wtorek, 18 lutego 2014

Z POŚLIZGIEM

Maszyna losująca ( napisz ,że ze ścierpniętymi rękami) wylosowała
Fajnie by bylo wygrac...
Agni proszę o namiary do wysyłki alsto@op.pl
więc  książki polecą do niej, ale mam w zapasie inne "tyz pikne" i wkrótce znów się podzielę.
Ogłoszenie wyników z poślizgiem , bo czasowo byłam odcięta od sieci z powodu PANA OD ŚCIERPNIĘTYCH RĄK, który ( chyba z okazji Walentynek) zafundował mi atrakcję:
"Jak miały nasze Babki wywożone  na Sybir" i wywiózł mnie  na wieś, bo jak twierdził JEST CIEPŁO I SEZON MOŻNA ROZPOCZĄĆ.Niestety ciepło w jego języku oznaczało +6 na zewnątrz a +5 w środku domu, mogłam więc sobie ułożyć bierwiona na środku izby nawet na kształt serca i dokonać samospalenia ( byłoby cieplej)
-Proszę mnie zawołać jak w chacie będzie +20- próbowałam negocjacji, ale Błękitny grom pozbawiony włączonego silnika stygnie równie szybko jak zapomniana kawa na stole w kuchni, więc musiałam się poddać i współuczestniczyć w pielęgnowaniu domowego ogniska ( sztuk dwa) i jeszcze znosić uwagi typu NIE ŁADUJ TYLE , BO SIĘ USMAŻYMY!
Byłby to pierwszy wypadek usmażenia w zawrotnej temperaturze +10.
W tym samym czasie:
  • GURU-cieszyła się z walentynkowego czytnika e booków
  • KOLEŻANKA- cieszyła się z niewalentynkowego ale za to stałego ciepełka w domu
  • FOKSIOWA  to już nie wiem z czego, ale na pewno sie cieszyła, bo ona zawsze się z czegoś cieszy
a w blokowisku SIĘ DZIAŁO!

PUBLIKACJA ZA ZGODĄ STARSZEGO,żeby nie było ( nawet nie przypuszczałam,że takiego romantyka wychowałam - geny chyba obce, bo NA PEWNO nie po nas)
Starszy zaoferował nawet,że nauczy mnie składać serwetki w kształcie serca i nie szkodzi,ze wypalił cały domowy zapas świeczek (łącznie z tymi pachnącymi, chowanymi na czarną godzinę w szafie)- BYŁAM POD WRAŻENIEM!:)
A my w tym czasie ratowaliśmy przewrócony płot ( dziki i sarny już zdążyły sobie przywłaszczyć ogródek a i zając zostawił wieeele pamiątek " z pobytu", paliliśmy w piecach (nocą zawrotne +15- spałam bez kurtki), grzaliśmy się razem z sąsiadami cytrynówką i omawialiśmy palny siewno remontowe na ten rok, co przy stałym braku funduszy wyglądało jak zwykle:
- Coś sie posieje, ale na resztę kasy nie starczy.
Dwa dni z w zimnicy minęły szybko.Jeszcze tylko parę wizgów ze smiercią z oczach na rozjechanej przez traktory drodze ( znów czeka nas droga przez mękę w gminie) i powrót na pracy łono, ale o tym kiedy indziej, bo mam NOWY NABYTEK, przy którym TAJFUN toYork przy Dogu.W dodatku dziewczynka! z powitalnym zawołaniem:
-Ej Ty, idziemy na BOJO? bo w tej gupiej szkole nie wyczymam!
-To już teraz JA chyba jestem lepszy-posumował T. i MIAŁ RACJĘ!

środa, 22 stycznia 2014

Niby ferie, niby zima a radości z życia nima i dlatego CANDY!

