Sobotni wieczór. Relaks w towarzystwie bardzo i mniej utalentowanych ludzi na szklanym ekranie. Nie szkodzi,że ZOSTAŁAM GRZECZNIE WYPROSZONA z pokoju dziennego, bo i tak wieczór, a poza tym tam odbiornik przekłamuje wszystko na czerwono, co akurat w tym momencie BARDZO ODPOWIADA oglądającym - MĘSKIEJ CZĘŚCI RODZINY + PRZYSZYWANY SYN ( KOLEGA KTÓRY SIĘ AKURAT PRZYPLĄTAŁ)
-BĘDZIE KREEEEEEW!-dobiega mnie co chwilę z pokoju, ale nie martwię się , bo w ulubionym repertuarze POTOMSTWA najczęściej uwzględnia się MIĘSNY ( CZYLI JATKA + RZUCANIE MIĘCHEM). Dziwne tylko,że nie rzuciło im się to dotąd na mózg ( obym nie wypowiedziała w złą godzinę).
OJCIEC RODZINY został dopuszczony do TOWARZYSTWA, ale na szczęście nie wydziera się z latoroślami, tylko z dystansem komentuje co ciekawsze lanie po mordzie.
JA próbuję się skupić na kolejnych poczynaniach śpiewaków,żonglerów ( nie ma to jak WYSOKA SZTUKA), ale brak drzwi kuchennych i wrodzona chęć współuczestnictwa w życiu rodziny zwyciężają i podstępnym dyrdaczkiem zakradam się do dziennego.
-MAMA to nie dla ciebie!-MŁODSZY jak zwykle czujny
- TU SIĘ LEJE KREEEEEEEW!- próbuje mnie wystraszyć STARSZY
Ale jestem ponad to
-NA RAZIE to widzę tylko dwóch łysych okładających się po mordach-zauważam
-NIE ZNASZ SIĘ!!!-chór męski
ZACICHŁAM, bo podsłuchałam,że za chwilę BĘDZIE SIĘ DZIAŁO-NASZ!!!ZMIERZY SIĘ Z MORDERCĄ!
-MORDERCA rozniesie go jak nic!- zaopiniował PRZYSZYWANY SYN
-FAJNIE BY BYŁO ZOBACZYĆ NA ŻYWO!- rozmarzył się STARSZY
-Bilety chyba po parę dych- studził zapał TEN, CO NA TO WSZYSTKO ZARABIA
-Za parę dych to masz miejsce z widokiem z lornetki na filar-zripostował MŁODSZY I zanim zdążyłam mu pogratulować riposty dodał:
-Aaaale bym poszedł na jakiś SPARING....
-Połaź nocą po osiedlu to będziesz miał niejeden i to gratis-zripostowałam i ciche gratulacje złożyłam SOBIE.
Obiecałam ,że:
-będę cicho
-nie będę się wyśmiewać -SZCZEGÓLNIE z naszego zawodnika
- nie będę prychać a wywracać oczami mogę tylko wtedy , gdy nikt nie widzi ( od razu poprosiłam o zgaszenie światła)
bo inaczej - do kuchni i "TYLKO MNIE KOCHAJ"
WARTO BYŁO! Szczególnie po to, aby usłyszeć amerykański hymn w wykonaniu MATEUSZA K. ,dzięki któremu załamany nerwowo AMERYKANIN po krótkim ŁUBUDUBUDU zapewnił mistrzostwo NASZEMU!!!!
W DZIENNYM euforia!!!Sprytnie wykorzystałam moment osłabienia czujności - wynegocjowałam SPRZĄTANIE KWATER ( potakiwanie przez nieuwagę TEŻ SIĘ LICZY!) i pokazałam ZGROMADZONYM torbę, która w zamyśle, na fali radości, miała zostać OCENIONA POZYTYWNIE
-Nooooo, łaaaaaaadna.... ale czemu taka pognieciona? i ten pasek chyba jakoś krzywo....
