poniedziałek, 23 sierpnia 2010

UPROWADZONA, czyli "last minyt"




Całkiem znienacka okazało się,że ŚLUBNY ma tydzień WOLNY( a może chodziło o to ,że by jeszcze bardziej- TYMCZASOWO oddalić mnie od TEŚCIOWEJ) , więc ZOSTAŁAM UPROWADZONA w tempie ekspresowym, bez należytego przygotowania ( książki, robótki) do przytuliska.
-Bo to TWOJE LAST MINUTE-wyjaśnił UPROWADZACZ
-Dzięęęęęki serdeczne za przypomnienie,że wakacje już się kończą-pomyślałam, ale oczywiście żwawym kroczkiem podążyłam jak to ZGODNA ŻONA za mężem.
Po drodze okazało się,że sklep, który MIAŁ BYĆ OTWARTY, BYŁ OCZYWIŚCIE ZAMKNIĘTY,  więc na głodniaka ( bo trudno liczyć resztki podstępnie ukradzione z własnej lodówki) z niecierpliwoscią czekalismy DNIA NASTĘPNEGO-TARGOWEGO.
Targ z prawdziwie wiejskiego zmienił się niestety w CENTRUM CHIŃSKIE-bez Chińczyków.Warzywa-4 stragany , rękodzieło ludowe-0, rzeczy przydatne w gospodarstwie-1stragan (bardzo ubogi), płody rolne z okolicy-0, ciuchy made in China- 100
WIELKIE ROZCZAROWANIE:(
W spożywczakach tradycyjne targowe kolejki ( MĄŻ" dostaje nerwów"), brak niektórych produktów(ŻONA " dostaje nerwów")
PRZYTULISKO-jak zwykle nerwy uspokaja.
można urządzić wyścigi, kto szybciej zje brzoskwinię- my, czy osy (remis)
zastanowić się -co najbardziej smakowało robaczkowi w NASZYM jabłuszku
pochylić w zamyśleniu nad problemem zamknięcia dodatkowych drzwi ( które najpierw samemu WYRĄBAŁO SIĘ we wrotach stodoły)-można w tym celu jak widać walić również głową o ścianę-skutkuje.

zrobić wieeeeeeeeeeeelkie PRANIE-bo "przecież KOBIETO i tak nie masz co robić"




walczyć ze smokiem na siłę spojrzeń




i NAJWAŻNIEJSZE!- tu ZAWSZE można zaprosić GOŚCI, którzy oprócz zapewnienia miłego towarzystwa GOSPODARZOM oraz dostarczenia motywacji DO OGARNIĘCIA OBEJŚCIA -"Bo przecież GOŚCIE JADĄ!"
  • Obdarzą GOSPODYNIĘ własnoręcznie wykonaną biżuterią z masy solnej - z komentarzem -"SAM to ciocia malowałem"
  • upolują kaczkę w locie



  • własnymi łapkami wyrzeźbią serce


  • z pomocą WSZYSTKICH KTÓRZY SIĘ NAWINĘLI zrobią ławkę OGNISKOWĄ







  • a na ognisku usmażą jajko, którym wszystkich chętnie częstują




Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy a wrzosy

przypominają,że nadchodzą OBOWIĄZKI.

czwartek, 12 sierpnia 2010

GEN BABCI STASI, czyli nie poddawać się nawet w narożniku

Niemoc  twórcza. Maszyna ( bo to przez nią!) relegowana karnie z dużego pokoju do przedpokojowego kąta, łypie na mnie złowrogo ( niby nie wie, za co ta kara).SYN WŁAŚCICIELKI ZASŁON, nieświadom nadciągającego kataklizmu, ogląda meczyk towarzyski ,DENERWUJĄC SIĘ,że nasi JAK ZWYKLE przegrywają (oby miał zawsze tylko takie zmartwienia)
-Worek cementu na plecy i biegiem na Syberię- RADZI znawca futbolu, niedosłyszącemu ( pewnie z powodu grubości szkła na ekranie, bo na LCD na razie nas nie stać) trenerowi kadry.
Ja  w tym czasie GŁÓWKUJĘ

