poniedziałek, 5 marca 2012

Na fali uniesień, czyli pobudzeni do działania

Nie wiem czy sprawiła to nagroda niespodzianka od BOŻENKI
 cudnej urody pudło na kapelusze-w wersji mini


Pyszna kawa, czy ciasteczka o boskim smaku choć nieznanych składnikach ( DAWAJ PRZEPIS KOBIETO!)

a może miłe słowa
dość,że poczułam WIOSENNY ZRYW i z mniejszymi oporami niż zazwyczaj pognałam do PLACÓWKI.
A tam- DZIEŃ ZDROWEGO ODŻYWIANIA SIĘ (pączka zeżarłam w progu,żeby nie gorszyć maluczkich).
ŚMY SIĘ PRZYGOTOWALI!
Ekipa wpadła na pomysł,że robimy sałatkę owocową.
-Najlepiej prezentowałaby się w arbuzie-PRZYLEPA jak zwykle MIAŁA POMYSŁY!!!!
-GDZIE TY ZNAJDZIES ARBUZA  KO- BIE- TO?!-wyskandował TAJFUN a KOBIETA pokazała mu język.
-Nic nie szkodzi -jak zwykle przypadła mi rola rozjemcy- załatwimy jakąś ładną miskę i nasza sałatka też będzie ....zaczęłam szukać słowa oddającego czar, urok i smak w jednym, ale jak zwykle TAJFUN był szybszy:
-ZAJEBISTAAAA-wydarł się a na moje sokole spojrzenie,z oburzeniem rzucił:
-NO, CO! PSECIEZ MÓJ TATA TAK ZAWSE MÓWI!
SKOŃCZYŁAM POSZUKIWANIA i zaczęłam pracę logisty- po 20 minutach WSZYSCY WIEDZIELI WSZYSTKO!
-To co my WŁAŚCIWIE BĘDZIEMY ROBIĆ?-NIEZORIENTOWANA jak zwykle próbowała doprowadzić mnie do szewskiej pasji ale się nie dałam , tylko zaproponowałam,że poświęcę przerwę,żeby jej to wyjaśnić -od razu zrezygnowała i zdecydowała,że zapyta koleżanek.
W przeddzień DNIA OWEGO- w szatni powitał mnie pisk zgromadzonych WOKÓŁ ARBUZA WYZNAWCÓW ARBUZOCENTRYZMU-PRZYLEPA stanęła na wysokości zadania.
-Cośmy się najeździli......-MAMA PRZYLEPY  była stanowczo mniej entuzjastyczna- ALE SKORO PANI KAZAŁA!-pokrętne wyjaśnienia przerwał dzwonek i STANOWCZA POSTAWA DYREKTORA promującego punktualne rozpoczynanie zajęć.
Zaczęłam..... od wpisania w telefonie NOTATKI Z ALARMEM- NÓŻ!!!!!-bo bez niego chyboczące się zęby ( moje i ich) nie stworzyłyby arcydzieła sztuki kulinarnej.
zadaniem EKIPY, czyli 10 Nigelli , 7  Jamiech Oliwierów i 1 Gordona Ramseya (TAJFUN) było stworzenie plakatu promującego zdrowe odżywianie.
RUSAŁKA jak zwykle przedstawiła SWOJĄ WIZJĘ tematu
Dla niezorientowanych w meandrach sześcioletniej ortografii- TŁUMACZENIE
W KOSZYCZKU OWOCE SZALEJĄ
-Ale dlaczego jest ich tak mało?-usilnie chciałam ją zachęcić do dalszej twórczej pracy, ale NIE Z NIĄ TAKIE NUMERY!
-BO MUSZĄ MIEĆ MIEJSCE DO SZALENIA!!!!-sensowne argumenty zawsze mnie przekonują.
DZIEŃ ZDROWEGO ODŻYWIANIA.
W PLACÓWCE jestem już od 7.00-ŻEBY WYDRĄŻYĆ ARBUZA !-nie powiem- nawet mi pooooszło.
8.50- robimy sałatkę, ale co to dla nas- TWÓRCÓW KANAPEK-bułka z masłem.
9.30- uświadamiamy sobie,że należy jeszcze WYMYŚLIĆ PREZENTACJĘ SŁOWNĄ!!!!ale panika nas nie zjada-po zapakowaniu sałatki DO POJEMNIKA- SŁOWA SAME CISNĄ SIĘ NA USTA

