środa, 1 sierpnia 2012

URODZINY PANA I WŁADCY czyli bez tortu za to z rządzeniem

-JEDEN! zarządził SOLENIZANT gdy poinformowałam, go,że może sobie wybrać numer komentarza, którego autor będzie musiał się borykać z torbiskiem i posiadać fajne czytadełko.
EWENTUALNE PRETENSJE KIEROWAĆ DO ONEGO!
W uzasadnieniu dodał,ze to JEGO urodziny i ON rządzi ( rozpaskudziło się panisko jak nic!) a poza tym tak mu do głowy przyszło, bo.... CHCIAŁBY MIEĆ CHOĆ JEDEN DZIEŃ SPOKOJU!
Wygrana zatem pójdzie do

proszę o adres na alsto@op.pl

a my w ramach NIEJEDZENIA URODZINOWEGO TORTU (niektórzy mają postanowienia jubileuszowe- nie obejmujące degustacji ZUPY CHMIELOWEJ, która w TYM lokalu mogłaby być podawana na śniadanie, obiad , kolację i deser) zadowolimy się sałatką brokułową ( przepis FOKSIOWEJ)( sos jogurtowy- w wyobraźni majonez) i oprócz zmagań naszych sportowców obejrzymy film
który wygrałam w konkursie TABU i czekał na specjalną okazję.
W prezencie CZŁOWIEK dostał PRAWDZIWĄ akwarelkę z laskiem- ŻEBY MU PRZYPOMINAŁA O DRUGIM DOMU
gdzie jak zwykle próżnuje do woli:)

używając LIMUZYNY do niegodnych celów.
Ucieszył się i ZWOLNIŁ MNIE  z obowiązku kibicowania ( ma od tego SYNÓW) W ZWIĄZKU Z TYM POPOŁUDNIE NALEŻY DO MNIE!:)

  • Będę popijać

herbatkę oczywiście z WŁASNEJ MIĘTY
w nowych filiżankach nabytych w okolicznym SH za całe 3 zł



jak się w domu okazało -nie typu PAMIĄTKA Z WYCIECZKI- jak myślałam ,ale  sygnowanych The Botanic Garden, więc tym bardziej się cieszę ( herbata smakuje tak samo jak w innych- AŻ TAKIM SNOBEM TO NIE JESTEM),

  • CIESZYĆ SIĘ WYGRANĄ od Dobrze Mieszkaj ( nagroda pocieszenia za hasło reklamowe, więc się pocieszam jak mogę)


i wyjmować torby z walizy:







(Ta ostatnia na szczęście zmieniła właściciela, bo już nie ogarniam!),
 bo trzeba rozpocząć PAKOWANIE!. OD SOBOTY WCZASY WE DWOJE!-Pewnie wrócimy jako MAŁŻEŃSTWO W SEPARACJI ,ale trudno- wytrzymaliśmy 24 lata ( będzie rocznica) DAMY RADĘ DALEJ!

poniedziałek, 30 lipca 2012

PLEWIENIE W RAMACH RELAKSU, czyli tak się bawią ci co z bloków

Wieś znowu stanęła na wysokości zadania i powitała chwaściorami po narządy rodne. Dopiero po godzinie plewienia zorientowałam się,że to moja KAPUSTA LIŚCIOWA!Było jednak za późno - i dla niej i dla mnie.
-Będzie nawóz- pocieszył mnie OGRODNIK AMATOR i zagonił do zbierania porzeczek.Ociąganie się nic nie dało, bo wymówka:
-JEST ZA GORĄCO-zostało zbyte głupią, ale prawdziwą odpowiedzią- KAŻDEMU!
-Idę gotować obiad ( do chłodnego drewnianego domku)- NIKT NIE JEST GŁODNY O 12.00!
a porzeczki zawodziły-ZERWIJ MNIE!, bo nie wiedziały,że przed nimi TYLKO MASAKRA!
Błoga nieświadomość


ZBRODNIA! ale czegóż się nie robi dla NAPITKU!- o żadnych galaretkach sokach nie ma mowy- WYSTARCZYŁO TYLKO DLA WINIARZA-SAMOLUBA!

Pani domu poszła w tym czasie relaksować się przy sprzątaniu po młodzieżowych GOŚCIACH którzy w niekontrolowany sposób przeprowadzili samowolną akcję- PORZĄDKI!
Wg niektórych- to się nazywa POSPRZĄTALIŚMY PO SOBIE!