tak obecnie wygląda mój mózg

i zastanawiam się czy ściana obory będzie dość twarda, żeby zmierzyć się z moim pustym łbem
na oko wygląda,że tak. 
Po analizie wakcyjnych fotek, zabrałam się za segregowanie szmatek(to zawsze mnie uspokaja)
Znalazłam dawno zapomnianą , ale kiedyś obfotografowaną makatkę
z łacińską sentencją, która w tłumaczeniu brzmi:
"Panie niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie" i to dopiero przywróciło mi ostrość widzenia i właściwe proporcje problemów z grupy "życiowych". Postanowiłam podejść do sprawy CZYNNOŚCIOWO (bo chęciami jak wiemy i co niedawno sama udowodniłam- autostrady w piekle stoją)
  • w ramach ekspiacji wystawiłam WSZYSTKIE obiekty powstałe z zasłon na sprzedaż ( dochód będzie przeznaczony na co tam POSZKODOWANA CHCE), nawet bransoletka podzieliła nieszczęsny los wygnańców
  • kara dla BEZMYŚLNEJ-prasowanie do oporu ( czyli dna bezdennego kosza)
  • kara dla BEZMYŚLNEGO- JESZCZE SIĘ POMYŚLI, JAK MYŚL WRÓCI
Geny jednak nie próżnują. Odezwał się ten, BABCIOSTASIOWY, co to "nie taka ładna jak sprytna".
EUREKA! (i to bez ręcznika , czy papieru toaletowego z reklamy)
ZADZWONIŁAM, PRZEPROSIŁAM, (o dziwo NIE ZWALIŁAM WINY na SYNA) i zaproponowałam rozwiązanie, które zostało przyjęte- została przecież druga zasłona!
NAJLEPSZA I NAJWYROZUMIALSZA zgodziła się,aby w kuchni mieć dwie NIECO WĘŻSZE ale równej urody zasłony i jeszcze POCHWALIŁA za inwencję.
Od jutra znowu szyję!
A co do NIEZBYT UDANEGO SYNA MOJEJ TEŚCIOWEJ- właśnie w moim super czytadle "Nie musisz być zawsze miła i gruba" przeczytałam O SOBIE
CIĄGLE WSPIERASZ KRUCHE EGO SWOJEGO MAŁŻONKA, ABY BROŃ BOŻE NIE WPADŁ W DOŁEK, W REZULTACIE SAMA JESTEŚ PRZYGNĘBIONA
Są jednak MYŚLĄCY ludzie na tym świecie:)
Dziękuję wszystkim WSPIERACZOM I WSPIERACZKOM za słowa otuchy zamieszczone pod poprzednim postem:)WIELKIE DZIĘKI!!!

środa, 11 sierpnia 2010

ZASŁONIĘTA, czyli nie można zostawiać szaleńca sam na sam z zasłoną



-Mama dała ci zasłony, bo wie,że coś tam szyjesz-oświadczył pewnego pięknego dnia SYN MATKI, KTÓRA W TYM MOMENCIE ZEBRAŁA CO NAJMNIEJ 100 PUNKTÓW w konkursie MOJA ULUBIONA TEŚCIOWA. W zasłonach momentalnie się zadurzyłam,a ponieważ ich kolorystyka- piękna, niestety gryzła się z kolorem ścian, a poza tym zawieszona w oknie nie powalała swoją urodą, bo kwiaty - z bliska wyglądające jak namalowane, z daleka przypominały tylko angielską tapetę.Rzuciłam się na nią jak sęp i tylko czekałam na to, kiedy SZANOWNY MAŁŻONEK wyjedzie, aby pomagać NAJLEPSZEJ TEŚCIOWEJ i w pocie czoła remontować jej królestwo, czyli kuchnię.
Gdy tylko drzwi zrobiły ostatnie "klap"( MAŁŻONEK słynie z tego,że dłuuuugo się wybiera) w mig przystąpiłam do ORGANIZACJI:
        • BIEDNE , GŁODNE PÓŁSIEROTY BEZ OJCA wysłałam do Biedrony po obiad ( poszły nad wyraz chętnie, czy to znaczy,że muszę się nad sobą zastanowić?)
        • wytargałam do dużego pokoju maszynę-kompletnie zapominając o awarii odkurzacza ( przypomniałam sobie o tym wtedy, gdy dywan pokrywała sierść własnoręcznie , choć przypadkowo wykonana przeze mnie z nitek)
        • rozłożyłam zasłonę nr 1 i wpadłam w SZAŁ SZYCIA
Najpierw uszyłam TORBISZONA
Potem torbę z płóciennym spodem
spodobało mi się ( szczególnie element szydełkowy), więc machnęłam torbę nr 3
a ponieważ zostały resztki ( a sprzątać i tak się nie dało)wymodziłam jeszcze:
  • nie wiem co, ale za to nauczyłam się robić dziurki USTROJSTWEM


