To durne powiedzenie akurat w moim wypadku nigdy się nie sprawdza, bo rzadko z trzodą mam do czynienia. Co do praw i zasad gościnności, podstawową jest zapewnienie ZAPROSZONYM jadła, napoju ( w tym wyskokowego-ale to w umiarkowanych ilościach, bo zazwyczaj aprowizację goście biorą na siebie) i miejsca do położenia skołatanej głowy ( choć kołatki na razie tylko w podłodze- z wielkim zacięciem trenują Popielec-czyli Z PROCHU JESTEŚ a głównie W PROCH SIĘ OBRÓCISZ a biedne deski unieruchomione w naszej podłodze skrzypią tylko,że "nawet karnawału nie było..a już Popielec.. i ...zobaczymy jak WAM będzie wesoło gdy spotkacie się oko w oko z mrowiskiem POD PODŁOGĄ)
Tym razem GOŚĆ- POMOCNIK-TEŚĆ RODZONY. Mają z GOSPODARZEM izolować dach nad łazienką. A ROBOTNIKOM- tym bardziej należy się wyszynk ( oczywiście po robocie)
GOSPODYNI należycie się przygotowała. Zakupiła tony kiełbachy na "gryla" i.... zostawiła to wszystko W LODÓWCE MIEJSKIEJ.-zdziwiona,że kiełbasy nie można przesłać MAJLOWO-MIĘDZYLODÓWKOWO.
-Nie jesteście przypadkiem wegetarianami?- próbowała wysondować TYCH CO ICH ZNA OD 20 LAT ALE CIĄGLE POZNAJE NA NOWO
-Tylko w piątki- odpowiedzieli zgodnie OJCIEC Z SYNEM
-A zjecie na kolację WĘDLINĘ?
-Nie.... może sery, pomidor.... -GOSPODYNI wróciła do izby, bo już jedna nogą była na zewnątrz w nieudanej próbie ucieczki.
Ale i tak SIĘ WYDAŁO, bo lodówka STRASZY PUSTKĄ i jutro albo GOSPODYNI z rana nazbiera muchomorków i zeżre w ramach pokuty albo poleci "bez las" 3 km do sklepu po mięcho.
Istnieje jeszcze wariant trzeci, chyba najlepszy- ZAPROSI GOŚCI a oni PRZYWIOZĄ KIEŁBACHĘ!
WYMIENIĘ WĘDLINĘ NA EKOLOGICZNĄ MARCHEWKĘ!
środa, 8 września 2010
FOLKLOR -"sztuka naiwna", czyli dla kazdego coś.
Szufladowe wyzwanie - zgłosiłam poduchę- UCIESZYŁA SIĘ! :)
Ponieważ akcja orgaznizowana przez SZUFLADĘ nosi nazwę WYZWANIE czuję się teraz co najmniej jak Ulrich von Jungingen wysyłający dwa nagie miecze, bo w/w poducha ( mam nadzieję,że nie umie czytać) OBNAŻA moje umiejętności rękodzielnicze:)
Ponieważ akcja orgaznizowana przez SZUFLADĘ nosi nazwę WYZWANIE czuję się teraz co najmniej jak Ulrich von Jungingen wysyłający dwa nagie miecze, bo w/w poducha ( mam nadzieję,że nie umie czytać) OBNAŻA moje umiejętności rękodzielnicze:)
niedziela, 5 września 2010
BYŁAM W RAJU, czyli mój pierwszy raz... na jarmarku staroci
Na ten dzień czekałam bardzo długo organizując PODCHODY I MATACZENIA ,żeby tylko osiągnąć CEL. PODCHODY polegały oczywiście na krzątaniu się po domu i robieniu wrażenia ZAAFEROWANEJ GOSPODYNI
, nie wspominaniu ani półsłówkiem o zmywarce obiecanej i NIE KUPIONEJ,ale jak twierdzi MĘDRZEC-"Na urlopie to ty masz NA WSZYSTKO czas".Nie tylko on zresztą ,niektórzy znajomi już wystąpili ochoczo z propozycją,żebym np. obszyła firany, popilnowała dziecka ( ale tylko na trochę) a RODZICIELKA ( ale tu akurat chętnie się zgodziłam- RODZICIELKA W KOŃCU!)żebym ,jak się wyraziła "ZAJĘŁA SIĘ PANAMI" ,ale na szczęście ZANIM padłam wyjaśniła ,że chodzi o instalatorów wodomierzy, bo ona w tym czasie jedzie DO SYNA- i to wszystko W TROSCE O O MNIE- "Żebym się nie nudziła".
