czwartek, 29 kwietnia 2010

O JEDNYM TAKIM CO ZSZEDŁ BYŁ

Wybieramy się na wieś- atmosfera pełna radosnego oczekiwania, chociaż  w pracy mam ostatnio trudne dni z powodu WULKANU-nie żebym robotę zmieniła, ale rzeczony wulkan ( w zamyśle pomoc dyrektora) co rusz wyrzuca nam "zbędne" koleżanki na aut.
W domu staram się o tym nie myśleć , dlatego biorę się za torby, ale czasami dopada mnie MYŚLENIE i o ile nie zostanę myśliwym to może wymyślę, co "w razie gdyby", mogłabym robić zamiast.
Wracam dzisiaj "ściorana" po robocie a tu ŚLUBNY cosik niewyraźny
-Coś nie tak?
-KOLEGĘ MI UŚMIERCILI-aż mnie zgięło
-Kiedy?- wychrypiałam, bo głos jak zwykle gdy trzeba to...zawodzi
-Dziś
-KOGO?!
-EWARYSTA!- rzucił, a mnie przed oczami przewineła się panorama ze śp.:
  • jak to opowiadał w latach 90 tych,że zna kogoś, kto za darmoszkę sprowadza Skody z CZECH dla  ZAMELDOWANYCH w strefie przygranicznej i jak potem na spółę- kupa narodu- kupiliśmy szopę w okolicach granicy, pomeldowaliśmy się jak szaleni, czekaliśmy na umówionym miejscu a KTOŚ NIGDY SIĘ NIE POJAWIŁ
  • innym razem JEGO WŁASNY BRAT miał szyć puchowe kurtki ( prawie jak campus) z materiału powierzonego za psie pieniądze.Pojechaliśmy do Ewarysta, który wtedy mieszkał z bratem a każdy dźwigał wór kurzęcego puchu:
-Brat się kąpie-oświadczył na powitanie
-Jeszcze się kąpie-  usłyszeliśmy po godzinie
Nic dziwnego,że miał przydomek BAJKOPISARZ.
-KIEDY POGRZEB?-za pytałam ze współczuciem,żal mi się zrobiło ŚLUBNEGO, bo wyraźnie był w lekkiej traumie.
-JAKI POGRZEB?!- zdziwił się
-No EWARYSTA....- ALE GO SIEKŁO-pomyślałam
-COŚ TY!? PRZECIEŻ ON ŻYJE!
-Jak to ŻYJE? przecież MÓWIŁEŚ,że go uśmiercili...
-Bo ktoś widział karetkę przed domem i od rana w piekarni a potem w robocie mówili,że miał zawał. Dzwonili  nawet z miasta do szefa i do związków...
-TO SKĄD WIESZ,ŻE ŻYJE?!!!
-Bo przyszedł na drugą zmianę do roboty-spokojnie wyjaśnił TESTER NERWÓW WŁASNEJ ŻONY
-I co się STAŁO?!
-A....NIE WIEM, NIE PYTAŁEM-NAJWAŻNIEJSZE,ŻE PRZYSZEDŁ
Kiedyś KTOŚ NA PEWNO nie przyjdzie na drugą zmianę, bo go własna żona ukatrupi- pomyślałam, ale dbając o przyjazną atmosferę (przydały się zajęcia z psychologii klinicznej na studiach), zapytałam
-To coś taki smutny?
-BO WIESZ, CO JA PRZEŻYŁEM?!!! ZANIM on przyszedł?!!!!-i PAN URAŻONY  totalnym brakiem współczucia ze strony BEZWZGLĘDNEJ ŻONY skręcającej się na krześle w ataku "kaszlu" rozrywającego trzewia, ODDALIŁ SIĘ do sąsiedniego pokoju.
Myślałam-nadchodzą CICHE DNI, ale wrócił i to w dodatku Z PREZENTEM!
Nie , no tak dobrze to nie jest,żeby sam kupił. Prezent przywędrował aż z KRAKOWA

