czwartek, 13 października 2011

NO I DOCZEKAŁAM SIĘ, czyli kolejny Dzień Nauczyciela

Jutro święto- chociaż w pracy, ale świadczymy tak zwane "usługi opiekuńcze" (ZAMIAST LEKCJI) i po cichu mamy nadzieję,że NIE BĘDZIE SIĘ KIM OPIEKOWAĆ !Ktoś jednak musi wykonać tych parę wierszyków i odśpiewać piosenkę ,że "BEZ PANI NAWET LIZAK TRACI SMAK". Wszyscy bowiem pamiętamy,że NAJBARDZIEJ SMAKUJE MAMLANY W UKRYCIU POD ŁAWKĄ NA LEKCJI!
Dzisiaj dzień z cyklu "co mi zrobisz jak mnie złapiesz"- BO NIE SCEM SIONŚĆ DO ŁAWKI, ale dzielę swoje mordercze zapędy przez współczynnik miłosierdzia i kocham ich wszystkich!(perspektywa weekendu w TOWARZYSTWIE DOROSŁYCH) ma swoją moc.
Twórcze łapki

bardzo się napracowały

rysując i samodzielnie wycinając
  • malując urocze pejzaże
Z małą pomocą drapując tkaninowe dynie- mniej lub bardzie ZŁOWROGIE

i wiążąc udręczonymi paluszkami tysiące węzłów na JEŻYKACH a i tak każdy PODGLĄDACZ  mówi 
-JAKIE ŁADNE PAJĄCZKI!!!!

-SZCZEGÓLNIE SYMPATYCZNIE WYGLĄDA TEN Z OCIEKAJĄCĄ KRWIĄ ZĘBAMI
Trudno się jednak dziwić,że do precyzji droga długa i pełna wybojów, skoro prace wykonuje, nazwijmy ją RUSAŁKA-dziewczę porywającej urody o kontrowersyjnym za to charakterze, bo co dzień jawi się zamiennie :
  • krówką ( podchodzi na czworakach i ryczy)
  • biedroneczką ( pląsa w podskokach po całej klasie i twierdzi,że przysiądzie TYLKO NA KWIATKU)
  • ślimaczkiem ( I NIE BĘDZIE PISAĆ , BO PRZECIEŻ NIE MA RĄK)
Dzisiaj akurat przyszła pora na OWIECZKĘ i "JAK MI PANI NIE POWIE SIADAJ OWIECZKO TO NIE SIĄDĘ!
PANI oporna jak zwykle, z uporem maniaka  nazywa RUSAŁKĘ RUSAŁKĄ  i w związku z tym dostała dzisiaj kolejne OSTRZEŻENIE!
-ZA KARĘ NIE POKAŻĘ PANI MOJEGO ZESZYTU Z RYSUNKAMI- A SĄ BAAAAARDZO ŁADNE A W DOMU POSTAWIĘ PANI ZERO!
BEZDUSZNA PANI NIC A NIC SIĘ NIE PRZEJĘŁA!
Za godzinę przyszła koza do woza, a właściwie OWIECZKA DO OPRAWCY, PRZYWALONA PROBLEMEM NATURY ŻYCIE LUB ŚMIERĆ- rozwiązanym butem.
-Owieczkom buty się nie rozwiązują- zauważyłam, a wredna część mojej nauczycielskiej duszy zarżała.
-NO DOBRA ODCZAROWAŁAM SIĘ I NAWET MOGĘ POWIEDZIEĆ PRZEPRASZAM-dyplomacja jak widzimy nawet w świecie bydła nierogatego czyni postępy, co MNIE JAKO PASTERZA niezwykle cieszy.
WSZYSTKIEGO CO TYLKO NAJMĄDRZEJSZE NAUCZANYM I UCZĄCYM:)