MATACZENIA- to opowieści rzucane mimochodem o treści namolnie- nieurozmaiconej:
-A skąd mam wiedzieć, jak nigdy tam nie byłam?- wybrnęłam GŁUPIO ALE POMYSŁOWO.
Oczywiście W DNIU OWYM- nawet nie wspomniałam,że to JUŻ, DZIŚ- czekałam aż CZŁOWIEK SAM SIĘ DOMYŚLI I PRZEJMIE INICJATYWĘ- na szczęście DOMYŚLIŁ SIĘ I PRZEJĄŁ.
Punkt 1 potwierdził się- rzeczywiście- WSZYSCY jeżdżą na targi staroci, ale wysupłaliśmy 5 zł na parking i oddaliśmy się -MĄŻ sensownemu oglądaniu i ew. zakupom, ŻONA- PŁAWIENIU SIĘ I PIANIU Z ZACHWYTU -"chcę to mieć".
Punkt 2 niestety zawiódł nasze oczekiwania- ZA DARMOSZKĘ TO MOZNA TYLKO POOGLĄDAĆ.
Punkt 3- dla mnie! Kupiłam NAPRAWDĘ POTRZEBNE akcesoria do mojego TORBOWEGO MANIACTWA:
Zapięcie (2zł), bo "chodzi za mną" torebka woreczek inspirowana XIX w a tkaninę MORRISA już mam
kluczyki (całe 10zł) (MŁODSZY oświadczył,ze JAKO PRZYSZŁY MECHANIK-chciałby się dowiedzieć JAK zamierzam mocować zamki do tych kluczyków w torbie)
TEN CO UWAŻAŁ TARGI STAROCI ZA STRATĘ CZASU wyczaił
SPRAWNĄ lampkę naftową za całe 15 zł, osełkę ( do kosy) i zmartwił się,bo zanim oblecieliśmy jarmark dookoła HANDLOWIEC, w którego posiadaniu był obiekt westchnień MĘŻA -IMADŁO MASZYNOWE ( cokolwiek to znaczy)- zwinął majdan.
-TO NIC, MOŻE ZA MIESIĄC FACET TEŻ BĘDZIE, TO WTEDY KUPIĘ-oświadczył ZDECYDOWANY WRÓG JARMARKÓW STAROCI, ale zreflektował się bardzo szybko, bo zaraz dodał:
-Ale ja to teraz MAM JUŻ PRZERĄBANE, bo TY pewnie mnie co miesiąc tu będziesz ciągać, co ochoczo potwierdziłam.
Ps. A wszystkie te pomyślne okoliczności zawdzięczam czterolistnej koniczynie
która wraz z piękną torbą
dotarła do mnie od GWIAZDKI-dziekuję bardzo.
