wtorek, 3 maja 2011

I WSZYSTKO ZASYPIE ŚNIEG

Po udanych świętach obchodzonych przez nas rodzinnie  w Polsce, wybraliśmy się do naszych południowych sąsiadów

zachęcających żeby uczcić Wielkanoc należycie za pomocą
Najbardziej odpowiadałby nam Sex on the Beach- ale skąd w czeskim Cieszynie wziąć plażę?- nie ufając reklamie pozostaliśmy przy swojskim piwie za to u FAJNEGO SYNKA

 Cieszyńskie magnolie kwitły jak szalone a my szalenie cieszyliśmy się z wycieczki, dzięki której BRATOWA ( pierwszy raz w Cieszynie) mogła być ZA GRANICĄ i to DWA RAZY! ( raz nas deszcz przegonił) a w dodatku PRAWIE JAK W AZJI,bo większość sklepów po czeskiej stronie jest chińsko lub wietnamskojęzyczna.
-Podoba mi się!-podsumował wycieczkę BRAT-pierwszy raz widzę sklepy, w których wódka stoi między butami ( fakt!) i nikomu to nie przeszkadza.
 -Polskie napisy na witrynach sklepów - czyli to WSZYSTKO DLA NAS!

Szara rzeczywistość dopadła nas na wsi- choć bajkowo,



ale i ROBOCZO!



Sezon hamakowy wprawdzie udało się rozpocząć, ale po  twardym uporze NIEKTÓRYCH-dowodzących niezbicie,że +16- to NIE JEST TEMPERATURA POKOJOWA i dokładnym zadymieniu domu, GRZANIE RÓWNIEŻ SIĘ ODBYŁO ( uraz głowy -jak zwykle w za niskich drzwiach stodoły- tym razem  dotknął NIECHĘTNEGO PALACZA-prawie sprawiedliwie).
Ja tym razem głównie karmiłam , poiłam, opatrywałam rany i w ukryciu próbowałam na ogół bezskutecznie łączyć się z siecią, co zostało OBŚMIANE przy kolejnym montażu modemu na karniszu i trzymaniu laptopa w wyciągniętych na maksa w górę rękach ( z powodu nieoczekiwanej krótkości kabelka) .Nie poddałam się i efekt był!- 3 MINUTOWE POŁĄCZENIE Z SIECIĄ!
-No i narobił się człowiek, naorał a teraz śnieg przykryje wszystko i szlus- trafnie posumował NAORANY
Cóż robić?- chuchać na kwitnące drzewka przecież się nie da, POZOSTAJE TYLKO WIARA, NADZIEJA no i MIŁOŚĆ oczywiście , bo bez niej ZMARZNIĘTA I OBŚMIANA mogłaby zamienić się TEGO, CO TO " KĘSIM , KĘSIM" uczynił swoim zawołaniem.

niedziela, 24 kwietnia 2011

ZNOWU ŚWIĘTA!

Wolne przedpołudnie , bo udało nam się wkręcić na świąteczny obiad do teściów. Trzeba się przygotować psychicznie na biesiadę ( dzięki  ci Panie za post), bo TEŚCIOWA jest niekwestionowaną MISTRZYNIĄ KUCHNI a my jako degustatorzy oraz testerzy nowych, coraz to wymyślniejszych potraw, jesteśmy zobowiązani SPRÓBOWAĆ WSZYSTKIEGO!(Odmowa nie w chodzi w grę -to jak dezercja na froncie), ale nie narzekamy tylko jemy skromne śniadanie ( choć tradycyjne).


Proboszcz też nas dziś oszczędził ,bo zamiast rutynowej potrójnej rundy wokół świątyni zafundował nam tylko wersję pojedynczą- ku zdziwieniu tych co zawsze PRZYPADKOWO WYKRUSZALI SIĘ  w trakcie drugiego okrążenia, aby zając strategiczne miejsca- SIEDZĄCE !W dodatku PODZIĘKOWAŁ nam za uczestnictwo, co nas przyzwyczajonych do zwyczajowego obcyndalania na nutę " nie przychodzicie, nie modlicie się" wprawiło w zdumienie graniczące z szokiem.
I dobrze,że święta rozpoczęły się od pozytywów, bo WIELKI TYDZIEŃ upłynął nam na atrakcjach zupełnie nie świątecznych.
Najpierw PAŃCIA nakarmiła kota KOCIM FAST FOODEM , który TRUŚKA zszamała z entuzjazmem godnym lepszej sprawy, aby po kilku godzinach opróżniać gwałtownie swój organizm  I TO Z DWÓCH KOŃCÓW JEDNOCZEŚNIE-latałam ,ścierałam i uspokajałam PRZESTRASZONĄ i OBURZONEGO,że kota głaskam częściej niż jego!
-Porzygaj się kilka razy i narób na podłogę a potem wczołgaj się pod łóżko to ponegocjujemy głaskanie- nie wytrzymałam w końcu ,ale na ODOBRAŻENIE zaordynowałam jajka- DO SKROBANIA ( ZAJMIJ SIĘ CZYMŚ, a wersja oficjalna-NAJLEPIEJ CI TO WYCHODZI - MASZ TALENT!)