I to by było na tyle w kwestii POROZUMIENIA MIĘDZYPŁCIOWEGO:)
poniedziałek, 20 września 2010
sobota, 18 września 2010
JESIEŃ BRĄZÓW, czyli święto kawy i kolejne wyzwanie
DWIE PIĘKNOŚCI a zarazem nałogowe KAWIARKI wybrały się, aby uczynić zadość swoim zdrożnym chuciom , czyli w nadziei na wszechobecny na wszelakich festynach CHLEB ZE SMALCEM-A TU KICHA!
NA ŚWIĘCIE KAWY- BYŁA KAWA!
Ożłopałyśmy się aż miło, ale i tak PAZERY-liczyłyśmy na więcej.
Zagrycha też była
ale ponieważ NIEKTÓRZY właśnie są na diecie ( nie obejmującej okazjonalnej kromy ze smalcem), powstrzymałam się siłą woli i silnym ramieniem KOLEŻANKI od zakupów.
Miałysmy również niepowtarzalną okazję poczynić obserwacje natury naukowej adekwatne do TEMATU DNIA:
-CO TO SIĘ MOJA PANI WYRABIA Z LUDŹMI OD TEJ KAWY?!

NA ŚWIĘCIE KAWY- BYŁA KAWA!
Ożłopałyśmy się aż miło, ale i tak PAZERY-liczyłyśmy na więcej.
Zagrycha też była
ale ponieważ NIEKTÓRZY właśnie są na diecie ( nie obejmującej okazjonalnej kromy ze smalcem), powstrzymałam się siłą woli i silnym ramieniem KOLEŻANKI od zakupów.
Miałysmy również niepowtarzalną okazję poczynić obserwacje natury naukowej adekwatne do TEMATU DNIA:
-CO TO SIĘ MOJA PANI WYRABIA Z LUDŹMI OD TEJ KAWY?!
Niektórym rośnie ciśnienie
inni idą na całość
jeszcze inni kręcą jak najęci
A ARTYŚCI- uczą ŻYCIA!
i przy okazji produkują różne PASZCZAKI
Jak zwykle nie zabrakło również reprezentacji niezmordowanych GOSPODYŃ WIEJSKICH
I LOTERII-KAŻDY LOS WYGRYWA
Ustawiłam się w kolejce, bo taka loteria zawsze gwarantuje sukces. Do wygrania był DOM- i oczywiście WYGRAŁA GO KOLEŻANKA!

ja musiałam zadowolić się bransoletką z napisem JEDŹ OSTROŻNIE!( chyba tramwajem, bo samochód zawsze prowadzi PAN NIEZAWODNY)
Gdy od kawy pobrązowiało nam w oczętach, wróciłyśmy do naszego blokowiska, bo trzeba teraz intensywnie szukać atrakcyjnie położonej działki pod NIERUCHOMOŚĆ WŁAŚCICIELKI:), ale co tam
STAĆ NAS! Swoją drogą ciekawe ile kosztuje 5cm kwadratowych nad morzem?
PS.
W SZUFLADZIE kolejne wyzwanie "Z nutką melancholii" KOLOR PRZEWODNI- BRĄZ.Tematyka i kolor najwyraźniej stworzony dla mnie- miłośniczki kawy i melancholijnie zazdrosnej o TO ŻE NIEKTÓRZY WYGRYWAJĄ NAWET DOMY A JA MAM TYLKO JEŹDZIĆ OSTROŻNIE!
Uszyłam oczywiście...torbę!
JESIENNY MOTYL
wtorek, 14 września 2010
KŁOPOTAMI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA, czyli wieści z placu boju
Kłopoty oczywiście nie nękają ZASŁUŻENIE WYPOCZYWAJĄCEJ, ale dotyczą GODNIE ZASTĘPUJĄCYCH. Z ULUBIEŃCEM poradzono sobie w prosty sposób- przesunięto go za obopólną zgodą ( słowo obopólna obawiam się nie odnosi się do jednostki decyzyjnej jaką jest ULUBIENIEC- oba pola to raczej STARA I NOWA PANI-która z ciężkim sercem podjęła wyzwanie.
