-Będą,będą-uspokoiła SĄSIADKA-BYWALCZYNI- I TO BYŁO  JEJ OSTANIE SŁYSZALNE SŁOWO , bo na mikroskopijnej scenie , w odległosci ok metra od nas rozśpiewała się ZESPÓŁ: cudnej urody dziewczę w pełnym makijażu i kreacji w stylu "Jola Rutowicz dziś się bawi" oraz DOBRZE PRZECHODZONY młodzian z plerezą.
-To może wyjdziemy na dwór- zaproponował po kolejnym piwie ośmielony MĄŻ
-Nie, bo TU MAMY STOLIK ZAREZERWOWANY-przedarł się głos BYWALCZYNI
-Ale na dworze prawie nikogo nie ma-próbowałam wesprzeć ŚLUBNEGO
-Przyjdą, przyjdą- jak tylko poczują zapach ziemniaków
-Ale tu nikt nic nie szykuje- słusznie zauważyła KOLEŻANKA
-Wszystko będzie, nie bójcie się a poza tym tam komary gryzą i NIE SŁYCHAĆ MUZYKI!- ucięła dyskusję SĄSIADKA a SZANSONISTKA zawtórowała jej po raz kolejny wykonując szlagier "Żono moja, serce moje", co jak się dowiedzieliśmy jest hymnem naszych SĄSIADÓW i mogą tego słuchać na okrągło.
21.00-PIECZONEK JAK NIE BYŁO TAK NIE MA ale TOWARZYSTWO bawi się coraz lepiej
Spojrzałam na KOLEŻANKĘ-TAK JAK JA-TOREBECZKA NA KOLANACH, ŁOKCIE PRZY SOBIE I LEKKI OBŁĘD W OCZACH ( już teraz wiem co miała na myśli)
-A jakby tu PRZYPADKIEM weszła moja pociecha?-zaniepokoiła się
-Ale , po co?
-Na przykład po klucze... to jak nic każe mi NATYCHMIAST iść do domu -nie wiem czemu zmartwiła się
21.30 -NADAL NA GŁODNEGO
-JA IM ZARAZ COŚ POWIEM- do wrażliwych uszu MĘŻA DOTARŁO-JAKI rodzaj muzyki cały czas grają.
-CICHO SIEDŹ, zaraz pójdziemy do domu- próbowałam go spacyfikować ale a tym momencie padła ze strony BYWALCÓW komenda:
-Chodźcie-TAŃCZYMY! NO, CO SIĘ NIE BAWICIE?
Zawsze w takiej sytuacji boję się,żeby nie wzięto mnie za SZTYWNIARĘ, dlatego przemocą wyciągnęłam MOCNO ZNIECZULONEGO MĘŻA oraz ZDECYDOWANIE OPIERAJĄCĄ SIĘ KOLEŻANKĘ  na na szczęście mikroskopijny parkiet i w rytm "Niech żyje wolność i swoboda" pokiwaliśmy się w kółeczku ( co NIEKTÓRYM ZNIECZULONYM przychodziło to z zadziwiającą łatwością) i NIE doczekawszy POSIŁKU, dyskretnie zakończyliśmy nasz udział w imprezie.
DZIEŃ DRUGI- okazało się,że ok 11.30- pieczonki jednak były, ale nie dla wszystkich starczyło.
-ŻENADA! TA MUZYKA I W OGÓLE!-podsumował imprezę MĄŻ-DOBRZE,ŻE CHCOCIAŻ NIE TAŃCZYLIŚMY!
PRAWDZIWE, NAJLEPSZE,BO PRZEZ MĘŻA ROBIONE PIECZONKI
- w tym wydaniu u BRATA

niedziela, 13 czerwca 2010

KONIEC WŁASNEGO NOSA, czyli muszę nad soba popracować

To,że krtań chora, to nie znaczy chyba,że cierpi się na zaniki pamięci.Chociaż dobrze poinformowana KOLEŻANKA twierdzi, że to przerzuty z idiociejącej krtani do idiociejącego mózgu.
CHORA HEROINA, patrząca dotąd tylko wgłąb własnego gardła i nie dalej niż na czubek własnego nosa-PRZEPRASZA(a zawsze przychodzi mi to z wielkim trudem-kto widział ten wie) ŚWIAT AMALII od której dostałam w ramach wymianki tyle prezentów