Powinnam tarzać się z radości po świeżospadłym śniegu, zaiwaniać z torbami po sklepach wszelakich, bo magia SALE wciąż działa, ale jakoś bylejakoś mi się nie chce. TBS-czyli TOTALNY BRAK SUKCESU.
Foksiowa pławi się w pedagogiczej chwale jako wychowawca" najsympatyczniejszej klasy" (opinia nie byle kogo, bo DYREKTORA), AMBITNA (o której tu jeszcze nie było) pławi się w sukcesie dydaktycznym jako wychowawca klasy, która "pisze najlepiej sprawdziany" ( opinia jej własna). Ja zaś mogę tylko z wątłą nadzieją patrzeć w przyszłość, jako wychowawca klasy w której:

  • uczniowie potrafią zorganizować sobie dopływ gotówki ("Przynajmniej ci nie zabraknie na zielonej szkole"-komentarz MŁODSZEGO) poprzez pobieranie opłat od koleżanek z innej klasy za "paczenie się jak gram na telefonie" ( TAJFUN)
  • szczerość młodzieży nie ma sobie równych- na pytanie katechetki "Dlaczego nie zdążyłeś zawiązać sznurowadeł"- odpowiada "BO BYŁEM NAĆPANY", a potem ściemnia,że to cytat z gry - warto zwrócić uwagę na czas przeszły!!! ( równiez Tajfun)
  • dzwonią na 112 i 997 a potem się tłumaczą,że "Oni tylko wybrali numer a kolega nacisnął" (  znów to samo-Tajfun)
  • zostają konfidentem i denuncjują kolegę, który w czasie przebierania na WF powiedział "mam małego geja" (Tajfun konfident)
Niestety kolega odmawia wyjaśnień- smarkając z oczu i nosa , bo jak twierdzi TO SOM SWIŃSTWA
  • RUSAŁKA skarży się na prześladowania ze strony Tajfuna a w trakcie śledztwa przeprowadzanego naprędce przez umęczonego wychowawcę, wyznaje,że "tak naprawdę to dokucza jej koleżanka z innej klasy ( tej od sprawdzianów) ale TAJFUN BYŁ POD RĘKĄ I NA PEWNO KIEDYŚ JEJ DOKUCZAŁ!"
  • wykazują się samodzielnością idąc grupą do stołówki po przydziałowe owoce a gdy dłuuuuugo nie wracają, jako powód podają USTAWIANIE SIĘ W PARY (bo pani zawsze każe), co potwierdza nie mniej znękany DYREKTOR, pod którego gabinetem uprawiali w/w proceder.
WYCHOWAWCA Z OPADNIĘTYMI JAK PŁETWY RĘCAMI marzył tylko o tym,ŻEBY DOTRWAĆ i na szczęście dotrwał.
W tragicznych chwilach jedyną pociechą było zawieszenie wzroku na CUDNYM FILIŻANKOWCU- zawieszce od OTTY.
Życie jednak wciąż pełne jest niespodzianek:
  • zamawia się narzutę brązowo- beżową z DELIKATNYMI kremowymi ( tak widać na fotce) wzorami a w realu krem okazuje się WRZESZCZĄCYM ZŁOTEM
i ZAMAWIAJĄCA przez cały dzień zdziera złoto zmywaczami do paznokci w ilości hurtowej, po czym jak tajfun " nie wiąże butów z WIADOMYCH przyczyn".
Za to brak złota cieszy oko.
Żeby mi się od nadmiaru luksusu w głowie nie poprzewracało na ściance pamięci
tuż obok miejsca, gdzie co wieczór znękana głowa wali w poduszkę, zawisło memento


(początkowo miałam wprawdzie koncepcję,żeby zawiesić to po drugiej stronie łóżka, ale współspacz dziwnie jakoś po remoncie bez humoru)
Miłą odmianą i niespodzianką, był artykuł w "Moim Mieszkaniu" goszczącym u ROSE w jej klimatycznym mieszkaniu, a w nim:

mój torbiszon różany!
Dumna jak paw poleciałam się pochwalić:
-Jesteś pewna,że to twoje?- ŚLUBNY jak zwykle pełen akceptacji i wiary
-Dziwne ,że nici wytrzymały- jak się nosi ziemniaki to przecież ciężko- MŁODSZY zapewnił sobie ekskomunikę na szybko.
Do starszego nie poszłam, bo i po co.
Wczoraj też niespodzianka , ale z gatunku tych niespecjalnieuskrzydlajacych. Dzięki "polubieniu przez Danusię ze ŚCIBORÓWKI stronki hurtowni z pasmanterią zobaczyłam galerię" Magia dziergania" a tam w iście magiczny sposób zawędrował mój szal

Nikt o zgodę nie pytał, tylko wziął jak swoje ( gdyby zapytał cieszyłabym się,że ktoś na szal zwrócił uwagę i z chęcią udostępniłabym fotkę) .
-Przynajmniej KTOŚ uważa ,że jest ładny- pocieszył mnie STARSZY-i to by było na tyle w kwestii wsparcia.
KOŃCZĘ MARUDZENIE I OGŁASZAM 
ROZDAWAJKĘ !!!


