wtorek, 7 lutego 2012

AKCJA GÓRKA, czyli wyrażamy się precyzyjnie

Co się dzieje, gdy coś robicie, a ktoś uparcie patrzy wam na ręce? Oczywiście PARTOLICIE ROBOTĘ!
Na robotę MŻAWKI patrzyło 19 par ÓCZ ( 18 z wściekłością, jedna para, od czasu do czasu wspierana okularami -z nadzieją)
NO TO WZIĘŁA I PRZESTAŁA!
-Zbieramy się!-zarządziła TA TO LEKKOMYŚLNIE OBIECUJE.
-Hurraaaaaaaaa!-odwrzeszczała tłuszcza i zaczęła już przepychać się pod drzwiami.
-Zbieramy się- to znaczy,że pakujecie podręczniki, robicie porządek na ławkach, przygotowujecie ksiązki do angielskiego i ZABIERACIE WSZYSTKIE CIUCHY- po trzech powtórkach i rozbiciu tego przydługaśnego polecenia na czynniki pierwsze, POSŁUSZNY NARÓD po okiem WYTARGANEJ PRZEMOCĄ pomocy z zerówki -SIĘ ZBIERAŁ a LEKKOMYŚLNA udała się do sekretariatu, aby wypełnić GENESIS, czyli księgę wyjść pracowniczych.
-Odważna jesteś kobieto!-skomentowały mój wpis sekretarki a ja w otumanieniu nie potraktowałam tego jak ostrzeżenie.
GRUPA BYŁA GOTOWA!
Wszatni okazało się,że TYLKO 5 OSÓB ZOSTAWIŁO CZAPKI I SZALIKI W TORNISTRZE.
Wróciliśmy się.
Zaczęło się UBIERANIE. Przy pomocy niezawodnej SZATNIARKI prawie udało nam się pozasuwać oporne zamki, pookręcać na chudych szyjkach szaliki ( w tym czasie UBRANI JUŻ ZACZYNALI JECZEĆ,ŻE IM GORĄĄĄĄĄĄCOOOO!).
Uśmiechnięta PYZA stanęła przede mną z przytrzaśniętym przez zamek kombinezonu szalikiem.
POD KOMBINEZONEM WYCZUŁAM PUSTKĘ!
-Gdzie masz bluzę?-zapytałam z nadzieją.
-W klasie- odpowiedziała beztrosko, ale widząc mój wzrok, postanowiła od razu zmienić taktykę na OBRONNĄ Z WARIANTEM TRZĘSĄCEJ SIĘ BRODY:
-Bbbboooo....PPPPPaaaani nie mówiła,że BLUZY TEŻ!
-CHYBA JĄ ZABIJEM!-wydarł się PIERWSZY UBRANY vel FACET W SPODNIACH Z KWIATKIEM czyli w cywilu TAJFUN.
Zanim jednak wprowadził swoje niecne słowa w czyn, pani SZATNIARKA szybciutko podreptała z TRZĘSĄCĄ SIĘ BRODĄ do klasy I UNIKNĘŁIŚMY RZEZI.
Po 20 minutach WYSZLIŚMY!
W myślach pogratulowałam sobie,że przeznaczyłam na akcję dwie godziny lekcyjne.JASNOWIDZKA JAK NIC!
Naszą drogę do szczęścia blokowało tylko jedno przejście przez jezdnię- w grupie EUFORIA!
-UWAGA!-zagrzmiałam-Po przejściu przez jezdnię zatrzymujecie się przy tej brzozie-wskazałam stojące nieopodal- na środku trawnika, ale przy chodniku drzewo-ZROZUMIANO?
-ALE KTÓRE TO BRZOZA, BO NIE WIEM-ostatnia para zaczęła się wymądrzać- w tym czasie pierwsi pod nadzorem ROZKROCZONEJ NA PASACH zaczęli już zmagać się z niebezpieczeństwem, podnosząc do góry ( z braku wolnych ) RĘCE Z ŁOPATAMI -narażając ROZKROCZONĄ raz po raz na DEKAPITACJĘ.
-Nie pytaj się, tylko idź za wszystkimi-odpowiedziałam w przerwie modlitwy "ŻEBY NIC NIE JECHAŁO!"
PRZEEEESZLI!Przeszłam i ja.
