piątek, 10 lutego 2012

ZFICLOWAŁO MIĘ, czyli ferie za krótkie i ROZDAWAJKA

Tak jak sweter zdziecinniały w pralce (-czy my tu mamy jakiegoś bobaska?-dziwił się WIESZAJĄCY PRANIE- patrząc na swój sweter) może stanowić preludium czegoś pożytecznego

i ku uciesze MISTRZYNI PRANIA, stać się towarem wymiankowym z BIŻUTKĄ  na przydasie w ilościach hurtowych, TAK KURCZENIE SIĘ FERII również powinno na coś się przydać!
Tymczasem chała! Dni kurczą się jak wypłata na koncie i wizja bliskich spotkań oko w oko z ŁAKNĄCYMI WIEDZY zaczyna złowrogo chichotać w ciemnościach.
W dodatku popełniłam błąd, a właściwie skręt życiowy, wdeptując do sklepiku z tkaninami.tak jakbym w domu nie miała hurtowni szmat wszelakich.
A Tam FILC! gruby i cienki, szary, brązowy czarny i beżowy.
No i zafilcowałam się!
Nad morze poleciała PRAWIE KOPERTÓWKA
jak grzyby po deszczu zaczęły się lęgnąć podkładki i kółka do serwetek

torby:
POWAŻNA
i ODJECHANA NA CZERWONO
-I po cóż ci tyle filcowych toreb?-HAMULCOWY jak zwykle przypałętał się w najmniej korzystnym momencie, gdy usiłowałam z nędznym skutkiem wepchnąć pudło z torbami pod jego łóżko.
-Na sprzedaż- zimno rzuciłam SĘPOWI a on tylko zachichotał pod nosem.
-No, co?- nie dawałam za wygraną.
-A niiic, nie będę cię przecież denerwować- WYSTARCZY,ZE FERIE CI SIĘ KOŃCZĄ!-i na swoich lucyferskich kopytkach pocwałował do kuchni,żeby wyżywać się na Bogu ducha winnych garach, bo dalej konsekwentnie uchylam się od ich mycia, w myśl własnej zasady- OBIECAŁEŚ ZMYWARKĘ ?-TO JĄ KUP LUB ZASTĄP!
Wyjęłam z pudła włóczki- TORBY SIĘ ZMIEŚCIŁY!
Zadowolona, już miałam  złożyć gratulacje GENIALNEJ LOGISTCE, ale uświadomiłam sobie,że na kłębki beztrosko walające się po pokoju- nigdzie nie mam miejsca! Wprawdzie TRUŚKA wykazała daleko posuniętą chęć współpracy tarzając się i plątając , co się dało, ale przekupiona kocim mlekiem wybrała IMPREZĘ W KUCHNI a ja z pozostałych kawałków OCZYWIŚCIE -FILCU...  uszyłam
KOSZYCZKI,

 ale okazały się ZA MAŁE
( chociaż niektórym się podobały)
I
OGROMNIASTY KOSZ NA ROBÓTKI

W NIM ZMIEŚCIŁO SIĘ WSZYSTKO!
(czerwona kratka wygląda tu jak burak ale w naturze- ładniejsza:)
A ponieważ :


  • właśnie zostałam obdarowana przez Ewę
  • ponad 100000 osób zaryzykowało i zajrzało do mojego bloga ( za uszkodzenia wzroku i mózgu nie odpowiadam!)
  • A POZA TYM OCZYWIŚCIE- ZOSTAŁ MI FILC!
OGŁASZAM ROZDAWAJĘ!
Do przygarnięcia -wielgachna  torba- jasne,że filcowa- z gobelinową kaczuszką i bawełnianą podszewką
oraz 
OLIWKOWA FARMA  z zakładką,bo jedną już mam i obrabiam raz po raz ( polecam!) a dwóch nie dam rady na raz czytać:)

Jeśli znajdą się chętni. którzy zostawią swój komentarz, to będzie losowanko- dokładnie 29 lutego, bo taki dzień zdarza się równie rzadko, jak pochwała z ust TEGO CO SIĘ NIE ZNA A OCENIA DAMSKIE TORBY.
PS.Dobrym ludziom polecam bloga kury-d a przebywającym w okolicy Rabki aukcję na rzecz Kubusia
Aukcja odbędzie się 18 lutego o godzinie 18:00 w Księgarnio Kawiarni "Między słowami" w Rabce.
Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego końca (dla niektórych rozpoczęcia - i tym zazdroszczę jadowicie) ferii:)