Moje torbiszcze,
powędrowało do KESLER i mam nadzieję,że też przyniosło jej szczęście:)
, nie wspominaniu ani półsłówkiem o zmywarce obiecanej i NIE KUPIONEJ,ale jak twierdzi MĘDRZEC-"Na urlopie to ty masz NA WSZYSTKO czas".Nie tylko on zresztą ,niektórzy znajomi już wystąpili ochoczo z propozycją,żebym np. obszyła firany, popilnowała dziecka ( ale tylko na trochę) a RODZICIELKA ( ale tu akurat chętnie się zgodziłam- RODZICIELKA W KOŃCU!)żebym ,jak się wyraziła "ZAJĘŁA SIĘ PANAMI" ,ale na szczęście ZANIM padłam wyjaśniła ,że chodzi o instalatorów wodomierzy, bo ona w tym czasie jedzie DO SYNA- i to wszystko W TROSCE O O MNIE- "Żebym się nie nudziła".
MATACZENIA- to opowieści rzucane mimochodem o treści namolnie- nieurozmaiconej:
- WSZYSCY jeżdżą na targi staroci
- można tam kupować ZA DARMOSZKĘ
- absolutnie i koniecznie są mi potrzebne akcesoria, które tylko tam można kupić
-A skąd mam wiedzieć, jak nigdy tam nie byłam?- wybrnęłam GŁUPIO ALE POMYSŁOWO.
Oczywiście W DNIU OWYM- nawet nie wspomniałam,że to JUŻ, DZIŚ- czekałam aż CZŁOWIEK SAM SIĘ DOMYŚLI I PRZEJMIE INICJATYWĘ- na szczęście DOMYŚLIŁ SIĘ I PRZEJĄŁ.
Punkt 1 potwierdził się- rzeczywiście- WSZYSCY jeżdżą na targi staroci, ale wysupłaliśmy 5 zł na parking i oddaliśmy się -MĄŻ sensownemu oglądaniu i ew. zakupom, ŻONA- PŁAWIENIU SIĘ I PIANIU Z ZACHWYTU -"chcę to mieć".
Punkt 2 niestety zawiódł nasze oczekiwania- ZA DARMOSZKĘ TO MOZNA TYLKO POOGLĄDAĆ.
Punkt 3- dla mnie! Kupiłam NAPRAWDĘ POTRZEBNE akcesoria do mojego TORBOWEGO MANIACTWA:
Zapięcie (2zł), bo "chodzi za mną" torebka woreczek inspirowana XIX w a tkaninę MORRISA już mam
kluczyki (całe 10zł) (MŁODSZY oświadczył,ze JAKO PRZYSZŁY MECHANIK-chciałby się dowiedzieć JAK zamierzam mocować zamki do tych kluczyków w torbie)
TEN CO UWAŻAŁ TARGI STAROCI ZA STRATĘ CZASU wyczaił
SPRAWNĄ lampkę naftową za całe 15 zł, osełkę ( do kosy) i zmartwił się,bo zanim oblecieliśmy jarmark dookoła HANDLOWIEC, w którego posiadaniu był obiekt westchnień MĘŻA -IMADŁO MASZYNOWE ( cokolwiek to znaczy)- zwinął majdan.
-TO NIC, MOŻE ZA MIESIĄC FACET TEŻ BĘDZIE, TO WTEDY KUPIĘ-oświadczył ZDECYDOWANY WRÓG JARMARKÓW STAROCI, ale zreflektował się bardzo szybko, bo zaraz dodał:
-Ale ja to teraz MAM JUŻ PRZERĄBANE, bo TY pewnie mnie co miesiąc tu będziesz ciągać, co ochoczo potwierdziłam.
Ps. A wszystkie te pomyślne okoliczności zawdzięczam czterolistnej koniczynie
która wraz z piękną torbą
dotarła do mnie od GWIAZDKI-dziekuję bardzo.
