środa, 21 kwietnia 2010

WYPRAWA NA BIEGUN, czyli jutro jadę do Suwałk

Taka okazja trafia się naprawdę rzadko! ŻONA jedzie w DELEGACJĘ!Będzie się szkolić, bo niedouczona jakaś. Nie cieszę się, bo każdy wyjazd to dla mnie bardzo duży REISEN FIEBER .
  1. w torbie- JAK ZWYKLE -się nie mieszczę!
  2. nikogo tam nie znam i z kim będę w pokoju (Jak dziecko-podsumował MĄŻ)
  3. chciałam wciągnąć w szkolenie KOLEŻANKĘ ,ale się nie dało ( na nic wrodzony wdzięk i urok osobisty- w zderzeniu z biurokracją niestety NIE DZIAŁA)
No i DLACZEGO SUWAŁKI? Tam mnie jeszcze nie było! Dla mnie, istoty ciepłolubnej hasło POLSKI BIEGUN ZIMNA, działa tak samo jak WYSIŁKOWE ĆWICZENIA FIZYCZNE-ODSTRASZAJĄCO! W dodatku akurat teraz ma być załamanie pogody- jakby się nie mogło załamać jak wrócę. No i TAK DALEKO! 10 GODZIN JAZDY!-próba generalna przed wyjazdem na zieloną szkołę nad morze-jak twierdzi KOLEŻANKA.

Jedynym jasnym punktem jest chwilowa separacja z ULUBIEŃCEM, który zasypia w błogiej nieświadomości, że zmierzy się jutro z zastępującym mnie DYREKTOREM. Ciekawe, czy JEMU też zada nurtujące go ostatnio pytanie:
-Od KOGO zalezy, cy sie zdaje do ceciej klasy?
-Przede wszystkim od CIEBIE- wyjaśniłam WĄTPIĄCEMU.Zależy jak się będziesz uczył ( nie zamierzam NA RAZIE go uświadamiać,że baaardzo trudno NIE ZDAĆ w drugiej klasie)
-No, ale KTO decyduje?- drążył dalej.
-JA- mściwie odpowiedziała PANI SATYSFAKCJA czyli wredna ja.
-Tat myślałem,ze moge mieć pserombane, bo sie z paniom kóce- zasmucił się
Wyjaśniłam STRAPIONEMU, że nie ma to żadnego znaczenia- ucieszył się, ale na krótko, bo dodałam też,że o wszystkim napiszę na świadectwie.
-A mama mówiła,ze nie miała pani prawa zabierać mi gluta!- spróbował zastraszania
-A nie mówiła,że masz przeprosić?
-Tez, no to pseprasam- i zaczął się histerycznie śmiać, bo jak wyjaśnił zauważył,że "Toledze wystają rózowe majtki, jak u dziewcyny".Kolega chciał zaraz sprawdzić, jakiego koloru majtki włożył dziś ulubieniec, ale na szczęście do rękoczynów nie doszło- skomplementował tylko ULUBIEŃCA -"A ty masz obes...." ( dobrze,ze siedzą na dwie odległości śliny- ucierpiała tylko podłoga.)
-Czy pani bierze jakieś leki?- zainteresowała się moim zdrowiem dziś PANI SZATNIARKA
-Bo jeszcze ma pani siłę się uśmiechać w TEJ KLASIE!
Wyjaśniłam ZATROSKANEJ,że nie lecę na psychotropach tylko:

  1. jestem PROFESJONALISTĄ z długoletnim stażem
  2. jutro wyjeżdżam i ktoś mnie TU zastąpi:)
-NO TO JUŻ MU WSPÓŁCZUJĘ- westchnęła i skierowała swoje dziarskie kroki w kąt szatni, gdzie akurat ULUBIENIEC INNEJ PANI rozpoczynał zabawę w KARZĄCĄ RĘKĘ SPRAWIEDLIWOŚCI.