Na ścianie zagościła CHORWACJA kupiona za 2 zł w osiedlowym RZECZY PRAWIE JAK NOWE
A łazienka z uwagi na świeże malowanie i ryzyko ubrudzenia nieskazitelnej bieli ścian, zyskała nowy DIZAJNERSKI SZNYT!
Wprawdzie byli tacy, którzy twierdzili ,że "będziemy czekać na płytki", ale znając tempo i hasło MAJSTRA - TRZEBA SIĘ ZASTANOWIĆ....oraz biorąc pod uwagę fakt,że czas oczekiwania , np. na zmywarkę wynosił LAT TRZY!- wzięłam sprawy w swoje ręce
W KOŃCU KTO POWIEDZIAŁ,ŻE CERATA MOŻE LEŻEĆ TYLKO NA STOLE?!

i zmusiłam OPORNEGO do dokończenia kreacji ( ja przycięłam ceratę)

-ALE ,ŻEBY NIE BYŁO,ŻE JA TAK GŁUPIO WYMYŚLIŁEM-zastrzegał się i POTWIERDZAM.
KONSTRUKTOR AMATOR WYNALAZCA jest twórcą BATERII ZLEWOZMYWAKOWO WANNOWEJ, która idealnie wpasowuje się w klimat ŚWIATOWO- WIEJSKIEGO DIZAJNU:)
Dziwię się,że autorzy publikacji JAK Z NICZEGO ZROBIĆ NIC, jeszcze nie zabijają się o współpracę z NAMI-DIZAJNERAMI!
Po domyciu się super żelem BHP ,można było zaprosić SĄSIADÓW- nie, nie na wspólną kąpiel, ale PIECZONKI,
od których przygotowania zostałam BRUTALNIE ODSUNIĘTA ( ku swojej radości zresztą) jako TA , CO GOTUJE DZIWNIE!
Nawet upić się z rozpaczy nie było czym, bo domowe wino zaczęło dopiero bulkać

a piwo JUŻ WYSZŁO!
Pieczonki wyszły jak zwykle superaśne- KUCHARZ POCHWALONY obrastał w pióra, a ja wieczorkiem dokończyłam MEMORY BAG- czyli torbiszona pod hasłem JUŻ JA TAM WSZYSTKO PAMIĘTAM!
Tym razem jako przypominajki wystąpiły fotki z baaaardzo wczesnej młodości, ponieważ WTEDY doceniano NIENACHALNĄ URODĘ I WDZIĘK!
Pozdrawiam wszystkich z upalnego bloku, gdzie za ogródek "robi"
balkon z obgryzioną przez Truśkę trawą i NAWET MYSZY SĄ JAKIEŚ INNE!

piątek, 20 lipca 2012

ŚWIAT JEST PEŁEN IDEAŁÓW-dlatego nie starczyło dla mnie

Pełnia wypoczynku, czyli nic mi się nie chce- więc nie robię nic. W domu czarną robotę odwala wymodlona, czy raczej wyjęczana zmywarka ( choć zważywszy na to, KTO ostatnio musiał myć gary, bo MAŁŻONKA kategorycznie odmówiła kalania rączek wymawiając się CAŁKOWITYM BRAKIEM PAZNOKCI- WŁAŚNIE OD TEGO!- to KTO TU KOMU ZROBIŁ PREZENT?).
Można więc w pozornym spokoju ducha zająć się PROCEDEREM
przepasana- na pamiątkę istniejącej kiedyś talii
pikowany wór- na ew. prezenty (AAAA-NIEDOCZEKANIE!- komentarz SAMOLUBA)
KORONKOWA-bo trzeba coś zrobić ze starą szydełkową serwetką
jesienna jako memento- już czuć początki deprechy
tłumionej w zarodku przez marynarskie wstążki, albo coś, co miało nimi być
ptaszkowa jako odwet na tych, co twierdzą,ze mam odlot z tymi torbami
dwie malinowe- w tym jedna z kieszonką MEMORY na letnie pamiątki
No i surowce się skończyły!Trzeba było jechać do centrum, aby nie tylko spotkać się z TYMI, CO POWIEDZĄ, CO BYŁO JAK CIĘ NIE BYŁO racząc się kawką, ale dokupić nici.
Samozadowolenie z dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty, skończyło się już w  autobusie.
Bohaterką kursu stała się zażywna pani LAT 74,która streściła zebranym swoje aktualne życie, a ja z każdym zdaniem traciłam moje mizerne, torebkowe poczucie wartości:

-Talię to taką mam, bo jeżdżę codziennie na rowerze i pływam po kilometrze! (popatrzyłam w dół a moje smętne fałdki przypomniały- TY NIE PŁYWASZ a rowerem się nie przejmuj, bo nie umiesz jeździć)
-Pływać to ja się moja pani nauczyłam po sześćdziesiątce  I OD RAZU DOBRZE!-BO MIAŁAM DOBREGO TRENERA.TAK SAMO NA NARTACH! (moje biedne niewidzące nart nóżki schowały się pod siedzeniem)
-Teraz to mieszkam na działce - W NAMIOCIE- BO ZDROWO! (mój kręgosłup wtrącił się do dyskusji: TAK SIĘ NIE UCZ!), BO MOJA PANI TRZEBA O SIEBIE DBAĆ!
Wyskoczyła koło basenu a pozostałym pasażerom chyba ulżyło-NIEKTÓRYM ZOSTAŁ JENO DÓŁ!
I aby się wyrównało MAŁŻONEK WYWIÓZŁ ZANIEDBANĄ  NA WIEŚ i zagonił do plewienia!

- To dopiero robota głupiego-rzęziły moje wszystkie członki a oponki zdecydowanie zagroziły rozpękiem. Przy życiu utrzymała mnie jedynie myśl,że obiecałam uszyć nową torbę FOKSIOWEJ i perspektywa WCZASÓW w Szklarskiej Porębie- o ile nie zbankrutujemy jak słynne biura podróży:)
PS. WŁASNIE DZWONIŁA RODZICIELKA  aby poinformować LENIWĄ CÓRKĘ,ze zawekowała 20 KG OGÓRKÓW!!!-I jak żyyyyyć?:)

czwartek, 5 lipca 2012

NIECH ŻYJE WOLNOŚĆ, czyli rok zakończony i ROZDAWAJKA

Uroczystość zakończenia roku szkolnego może nie zasługuje na opisanie jak Kołobrzeg , który ( cytat WIADOMO CZYJ) " w IX wieku był opisany przez kronikarza TETMAJERA!!!! ale odnotujmy ,że było i się zakończyło.
Tajfun nawet użył z tej okazji komplementu:
-ALE PANI CZERWONAAAA! a gdy w popłochu zaczęłam przyglądać się kremowej kreacji bluzką zwanej, łaskawie wyjaśnił- ZNACZY,ŻE Z OPALENIA!.
Laurki rozdane,kwiaty zabrane z umęczonych łapek- wprawdzie koleżanki doradzały,żeby bukiety zostawić w klasie, ale posłużyły jako element ZAJMUJĄCY RĘCE I UWAGĘ i wszyscy byli grzeczni, bo musieli pilnować zieleni:)
Przed samym finałem finału, zawitała do mnie sąsiadka przynosząc tajemniczą przesyłkę:
-Grzechocze- to chyba nie bomba- bomba by cykała- uspokoiła mnie, bo NICZEGO NIE ZAMAWIAŁAM a adres JAK BYK- MÓJ!
W środku niespodzianka od IVALII
DZIĘKUJĘ!!!!
KTÓRA ZAMIAST WĘDKI PRZYSYŁA OD RAZU RYBKI:)Niestety orzech nie przeżyłby podróży- orzeszki też długo nie pozostaną w całości.
W dodatku dostałam LIST- NA PAPIERZE! ,co w dobie zaniku epistolografii zasługuje na szczególne ŁAŁ I O RETY!
Biję się w pierś skruszoną, ŻEM NIE ODPISAŁA A KASI torby nie uszyła (ale w planach mam!),
 ale na swoje usprawiedliwienie mam tylko niecne knowania DYREKTORA, który W DNIU OSTATECZNYM zarządził konferencję ze WSZYSTKIM SPRAWOZDANIAMI WŁĄCZNIE.
KTO CHCIAŁ PRZEŻYĆ -MUSIAŁ SIĘ PRZYGOTOWAĆ!
Kwiaty zostawione w umywalce- nic że pustej , bo woda wyciekła- my- jak te chabazie, bez sił słuchamy kolejnych wypracowań. PRZY SIEDMIOSTRONICOWEJ EPISTOLE O DZIAŁALNOŚCI HARCERSTWA( dzień po dniu opiekun relacjonuje pracowity rok a słuchacze odliczają- JUŻ MARZEC- DOBRZE JEST!)-JĘK WYRYWA MI SIĘ Z TRZEWI!!!!
-I CÓŻ TAK PAŃSTWO JĘCZYCIE?-oburza się DYREKTOR i żeby nie było na INNYCH, muszę zabrać głos:
-TO Z ZAZDROŚCI,ŻE TYLE OSIĄGNIĘĆ.....-reszta odpowiedzi ginie w aplauzie:)
Po 27 sprawozdaniu WYŁĄCZAMY TRYB GOTOWOŚCI I RESETUJEMY MÓZGI.CHABAZIE W TYM CZASIE DOGORYWAJĄ W PUSTYCH UMYWALKACH ( było przyjść z wazonem do pracy!)
POPOŁUDNIE- WRESZCIE W DOMU- KWIATY W NALEŻYTEJ OPRAWIE