OD MIRY-BRANSOLETKOWEJ CZARODZIEJKI


PRZEPIĘKNIE ZAPAKOWANY

A JAKA ZAWARTOŚĆ!!!!!!
DZIĘKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Od razu wszystkie kłopoty poszły w kąt! 
Jutro idę "zestrojona", aby ładnie zakończyć tydzień a potem hajda na wieś:)

wtorek, 27 kwietnia 2010

CO NAM ZOSTAŁO Z TYCH LAT, czyli segregacja i kreacja

Wielkimi krokami zbliża się długi majowy weekend, który w tym roku nie dość,że krótki to jeszcze okrojony, bo GŁOWA RODZINY w poniedziałek pracuje.Ale i tak wyruszamy NA SWOJE! Przygotowania czas zacząć. Wywlokłam, co się tylko dało z regałów i zaczęłam żmudną pracę współczesnego Kopciuszka
-Na wieś, zostaje, na wieś zostaje , na wieś, na wieś... i w ten oto sposób we "wsiowej kupce" znalazła się kreacja z wesela kuzyna w 1990 roku, której zawsze żal mi było wyrzucać, bo materiał porządny.
- Jakieś święta, czy cóś?- zainteresował się MŁODSZY
-Dlaczego?
-Bo sprzątasz a to zdarza ci się ze dwa razy w roku-posumował mnie TEN W KTÓREGO POKOJU TRWA NIEUSTANNA ATMOSFERA-"WŁAŚNIE WRÓCIŁEM NARĄBANY Z BALANGI I DLATEGO WSZYSTKO SIĘ WALA"
-Segregacja przedwsiowa- wyjaśniłam cierpliwie tłumokowi
-Znaczy podmiejska?- zrewanżował się
-A iiiiidź uchyle- MAMUSIA jak zwykle buchająca uczuciem
-Może bym i poszedł, ale przez tą górę ciuchów NIE PRZEJDĘ! O a TO co?-podniósł z podłogi KREACJĘ
-Zmieścisz się?-zadał pytanie z gatunku DRUZGOCĄCYCH (dla mnie) albo ŚMIERCIONOŚNYCH ( la niego)
-Mooooooże- odpowiedziałam dyplomatycznie
-Przymierz, przymierz , to się pośmiejemy
Nie skotłowałam go na podłodze, bo silniejszy i się nie dał, ale łaskotki ma po staremu.Wreszcie poszedł a ja na spokojnie nieco bardziej krytycznym okiem przyjrzałam się temu, co zostało z kreacji, która nie za bardzo przetrwała " wspólne przymierzanie".
Na torby- nie przerobię, na grzbiet- nie wdzieję, bo nawet, gdyby była W CAŁOŚCI A NIE PUZZLACH to bijące po oczach SREBRNE guziki chyba zaćmiły mi mózg, że traktowałam KREACJĘ jako coś, co kiedyś podkreśli moją nadwyrężoną UŻERANIEM SIĘ z wszystkimi urodę.

Chyba się starzeję, bo coraz trudniej wyrzucać mi nawet mało warte badziewia.
Dziecko miało rację- trzeba " poprzymierzać", co się da

 i dokonać segregacji urodowo-pamiątkowej a okazy o dyskusyjnej urodzie wysłać w delegację, aby podniosły urodę i design miejscowego wysypiska.
A Z KREACJI JEDNAK WYSZŁA TORBA, 
BO PRZECIEŻ MATERIAŁ PORZĄDNY
I WYRZUCIĆ SZKODA! :)

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

AUGUSTOWSKIE NOCE czyli warto choć daleko






Pojechało się i już mniej chętnie powróciło na łono PLACÓWKI ..Nieco chętniej  wróciło się do domu, chociaż nie powitano mnie tak, jak w suwalskim DOMU NAUCZYCIELA


"Nie zna życia, kto nie służył w marynarce..." i nie jeździł na SZKOLENIA.
  1. pogoda jak drut- słonecznie i tak zimno,że kostnieliśmy -jak drut
  2. jedzenie- smakołyk poganiany smakołykiem i w dodatku NIKT nie kazał MYĆ GARÓW!
  3. tereny- bajeczne -gdyby nie 12 godzin  jazdy i zatrzęsienie jezior uwierzyłabym z mety ,że jestem w Bieszczadach