Ale nie ma tego złego...
GODNIE ZASTĘPUJĄCEJ został jako KONIECZNY ELEMENT ROZRYWKOWY- STEFAN, który jednak nie w ciemię bity, już w pierwszym dniu wybadał NOWĄ PANIĄ na okoliczność ulubionego koloru i stosownie do tego WYKONAŁ NIEBIESKIE SERCE W DARZE (i nieważne ,że ZAMIAST obowiązkowych zadań-znając życie nadrobi-o ile będzie chciał lub dopadnie go babcia)
NOWA PANI ULUBIEŃCA, choć nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem- wzbogaca CODZIENNIE swój warsztat o nowe metody oddziaływania wychowawczego oraz WIEDZĘ na temat praw ucznia, bo codziennie dowiaduje się do czego ona, jako nauczyciel NIE MA PRAWA:
3. Nie ma prawa zabraniać mu latania po wszystkich piętrach ( na propozycję wspólnego szaleństwa na schodach PANI jeszcze się nie załapała), bo CAŁA SZKOŁA JEST DLA UCZNIÓW
BEZPOŚREDNI PRZODEK ULUBIEŃCA zwany Ojcem wykazał się inwencją twórczą w czasie pierwszego zebrania rodziców, bo przesiedział całe zebranie w INNEJ RÓWNOLEGŁEJ KLASIE zadowolony,że imię jego syna nie pojawia się nawet w kuluarach. Okrutną prawdę poznał dopiero, gdy chciał OSOBIŚCIE zapoznać się z NOWYM WYCHOWAWCĄ i okazało się, że TO NIE TEN! Na przejście do sąsiedniej klasy nie starczyło mu już siły i ZAWIEDZIONY POZIOMEM USŁUG PLACÓWKI poszedł do domu aby pewnie zapytać SYNA- w której jest klasie?
A JA.........:) w tym czasie dziergam jesienne szaliczki
marynuję DRÓB
I cieszę się z nadchodzącej jesieni:)
Ale nie ma tego złego...
GODNIE ZASTĘPUJĄCEJ został jako KONIECZNY ELEMENT ROZRYWKOWY- STEFAN, który jednak nie w ciemię bity, już w pierwszym dniu wybadał NOWĄ PANIĄ na okoliczność ulubionego koloru i stosownie do tego WYKONAŁ NIEBIESKIE SERCE W DARZE (i nieważne ,że ZAMIAST obowiązkowych zadań-znając życie nadrobi-o ile będzie chciał lub dopadnie go babcia)
NOWA PANI ULUBIEŃCA, choć nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem- wzbogaca CODZIENNIE swój warsztat o nowe metody oddziaływania wychowawczego oraz WIEDZĘ na temat praw ucznia, bo codziennie dowiaduje się do czego ona, jako nauczyciel NIE MA PRAWA:
- -NIE MA PRAWA ZABRANIAĆ PICIA I JEDZENIA W CZASIE LEKCJI, bo to OSOBISTE picie i jedzenie ULUBIEŃCA
3. Nie ma prawa zabraniać mu latania po wszystkich piętrach ( na propozycję wspólnego szaleństwa na schodach PANI jeszcze się nie załapała), bo CAŁA SZKOŁA JEST DLA UCZNIÓW
BEZPOŚREDNI PRZODEK ULUBIEŃCA zwany Ojcem wykazał się inwencją twórczą w czasie pierwszego zebrania rodziców, bo przesiedział całe zebranie w INNEJ RÓWNOLEGŁEJ KLASIE zadowolony,że imię jego syna nie pojawia się nawet w kuluarach. Okrutną prawdę poznał dopiero, gdy chciał OSOBIŚCIE zapoznać się z NOWYM WYCHOWAWCĄ i okazało się, że TO NIE TEN! Na przejście do sąsiedniej klasy nie starczyło mu już siły i ZAWIEDZIONY POZIOMEM USŁUG PLACÓWKI poszedł do domu aby pewnie zapytać SYNA- w której jest klasie?