WSZYSCY ZAMIAST NA CHODNIK WRĄBALI SIĘ W DWUMETROWĄ PRYZMĘ ODGARNIĘTEGO Z CHODNIKA ŚNIEGU!- PRZY BRZOZIE!
-Pani mówiła,że PRZY BRZOZIE!-i mieli kurka niestety rację!
ZARZĄDZIŁAM ODWRÓT i bezpiecznym chodnikiem poprowadziłam osiemnaście bałwanków ku krainie szczęśliwości .Przechodnie kibicowali nam równie radośnie-trudno było pominąć barwny korowód jak wąż wijący się po chodniku- bo hasło "Prawa strona" NIE DLA WSZYSTKICH MA JEDNO ZNACZENIE.
DOTARLIŚMY!Przypomniałam zasady bezpieczeństwa.Wytarłam zasmarkane nosy i zarządziłam ZJAZD!
Dzięki samorządowi szkolnemu,który obdarował nas czterem dodatkowymi łopatami kolejka TYCH CO NIE MAJĄ ,BYŁA KRÓCIUTKA, ale i tak nie odbyło się bez interwencji, bo cwaniaczki udawali,że NIE MOGĄ WEJŚC NA GÓRKĘ ("bo tu jest za ślisko") i od jej połowy wsiadali na łopatę- i Z POWROTEM W DÓŁ-aż się kurzyło.
GWIZDEK I JA zdarliśmy gardło a RUSAŁCE puściły nerwy. Pędem puściła się w dół zbocza-częściowo jadąc na okombinezonowanej tylnej części ciała, dopadła OPORNEGO, wyrwała mu łopatę, walnęła opornego w  oporny czerep i pędem wróciła na górkę, GRZECZNIE STAJĄC W KOLEJCE DO ZJAZDU I UDOWADNIAJĄC,ŻE GÓRKA WCALE NIE JEST TAKA ŚLISKA JAK SĄDZĄ NIEKTÓRZY.
CZEREP wiedział,że zasłużył-nie wnosił więc skargi ,tylko w ramach NAWIĄZANIA KONTAKTU z ZAGNIEWANYM wychowawcą POPROSIŁ:
-OBETSE MI PANI TWAS?- faktycznie, oprócz niebolesnego ciosu łopatą zarobił pół kilo śniegu na dziób.
Co miałam robić? Obtarłam, przekręciłam czapkę włożoną tyłem do przodu
- TO DLATEGO NIE WIDZIAŁEM JAK PANI GWIZDAŁA-wyjaśniał  W TYM CZASIE oporny , ALE PACNĘŁAM GO W POMPON I WYSŁAŁAM DO KOLEJKI.
Po uroczych 40 minutach -umieliśmy już bezpiecznie zjeżdżać, sprawiedliwie dzielić się sprzętem i podchodzić na zbocze PO JEDNEJ STRONIE. OKOLICZNA LUDNOŚĆ, czyli bezrobotni i emeryci asystowali nam do końca.
-OSTATNI ZJAZD I WRACAMY DO SZKOŁY-zarządziła TA CO PSUJE NAJLEPSZĄ ZABAWĘ.
-NIEEEEEE!-odpowiedziało PANDEMONIUM.
Ostatnich zjazdów było kilka, zagrożeń NASTĘPNYM RAZEM ZOSTAJESZ W SZKOLE również, ale wszystkich przebił i tak TAJFUN z jego:
-JAK PANI JEST TAKA!- TO JA SIADAM NA ŁOPACIE I NIGDZIE NIE IDEM! A WY MNIE RUŚCIE TYLKO!-pogroził pięścią tym chętnym ,którzy chcieli go targać na łopacie wbrew woli.
Czasami widownia się przydaje
-NIECH GO PANI Z NAMI ZOSTAWI-rozległ się ANIELSKI GŁOS MENELI SPOD ŚMIETNIKA-MY SIĘ NIM ZAJMIEMY-panowie wychylili głowy ze swojego miejsca pracy a TAJFUN natychmiast dołączył do ustawionych par.
-MY TO SIĘ CHYBA NA WYJŚCIE NIE ZDECYDUJEMY- podsumowały nasz wyczyn PANIE Z ZERÓWKI, gdy po 20 minutach rozbierania- bez ducha zalegliśmy w klasie i nawet dziarskie HELOŁ pani od angielskiego nie postawiło na nogi nikogo.
P.S. jako obrazek kolejne ocieplacze, bo nadal zimno:)