poniedziałek, 3 października 2011

NIE MAM SIŁY NA NIC!!!!czyli nie będę jak teść

Siedzę właśnie jak koń po westernie vel zepsuty miś przed ekranem komputera i zaraz WYDZIĘCIOLĘ dziurę w ekranie kiwającą się wcale nie w chorobie sierocej głową. PRACA WYSYSA WSZYSTKIE ŻYCIOWE SIŁY a do 60 tki ( a jak TUSK wygra -65tki) daleeeeeeko.
Dlatego z SZACUNEM I PODZIWEM NA STOJĄCO (o ile na to pozwoliłoby chwiejące się ciało i nogi przygniecione opasłym kotem) wspominam ostatni wypad do przytuliska z teściem -lat 80 z górką.
Zapakowaliśmy regalik,żeby w/w miał gdzie rozłożyć swoje akcesoria, bo szafeczka z której regularnie wystawiał mi zawartość na schody ( a ja regularnie dziwiłam się SKĄD TO????) poszła do innego kąta.
-No to DO ROBOTY-zakrzyknął gromko ledwo tylko rozpakował swoje bagaże.
-Najpierw ROBOTA POTEM PICIE- zdecydowanie sabotował tęskne spojrzenia NIEKTÓRYCH  w kierunku kufla.
Zabrali się za układanie drewna w stodole

 powierzając mi zaszczytny dozór nad domowym ogniskiem, czyli MOGŁAM GRZAĆ GNATY I UDAWAĆ,ZE PRACUJĘ.
Pasowało mi to bardzo, ale zanim zaległam, poszłam na obchód grzyborodnych lasów.
BOGACTWO-całe się zmieściło na zdjęciu.

Jadalnych ani widu ani słychu ( chociaż w przypadku grzybów to stwierdzenie chyba idiotyczne), za to nowe TABLICE INFORMACYJNE GOSPODARZA Z ZAGRODZONEJ DROGI  robiły wrażenie!
OTABLICOWAŁ SIĘ DOOKOŁA- ANI CHYBI BĘDĄ JAKOWEŚ EGZORCYZMY!-byle nie na nas, bo MY NIEWINNE.
Za górką grzybów nie było, ALE LASU TAKŻE ZARÓWNO TEŻ!!! Stałam jak głupia wybałuszając gały na RZEŹ!
Kolejny podgrzybkowy las przestał istnieć.
Tylko brzozy się nie poddają.
Na podwórku PORUSZENIE- COŚ SMYRNĘŁO MIĘDZY DREWNEM!!!
-MOŻE BYĆ ŻMIJA- zawyrokował TEŚĆ, który właśnie skończył roztaczać wizje "jak to można CAŁY DOM OPRYSKAĆ TRUCIZNĄ I WTEDY NIC CI NIE WLEZIE"
-POTRUJEMY SIĘ WSZYSCY-OBROŃCA ŻMIJ ruszył do kontrataku-A pod drewnem może mignęła Ci mysz-ZGASIŁ OCHOCZEGO TRUCICIELA.
-Jaka tam mysz!!!-dobrze widziałem ,że COŚ INNEGO!-zdenerwował się SPOSTRZEGAWCZY i zarządził, nie zważając na TĘPY OPÓR MATERII ( ja udawałam,że nie widzę błagalnego wzroku MĘŻA- W KOŃCU TO NIE MÓJ OJCIEC!)  PRZEKŁADANIE DREWNA JESZCZE RAZ!
Okazało się,że MIAŁ RACJĘ.
Pod kolejną kłodą usiłował zapaść w sen zimowy MOTYLEK!!!

 (pewnie ten ZŁOWROGI)
-NO I MIAŁEM RACJĘ,ŻE NIE MYSZ-zatriumfował i zarządził OBCHÓD I WYCINKĘ ZBĘDNYCH GAŁĘZI ZACIENIAJĄCYCH PODWÓRKO.  Widząc STAN ZGRZYTAJĄCEGO ZĘBAMI z własnej inicjatywy odchwaściłam ogródek.

przed i po
zebrałam pokaźny zbiór warzyw
i owoców
jabłko sztuk 1
i malowniczo padłam na kanapę prawie bez dechu, ale uświadomiłam sobie,że za chwilę PRZYJDĄ PRACOWNICY i zwlokłam się,żeby zaimprowizować kolacyjkę.
Przyszli. WESOŁY JAK SZCZYGIEŁEK I WYKOŃCZONA CHMURA GRADOWA.
-No i jak wam poszło?-zainicjowałam inteligentną dyskusję.
-A dobrze- SZCZYGIEŁEK,  jak zwykle optymistycznie zapewnił mnie jeszcze,że jutro to "mi to wszystko stare drewno potną,żeby był czym palić na zimę".
CHMURA JAK TO CHMURA- NIE POWIEDZIAŁA NIC , ale na drugi dzień z gracji i sprężystości ruchów przypominając wytwór dra Frankensteina, POSŁUSZNIE CIĘŁA DREWNO i na pewno tak jak ja MARZYŁA O KONDYCJI SZCZYGIEŁKA:)