Moje torbiszcze,
powędrowało do KESLER i mam nadzieję,że też przyniosło jej szczęście:)
piątek, 3 września 2010
DZIAŁANIA ZASTĘPCZE, czyli różne oblicza tęsknoty
Kto by tęsknił za pracą? Nie wypada powiedzieć,że ja-skoro jestem na wymarzonym urlopie i na zdrowy ( mam taką nadzieję)rozum tylko radość, radość, radość. Mąci ją jedynie zawodzenie ZAZDROŚNIKA, który z uporem maniaka pyta codziennie:
-Co ty będziesz tu robiła?
na co ja niezmiennie i również z uporem godnym lepszej sprawy odpowiadam
-SIĘ URLOPOWAŁA:)
A żebym nie wpadła w samozadowolenie, od dwóch dni jestem raczona OPOWIEŚCIAMI Z KRYPTY (czyli rozmawiają STARE chłopy nie tylko o robocie)
-AAAAAle dzisiaj STASIU, KAZIK ( tu zawsze pada inne imię-dla zmyłki URLOPOWICZKI) NADAWALI na nauczycieli.....
Nie podejmuję tematu ( przecież jestem NA URLOPIE I SIĘ NIE UTOŻSAMIAM) ale TEN CO POWINIEN WSPIERAĆ A NIE CHCE drąży temat dalej:
-A jakbyś posłuchała, CO MÓWIĄ o tych WASZYCH URLOPACH....
-Dobrze,że nie muszę-odcinam się
-Ale JAKBYŚ posłuchała...
-Każdy mógł być nauczycielem
-Łatwo mówić, nie każdy MIAŁ WARUNKI....(tu pewnie zadumał się nad swoim ciężkim losem i robotą lżejszą niż sen)
-KAŻDEGO SZKODA-ucięłam czczą gadkę i zajęłam się TEMATEM ZASTĘPCZYM, bo jak nie Z DZIEĆMI to chociaż DLA DZIECI.
Zainspirowała mnie wizyta w sklepie, gdzie na wyprzedaży kupiłam imbryczek, wprawdzie bez pokrywki, ale cena 5 zł była powalająco-przyciągająca
zachciało mi się takich babeczek i... uszyłam kieszeniowca
doszło do tego kropkowe wariactwo
i zamiast toreb zaczęłam szyć TOREBECZKI ( a nie mam żadnej córeczki)
Na coś się jednak posiadanie CHŁOPAKÓW przydaje, bo potarganych jeansów "mam ci w domu dostatek"
Z tymi malutkimi torebusiami zaraz zacznę się przechadzać PO SALONACH i wtedy może zważywszy na mój CIĘŻKI STAN UMYSŁOWY -KTOŚ przestanie podważać konieczność przebywania na urlopie :)
-Co ty będziesz tu robiła?
na co ja niezmiennie i również z uporem godnym lepszej sprawy odpowiadam
-SIĘ URLOPOWAŁA:)
A żebym nie wpadła w samozadowolenie, od dwóch dni jestem raczona OPOWIEŚCIAMI Z KRYPTY (czyli rozmawiają STARE chłopy nie tylko o robocie)
-AAAAAle dzisiaj STASIU, KAZIK ( tu zawsze pada inne imię-dla zmyłki URLOPOWICZKI) NADAWALI na nauczycieli.....
Nie podejmuję tematu ( przecież jestem NA URLOPIE I SIĘ NIE UTOŻSAMIAM) ale TEN CO POWINIEN WSPIERAĆ A NIE CHCE drąży temat dalej:
-A jakbyś posłuchała, CO MÓWIĄ o tych WASZYCH URLOPACH....
-Dobrze,że nie muszę-odcinam się
-Ale JAKBYŚ posłuchała...
-Każdy mógł być nauczycielem
-Łatwo mówić, nie każdy MIAŁ WARUNKI....(tu pewnie zadumał się nad swoim ciężkim losem i robotą lżejszą niż sen)
-KAŻDEGO SZKODA-ucięłam czczą gadkę i zajęłam się TEMATEM ZASTĘPCZYM, bo jak nie Z DZIEĆMI to chociaż DLA DZIECI.