No i nasz przewodnik- chylę czoło razem z beretem, bo poznałam CZŁOWIEKA Z KLASĄ.Sama jestem PANIĄ Z KLASĄ, ale ciągnącą się za mną parami, więc PRAWDZIWĄ KLASĘ potrafię zidentyfikować od razu.
Suwalszczyzna oferuje również atrakcje dla  miłośników:
  •  jazdy rowerowej z mapą (żadne tam gps, czy inne badziewie)
 

  • przygód ( w tym bliskich spotkań trzeciego stopnia z ARMIĄ CZERWONĄ, gdyby przez pomyłkę, ktoś zapędziłby się na "ZAORANE"


JA do nich niestety nie należę i tylko symbolicznie wystawiłam kończyny za granicę


Jedna noga na "ZAKAZANYM" bez wizy, druga na przyjaznej Litwie

  • odważnych smakoszy


  • Tych, którym się WYDAJE ,że nie mają lęku wysokości



ale wystarczy spróbować miejscowego DZIEŃDZIABRA i wszelkie lęki mijają



  • wilków jeziornych, podróżujących "szlakiem" 

  •  miłośników wrażeń z pogranicza klasustrofobii




  • odważnych degustatorów cudownej leczniczej wody


  • oraz bliskich mi duszą miłośników SPOKOJU!

W tym eremie wigierskim zamieszkałabym od razu

  •  nałogowych zjadaczy MROWISKA , do których się zaliczam


 A DLACZEGO PRZYWIOZŁAM TYLKO JEDNO?!!! ......BO ZAPOMNIAŁAM ZABRAĆ Z DOMU PORTFELA!!!!! I MIAŁAM TYLKO DROBNE!!!!!
Płacz jednak zostawiłam sobie na powrót  do rzeczywistości i słusznie, bo dziś w pracy dowiedziałam się, czytając opis wybranego zwierzątka,że BARAN JEST SKŁADANY Z KRWI, KOŚCI I ZE SKÓRY, oraz odczytałam uczniowski podpis pod ilustracją przedstawiającą indyka-PAW, gęś- KOGUT i to w obecności PRAKTYKANTKI W NIEMYM OSZOŁOMIENIU ogromem wiedzy moich podopiecznych.
-Niech się Pani nie martwi- pocieszyłam ją
-W ŚRODĘ PANI ICH WSZYSTKIEGO NAUCZY:)

środa, 21 kwietnia 2010

WYPRAWA NA BIEGUN, czyli jutro jadę do Suwałk

Taka okazja trafia się naprawdę rzadko! ŻONA jedzie w DELEGACJĘ!Będzie się szkolić, bo niedouczona jakaś. Nie cieszę się, bo każdy wyjazd to dla mnie bardzo duży REISEN FIEBER .
  1. w torbie- JAK ZWYKLE -się nie mieszczę!
  2. nikogo tam nie znam i z kim będę w pokoju (Jak dziecko-podsumował MĄŻ)
  3. chciałam wciągnąć w szkolenie KOLEŻANKĘ ,ale się nie dało ( na nic wrodzony wdzięk i urok osobisty- w zderzeniu z biurokracją niestety NIE DZIAŁA)
No i DLACZEGO SUWAŁKI? Tam mnie jeszcze nie było! Dla mnie, istoty ciepłolubnej hasło POLSKI BIEGUN ZIMNA, działa tak samo jak WYSIŁKOWE ĆWICZENIA FIZYCZNE-ODSTRASZAJĄCO! W dodatku akurat teraz ma być załamanie pogody- jakby się nie mogło załamać jak wrócę. No i TAK DALEKO! 10 GODZIN JAZDY!-próba generalna przed wyjazdem na zieloną szkołę nad morze-jak twierdzi KOLEŻANKA.