I naprawdę nieważne ,że baranek to skrzyżowanie kozy z psem- ale spokój przez jakiś czas był.


Truśka postanowiła jednak uświadomić PAŃCI,że może być jeszcze gorzej i gdy doszła do siebie- w proteście lub po to,  aby wykopać konkurencję z łóżka, na którym dotąd mogła polegiwać w dzień (gdy było porządnie przykryte narzutą)- zlała się dokładnie na jej środek!
Nie przewidywałam prania pościeli i narzuty o 23 w sobotę, ale spanie w szczynach też jakoś nikogo nie kręciło.
-Zlej ją!- doradził HODOWCA KOTÓW  w czasie, gdy leżałam na podłodze i zachęcałam przestraszonego kota, aby wyczołgał się z pod łóżka, gdzie udawał niewidzialnego.
-To przez to,że napisałaś tę instrukcję o laniu- zszargałaś opinię kota, który DOTĄD ZAŁATWIAŁ SIĘ TYLKO W KUWECIE- dogadywał SYN
-TO BYŁA PROFILAKTYKA!- odwarknęłam. Wiecie co to znaczy?!- i nie czekając na odzew- wyjaśniłam:
-To znaczy,że np. trzeba spieprzać z sypialni ZANIM WKURZYSZ MATKĘ!-zrozumiał w mig!
Uprałam, wyczyściłam, zakonserwowałam materac ( zgodnie z poradami internautów- octem, go octem!)-pozwoliłam ,żeby kot powąchał OCTOWE POSŁANIE i czmychnął jak najdalej się dało i poszłam spać W OPARACH KONSERWACJI-ZAMARYNOWANA JAK NIC!


NAJLEPSZE ŻYCZENIA DLA WSZYSTKICH I PODZIĘKOWANIA ZA ŻYCZENIA, KTÓRE OD WAS DOSTAŁAM-obyście w pościeli tylko piękne sny mieli, a  Wasze marzenia były tylko do natychmiastowego spełnienia:)

sobota, 16 kwietnia 2011

NA SWOIM, czyli jak nakładem relatywnie niskich środków nabawić się lumbago

-Ja to się wam ludzie dziwię- JAK WY TAM DOJEŻDŻACIE?-SEKRETARZ GMINY ujawniła swą głęboką myśl  w odpowiedzi na nasze sugestie,że NIE MOŻEMY DOJECHAĆ!!!
Zanim ochłonęliśmy od nadmiaru jej matczynej troski, dodała:
-Ja to nawet byłam tam niedawno z rachmistrzem spisowym,żeby pokazać,że TAM TEŻ JEST DOM! I OBIE SIĘ DZIWIŁYŚMY,ŻE MACIE PRĄD!
-Nasi sąsiedzi mają nawet WODĘ I INTERNET-rzuciłam licząc na gminne wyrzuty sumienia
-No, dotacje dostaliśmy- potwierdziła zadowolona jakby osobiście kładła rury i przewody.
-To do nas chociaż ze dwie wywrotki żwiru by się przydało- ZAMIAST WODY I INTERNETU-rozwinęłam twórczą myśl.
-Ale na to to już my dotacji nie mamy-bezradnie rozłożyła ręce i na pocieszenie obiecała:
-Przekażę WÓJTOWI -BO ON ROBI DROGI!
Niezmiernie ucieszeni nowym zakresem obowiązków wójta, który ostatnio na naszej drodze - W BIAŁEJ KOSZULI ,jakieś PIĘĆ LAT TEMU obiecywał drogę ZA DWA MIESIĄCE! objechaliśmy przez las lekceważąc ZNAKOMITY STAN NASZEJ DROGI-CO TO "PANIE W LACZKACH"