I NAWET O TYM NIE WSPOMNIAŁAM!!!
Od bicia się w piersi mam już dołek w miejscu mostka.
-To dlatego,że TY ZAWSZE myślisz tylko o SOBIE- podsumowała mnie RODZICIELKA
-Jak to? A kto martwi się TWOIM ZDROWIEM?
-NO TY!Ale tylko dlatego,że NIE CHCESZ MIEĆ KŁOPOTU! Myślisz,że nie wiem?
RODZICIELKA -przenikliwa jak zwykle,że też nie została PSYCHOLOGIEM RODZINNYM skoro i tak praktykuje całe życie NA LEWO.
-Czekoladę, też ZAWSZE chciałaś mieć TYLKO DLA SIEBIE!
-A kiedy to ja tak dostawałam czekoladę?
-No NIE DOSTAWAŁAŚ, BO I TAK CHCIAŁABYŚ JĄ MIEĆ TYLKO DLA SIEBIE-mówię przecież. Czy wspominałam ,że z RODZICIELKĄ w potyczkach słownych na korytarzach pokrętnej logiki nie wygrał jeszcze nikt?
BIORĘ SIĘ ZA SIEBIE! nie będę dłużej SAMOLUBEM!
ETAP1-ZRÓB COŚ DLA KOGOŚ
Wykonałam więc SPECJALNIE dla KOLEŻANKI etui NACOTAMCHCESZ
-To,żebym Ci nie zapomniała oddać kasy?- "domyśliła" się.No i MOJA BEZINTERESOWNOŚĆ poszła z DOBRYM SAMOPOCZUCIEM w siną dal.
KOLEJNYCH ETAPÓW NIE BĘDZIE!
Idę POPRACOWAĆ nad sobą czytając książkę, z której dowiem się DLACZEGO JESTEM GRUBA i KTO MI ZA TO ODPOWIE!!!:)