W ŚWIAT PÓJDZIE MOJA NIEGDYSIEJSZA WYGRANA A JUŻ PRZECZYTANA
TRYLOGIA ( NIECH TERAZ UCIESZY INNE OCZY) 
I OBRAZKI CUD URODY, czyli wydruki na zagranicznym papierze kupione jak widać
 za darmo w naszym sklepie drugiej szansy
zasady jak zwykle ( najważniejsze- napisać ŻE SIĘ CHCE TE FANTY:)
P.S.Jutro kolęda- idę się pomodlić, bo przyjmuję SAMOTNIE i na pewno walnę się w modlitwie.

środa, 1 stycznia 2014

odgruzowanie bloga, czyli...

Wyłażę z nory, bo nie mam innego wyjścia.Jutro powrót na placówki łono(dobrze ,że na całe dwa dni).Siedziałam cicho, bo myślałam,że jestem objęta tajemnicą państwową z uwagi na wizytę w fabryce zbrojeniowej, która okazała się zwykłą fabryką bombek choinkowych. Nie miałam okazji się dobrze rozejrzeć, bo musiałam mieć oczy dookoła głowy, gdy MILUSIŃSCY za pomocą brokatu i farby akrylowej wyczarowywali na bombkach motywy trupiej czachy (TAJFUN), przerobionej potem na wyraźne życzenie Instruktorki na bałwanka,pchali się na regały pełne mistrzowsko ozdobionych bombek o wieeeelkiej wartości, próbowali wpłynąć na Oprowadzającą,żeby pozwoliła im choć na chwilę dmuchnąć w bombkę ( nie pozwoliła) i czynili zakupy na dziesiątki złotych.
Ile z nich dotarło do choinki NIE w postaci diamentowego pyłu- tego nie wie nikt.
W klasie dyskusja na temat "Czy Mikołaj istnieje, czy to ściema?" Tajfun jak zwykle wbrew większości, opowiada się za ściemą,do momentu, gdy doprowadzona do szewskiej pasji NERWOWA, kończy raptownie dyskusję:
-Jak nie wierzysz, to po co listy piszesz i zawracasz mu głowę?-POSKUTKOWAŁO.
W teatrze, do którego tradycyjnie wybieramy się w okolicach Mikołaja, maluchy z zerówki dostały paczki.
-AMyyyyyyy?!!!- wydziera się rozżalony Tajfun
-Trzeba czekać cierpliwie- uspokajam rozjuszonego , ale myślę przy tym mściwie "nie wierzyłeś- to masz!" Taka zołza jestem.
Mikołaj dociera nazajutrz, czyli zgodnie z czasem i podrzuca nam prezenty w opuszczonej sali, co zostaje skomentowane"Do klasy nie przyniósł, bo Pani wiecznie klucz w kieszeni nosi"-żeby było wiadomo przez kogo Mikołaja oko w oko spotkać nie można.
-A pani wie, co?- Tajfunowi zebrało się na zwierzenia- Jak w nocy się obudziłem to nawet oczu nie otworzyłem, bo bałem się,że zobaczę Mikołaja i DOPIERO się przestraszę!!!
A potem już tylko świąteczne przygotówki
Wigilia jak zwykle u nas, ale tym razem NA SPOKOJNIE, a zaraz po świętach fruuuu do brata na wschód
Po drodze Kazimierz
piękny jak zwykle,a za kilka dni Lublin z targiem staroci


i powrót do domu na Sylwestra, bo PRACOWITY już pierwszego stycznia  o szóstej rano meldował się w robocie.Taka karma- szampan marki Biedronka nadal chłodzi się na balkonie a my dojadamy resztki i czekamy na młodzież, która w tym roku zadaje szyku w górach( mam nadzieję,że góry to przetrzymają)
A NA NOWY ROK
FIGURY JAK MOJA KUCHENNA CHOINKA
PORTFELA JAK TA U BRATA
NA BOGATO I GRUUUBO
I BŁYSZCZENIA W KAŻDEJ DZIEDZINIE ŻYCIA