W DOMU- prawie jak "ciche dni"
-Co ty tam będziesz robić?- zainteresował się STARSZY
-Szkolić się
-Jak pracować ze ŚWIRAMI?- dociekał dalej
-Nie- jak WYCHOWYWAĆ ŚWIRÓW I NIE ZEŚWIROWAĆ!
Był szybki.
-Ale przecież TATĘ wychowała babcia, to po co TY jedziesz?
Dobrze,że PAN I WŁADCA zasiada do meczu , BO JUTRO SYN-POMOCNIK LEŻAŁBY NIEWĄTPLIWIE POD PANELAMI.
-Nie jedź!-MĄŻ-(kocha :))-bo kto nam tu co ugotuje i posprząta?
Ale widząc morderczy błysk w oczach WYBRANKI, dodał szybciutko:
-Będę tęęęęsknił
-Znad zlewu pełnego garów- dodałam i wymaszerowałam z kuchni po raz kolejny PRZEPAKOWAĆ SIĘ


A W PRZYTULISKU KOLEJNY WEEKEND EKIPA POWITALNA BĘDZIE CZEKAĆ NADAREMNIE!

wtorek, 20 kwietnia 2010

OMIJAĆ Z DALEKA, gdy się nie udaje

Panowie-świeżo upieczeni SPECJALIŚCI OD PANELI wrócili wczoraj zadowoleni i weseli jak skowronki na wiosnę, bo:
  1. nie pokłócili się o dziwo( a już miałam nie wierzyć w cuda)
  2. UDAŁO SIĘ!-czyli praca poszła gładko, nic nie zepsuli
RODZICIELKA wniebowzięta! .
Zawsze powtarza,że ZIĘCIA to ma wymodlonego i powiedzenie,że przeciwieństwa się przyciągają to w przypadku NASZEGO małżeństwa akurat najświętsza prawda!
No i dobrze! WIDOCZNIE JESTEM NIE TAKA ŁADNA JAK SPRYTNA,że TAKIEGO CUDMĘŻA udało mi się zwabić, upolować i w dodatku zatrzymać (mam nadzieję na zawsze-choćby przez wzgląd na zadowolenie MAMUSI).
A MNIE SIĘ DZISIAJ NIC( w sensie zera absolutnego) NIE UDAJE!
W PLACÓWCE-ulubieniec zapominając o "RELACJACH"  autorytatywnie stwierdził:
-I teras musi pani tego gluta, co strasyłem nim toledów wyciongnońć z kosa, jak go pani wyzuciła,bo to jest MOJA WŁASNOŚĆ ( i tu akurat miał świętą rację).Na szczęście w naszej klasie panuje w tym względzie  podstawowa zasada samoobsługi-POTRZEBUJESZ CZEGOŚ Z KOSZA-WYCIĄGNIJ TO SAM. A ponieważ inne argumenty:
  • 1000 razy mówiłam Ci,żebyś się tym nie bawił
  • ostrzegałam,że zabiorę, gdy będziesz straszył kolegów
  • glut z czerwonego stał się czarny- tak go ubrudziłeś 
(Chór głosów dodał w poczuciu grozy-"I ON TO JESZCZE OBŚLINIŁ!".Na myśl o tym, co przed chwilą trzymałam przez sekundę w ręce, zrobiło mi się niewyraźnie)
nie trafiały do OBROŃCY PRYWATNEJ WŁASNOŚCI- przypomniałam w/w zasadę , co skończyło się próbą uduszenia-nie ZBRODNICZEGO NAUCZYCIELA (bo morderca nie sięgał) ale kolegi, który był najbliżej, bo jak się wyraził przyszły dusiciel :
-Był najbizej a w ogóle zawse musi być przez TODOŚ!
Zagrożony zakazem malowania świecą i farbami (a jak każdy babracz lubi takie eksperymenty), dał się szybko spacyfikować i tylko gniewne spojrzenia spod zmarszczonych brwi, przenoszone ze mnie na kosz obwieszczały:PAMIĘTAMY!
Jutro w Placówce nastąpi zapewne ciąg dalszy wendetty, ale póki co, w poczuciu odwalonej dobrej i nikomu niepotrzebne,pomknęłam do domu i moich TOREB. I kolejne FIASKO!
Prąd- był, maszyna- sprawna, pomysły-obecne, ale wykonanie żenada łamane przez wstyd!Nie dały się szyć!
A to się marszczyło,

a to się zaszyło nie to co potrzeba (np. kieszonkę-dookoła)
NIEUDAŃCA próbowałam maskować równie nieudanym " ściegiem drabinkowym",ale nie pomoże nic, gdy podszewka nie pasuje do góry( to tak jak z ludźmi)
A W DODATKU, CI TAM ZNOWU ZADOWOLENI, BO IM SIĘ UDAŁO!
ŻÓŁĆ ZALAŁA MI TRZEWIA a w takiej sytuacji KAŻDY, nawet ten WYMODLONY, wie jak udzielać pierwszej pomocy:


Przede wszystkim-MYŚLEĆ O SOBIE i salwować się ucieczką, a potem





z bezpiecznej odległości sprawdzać, co jakiś czas, czy POŁOWICY przeszło.


PRZESZŁO, bo co by nie przeszło....ELEGANCKA I PIĘKNA W ZAMYŚLE TORBA została zdegradowana do roli WORA NA ZIEMNIAKI

a KRÓLOWA RĘKODZIEŁA, czy też, jak twierdzi KOLEŻANKA -CEPELII ( jutro się z nią policzę) poszła SWOBODNYM KROKIEM....SPIEPRZYĆ OBIAD NA JUTRO( na szczęście juto konferencja i JA nie będę tego jeść)

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

ZAPOWIEDŹ MORDU CZYLI OJCIEC Z SYNEM KŁADĄ PANELE

Kolejny poniedziałek.W domu cisza aż dudni, bo STARSZY w towarzystwie MISTRZA ROBÓT WSZELAKICH, zwanego TATUSIEM (jak się chce zarobić większe kieszonkowe to OJCIEC awansuje na TATUSIA) kładzie panele u RODZICIELKI i o ile się nawzajem przy tym nie pozabijają, to to trochę potrwa. MŁODSZY w przerwach między PIEKŁEM a PIEKŁEM okraszonymi zadaniami z matmy, przy których wymiękłam już dawno ( a maturę w końcu mam!) podnosi ciężary na siłowni( po to,żeby potem powiedzieć,że nie ma siły wnieść zakupów na nasze 4 piętro bez windy-BO JEST ZMĘCZONY I SŁABY).
MAM CAŁY DOM DLA SIEBIE!I o dziwo jakoś wcale tak bardzo mnie to nie cieszy, bo mam apokaliptyczne wizje (co to znaczy obcowanie z piekłem na co dzień).Dawniej, gdy pobyt w jednym pomieszczaniu z POTOMKAMI przypominał obcowanie z cyklonem i to nie w jego oku (bo tam ponoć cisza), za TAKIE CHWILE oddałabym zęby mądrości (i tak kiepskiej jakości) a dziś martwię się, czy nie zostanę matką OFIARY I żoną DZIECIOBÓJCY, bo tak często wyglądają relacje miłości i wzajemnej adoracji w naszej rodzinie. Dobrze,że nie muszę NA RAZIE  w tym uczestniczyć. Ale i tak wcześniej czy później odbębnię swoje na kanapce RODZICIELKI, wysłuchując jej zbawiennych rad na temat WŁAŚCIWEGO WYCHOWANIA, oraz jak okazywać innym MIŁOŚĆ i CO ZROBIĆ,ŻEBY CIĘ WSZYSCY LUBILI?( z akcentem na "wszyscy", bo ją wszyscy lubią-jak sama twierdzi).
Zazwyczaj wytrzymuję bez mrugnięcia ( w końcu lata praktyki zebrane na konferencjach, kiedy twarz słucha a myśl buja swobodnie), ale raz ośmieliłam się:
-To jak TY MNIE wychowałaś,że teraz taka niewychowana jestem?
Rodzicielka nawet się nie obraziła, ale widać,że tę kwestię miała już od dawna przemyślaną
-BŁĄD W SZTUCE- a poza tym ty byłaś pierwsza i to NA TOBIE ćwiczyłam. I tu ma rację.
Ja takie BŁĘDY KOCHANE w domu mam dwa( do trzeciego się nie przyznaję, bo to zasługa TEŚCIOWEJ).Z rozczuleniem słucham , jak to córeczki KOLEŻANEK mówią im,że są NAJPIĘKNIEJSZE-zamiast JEST COŚ NA OBIAD?, pożyczają ciuchy, biżuterię (no tego to bym w wykonaniu moich chłopaków nie zniosła- wolę jak jest), BEZUSTANNIE się zwierzają..
Wprawdzie STARSZY bytujący u kolegi też mi się zwierzył:
-Byłem u kumpla, wiesz jak JEGO mama dobrze gotuje? ale nie wiem czy każdy chciałby doczekać TEGO TYPU zwierzeń.
Autorytetem jestem w domu jedynie w zakresie nauki, bo jak twierdzą POTOMKOWIE
-TY KUJONEM BYŁAŚ I CO NIECO TAM PAMIĘTASZ.
Posiadanie SYNÓW ma jednak niezaprzeczalna zaletę-NIE MUSZĘ WSPÓŁDZIAŁAĆ-czytaj współzawodniczyć-a tak właśnie wyglądają wszystkie "męskie prace" robione wspólnie.
Gdy spotyka się TRZECH NAJMĄDRZEJSZYCH i do tego KIEROWNIKÓW ( a robić nie ma komu), to o ile nie jest to  trio słynnych tenorów- o sukcesie  nie ma mowy.
A PRZECIEŻ KAŻDY DOBRZE WIE ,ŻE NAJMĄDZRZEJSZA JEST KIEROWNICZKA- nawet jeśli przyczaiła się za bawełnianą firanką:)

