wtorek, 15 marca 2011

PROJEKT OTWARCIE, czyli pozimowe niespodziewajki

W domu zabójcze +4 - na dworze +8-pijemy rytualną kawę na zewnątrz i cieszymy się UPAŁEM zanim wejdziemy i zaczniemy szacować pozimowe szkody.
Łazienka postanowiła zapewnić nam atrakcję typu GWIAZDY TAŃCZĄ NA LODZIE, ale nie doczekała się, bo przyszły roztopy i z lodu pozostał na podłodze malowniczy basenik ( dobrze,że podłoga z dołem pośrodku, to się nie rozlało i tkany dywanik przyjął większość wody z godnością  charakterystyczną dla DOBRZE UTKANYCH- zmieniając tylko barwy na bardziej "nasycone" i witając DAWNO NIE WIDZIANĄ I JEJ PÓŁBUTY uroczym CHLUP!
Buty zniosły to powitanie z godnością ( szkoda,że GOSPODYNI nie poszła w ich ślady- zamiast powitania śląc w przestrzeń słowa, które wszyscy znamy, ale NIE POWTARZAMY,żeby nie ryzykować mycia buzi mydłem-od środka).
Sprawca czynu- CICHA RURKA wespół z CIEKNĄCĄ SPŁUCZKĄ, (dla której to była recydywa)-wzięły i się ROZPĘKŁY!
-Wiedziałem,że tak będzie- skomentował to DOMOWY HYDRAULIK( chwilowo w myślach przemianowany na PARTACZA) uciekając przed ociekającą szmatą, ręcznikiem, starymi spodniami i wszystkim co mi wpadło w ręce.Od razu wyjaśniam-NIE MIOTAŁAM W CZŁOWIEKA, TYLKO W STRONĘ WANNY a,że był PO DRODZE.... KAŻDEGO SZKODA!
Po usunięciu usterek i karnym demontażu spłuczki recydywisty oraz napełnieniu wiaderka dzielnie przyjmującego ZASTĘPSTWO- usiedliśmy w poczuciu dobrze wypełnionego obowiązku, racząc się już nie kawą ale napojami dostarczającymi zupełnie niepotrzebnych i szkodliwych kalorii.
Jakież było moje zdziwienie, gdy pół godziny później- DEJA VU- ZNÓW BASEN!

Tak to bywa, gdy jako rezerwuar wody ZATRUDNI SIĘ DZIURAWE WIADERKO!
Nigdy jeszcze podłoga nie była tak dokładnie ODMOCZONA i umyta- za parę miesięcy GRZYBOBRANIE BEZ WYCHODZENIA Z DOMU JAK NIC!
Podwórkowe gile takich problemów nie mają, bo pakują się pewnie,żeby u siebie OTWIERAĆ SEZON:)

poniedziałek, 14 marca 2011

OTWARCIE SEZONU I WIETRZENIE MAGAZYNÓW, czyli okazjonalne candy bez okazji

Napakowani jak Pudzian przed zawodami- ledwo dyszącym z przeciążenia pojazdem, wyruszyliśmy na otwarcie sezonu. W bagażniku tylko rzeczy absolutnie niezbędne, czyli nasiona, krzesła i telewizor. Inne "okno na świat" już się nie zmieściło a poza tym jak się wyraził ORGANIZATOR ZBIOROWEGO WYPOCZYNKU:
-Trochę sobie odpoczniesz od gapienia się w ekran
I w związku z tym mam  tylko 3 ekrany do wyboru:
  1. czarno-biały- zakaz usuwania pod groźbą klątwy ze strony MŁODSZEGO (bo kultowy i kumple zazdroszczą)
  2. dwa kolorowe ( w tym jeden z pilotem)
Awansowałam z funkcji PILOTA (latałam na żądanie-bom młodsza) na OBSŁUGUJĄCĄ PILOTA  a z nieczynnego BEZPILOTOWEGO urządziłam sobie na razie podręczną szafkę nocną z zestawem RATOWNICZYM (zegarek, komórka, książka, latarka).
O mały włos oglądalibyśmy nasze wszystkie 4 programy z głębi lasu, bo okazało się,że okoliczne drogi są zupełnie nieprzejezdne
Pierwsze podejście-od drugiej wsi- jechało się dobrze, aż do "zrywki" (ok 300m od domu), gdzie uprzejmy pan leśniczy, wskazując na miotającego balami "cyklopa" poinformował nas,że "drogi nie ma i jak widać raczej nie będzie".
II podejście- nasza droga gminna- po 3 krokach i 4 szpagatach na rozmiękłym błocku w jednym, baliśmy się ryzykować pchania w bagno NASZYM PRZECIĄŻONYM a wersja "rozpierdzielenia" GOSPODARZOWI szlabanu
umarła śmiercią gwałtowną, bo jedynymi narzędziami zbrodni, które posiadaliśmy w tym wiekopomnym momencie był MĘSKI ŚRUBOKRĘT I DAMSKI PILNICZEK DO PAZNOKCI.
-Odkąd nie jeżdżę maluchem nie wożę skrzynki narzędziowej, bo tu i tak nic nie naprawię- wyjaśnił ZDZIWIONEJ ten CO ZA POMOCĄ MŁOTKA I SZNURKA POTRAFI NAPRAWIĆ WSZYSTKO (a MAŁEGO FIATA TO NAWET "GOŁEMI RĘCAMI")
IIIpodejście- OSTATECZNE-przez dziurawy mostek