JAK MOJA LUSTRZANA BUTELECZKA
( MAŁYM KOSZTEM A JAKI EFEKT!)
Pozdrawiam wszystkich  serdecznie i lecę ogarnąć to, co zostało do ogarnięcia:)

poniedziałek, 18 listopada 2013

ZNÓW JESTEM

Pewnie już ludzieście zapomnieliście o mnie ( poza PRZYPOMINAJKAMI, które pozdrawiam serdecznie), ale roboty huk, praca zawodowa piszczy i się domaga a i ŚLUBNY jakiś zaniedbany i krzywym wzrokiem spoziera na TĄ CO SIĘ ZA MONITOREM UKRYWA.
Zamotana jestem totalnie i szydełkowo
bo na torby miejsca nie było- remontowaliśmy sypialnię i okazało się,że po opróżnieniu tejże- badziewia zajęły wszystkie pozostałe pokoje , piwnice i balkon.
- Czarno to widzę- wróżył SPECJALISTA, chociaż szafy zamówione od sufitu do podłogi i od ściany do ściany. I niestety tym razem miał rację. Wielka populacja worów o niewiadomej zawartosci zalega w piwnicy a zaginiona słuchawka do komóry ( czyli podstawowe narzedzie do kontaktów z KOLEŻANKĄ  nadal się nie znalazła.
-I dobrze- komentator ( zazdrosny jak zwykle) był bezwzględny- rączka zaboli, to skończysz rozmowę!
Nie wziął niestety pod uwagę,że WOLNE RĄCZKI-pracują a zasłuchawkowione leżą odłogiem, ale nie dyskutowałam, bo zgoda buduje a koniec remontu oddaliłby się w dal odległą, gdyby FACHOWIEC strzelił focha.
KOLEŻANKA jak zwykle pomocna - na odległość.
-Wstawcie sobie lustra- powiększycie przestrzeń-radzi
-I pierwszy widok na jaki się natknę rano to moja fizys- BEZ MAKIJAŻU?-chyba chce mnie zabić!
-Nie wiem , co z zagłówkiem, bo nie mam żadnego-zwierzam się, czekając na cud.
-WSTAWCIE SOBIE LUSTRA!!!-radzi znowu i zaczynam podejrzewać,że naoglądała się filmów dla dorosłych i jej się "rzuciło".
Teraz czekam na finał remontu u niej, bo też jej doradzę- lustro na suficie:)
W PLACÓWCE jak zwykle- tylko Tajfun jakby wygrzeczniał i coraz rzadziej mówi "niescem"
W nagrodę ŁASKAWCA, czyli ja, zabrała ferajnę na wycieczkę w otchłań kopalni soli w Bochni z nadzieją,że któres zabłądzi.
Było wzorowo!Kłaniali się i żywym i wszystkim HOLOGRAMOM,które pozdrawiali "szczęść Bożę" i dziwili się,że nie odpowiadają.
-Jakby co, to ostrzegam,że gdy spotkamy Skarbnika, to moge się popłakać- uprzedził Tajfun, ale na jego szczęście Skarbnika nie było.
Wszyscy namiętnie strzelali fotki - głównie hologramom-a potem odkryli ich tajemnicę!
-TO BYŁY DUCHY, BO NA ZDJĘCIACH ICH NIE WIDAĆ!-tylko jakieś czarne płachty!- powiało grozą , ale na krótko, bo litościwy PRZEWODNIK objaśnił zjawisko nieco rozczarowanym,choć z przewagą ulgi na przejętych obliczach.
W bocheńskiej soli moczę teraz nogi i zastanawiam się, gdzie podział się aparat, bo tak chciałabym obfocić prezent- cudnej urody FILIŻANKOWIEC od OTTY, ale to już w nastepnym poście, bo CZŁOWIEK OD WSZYSTKIEGO wiesza zegar a jesli nie chce miec w przyszłości kręczu szyi muszę przy tym być!
Postaram sie zajrzeć tu szybciej ( bo na inne blogi zagladam często ) niż...