wtorek, 7 lutego 2012

AKCJA GÓRKA, czyli wyrażamy się precyzyjnie

Co się dzieje, gdy coś robicie, a ktoś uparcie patrzy wam na ręce? Oczywiście PARTOLICIE ROBOTĘ!
Na robotę MŻAWKI patrzyło 19 par ÓCZ ( 18 z wściekłością, jedna para, od czasu do czasu wspierana okularami -z nadzieją)
NO TO WZIĘŁA I PRZESTAŁA!
-Zbieramy się!-zarządziła TA TO LEKKOMYŚLNIE OBIECUJE.
-Hurraaaaaaaaa!-odwrzeszczała tłuszcza i zaczęła już przepychać się pod drzwiami.
-Zbieramy się- to znaczy,że pakujecie podręczniki, robicie porządek na ławkach, przygotowujecie ksiązki do angielskiego i ZABIERACIE WSZYSTKIE CIUCHY- po trzech powtórkach i rozbiciu tego przydługaśnego polecenia na czynniki pierwsze, POSŁUSZNY NARÓD po okiem WYTARGANEJ PRZEMOCĄ pomocy z zerówki -SIĘ ZBIERAŁ a LEKKOMYŚLNA udała się do sekretariatu, aby wypełnić GENESIS, czyli księgę wyjść pracowniczych.
-Odważna jesteś kobieto!-skomentowały mój wpis sekretarki a ja w otumanieniu nie potraktowałam tego jak ostrzeżenie.
GRUPA BYŁA GOTOWA!
Wszatni okazało się,że TYLKO 5 OSÓB ZOSTAWIŁO CZAPKI I SZALIKI W TORNISTRZE.
Wróciliśmy się.
Zaczęło się UBIERANIE. Przy pomocy niezawodnej SZATNIARKI prawie udało nam się pozasuwać oporne zamki, pookręcać na chudych szyjkach szaliki ( w tym czasie UBRANI JUŻ ZACZYNALI JECZEĆ,ŻE IM GORĄĄĄĄĄĄCOOOO!).
Uśmiechnięta PYZA stanęła przede mną z przytrzaśniętym przez zamek kombinezonu szalikiem.
POD KOMBINEZONEM WYCZUŁAM PUSTKĘ!
-Gdzie masz bluzę?-zapytałam z nadzieją.
-W klasie- odpowiedziała beztrosko, ale widząc mój wzrok, postanowiła od razu zmienić taktykę na OBRONNĄ Z WARIANTEM TRZĘSĄCEJ SIĘ BRODY:
-Bbbboooo....PPPPPaaaani nie mówiła,że BLUZY TEŻ!
-CHYBA JĄ ZABIJEM!-wydarł się PIERWSZY UBRANY vel FACET W SPODNIACH Z KWIATKIEM czyli w cywilu TAJFUN.
Zanim jednak wprowadził swoje niecne słowa w czyn, pani SZATNIARKA szybciutko podreptała z TRZĘSĄCĄ SIĘ BRODĄ do klasy I UNIKNĘŁIŚMY RZEZI.
Po 20 minutach WYSZLIŚMY!
W myślach pogratulowałam sobie,że przeznaczyłam na akcję dwie godziny lekcyjne.JASNOWIDZKA JAK NIC!
Naszą drogę do szczęścia blokowało tylko jedno przejście przez jezdnię- w grupie EUFORIA!
-UWAGA!-zagrzmiałam-Po przejściu przez jezdnię zatrzymujecie się przy tej brzozie-wskazałam stojące nieopodal- na środku trawnika, ale przy chodniku drzewo-ZROZUMIANO?
-ALE KTÓRE TO BRZOZA, BO NIE WIEM-ostatnia para zaczęła się wymądrzać- w tym czasie pierwsi pod nadzorem ROZKROCZONEJ NA PASACH zaczęli już zmagać się z niebezpieczeństwem, podnosząc do góry ( z braku wolnych ) RĘCE Z ŁOPATAMI -narażając ROZKROCZONĄ raz po raz na DEKAPITACJĘ.
-Nie pytaj się, tylko idź za wszystkimi-odpowiedziałam w przerwie modlitwy "ŻEBY NIC NIE JECHAŁO!"
PRZEEEESZLI!Przeszłam i ja.