A JA.........:) w tym czasie dziergam jesienne szaliczki
marynuję DRÓB
I cieszę się z nadchodzącej jesieni:)
sobota, 11 września 2010
KURA DOMESTICA czyli zrób to sam
KOLEŻANKA nie wykazała się niestety POSTAWĄ społecznie pożądaną i nie przyleciała na czas z wędlinką , poprzestała na telefonicznym pocieszeniu ,wymawiając się koniecznością obecności W PRACY .Musiałam radzić sobie sama .
PANOWIE od rana na dachu
-Brak wędlinki rzuca się na wzrok-przypomniał PRZYSZŁY WEGETARIANIN a mnie olśniło,że w czeluściach kredensu mam zachomikowane puszki z tzw. GULASZEM ANGIELSKIM I MIELONKĄ!
Po SMAKOWITYM śniadanku ( niech no tylko ktoś spróbowałby negować smak mielonki ) szarpnęłam koszyczek i hajda na grzybki!
W lesie TŁUMY! Więcej zbieraczy niż grzybów, ale po paru kilometrach i paru tysiącach pajęczyn zebranych na twarz koszyczek pełny
i CHUŚCIASTY KAPTUREK mógł spokojnie wrócić do domu aby z konsternacją stwierdzić,że KTOŚ zapierniczył butlę z gazem. Podejrzenie padło na BABĘ, ale tym razem było to POMÓWIENIE, bo ATRYBUT KONIECZNY DO UGOTOWANIA OBIADU podprowadził mi własny MĄŻ w celach REMONTOWYCH. Dobrze, że pieca kaflowego nie wtargali na dach a wystarczyła im tylko moja butla.
-A chcesz mieć grzybki w koszyczku czy na suficie w łazience?- zaproponował alternatywę i zdusił w zarodku rodzący się protest KIEROWNIK ROBÓT.
NIEOCZEKIWANIE awansowałam na STARSZEGO POMOCNIKA MŁODSZEGO PALACZA i w ten sposób NIEODRODNA CÓRA BLOKOWISKA musiała chcąc nie chcąc SAMODZIELNIE rozpalić domowe ognisko w KAFLOKU, wysuszyć grzybki,
ugotować obiad i wsadzić BADYLE, które w przypływie pazerności wycyganiła od SĄSIADKI.
-To są właśnie robótki ręczne- wyjaśnił POSPÓLSTWU KIEROWNIK ZE SWEGO dachowego piedestału i poprosił jeszcze w przypływie KIEROWNICZEJ BEZCZELNOŚCI o wyregulowanie sprzętu hi fi bo jak się wyraził "coś przerywa".
POSPÓLSTWO, KTÓRE NIE CHCE MIEĆ GRZYBA NA SUFICIE poszło, wyregulowało, podało itp. itd a wieczorem o dziwo stwierdziło,że zabawa w KURA DOMESTICA też daje sporo satysfakcji, szczególnie wtedy, gdy PO KOLACJI rzeczona KURA stwierdza niewinnie
- A JA SOBIE TERAZ PÓJDĘ TYLKO SPRAWDZIĆ, BO TEN JEDEN GRZYB, TO NIE WIEM ALE CHYBA BOROWIK BYŁ...
PANOWIE od rana na dachu
CZASAMI ZAPOMNIELI NARZĘDZI I TRZEBA BYŁO SCHODZIĆ NA NIZINY
a ja z jednym okiem na wpółotwartym starałam się za wszelką cenę pobudzić mój znękany mózg do akcji WYMYŚL COŚ, zanim czajnik bezprzewodowy głośnym KLIK oznajmi,ze woda już zawrzała i można się zalać poranną "kawą plujką"( odcedzanie rano fusów między zębami zawsze dobrze wpływa na psyche). Oparta o kredens z widokiem na chaszcze za oknem chłonęłam poranek i..... BABĘ WPATRZONĄ WE MNIE o jakieś dwa metry od okna. BABA w szoku- ja TYM BARDZIEJ.Dobrze,ze okno zamknięte, bo wypadłabym w chaszcze na zaspany pysk jak nic. WIDOK NA BABĘ BEZ BABY
Ponieważ byłam w lekkim dezabilu, nie mogłam pocwałować za dom ,żeby zapytać ONĄ czego szuka po krzakach, bo wśród jeżyn i sitowia- grzyby przecież nie rosną. Ogarnęłam się migiem , ale BABA była szybsza-gdy obleciałam chałupę- ANI ŚLADU. Panowie OCZYWIŚCIE nic nie widzieli i nic nie słyszeli-Brak wędlinki rzuca się na wzrok-przypomniał PRZYSZŁY WEGETARIANIN a mnie olśniło,że w czeluściach kredensu mam zachomikowane puszki z tzw. GULASZEM ANGIELSKIM I MIELONKĄ!