zakwitną malwy:)

poniedziałek, 14 października 2013

JAK SZYBKO MIJAJĄ CHWILE...czyli przeskoki czasowe

Ja tu jeszcze o wakacjach a tu mi sie październik przepoławia znienacka i zamiast liści na moje biurko w czasie arcyważnej konfernecji  listy lecą:
To FOKSIOWA  do  NIEKUMATEJ, bo ja oczywiście, "ale o co choooooodzi" brwiami zapodawałam, zezując jednocześnie do smartfona KOLEŻANKI, która w tym czasie gadała do GOOGLI i sprawdzała, co jej siĘ wyświetli, ale tak się chichrała ,że nawet "gugel" jej nie rozumiał.Kiedyś nas wywalą jak nic!
Nawet TOMASZOWA CHATA zaniepokojone komentarze śle-pora się odkopać i ujawnić, ponieważ w domu
MGLI MIĘ, bo mam remont! Wywaliłam obleśny segment i zakupię może równie obleśne , ale za to pojemne szafy a na razie SPECJALISTA rypie ściany, wyrywa drzwi a moje stanowisko pracy skurczyło się do połowy stolika LACK z Ikei. Masakra!Mogę tylko dziergać w kąciku-szale i zamotki, 



bo większe formy wymagałyby literatury fachowej a gdzie ją mam?Tego nie wie nawet wciskający się we wszystkie dziury kot.
Za to NARZECZONE- jak na złość składają wizyty i zawyżają poziom
piekąc babeczki z okazji Dania Chłopaka ( ja z tej okazji umyłam patelnię!), torty na urodziny ukochanego (prezenty za mnie wręczyła mennica i Biedronka)
-Jak wy możecie zapraszać KOGOKOLWIEK, gdy jest taki bałagan?!-próbowałam wpłynąć na KAWALERÓW
-Coś ty? One przyzwyczajone- WIESZ JAK TU WYGLĄDA , GDY WAS NIE MA?-załamałam się , ale i tak wyjechałam ryzykując,że KAWALERIA przez takie podejście zostanie w stanie bezżennym do końca życia.
I dobrze, bo na wsi nerwy ukojone
a grządki skopane
ogrom zbiorów poraża! Będzie na dwie zupy!!!
Mieliśmy już zamknąć dom na zimowe cztery spusty, ale nieeeeee, nie możemy tak po prostu wszystkiego zostawić- przyjedziemy w listopadzie, tym bardziej,że balony z winem czekają na przelew a prawdopodobnie zamknięta włamywaczka- tłusta mysz, którą usiłowałam wygonić na zimne podwórko(za skutki nie ręczę) też na pewno się stęskni.
Dzisiaj DZIEŃ NAUCZYCIELA i dla nich (czyli dla wszystkich, bo jest nim każdy z nas) ANIOŁ Z KRAINY RUMIANKU ( o której nie napisałam  ale powrócę tam, gdy czas pozwoli)
NIECH WAM DA CIERPLIWOŚĆ I SIŁĘ
 DO ROZPLĄTANIA WSZYSTKICH ŻYCIOWYCH SUPEŁKÓW:)

sobota, 21 września 2013

Spalskie klinaty, czyli roze-spałam się

Foksiowa robi, co może- nawet anonimy śle, ale cóż robić, gdy człowiek ma lenia zaszytego w podszewce a życie toczy się jak chce  w myśl pozdrowień przesłanych w czasie wakacji przez A.: "Jest cudownie - na razie przeżyłam tylko jedno upokorzenie:)"
Wracam do Spały. Zapowiedź NAJWAŻNIEJSZEGO   spalskiego punktu programu- Jarmarku staroci i rękodzieła nastroiła nas optymistycznie- począwszy od pytania prowadzącego schronisko:
-Państwo może WYSTAWCY?- co napełniło mnie pychą z gatunku "Ha! Jakiż on inteligentny- od razu poznał TWÓRCĘ!".
Pycha ma jednak to do siebie ,że lubi jak przekłuty balon  z gumy do żucia osiąść niespodziewanie na twarzy i już po niej, bo facet zaraz dodał ( może niepotrzebnie):
-Bo TURYŚCI to nocują w tych droższych pensjonatach...
-My budżetówka-odpowiedziałam i wszelkie komentarze stały się zbędne.
ŚLUBNY widział, żem oklapła i jak zwykle chciał pocieszyć:
-OBTRZASKANY JAK ŻYD W KULAWEJ ULICY-poleciał swoim własnym przysłowiem (cokolwiek to miało znaczyć) i zaraz  polecieliśmy na Jarmark.