WSZYSCY ZAMIAST NA CHODNIK WRĄBALI SIĘ W DWUMETROWĄ PRYZMĘ ODGARNIĘTEGO Z CHODNIKA ŚNIEGU!- PRZY BRZOZIE!
-Pani mówiła,że PRZY BRZOZIE!-i mieli kurka niestety rację!
ZARZĄDZIŁAM ODWRÓT i bezpiecznym chodnikiem poprowadziłam osiemnaście bałwanków ku krainie szczęśliwości .Przechodnie kibicowali nam równie radośnie-trudno było pominąć barwny korowód jak wąż wijący się po chodniku- bo hasło "Prawa strona" NIE DLA WSZYSTKICH MA JEDNO ZNACZENIE.
DOTARLIŚMY!Przypomniałam zasady bezpieczeństwa.Wytarłam zasmarkane nosy i zarządziłam ZJAZD!
Dzięki samorządowi szkolnemu,który obdarował nas czterem dodatkowymi łopatami kolejka TYCH CO NIE MAJĄ ,BYŁA KRÓCIUTKA, ale i tak nie odbyło się bez interwencji, bo cwaniaczki udawali,że NIE MOGĄ WEJŚC NA GÓRKĘ ("bo tu jest za ślisko") i od jej połowy wsiadali na łopatę- i Z POWROTEM W DÓŁ-aż się kurzyło.
GWIZDEK I JA zdarliśmy gardło a RUSAŁCE puściły nerwy. Pędem puściła się w dół zbocza-częściowo jadąc na okombinezonowanej tylnej części ciała, dopadła OPORNEGO, wyrwała mu łopatę, walnęła opornego w  oporny czerep i pędem wróciła na górkę, GRZECZNIE STAJĄC W KOLEJCE DO ZJAZDU I UDOWADNIAJĄC,ŻE GÓRKA WCALE NIE JEST TAKA ŚLISKA JAK SĄDZĄ NIEKTÓRZY.
CZEREP wiedział,że zasłużył-nie wnosił więc skargi ,tylko w ramach NAWIĄZANIA KONTAKTU z ZAGNIEWANYM wychowawcą POPROSIŁ:
-OBETSE MI PANI TWAS?- faktycznie, oprócz niebolesnego ciosu łopatą zarobił pół kilo śniegu na dziób.
Co miałam robić? Obtarłam, przekręciłam czapkę włożoną tyłem do przodu
- TO DLATEGO NIE WIDZIAŁEM JAK PANI GWIZDAŁA-wyjaśniał  W TYM CZASIE oporny , ALE PACNĘŁAM GO W POMPON I WYSŁAŁAM DO KOLEJKI.
Po uroczych 40 minutach -umieliśmy już bezpiecznie zjeżdżać, sprawiedliwie dzielić się sprzętem i podchodzić na zbocze PO JEDNEJ STRONIE. OKOLICZNA LUDNOŚĆ, czyli bezrobotni i emeryci asystowali nam do końca.
-OSTATNI ZJAZD I WRACAMY DO SZKOŁY-zarządziła TA CO PSUJE NAJLEPSZĄ ZABAWĘ.
-NIEEEEEE!-odpowiedziało PANDEMONIUM.
Ostatnich zjazdów było kilka, zagrożeń NASTĘPNYM RAZEM ZOSTAJESZ W SZKOLE również, ale wszystkich przebił i tak TAJFUN z jego:
-JAK PANI JEST TAKA!- TO JA SIADAM NA ŁOPACIE I NIGDZIE NIE IDEM! A WY MNIE RUŚCIE TYLKO!-pogroził pięścią tym chętnym ,którzy chcieli go targać na łopacie wbrew woli.
Czasami widownia się przydaje
-NIECH GO PANI Z NAMI ZOSTAWI-rozległ się ANIELSKI GŁOS MENELI SPOD ŚMIETNIKA-MY SIĘ NIM ZAJMIEMY-panowie wychylili głowy ze swojego miejsca pracy a TAJFUN natychmiast dołączył do ustawionych par.
-MY TO SIĘ CHYBA NA WYJŚCIE NIE ZDECYDUJEMY- podsumowały nasz wyczyn PANIE Z ZERÓWKI, gdy po 20 minutach rozbierania- bez ducha zalegliśmy w klasie i nawet dziarskie HELOŁ pani od angielskiego nie postawiło na nogi nikogo.
P.S. jako obrazek kolejne ocieplacze, bo nadal zimno:)