sobota, 24 września 2011

CZŁOWIECZY LOS nie jest bajką i snem , czyli LECĘ A. GERMAN

Dzieciaki okrzepły. Nauczyły się ustawiać w dwuszeregu, co kosztowało mnie co prawda trochę czarów, ALE WARTO BYŁO!. W związku z tym, moja moc zamieniania ŻYWEGO w kamień nieco się nadwyrężyła (początkowo świeżo ustawione pary lazły za mną jak Truśka do michy i ledwo ustawiłam jedną w dwuszereg i zabierałam się do manewrów z drugą parą - pierwsza zapominała, GDZIE MA STAĆ i koniecznie chciała mi we wszystkich poczynaniach towarzyszyć, zajmując zaszczytne miejsce u mojego boku , ew. ZA PLECAMI ryzykując totalne rozdeptanie. Dopiero gry za pomocą czarodziejskiej różdżki wykonanej naprędce  ze zdewastowanego pachołka ( nie mylić broń Boże z PACHOLĘCIEM) i zaklęcia PARA KAMIENIEJE! (czyli chyba ciekły azot, czy cóś) UDAŁO SIĘ!!!
Czarów nie starczyło jednak na długo- ruch jako podstawowa jednostka zmian musi zaistnieć - choćby na rozmazanych zdjęciach pod klasową gazetką


 albo w formie NIE SIONDEM DO ŁAWKI, BO MOZE AKURAT MI SIE NIE CHCE!
Nie zawsze nadążam za rozwojem sytuacji. Wpuszczając TOWARZYSTWO na miejsce kaźni , czyli do klasy usłyszałam kiedyś zbiorowe :
-ŁAAAAAAAAŁ!!! CO TU SIĘ STAŁO!!!!!!!! i AAAAAALEEEEEE!
Pędem rzuciłam się za podopiecznymi, aby w razie czego bronić i chronić ale okazało się ,że TAAAKIE wrażenie zrobiły na nich ICH WŁASNE KRZESEŁKA, odwrócone przez sprzątaczkę do góry nogami na ławkach.Rozczarowanie prozaicznym wyjaśnieniem NISZCZĄCEJ ZŁUDZENIA co do magii działającej również po zamknięciu szkoły BYŁO WIELKIE I BEZGRANICZNE. Dopiero NIEWYJAŚNIONA UTRATA DŁUGOPISU PRZEZ TĘ CO NIGDY NIC NIE GUBI A SAMA MÓWI ZAWSZE "POSZUKAJ DOKŁADNIE" i tym CZŁOWIEKA WKURZA-przywróciła NEOFITOM WIARĘ W MOC NIEWYJAŚNIONEGO!
Lada dzień a być może zawiłe ścieżki samogłosek i spółgłosek zawiodą WSZYSTKICH na upragniony dywan i  DŁUUUUUGĄ PRZERWĘ ZABAWOWĄ ( w odróżnieniu od ŚNIADANIOWEJ, gdzie CZŁOWIEK nic nie robi TYLKO JE!!!)