-A teraz MÓDL SIĘ!-ORGANIZATOR jak zwykle OPTYMISTA-bo JA za ten mostek nie ręczę!
Nie zdążyłam zainicjować żadnej modlitwy, bo wyobraźnia poszybowała w kierunku ZATONIĘCIA W ODMĘTACH(20cm głębokości) rzeczki i.....już przejechaliśmy.
-Miałaś szczęście, bo musiałabyś kupić kijki ŁOKING- TOKING i popylać na piechotę- uzmysłowił mi MISTRZ KIEROWNICY a gdy przeszła mi już śmiechoczkawka (powiedziałam,że "to z nerwów"), wyjaśnił,że sądził iż nazwa tego nowego sportu pochodzi od SPACERU+ROZMOWY, bo zwykle u nas widział grupki spacerujących i "nawijających" babć.
Nazwa bardzo mi się spodobała, ale na razie wystarczy mi GUMIAK-ŁOKING .
Ponieważ sezon rozpoczęto i pora na WIOSENNE PORZĄDKI-może ktoś ma ochotę przygarnąć
nadwyżki produkcyjne w postaci:
-kompletu rękawiczno-ręcznikowego
-etui na komórczaka
-ocieplacza na dzbanek i dwa kubeczki
-torby z kwiatkiem
Okazje przeszły bokiem, bo rocznicę przegapiłam a chętnie uszyłabym coś jeszcze, ale magazyn pełny.
Zasady jak zwykle a losowanie odbędzie się 1 kwietnia ( bo fajna data)
ps.Co dalej z sezonem pozwolę sobie opisać w oddzielnym poście, pozdrawiam wiosenne:)

czwartek, 10 marca 2011

MEMŁON czyli człowiek uczy się całe życie

Ostatnio "wzięło mnie" na lata sześćdziesiąte. Pierwszy był fajansowy kubeczek z Chodzieży