niedziela, 18 kwietnia 2010

CZASEM TRZEBA PODPRĄDZIĆ,czyli iśc pod ...a nie z....

Na przekór wszystkiemu i wszystkim- co robiłam?
  1. nie zalewałam się w trupa
  2. nie grabiłam chodnika pod blokiem (do grządek nadal 146 km)
  3. nie sprzątałam
  4. gotowałam byle co- protestujących uciszałam hasłem JUTRO GOTUJESZ TY!
  5. telewizję oglądałam jednym okiem
  6. praca zawodowa zgodnie z zaleceniami psychologów o wolnym weekendzie, leżała spokojnie odłogiem w miejscu jej przeznaczenia , czyli w PLACÓWCE
  7.  KOLEŻANKA dzwoni- nie rozmawiam długo-JESTEM ZAJĘTA!(pewnie pomyślała,że mam szlaban na rozmowy telefoniczne)
  8. zaniedbany MĄŻ sam musiał sobie wymyślić zajęcie, bo choć pogoda ładna-ja nigdzie nie wychodzę- BO SZYJĘ!
Całe ranno -sobotnie sprzątanie diabli wzięli, gdy dywan pokryła warstwa nitek i ścinków, roznoszaona na skarpetach przez usłużnych  POMOCNIKÓW TOTALNEGO BAGNA.
a JA CO? A JA NIC! BO JA TORBY SZYJĘ!(Jak w "Nie ma mocnych", ale tam bohaterka szyła obrusy)
-Kiedy zamykasz hurtownię-MŁODSZEGO wysłano widocznie w celach zaczepno-obronnych
-Jak skończę-głupie pytanie i takaż odpowiedź
-To znaczy w przybliżeniu KIEDY?Bo koledzy mają przyjść a tu taki SYF.
Po zwróceniu uwagi MŁODSZEMU,żeby się nie wyrażał, nie zwracając uwagi na przeciwności losu-(przyszyłam podszewkę odwrotnie i teraz moja torba uzyskała TAJNĄ KIESZONKĘ ukrywającą się MIĘDZY torbą a podszewką)wydłubując nitkę tępymi nożyczkami rzuciłam ŻARTEM ( ciężkim jak kilo kitu)
-Skończę jak wszystkie SPRZEDAM! I aż się zakrztusiłam obgryzanymi nitkami i swoim dowcipem
-A pomogłoby coś, gdybym kupił jako ANONIMOWY?- drążył dalej MŁODSZY
-Pomogłoby, gdybyś nie spalił niespodzianki PACANIE!
-A zresztą-zaczął głośno myśleć PACAN-na JAKI ADRES bym TO wysłał-domowy odpada, BO BYŚ SIĘ DOMYŚLIŁA-a WROGÓW TO JA NA RAZIE NIE MAM!
Dopiero w tym momencie zauważył,że w dłoni dzierżę odbezpieczoną broń-NOŻYCZKI!
Ale MAMUSIA była dziś we wspaniałomyślnym nastroju, więc obiecałam tylko:
-Będziecie te torby dostawać w prezencie DO KOŃCA ŻYCIA! I jeszcze WASZE ŻONY, DZIECI, DZIECI ICH DZIECI...zaczęłam się rozpędzać, ale mnie przystopował:
-Dobrze,że to się TERAZ DOPIERO ZACZĘŁO! MIAŁEM PRZYNAJMNIEJ 18 LAT SPOKOJU!
I  zwiał chcichrając się diabelsko, ale cóż się dziwić przecież obcuje na co dzień ( do 19 maja-maturalna prezentacja) z PIEKŁEM.
A ja co ? A ja NIC! BO JA PRZECIEŻ TORBY SZYJĘ!
Kieszeniową Ulistnioną