niedziela, 18 września 2011

NA ROZSTAJACH, czyli jedną nogą w bagnie a drugą też nie lepiej

Co tu ukrywać- nie mam wystarczającej podzielności uwagi, żeby systematycznie blogować i pracować zawodowo-że o DOMU nie wspomnę. Ostatnio kładę się spać i budzę z myślą o moich sześciolatkach i kombinuję jak koń pod górę, co by tu jeszcze- "żeby załapali"
GŁOSKUJEMY- "Jedzie pociąg naładowany towarami na głoskę P..."- wskazuję paluchem na NIEWINNĄ OFIARĘ.
Oczy NIEWINNEJ OFIARY  ze spodków zmieniają się w wieeelkie talerze, tak ,że bez trudu można przez nie zajrzeć w głąb mózgu, gdzie nie pląta  się ŻADNA, nawet przypadkowa myśl.
-Jest tego dużo w piaskownicy-P.....-WYDAJE MI SIĘ ,że ułatwiam sprawę.
-WIADERKO?-NIEWINNA OFIARA pełna nadziei
-PRAWIE... pocieszam , ale na P.....(uparłam się jak głupia- widzę to po minach ZGROMADZONYCH)
-ŁOPATKA?-OFIARA się nie zraża a ja SIĘ PODDAJĘ (ale tylko w TYM MOMENCIE).
W domu "wracam do korzeni", czyli do czasów z początków mojej kariery zawodowej, kiedy dzieciaczki przychodziły do szkoły "saute"- kleję, rysuję i kombinuję- a czas nie gumka od majtek.
ZANIEDBANY MAŁŻONEK uwozi mnie na wieś- ALE Z ROBOTĄ-bo muszę!!!
WÓJT miło nas zaskoczył
NOWA DROGA!!!! niczym autostrada PRAWIE do naszych drzwi a już traciłam nadzieję:)
Piękna przyroda studzi trochę zapał do pracy
ale nie poddaję się jej urokowi , bo w domu zauważam TOTALNY BRAK POCZĘSTUNKU DLA MYSZY-wniosek-GDZIEŚ  LEŻY NIEODKRYTY TRUPOSZ!
O ile żywa mysz nie budzi moich zastrzeżeń ( o ile nie lata po mojej pościeli)- do TRUPOSZY mam wstręt PRZEOGROMNY.
-Ja też się brzydzę- udaremnił moje wysiłki WROBIENIA GO  w przegląd zakamarków -CZŁOWIEK OD ZADAŃ TRUDNYCH.
Delikatnie zaczęłam przekładać poduchy. Pod ostatnią-GRATIS NIESPODZIANKA -PRAWDZIWA -CAŁKIEM ŻYWA- ZWINIĘTA W KŁĘBEK-ŻMIJA ZYGZAKOWATA!!!!
-Tu jest żmija-przywołałam półgłosem CZŁOWIEKA
-CO MASZ NA MYŚLI MÓWIĄC ŻMIJA?- zapytał przytomnie
WSKAZAŁAM PALCEM- TO!
CZŁOWIEK z lekka pobladł i poleciał po łopatę.
Potem zaczęło się przeszukiwanie kątów i obdzwanianie SPECJALISTÓW, czyli po prostu wszystkich których znamy.
Efekt przeszukiwania
malownicza dziura pod kanapą

efekt konsultacji ZE SPECJALISTAMI- BUDUJĄCY

  • BRAT pocieszył mnie-żmije GROMADZĄ SIĘ  w bezpiecznych miejscach na przezimowanie, ale TAK OD RAZU  PO UGRYZIENIU SIĘ NIE UMIERA (niech tu przyjeżdża i śpi- komentarz MAŁŻONKA)
  • KOLEŻANKA bardzo się przejęła-TAK SPECJALNIE MNIE STRASZYSZ , ŻEBYM JUŻ DO WAS NIE PRZYJECHAŁA!
  • FOKSIOWA -zmartwiła się wywaleniem żmii na zbity pysk, bo miała koncepcję zapakowania w/w do woreczka i podrzucania ODWIECZNYM WROGOM.
  • SIOSTRA- radziła zrobić nalewkę ŻMIJÓWKĘ -żeby nic się nie zmarnowało
  • POZOSTALI wyrażali swoje własne opinie, sprowadzające się do "JA BYM SIĘ TAM BAŁ SPAĆ"
  • MAŁŻONEK PODSUMOWAŁ DEBATĘ- SWÓJ DO SWEGO CIĄGNIE!-i dlatego NASTĘPNE ŻMIJE BĘDZIE WYWALAŁ Z DOMU SAM!!!!