Udało mi się upolować ściereczkę

zajmującą odtąd honorowe miejsce w przytulisku.
Honorowe, bo upamiętnia wiekopomną chwilę, kiedy to RODZICIELKA ryzykując własnym życiem ( że o perspektywie utraty zmysłów w późniejszym terminie, której to nie była na szczęście świadoma przemilczę) udała się POCIĄGIEM! do KOLEJOWEJ IZBY PORODOWEJ, aby szczęśliwie przysporzyć sobie kłopotu na kolejne lata. Wprawdzie NIEKTÓRZY -ZNAWCY, dopatrują się w "jedynce" litery S jako symbolu sił niezupełnie czystych, ale takim WROGIM KNOWANIOM dajemy odpór twierdząc,że to prorocze sssssssssssssssssssssp... czyli odczep się KOCHANIE,bo się nie znasz.
Ostatni zakup Z EPOKI to ręcznie ( mam nadzieję) ciągniony wazon i popielniczka ( FOKSIOWA jako kopcąca na pewno się ucieszy,że NA BALKONIE POWIEJE SZTUKĄ!:)
-Jeszcze ci tylko szklanej ryby brakuje- skrzywił się ZNAWCA, ale wcale mu się nie dziwię, bo do niedawna w/w obiekty stojące na szafce lub w kredensie, wywoływały jednoznaczną opinię- FUJ!
Co za odmiana! Czyżby sentymentalna starość pukała do drzwi?
Wszak już kilka dobrych lat temu, gdy UGRZANA SPRINTEM PANI( pokonująca dystans dom szkoła od "za pięć ósma")wpadła do pokoju nauczycielskiego, gdzie w skupieniu wykorzystywano OSTATNIE SEKUNDY BŁOGIEJ CISZY-została skomplementowana przez PRZEDSTAWICIELKĘ owegoż grona:
-Gorąco CI? Z TWOJĄ BUDOWĄ!!!!-TO MOŻE BYĆ KLIMAKTERIUM!
i W TEN SPOSÓB- BOHATERKA oraz reszta zgromadzonych, dowiedziała się, dlaczego ludzie się pocą.
Spłynęło jak po gęsi- do czasu, kiedy inna nieświadoma niczego DZIEWOJA w tymże samym przybytku skonstatowała (kontemplując informację o ubezpieczeniu)
-No, ale Pani, niech pani sama powie- co Pani z tego będzie miała?przecież dzieci już Pani NIE MOŻE MIEĆ- to chyba tylko to POŚMIERTNE....
CZAS SIĘ PAKOWAĆ-pomyślałam wtedy ( jeszcze grubo, BO JAKIŚ ROK przed czterdziestką)
A co teraz?!
TERAZ CZŁOWIEK ŻYJE i odchamia się na potęgę, dzięki łaskawości DYREKTORA, który zakupił EKIPIE bilety na WIEKOPOMNĄ SZTUKĘ o tytule ( jakżeby inaczej) KLIMAKTERIUM!!!!
Bawiłyśmy się przednio (panowie chyba mniej) i nie zwracałyśmy uwagi na pytania dochodzące ze strony GDZIE SIEDZIAŁY SIKSY
-TO WY TAK MACIE?
W końcu siedzącej najbliżej uprzejmie wyjaśniłam- NIE, MY TO INNE POKOLENIE, ALE WAS TO CZEKA NA PEWNO,- bo w końcu NIE UTOŻSAMIAM SIĘ, gdy jednak bohaterka zaczęła MÓWIĆ DO TELEFONU PO ZAKOŃCZONEJ ROZMOWIE i KOLEŻANKA szeptem scenicznym zapytała , czy to JA pisałam scenariusz, (bo zawsze tak robię, gdy ktoś mnie wkurzy) MUSIAŁAM SIĘ UTOŻSAMIĆ!i przyznać ,że mój MEMŁON tak jak scenicznych heroin, również nadaje się do poprawki.
Szkoda tylko,że pojęcie MEMŁONA nie spłynęło z moich zwojów mózgowych. Chylę czoła przed autorem scenariusza i wyjaśniam,ze pojęcie pochodzi od zwrotu POŁÓŻ GŁOWĘ NA MEM ŁONIE.
Ps. sprawdziłam we wszechwiedzącym necie,że MEMŁON to kawał z brodą- a ponieważ MY GO NIE ZNAŁYŚMY przyjmuję za dowód,że nie jesteśmy tak STARE jak NAS OSĄDZAJĄ INNI C.B.D.O
PS2. torbiszon inspirowany latami 60-tymi
ps3 Zważywszy jednak ,że w ubiegłym roku DZIEŃ KOBIET spędzałyśmy w towarzystwie CZIPINDELÓW pora przyznać,że STACZAMY SIĘ!!!CZEGO I PAŃSTWU ŻYCZĘ:)