20 komentarzy:

  1. alez była przednia zabawa:-) superaśne zajęcia miały maluchy.
    serdecznie pozdrawiam
    ps. u mnie prószy śnieg

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby tak jeszcze można było niektórych DOROSŁYCH OPORNYCH łopatą przez łeb i w pompon... Świat byłby pewnie łatwiejszy do przełknięcia. Heh...
    Menelski organ wychowawczy też nas rozczulił!

    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. SIEDZEM,MARZNEM....ALE JUŻ MNIE LEPIEJ..HIHIHI

    OdpowiedzUsuń
  4. hi hi OLQA Ty to masz cierpliwość do swojej klasy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem co lepsze; opowiadanie czy ocieplacze;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, dzielna z Ciebie Kobietka :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Każda matka powinna tego spróbować chociaż raz. Potem wyjście z jedną, dwiema, ba! nawet trzema pociechami to kaszka z mleczkiem :))

    OdpowiedzUsuń
  8. jac też mam czasem problemy z ogarnieciem gdzie prawa strona jest...no i ta brzoza kurka jedna...
    Ogólnie szacun za bycie "fajnom paniom",he,he
    p.s. ten pierwszy ocieplacz bardzo superaśny..

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowne ocieplacze. Akcja gorska wspaniale opowiedziana.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hihi, zostanę chyba fanką Tajfuna i Rusałki! Bo Twoją jestem od dawna ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. No ja też, lubię takich...
    A ostatni ocieplacz cudny i tyle...

    OdpowiedzUsuń
  12. A Ty sie nie skusilas na zjazd na lopacie ???

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tam się sekretarkom nie dziwię. Dla mnie dziecki w liczbie trzy to już tłum. Większa ilość, to już kataklizm, na szczęście rzadko doświadczam ;) Dzielna jesteś Olu baaaaaaaaaaaardzo.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo galantne ocieplacze, pewnie jeszcze trochę posłużą nam, no, ogarnięcie takiej grupy na ślizgawce to wyczyn, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. strasznie zabawnie z tymi maluchami, ale też wielka odpowiedzialność. Świetnie to opisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale co z GORKA?! Czy cos zostalo dla tych z zerowki???!!!!
    ;-)))))))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. słowo daję po raz kolejny miałam łzy w oczach... nie muszę dodawać, że ze śmiechu ;))
    uwielbiam, uwielbiam Twoje opowieści i ocieplacze również :))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. świetna historia.
    ocieplacze muszą być ciepłe i na pewno grzeją. w sam raz na te mrozy.
    pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  19. No to ja dołączam do fanklubu TAJFUNA I RUSAŁKI:))))Na głos czytałam mojemu M:))Ile dzieci liczy Twoja klasa?:))))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. OLQA chwalę moje wybory z przeszłości i to, że zdecydowałam się na uczenie w starszych klasach. Gdy idę dolnym korytarzem w szkole, to idąc modlę się, żebym nie rozdeptała jakiegoś pełzacza, albo żeby nie rozbił się o mnie jakiś rozpędzony tajfun. Ale kiedy po zastępstwie w I klasie 6-ciolatków następnego dnia w szatni leci w moją stronę jakieś stworzenie z rozpostartymi rękami i okrzykiem Paaani i przytula się do mnie, to wzruszam się do łez. Kocham te robotę i Twoje opowieści. Pozdrawiam cieplutko. Ania:)

    OdpowiedzUsuń