Tłumy wystawców i łażacych obserwatorów- można było dobrze zjeść i naciągnąć ZŁOTOUSTEGO nie tylko na nalewkę malinową ale i na kolejny prezent "z okazji rocznicy" ( w tym roku stuknęło 25 lat sakramentu)

Spodobał mi się pas z metalowych , przypominających monety ogniw. Misternie cyzelowane , jakby w arabskie wzory- już widziałam je naszyte na torbiszony.
-STÓWA-opdowiedział na moje pytanie RASOWY WYSTAWCA i wizja rozwiała się jak dym
-Przymierz pani-zachęcał
-Przecież W ŻYCIU się nie dopniesz-ZŁOTOUSTY pomocny jak zwykle.
-Dociśniem!-zachęcał dalej RASOWY
-Za dociskanie to pewnie chciałby pan ze dwie dychy więcej- roześmiałam się perliście, choć w duszy była czarna noc.
-Przyjdź pani bez męża , to docisniem ZA GRATISA- oferował Rasowy   a jego Kolega po piwie energicznie potwierdzał- kiwając łbem i tocząc pianę ( piwną) dookoła.
Oczywiście już tam nie wróciliśmy- Dobrze,że miałam nalewkę dla skołatanych nerw!
Na wylocie, (bo czekały na nas Inowłódz i Drzewica) mignęła mi roześmiana skądś znajoma twarz. Zwróciłam uwagę, bo OSOBA targała emaliowane obtrzaskanie, obłaźnięte z farby krzesełko i gratisową półeczkę, z gatunku tych, co mój teść od razu by oskrobał i pomalował. Miałam wrażenie,że oprócz typowo "blogowych" zakupów, coś nas łączy. Jakiż świat jest mały! Za parę dni na blogu Agnieszki Niebieskiej rozpoznałam obtrzaskańca.Szkoda,że refleks mam jak ślimak w popiele ( że polecę ŚLUBNYM).
 I tak torby musiały pozostać bez cudnych dodatków

a ja z nieodpartym wrażeniem,żem jednak nie taka piękna jak mi się zdaje:)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Spałam w Spale -piłam tamże

Nie wytrzymałam oczywiście i cichaczem zadzwoniłam w jedyne miejsce, które dawało szansę na niedrogi nocleg w doborowym towarzystwie:
-Schronisko Młodzieżowe-pomyślałam, jak bohaterowie "Seksmisji"-tam musi być jakaś cywilizacja.
Uprzejmy męski głos poinformował mnie,że miejsca owszem są i dodał:
-A numer komórki w tym swoim necie ma?
Miała.
- To niech wyśle esemesa z imieniem i nazwiskiem i na ile dni.
Zrozumiała.
-A kiedy rozpoczyna się doba pobytu?- chciałam wiedzieć WSZYSTKO.
-JAK PRZYJEDZIE, TO SE ROZPOCZNIE- zarechotał głos a w mojej głowie zalęgły się pierwsze wątpliwości.
Wolałam się przyznać ORGANIZATOROWI.
-Dobrze zrobiłaś- przyznał łaskawie, chociaż jestem pewien,że w Spale jest masę kwater prywatnych.
Tak jak pamiętałam- NIE BYŁO. Spała, czyli miejscowość licząca 400 mieszkańców ( a 1200 miejsc noclegowych) składa się głównie z luksusowych pensjonatów i ośrodków FWP ( te akurat były zajęte).
Pierwsze zaskoczenie- z kościoła,
w którym ongiś modlił się Prezydent II RP, dobiegało gromkie "Ona tańczy dla mnie". Z bliska okazało się,że to dyskoteka w domu parafialnym- o czym świadczyły skąpo ubrane dziewoje, malowniczo wychylające się z okien,bo "gorąąąąąąco".( Nie ma to jak na koloniach!)
Zaskoczenie drugie- pokoje w naszym schronisku były do wyboru- wszystkie dwa!
Wybrałam ten, który miał nowe okna i było w nim jasno.
-Najważniejsze,że jest lodówka, bo piwo już wrze i,że masz lampkę do czytania- skomentował TOWARZYSZ PODRÓŻY i nie marudził nawet wtedy, gdy z bliska obejrzał telewizor z przyklejonymi "kropelką" czerwonymi klawiszami,