Jedynym jasnym punktem jest chwilowa separacja z ULUBIEŃCEM, który zasypia w błogiej nieświadomości, że zmierzy się jutro z zastępującym mnie DYREKTOREM. Ciekawe, czy JEMU też zada nurtujące go ostatnio pytanie:
-Od KOGO zalezy, cy sie zdaje do ceciej klasy?
-Przede wszystkim od CIEBIE- wyjaśniłam WĄTPIĄCEMU.Zależy jak się będziesz uczył ( nie zamierzam NA RAZIE go uświadamiać,że baaardzo trudno NIE ZDAĆ w drugiej klasie)
-No, ale KTO decyduje?- drążył dalej.
-JA- mściwie odpowiedziała PANI SATYSFAKCJA czyli wredna ja.
-Tat myślałem,ze moge mieć pserombane, bo sie z paniom kóce- zasmucił się
Wyjaśniłam STRAPIONEMU, że nie ma to żadnego znaczenia- ucieszył się, ale na krótko, bo dodałam też,że o wszystkim napiszę na świadectwie.
-A mama mówiła,ze nie miała pani prawa zabierać mi gluta!- spróbował zastraszania
-A nie mówiła,że masz przeprosić?
-Tez, no to pseprasam- i zaczął się histerycznie śmiać, bo jak wyjaśnił zauważył,że "Toledze wystają rózowe majtki, jak u dziewcyny".Kolega chciał zaraz sprawdzić, jakiego koloru majtki włożył dziś ulubieniec, ale na szczęście do rękoczynów nie doszło- skomplementował tylko ULUBIEŃCA -"A ty masz obes...." ( dobrze,ze siedzą na dwie odległości śliny- ucierpiała tylko podłoga.)
-Czy pani bierze jakieś leki?- zainteresowała się moim zdrowiem dziś PANI SZATNIARKA
-Bo jeszcze ma pani siłę się uśmiechać w TEJ KLASIE!
Wyjaśniłam ZATROSKANEJ,że nie lecę na psychotropach tylko:

  1. jestem PROFESJONALISTĄ z długoletnim stażem
  2. jutro wyjeżdżam i ktoś mnie TU zastąpi:)
-NO TO JUŻ MU WSPÓŁCZUJĘ- westchnęła i skierowała swoje dziarskie kroki w kąt szatni, gdzie akurat ULUBIENIEC INNEJ PANI rozpoczynał zabawę w KARZĄCĄ RĘKĘ SPRAWIEDLIWOŚCI.

W DOMU- prawie jak "ciche dni"
-Co ty tam będziesz robić?- zainteresował się STARSZY
-Szkolić się
-Jak pracować ze ŚWIRAMI?- dociekał dalej
-Nie- jak WYCHOWYWAĆ ŚWIRÓW I NIE ZEŚWIROWAĆ!
Był szybki.
-Ale przecież TATĘ wychowała babcia, to po co TY jedziesz?
Dobrze,że PAN I WŁADCA zasiada do meczu , BO JUTRO SYN-POMOCNIK LEŻAŁBY NIEWĄTPLIWIE POD PANELAMI.
-Nie jedź!-MĄŻ-(kocha :))-bo kto nam tu co ugotuje i posprząta?
Ale widząc morderczy błysk w oczach WYBRANKI, dodał szybciutko:
-Będę tęęęęsknił
-Znad zlewu pełnego garów- dodałam i wymaszerowałam z kuchni po raz kolejny PRZEPAKOWAĆ SIĘ


A W PRZYTULISKU KOLEJNY WEEKEND EKIPA POWITALNA BĘDZIE CZEKAĆ NADAREMNIE!