a ja mogę zająć się ODSTRESOWACZAMI




i ogłosić ROZDAWAJKĘ! o ile znajdzie się chętny przygarnąć

TORBISZONA uszytego własnoręcznie z lekturą własnoocznie przeczytaną ( ale tylko raz, więc literki nie zblakły). Ponieważ nie mogę losować ( jakieś ustawy, czy cóś) to wybiorę laureata, wśród TYCH , CO  ZNAJĄ ZASADY:), czyli zapiszą się w komentarzach a jeśli wola zamieszczą informację o swojej lekkomyślności u siebie na blogu. TYCH CO NIE BLOGUJĄ również zapraszam  serdecznie:)
Rozdawajka kończy się 1 sierpnia , bo w tym dniu PAN I WŁADCA MA URODZINY-niech mu będzie-ucieszy się,że jednej torby i książki w domu mniej:)
A TERAZ PAKUJĘ GRATY I WYJEŻDŻAM jak zaleciła PANI PRZEWODNIK "poprzytulać się do drzew, bo to modne i zdrowe", chociaż zaraz dodała:
-BYLE NIE DO , WIĄZA BO MA ENERGIĘ NEGATYWNĄ!
Jak opowiem o tym wiązom -zdziwią się!
Miłych wakacji!

sobota, 23 czerwca 2012

A po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój

Zielonka z bliża się ku końcowi, a my jak nieopalone- tak nieopalone ( nie licząc JEDNEJ podpalającej w ukryciu, ale to nie wpływa na koloryt cery, albo wpływa , ale nie tak jakby się chciało).
Pogoda jak kobieta- zmienna. Na południu upały a u nas porywiste wiatry i zzzzzzimno.
Wykorzystując przebłyski słońca, dokonujemy heroicznego czynu.IDZIEMY NA LATARNIĘ!Mam jeszcze w pamięci ostatnie wejście, kiedy płuca przykleiły mi się do kręgosłupa a oddychanie samym nosem nic nie dało i niczym wyrzucony na brzeg śledź słaniałam się na górze przy barierkach.KOLEŻANKA też ma dobrą pamięć i dlatego przezornie została na dole z TYMI, CO SIĘ BOJĄ ( albo raczej patrzą łakomym okiem na bezkolejkowe, podlatarniowe zakupy).
NIE MIAŁAM WYJŚCIA!
-NIE MA ŻADNEGO WYPRZEDZANIA !-zapowiedziałam RĄCZYM KONIOM.
NAWET , GDY ZOBACZYCIE LEŻĄCEGO NA SCHODACH PADNIĘTEGO NAUCZYCIELA -NIE WOLNO GO PRZEKRACZAĆ!-ZROZUMIANO?!
-tAAAAAAK-odpowiedziały RĄCZE KONIE- i o dziwo posłuchały!
W połowie wieży poczułam znajomy brak narządów oddechowych i ogień w trzewiach
-Postój!-zarządziłam resztką oddechu-O DZIWO RUMAKI TEŻ Z LEKKĄ Z ZADYSZKĄ.
NA GÓRZE BAJKA!