piątek, 4 marca 2011

WYRÓŻNIONA I ZAKŁOPOTANA, czyli prawie jak u AUSTEN

Jakaś zapóźniona ( nie tylko w rozwoju jestem).Dostałam kilka wyróżnień, za które serdecznie dziękuję ale gdzieś mi się linki pogubiły i ni cholery nie mogę ich znaleźć.NIEOPATRZNIE zwierzyłam się DOMOWNIKOM
-Bo trzeba być SYSTEMATYCZNYM-poradził NAJMĄDRZEJSZY, bo NAJSTARSZY
-Poszukaj w szufladzie, bo tam wszystko pakujesz-ŚREDNIEMU wydawało się,że błyszczy dowcipem
MŁODSZY studiował ,więc nic nie doradził ,ale przypałętała się M., właśnie "przywrócona z Indii", gdzie w pocie czoła oskrobywała i domalowywała malunki na ścianach pałacu maharadży
-Mnie to wszystko przeraża!-rzuciła jeszcze raz potwierdzając swoją dozgonną ( za każdym razem prawie zgon)przyjaźń z komputerem ( jesli się zgodzi to o niej napiszę w osobnym poście).
Zanim jednak usłyszała ode mnie WYRAZY, dobra kobieta wręczyła PREZENT ( chociaż UMAWIAŁYŚMY SIĘ,że tym razem jedzie, aby OSZCZĘDZAĆ)
-Masz tu notes i zapisuj sobie-poradziła a na moje obiekcje dorzuciła- TO TAKI ŚMIERDZĄCY PREZENT-nie liczy się
Zanim umarłam ze zdziwienia rozpakowałam
Notes oprócz skórzanej okładki na kartki z papieru czerpanego-CUDO!
-Zapiszesz tam swoje złote myśli-diabelski chichot towarzyszył wręczaniu notesu I PSYCHOTROPÓW, których zapach rozniósł się błyskawicznie na całe mieszkanie
-KTOŚ TU COŚ JARA?-zainteresował się student przekraczający właśnie progi domu.
Po prezentacji prezentów od NIESTOCZONEJ MATKI dodał własny autorski ,acz głupi komentarz
-WY NIE MUSICIE JARAĆ I TAK JESTEŚCIE NIEEEEEEZŁEEE!-niestety nie wyjaśnił KONTEKSTU( mam nadzieję,że nie miał na myśli tego,że ON MUSI!) zasłaniając się koniecznością natychmiastowej nauki i w związku z tym SAME wysnułyśmy KONKLUZJĘ-

MŁODE JAK NA SWÓJ WIEK!!!!!- i tego się trzymamy
Był to w ogóle DZIEŃ PREZENTOWY
1. DOSTAŁAM WYGRANĄ ŚCIERECZKĘ W konkursie komentarzowym-BARDZO SERDECZNIE DZIEKUJĘ!!!!niestety link podzielił los swoich zgubionych braci
2.Wygrane candy od MIRY  



która TAKIE CUDA WYTWARZA WŁASNYMI RĘKAMI!!!!-wyjaśniam, choć na pewno wszyscy znają jej prace i blog, ale nie wszyscy mieli możliwość sprawdzić JAK TO JEST ZAPAKOWANE!- dzięki serdeczne:)
Ostatniego wyróżnienia od PALMETTE nie zgubiłam, bo znalazłam je w komentarzach-JESTEM ZASZCZYCONA!
Wyczytałam,że trzeba napisać siedem rzeczy, których o mnie nie wiecie- spróbuję
(PO KWADRANSIE).....chyba wszystko już wiecie:)
1. chciałabym mieć kota ( oprócz tego w czeluściach spracowanego mózgu)
2.lubię wręczać i dostawać prezenty( niestety to chyba wiedzą o mnie wszyscy)
3.wczoraj się ODCHAMIAŁAM (ale o tym w kolejnym poście)
4.w wieku lat czterech kierowana pokrętną logiką założyłam STRÓJ KĄPIELOWY tyłem do przodu,żeby mama NIE ZAUWAŻYŁA plamy z błota
5.Moim młodzieńczym idolem był THOR HEYERDAHL
6.Nie lubię melodramatów
7. FOKSIOWA wciągnęła mnie w HAZARD -GRĘ WIEJSKIE ŻYCIE na portalu NK i w przerwie ODCHAMIANIA ROZMAWIAŁYŚMY O NAWOZIE!

Wyróżnienie przekazuję WSZYSTKIM- aby zastanowili się nad NIEZNANĄ STRONĄ WŁASNEJ MOCY!:))) i lecę kupować przybory szkolne dla zapracowanego STUDENTA:)

czwartek, 24 lutego 2011

ZDOLNA,czyli mam doła vel walka z przedmiotami martwymi i...