Mieszkanie na końcu świata,ALE ZA TO Z PRĄDEM, ma jednak kilka zalet
Łanie pasą się prawie w ogródku ( gdy nas nie ma- NA PEWNO)



ich małżonkowie wycierają korę za płotem
do nory na górce wprowadził się znowu DZIKI ZWIERZ (  borsuk lub jenot)
zawilce przypominają PO CO MAMY PODMOKŁĄ ŁĄKĘ

za pomocą KRÓLA SZOS można wyrywać chabazie i nikt nie zwraca człowiekowi uwagi

Można umyć wszystkie okna (szczególnie te otwierane na zewnątrz) wykonując AKROBACJE NA DRABINIE, Z KTÓRYCH NIKT SIĘ NIE ŚMIEJE a potem leczyć kręcz szyi i naruszone korzonki w cieple domowego ogniska, do którego łakomej paszczy przyniosło się uprzednio ( na szczęście PRZED KORZONKAMI) DWIE TONY DREWNA:)
W tym czasie RODZINA:
ODBIERA MEJLE,  ale zapomina o nawożeniu wirtualnej farmy
sprawdza, CO TEŻ PRZYSZŁO POCZTĄ?!
I WIERNIE CZEKA POD OPIEKĄ- starszych ale za to WZOROWYCH OPIEKUNÓW (wygłaskanie do wypęku, żarcie takoż- kuwetka PACHNĄCA!)

TERAZ ZNIKAM, BO TRZEBA RÓWNIEŻ POSPRZĄTAĆ I W MIEJSKIM DOMU, UDANEJ SOBOTY!:)

środa, 6 kwietnia 2011

WYJEŻDŻAMY, czyli instrukcja obsługi kota

-Trzeba orać i siać sama Polska gęby nie wyżywi- oznajmił MAŁŻONEK, który mając "w alternatywie" rozrywkę  pod jakże wiele mówiącym tytułem MALOWANIE KUCHNI, wybrał jak mu się wydawało lżejsze zajęcie- rolniczenie na letnisku.
-Ja chętnie , ale co z kotem?- odpowiedziała TA CO ZAWSZE JEST CHĘTNA ALE MYŚLI DO PRZODU
Ponieważ zachodziła obawa,że TRUŚKA w nowym otoczeniu znowu zacznie rzygać i to nie tylko z powodu NERWÓW, które przejęła od WŁAŚCICIELI ale w wyniku zeżarcia rozwleczonej po całym domu trutki na myszy- tym razem ZOSTAJE!
-Będziecie opiekować się kotem- przekazałam polecenie SYNOM
-ZNACZY GŁASKAĆ I TE SPRAWY?- chciał uściślić MŁODSZY
-GŁÓWNIE TE SPRAWY!-odpowiedziałam zgodnie z prawdą a rozwalony na moich kolanach kot spojrzał na mnie z wyrzutem w niewiwnnych zielonych ślepiach jakby chciał zapytać
-NA PASTWĘ MNIE ZOSTAWIASZ KOBIETO?!
Właściwie odczytałam przekaz, zebrałam się w sobie i na domowe potrzeby stworzyłam
INSTRUKCJĘ OBSŁUGI KOTA