Po SMAKOWITYM śniadanku ( niech no tylko ktoś spróbowałby negować smak mielonki ) szarpnęłam koszyczek i hajda na grzybki!
W lesie TŁUMY! Więcej zbieraczy niż grzybów, ale po paru kilometrach i paru tysiącach pajęczyn zebranych na twarz koszyczek pełny
i CHUŚCIASTY KAPTUREK mógł spokojnie wrócić do domu aby z konsternacją stwierdzić,że KTOŚ zapierniczył butlę z gazem. Podejrzenie padło na BABĘ, ale tym razem było to POMÓWIENIE, bo ATRYBUT KONIECZNY DO UGOTOWANIA OBIADU podprowadził mi własny MĄŻ w celach REMONTOWYCH. Dobrze, że pieca kaflowego nie wtargali na dach a wystarczyła im tylko moja butla.
-A chcesz mieć grzybki w koszyczku czy na suficie w łazience?- zaproponował alternatywę i zdusił w zarodku rodzący się protest KIEROWNIK ROBÓT.
NIEOCZEKIWANIE awansowałam na STARSZEGO POMOCNIKA MŁODSZEGO PALACZA i w ten sposób NIEODRODNA CÓRA BLOKOWISKA musiała chcąc nie chcąc SAMODZIELNIE rozpalić domowe ognisko w KAFLOKU, wysuszyć grzybki,
ugotować obiad i wsadzić BADYLE, które w przypływie pazerności wycyganiła od SĄSIADKI.
-To są właśnie robótki ręczne- wyjaśnił POSPÓLSTWU KIEROWNIK ZE SWEGO dachowego piedestału i poprosił jeszcze w przypływie KIEROWNICZEJ BEZCZELNOŚCI o wyregulowanie sprzętu hi fi bo jak się wyraził "coś przerywa".
POSPÓLSTWO, KTÓRE NIE CHCE MIEĆ GRZYBA NA SUFICIE poszło, wyregulowało, podało itp. itd a wieczorem o dziwo stwierdziło,że zabawa w KURA DOMESTICA też daje sporo satysfakcji, szczególnie wtedy, gdy PO KOLACJI rzeczona KURA stwierdza niewinnie
- A JA SOBIE TERAZ PÓJDĘ TYLKO SPRAWDZIĆ, BO TEN JEDEN GRZYB, TO NIE WIEM ALE CHYBA BOROWIK BYŁ...
środa, 8 września 2010
GOSPODYNI POD WIĄZAMI, czyli gość choć świnia swoje prawa ma!
To durne powiedzenie akurat w moim wypadku nigdy się nie sprawdza, bo rzadko z trzodą mam do czynienia. Co do praw i zasad gościnności, podstawową jest zapewnienie ZAPROSZONYM jadła, napoju ( w tym wyskokowego-ale to w umiarkowanych ilościach, bo zazwyczaj aprowizację goście biorą na siebie) i miejsca do położenia skołatanej głowy ( choć kołatki na razie tylko w podłodze- z wielkim zacięciem trenują Popielec-czyli Z PROCHU JESTEŚ a głównie W PROCH SIĘ OBRÓCISZ a biedne deski unieruchomione w naszej podłodze skrzypią tylko,że "nawet karnawału nie było..a już Popielec.. i ...zobaczymy jak WAM będzie wesoło gdy spotkacie się oko w oko z mrowiskiem POD PODŁOGĄ)
Tym razem GOŚĆ- POMOCNIK-TEŚĆ RODZONY. Mają z GOSPODARZEM izolować dach nad łazienką. A ROBOTNIKOM- tym bardziej należy się wyszynk ( oczywiście po robocie)
GOSPODYNI należycie się przygotowała. Zakupiła tony kiełbachy na "gryla" i.... zostawiła to wszystko W LODÓWCE MIEJSKIEJ.-zdziwiona,że kiełbasy nie można przesłać MAJLOWO-MIĘDZYLODÓWKOWO.