środa, 1 lutego 2012

ZIMOWE WSPOMNIENIA PRACOWNICZE, czyli najbardziej moją pracę lubię ...w ferie

-Idziecie dzisiaj na górkę-ŚWIETLICOWA stwierdziła, a nie spytała. - Zdumiał mnie jej dar jasnowidzenia i pełna podziwu dla wyżyn  porannego ( 7-rano-wspólny dyżur na świetlicy) intelektu, zadałam z gruntu głupie ( w końcu jasnowidz) pytanie, ale tylko na takie o tak wczesnej porze-PRZED drugą kawą, było mnie stać
-Skąd wiesz?
Wzruszyła ramionami.
-Cała szkoła trąbi, bo CI TWOI od wczoraj o niczym innym nie mówią-życzliwie wyjaśniła.
-Właściwie to niee wiem- zaczęłam się wahać, patrząc na siąpiącą za oknem mżawkę, która próbowała udawać,że jest śniegiem-Może zrezygnujemy....
-Nie radzę- włączyła się do rozmowy BIBLIOTEKARKA- byłam wczoraj w markecie i WIDZIAŁAM TWOICH JAK WYKUPUJĄ DUPOLOTY!
-I NIE IDZIESZ NA GÓRKĘ!-parsknęła ŚWIETLICOWA wskazując na BIBLIOTEKARKĘ, bo NASZA PANI POWIEDZIAŁA-tu upierścieniony paluszek powędrował w moją stronę- ŻE JEŚLI KTOŚ POWIE "DUPOLOT"-GÓRKĘ ZOBACZY PRZEZ OKNO!-zaniosła się rechotem a mnie po raz kolejny zadziwiło  jej WSZYSTKOIWIECEJWIEDZTWO.
TAK BYŁO!Aby dobić towarzystwo, dodałam jeszcze,że gdy usłyszę o górce z samego rana to pójdę na nią SAMA!
-TO KIEDY IDZIEMY WREŚCIE NA TEM GÓRKĘ?-powitał mnie zbiorowy wrzask szatniowy.
-A pamiętacie o zasadach?- zatrute ostrze zdusiło wrzask.
-NA GÓRKĘ IDĄ TYLKO GRZECZNI!-dobiłam ich ( w myślach pojawiła się wizja PILNUJĄCEJ SAMOTNEJ GÓRKI, PO KTÓREJ NIKT NIE ZJEŻDŻA).
-WIES CO?- zwrócił się do kolegi TAJFUN- JA TO SIĘ W RAZIE CEGO, NAWET ZGŁOSE DZISIAJ Z CYTANIA!
Ogrom jego samobójczej odwagi prawie mnie poraził.
RUSAŁKA nie miała dobrego dnia. Najpierw próbowała przemycić do klasy ŁOPATĘ, twierdząc,że to na wypadek, gdyby w klasie NAPADAŁO, potem wpychała się do JEDYNIE SŁUSZNEJ KOLEJKI zgłaszającej WYCHOWAWCY-NIEZWYKLE WAŻNE SPRAWY:
-ZAKUP NOWEGO D...ŁOPATY( X 10)
-ZAKUP NOWYCH SPODNI(1X)
-WYŚMIEWANIE przez POTTERA NOWYCH SPODNI TAJFUNA, bo z kwiatkiem "jak dla dziewcyny"-a to "po siostrze".
Po 11 zadziwieniach szczodrością rodziców i pochwaleniu TAJFUNA  za to,że nie przywalił a ZGŁOSIŁ PROBLEM, oraz wyjaśnieniu POSPÓLSTWU,że takie kwiatki widziałam nawet na stoku U INSTRUKTORÓW NARCIARSKICH (dobrze ,iż  nieborak nieświadom,że instruktorów widziałam jedynie  z perspektywy żaby barowej - POD STOKIEM (bywało się!), ale czego się nie robi dla spokoju ducha)-przyszła wreszcie kolej NA RUSAŁKĘ!
Niestety w międzyczasie zdążyła się obrazić.
- TO NIE FEEER,ŻE PANI NIE MNIE NAJPIERW SŁUCHAŁA!-wydarła się, gdy wreszcie przyszła jej kolej.
-Ktoś tu nie pójdzie na górkę- doleciał mnie głos TAJFUNA (ZAPOMNIAŁ WÓŁ...)
-Błe, błe, błe- odpowiedziała na tę sugestię RUSAŁKA, wykonując jednocześnie gesty ogólnie uznane za obraźliwe- polegające na pukaniu się w czoło i kręceniu młynka palcem w okolicy skroni.
Na zatykanie uszu brakło jej rąk i dlatego MUSIAŁA wysłuchać, co miałam jej do powiedzenia:
-Jest mi przykro, gdy tak mówisz...-zaczęłam, ale nie dała mi szansy,żeby wygłosić POEMAT WYCHOWAWCZY, bo w mig dokonała bilansu zysków i strat-RĘCE POWĘDROWAŁY NA WŁAŚCIWE MIEJSCE a RUSAŁKA z impetem odwróciła się do mnie:
-TO JA JUŻ ZJEM CAŁY OBIAD I DRUGIE DANIE I....MAŁO ZOSTAWIĘ!!!!-oświadczyła, co przez DOMYŚLNEGO WYCHOWAWCĘ zostało zrozumiane jako mocno zakamuflowane przeprosiny I POLECIAŁA DO WŁASNEJ ŁAWKI opuszczając WROGI OBÓZ BIURKOWY.
A MŻAWKA MŻYŁA CORAZ GĘŚCIEJ NAPEŁNIAJĄC SERCE WYCHOWAWCY TRWOGĄ I ZWĄTPIENIEM.
cdn.
PS.W tych trudnych chwilach wspierała mnie ostatnio ulubiona torba z ulubioną-szczęśliwą 12