piątek, 9 września 2011

ZŁOWROGI MOTYLEK, CZYLI TUPOT MAŁYCH STÓP

No i mam , co chciałam. Klasa marzeń- bo 16 osobowa- w życiu tak mało licznej nie miałam!!!!ALE JEST I "BONUS"- W TYM 15 SZEŚCIOLATKÓW!!!!
Dopiero teraz w pełni rozumiem jaka jest różnica między siedmioletnim kowbojem a sześcioletnim pluszowym misiem- SŁODZIAKI!
Na pytanie, czy się nie boją szkoły- zgodnym chórem odpowiadają NIE!!!!! a na odwiedzających ich kolegów z  zerówki patrzą z pobłażliwą wyższością- BO TO TAKIE MALUCHY! (nieważne ,że w tym samym wieku).
Dzielnie podskakują wieszając samodzielnie worki z kapciami na wieszakach "trochęzawysokich" i zadziwiają optymizmem i SWOIM obrazem szkolnej ( i nie tylko) rzeczywistości.
ZWIEDZANIE SZKOŁY (łącznie z toaletami), a na następnej lekcji konieczność słownej instrukcji ze strony OBLATANEGO WYCHOWAWCY- " idziesz, idziesz, idziesz- teraz skręt!" bo się zapomniało GDZIE JEST SIKALNIA.
NASTĘPNA KLIENTKA -PO POWROCIE!!!! pyta:
-To GDzIE jest WŁAŚCIWIE ta ubikacja?
Wychowawca rzutem zza biurka i wyrzutem wyciągniętej trwożnie ( z trwogi o stan pęcherza klientki) ręki wskazuje KIERUNEK
-A to dobrze, BO WŁAŚNIE TAM SIĘ WYSIKAŁAM- uspokaja KLIENTKA.
DZIEŃ DRUGI- SPOTKANIE Z POLICJANTEM
-Co może być zagrożeniem w ruchu drogowym?-pyta DZIELNICOWY
Las rąk. W końcu wybór pada na  6 letnią ZOOLOŻKĘ.
-NA PRZYKŁAD MOTYLEK-odpowiada z niezachwianą pewnością.
-Jak to? - dziwi się STRÓŻ PRAWA.
-BO NA PRZYKŁAD JAK JEST ŁADNY I TAK SOBIE LATA , TO CZŁOWIEK IDZIE, IDZIE, IDZIE -PATRZY NA NIEGO I MOŻE WPAŚĆ POD AUTO-pomruk ogólnej zgody, uznania ze strony GAWIEDZI, połączony z kiwaniem głowami- BRWI ASPIRANTA NIEWIDOCZNE , BO "PODJECHANE "wyżej czołowych zakoli.
Fotek nie ma, bo ochrona danych i tajniactwo, a poza tym ładuję akumulatory na wsi, gdzie nawet osiołki już wysiadły nosząc internet w  wiaderkach- MIŁEGO SOBOTNIO- NIEDZIELNEGO BYCZENIA SIĘ!:)

sobota, 3 września 2011

I PO PTOKACH, czyli masakra

 Udane zakończenie wakacyjnego lenistwa  . WIZYTA SIOSTRZANA, poprzedzona ostrzeżeniem MY MUSIMY Z PSEM, co przyprawiło bohaterkę o zawał połączony z atakiem paniki, bo PIES ROZMIARAMI DOBRZE WYPASIONEJ KROWY-nie nastrajał optymistycznie.


Szarka pokazała jednak zupełnie ludzkie oblicze- bardziej pokojowo nastawionego i spolegliwego psa moje PSOSTRACHLIWE OCZY jeszcze nie widziały. Jedyną trudność stanowiło OKRACZANIE LEŻĄCEJ W SIENI, i spojrzenie w jej smutne oczyska-BO NIE WPUSZCZAJĄ NA SALONY.
SIOSTERSTWO zupełnie nie wymagające- sami latali do lasu, przynosili łupy
NIE WYMAGALI KARMIENIA!!!!- karmili się sami a wolnych chwilach latali z aparatem
i robili piękne fotki

pozwalając GOSPODYNI na totalne wybyczenie się- szkoda,że wizyta trwała tak krótko:(
Po powrocie ,POŻEGNALNY GRILLEK u FOKSIOWEJ w towarzystwie niezawodnej KOLEŻANKI z WKUPNĄ torbą- mam nadzieję pasującą do nowej kuchni
Od poniedziałku- ORKA!!!!!
POWRACAJĄCA po urlopie- zawzięła się,że hej!

Osobiście wykonała identyfikatory dla przyszłych pierwszoklasistów ( z pobożnym życzeniem, aby trafiły jej się "mądre sówki")




uszyła spersonalizowane woreczki na przydasie , czyli strój gimnastyczny, bo na reklaśki z Biedronki nie mogła po tylu latach pracy patrzeć ( komentarz WSPIERAJĄCEGO- "odwaliło ci chyba,żeby tak się angażować w robotę").
WYKONAŁA SÓWKĘ MĄDRĄ GŁÓWKĘ-choć jej wygląd tego nie sugeruje
z kieszonką na dobre rady
UZBROIŁA SIĘ  w dwie torby 
zakupową

i "elegancką" , bo  Z BROSZKĄ!
Na starociach zainwestowałam W NAUKĘ  całe 10 zł a zakupiony PRODUKT  dałam do przetestowania UCZĄCEMU SIĘ , ALE TYLKO POKUKAŁ SIĘ W PUSTY ŁEB I NIE CHCIAŁ UŻYĆ POMOCY.
Nie ma się , co dziwić, skoro nauka do wrześniowej sesji wygląda na razie TAK
( tłumaczy,że na razie ćwiczy MÓZG)
Do pewnej miłej przyszłej studentki poleciała MOTYLKOWA
a na targu "zawiesiłam" moją tęsknotę za plażą
I TO BY BYŁO NA TYLE- ROZPOCZĘŁA SIĘ MASAKRA, CZYLI-MASOWA AKCJA RATOWANIA ledwie błyskającego kaganka oświaty w towarzystwie żądnych sensacji i fajerwerków co dnia PIERWSZOKLASISTÓW- o blogowaniu i szyciu przyjdzie mi chyba zapomnieć-jednym słowem PO PTOKACH:)