-Nie jesteście przypadkiem wegetarianami?- próbowała wysondować TYCH CO ICH ZNA OD 20 LAT ALE CIĄGLE POZNAJE NA NOWO
-Tylko w piątki- odpowiedzieli zgodnie OJCIEC Z SYNEM
-A zjecie na kolację WĘDLINĘ?
-Nie.... może sery, pomidor.... -GOSPODYNI wróciła do izby, bo już jedna nogą była na zewnątrz w nieudanej próbie ucieczki.
Ale i tak SIĘ WYDAŁO, bo lodówka STRASZY PUSTKĄ i jutro albo GOSPODYNI z rana nazbiera muchomorków i zeżre w ramach pokuty albo poleci "bez las" 3 km do sklepu po mięcho.
Istnieje jeszcze wariant trzeci, chyba najlepszy- ZAPROSI GOŚCI a oni PRZYWIOZĄ KIEŁBACHĘ!
WYMIENIĘ WĘDLINĘ NA EKOLOGICZNĄ MARCHEWKĘ!
Tym razem GOŚĆ- POMOCNIK-TEŚĆ RODZONY. Mają z GOSPODARZEM izolować dach nad łazienką. A ROBOTNIKOM- tym bardziej należy się wyszynk ( oczywiście po robocie)
GOSPODYNI należycie się przygotowała. Zakupiła tony kiełbachy na "gryla" i.... zostawiła to wszystko W LODÓWCE MIEJSKIEJ.-zdziwiona,że kiełbasy nie można przesłać MAJLOWO-MIĘDZYLODÓWKOWO.
-Nie jesteście przypadkiem wegetarianami?- próbowała wysondować TYCH CO ICH ZNA OD 20 LAT ALE CIĄGLE POZNAJE NA NOWO
-Tylko w piątki- odpowiedzieli zgodnie OJCIEC Z SYNEM
-A zjecie na kolację WĘDLINĘ?
-Nie.... może sery, pomidor.... -GOSPODYNI wróciła do izby, bo już jedna nogą była na zewnątrz w nieudanej próbie ucieczki.
Ale i tak SIĘ WYDAŁO, bo lodówka STRASZY PUSTKĄ i jutro albo GOSPODYNI z rana nazbiera muchomorków i zeżre w ramach pokuty albo poleci "bez las" 3 km do sklepu po mięcho.
Istnieje jeszcze wariant trzeci, chyba najlepszy- ZAPROSI GOŚCI a oni PRZYWIOZĄ KIEŁBACHĘ!
WYMIENIĘ WĘDLINĘ NA EKOLOGICZNĄ MARCHEWKĘ!
FOLKLOR -"sztuka naiwna", czyli dla kazdego coś.