wtorek, 31 stycznia 2012

Z POŚLIZGIEM O LUBLINIE

Nie mogłam pisać tak często jak bym chciała ( w tym momencie SZANOWNI PODCZYTUJĄCY uzgodnili flash mob-RADOSNY- na dowolnym rynku dowolnego miasta z tej okazji)
-bo koniec semestru i trzeba zgnębić poddanych-pisząc im oceny opisowe
-bom chora i mózg się zlasował
-bom chora i nie chciałam,żeby mi tu jakoweś KOLEŻANKI, VEL FOKSIOWE przygadywały "taka niby chora a po necie lata" a MY ZASTĘPUJEM! (dzięki dziewczyny za godne zastępstwo)
Post z gatunku- DAWNO I NIEPRAWDA.
Do Lublina zabrał- przez miasto przeciągnął.
-Szopki będziemy oglądać-NIE PO SKLEPACH LATAĆ!-zapowiedział.
Polecielim.
Tradycyjna wesoła szopka ( choć styropianowa)z kolędami w tle przed kościołem Dominikanów spodobała nam się jak dzieciom:)
Katedralna też styropianowa- już trochę mniej.
Starówka lubelska zadziwia różnorodnością


Pomimo uporczywego plątania się pod drzwiami posła Palikota-NIKT NIE ZAPROSIŁ NAS NA KAWĘ!
Mogliśmy tylko podziwiać RUCHOMY ŚMIETNIK MIEJSKI
Oczywiście myślałam,że to OBJAZDOWE PAMIĄTKI i tylko siła perswazji TOWARZYSZA PODRÓŻY powstrzymała mnie przed penetracją ( a poza tym KOŃ BYŁ DUŻY i może zły)
-Pozwolę ci pogrzebać w naszym śmietniku- obiecał ku uciesze fotografujących obok, a potem
ŁASKAWCA nakarmił w CZARCIEJ ŁAPIE  SPRAGNIONĄ kawą z likierkiem- poświęcając się pod hasłem "SAM SIĘ SOBIE DZIWIĘ- STARZEJĘ SIĘ CZY CÓŚ" i zamawiając dla siebie herbatkę- pyszną ,ale bez wzmacniających dodatków.
Gdy obraza mi przeszła, zaciągnęłam OPORNEGO przed szamteks i pozostawiłam ( bo serce mam dobre) możliwość wyboru-albo buszujesz albo na modły do katedry(zaczynało mżyć)
Wybrał LUMPOWANIE W BRAMIE.
I DOBRZE! NIKT MNIE NIE POWSTRZYMAŁ- WYDAŁAM CAŁE CIĘŻKO ZAROBIONE 27ZŁ NA ŁUPY:
Gobelinkowego jelonka-pewnie wmontuję go w jakieś torbisko

haftowane porzeczki z wieeelka ramą
sielski obrazek z angielskiej wsi- w sam raz na naszą wieś
obrazek z hafcikiem i przestrogą, którą lekceważąc wrąbałam wszystkie arcydzieła do jednej torby i kazałam targać to LUMPOWI Z BRAMY przez całe miasto.
-GDZIE TY TO CHCESZ WIESZAĆ?!- nabyte arcydzieła "zachwyciły" WSZYSTKICH, ale po obietnicy- DAM WAM TO W PREZENCIE-NAGLE okazało się,że WSZYSTKO fajne i szkoda byłoby rozdzielać TAKĄ KOLEKCJĘ-DE GUSTIBUS...
Robótkowo- dziergam namiętnie ocieplacze- więc NA PEWNO ZARAZ SIĘ OCIEPLI:)
Wszystkim, którzy właśnie obudzili się po przeczytaniu tego posta życzę WIELE CIEPŁA:)

niedziela, 22 stycznia 2012

W KAZIMIERZU jak PANISKA:), czyli BOGATEMU wolno!