MARTWYMI niekoniecznie przedmiotami , ale za to WKRÓTCE.
Jednym słowem w domu spokój, poza tym ,że odnotowałam deja vu!
Dawno, dawno temu MALUCHY- zwane obecnie SYNAMI ,wykazywały zdumiewającą aktywność, akurat wtedy, gdy MAMUSIA była czymś zajęta lub co grosza PRZYCHODZILI  MAMUSIOWI GOŚCIE-minuty nie mogli przeżyć, bez:
-piiiiić,siiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii- na zmianę
-jeść ( to akurat zostało)
a gdy podstawowe potrzeby w tym względzie zostały zaspokojone, tłukli się O WSZYSTKO! i MAMUSIA MUSIAŁA SIĘ ZAJĄĆ!

Teraz tę wdzięczną rolę przejął z godnością i równym wdziękiem ŚLUBNY.
NA OGÓŁ ZAJMUJE SIĘ SAM SOBĄ, ale niech no tylko usłyszy dzwonek MOJEGO TELEFONU już jak pies gończy staje w drzwiach i :
-Bezczelnie uczestniczy w rozmowie- dyskretnie (w swoim mniemaniu ) podsłuchując
-zadaje mnóstwo zupełnie niepotrzebnych pytań, rozpoczynających się od GDZIE JEST...
-stuka palcem we własny zegarek , co z reguły zostaje skomentowane stukającym odzewem w czoło wykonanym przez ROZMAWIAJĄCĄ
-DAJE NIEZROZUMIAŁE ZNAKI, bo wydaje mu się,że ma wyrazistą mimikę
-wtrąca swoje trzy grosze w postaci wątku "ALE POWIEDZ,ŻE..."
Na szczęście mam podzielną uwagę i umiejętność tajniaczenia i ukrywania  się za klawiaturą, pod pozorem -TU SIĘ PRACUJE!
 Chyba,że osobisty komputer ( zwany ZŁOMEM) bezczelnie odmówi współpracy, obwieszczając to walącym po oczach napisem ERROR w kolorze najczerwieńszej czerwieni.
Wtedy NAPRAWDĘ się pracuje, chlipiąc po utracie danych i szukając winnego, który NIE PRZYPOMNIAŁ,żeby je archiwizować .
W takich sytuacjach o dziwo zostaję ZDOLNA W DOLE czyli zupełnie sama.
WTRĄCALSKI wybiera wtedy wyjazd do TEJ, KTÓRA GO ROZUMIE ( CZYTAJ MAMUSIA) a PODPORY NA STAROŚĆ udają głupków i SIĘ NIE ZNAJĄ.
POZOSTAJE SAMOTNA WALKA Z PRZEDMIOTAMI MARTWYMI ORAZ TYMI, KTÓRZY WKRÓTCE PODZIELĄ ICH LOS.
Jak widać tym razem walka zakończyła się sukcesem i w spokoju ducha, nie zważając na nagłe zmaterializowanie się WTRĄCALSKIEGO można (z tęsknoty za PRZYTULISKIEM) pooglądać sobie domy do remontu wystawione na aukcję, pod warunkiem,że nie DOSTAJE SIĘ SZAŁU, gdy KTOŚ zagląda przez ramię i komentuje:
-Ten dom to taki tani , bo TAM SIĘ TRUP POWIESIŁ!(zaplułam cały monitor)
-To sprzedawalibyśmy bilety, gdyby TRUP UMIAŁ SIĘ WIESZAĆ-odpowiadam OBRAŻONEMU i przez kolejne 5 minut MAM SPOKÓJ!
PS. Słonecznie i oczywiście torbowo- pozdrawiam!