oraz chustecznik, bo chcę być ELEGANCKĄ DAMĄ



NA ZAKOŃCZENIE-właściwie na zakończenie taśmy lnianej, żeby się NIE ZMARNOWAŁO zrobiłam sobie eko-bransoletkę
i ZADOWOLONA ORAZ DUMNA z siebie i swojej super wydajności ( PSTROWSKI TOREB) opadłam na kanapę ( z widokiem na UROBEK).
I wtedy zadzwonił STĘSKNIONY MĄŻ. Po rutynowych pytaniach o to, jak sobie NIE RADZIMY bez niego, rzucił lekko , acz miażdżąco:
-Bo wiesz... te zasłony, co to ci MAMA dała, to trzeba tylko trochę skrócić, bo w nowej kuchni byłyby za długie a zapomniałem ci powiedzieć o ile, to zaraz dam ci MAMĘ, to ci powie.
PEWNIE COŚ POWIEDZIAŁA,ALE JA DOTĄD WIDZĘ I SŁYSZĘ CIEMNOŚĆ!

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

MIĘDZY CISZĄ A CISZĄ, czyli kolejny deszczowo słoneczny dzień

Mnóstwo spraw, TYLE... do załatwienia, trzeba jechać-tam , powiedzieć- to, nie zapomnieć o tamtym -czyli PAN MĄŻ wyjeżdża w delegację do TEŚCIÓW, aby tam w pocie spracowanego i niepokojącego się o nas NIEROBÓW czoła, oprócz prac remontowo budowlanych, CAŁY CZAS zastanawiać się CZY i W JAKIM STOPNIU wykonujemy jego polecenia i realizujemy HARMONOGRAM.
Miałaaaaam baaaaaardzo DOBRE CHĘCI....
Pod wpływem sobotnich widoczków


- uwierzyłam że wszystko pójdzie mi dziś jak z płatka:
  • przede wszystkim-komputer -w kąt (żeby nie kusił)-zamrugał tylko i posłusznie się zamknął
  • góra prasowania wielkości dorosłego człowieka i szerokości tegoż -BARDZO DOBRZE UTYTEGO-przygotowana( żebym nie miała wyjścia, wywaliłam WSZYSTKO na małżeńskie łoże, ale przezornie po stronie małżonka i teraz albo prasowanie albo.... spanie)
  • sprawy do załatwienia- przemyślane
  • pranie -tylko włożone do pralki, bo jak powiedziała kiedyś znajoma emerytka:
-Coś pani! W poniedziałki się NIE PIERZE, bo się wdową zostaje!
Co RODZICIELKA skomentowała pukaniem się w czoło i stwierdzeniem :
-Ja ZAWSZE prałam w poniedziałek i MOJA MATKA prała w poniedziałek....i wtedy dopiero się przestraszyłam , bo obydwie wdowy od wielu lat. MAŁŻONEK niby nie przesądny ale na moją propozycję :
-Może ci coś uprać?- gdy zorientuje się,że poniedziałek ( a historię opowiedziałam ze szczegółami) zazwyczaj ZALECA ODPOCZYNEK- jaki TROSKLIWY!
Sprawy -powiedzmy,że załatwione-KOMISJA przyjdzie i zbada, które z 30 letnich okien nadaje się do wymiany a potem określi, W KTÓRYM POKOLENIU TO NASTĄPI (żeby potomkowie zdążyli zwinąć cybernetyczne już wtedy dywany)
Rozmowa z UBEZPIECZYCIELEM w sprawie przytuliska- przeprowadzona. Stawka jak za hotel Bryza w Juracie, a ponieważ w najbliższej przyszłości nie przewiduję goszczenia VIPów- to nijak mi się NIE ZWRÓCI!
POTOMKOM wystają nogi z łóżka ( STARSZY zaproponował nawet,że będzie sobie podstawiał stołeczek)- sklep meblowy-oblatany ( ceny!!!!!!)
I NIE MOJA WINA,ŻE ZACZĘŁO LAĆ, MUSIAŁAM EWAKUOWAĆ SIĘ POD WIATĘ A TU PRZYJECHAŁ TRAMWAJ I UPROWADZIŁ MNIE DO CENTRUM!
I tak mi zeszło. Lżejsza o na szczęście małą gotówkę, ale cięższa o 4 kg szmat PRZYGOTOWAŁAM W POCIE CZOŁA OBIAD- dziś gotowało dla nas TESCO i jego żona MIKROFALA i zabrałam się.... oczywiście nie za prasowanie, którego nie cierpię , nie za weki ( bo nie miałam siły dźwigać ogórków-wersja dla KONTROLERA-o szmatach nie wspomnę), tylko oczywiście za DŁUBANINĘ