Obiecał i zabrał! a ja mogłam się przekonać,ze nie które miasta nie tracą uroku nawet w czasie takiej pluchy jaka jest w tym roku:)




Zaprosiłam CZŁOWIEKA na herbatkę

ale tęskne spojrzenie rzucone na  PUSTE FLASZKI ZA OKNEM nie umknęło mojej uwagi i dlatego zamówiłam KIEROWCY i PASAŻEROWI herbatkę O AROMACIE wiśniowo rumowym. Herbaciarnia przytulna
ale ani wiśni ani rumu w herbacie się NIE DOPATRZONO.(Nie ,żeby KTOŚ marudził i radził,żeby do Dziwisza
STWIERDZONO TYLKO FAKTYCZNE FAKTY!)
Zanim zdążyliśmy się pokłócić, zaćwierkał mój telefon. Szósty zmysł BRATA , czyli naszego GOSPODARZA, dał chyba znać o sobie.( Tak naprawdę to wrócił z roboty i pałętał się bez celu po domu i nie miał z kim gadać , bo żona jeszcze w pracy).
-No i gdzie wy jesteście?- zadał oczywiste pytanie
-Wstąpiliśmy właśnie  W POBLIŻU na herbatkę, ale zaraz wracamy do Was-energiczne kiwanie głową TEGO CO WYBRZYDZA potwierdziło moje słowa , chociaż i tak nadaremno, bo telefon nie ma opcji WIDZĘ, GDZIE JESTEŚ I CO SIĘ DZIEJE DOOKOŁA.
-Ale gdzie KONKRETNIE?- głos brata zaczął ociekać słodyczą, a ja zaczęłam w popłochu zastanawiać się, czy w POBLIŻU jego leśniczówki nie ma DOWOLNEJ herbaciarni- OCZYWIŚCIE NIE BYŁO!
-No...w KAZIMIERZU- wolałam się przyznać
ŚLUBNY, znając stosunek BRATA do miasta - NIC TAM NIE MA! wykonał w tym momencie ruch "KĘSIM, KĘSIM" na własnej szyi a PANIENKA za ladą zastrzygła uszami, przewidując rzeź małżeńską.
-KU......, JE......., MA........, FASZYSTOWSKA!-poleciał cytatem BRAT-WIE-DZIAŁEM!!!!Natychmiast mi tu wracać do domu!
Szkoda,że telefon nie ma jednak opcji wizja, bo widok SMARKAJĄCEJ HERBATĄ na pewno złagodziłby jego wypowiedź.
ŚLUBNY w tym czasie oprócz ruszania brwiami, co pewnie miało oznaczać A CO, NIE MÓWIŁEM?! nadstawiał ucha,żeby poznać TEMAT SMARKANIA.
-POZWÓL BRACIE,ŻE NIE PRZEKAŻĘ DOSŁOWNIE TWOICH SERDECZNYCH POZDROWIEŃ MĘŻOWI, ALE JESTEŚMY W ELEGANCKIEJ I BARDZO MAŁEJ HERBACIARNI -odpowiedziałam, gdy odzyskałam oddech -A PANIENKĘ MAM NA PLECACH-dodałam szeptem, ale chyba scenicznym, bo za barem zaczęło się  AKUSTYCZNE PORZĄDKOWANIE STANOWISKA PRACY i trzeba się BYŁO BRAĆ!
Zajrzeliśmy tylko pospiesznie do galerii wszelakich i sprawdziliśmy, czy odlotowy obraz z cyklu DOBRO NA KTÓRE CIĘ NIE STAĆ jeszcze wisi- WISIAŁ!
Nie zrobiłam zdjęcia w środku w obawie przed- TOWAR CYKNIĘTY UWAŻA SIĘ ZA SPRZEDANY, a kredytu i tak bym nie dostała, bo bankierzy na widok mojego debetu dostają czkawki z radości.
W Lublinie tez byłam i się OBKUPIŁAM, ale o tym z poślizgiem napiszę  wkrótce, bo teraz idę gotować KULTOWY NIEDZIELNY ROSÓŁ:)