Zainspirowała mnie wizyta w sklepie, gdzie na wyprzedaży kupiłam imbryczek, wprawdzie bez pokrywki, ale cena 5 zł była powalająco-przyciągająca
zachciało mi się takich babeczek i... uszyłam kieszeniowca
doszło do tego kropkowe wariactwo
i zamiast toreb zaczęłam szyć TOREBECZKI ( a nie mam żadnej córeczki)
dla malutkich
i nieco większych
oraz dla DZIEWCZYNKI, która ( obecnie gimnazjalistka) już jako DZIECIĘ LAT 2 przejawiała zdecydowany gust i jej ulubionym kolorem był "carny i glanakowy"Na coś się jednak posiadanie CHŁOPAKÓW przydaje, bo potarganych jeansów "mam ci w domu dostatek"
Z tymi malutkimi torebusiami zaraz zacznę się przechadzać PO SALONACH i wtedy może zważywszy na mój CIĘŻKI STAN UMYSŁOWY -KTOŚ przestanie podważać konieczność przebywania na urlopie :)
środa, 1 września 2010
1 WRZEŚNIA, czyli zabawa w 10
Pierwszy września kojarzy mi się z dżunglą. Znawcy bowiem twierdzą,że są dwa najpiękniejsze dni :gdy się do niej wchodzi a potem drugi -gdy się ją OPUSZCZA.
Dzisiaj ten PIERWSZY DZIEŃ bez mojego (nieprzerwanie od 18 lat a łącznie 26!) udziału. Zawsze oprócz zwykłych pierwszowrześniowych obowiązków, robiłam tak zwaną PRZYCZAJKĘ ( za wyjątkiem tych lat, gdy sama byłam OBIEKTEM). Zaczajałam się ( w moim mniemaniu) SKRYCIE w okolicy szkolnych schodów i z napięciem śledziłam odczytywanie przez DYREKTORA -LIST ZŁOCZYŃCÓW ,
dla zmyłki zwanych PIERWSZAKAMI. ZŁOCZYŃCY (też przyczajeni) zza maminych lub babcinych spódnic a rzadko tatusiowych spodni, zerkali zazwyczaj nieśmiało, w oczekiwaniu na TEN najważniejszy moment, gdy będzie można krzyknąć w odzewie- JESTEM i buńczucznie unieść rękę w górę , aby potem już nie buńczucznie ,zazwyczaj z wielkim trudem ,przepchać się przez tłum TYCH NIEWYCZYTANYCH i dumnie stanąć do pamiątkowej fotki obok KOLEGÓW Z CELI. Czasem udawało się nawet niektórym podać RĘKĘ PANI I BYĆ W PIERWSZEJ PARZE!
Zazwyczaj ten MOMENT psuli niestety nadgorliwi RODZICE I OPIEKUNOWIE, KTÓRZY Z TYLKO SOBIE I PSYCHOLOGOM WIADOMYCH POWODÓW w tym samym momencie również podnosili rękę i ile sił w płucach krzyczeli JESTEM!
PRZYCZAJONA obserwowała w tym czasie przyszłych ABSOLWENTÓW , bo zazwyczaj już w pierwszym dniu można było określić, w której klasie BĘDĄ KŁOPOTY!:) oraz BEZCZELNIE podsłuchiwała komentarze TYCH CO DO SZKOŁY CHODZILI DAWNO A JESZCZE BY CHCIELI
-O ta gruba to chyba będzie wychowawczyni, dobra jest ale wymagająca
-Ta chuda to pani ossstra... jak żyleta, ale nauczy...
O dziwo ,nigdy nie słyszałam o TAKIEJ W SAM RAZ-wszystkie albo grube albo chude, bo tylko dla NASZYCH PODOPIECZNYCH JESTEŚMY ZAWSZE NAJPIĘKNIEJSZE (za wyjątkiem tych nielicznych momentów, kiedy wpisujemy UWAGĘ, bo wtedy zazwyczaj jesteśmy GUPIE!)