SKROMNĄ DWUSTRONNĄ






KRACIAŚCIE KRATKOWANĄ JABŁONKĘ MINIATUROWĄ (Z DOMU NIEUDANY HAFT)





FASTRYGĘ HAFTOWANĄ PRZED DZIURAMI


PO DZIURACH




SZTRUKSICĘ Z LUMPEKS PASKIEM ZA ZŁOTÓWKĘ



UTYTĄ KOPERTÓWKĘ (JAK ZASŁUŻY DOSTANIE PASEK)KOMPLETÓWKĘ


sobota, 17 kwietnia 2010

JAKI OGRODNIK TAKIE ZBIORY CZYLI ZASIEWÓW CIĄG DALSZY

Mieliśmy...... ale nie POJECHALIŚMY a ZIEMIA CZEKA! I znowu przeze mnie, bo tym razem na przeszkodzie stanęła dawno wy(SZ)czekana wizyta u foniatry, której nie można przełożyć-bo czekało się 3 miesiące-takie uroki naszego NFZ.
POJECHAŁYSMY Z KOLEŻANKĄ.ONA-żeby przyznać się,że NIE ĆWICZYŁA zgodnie z zaleceniami PANI DOKTOR, JA-żeby sprawdzić jak się miewa przyczyna mojej kilkumiesięcznej chrypki niejaki PAN POLIP- mieszkaniec STRUN GŁOSOWYCH.
Wizyta była BEZCENNA, ponieważ dowiedziałam się,że:
  • struny głosowe mam jeszcze całkiem, całkiem , zważywszy na staż pracy oraz to,że 90 procent klienteli PANI DOKTOR  to przedszkolanki i panie z klas I-III
  • chrypka nie powstała w wyniku DARCIA SIĘ NA NICZEMU NIEWINNE DZIECI
  • NA STAN GŁOSU NIE MAJĄ WPŁYWU DŁUGIE ROZMOWY TELEFONICZNE Z KOLEŻANKĄ-co sugerował DOMOWY DR QUINN W MĘSKIEJ POSTACI
Potem PANI DOKTOR pokazała mi jeszcze, jaką ONA ma chrypkę, przestraszyła opowiadając jak refluks w kilka tygodni może zniszczyć głos , kazała zgłosić się do gastrologa ( tam mnie jeszcze nie było) i pożegnałyśmy się życznieami udanych wakacji, bo następna wizyta we wrześniu.
KOLEŻANKA oprócz kolejnych (owianych tajemnicą danych osobowych) zaleceń "przyniosła" jeszcze ostatnie zalecenie Pani doktor dla mnie (bo się PANI przypomniało):
-Tej swoje koleżnce z chrypką, to niech pani przekaże,żeby powiedziała SWOJEMU MĘŻOWI,że chrypka NIE OD TELEFONU ale ZGAGA OD MĘŻA TO JUŻ NA PEWNO!
PRZEKAZAŁAM  ZAINTERESOWANEMU... NO I NIE JEDZIEMY.
Tak naprawdę to się nie obraził, tylko:

  1.  TRZEBA NAPRAWIĆ HAMULCE (powiedział,że NIE TYLKO w samochodzie)
  2. RODZICIELKA ZAMÓWIŁA PANELE(bez wniesienia)i poinformowała nas telefonicznie,że w razie czego może SAMA te 24 paki wnieść
I dla tego zamiast nowych - STARE, BO tygodniowe FOTKI PRZYTUKISKOWE
bratki posadzone

chaszcze wygrabione

areały zasiane
I jeśli NIKT nie podleje to TAKI SAM widok będzie można podziwiać aż do jesieni, no może trochę się urozmaici, bo wyrośnie PERZ- ON DO ŻYCIA NIE POTRZEBUJE NICZEGO:)

piątek, 16 kwietnia 2010

RAJD MIĘDZY REGAŁAMI, CZYLI KONSULTACJE Z RODZICAMI

Po co przychodzić na KONSULTACJE do szkoły I MARNOWAĆ SWÓJ CZAS, kiedy i tak wiadomo w jakim markecie robi zakupy NASZA PANI i przy okazji można się ZASADZIĆ i ZAPYTAĆ ZNIENACKA
-JAK TAM PANI, MOJE DZIECKO?
Dzisiaj konsultowałam w Auchan.Dziwię się,że markety nie wpadły na pomysł bilboardów "Dzisiaj u nas robią zakupy nauczyciele SP, LO itp- PRZYJDŹ I ZAPYTAJ O CO CHCESZ!TROPIENIE ZWIERZYNY I SATYSFAKCJA GWARANTOWANE.
Każdy pedagog dostałby w tym dniu RABAT  wysokości 0,000001 procenta na koszyk zakupów-oznaczony wysoką pomarańczową chorągiewką i nieświadomy niczego cieszyłby się jak dziecko!Obroty wzrosłyby niepomiernie zważywszy,że rabat przydzielony w/w z uwagi na PUSTY WÓZEK ŚCIGANEGO wynosiłby zawsze zero zł.
W moim sklepie staram się zawsze być czujna.Zazwyczaj biorę mały koszyczek, bo:
  •  można z nim łatwiej uciekać-po trasie
  • w razie osaczenia -można założyć na głowę i przykucnąć za regałem
  • można go bezkarnie porzucić i szybko wyjść ze sklepu wyjściem, pilnowanym przez ochronę(należy wszakże PRZED wejściem sprawdzić, czy to nie jakiś TATUŚ).
Dziś PRAWIE mi się udało.Radość zakupów zmąciła moją czujność, gdy kątem oka dostrzegłam znajome kształty MAMUSI-dodajmy NIE MOJEJ. Gdyby to była RODZICIELKA- pół biedy-
  • wyrzuciłoby się co droższe zakupy byle gdzie ( nigdy tak nie robię, ale w sytuacji klęski żywiołowej wszystkie chwyty dozwolone), 
  • wymieniło kolorowy papier toaletowy na tani ekologiczny "tyłkościeralny", 
  • powydziwiało " jak to teraz ludzie nie patrzą, tylko człowiekowi do wózka dorzucą"(gdyby oko mamusi COŚ JEDNAK WYŁOWIŁO)
Jak brygantyna na falach sunęła dostojnie w moją stronę. Byłam szybsza (26 rok praktyki zawodowej).Zawinęłam się z wózkiem i ukryłam na dziale NARZĘDZIA, gdzie ŻADNE mamusie nie zachodzą.Ale trafiła kosa na kamień, albo nie taki człowiek sprytny, jak mu się wydaje
-Dzień dobry!-nad moim uchem rozległo się radosne ćwierkanie
-OOOO-dzień dobry-grzecznie udałam zdziwienie
-Tak myślałam PANI, czy nie PANI?Ale taka przygarbiona- to MUSIAŁA być PANI! Tylko PANI TAK CHODZI! POZNAŁAM!-ucieszyła się MAMUSIA.
JA ucieszyłam się ZNACZNIE MNIEJ.
-Chciałam, tylko tak PRZY OKAZJI (jakiej?!-zawyła moja dusza, bo lico jak zwykle uśmiechało się głupawo, co każdy bierze za zachętę) zapytać JAK TAM MOJE DZIECKO?
-A... to ja już nie wiem - wysiliłam się na dowcip-bo teraz jest przecież POD PANI OPIEKĄ!
-HA, HA ,HA-perliście roześmiała się mamusia. Przecież ja nie pytam o TERAZ tylko o SZKOŁĘ!
(NO I W DODATKU WYSZŁAM NA GŁUPKA! Jutro całe osiedle będzie sobie opowiadać jak to ONA W OGÓLE NIE ROZUMIE, co się do niej mówi, ale od dzieci to wymaga!)
-WCZORAJ były konsultacje-próbowałam
-ALE ja Panią spotkałam DZISIAJ-wyjaśniła TĘPOCIE CO UCZY JEJ DZIECKO
-Jesteśmy w sklepie-nie poddawałam się.
Wymowny ruch brwi oraz towarzyszące im trzepotanie rzęs i wywracanie oczu doskonale zastąpiło "co też ty powiesz?"
ALE DZIŚ POSTANOWIŁAM BYĆ NIEUGIĘTA!
-Proszę przyjść do szkoły- poprosiłam
- Ale kiedy?
-Jak będą konsultacje
-Ale przecież były wczoraj!
Już miałam powiedzieć TO PROSZĘ PRZYJŚĆ WCZORAJ, ale uratowała mnie KOLEŻANKA I JEJ ZBAWIENNY TELEFON, który odebrałam ze słowami
-Tak słucham PANI KURATOR, a mamusi dałam wymowny znak,że niestety, ale (i tu scenicznym szeptem padło) KU -RA -TOR OŚWIATY i mamusia w poczuciu wagi sytuacji oddaliła się w bliżej nieznane rejony artykułów pierwszej potrzeby,( jak np, kozaczki-białe).
A ja z narzędzi wykonałam szybki myk  po jabłuszka