KTÓRĄ JUTRO ZAWIESZĘ W MIEJSCU ODWIEDZANYM NAJCZĘŚCIEJ, CZYLI NA LODÓWCE:
  1. DLA WŁASNEGO DOBRA NALEŻY SPRZĄTAĆ KUWETĘ ( gdy jest brudna kot leje gdzie popadnie, ze szczególnym uwzględnieniem butów marki NIKE)Jeśli chcesz wiedzieć CZYM TO PACHNIE- ZACIĄGNIJ SIĘ ŻWIRKIEM Z WORECZKA)
  • trzeba to robić dwa razy dziennie, najlepiej rano i wieczorem- żwirek do woreczka foliowego i DO KOSZA NA ŚMIECI!- TOALETA SŁUŻY GATUNKOWI HOMO SAPIENS (tak, Wy SIĘ TEZ ZALICZACIE)-żwirek w toalecie  ZAMIENIA SIĘ W CEMENT! i potem homo będzie załatwiać się do żwirku- JAK KOT!
2. KOT ŻYWI SIĘ POKARMEM ZE SŁOJA (powąchaj to przekonasz się,że to chrupki NIE DLA CIEBIE) I PIJE PRZEGOTOWANĄ WODĘ-nie syp jednorazowo za dużo, bo EFEKTY BĘDZIESZ ZBIERAŁ Z PODŁOGI( za pomocą papierowego ręcznika- jeśli użyjecie ścierki- dopadnie Was karząca ręka sprawiedliwości)
3. Nawet jeśli Ci się wydaje,że RODZICE nie widzą,że palisz- nie pal na balkonie- KOT NIE UMIE FRUWAĆ (PALENIE W DOMU GROZI UTRATĄ TEGOŻ!)
4. Jeżeli widzisz głowę kota WYGLĄDAJĄCĄ Z KUCHNI NA WYSOKOŚCI POWYŻEJ 30 CM-NIE MYŚL,ŻE URÓSŁ- TYLKO ZGOŃ GO Z BLATU!( wyobraź sobie ,ze siada na nim ZARAZ PO SKORZYSTANIU Z KUWETY-jeśli  wyobraźnia ci szwankuje- zaciągnij się żwirkiem JESZCZE RAZ!)
5.GŁASKANIE CODZIENNE ORAZ ZABAWA- OBOWIĄZKOWE!( dla obydwu stron)
W razie problemów- dzwonić do MATKI!-OJCIEC JAKO ZWRACAJĄCY SIĘ DO KOTA PER MRUCZEK JEST MNIEJ KOMPETENTNY!
ZA WŁAŚCIWĄ OPIEKĘ- CZEKA WAS NAGRODA- PACHNĄCY I NIEOBRZYGANY DOM!
KOT Z GATUNKU WĄTPIĄCYCH W SWOJĄ ŚWIETLANĄ PRZYSZŁOŚĆ "POD NADZOREM"

sobota, 2 kwietnia 2011

POCANDY i inne imiona

Z braku laku dobry gips a ponieważ MAŁŻONEK BYŁ WYBYŁ, aby  w pocie spracowanego czoła odwalić kawał nikomu niepotrzebnej roboty w towarzystwie najbliższej rodziny- pseudonim akcji POMOC BRATU, a kotka mogłaby pomóc w losowaniu w jedyny sposób jaki zna - obrzygując losy ( z takiej formy pomocy z przyczyn oczywistych, czyli szacunku dla zapisujących się, zrezygnowałam) musiałam skorzystać z pomocy TAJEMNICZEGO RANDOMA, który wczoraj zadecydował,że  moje wytwory polecą do AGNIESZKI MD. ( proszę o mejla z danymi do wysłania:) Przepraszam,że dopiero dziś wieczorem siadłam do klawiatury, ale oprócz pilnowania wszelkich miejsc PRZYJAZNYCH ZWRACAJĄCYM i czytaniu wszelkich informacji zaczynających się od -MÓJ KOT... przystąpiliśmy do KOMISYJNEGO WYBORU IMIENIA-bo przecież kota nie ochrzcimy!
Wykorzystaliśmy fakt nieobecności TEGO, KTÓRY NA WSZYSTKIE KOTY WOŁA "MRUCZEK" (bo w JEGO rodzinie każdy kot niezależnie od płci był MRUCZKIEM).
-FRYTKA odpada- zainicjowałam obrady, bo ŻYWA FRYTKA MOŻE BYĆ TYLKO JEDNA! a nasza kotka żadną celebrytką nie jest (APROBATA POWSZECHNA)
-Powinna mieć jakieś KOSMICZNE IMIĘ, bo odkąd z nami mieszka- wychodząc otwieram jedne drzwi i natychmiast zamykam drugie - jak w śluzie na promie kosmicznym- (APROBATA JEDNOOSOBOWA- MŁODSZEGO POMYSŁODAWCY)
-Może OMA?- zaproponował STARSZY- JAK OMNADREN-wyjaśnił ZDZIWIONEJ, która sądziła,że to od BABCI po niemiecku ( aprobata również jednoosobowa poparta WYMOWNYM PUKANIEM SIĘ W CZOŁO przez SPRZĄTAJĄCĄ KUWETĘ)
Wzięłam sprawy we własne ręce i podałam propozycje do wyboru (żeby nie było żem AUTOKRATA)
  • TRUŚKA-bo z ubarwienia jak zając i cichutka jak on ( w przyczajce)