wtorek, 20 kwietnia 2010

OMIJAĆ Z DALEKA, gdy się nie udaje

Panowie-świeżo upieczeni SPECJALIŚCI OD PANELI wrócili wczoraj zadowoleni i weseli jak skowronki na wiosnę, bo:
  1. nie pokłócili się o dziwo( a już miałam nie wierzyć w cuda)
  2. UDAŁO SIĘ!-czyli praca poszła gładko, nic nie zepsuli
RODZICIELKA wniebowzięta! .
Zawsze powtarza,że ZIĘCIA to ma wymodlonego i powiedzenie,że przeciwieństwa się przyciągają to w przypadku NASZEGO małżeństwa akurat najświętsza prawda!
No i dobrze! WIDOCZNIE JESTEM NIE TAKA ŁADNA JAK SPRYTNA,że TAKIEGO CUDMĘŻA udało mi się zwabić, upolować i w dodatku zatrzymać (mam nadzieję na zawsze-choćby przez wzgląd na zadowolenie MAMUSI).
A MNIE SIĘ DZISIAJ NIC( w sensie zera absolutnego) NIE UDAJE!
W PLACÓWCE-ulubieniec zapominając o "RELACJACH"  autorytatywnie stwierdził:
-I teras musi pani tego gluta, co strasyłem nim toledów wyciongnońć z kosa, jak go pani wyzuciła,bo to jest MOJA WŁASNOŚĆ ( i tu akurat miał świętą rację).Na szczęście w naszej klasie panuje w tym względzie  podstawowa zasada samoobsługi-POTRZEBUJESZ CZEGOŚ Z KOSZA-WYCIĄGNIJ TO SAM. A ponieważ inne argumenty:
  • 1000 razy mówiłam Ci,żebyś się tym nie bawił
  • ostrzegałam,że zabiorę, gdy będziesz straszył kolegów
  • glut z czerwonego stał się czarny- tak go ubrudziłeś 
(Chór głosów dodał w poczuciu grozy-"I ON TO JESZCZE OBŚLINIŁ!".Na myśl o tym, co przed chwilą trzymałam przez sekundę w ręce, zrobiło mi się niewyraźnie)
nie trafiały do OBROŃCY PRYWATNEJ WŁASNOŚCI- przypomniałam w/w zasadę , co skończyło się próbą uduszenia-nie ZBRODNICZEGO NAUCZYCIELA (bo morderca nie sięgał) ale kolegi, który był najbliżej, bo jak się wyraził przyszły dusiciel :
-Był najbizej a w ogóle zawse musi być przez TODOŚ!
Zagrożony zakazem malowania świecą i farbami (a jak każdy babracz lubi takie eksperymenty), dał się szybko spacyfikować i tylko gniewne spojrzenia spod zmarszczonych brwi, przenoszone ze mnie na kosz obwieszczały:PAMIĘTAMY!
Jutro w Placówce nastąpi zapewne ciąg dalszy wendetty, ale póki co, w poczuciu odwalonej dobrej i nikomu niepotrzebne,pomknęłam do domu i moich TOREB. I kolejne FIASKO!
Prąd- był, maszyna- sprawna, pomysły-obecne, ale wykonanie żenada łamane przez wstyd!Nie dały się szyć!
A to się marszczyło,

a to się zaszyło nie to co potrzeba (np. kieszonkę-dookoła)
NIEUDAŃCA próbowałam maskować równie nieudanym " ściegiem drabinkowym",ale nie pomoże nic, gdy podszewka nie pasuje do góry( to tak jak z ludźmi)
A W DODATKU, CI TAM ZNOWU ZADOWOLENI, BO IM SIĘ UDAŁO!
ŻÓŁĆ ZALAŁA MI TRZEWIA a w takiej sytuacji KAŻDY, nawet ten WYMODLONY, wie jak udzielać pierwszej pomocy:


Przede wszystkim-MYŚLEĆ O SOBIE i salwować się ucieczką, a potem





z bezpiecznej odległości sprawdzać, co jakiś czas, czy POŁOWICY przeszło.


PRZESZŁO, bo co by nie przeszło....ELEGANCKA I PIĘKNA W ZAMYŚLE TORBA została zdegradowana do roli WORA NA ZIEMNIAKI

a KRÓLOWA RĘKODZIEŁA, czy też, jak twierdzi KOLEŻANKA -CEPELII ( jutro się z nią policzę) poszła SWOBODNYM KROKIEM....SPIEPRZYĆ OBIAD NA JUTRO( na szczęście juto konferencja i JA nie będę tego jeść)