DLATEGO (zgodnie z zasadami zabawy, do której zaprosiły mnie: Tabu, Kasica53,Świat Amalii, Niesława, Maria Par- dziękuję,że o mnie pomyślałyście)- 10 rzeczy, które lubię:
- satysfakcję z dobrze wykonanej pracy ( a jeszcze ,gdy ktoś to zauważy....!)
- pozwolenie sobie na usprawiedliwione lenistwo ( tu lepiej,że by nikt NIE ZAUWAŻYŁ)
- moment kiedy uczeń wpatruje się we mnie z nadzieją na wspólnie , fajnie spędzony czas
- dla równowagi ten moment kiedy w/w nadzieja już pewnie umarła, ale pozostała nadzieja na udane wakacje - rozdanie świadectw
- rozmowy ludzi i z ludźmi
- czytanie-wszystkiego co się nawinie ze szczególnym uwzględnieniem powieści , gdzie " ktoś coś nabył i remontuje"
- rękodzieło- w każdej postaci
- blogowanie
- wręczanie i przyjmowanie prezentów
- HUMOR!!!!!
wtorek, 31 sierpnia 2010
TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ
MĘŻCZYŹNI-twory z innego wymiaru, którzy zasiedlili mój dom, codziennie utwierdzają mnie w opinii na temat odmiennych stanów świadomości w sferze z napisem UCZUCIA:
nie, żeby rodzinie żyło się dostatniej a brzuchy rosły z lenistwa na potęgę , bo już widziałam nadzieję na domowe bezrobocie, czające się w niewinnych oczkach PANÓW.
Moją deklarację PRZYJĘTO ZE ZROZUMIAŁYM ZROZUMIENIEM ( widzieliście kiedyś "puste oczy", za którymi nie czai się ŻADNA MYŚL?).
-Żadnych uczuć-pomyślałam i tkwiłabym w tym mniemaniu do końca żywota, gdyby nie...skarbonka
zdezelowana i skazana na śmietnik, ale pomimo wielokrotnych prób usunięcia badziewia, kupionego za parę groszy chyba w Zakopanem, pozostająca na półce STARSZEGO (bo bardziej pyskaty i umie bronić swojej własności)
Dopiero dziś odkryłam pracowicie wydłubany pod spodem napis:
Czasami, to co najważniejsze jest przed nami ukryte na długo, oby nie na zawsze:)
- Jest coś na obiad?-zamiast Co tam słychać u ciebie? lub Jak się czujesz?
- Weź mi poszukaj.... WSZYSTKIEGO!-zamiast Chciałbym przebywać w Twoim towarzystwie
- Ależ ty dłuuuuuugo gadasz przez ten telefon zamiast Porozmawiaj ze mną
- pomyłem CI gary ( tak jakby były tylko moje i tylko ja je brudziłam)
- naprawiłem CI pralkę (j.w)
- wyniosłem CI śmieci itd, itp
nie, żeby rodzinie żyło się dostatniej a brzuchy rosły z lenistwa na potęgę , bo już widziałam nadzieję na domowe bezrobocie, czające się w niewinnych oczkach PANÓW.
Moją deklarację PRZYJĘTO ZE ZROZUMIAŁYM ZROZUMIENIEM ( widzieliście kiedyś "puste oczy", za którymi nie czai się ŻADNA MYŚL?).