SAŁATKA OWOCOWA
W ARBUZIE WYBUCHA
KIEDY JEJ SPRÓBUJESZ
 TO NIE POŻAŁUJESZ!!!!
10.00- WYDZIERAMY SIĘ, czyli robimy prezentację i przynajmniej w NASZYM mniemaniu ODNOSIMY SUKCES-czego i WAM życzę:)

piątek, 2 marca 2012

WYNIKI ROZDAWAJKI i zapowiedź wypoczynku , bo się psujemy

Komputer odmawia dostępu do interenetu. DOMOWI twierdzą,że rozpoznał MANIAKA-SZALEŃCA i się broni. Aparat nie rozpoznaje baterii i miga po oczach swoim TOTALNYM ROZŁADOWANIEM. Tylko maszyna do szycia działa ( na razie). Będę chyba musiała iść na przymusowy elektroniczny odwyk, bo w dodatku NIEKONTAKTOWA MYSZKA zmusiła mnie do posługiwania się MYZIACZEM, którego nie cierpię, bo mnie nie słucha.Losowanie odbyło się metodą tradycyjną= Z ŁAPANKI, W PÓŹNYCH GODZINACH WIECZORNYCH - złapany bronił się jak mógł przed odpowiedzialnością wymigując się pracą i innymi duperelami , ale  w końcu wylosował:

fajne prace, ja mam nadzieje na dużą torbe na robótki,oj przyda mi się
Jaga proszę o adres do wysyłki alsto@op.pl i cierpliwość , bo jak widać nawet czcionka robi sobie co chce(może dlatego,ze korzystam gościnnie z cudzego a DOWIEDZIELI SIĘ,ŻE BEZ PYTANIA!!!!)Pozdrawiam wszystkich serdecznie ciesząc się,ze wszystkie części cielesne mam kompatybilne i NIEELEKTRONICZNE:)
Obrazek Z MUSU stary , ale jakie światło!!!:)

środa, 22 lutego 2012

Po karnawale, czyli poranne kiwanie się nad kawą.

Kawa , kawą- wybredna nie jestem jako kawohurtownikonałogowiec , ZA TO KUBECZEK JAKI!!!!!
Prezent od TABU-PATRZCIE I ZAZDROŚĆCIE
Pycha mnie rozpiera, bo mam kubek ze swoim banerkiem! Skąd TABU wiedziała,ze potrzeba mi samouwielbienia? Teraz mogę mieć poczucie PŁAWIĄCEJ SIĘ W SŁAWIE- skoro już kubki z moim logo WYDAJĄ:))).dzię-ku -ję!!!!
W PLACÓWCE o mały włos nie ułatwiłbym sobie pracy, pozbywając się ( w białych rękawiczkach) TAJFUNA!
Lekcja o BEZPIECZEŃSTWIE. Każdy wie, jak bezpiecznie korzystać z GÓRKI i urządzeń elektrycznych.
-A co zrobisz, gdy ktoś-PRZEZ INTERNET zaprosi cię na spotkanie?-PERFIDNY NAUCZYCIEL zadał podstępne pytanie.
Kilka rąk w górze, TAJFUN macha mi przed samymi oczami- MUSZĘ mu udzielić głosu, albo stracę wzrok.
-TSEBA SIĘ ŁADNIE UBRAĆ, NAJLEPIEJ W GARNITUR, WZIĄĆ TECKĘ I KRAWAT I IŚĆ!
Reszta zamarła w oczekiwaniu na dalszy ciąg..... ALE DALSZEGO CIĄGU NIE BYŁO!
Przez chwilę kusiło mnie,żeby to tak zostawić, ale odłam szatański mojej duszy przegrał w starciu z sześcioletnimi aniołkami, które na wyścigi zaczęły przed NIEŚWIADOMYM TAJFUNEM roztaczać krwiożercze wizje z BABĄ JAGĄ w roli głównej.
I Klops! Teraz już nigdzie  Z TECKĄ nie pójdzie!
Żeby oderwać ekipę od ponurych wizji w stylu "Piła 1,2,3,4,5" ( kto nie oglądał niech tego przypadkiem nie robi) zapowiedziałam BAL NA KONIEC KARNAWAŁU i wszyscy płynnie przeszli od masakry do maskarady.
-Czy macie jakieś pytania w związku z balem?- wydawało mi się,że wyczerpująco wyjaśniłam NA CZYM ów polega.
-SŁYSAŁEM,ZE TAM MOZE BYĆ WALEC!!!-odezwał się TAJFUN, który w międzyczasie ochłonął.
-NO ,ZE SIĘ TAŃCY Z DZIEWCYNAMI!-wyjaśnił moim uniesionym brwiom i ZDEGUSTOWANYM CHŁOPAKOM.
Na szczęście jego obawy okazały się płonne i oprócz różnorodnych węży i nitek, w których nie chciał uczestniczyć, walca a ni innych tangów nie było.
 BIERNY TAJFUN- paradoks do momentu pierwszego konkursu- o balonik.Potem już na wszelki wypadek bawił się  cały czas ,ZEBY MNIE WYBRALI DO KONKURSU.
Nie byłam gorsza- tez wygrałam balonik jako TWORZĄCA TUNEL . Po kilkakrotnym przejeździe dziecięcego pociągu- ręce ZOSTAŁY MI W GÓRZE JAK PUCHATKOWI PO BALONIKU-dobrze,że akurat leciały jakieś latymoskie rytmy- zanim odzyskałam czucie markowałam świetną zabawę z moim balonikiem -koroną w górze:)
Na odtrutkę szyłam kolejne filcaki
ZAKUPOWE