czwartek, 17 lutego 2011

ZWIERZENIA MIĘDZY SZMATAMI

Odwiedziłam dzisiaj mój ulubiony sklep z ciuchami nowymi inaczej i zaszalałam- 6 męskich płaszczy i dwie marynary! Dowlokłam się do kasy  pchając siłą woli i mięśni, tobół przesłaniający mi widoki i dopiero po malowniczymi rzucie na ladę, uświadomiłam sobie ,że właśnie przymierzam się do zakupu ok 10kg odzieży, z której potrzebne mi będą tylko GUZIKI a za dwie godziny jestem umówiona w Centrum -NA ELEGANCKO a nie- MY ZDIES EMIGRANTY!. Od czego jednak zdolności negocjacyjne!
-Chcę kupić te płaszcze-poinformowałam wcale tym faktem nie zdziwioną ekspedientkę- takich jak ja było więcej, zważywszy,że cena promocyjna- 1zł za sztukę!
-Mam jednak MAŁY PROBLEM-chciałabym zabrać TYLKO GUZIKI- czy resztę mogę gdzieś tu zostawić?-prośbę poparłam uśmiechem i czekałam na TAK lub nawet OCZYWIŚCIE
-A opłaca się to pani?-sprzedawczyni widocznie miała MISJĘ- troska o drenaż kieszeni klientów ale w stronę odwrotną.
Zanim jednak zebrałam myśli- nie przygotowana do dyskusji wyręczyła mnie kolejna klientka
-A co Pani myśli- takie guziki to chodzą po złotówce -JEDEN!
-A po co pani te guziki?- zainteresowała się z błyskiem w oku sprzedawczyni
Już miałam na końcu języka- CHCĘ SIĘ SZYBKO WZBOGACIĆ, ale pomna "aptecznej dyskusji" zaniechałam BŁYSKANIA ELOKWENCJĄ, tylko odpowiedziałam zgodnie z prawdą
-Bo ja trochę szyję...
-Płaszcze?-wyjątkowa dociekliwość ekspedientki zaczęła działać mi na nerwy, ale w końcu to MNIE ZALEŻAŁO
-Nie.....torby-postawiłam na prawdomówność
-Z GUZIKAMI?-brwi ekspedientki podjechały najwyżej jak się dało
-Bo ja się dopiero uczę...-uzupełniłam wypowiedź, zyskując W PEWNYCH KRĘGACH  opinię TEJ CO MYŚLI,ŻE TORBA MUSI MIEĆ GUZIKI JAK PŁASZCZ!
-To ja zapytam KIEROWNICZKI- i oddaliła się do magazynku ,z którego niczym chóry anielskie rozległ się bliżej niezidentyfikowany acz na pewno kierowniczy głos
-Przecież zapłaciła- TO NIECH SE ROBI, CO CHCE!
Po uroczystym WYPOŻYCZENIU NOŻYCZEK, przy których słowo TĘPY nabiera właściwej mocy, oddaliłam się  do WYZNACZONEGO MIEJSCA, które okazało się KĄCIKIEM MALUCHA, aby nie tylko dokonać RZEZI, ale jednocześnie PODSUNĄĆ BAWIĄCEMU SIĘ TAM MALUCHOWI SZTUK 1- pomysł na kreatywne wykorzystanie nożyczek.
-Cio lobiś pani?- pytał mnie co minutę a ja z niezmąconym spokojem ( lata praktyki) odpowiadałam- OBCINAM GUZIKI
Przy dwudziestym przestałam być interesująca- malec zaczął wywlekać zabawki z kącika i rzucać je do kosza, za KĄŻDYM RAZEM żądając poświęcenia mu należytej uwagi
-Paś się pani-( mam nadzieję,że pierwsze ze słów zanczyło PATRZ a nie było obelgą)
Patrzyłam, doceniałam, obcinałam - LATA PRAKTYKI- uwagę mam podzielną.
-To ja już idę- poinformowałam chłopca, gdy ostatni guzik podzielił los braci w czeluściach mojej torebki (  teraz już Z GUZIKAMI!)Baw się teraz sam-dodałam może niepotrzebnie- wyjście " po angielsku " ma czasem swoje zalety, nie usłyszy się bowiem POŻEGNANIA:
-ŚPIEJDAJAJ-pożegnał mnie CHERUBINEK  a ja w stuporze zamiast kierować się prosto do wyjścia wlazłam na regał z badziewiami i DZIĘKI TEMU NABYŁAM JESZCZE ZA CAŁE DWA ZŁOTE


oryginalny villeroy i boch- W PUDEŁKU!

A torby z guzikami- SĄ!

poniedziałek, 14 lutego 2011

NIE OBCHODZĘ WALENTYNEK, ale....

Dostałam PĄCZKA! i MIŁOSNEGO SMSa- "chyba ktoś Cię kocha-mąż" poprzedzonego słowami wybitnie niecenzuralnymi dobiegającymi z drugiego pokoju w czasie MĘKI TWÓRCZEJ i z powodu wybitnego nietrafiania w klawisze telefonu.
Dla Was WSZYSTKICH OPRÓCZ SERCA
moja ostatnio ulubiona PIOSENKA O MI-OŚCI:)