-Żadnych uczuć-pomyślałam i tkwiłabym w tym mniemaniu do końca żywota, gdyby nie...skarbonka
zdezelowana i skazana na śmietnik, ale pomimo wielokrotnych prób usunięcia badziewia, kupionego za parę groszy chyba w Zakopanem, pozostająca na półce STARSZEGO (bo bardziej pyskaty i umie bronić swojej własności)
Dopiero dziś odkryłam pracowicie wydłubany pod spodem napis:
Czasami, to co najważniejsze jest przed nami ukryte na długo, oby nie na zawsze:)
czwartek, 26 sierpnia 2010
WISIOR czyli dlaczego może mi wisieć ( a nie chce)
Aronia w przytulisku wysłodzona na full, chociaż SIOSTRA ocenia jej smak jako FUJ! (nie wie co traci, to przecież nie to samo co FUJ -CZARNA PORZECZKA na surowo), wrzos kwitnie, muchomory się czerwienią, WSZYSTKIE pająki ( nawet te wielkości złotówy) udają,ze są BABIM LATEM i w najmniej oczekiwanym momencie z wdzięcznym ( w ich pajęczym mniemaniu)-PAC lądują w najmniej oczekiwanych miejscach TWOJEGO ciała, ze szczególnym uwzględnieniem twarzy-Jednym słowem-CZAS SIĘ BRAĆ-że pozwolę sobie zacytować MOJEGO DOMOWEGO KLASYKA( NOBEL W 2059-za całokształt-pewny!)
ATU WISIOR!
Wytrzyma, wytrzyma, bo w rankingu popularności w PLACÓWCE, niezmiennie lokuje się na miejscu LIDERA.
Będę, póki można ,byczyć się na balkonie z WIDOKIEM NA ELEMENTY PRZYTULISKA( w tym celu przytargałam dechę)
i patrzeć w niemym podziwie jak dzieciaczki raźnym kroczkiem co rano pędzą do szkółki
TYLKO TARGOWISKO BĘDZIE DLA MNIE STREFĄ ZAKAZANĄ-No bo jak to...
CHODZI-znaczy żyje-I NIE PRZYCHODZI DO PRACY??!!TOŻ TO SKANDAL MOI LUDZIE!
PS.Wszystkim oburzającym się na takie nieróbstwo-mogę jedynie zagrać na własnej strunie głosowej ,tej z polipem-a może pokurcz dostanie drgawek i sam odpadnie?:)
ATU WISIOR!
ten akurat wykonany przeze mnie bez myśli o tumiwisizmie
Byłam u LEKARZA, który:
- znając moje problemy z oddechem ( zawsze w czasie jakiegokolwiek badania nawet dłuuuugiego ekg, zamieram jak zając złapany w światła na drodze i po prostu NIE ODDYCHAM)-najpierw zadbał o odpowiedni nastrój. Wyjął z kieszeni zapalniczkę, zapalił romantyczny płomień, a mnie w głowie w tym czasie zaczęła pobrzmiewać "Autobiografia" łamana na "sępa miłości" i ZDUMIAŁAM się nad PODEJŚCIEM PSYCHOLOGICZNYM mojego laryngologa.Ale nic z tych rzeczy...DOKTOR opalił tylko nad płomieniem lusterko, którym następnie SIĘGNĄŁ DO MOICH BEZDUSZNYCH(w sensie-nieoddychających)TRZEWI i rozpoznał znowu m.in.POGRUBIONE FAŁDY GŁOSOWE.
- w ramach DIETY zalecił urlop dla poratowania zdrowia , co z wdzięcznością na DŁUGIM WDECHU przyjęłam.
Wytrzyma, wytrzyma, bo w rankingu popularności w PLACÓWCE, niezmiennie lokuje się na miejscu LIDERA.
Będę, póki można ,byczyć się na balkonie z WIDOKIEM NA ELEMENTY PRZYTULISKA( w tym celu przytargałam dechę)
i patrzeć w niemym podziwie jak dzieciaczki raźnym kroczkiem co rano pędzą do szkółki
TYLKO TARGOWISKO BĘDZIE DLA MNIE STREFĄ ZAKAZANĄ-No bo jak to...
CHODZI-znaczy żyje-I NIE PRZYCHODZI DO PRACY??!!TOŻ TO SKANDAL MOI LUDZIE!
PS.Wszystkim oburzającym się na takie nieróbstwo-mogę jedynie zagrać na własnej strunie głosowej ,tej z polipem-a może pokurcz dostanie drgawek i sam odpadnie?:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