I KOPERTÓWKI Z BOGATYM ŻYCIEM WEWNĘTRZNYM
Miłego dnia wszystkim- idę na orkę:))

piątek, 10 lutego 2012

ZFICLOWAŁO MIĘ, czyli ferie za krótkie i ROZDAWAJKA

Tak jak sweter zdziecinniały w pralce (-czy my tu mamy jakiegoś bobaska?-dziwił się WIESZAJĄCY PRANIE- patrząc na swój sweter) może stanowić preludium czegoś pożytecznego

i ku uciesze MISTRZYNI PRANIA, stać się towarem wymiankowym z BIŻUTKĄ  na przydasie w ilościach hurtowych, TAK KURCZENIE SIĘ FERII również powinno na coś się przydać!
Tymczasem chała! Dni kurczą się jak wypłata na koncie i wizja bliskich spotkań oko w oko z ŁAKNĄCYMI WIEDZY zaczyna złowrogo chichotać w ciemnościach.
W dodatku popełniłam błąd, a właściwie skręt życiowy, wdeptując do sklepiku z tkaninami.tak jakbym w domu nie miała hurtowni szmat wszelakich.
A Tam FILC! gruby i cienki, szary, brązowy czarny i beżowy.
No i zafilcowałam się!
Nad morze poleciała PRAWIE KOPERTÓWKA
jak grzyby po deszczu zaczęły się lęgnąć podkładki i kółka do serwetek

torby:
POWAŻNA
i ODJECHANA NA CZERWONO
-I po cóż ci tyle filcowych toreb?-HAMULCOWY jak zwykle przypałętał się w najmniej korzystnym momencie, gdy usiłowałam z nędznym skutkiem wepchnąć pudło z torbami pod jego łóżko.
-Na sprzedaż- zimno rzuciłam SĘPOWI a on tylko zachichotał pod nosem.
-No, co?- nie dawałam za wygraną.
-A niiic, nie będę cię przecież denerwować- WYSTARCZY,ZE FERIE CI SIĘ KOŃCZĄ!-i na swoich lucyferskich kopytkach pocwałował do kuchni,żeby wyżywać się na Bogu ducha winnych garach, bo dalej konsekwentnie uchylam się od ich mycia, w myśl własnej zasady- OBIECAŁEŚ ZMYWARKĘ ?-TO JĄ KUP LUB ZASTĄP!
Wyjęłam z pudła włóczki- TORBY SIĘ ZMIEŚCIŁY!
Zadowolona, już miałam  złożyć gratulacje GENIALNEJ LOGISTCE, ale uświadomiłam sobie,że na kłębki beztrosko walające się po pokoju- nigdzie nie mam miejsca! Wprawdzie TRUŚKA wykazała daleko posuniętą chęć współpracy tarzając się i plątając , co się dało, ale przekupiona kocim mlekiem wybrała IMPREZĘ W KUCHNI a ja z pozostałych kawałków OCZYWIŚCIE -FILCU...  uszyłam
KOSZYCZKI,