sobota, 14 stycznia 2012

PÓKLĘSKI ostatnimi czasy NIECHRONOLOGICZNIE ALE PRAWDZIWIE

-Maszerujemy jak ciężkie zmęczone misie- wydalam SPORTOWE DYSPOZYCJE-jednocześnie demonstrując  chód zmęczonego misia, co przyszło mi o tyle łatwo,że akurat padałam na pysk.
-Pani to mogłaby być SUMO!-słusznie zauważył TAJFUN,  ale nie zabiłam go od razu ( nawet wzrokiem), bo przypomniało mi się, jak onegdaj opowiadał o tym, jak to Z TATĄ  karmili kaczki w parku  i "tata wlał wódkę do bułki,zeby siem kacki opiły i zeby je złapać, ale siem nie udało bo to było w NIEMCACH I NIEMIECKIE KACKI"
Zabić źródło nieoczekiwanej, darmowej rozrywki?-NIGDY!
Zamiast tego spytałam słodko:
-I miałabym latać W SAMYCH MAJTKACH PO SALI?
Wizja wszystkich nas rozbawiła, dopóki wyobraźnia nie poszybowała dalej - w kierunku BŁEEEEEE!
WOŚP - sukces połowiczny, bo ORGANIZATORKI wbrew sugestiom ARTYSTKI TORBOTWÓRCZEJ- zamiast wystawić gadżety w galerii Monetka -WYSILIŁY SIĘ I CHCIAŁY SPRZEDAĆ ARCYDZIEŁA SZTUKI ODMIENNEJ NA AUKCJI.
Nie wytrzymałam napięcia i po pierwszej sprzedanej-(pomimo zaciętego zamka ,w który wkręciło się ozdobne futerko, ale jak stwierdził DARCZYŃCA-"I dobrze-wersja dla mojej żony - OSZCZĘDNOŚCIOWA-bo portfela NIE WYDŁUBIE) wtargnęłam W KULUARY i wymogłam WŁAŚCIWĄ EKSPOZYCJĘ i monetkową cenę
I chyba SIĘ SPRZEDAŁO!:)

DZIEŃ PRZED WIGILIĄ.Telefon krzyczy,że dzwoni KOLEŻANKA-pomimo szału ostatnich zakupów oczywiście odbieram.
-Byłam na  sorze-piszczy do telefonu.
-Znam go?- spytałam z ciekawości, bo byłam pewna ,ŻE NIE.
Odpowiedziała głucha cisza. Już myślałam,że szuka w pamięci, gdy słuchawkową ciszę rozdarł zdenerwowany głos:
-NA SORZE!!! byłam- mówię!
-AZALIŻ TO SZCZYT JAKOWYŚ, O KTÓRYM NIE MAM POJĘCIA?-próbowałam ratować sytuację.
-Szpitalny odział ratunkowy!!!- wydarła się a mnie ciary przeleciały po grzbiecie, jako NOTORYCZNEJ OFIERZE SYNDROMU BIAŁEGO FARTUCHA i chęć do żartów sczezła gdzieś w okolicy kości guzicznej.
-Z kim?- zdołałam wykrztusić
-SAMA. ZE SOBĄ-odpowiedziała lakonicznie i tylko to ,że ROZMAWIAMY a więc ŻYJE, uspokoiło moje dygotki i przestałam przypominać wieszającego się na  sklepowym wózku CZŁOWIEKA NA GŁODZIE.
-Migdała zjadłam- chyba, albo orzecha-dodała w zamyśleniu, a mnie przed oczami przeleciały TONY RAFAELLO, MICHAŁKÓW, CZEKOLAD Z..., które razem przeżarłyśmy ( czasem w większym lub mniejszym ukryciu).
-Okazało się,że ten jeden BYŁ OSTATNI  i teraz ani czekolady- ANI NIC!-załkała
Powiało grozą! A tu święta i okazja do darmowej wyżerki- NĘDZA!!!
ALE ŻYJE WIĘC I SUKCES JEST!
Poświątecznie pojechaliśmy do BRATA na wschód (jak dla nas daleki), chyba tylko po to ŻEBY SIĘ DOBIĆ.
-Jak tam te twoje torby?- zapytał ŚWIADOMY PROCEDERU.
Doceniłam życzliwe zagajenie i ZADEMONSTROWAŁAM INTERNETOWĄ EKSPOZYCJĘ




-SWOISTE!-skomplementował mnie- TEN CO SIĘ NIE ZNA i zauważył "jakiś komentarz tu masz"
-Czasem ktoś pisze,że mu się podoba!- wyjaśniłam GŁUPKOWI  RUSZAJĄCEMU BRWIAMI i nieopatrznie kliknęłam na komentarz.
A tam JAK WÓŁ!pisze anonimowa ale podpisana ANNA B.:
- WYBACZ, ALE STRASZNIE JESTEŚ NACHALNA Z TYMI TORBICHAMI
Szybciutko odpisałam - OCZYWIŚCIE WYBACZAM ANNO B.:) ale ten końcowy uśmieszek był wyjątkowo tylko pro forma , bo moje EGO POSZŁO SIĘ OBWIESIĆ.
I obwiesiłoby się niechybnie, gdyby nie LEJDIK i jej pocieszający KOMENTARZ KOMENTARZA oraz CZASAMI NIEZAWODNY ŚLUBNY i jego KOMENTARZ:
-TO JA CIĘ JUTRO ZABIORĘ DO LUBLUNA ALBO DO KAZIMIERZA NAWET!!!!
I SŁOWA DOTRZYMAŁ:)