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

ZAPOWIEDŹ MORDU CZYLI OJCIEC Z SYNEM KŁADĄ PANELE

Kolejny poniedziałek.W domu cisza aż dudni, bo STARSZY w towarzystwie MISTRZA ROBÓT WSZELAKICH, zwanego TATUSIEM (jak się chce zarobić większe kieszonkowe to OJCIEC awansuje na TATUSIA) kładzie panele u RODZICIELKI i o ile się nawzajem przy tym nie pozabijają, to to trochę potrwa. MŁODSZY w przerwach między PIEKŁEM a PIEKŁEM okraszonymi zadaniami z matmy, przy których wymiękłam już dawno ( a maturę w końcu mam!) podnosi ciężary na siłowni( po to,żeby potem powiedzieć,że nie ma siły wnieść zakupów na nasze 4 piętro bez windy-BO JEST ZMĘCZONY I SŁABY).
MAM CAŁY DOM DLA SIEBIE!I o dziwo jakoś wcale tak bardzo mnie to nie cieszy, bo mam apokaliptyczne wizje (co to znaczy obcowanie z piekłem na co dzień).Dawniej, gdy pobyt w jednym pomieszczaniu z POTOMKAMI przypominał obcowanie z cyklonem i to nie w jego oku (bo tam ponoć cisza), za TAKIE CHWILE oddałabym zęby mądrości (i tak kiepskiej jakości) a dziś martwię się, czy nie zostanę matką OFIARY I żoną DZIECIOBÓJCY, bo tak często wyglądają relacje miłości i wzajemnej adoracji w naszej rodzinie. Dobrze,że nie muszę NA RAZIE  w tym uczestniczyć. Ale i tak wcześniej czy później odbębnię swoje na kanapce RODZICIELKI, wysłuchując jej zbawiennych rad na temat WŁAŚCIWEGO WYCHOWANIA, oraz jak okazywać innym MIŁOŚĆ i CO ZROBIĆ,ŻEBY CIĘ WSZYSCY LUBILI?( z akcentem na "wszyscy", bo ją wszyscy lubią-jak sama twierdzi).
Zazwyczaj wytrzymuję bez mrugnięcia ( w końcu lata praktyki zebrane na konferencjach, kiedy twarz słucha a myśl buja swobodnie), ale raz ośmieliłam się:
-To jak TY MNIE wychowałaś,że teraz taka niewychowana jestem?
Rodzicielka nawet się nie obraziła, ale widać,że tę kwestię miała już od dawna przemyślaną
-BŁĄD W SZTUCE- a poza tym ty byłaś pierwsza i to NA TOBIE ćwiczyłam. I tu ma rację.
Ja takie BŁĘDY KOCHANE w domu mam dwa( do trzeciego się nie przyznaję, bo to zasługa TEŚCIOWEJ).Z rozczuleniem słucham , jak to córeczki KOLEŻANEK mówią im,że są NAJPIĘKNIEJSZE-zamiast JEST COŚ NA OBIAD?, pożyczają ciuchy, biżuterię (no tego to bym w wykonaniu moich chłopaków nie zniosła- wolę jak jest), BEZUSTANNIE się zwierzają..
Wprawdzie STARSZY bytujący u kolegi też mi się zwierzył:
-Byłem u kumpla, wiesz jak JEGO mama dobrze gotuje? ale nie wiem czy każdy chciałby doczekać TEGO TYPU zwierzeń.
Autorytetem jestem w domu jedynie w zakresie nauki, bo jak twierdzą POTOMKOWIE
-TY KUJONEM BYŁAŚ I CO NIECO TAM PAMIĘTASZ.
Posiadanie SYNÓW ma jednak niezaprzeczalna zaletę-NIE MUSZĘ WSPÓŁDZIAŁAĆ-czytaj współzawodniczyć-a tak właśnie wyglądają wszystkie "męskie prace" robione wspólnie.
Gdy spotyka się TRZECH NAJMĄDRZEJSZYCH i do tego KIEROWNIKÓW ( a robić nie ma komu), to o ile nie jest to  trio słynnych tenorów- o sukcesie  nie ma mowy.
A PRZECIEŻ KAŻDY DOBRZE WIE ,ŻE NAJMĄDZRZEJSZA JEST KIEROWNICZKA- nawet jeśli przyczaiła się za bawełnianą firanką:)

niedziela, 18 kwietnia 2010

CZASEM TRZEBA PODPRĄDZIĆ,czyli iśc pod ...a nie z....