ŻÓŁTA I NIEBIESKA CZAPECZKA TO RĄCZE KONIE W UPRZĘŻY
--AAAAAAleś leciaaaaaaała-ZAMYKAJĄCA POCHÓD nieświadomie tak mnie dowartościowała,że pod wpływem pochwały i rozrzedzonego powietrza na górze- sodówa w mig zastąpiła mózg i WPADŁAM W SZPONY HAZARDU!
BRAK FOKSIOWEJ WYRAŹNIE DAŁ SIĘ WE ZNAKI, BO WYKRĘCANIE NIESPODZIANEK ZA DWA ZŁOTE DOPROWADZIŁO MNIE DO RUINY!
Wieczorem burza.Ciemno jak w brzuchu po kawie.TOWARZYSTWO LEKKO BOJĄCE, więc zarządzamy konkurs plastyczny.Same zasiadamy i czekamy na efekty.
-PROSZĘ PANI, BO JEST BURZA I JA WYJEŻDŻAM, BO NIC NIE WIDZĘ!-dramatyczne expose burzy nasz spokój.
Okazało się,że  WYPOWIEDŹ nie dotyczy  na szczęście ucieczki z OBIEKTU (burza szalała w najlepsze).  EKIPA W OBAWIE PRZED BURZĄ ZGASIŁA ŚWIATŁO W POKOJU I UDZIAŁ W KONKURSIE ODBYWAŁ SIĘ W EGIPSKICH CIEMNOŚCIACH (błyskawice się nie liczą) i WSZYSCY WYJEŻDŻALI POZA OBRYS ARCYDZIEŁA!
Uspokoiłyśmy TOWARZYSTWO i choć wszyscy chcieli się wmeldować do naszego pokoju ODWAŻNYCH,  z niechęcią pozostali na wspólnym korytarzu z nami na fotelach- powstrzymani okrzykiem
-CZY MY SIĘ WRĄBUJEMY DO WAS?
Oczekiwanie na zakończenie zjawiska atmosferycznego urozmaicali nam podopieczni:
  • wieszcząc zagładę-po grzmocie wypadając z wrzaskiem (sugerującym oberwanie piorunem) z pokoju
  • sugerując tsunami-"TU MOŻE PRZYJŚĆ FALA, BO MIESZKAMY BLISKO MORZA"
  • walecznie stawiając czoła: SZCZELAJ WE MNIE- MAM BROŃ NA PODCZERWIEŃ!-na szczęście grom na takie propozycje pozostał głuchy.
-Jak jesteś taki odważny- to idziemy na plażę- chciała ukrócić te przechwałki OPIEKUNKA.
ODWAŻNY JUŻ STAŁ Z PLECACZKIEM W DRZWIACH. Za nim LELUJA - w pelerynie:
-JA W TAKIEJ PELERYNIE NIE IDĘ!!!!-obwieściła zebranym-JAK JA WYGLĄDAM?!
Ręce opadły nam jak płetwy
22.00 Burza odeszła w inne gościnne rejony. My jak zwykle na fotelowej straży. W ciemnym korytarzu podchodzi do nas FANTASTKA(wyobraźnia duuuużo powyżej przeciętnej)
-CO MAM ZROBIĆ,JAK JESTEM NIEBIESKA A NIE CHCĘ BYĆ NIEBIESKA?-pyta z wyraźną troską w głosie.
Zastanawiamy się, CO AUTOR MIAŁ NA MYŚLI, ale po bliższych oględzinach w ciemności przekonujemy się,że RZECZYWIŚCIE TWARZ I RĘCE MA SINO NIEBIESKIE!
Winowajcą był nowy, niezdekatyzowany ręcznik.
DZIŚ PAKOWANIE A JUTRO ODLOT! POZDRAWIAM ZE STANOWISKA WSZYSTKICH ODPOCZYWAJĄCYCH:)