piątek, 11 czerwca 2010

gorąco i spać nie można , czyli nasza mała piwiarenka

Nie ma to ej nie ma jak to piwiarence ( parafrazując "ni ma to ej ni ma jak to górnikowi, zapali se fajkę , idzie  ku szybowi oj dana!") piweczko obalisz i nie drżą Ci ręce-mogliby mnie zatrudnić jako copy-writera  w w/w "WODOPOJU"  a właściwie PIWOŻŁOPIE, tym bardziej,że piwa nie lubię a tu takie wyżyny POEZJI ŚPIEWANEJ oj dana!
Od kilku lat mamy właśnie taki przybytek tuż pod naszym balkonem- tak ze dwa rzuty ziemniakiem. W zimie ok- siedzą sobie ludzie , bawią się- nawet o tym nie wiem, chyba że WRACAJĄ szlakiem pokuty z drugiej strony bloku, kopiąc po lusterkach zaparkowanych samochodów, wyśpiewując serenady na placu zabaw, czy ew. dając sobie po mordzie w okolicznych ciemnościach. Ale mamy lato!UPAŁY! TOWARZYSTWO PRZENIOSŁO SIĘ NA ZEWNĄTRZ-pod zadaszenie, które tylko w niewielkim stopniu "amortyzuje" traumatyczne efekty dzisiejszego wieczoru KARAOKE!
Przed chwilą MŁODSZY ruszył do mnie z upomnieniem,że przeklinają tylko Ci, którzy nie panują nad swoim gniewem.
Zrobiłam WIELKIE OCZY!
-Niby,że ja?- wychrypiałam
-A racja, przecież ty MASZ NIEDOWŁADY-podsumowało mnie TROSKLIWE DZIECKO jak widać zatrwożone stanem zdrowia MAMUSI
W tym momencie potwierdziła się moja prawdomówność, bo zza okna dobiegł głos-jak najbardziej damski , tylko,że na oko młodszy o co najmniej 20 lat:
-No, mówię ci k....,ze ja SZYSKO uuuumiem śśśśpieeeeewać!
-JAKIE k...... szyyyyysko?-odpowiedział męski tenor
-No wszysko z tego tam jak mu tam k...... je...... karaoke.POKAZAĆ?
NASTĄPIŁA krótka szamotanina, której efektów niestety nie mogliśmy zobaczyć,BO ZASŁANIAŁ NAM K... DASZEK ale zaciekawieni, co też nieznana panienka pokazała o mało nie wyłamaliśmy barierki balkonu.
Za chwilę jednak NIEPOROZUMIENIE wyjaśniło się ku zadowoleniu wszystkich DEGUSTATORÓW
ZNAJOMY już GŁOS oznajmił bojowo:
-No i.... ZAMÓWIŁAM SE K......... a co?!
-Co ty odpier....-zdziwił się tenor och.....aś..?
-Co zamówiłaś?-odezwał się nieznany, damski i najwyraźniej trzeźwy głos.
-Jak to k...CO?- zdenerwowała się TA CO UMIE ŚPIEWAĆ WSZYSTKO
-Oszywiiśśście JESTEŚSZSZSZALOOOONA!
-SUPER!- ucieszył się TENOR
-A która jesteś w kolejce?-z zaniepokojeniem zapytała TRZEŹWA
-a CH... WIE.Ale co tam, mamy pszseeesież czas do rana, nie?
Musiała chyba sama sobie odpowiedzieć na to pytanie, bo degostatorzy najwyraźniej ją zlekceważyli zajęci pewnie degustowaniem a na naszym balkonie podjął temat tylko MŁODSZY:
-JAK DO RANA, TO JA WYMIĘKAM, idę do was spać, choćby na podłodze a ty jak chcesz to czekaj na SZALONĄ z nadzieją,że to OSTATNIA PIOSENKA WIECZORU.
I POSZEDŁ- zostawiając matkę MELOMANKĘ na pastwę przebojów wszechczasów w wykonaniu miejscowej grupy kandydatów do PIWIARENKOWEGO IDOLA:)


ps.I ja tam kiedyś zakręciłam, bo miały być pieczonki, ale o tym w innym poście, bo właśnie słyszę pierwsze tony SZLAGIERU WSZECHCZASÓW i idę k..... dorabiać naszej nowej gwieździe chórki:)

TRANSFORMACJA, czyli jak zostałam BABCIĄ STASIĄ

Błogi spokój. czuję się jak jeden z kamedułów w eremie wigierskim
tyle,że bez "ora et labora", bo ani się modlę a ni pracuję, tyle ,że nie mówię, ku uciesze najbliższych. Okazało się jednak ,ze ta przerwa w obowiązkach zawodowych ( bo z domowych jakoś nikt mi nie daje  L-4- padalce jedne) była mi NAPRAWDĘ potrzebna, bo pozwoliła nabrać właściwego dystansu DO WSZYSTKIEGO.
Myślałam,że PLACÓWKA beze mnie.....przestanie funkcjonować-MYLIŁAM SIĘ! Sądziłam,że jestem niezastąpiona-znów POMYŁKA! Chociaż ze źródeł dobrze poinformowanych wiem,że zastępujące mnie koleżanki wiją mi wieniec laurowy i z utęsknieniem oczekują na WIELKI DZIEŃ MOJEGO POWROTU a STEFAN odmawia nauki z książki innej niż ta, którą OSOBIŚCIE dostał od PANI.
Wszystko się jednak dalej spokojnie toczy a ja mam czas na kolejne OTORBIENIE SIĘ.