niedziela, 8 stycznia 2012

ZA TANIE PIENIĄDZE....wyginam śmiało ciało

-Za tanie piniądze psi mięso jedzą-mówiła zawsze moja babcia i dodawała na wypadek, gdybym jej słów niw potrakowała poważnie:
-Kot nie słucha ojca, matki ten słucha psiej skóry!-wzmocnienie o tyleż mało skuteczne,że nigdy mi nie wyjaśniono co owa skóra oznacza:
-czy to pejcz chłoszczący bezlitośnie opornych?
- a może litościwa sunia, która przygarnie , gdy rodzeni rodzice wygonią jak psa (znając RODZICIELKĘ-była czasami BLISKO!)
Babci brakło, a mnie podkusiło kupić sobie W TANIM SKLEPIE TANIE BUTY.
Warunki przydatności spełniały jak najbardziej:
-ocieplenie- futerko
-wierzch wokół stopy- skóra (wprawdzie zamsz  ale zawsze)
-góra- pikowana tkanina ( rozciągająca się wystarczająco na moich niewystarczająco smukłych ŁYDACH)
i najważniejsze- ANTYPOŚLIZGOWE, GRUBE SPODY!
DOCZEKAŁAM SIĘ INAUGURACJI. Z pierwszym przyprószeniem, raźno ruszyłam do PLACÓWKI.
Buty twardo trzymały się drogi, ale jakby trochę chyliły na boki ( a trzeźwa byłam jak zwykle).
Na korytarzu PLACÓWKI zauważyłam,że zostawiam za sobą ślad CZARNEGO KONFETTI wielkości pięciozłotówek.
-GDZIEŚ TO PANI W TAKIE BŁOTO WLAZŁA?-powitała mnie SPRZĄTAJĄCA
-To nie błoto, to moje BUTY-wyjaśniłam pogodnie i jak koń do podkucia uniosłam nogę i pokazałam SKONSTERNOWANEJ EFEKT SPECJALNY!
OBCAS PRZESTAŁ ISTNIEĆ!
Złamałam postanowienie,żeby nie kląć NAWET W MYŚLACH i posuwistym krokiem ( nic to nie dało- ochłapy leciały dalej)dotarłam do klasy,żeby poratować się klapeczkami.
-Idź już pani do domu-pogoniła mnie po lekcjach WSPÓŁCZUJĄCA SPRZĄTAJĄCA.
-BYLE SZYBKO, ZANIM SIĘ PANI CAŁKIEM TE BUTY ROZPADNĄ, A JA PÓJDĘ ZA PANIĄ I BĘDĘ ZAMIATAĆ!
A było co!
Dobrze,że mieszkam blisko, bo wróciłabym w skarpetkach, a tak zawarłam tylko bliższą organoleptyczną znajomość z topniejącym śniegiem.
-Nie zdejmuj butów- DRUGIE PIĘTRO po drodze zaprosiło mnie na kawę
-Nie mam czego- odparłam zgodnie z prawdą zostawiając i u GOŚCINNYCH pokaźną kupkę gumy. Na moje czwarte dotarłam w skarpetkach.
A NA POCIESZENIE- NIESPODZIANKA!
Dotarła wygrana w konkursie firmy Gatta i Green Canoe

Ale jakież było moje zdziwienie, gdy "na okładce" zobaczyłam zamiast zamawianego XL ZGRABNE-L
-BĘDZIE MOTYWACJA ŻEBY SCHUDNĄĆ-skomentował MŁODSZY a STARSZY poradził:
-Opchnij to komuś, KTO JEST W NORMIE! i zaniósł się diabelskim chichotem, zanim dostał paczką w głupi czerep.
-ZMIEŚCISZ SIĘ-wprawne  trzecie oko ( bo dwa były wpatrzone w ekran) CZASEM WSPIERAJĄCEGO dodało mi otuchy.
I wiecie , co? PO WYKONANIU KILKU ZAPIERAJĄCYCH DECH (głownie w moich piersiach) WYGIBASÓW-ZMIEŚCIŁAM SIĘ!!!:)
SKUTKI UBOCZNE?
-SUTKI UTRACIŁY KONTAKT Z PĘPKIEM I NIE MAJĄ DO KOGO ZAGADAĆ, BO PODBRÓDEK NIE CHCE ( choć zwisa -i to ich łączy- jest ponad to!)
-Chodząc na co dzień- chudniesz w postępie geometrycznym-BO NIC NIE JESZ, ŻEBY NIE ROZCIĄGNĄĆ luksusowej BIELIZNY:)