Szufladowe wyzwanie - zgłosiłam poduchę- UCIESZYŁA SIĘ! :)
Ponieważ akcja orgaznizowana przez SZUFLADĘ nosi nazwę WYZWANIE czuję się teraz co najmniej jak Ulrich von Jungingen wysyłający dwa nagie miecze, bo w/w poducha ( mam nadzieję,że nie umie czytać) OBNAŻA moje umiejętności rękodzielnicze:)
Ponieważ akcja orgaznizowana przez SZUFLADĘ nosi nazwę WYZWANIE czuję się teraz co najmniej jak Ulrich von Jungingen wysyłający dwa nagie miecze, bo w/w poducha ( mam nadzieję,że nie umie czytać) OBNAŻA moje umiejętności rękodzielnicze:)
niedziela, 5 września 2010
BYŁAM W RAJU, czyli mój pierwszy raz... na jarmarku staroci
Na ten dzień czekałam bardzo długo organizując PODCHODY I MATACZENIA ,żeby tylko osiągnąć CEL. PODCHODY polegały oczywiście na krzątaniu się po domu i robieniu wrażenia ZAAFEROWANEJ GOSPODYNI
, nie wspominaniu ani półsłówkiem o zmywarce obiecanej i NIE KUPIONEJ,ale jak twierdzi MĘDRZEC-"Na urlopie to ty masz NA WSZYSTKO czas".Nie tylko on zresztą ,niektórzy znajomi już wystąpili ochoczo z propozycją,żebym np. obszyła firany, popilnowała dziecka ( ale tylko na trochę) a RODZICIELKA ( ale tu akurat chętnie się zgodziłam- RODZICIELKA W KOŃCU!)żebym ,jak się wyraziła "ZAJĘŁA SIĘ PANAMI" ,ale na szczęście ZANIM padłam wyjaśniła ,że chodzi o instalatorów wodomierzy, bo ona w tym czasie jedzie DO SYNA- i to wszystko W TROSCE O O MNIE- "Żebym się nie nudziła".
MATACZENIA- to opowieści rzucane mimochodem o treści namolnie- nieurozmaiconej:
-A skąd mam wiedzieć, jak nigdy tam nie byłam?- wybrnęłam GŁUPIO ALE POMYSŁOWO.
Oczywiście W DNIU OWYM- nawet nie wspomniałam,że to JUŻ, DZIŚ- czekałam aż CZŁOWIEK SAM SIĘ DOMYŚLI I PRZEJMIE INICJATYWĘ- na szczęście DOMYŚLIŁ SIĘ I PRZEJĄŁ.
Punkt 1 potwierdził się- rzeczywiście- WSZYSCY jeżdżą na targi staroci, ale wysupłaliśmy 5 zł na parking i oddaliśmy się -MĄŻ sensownemu oglądaniu i ew. zakupom, ŻONA- PŁAWIENIU SIĘ I PIANIU Z ZACHWYTU -"chcę to mieć".
Punkt 2 niestety zawiódł nasze oczekiwania- ZA DARMOSZKĘ TO MOZNA TYLKO POOGLĄDAĆ.
Punkt 3- dla mnie! Kupiłam NAPRAWDĘ POTRZEBNE akcesoria do mojego TORBOWEGO MANIACTWA:
Zapięcie (2zł), bo "chodzi za mną" torebka woreczek inspirowana XIX w a tkaninę MORRISA już mam
kluczyki (całe 10zł) (MŁODSZY oświadczył,ze JAKO PRZYSZŁY MECHANIK-chciałby się dowiedzieć JAK zamierzam mocować zamki do tych kluczyków w torbie)
TEN CO UWAŻAŁ TARGI STAROCI ZA STRATĘ CZASU wyczaił
SPRAWNĄ lampkę naftową za całe 15 zł, osełkę ( do kosy) i zmartwił się,bo zanim oblecieliśmy jarmark dookoła HANDLOWIEC, w którego posiadaniu był obiekt westchnień MĘŻA -IMADŁO MASZYNOWE ( cokolwiek to znaczy)- zwinął majdan.
-TO NIC, MOŻE ZA MIESIĄC FACET TEŻ BĘDZIE, TO WTEDY KUPIĘ-oświadczył ZDECYDOWANY WRÓG JARMARKÓW STAROCI, ale zreflektował się bardzo szybko, bo zaraz dodał:
-Ale ja to teraz MAM JUŻ PRZERĄBANE, bo TY pewnie mnie co miesiąc tu będziesz ciągać, co ochoczo potwierdziłam.
Ps. A wszystkie te pomyślne okoliczności zawdzięczam czterolistnej koniczynie
która wraz z piękną torbą
dotarła do mnie od GWIAZDKI-dziekuję bardzo.