 ale okazały się ZA MAŁE
( chociaż niektórym się podobały)
I
OGROMNIASTY KOSZ NA ROBÓTKI

W NIM ZMIEŚCIŁO SIĘ WSZYSTKO!
(czerwona kratka wygląda tu jak burak ale w naturze- ładniejsza:)
A ponieważ :


  • właśnie zostałam obdarowana przez Ewę
  • ponad 100000 osób zaryzykowało i zajrzało do mojego bloga ( za uszkodzenia wzroku i mózgu nie odpowiadam!)
  • A POZA TYM OCZYWIŚCIE- ZOSTAŁ MI FILC!
OGŁASZAM ROZDAWAJĘ!
Do przygarnięcia -wielgachna  torba- jasne,że filcowa- z gobelinową kaczuszką i bawełnianą podszewką
oraz 
OLIWKOWA FARMA  z zakładką,bo jedną już mam i obrabiam raz po raz ( polecam!) a dwóch nie dam rady na raz czytać:)

Jeśli znajdą się chętni. którzy zostawią swój komentarz, to będzie losowanko- dokładnie 29 lutego, bo taki dzień zdarza się równie rzadko, jak pochwała z ust TEGO CO SIĘ NIE ZNA A OCENIA DAMSKIE TORBY.
PS.Dobrym ludziom polecam bloga kury-d a przebywającym w okolicy Rabki aukcję na rzecz Kubusia
Aukcja odbędzie się 18 lutego o godzinie 18:00 w Księgarnio Kawiarni "Między słowami" w Rabce.
Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego końca (dla niektórych rozpoczęcia - i tym zazdroszczę jadowicie) ferii:)