Na przekór wszystkiemu i wszystkim- co robiłam?
  1. nie zalewałam się w trupa
  2. nie grabiłam chodnika pod blokiem (do grządek nadal 146 km)
  3. nie sprzątałam
  4. gotowałam byle co- protestujących uciszałam hasłem JUTRO GOTUJESZ TY!
  5. telewizję oglądałam jednym okiem
  6. praca zawodowa zgodnie z zaleceniami psychologów o wolnym weekendzie, leżała spokojnie odłogiem w miejscu jej przeznaczenia , czyli w PLACÓWCE
  7.  KOLEŻANKA dzwoni- nie rozmawiam długo-JESTEM ZAJĘTA!(pewnie pomyślała,że mam szlaban na rozmowy telefoniczne)
  8. zaniedbany MĄŻ sam musiał sobie wymyślić zajęcie, bo choć pogoda ładna-ja nigdzie nie wychodzę- BO SZYJĘ!
Całe ranno -sobotnie sprzątanie diabli wzięli, gdy dywan pokryła warstwa nitek i ścinków, roznoszaona na skarpetach przez usłużnych  POMOCNIKÓW TOTALNEGO BAGNA.
a JA CO? A JA NIC! BO JA TORBY SZYJĘ!(Jak w "Nie ma mocnych", ale tam bohaterka szyła obrusy)
-Kiedy zamykasz hurtownię-MŁODSZEGO wysłano widocznie w celach zaczepno-obronnych
-Jak skończę-głupie pytanie i takaż odpowiedź
-To znaczy w przybliżeniu KIEDY?Bo koledzy mają przyjść a tu taki SYF.
Po zwróceniu uwagi MŁODSZEMU,żeby się nie wyrażał, nie zwracając uwagi na przeciwności losu-(przyszyłam podszewkę odwrotnie i teraz moja torba uzyskała TAJNĄ KIESZONKĘ ukrywającą się MIĘDZY torbą a podszewką)wydłubując nitkę tępymi nożyczkami rzuciłam ŻARTEM ( ciężkim jak kilo kitu)
-Skończę jak wszystkie SPRZEDAM! I aż się zakrztusiłam obgryzanymi nitkami i swoim dowcipem
-A pomogłoby coś, gdybym kupił jako ANONIMOWY?- drążył dalej MŁODSZY
-Pomogłoby, gdybyś nie spalił niespodzianki PACANIE!
-A zresztą-zaczął głośno myśleć PACAN-na JAKI ADRES bym TO wysłał-domowy odpada, BO BYŚ SIĘ DOMYŚLIŁA-a WROGÓW TO JA NA RAZIE NIE MAM!
Dopiero w tym momencie zauważył,że w dłoni dzierżę odbezpieczoną broń-NOŻYCZKI!
Ale MAMUSIA była dziś we wspaniałomyślnym nastroju, więc obiecałam tylko:
-Będziecie te torby dostawać w prezencie DO KOŃCA ŻYCIA! I jeszcze WASZE ŻONY, DZIECI, DZIECI ICH DZIECI...zaczęłam się rozpędzać, ale mnie przystopował:
-Dobrze,że to się TERAZ DOPIERO ZACZĘŁO! MIAŁEM PRZYNAJMNIEJ 18 LAT SPOKOJU!
I  zwiał chcichrając się diabelsko, ale cóż się dziwić przecież obcuje na co dzień ( do 19 maja-maturalna prezentacja) z PIEKŁEM.
A ja co ? A ja NIC! BO JA PRZECIEŻ TORBY SZYJĘ!
Kieszeniową Ulistnioną


SKROMNĄ DWUSTRONNĄ






KRACIAŚCIE KRATKOWANĄ JABŁONKĘ MINIATUROWĄ (Z DOMU NIEUDANY HAFT)





FASTRYGĘ HAFTOWANĄ PRZED DZIURAMI


PO DZIURACH




SZTRUKSICĘ Z LUMPEKS PASKIEM ZA ZŁOTÓWKĘ



UTYTĄ KOPERTÓWKĘ (JAK ZASŁUŻY DOSTANIE PASEK)KOMPLETÓWKĘ