Moje torbiszcze,
powędrowało do KESLER i mam nadzieję,że też przyniosło jej szczęście:)
, nie wspominaniu ani półsłówkiem o zmywarce obiecanej i NIE KUPIONEJ,ale jak twierdzi MĘDRZEC-"Na urlopie to ty masz NA WSZYSTKO czas".Nie tylko on zresztą ,niektórzy znajomi już wystąpili ochoczo z propozycją,żebym np. obszyła firany, popilnowała dziecka ( ale tylko na trochę) a RODZICIELKA ( ale tu akurat chętnie się zgodziłam- RODZICIELKA W KOŃCU!)żebym ,jak się wyraziła "ZAJĘŁA SIĘ PANAMI" ,ale na szczęście ZANIM padłam wyjaśniła ,że chodzi o instalatorów wodomierzy, bo ona w tym czasie jedzie DO SYNA- i to wszystko W TROSCE O O MNIE- "Żebym się nie nudziła".
MATACZENIA- to opowieści rzucane mimochodem o treści namolnie- nieurozmaiconej:
- WSZYSCY jeżdżą na targi staroci
- można tam kupować ZA DARMOSZKĘ
- absolutnie i koniecznie są mi potrzebne akcesoria, które tylko tam można kupić
-A skąd mam wiedzieć, jak nigdy tam nie byłam?- wybrnęłam GŁUPIO ALE POMYSŁOWO.
Oczywiście W DNIU OWYM- nawet nie wspomniałam,że to JUŻ, DZIŚ- czekałam aż CZŁOWIEK SAM SIĘ DOMYŚLI I PRZEJMIE INICJATYWĘ- na szczęście DOMYŚLIŁ SIĘ I PRZEJĄŁ.
Punkt 1 potwierdził się- rzeczywiście- WSZYSCY jeżdżą na targi staroci, ale wysupłaliśmy 5 zł na parking i oddaliśmy się -MĄŻ sensownemu oglądaniu i ew. zakupom, ŻONA- PŁAWIENIU SIĘ I PIANIU Z ZACHWYTU -"chcę to mieć".
Punkt 2 niestety zawiódł nasze oczekiwania- ZA DARMOSZKĘ TO MOZNA TYLKO POOGLĄDAĆ.
Punkt 3- dla mnie! Kupiłam NAPRAWDĘ POTRZEBNE akcesoria do mojego TORBOWEGO MANIACTWA:
Zapięcie (2zł), bo "chodzi za mną" torebka woreczek inspirowana XIX w a tkaninę MORRISA już mam
kluczyki (całe 10zł) (MŁODSZY oświadczył,ze JAKO PRZYSZŁY MECHANIK-chciałby się dowiedzieć JAK zamierzam mocować zamki do tych kluczyków w torbie)
TEN CO UWAŻAŁ TARGI STAROCI ZA STRATĘ CZASU wyczaił
SPRAWNĄ lampkę naftową za całe 15 zł, osełkę ( do kosy) i zmartwił się,bo zanim oblecieliśmy jarmark dookoła HANDLOWIEC, w którego posiadaniu był obiekt westchnień MĘŻA -IMADŁO MASZYNOWE ( cokolwiek to znaczy)- zwinął majdan.
-TO NIC, MOŻE ZA MIESIĄC FACET TEŻ BĘDZIE, TO WTEDY KUPIĘ-oświadczył ZDECYDOWANY WRÓG JARMARKÓW STAROCI, ale zreflektował się bardzo szybko, bo zaraz dodał:
-Ale ja to teraz MAM JUŻ PRZERĄBANE, bo TY pewnie mnie co miesiąc tu będziesz ciągać, co ochoczo potwierdziłam.
Ps. A wszystkie te pomyślne okoliczności zawdzięczam czterolistnej koniczynie
która wraz z piękną torbą
dotarła do mnie od GWIAZDKI-dziekuję bardzo.
Moje torbiszcze,
powędrowało do KESLER i mam nadzieję,że też przyniosło jej szczęście:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