wtorek, 7 lutego 2012

AKCJA GÓRKA, czyli wyrażamy się precyzyjnie

Co się dzieje, gdy coś robicie, a ktoś uparcie patrzy wam na ręce? Oczywiście PARTOLICIE ROBOTĘ!
Na robotę MŻAWKI patrzyło 19 par ÓCZ ( 18 z wściekłością, jedna para, od czasu do czasu wspierana okularami -z nadzieją)
NO TO WZIĘŁA I PRZESTAŁA!
-Zbieramy się!-zarządziła TA TO LEKKOMYŚLNIE OBIECUJE.
-Hurraaaaaaaaa!-odwrzeszczała tłuszcza i zaczęła już przepychać się pod drzwiami.
-Zbieramy się- to znaczy,że pakujecie podręczniki, robicie porządek na ławkach, przygotowujecie ksiązki do angielskiego i ZABIERACIE WSZYSTKIE CIUCHY- po trzech powtórkach i rozbiciu tego przydługaśnego polecenia na czynniki pierwsze, POSŁUSZNY NARÓD po okiem WYTARGANEJ PRZEMOCĄ pomocy z zerówki -SIĘ ZBIERAŁ a LEKKOMYŚLNA udała się do sekretariatu, aby wypełnić GENESIS, czyli księgę wyjść pracowniczych.
-Odważna jesteś kobieto!-skomentowały mój wpis sekretarki a ja w otumanieniu nie potraktowałam tego jak ostrzeżenie.
GRUPA BYŁA GOTOWA!
Wszatni okazało się,że TYLKO 5 OSÓB ZOSTAWIŁO CZAPKI I SZALIKI W TORNISTRZE.
Wróciliśmy się.
Zaczęło się UBIERANIE. Przy pomocy niezawodnej SZATNIARKI prawie udało nam się pozasuwać oporne zamki, pookręcać na chudych szyjkach szaliki ( w tym czasie UBRANI JUŻ ZACZYNALI JECZEĆ,ŻE IM GORĄĄĄĄĄĄCOOOO!).
Uśmiechnięta PYZA stanęła przede mną z przytrzaśniętym przez zamek kombinezonu szalikiem.
POD KOMBINEZONEM WYCZUŁAM PUSTKĘ!
-Gdzie masz bluzę?-zapytałam z nadzieją.
-W klasie- odpowiedziała beztrosko, ale widząc mój wzrok, postanowiła od razu zmienić taktykę na OBRONNĄ Z WARIANTEM TRZĘSĄCEJ SIĘ BRODY:
-Bbbboooo....PPPPPaaaani nie mówiła,że BLUZY TEŻ!
-CHYBA JĄ ZABIJEM!-wydarł się PIERWSZY UBRANY vel FACET W SPODNIACH Z KWIATKIEM czyli w cywilu TAJFUN.
Zanim jednak wprowadził swoje niecne słowa w czyn, pani SZATNIARKA szybciutko podreptała z TRZĘSĄCĄ SIĘ BRODĄ do klasy I UNIKNĘŁIŚMY RZEZI.
Po 20 minutach WYSZLIŚMY!
W myślach pogratulowałam sobie,że przeznaczyłam na akcję dwie godziny lekcyjne.JASNOWIDZKA JAK NIC!
Naszą drogę do szczęścia blokowało tylko jedno przejście przez jezdnię- w grupie EUFORIA!
-UWAGA!-zagrzmiałam-Po przejściu przez jezdnię zatrzymujecie się przy tej brzozie-wskazałam stojące nieopodal- na środku trawnika, ale przy chodniku drzewo-ZROZUMIANO?
-ALE KTÓRE TO BRZOZA, BO NIE WIEM-ostatnia para zaczęła się wymądrzać- w tym czasie pierwsi pod nadzorem ROZKROCZONEJ NA PASACH zaczęli już zmagać się z niebezpieczeństwem, podnosząc do góry ( z braku wolnych ) RĘCE Z ŁOPATAMI -narażając ROZKROCZONĄ raz po raz na DEKAPITACJĘ.
-Nie pytaj się, tylko idź za wszystkimi-odpowiedziałam w przerwie modlitwy "ŻEBY NIC NIE JECHAŁO!"
PRZEEEESZLI!Przeszłam i ja.