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

PRZEZ TRZY MORGI, post wcale nie rolniczy

 W oczekiwaniu na SIOSTRZANĄ wizytę, wybraliśmy się pewnego pięknego dnia do Sulejowa. Droga powiodła nas nieco na manowce, bo KIEROWCA pomny remontów jezdni, powiózł nas przez TRZY MORGI ( kto nie wie- nazwa jak najbardziej autentyczna) wzdłuż Pilicy. I tu ODKRYCIE!




Zbiornik wodny po jakiejś kopalni kruszywa- prezentował się bajkowo- Woda miała właśnie taki turkusowy kolor a widoczne pod powierzchnią drzewa i tajemnicze kominy oraz pustka wokół, dodawały "niesamowitość do dziwności"
-Ciekawe, co jest w tych workach- próbował mnie podpuścić TEN CO POWINIEN SIĘ O MNIE TROSZCZYĆ ( pyłki spod nóg i te sprawy)
-ZWŁOKI PODPUSZCZACZY-odpowiedziałam zgodnie z moimi podejrzeniami ,ale o dziwo WERYFIKOWAĆ NIE CHCIAŁ.
W Sulejowie był akurat targ. Wprawdzie rozpoznaliśmy na nim te same przedborskie starocie, ale z miłą chęcią obejrzeliśmy je jeszcze raz, pytając po raz kolejny o cenę odrapanego fotela bujanego, która niestety od ubiegłego wtorku NIE ZMIENIŁA SIĘ:(
-I tak nie miałabyś gdzie go wstawić- HAMULCOWY ZAWSZE ZWARTY I GOTOWY.
Odprawiłam  go hasłem pancerniaków " DO WOZU!"  a sama poleciałam jeszcze w kierunku " zielonych", gdzie DZIADEK sprzedawał PRAWIE ZA DARMO (6ZŁ) sadzonki wajgeli.
Po złożeniu ofertySPRZEDAWCA JEDNYM ZRĘCZNYM RUCHEM UWOLNIŁ ROŚLINĘ Z DONICZKI I PODAŁ JĄ ZDUMIONEJ- ZUPEŁNIE SAUTE!!!!
-Co Pan robi?- ZDUMIONA reagując właściwie -nadstawiła noszoną na wszelki wypadek " zrywkę" ( tak tu nazywa się jednorazówki).
-PAKUJĘ TOWAR- zgodnie z prawdą odparł DZIADEK i sprawnie dorzucił doniczkę do stosu innych.
-I niech się cieszy ,że za sześc zł, bo z doniczką to ho, ho....- dodał
UCIESZONA poleciała pędem do CZEKAJĄCEGO, który w krótkich żołnierskich słowach ocenił troskę DZIADKA o rośliny i dał wyraz niepokojowi o to jak ją po całodniowej wycieczce dowieziemy (BĘDZIE NA KOMPOST)
Obawy na szczęście się nie sprawdziły- krzewuszka obficie podlana DAŁA RADĘ!

 a my jak zwykle w zachwycie polataliśmy po Podklasztorzu

aby stwierdzić fakt niezbity,że nie tylko dla kobiet ale DLA MODLITWY mężczyźni tracili głowy
SZANOWNY MAŁŻONEK nie chciał być gorszy  i po powrocie popełnił był czyn OD BIEDY UCHODZĄCY ZA OBJAW DOZGONNEJ MIŁOŚCI ORAZ UTRATY GŁOWY demonstrując ZACHWYCONEJ- GDZIE KIEDYŚ BĘDZIE JEJ WERANDA
WBITE KIJE ZNAKOMICIE ODDAJĄ OGROM PRZYSZŁEJ POSIADÓWY I NIEWAŻNE,ŻE W TYM STULECIU CHYBA SIĘ JEJ NIE DOCZEKAM:)