-

czwartek, 21 czerwca 2012

JEDZIEMY W TRASĘ, czyli po bezdrożach Pomorza

Upały do na na szczęście nie dotarły, za to ZŁOTOUSTA tak! Kierunek Świnoujście- gdzie "dawniej pasiono świnie"(cytat wiadomo czyj).Po drodze bajeczny Trzęsacz z muzeum multimedialnym.
KOLEŻANKA "dostaje nerwów" na skutek marudzenia MAŁOLETNICH WIELBICIELI STRAGANÓW Z CHIŃSZCZYZNĄ, którzy zamiast słuchać historii MIASTA KTÓRE SIĘ TRZĘSŁO OD FAL, trzęsą się do zakupów.
MUZEUM nas uspokaja-pracownicy proponują kawę, bo jak już mamy sprawdzone- dzieci z otwartymi paszczękami oglądają prezentację a opiekunowie mają chwilę na łyk kofeiny.
TYM RAZEM NIE! Po kilku minutach drzwi sali obok otwierają się z trzaskiem i TURYSTKA z rozwianym włosem, pyta z trwogą w głosie:
-CZY JEST TU JAKIŚ  WYCHOWAWCA?!!!
Rzucamy się jak jeden mąż (choć żona właściwie) do drzwi, oczyma wyobraźni widząc INSCENIZACJĘ HISTORII TRZĘSACZA- czyli RUINĘ .Emocje opadają, gdy widzimy,że PODOPIECZNI tylko pokazują sobie wzajemnie rogi w cieniu rzutnika i śmieją się pod nieistniejącym wąsem, widząc syrenkę z PRAWIE odkrytym biustem.
Świnoujście- przejażdżka promem i nadzieja niektórych,że płynący własnie olbrzym STENALINE przetnie nas na pół!Zachęcają go do tego okrzykami, ale jesteśmy ponad to.
Po opuszczeniu promu skręcam do kiosku po Werandę( w Niechorzu takich luksusów niet) I NATYCHMIAST SIĘ GUBIĘ!Życie ratuje mi KOLEŻANKA i jej telefon- TU STOIMY!!!! oraz malownicze machanie rączką.
Dowiadujemy się,że:

  • LATARNIA SPEŁNIA TAKĄ ROLĘ- OŚWIETLA PRACĘ LUDZI NA MORZU-dla nas akurat to żadna nowość-byłyśmy już tu ze ZŁOTOUSTĄ-SIĘ ZAPAMIĘTAŁO!
W drodze do Jeziora Turkusowego:

  • PORTUGALIA JEST MIASTEM, KTÓRE MA 3F-KAŻDE MIASTO MA COŚ!
  • BO MY NAD MORZEM NIE WIEMY W CO RĘCE WŁOŻYĆ-W TAKIM KIERACIE ŻYJEMY!
Pogratulowałyśmy sobie (BEZGŁOŚNIE OCZYWIŚCIE)  z KOLEŻANKĄ,że tu nie mieszkamy i MAMY LUUUUUZ.
Poznaliśmy historię Mikołajka nadmorskiego, który,żonie króla PROZEINIE  ZABRAŁ CIUSZKI, BO BYŁ CIEKAWY.
-JAK JESTEŚMY ŻYWYMI, TO NAS WSZYSTKO CIEKAWI-popłynęła złota myśl (chyba ją sobie kiedyś wyhaftuję na makatce).
Za to król zmienił mu imię na MIKOŁAJEK NADMORSKI!
ODROBINA HISTORII:
  • OD X WIEKU DO MIESZKA X TYMI TERENAMI WŁADALI SZWEDZI, NIEMCY A TERAZ MY!
i krajoznawstwa:
  • PO RZECE DZIWNEJ PŁYWAJĄ STATKI I CZASAMI TAK ROBIMY-JEDZIEMY DO KAMIENIA I KAMIENIEM PŁYNIEMY DO DZIWNOWA- TAKA TA RZEKA DZIWNA!(cytat dokładny, bo spisany na kolanie).
oraz wiedzy geograficzno-przyrodniczej:
  • Skąd się wzięły dzwony w kościołach (a właściwie ich kształt): 
NIEWIERNY BISKUP SPACEROWAŁ PO OGRODZIE.
-DAJ MI PANIE WIARĘ-POPROSIŁ. 
DZWONECZKI ZACZĘŁY DZWONIĆ A PRZERAŻONY  BISKUP  UPADŁ NA PODŁOGĘ (w ogrodzie) I UWIERZYŁ.
  • NA WYSPIE BORNHOLM LUDZIE TRUDNIĄ SIĘ WĘDZENIEM ŚLEDZIA W RÓŻNYCH KOLORACH:POMARAŃCZOWYM, ZIELONYM, NIEBIESKIM.
Jako postscriptum piękne zachody słońca w wykonaniu naszych artystów