  • EJA-bo właśnie TAK miauczy
  • TRINNY- bo chuda i elegancka

-A ty pewnie będziesz TA DRUGA, CO?- WYŚMIALI MNIE CI, CO IM SIĘ WYDAJE ,ŻE SĄ DOWCIPNI , a TRUŚKA odpada, bo to imię dla chomika- zadali miażdżący cios!
Nie poddaję się tak łatwo!
-To wołajmy ją i zobaczymy czy zareaguje - zaproponowałam i OCZYWIŚCIE MOJE NA WIERZCHU , bo kotka za każdym razem przychodziła DO MNIE


( sprawdziłam później,że równie ładnie reaguje na "chodź tu", "padluchu", oraz otwieranie drzwi lodówki lub sypialni ale z tego się już NIE ZWIERZYŁAM)
TRUŚKA- nie przechodzi synom przez gardło, ale przynajmniej ja mogę ją sobie wołać jak chcę:)


Asystentka pilnuje maszyny dziewiarskiej

Ponieważ pasją TRUŚKI są niewątpliwie ptaszki ( z zabawkowym KURAKIEM na czele)- pasowały mi tu ostatnio uszyte torebki ze stareńkim haftem gobelinowym


MIŁEJ NIEDZIELI:)

wtorek, 29 marca 2011

ALE ŻEBY, czyli lista pobożnych życzeń odnośnie KOTA

-Ale ,żeby on nie był taki, co się chowa po kątach i dziczeje na mój widok- zażyczył sobie MAŁŻONEK
-No i żeby nie właził pod nogi jak jak rano zaspany zbieram się do roboty.
Oczywiście tej listy nie przekazałam schroniskowej OPIEKUNCE, ale przez telefon starałam się dowiedzieć jak najwięcej o STWORZE.
Okazało się,że
  • kotka jest bardzo wrażliwa , co manifestuje się  wyjazdami do Rygi we wszelkich momentach jej życia
  • po oddaniu do schroniska w ogóle przestała jeść i kosciotrupka odratowano karmiąc łyżeczką i strzykawką
  • nie będzie garnąć się do ludzi i wymaga wiele cierpliwości w oswajaniu
  • nie jest agresywna i DAJE SIĘ ZŁAPAĆ ( co mnie ucieszyło niezmiernie, bo w razie konieczności wolałabym nie walczyć o życie MOJE LUB JEJ , tym bardziej,że w biegach i skokach jestem słaba)
  • jest wysterylizowana, przebadana i zdrowa ( poza w/w przypadłością)
DOMOWNIKOM przekazałam tylko,że kotek jest bojaźliwy i KTO GO PRZESTRASZY BĘDZIE ZBIERAŁ RZYGI-od razu dom zamienił się w oazę łagodności ( chociaż kota w nim jeszcze nie było)
Mieliśmy jechać po niego do KOCIEJ CHATKI, ale niespodziewanie przed południem OPIEKUNKA ZADZWONIŁA!!!!
-Mogę ją pzywieźć do pani za godzinę, bo będę w okolicy...chyba,że pani woli,żeby BYŁ MĄŻ..
-JEŚLI PANI SIĘ NIE OBAWIA ZOSTAWIĆ KOTA POD MOJĄ NIEDOŚWIADCZONĄ OPIEKĄ, TO I JA SIĘ ODWAŻĘ-podjęłam heroiczną decyzję i w ciągu godziny- OGARNĘŁAM RYNEK i nawet posprzątałam łazienkę (Bóg jeden wie po co) używając w zdenerwowaniu mleczka jako czyściwa do lustra i dziwiąc się niepomiernie ŻE SIĘ MAŻE.
OPIEKUNKA bystrym wzrokiem obrzuciła kuchnię, gdzie przygotowałam miseczki na karmę i orzekła tymczasowe zbliżenie SŁYNNEJ KUWETY i jadalni, bo " kot i tak od razu wejdzie pod kaloryfer i ze dwa dni nie wyjdzie"
-Jestem na to przygotowana-odpowiedziałam mężnie a w duszy pogratulowałam sobie tego,że:
  • MĘŻA nie ma w domu
  • przynajmniej JEDNO  z jego życzeń od razu się spełni
Zaproponowałam opiekunce poczęstunek, ale z wrażenia podam wodę BEZ SZKLANKI i nawet nie zauważyłam ,że nic nie wypiła.
Po instruktażu odnośnie karmienia i wręczeniu zapasu karmy (DZIĘKUJĘ PANI EWO!!!), OPIEKUNKA otworzyła drzwiczki  i wyjęła drobniutką kotkę, która z godnie z jej przewidywaniami natychmiast skryła się w kącie , ale już po chwili z własnej i nieprzymuszonej woli wylazła, obwąchała mnie i dała się pogłaskać
W TYM MOMENCIE- ZROZUMIAŁAM,ŻE PRZEPADŁAM Z KRETESEM!!!!
Zdjecia zrobić bardzo trudno z uwagi na ruchomy cel, ale proszę, oto galeria
czujna obserwatorka
łowca
pierwszy dzień pobytu na nowej kwaterze i już zajęłam miejsce GOSPODYNI