WSZYSCY ZAMIAST NA CHODNIK WRĄBALI SIĘ W DWUMETROWĄ PRYZMĘ ODGARNIĘTEGO Z CHODNIKA ŚNIEGU!- PRZY BRZOZIE!
-Pani mówiła,że PRZY BRZOZIE!-i mieli kurka niestety rację!
ZARZĄDZIŁAM ODWRÓT i bezpiecznym chodnikiem poprowadziłam osiemnaście bałwanków ku krainie szczęśliwości .Przechodnie kibicowali nam równie radośnie-trudno było pominąć barwny korowód jak wąż wijący się po chodniku- bo hasło "Prawa strona" NIE DLA WSZYSTKICH MA JEDNO ZNACZENIE.
DOTARLIŚMY!Przypomniałam zasady bezpieczeństwa.Wytarłam zasmarkane nosy i zarządziłam ZJAZD!
Dzięki samorządowi szkolnemu,który obdarował nas czterem dodatkowymi łopatami kolejka TYCH CO NIE MAJĄ ,BYŁA KRÓCIUTKA, ale i tak nie odbyło się bez interwencji, bo cwaniaczki udawali,że NIE MOGĄ WEJŚC NA GÓRKĘ ("bo tu jest za ślisko") i od jej połowy wsiadali na łopatę- i Z POWROTEM W DÓŁ-aż się kurzyło.
GWIZDEK I JA zdarliśmy gardło a RUSAŁCE puściły nerwy. Pędem puściła się w dół zbocza-częściowo jadąc na okombinezonowanej tylnej części ciała, dopadła OPORNEGO, wyrwała mu łopatę, walnęła opornego w  oporny czerep i pędem wróciła na górkę, GRZECZNIE STAJĄC W KOLEJCE DO ZJAZDU I UDOWADNIAJĄC,ŻE GÓRKA WCALE NIE JEST TAKA ŚLISKA JAK SĄDZĄ NIEKTÓRZY.
CZEREP wiedział,że zasłużył-nie wnosił więc skargi ,tylko w ramach NAWIĄZANIA KONTAKTU z ZAGNIEWANYM wychowawcą POPROSIŁ:
-OBETSE MI PANI TWAS?- faktycznie, oprócz niebolesnego ciosu łopatą zarobił pół kilo śniegu na dziób.
Co miałam robić? Obtarłam, przekręciłam czapkę włożoną tyłem do przodu
- TO DLATEGO NIE WIDZIAŁEM JAK PANI GWIZDAŁA-wyjaśniał  W TYM CZASIE oporny , ALE PACNĘŁAM GO W POMPON I WYSŁAŁAM DO KOLEJKI.
Po uroczych 40 minutach -umieliśmy już bezpiecznie zjeżdżać, sprawiedliwie dzielić się sprzętem i podchodzić na zbocze PO JEDNEJ STRONIE. OKOLICZNA LUDNOŚĆ, czyli bezrobotni i emeryci asystowali nam do końca.
-OSTATNI ZJAZD I WRACAMY DO SZKOŁY-zarządziła TA CO PSUJE NAJLEPSZĄ ZABAWĘ.
-NIEEEEEE!-odpowiedziało PANDEMONIUM.
Ostatnich zjazdów było kilka, zagrożeń NASTĘPNYM RAZEM ZOSTAJESZ W SZKOLE również, ale wszystkich przebił i tak TAJFUN z jego:
-JAK PANI JEST TAKA!- TO JA SIADAM NA ŁOPACIE I NIGDZIE NIE IDEM! A WY MNIE RUŚCIE TYLKO!-pogroził pięścią tym chętnym ,którzy chcieli go targać na łopacie wbrew woli.
Czasami widownia się przydaje
-NIECH GO PANI Z NAMI ZOSTAWI-rozległ się ANIELSKI GŁOS MENELI SPOD ŚMIETNIKA-MY SIĘ NIM ZAJMIEMY-panowie wychylili głowy ze swojego miejsca pracy a TAJFUN natychmiast dołączył do ustawionych par.
-MY TO SIĘ CHYBA NA WYJŚCIE NIE ZDECYDUJEMY- podsumowały nasz wyczyn PANIE Z ZERÓWKI, gdy po 20 minutach rozbierania- bez ducha zalegliśmy w klasie i nawet dziarskie HELOŁ pani od angielskiego nie postawiło na nogi nikogo.
P.S. jako obrazek kolejne ocieplacze, bo nadal zimno:)