i boczkiem, boczkiem-DO DOMU!
A teraz siedzę i myślę, kto JUTRO pójdzie po warzywa na OSIEDLOWY TARG?!

czwartek, 15 kwietnia 2010

ALTERNATYWNE STYLE ŻYCIA VEL PAZERZE PUSZCZAJĄ NERWY CZYLI TRUDNO ZOSTAĆ GALERIANKĄ

Uffff... kolejny dzień odfajkowany.W pracy jak zwykle-cztery bójki +pokazywanie środkowego palca w najbardziej niesprzyjających okolicznościach, czyli wtedy, gdy NAUCZYCIEL akurat patrzył.Stwierdziłam,że szkoda mojego czerwonego długopisu, który służy celom wyższym( np. wpisanie pochwał , czy DOBRYCH ocen) i kazałam ZŁOCZYŃCOM opisać swoje wyczyny SAMODZIELNIE! W ten sposób, jak Archimedes w wannie- najzupełniej PRZYPADKOWO odkryłam NOWY RODZAJ TORTURY.Najpierw dla piszących, bo co innego zbroić a co innego napisać o tym do RODZICÓW ( gdy PANI pisze-mniej boli, bo i tak się nie można doczytać), potem dla weryfikującej zeznania PANI, czytającej po raz kolejny o BUJCE,ew. BUJDZE, lub ( w wykonaniu ULUBIEŃCA-jak zwykle akurat w tym względzie aktywnego) DUJCE, w czasie której TO TOLEDA ZACZOŁ.
W dodatku mamy NOWEGO-tarza się po podłodze, zna WSZYSTKIE brzydkie słowa- jednym słowem PASUJE DO ZESPOŁU.Dzisiaj obiecał,że kupi mi prezent, ale na koniec roku, bo musi uzbierać drobne. Może pójdę na korupcję- na razie wynegocjowałam CHWILOWĄ GRZECZNOŚĆ.
Ale żem PAZERA OKRUTNA i w dodatku zdesperowana-MAŁO MI BYŁO BLOGA, pracy-WY SIĘ TAM CIĄGLE BAWICIE i innych atrakcji związanych z obsługą dwóch MAŁO UCIĄŻLIWYCH (bo ciągle ich nie ma) i JEDNEGO ALE ZA TO BARDZO ABSORBUJĄCEGO ( wciąż jeszcze przed rozwodem).
POSTANOWIŁAM EKSPORTOWAĆ "MOJE ARCYDZIEŁA"
-CHYBA MNIE POGIĘŁO!!!!!!!!
-ZERO WSTYDU-wsparł mnie młodszy, gdy wywinięta jak chiński paragraf, po raz kolejny próbowałam zrobić zdjęcia  w taki sposób, BY....
  1. żeby:  moje potworki nie wyglądały jak one same, ale jak arcydzieła nikiforskiej  sztuki
  2. żeby: cokolwiek było widać przy robieniu zdjęć z bliska za pomocą aparatu WYSOKIEJ KLASY ( pod warunkiem,że się go WYSOKO podniesie) zwanego potocznie GŁUPKIEM
  3. żeby: FOTOGRAF sam słusznych gabarytów NIE RZUCAŁ CIENIA!!!!!
Po WIELKICH TRUDACH okupionych prawie zapaleniem korzonków nerwowych ( od wyginania) i nerwów mózgowych (od wk.......się)-POOOOOOSZŁY foty do GALERNIKA  a  ARTYSTKA- ZADOWOLONA  Z SIEBIE ( a jakże) zaległa na kanapie w myślach już odcinając złote kupony sławy,
gdy ELEKTRONICZNY GOŁĄBEK zapukał w szybkę LAPTOKA