niedziela, 17 czerwca 2012

koło brzegu CZYLI POWTÓRKA Z ROZRYWKI

Kabel się odnalazł ,a więc zdjęcie luksusu w całej krasie-to wszystko MOJE!
WYCIECZKA!!! Wstajemy wcześnie rano. Jemy śniadanie i naszym zdumionym oczom ukazuje się kusząca perspektywa wycieczki w towarzystwie ZŁOTOUSTEJ-ZNOWU!
-WSIADAJ DO JEJ AUTOKARU I WEŹ ZESZYT!-zadysponowała KOLEŻANKA a ja truchtem łamanym przez cwał, pognałam po notatnik.
Opłacało się! Nasza wiedza ogólna powędrowała w całkiem nowe nieodkryte rejony , czy raczej meandry a żem nie sknera-podzielę się!

  • znowu wszystko co mijaliśmy oglądaliśmy z lotu ptaka ( faktycznie autokar leciał jak strzała prowadzony prze KIEROWCZYNIĘ!)
  • O której poszliście spać?-powitała wycieczkowiczów ZŁOTOUSTA i sama sobie odpowiedziała-PÓŹNO! I BY SIĘ ZDRZYMŁO!-co opiekunki w liczbie dwóch ochoczo potwierdziły a reszta widocznie nie zrozumiawszy wypowiedzi i aluzji, przyjęła w grobowej ciszy.
Za chwilę ZŁOTOUSTA zwróciła uwagę PANIOM ( ja siedziałam na bezpiecznym tyle- to nie mnie!)
-Mam prośbę, ŻEBYŚCIE NIE ROZMAWIAŁY,bo to mi przeszkadza, a jak macie coś ważnego, to ja zrobię przerwę-NIE MIAŁY I ZAMILKŁY "ROBIĄC OCZY"
HITY WYCIECZKI- CZYLI ZŁOTE CYTATY:

  • Cały świat jest na wodzie
  • w średniowieczu były wielkie kary, które poznamy, bo jedziemy do Kołobrzegu
  • Dom Kultury w Trzebiatowie uległ niebezpieczeństwu i dlatego  CHCĄ WYŁĄCZYĆ MIASTO-będzie tu most!
  • w czasie opowieści o Baszcie Kaszanej:
-Jak kasza spadła, to zrobił się szum i nic nie podkradli-Gdy wejdziecie w komputer, to sobie zobaczycie (tam też odsyłam po szczegóły legendy wszystkich zainteresowanych-przyp.aut.)
  • W Trzebiatowie jest słoń, który znał 36 sztuczek- pił piwo i władał mieczem i tak zarabiał. I my też jak ten słoń-jeździmy i zarabiamy.
  • Mamy 524 granice Morza Bałtyckiego
  • dawniej księżniczki były bogate, ale żyły w rozłące i uciekały się do pisania książek.
Oprócz tego,że Kołobrzeg oglądaliśmy z lotu ptaka-lecąc autokarem i per pedes , po raz kolejny zachwycając się Katedrą

 -odważnie wkładając ręce w paszczę lwa
-fascynując się bronią w Muzeum Oręża ( jedna leluja symulowała zejście śmiertelne z nudów , ale ogół ogólnie na to nie zwrócił uwagi, dowiedzieliśmy się,że:

  • Kołobrzeg i wczasy w siodle?! były wysunięte o 4 km i tam jest najstarszy zabytek (KOLEŻANKA zastosowała manewr "oczy jak 5 zł", bo przecież nie mogła gadać- NIE MIAŁA W KOŃCU NIC WAŻNEGO DO POWIEDZENIA!)
  • odbywają się tu zawody  ( mówiła właśnie o tym,że niektórzy tatusiowie pewnie łowią ryby) RYBEK I NAJWIĘKSZA WYGRYWA!
Na zakończenie uraczyła nas piosenką o miłości do Kołobrzegu we własnym wykonaniu a potem zapadła cisza- my w totalnym oszołomieniu, a dzieci się pospały.
I żeby nie było, że się wyzłośliwiam-ZŁOTOUSTA- TO KOBIETA O ZŁOTYM SERCU, KTÓRA CO ROKU ORGANIZUJE DLA DZIECI Z DOMÓW DZIECKA BEZPŁATNE TURNUSY KOLONIJNE-DUSZA CZŁOWIEK- A ŻE ELOKWENCJA JEJ NIE MA SOBIE RÓWNYCH "w całym oszmiańskim powiecie" JEST CIEKAWIE I WESOŁO:)