I W ZWIĄZKU Z TYM, o ile nie pomoże mi DR HOUSE (tylko w czasie kontaktu z telewizją mija mi PRASO-FOBIA)-BĘDĘ SPAŁA SKULONA NA SWOJEJ POŁÓWCE,PRZYTULONA DO GÓRY PRANIA:)

sobota, 7 sierpnia 2010

LENIWA SOBOTA

Upał odpuścił i bardzo dobrze, bo od dziś do listy moich obowiązków dochodzi rola SAMOZWAŃCZEGO OPIEKUNA MIESZKANIA I PODLEWACZA KWIATÓW

  u SĄSIADKI , która już od dziś zażywać będzie rozkoszy wiejskiego życia po sąsiedzku z PRZYTULISKIEM.W  zamian zaproponowała,że może się "zaopiekować" moją fasolką na grządce,"bo przecież wy raczej nie przyjedziecie, to co się ma zmarnować".Na wieść o takiej propozycji nie do odrzucenia WŁAŚCICIEL PRZYTULISKA w mig zaczął kombinować,że może jakoś... może się uda,...i dzięki temu MOŻE uda mi się jeszcze "zaliczyć" czekającą na nas fasolkę.Młodzież z propozycji wyjazdu oczywiście nie skorzysta,( zostaliśmy o tym poinformowani w sposób nieco obraźliwy przez ironiczne uniesienie brwi i znaczące spojrzenie penetrujące nasze czaszki, w celu sprawdzenia czy JESZCZE MYŚLIMY). Nie płaczmy z tego powodu, bo przynajmniej mamy BEZPŁATNYCH STRÓŻÓW Z.O.O.(ograniczona odpowiedzialność dotyczy licznych znajomych POTOMKÓW, którzy na wieść o "wolnej chacie" zacierają rączki).
Na razie jednak pozostaje mi namiastka ogrodu-balkon z pomidorkami

 zieleniną
NAPOJEM ZUPEŁNIE NIEALKOHOLOWYM


i robótki , jak zwykle niezręczne.
bo JAK ZWYKLE zaszalałam i do Pchlego targu 2, Pchełek i perełek, Kufra Vintage dołożyłam swoje łapy do Artstacji i teraz-TRZA DZIERGAĆ!:)

czwartek, 5 sierpnia 2010

ROCZNICA ŚLUBU i życie po wstrząsie

Rocznica ślubu - cywilnego, bo niektórzy to takie cwaniaki,że zachciało się  im mieć dwa razy imprezę i teraz, co roku podwójną rocznicę- w sierpniu i we wrześniu. Obydwa miesiące ze sławetnym "R" w nazwie, ale.... NIE POMOGŁO! Niemalże w nieokrągłą rocznicę ślubu, okazało się ,że w naszym stadle zamiast ptasich treli ( tu na zdjęciu akurat trznadel, który wg bardzo mądrej księgi poświęconej ptakom śpiewa "Nie było suchej kobyle niiiiic", ale nie biorę tego do siebie, bo anim sucha anim kobyła)




i słodkich jabłuszek DOZGONNEJ MIŁOŚCI
pojawiła się
RYSA!
Gdy pewnego pięknego wieczoru,W TOWARZYSTWIE utrwalaliśmy urlopowe wspomnienia , jak utrwalacz wykorzystując:
  • piwo tatra ( wersja męska)
  • piwo gingers ew.. karmi  ( damy)
ŚLUBNY nie wiedzieć czemu (a właściwie wiedzieć z uwagi na różnorodne spektrum naszych znajomych) zaczął się ROZWODZIĆ ( na razie w sensie opowiadać, ew. wylewać żale) na temat- JAK TO MOŻLIWE,ŻEBY GINEKOLOG UPRAWIAŁ ŻYCIE INTYMNE?
Teoria ŚLUBNEGO-Po TAKIEJ PRACY- niemożliwe!
Już miałam mu zrobić test na trzeźwość ( "powiedz GIBRALTAR") ale zamiast tego na swoją zgubę wygłosiłam WŁASNĄ TEORIĘ:
-Istnieje jeszcze coś takiego jak MIŁOŚĆ....
-JAKA MIŁOŚĆ?(zdziwił się TEN , KTÓRY WKRÓTCE USŁYSZY W MOIM WYKONANIU SZLAGIER "ŻAŁUJĘ,ŻE CIĘ ZNAŁAM")Przecież miłość to jest tylko 2-3 lata po ślubie.... i na tym stwierdzeniu DOMOWY FILOZOF zakończył swój wielce interesujący wykład a ja WŁAŚNIE DOWIEDZIAŁAM SIĘ,ŻE W MOIM MAŁŻEŃSTWIE OD 18 LAT-ZASTÓJ!
KOLEŻANKA się zachcichrała na śmierć prawie, ale teraz nie wiem, czy z radości ŻE MA SZANSE, czy próbując przekonać mnie "ZE TO ZART".Jeśli "zart", to w stylu ULUBIEŃCA ( za którym na razie nie tęsknię).
Dlatego od paru dni zaczęło się u nas ZBIERANIE PUNKTÓW DODATNICH ( i to nie PRZEZE MNIE) polegające na myciu garów i wożeniu ZAŁAMANEJ do wszystkich sklepów wedle życzenia a ja symulując GŁĘBOKĄ ROZPACZ I WSTRZĄS.... może znajdę czas, aby wrócić do szycia, skoro ŻYCIE TAK MNIE ROZCZAROWAŁO :)