-Witam- NAPISAŁ GALERNIK -Zdjęcia niestety zupełnie nie zachwycają. Sa niedoświetlone.Gdyby udało się wykonać nowe - jaśniejsze i generalnie lepsze, proszę napisać wstawię edycję do kolekcji i będzie Pani mogła je podmienić.
ZAWRZAŁO! ARTYSTKA z niewidoczną raną kłutą w sercu a głównie w miejscu, gdzie POCHOWANA ZOSTAŁA NADZIEJA i poczucie własnej twórczej godności, zaległa na kanapie w otoczeniu pocieszających ją ARCYDZIEŁ

-Co tak TORBY SE LEŻYCIE?-jak zwykle PAN DOWCIPNY musiał akurat w tej tragicznej dla ARTYSTKI chwili, gdy jej EGO samo zamiotło się pod dywan, zapuścić żurawia do ŚWIĄTYNI SZTUKI.
Pogoniłam trutnia a sama oddałam się lekturze na temat WŁAŚCIWEGO robienia zdjęć przedmiotów, po której miałam ochotę SAMA skryć się w NAMIOCIE BEZCIENIOWYM pod 300 watowymi żarówkami i udawać,że wyjechałam na HAWAJE.
Ale nie poddałam się. Wyszłam na balkon (na rzucanie się-za wcześnie- jeszcze nie posprzątali po zimie, na scenę balkonową-za późno- z racji wieku i gabarytów) i WALNĘŁAM POTWORKOM SESJĘ ROZBIERANĄ!!
Z cyklu- GOŁO NA ZIMNYM BALKONIE, ALE ZA TO DOŚWIETLONE, ku uciesze okolicznych sąsiadów pytających:
  • Fotografujesz pranie?
  • Będziesz reklamować proszek?( w sensie oddac do reklamacji)
  • Jak ci coś zwieje na dół ,żebyś miała dowód,że twoje?
oraz konsternacji NAJBLIŻSZEJ RODZINY:
-Mamaaaaaa-złaź  z tego balkonu.!!!!!
-Raaany- trzeba się będzie teraz wyprowadzać-na miesiąc przed maturą! I bez tego WIEM, CO TO PIEKŁO-mam przecież z tego prezentację!
ZESZŁAM (z balkonu), ale dopiero GDY SKOŃCZYŁAM (obrażona na cały świat)
- Dajcie już spokój!MAMA chciała zostać GALERIANKĄ- pospieszył z wyjaśnieniem NIEOGLĄDAJĄCY FILMÓW FABULARNYCH I NIECZYTAJĄCY BRUKOWCÓW ( czy innej prasy kolorowej) MĄŻ a PAZERNA czyli JA, zrozumiała,że ALTERNATYWNE STYLE ŻYCIA  na razie przynajmniej są NIE DLA NIEJ.