środa, 1 lutego 2012

ZIMOWE WSPOMNIENIA PRACOWNICZE, czyli najbardziej moją pracę lubię ...w ferie

-Idziecie dzisiaj na górkę-ŚWIETLICOWA stwierdziła, a nie spytała. - Zdumiał mnie jej dar jasnowidzenia i pełna podziwu dla wyżyn  porannego ( 7-rano-wspólny dyżur na świetlicy) intelektu, zadałam z gruntu głupie ( w końcu jasnowidz) pytanie, ale tylko na takie o tak wczesnej porze-PRZED drugą kawą, było mnie stać
-Skąd wiesz?
Wzruszyła ramionami.
-Cała szkoła trąbi, bo CI TWOI od wczoraj o niczym innym nie mówią-życzliwie wyjaśniła.
-Właściwie to niee wiem- zaczęłam się wahać, patrząc na siąpiącą za oknem mżawkę, która próbowała udawać,że jest śniegiem-Może zrezygnujemy....
-Nie radzę- włączyła się do rozmowy BIBLIOTEKARKA- byłam wczoraj w markecie i WIDZIAŁAM TWOICH JAK WYKUPUJĄ DUPOLOTY!
-I NIE IDZIESZ NA GÓRKĘ!-parsknęła ŚWIETLICOWA wskazując na BIBLIOTEKARKĘ, bo NASZA PANI POWIEDZIAŁA-tu upierścieniony paluszek powędrował w moją stronę- ŻE JEŚLI KTOŚ POWIE "DUPOLOT"-GÓRKĘ ZOBACZY PRZEZ OKNO!-zaniosła się rechotem a mnie po raz kolejny zadziwiło  jej WSZYSTKOIWIECEJWIEDZTWO.
TAK BYŁO!Aby dobić towarzystwo, dodałam jeszcze,że gdy usłyszę o górce z samego rana to pójdę na nią SAMA!
-TO KIEDY IDZIEMY WREŚCIE NA TEM GÓRKĘ?-powitał mnie zbiorowy wrzask szatniowy.
-A pamiętacie o zasadach?- zatrute ostrze zdusiło wrzask.
-NA GÓRKĘ IDĄ TYLKO GRZECZNI!-dobiłam ich ( w myślach pojawiła się wizja PILNUJĄCEJ SAMOTNEJ GÓRKI, PO KTÓREJ NIKT NIE ZJEŻDŻA).
-WIES CO?- zwrócił się do kolegi TAJFUN- JA TO SIĘ W RAZIE CEGO, NAWET ZGŁOSE DZISIAJ Z CYTANIA!
Ogrom jego samobójczej odwagi prawie mnie poraził.
RUSAŁKA nie miała dobrego dnia. Najpierw próbowała przemycić do klasy ŁOPATĘ, twierdząc,że to na wypadek, gdyby w klasie NAPADAŁO, potem wpychała się do JEDYNIE SŁUSZNEJ KOLEJKI zgłaszającej WYCHOWAWCY-NIEZWYKLE WAŻNE SPRAWY:
-ZAKUP NOWEGO D...ŁOPATY( X 10)
-ZAKUP NOWYCH SPODNI(1X)
-WYŚMIEWANIE przez POTTERA NOWYCH SPODNI TAJFUNA, bo z kwiatkiem "jak dla dziewcyny"-a to "po siostrze".
Po 11 zadziwieniach szczodrością rodziców i pochwaleniu TAJFUNA  za to,że nie przywalił a ZGŁOSIŁ PROBLEM, oraz wyjaśnieniu POSPÓLSTWU,że takie kwiatki widziałam nawet na stoku U INSTRUKTORÓW NARCIARSKICH (dobrze ,iż  nieborak nieświadom,że instruktorów widziałam jedynie  z perspektywy żaby barowej - POD STOKIEM (bywało się!), ale czego się nie robi dla spokoju ducha)-przyszła wreszcie kolej NA RUSAŁKĘ!
Niestety w międzyczasie zdążyła się obrazić.
- TO NIE FEEER,ŻE PANI NIE MNIE NAJPIERW SŁUCHAŁA!-wydarła się, gdy wreszcie przyszła jej kolej.
-Ktoś tu nie pójdzie na górkę- doleciał mnie głos TAJFUNA (ZAPOMNIAŁ WÓŁ...)
-Błe, błe, błe- odpowiedziała na tę sugestię RUSAŁKA, wykonując jednocześnie gesty ogólnie uznane za obraźliwe- polegające na pukaniu się w czoło i kręceniu młynka palcem w okolicy skroni.
Na zatykanie uszu brakło jej rąk i dlatego MUSIAŁA wysłuchać, co miałam jej do powiedzenia:
-Jest mi przykro, gdy tak mówisz...-zaczęłam, ale nie dała mi szansy,żeby wygłosić POEMAT WYCHOWAWCZY, bo w mig dokonała bilansu zysków i strat-RĘCE POWĘDROWAŁY NA WŁAŚCIWE MIEJSCE a RUSAŁKA z impetem odwróciła się do mnie:
-TO JA JUŻ ZJEM CAŁY OBIAD I DRUGIE DANIE I....MAŁO ZOSTAWIĘ!!!!-oświadczyła, co przez DOMYŚLNEGO WYCHOWAWCĘ zostało zrozumiane jako mocno zakamuflowane przeprosiny I POLECIAŁA DO WŁASNEJ ŁAWKI opuszczając WROGI OBÓZ BIURKOWY.
A MŻAWKA MŻYŁA CORAZ GĘŚCIEJ NAPEŁNIAJĄC SERCE WYCHOWAWCY TRWOGĄ I ZWĄTPIENIEM.
cdn.
PS.W tych trudnych chwilach wspierała mnie ostatnio ulubiona torba z ulubioną-szczęśliwą 12