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

KONIEC URLOPU I LOSOWANIE

Na zakończenie rozrywkowego urlopu zawitała do nas KOLEŻANKA. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy jej przyjazdu


ryzykując życie i  zdrowie przy wspinaniu się na chybotliwą drabinę, aby uzyskać ZASIĘG i dowiedzieć się , CZY JUŻ JEDZIE


łuskając bób, aby zrobić z niego pastę-niespodziankę ( jak się gości SMAKOSZA- trzeba się postarać)






układając warzywa w "artystycznym nieładzie", który z artyzmem niestety nie ma wiele wspólnego ( przy SMAKOSZU- WZROKOWCU,KTÓRY W DODATKU NIE ZAPOMNIAŁ OKULARÓW, tym bardziej trzeba się postarać)
Z pewnym ( korkowym )opóźnieniem przyjechała!Na powitanie, POWSTAŁA  na przystanku miejscowa ŻULERIA i zanim autobus odjechał,żeby ukazać po drugiej stronie drogi stęsknionych GOSPODARZY, już dzierżyła komórkę w ręce w celach zaczepno-obronnych.
Na miejscu oprócz STAŁEJ CHĘCI NIESIENIA POMOCY WE WSZYSTKIM i ZDECYDOWANEJ ODMOWY SAMOTNEGO SPANIA W POKOJU ( szczególnie po wspólnym oglądaniu horroru, w czasie którego przysnęła i może dlatego się bała, bo nie widziała optymistycznego zakończenia) spędzała z nami czas na:


o dziwo SAMOTNYM rozwiązywaniu krzyżówek i zaleganiu na hamaczku




namawianiu GOSPODYNI na skrócony kurs nauki jazdy na rowerze polegający na: " POLECĘ ZA TOBĄ Z KIJEM"-cokolwiek by to miało znaczyć

NIECHĘTNYM  pozowaniu do zdjęć i z powodu BRAKU MODELA GOSPODYNI musiała obfocić samą siebie chociaż wychodzi na zdjęciach -"E.T. go home...."


 Urlop zakończyliśmy w towarzystwie znajomych , którzy letniskują parę wsi dalej i o dziwo TRAFILI po naszych bezdrożach prosto do celu

w nagrodę przeciągnięto ich po lesie

nakarmiono INTELEKTUALNYMI PIECZONKAMI ( proszę zwrócić uwagę na wybitnie intelektualną "łapkę" do gara

z wiele mówiącym, acz przypadkowo dobranym tytułem TRUDNE CHWILE ŁOWCÓW NIESZCZĘŚĆ
i napojono nieco mniej intelektualnymi napitkami


 które w dodatku SAMI przynieśli.Dobrze,że nazajutrz była okazja rewanżu i że KOLEŻANKA-NOWO WYBRANY MISTRZ DRINKÓW WSZELAKICH odpowiednio SIĘ PRZYGOTOWAŁA (pod względem merytorycznym i metodycznym)
I dlatego dopiero po powrocie, w późnych godzinach wieczornych odbyło się LOSOWANIE:
candy trafi w ręce

ENYO

proszę o kontakt alsto@op.pl
Zamazane zdjęcie spowodowane zostało nie broń Boże nietrzeźwością autora ale wzruszeniem i drżeniem rąk oraz zapowiedzią losującego,żeby pod żadnym pozorem nie uwieczniać jego "Jagodowo-ziemnych dłoni" ( a już myślałam,że chce być BOHATEREM)