Po uszyciu tego wszystkiego uświadomiłam sobie,że chyba idę w ślady mojej własnej BABCI STASI, która też całe życie szyła, szyła, szyła i przerabiała, przerabiała, przerabiała:
-materiał na sukienkę
-sukienkę na poduszki
-ścinki na chodniczki- nic się nie marnowało, a ponieważ byłam pod bezustannym wpływem do lat 4 i okresowym w dniach wolnych, aż do momnetu kiedy pewnego sylwestra ( gdy rodzice balowali) o 20.00 BABCIA włączyła TV i po spotkankiu oko w oko z ówczesnym I sekretarzem JEDYNEJ, SŁUSZNEJ PARTII w noworocznym orędziu- zadecydowała:
-NIC TU NIE MA! idziemy spać!
To był jednak jedyny zgrzyt w naszych relacjach, bo na ogół BABCIA była dla mnie GURU:
  1. To ona nauczyła mnie szydełkowania
  2. pokazała jak robi się dywaniki ze ścinków
  3. pozwalała popijać podpiwek
  4. SAMA SZYŁA DLA SIEBIE GORSETY a miseczki biustonosza formowała ze zmniejszających się okręgów-potem podpatrzyła to MADONNA, tylko ona nosiła TO NA ZEWNĄTRZ a nie jak BABCIA skromnie POD sukienką.
RODZICIELKA również przychyla się do opinii,że JESTEM DO MOJEJ ANTENATKI ŁUDZĄCO PODOBNA, CZEMU DAJE WYRAZ A NASTEPUJĄCYCH MĄDROŚCIACH LUDOWYCH:

-Ty to CAŁA BABCIA - NIE TAKA ŁADNA JAK SPRYTNA
-Te schaby na biodrach- to masz po BABCI
-BABCIA TEŻ się migała od roboty w polu (poszła gotować dla wszystkich obiad)-to lenistwo masz w genach
Co gorsza ja też dostrzegam podobieństwo w opadającym owalu twarzy, kostkach, które nie przypominają niestety pęcin sarenki, a gdy zobaczyłam tajniacką fotkę jaką strzeliła mi na zielonce KOLEŻANKA
( uprzedzam TYLKO  dla osób o mocnych nerwach)
- teraz widzę- CAŁA BABCIA STASIA!!!

czwartek, 10 czerwca 2010

BŁOGA CISZA WYMUSZONA, czyli powróćmy do przytuliska

-Teraz to już mamy prawie jak na wsi- cieszy się SZANOWNY MAŁŻONEK- Spokój ,cisza..... (kapeć nie doleciał)
Z mojej strony wymowny ruch brwiami i "zyg zyg" po WŁASNEJ szyi, co nie oznacza oczywiście planowanego samobójstwa, tylko raczej "nu pogodi zajac", co zrozumiał bezbłędnie i się oddalił- nie na odległość głosu, bo wtedy musielibyśmy się stykać nosami ( gdyby o MÓJ GŁOS chodziło), raczej na odległość rzutu CZYMKOLWIEK.
Trzeba jednak przyznać,że stara się być baaaaardzo pomocny. Co parę minut rzuca z troską w przestrzeń "Ty już nic nie mów"( tak jakby to było możliwe),za wyjątkiem sytuacji, gdy byliśmy w sklepie (niemowy TEŻ jedzą)
wtedy:
  • CELOWO odwracał głowę, gdy do niego chrypiałam a potem w kółko powtarzał "co, co mówiłaś?"
  • wysłał mnie SAMOTNIE do apteki, gdzie na migi musiałam kupić 3 syropy, wapno, tabletki do ssania ( o smakach DO WYBORU-A PRZEMIŁY APTEKARZ nic a nic nie rozumiał moich migów) i GARGARIN ( nie pomogło pokazywanie lotu rakietą w kosmos), pomogło dopiero wyszperanie z trudem świstka z dawkowaniem- czytać OBOJE umieliśmy
  • po powrocie pytał "Czemu nie dzwonisz do CHŁOPAKÓW niech zaniosą zakupy" a gdy pokazałam na gardło ZDZIWIŁ SIĘ!!!!!
za to BARDZO CHĘTNIE chce odbierać Moje TELEFONY( zobaczymy, co będzie jak zadzwoni TEŚCIOWA), POKAZUJE NA MIGI-gdzie co wkłada do lodówki-jakbym w dodatku była głucha, zachęca do mycia garów "bo przecież ręce masz zdrowe a MNIE BOLI kręgosłup" i WCALE NIE ZWRACA UWAGI na wyciągnięte w jego stronę 5 palców, co oznacza to samo co jeden ale w pięciu językach. Może za to bezkarnie , bez przerywania opowiedzieć co u NIEGO w pracy, CO TAM PANIE W POLITYCE.
Dzieci jak zwykle NA POZIOMIE  z niemałym zainteresowaniem obserwują próby nawiązania porozumienia słownego MAMUSI i pytają tylko:
-Jak ty tak umiesz?
lub
-Długo tak będziesz?
Nawiedziła mnie jak zwykle NIEOCENIONA KOLEŻANKA, ale:
  1. wdała się w komitywę z PANEM ZADOWOLONYM z choroby MAŁŻONKI, np."teraz masz człowieku nareszcie spokój, nie?"
  2. cały czas do mnie szeptała i twierdziła,że "jej się też udziela"
  3. nie reagowała na mordercze miny i ŻADNE palce a SYMBOLIKĘ BARDZO DOBRZE ZNA ( właściwie RAZ zareagowała-"Oj bo ci się paluszek skrzywi")
  4. Powiedziała,że skoro teraz SIEDZĘ w domu to mogłabym gotować i DLA NIEJ a ona będzie  wpadać po pracy
A parę dni temu- POD WIĄZAMI;
SMAKOŁYKI W ZDROWYM GARDLE