które okazały się o tyle niezawodne, co niepotrzebne, bo dekodera nie było.
Największe wrażenie wywarła na nas kabina prysznicowa
z jakże budzącymi wiele skojarzeń (od lat 18) drzwiami.
-Jakbym miał córkę i ona miałaby tu się kapać, to ja nie wiem!-komentarz Towarzysza był jednoznaczny ( dobrze,że u nas sami synowie).
Zgodnie doszliśmy do wniosku,że tu chyba kręcili polska wersję szlagieru "9 i pół tygodnia", ale żadne "rimejki" nie wchodziły w grę, bo Spała czekała!
-Dołączysz to zdjęcie do kolekcji , tam, gdzie ta wypaśna umywalka w barze- doradził DORADCA i miał rację
Bar " U Łysego"- zalew Sulejowski- niezapomniane wrażenia:)
Przy wyjściu w teren MIŁY PAN poinformował nas,że drzwi będą cały czas otwarte, bo on i tak nie może spać. Przeszliśmy Spałę w minut 15, napchaliśmy żołądki w Karczmie Spalskiej , poturlalismy się trochę i dzięki stacji benzynowej zapewniliśmy sobie deko kultury, bo tylko tam były czasopisma..
-Wyjdź lepiej- doradziłam ŚLUBNEMU.żeby cię szlag nie trafił, jak zobaczysz ile płacę-doradziłam, bo na oko oceniłam,że wyjdzie drożej niż pojedynczy nocleg w "naszym luksusie".
-OOOOOO, to ja sznownąąąą pniąąąą przepuszczeeeee-oznajmił CHWIEJĄCY SIĘ PRZEDE MNĄ-Teszszsz jeeestem ciekawy, ile pani zapłaci, bo chyba z pietnascie złoootych- nogi mu się lekko przeplatały , ale brwi równo podjechały do góry.
Podziękowałam uprzejmie i już tak nie bolało skasowanie 35 zł.
 Wiem, co czują celebryci na zakupach- pomyślałam, ale nie dane mi było celebrować zakupów dalej, bo UPRZEJMY nagle wpadł w lekki szał.
-K......wa-załkał- i teraz mi młode uciekną!!!!-zajęczał i tylko dzięki przytomności sprzedawcy błyskawicznie kasującemu "jednopaniepiwko" oraz własnej determinacji- ZDĄŻYŁ!
Okazało się,że czaił się na orszak weselny,żeby jak każe pradawny zwyczaj zrobić "zastawę" i tym samym zyskać PRZEPITKĘ do piwa.
A było na co czekać, bo w kościółku , gdzie obok ona tańczyła dla mnie, odbyło się wtedy 5 ślubów.
Zaskoczenie kolejne- można mieć plątające się kończyny a w razie potrzeby biec porządnym kłusem i do tego prosto!
Co znaczy motywacja!A ponieważ moja nie  była mniejsza- dotrwaliśmy do dnia następnego pomimo:
-zaokiennych całonocnych walk kotów
-woni grzyba sufitowego, która przebijała wszystkie aromaty.
-lodówki burczącej jak szerszenie  w stanie wzburzenia
- darcia się Głupola "WIDZĘ CIĘ , WIDZĘ!, za każdym razem, gdy małożonka usiłowała skorzystać z łazienki
Bo w dniu następnym-atrakcji moc- JARMARK SPALSKI-o którym napiszę  niedługo, bo tyły czasowe się robią długie jak spalskie noce w schronisku:)