wtorek, 31 stycznia 2012

Z POŚLIZGIEM O LUBLINIE

Nie mogłam pisać tak często jak bym chciała ( w tym momencie SZANOWNI PODCZYTUJĄCY uzgodnili flash mob-RADOSNY- na dowolnym rynku dowolnego miasta z tej okazji)
-bo koniec semestru i trzeba zgnębić poddanych-pisząc im oceny opisowe
-bom chora i mózg się zlasował
-bom chora i nie chciałam,żeby mi tu jakoweś KOLEŻANKI, VEL FOKSIOWE przygadywały "taka niby chora a po necie lata" a MY ZASTĘPUJEM! (dzięki dziewczyny za godne zastępstwo)
Post z gatunku- DAWNO I NIEPRAWDA.
Do Lublina zabrał- przez miasto przeciągnął.
-Szopki będziemy oglądać-NIE PO SKLEPACH LATAĆ!-zapowiedział.
Polecielim.
Tradycyjna wesoła szopka ( choć styropianowa)z kolędami w tle przed kościołem Dominikanów spodobała nam się jak dzieciom:)
Katedralna też styropianowa- już trochę mniej.
Starówka lubelska zadziwia różnorodnością


Pomimo uporczywego plątania się pod drzwiami posła Palikota-NIKT NIE ZAPROSIŁ NAS NA KAWĘ!
Mogliśmy tylko podziwiać RUCHOMY ŚMIETNIK MIEJSKI
Oczywiście myślałam,że to OBJAZDOWE PAMIĄTKI i tylko siła perswazji TOWARZYSZA PODRÓŻY powstrzymała mnie przed penetracją ( a poza tym KOŃ BYŁ DUŻY i może zły)
-Pozwolę ci pogrzebać w naszym śmietniku- obiecał ku uciesze fotografujących obok, a potem
ŁASKAWCA nakarmił w CZARCIEJ ŁAPIE  SPRAGNIONĄ kawą z likierkiem- poświęcając się pod hasłem "SAM SIĘ SOBIE DZIWIĘ- STARZEJĘ SIĘ CZY CÓŚ" i zamawiając dla siebie herbatkę- pyszną ,ale bez wzmacniających dodatków.
Gdy obraza mi przeszła, zaciągnęłam OPORNEGO przed szamteks i pozostawiłam ( bo serce mam dobre) możliwość wyboru-albo buszujesz albo na modły do katedry(zaczynało mżyć)
Wybrał LUMPOWANIE W BRAMIE.
I DOBRZE! NIKT MNIE NIE POWSTRZYMAŁ- WYDAŁAM CAŁE CIĘŻKO ZAROBIONE 27ZŁ NA ŁUPY:
Gobelinkowego jelonka-pewnie wmontuję go w jakieś torbisko

haftowane porzeczki z wieeelka ramą
sielski obrazek z angielskiej wsi- w sam raz na naszą wieś
obrazek z hafcikiem i przestrogą, którą lekceważąc wrąbałam wszystkie arcydzieła do jednej torby i kazałam targać to LUMPOWI Z BRAMY przez całe miasto.
-GDZIE TY TO CHCESZ WIESZAĆ?!- nabyte arcydzieła "zachwyciły" WSZYSTKICH, ale po obietnicy- DAM WAM TO W PREZENCIE-NAGLE okazało się,że WSZYSTKO fajne i szkoda byłoby rozdzielać TAKĄ KOLEKCJĘ-DE GUSTIBUS...
Robótkowo- dziergam namiętnie ocieplacze- więc NA PEWNO ZARAZ SIĘ OCIEPLI:)
Wszystkim, którzy właśnie obudzili się po przeczytaniu tego posta życzę WIELE CIEPŁA:)