LENISTWO TYCH CO NIE ZASŁUŻYLI, tylko silniejsi,więc zajęli hamak
BLISKIE SPOTKANIA Z PRAWDZIWKIEM ROBACZYWKIEM

WIOSENNE POWITANIE Z NIETOPERKIEM REZYDENTEM


SZYCIE KOLEJNEJ TORBY ZE ŚPIEWEM NA USTACH, bo "dla dzieweczki ze Śląska, TYLE,ŻE DOLNEGO

I KTOŚ MA CZELNOŚĆ MÓWIĆ,ZE PRAWIE JAK NA WSI-BO CISZA?!

środa, 9 czerwca 2010

NAJKRÓTSZA WYCIECZKA ŚWIATA

Dzisiaj zabrałyśmy z KOLEŻANKĄ nasze MOCNE EKIPY na wycieczkę do Toszka. Dla niezorientowanych-oprócz ruin zamku znajduje się tam zakład ZAMKNIĘTY, w którym wcześniej , czy później i tak wylądujemy.
W programie:

  1. spotkanie z Białą Damą- ULUBIENIEC ZE STEFANEM planują zdemaskowanie przebierańca, bo "zadnych duchów nie ma, ale ciekawe jak psechodzi pzez mur"
  2. teatrzyk kukiełkowy o złotej kaczce-ULUBIENIEC ZE STEFANEM planują zarąbać kaczkę, podzielić się złotem i żyć długo i szczęśliwie ( WYCHOWAWCA, czyli JA planuje profilaktykę w przerwie między rwaniem włosów z głowy-na razie własnej)
  3. zakup PAMIĄTEK-U W/W na razie brak planów. bo nie wiedzą "cy bendom miece cy inne bronie"
8.15 zbiórka- odliczają się prawie wszyscy, bo NAJGRZECZNIEJSZE DZIEWCZĘ w klasie potłukło się onegdaj na rowerze i w zaciszu domowym leczy kontuzje i "doprowadza się do wyglądu"A ULUBIENIEC w końcu "nie ściał i nie pojechał"( wychowawca pełen nadziei na spokój w czasie wycieczki)
8.17WYCHOWAWCA toczy wzrokiem po TURYSTACH sprawdzając stopień przygotowania-OK!
8.18 WYCHOWAWCA zauważa, że STEFAN zabrał na wycieczkę TORBĘ TURYSTYCZNĄ?
-Co ty tam targasz?-zainteresowałam się
-Same potrzebne rzeczy, ale mi trochę ciężko.Pomoże Pani?
Zanim zabiłam go śmiechem, dokonałam pobieżnej inwigilacji TORBY:
  • drugie śniadanie-ilości szczątkowe, bo "tak długo czekał przed szkołą,że zjadł"
  • napój-niedozwolona coca-cola, ale "przecież mogę wypuścić gaz, bo pani mówiła,że GAZOWANEGO NIE WOLNO"-DOBRZE,ŻE MA DOBRĄ PAMIĘĆ, choć krótką.
  • karty do gry- w ilościach hurtowych
  • gra elektroniczna-żeby się nie nudził w drodze
8.22 OBIECAŁAM,ŻE POMOGĘ I RUSZYLIŚMY na parking.
8.30 czekamy na autokar
8.35 czekamy na autokar-STEFAN Z BAGAŻEM wybiera się do domu- W NERWACH, ale WSZYSCY go pilnujemy
8.40 dzwoni ORGANIZATOR aby nas uspokoić,że autokar właśnie sprawdza Policja-STEFAN udowadnia wszystkim,że zna WSZYSTKIE obraźliwe zamienniki słowa "Policja"