ale bardzo się tego wstydzę
dlatego CZASAMI SIĘ ODSUNĘ i zrobię miejsce ( KTO SZCZUPŁY TEN SIĘ ZMIEŚCI A GRUBY NIECH SCHUDNIE)
czasem idę na kompromis
ale i tak MAM ICH W GARŚCI, BO JESTEM UROCZA!!!:)

niedziela, 27 marca 2011

INWESTYCJA, czyli zakupy w zoologu

Do wszystkiego prawie podchodzę metodycznie. Nawet na porodówkę pchałam się,żeby sprawdzić jak tam jest i( jak podobno mówiłam) - aby zobaczyć CO TAM SIĘ ROBI ( to chyba był szok PRZEDPORODOWY, bo jawnie bredziłam)- było to  w zamierzchłych czasach-NIE POKAZALI, NIE WPUŚCILI i rodziłam INTUICYJNIE- żeby nie zapomnieć, zrobiłam powtórkę już po roku.
A tu KOT TERAZ!Nigdy nie mieliśmy czegoś, co nie siedzi w klatce ( moje trzy chłopy się nie liczą, choć z nadzieją wypatruję w sklepach internetowych odpowiedniej klaty).
Przestudiowałam portale, poczytałam fora, odwiedziłam bankomat ( PŁAKAŁ! ale ustąpił, bo idea szczytna) i rozpoczęłam kilkudniowy rajd po sklepach zoologicznych. Czegom się tam nie naooglądała!Horyzonty poszerzyłam baaaaaardzo a portfel uszczupliłam jeszcze bardziej, chociaż pałętałam się po to, ŻEBY BYŁO JAK NAJTANIEJ- ale widocznie nie da się!
TRANSPORTER- Wypatrzyłam stosunkowo niedrogi i w miarę pewnie wyglądający


-Czy on się nadaje dla kota?- zadałam może niezbyt rezolutne pytanie a równie rezolutna PANI udzieliła mi wyczerpującej odpowiedzi
-A niby DLA KOGO?
-Bo  proszę pani nigdy kota nie miałam....
-Ale WIDZIEĆ TO GO CHYBA PANI Z RAZ W ŻYCIU WIDZIAŁA, NIE? Zresztą tu na obrazku jest kot JAK BYK NARYSOWANY, to chyba się nadaje, no chyba ,że chcesz pani tygrysa przewozić, ALE TO JUŻ NIE RADZĘ-i zaniosła się perlistym chichotem.
Na obrazku oprócz kota był tez królik i chomik, czy świnka morska i OCZYWIŚCIE okazało się,że koty przewozi się w WIĘKSZYCH transporterach, ale dostałam GRATIS!


(SYNOWIE WYRYWALI GO SOBIE Z RĄK PRZEZ CAŁY WIECZÓR)
KUWETĘ kupiłam zamykaną i z klapką ( dobrze,że demontaż łatwy i przyjemny),bo jak się wyraziła ZNAWCZYNI TYGRYSÓW
-TAKĄ TO SE PANI NA STOLE W KUCHNI POSTAWISZ I NIC NIE ŚMIERDZI.
Na stole zazwyczaj stawiam co innego, ale końcówka wypowiedzi przekonała mnie. OCZYWIŚCIE okazało się,że kotki w schronisku mają otwarte kuwety i zyskałam nowy zawód DEMONTAŻYSTKA KUWETY
( CZYŚCICIEL TEJŻE to uzyskany już wcześniej tytuł).
Karmę i żwirek o dziwo kupiłam DOBRE ( nieznani internauci dzięki....), miseczki powiedzmy- MOGĄ BYĆ!.
BYŁAM WIĘC GOTOWA NA WSZYSTKO! o czym cdn:)