8.45 zdenerwowany ORGANIZATOR informuje w tym momencie ZDESPEROWANE PANIE,ŻE AUTOKAR nie przeszedł KONTROLI TECHNICZNEJ- STEFAN ZNÓW się wybiera, tym razem w , siną dal jak twierdzi "SAM SE PÓJDZIE DO TEGO TOSZKA"- gwizdek WYCHOWAWCY BAAARDZO SIĘ PRZYDAJE!
8.50 ORGANIZATOR WCIĄŻ SZUKA INNEGO AUTOKARU a na parkingu zaczyna panować CHAOS I SĄDNY DZIEŃ razem wzięte- ZDESPEROWANE PANIE po raz kolejny zastanawiają się PO CO , DO CHOLERY WYBRAŁY TEN ZAWÓD?!
9.00-9.15- jak wyżej
9.15- POWRÓT Z WYCIECZKI ku niepomiernemu zdziwieniu WSZYSTKICH, połączony ze ściganiem STEFANA, który DEFINITYWNIE wybiera się do domu- powstrzymuje go jedynie nadzieja na szybki zwrot pieniędzy za wycieczkę, które chce wydać w szkolnym sklepiku.
9.30-10.50-zabawy w klasie, m.in. przebieranie za BIAŁA DAMĘ i straszenie się wzajemne połączone z telefonicznym informowaniem RODZICÓW o nieoczekiwanym raptownym końcu wycieczki ( większość wyraża zainteresowanie aby POMIMO tego ich pociechy pozostały w PLACÓWCE do PLANOWANEGO POWROTU- i trudno im się dziwić
10.50-12.30 DALEJ ZABAWA, która przenosi się na szkolne podwórko i zamiast straszenia polega na realizacji kolejnego punktu wycieczki jakim jest "polowanie na kaczkę" w tej wdzięcznej roli uciekające z wrzaskiem koleżanki a w roli bestialskich oprawców koledzy ze STEFANEM na czele
12.30- WYCHOWAWCA WYPŁACA Z WRÓCONE przez organizatora PIENIĄDZE!-STEFAN SIĘ OBRAŻA,bo:
  1. PANI nie pozwoli wydać tego w sklepiku, tylko KAŻE oddać babci
  2. trzeba iść na świetlicę, aby doczekać do 15.00
WYCHOWAWCA KOMPLETNIE TO IGNORUJE, bo czuje,że zaczyna tracić głos.
13.00-wszyscy bezpiecznie ROZPROWADZENI( świetlica, rodzice, babcie i kto tam chciał zabrać jakieś dziecko:)) WYCHOWAWCA- chrypi
13.30SIEDZĘ...w poczekalni u lekarza i czekam na werdykt-GŁOSU NIE MAM WCALE
13.50-WRACAM z werdyktem do PLACÓWKI-8 dni L- -4 dobrze,ze chociaż "mogę chodzić", bo mówić to już nie.
14.00- 20.00- telefony od zaniepokojonych KOLEŻANEK brzmiące jednakowo "HALO, HALO, HALO, NIC NIE SŁYSZĘ!!" Z ICH STRONY- I "mam zapalenie krtani" Z MOJEJ -MÓWIONE NA BEZGŁOSIE!
20.00 dziergam PO CICHU-dom zadowolony, bo NIKT SIĘ NIE CZEPIA I NIE ZWRACA UWAGI
a NIECH TAM!  Dobrze chociaż,że mogę PISAĆ!