piątek, 3 grudnia 2010

ARMAGEDON, czyli dzień spędzony wspólnie albo WSZYSCY CI POMAGAMY MAMUSIU

CZŁOWIEK ma wolne.Oczywiście to miano nie określa wszystkich domowników ( np. tych , którzy BEZPRAWNIE siedzą cały rok w domu, albo tych CO TYLKO UDAJĄ,ŻE SIĘ UCZĄ), ale CZŁOWIEKA, który ciężko haruje ( np. codziennie odkopując zaśnieżonego króla szos).
Kiwając się raniutko nad pierwszą kawą,  zamieniałam w myślach znane wszystkim "kto rano wstaje..." na "NIE MÓW DO MNIE TERAZ I TAK CIĘ NIE ROZUMIEM...JESZCZE),gdy PAN I WŁADCA przyzwyczajony do porannego wstawania ( 5 rano dzień po dniu-"ale wodę to chcielibyście mieć"- hasło dnia powszedniego) wkroczył dziarskim krokiem do kuchni omiatając spojrzeniem skuloną na krzesełku TĄ CO ZAWSZE JEJ ZIMNO.
-Pięknie wyglądasz- rzucił BEZ SARKAZMU I PODTEKSTÓW,( zdziwiłam się NIEPOMMIERNIE) ale zaraz potem zaczął marudzić,ze gdzieś zapodział okulary ( zdziwienie przeszło jak ręką odjął).
-Co masz dzisiaj w planie?-zadał karkołomne pytanie, usiłując wybudzić mnie ze złagodzonej mlekiem kofeinowej drzemki.
-Jadę DO MIASTA-tylko to udało mi się wykombinować ( jeździć do sklepów mogę ZAWSZE)
-To nie masz daleko-zachichotał, bo mieszkamy W MIEŚCIE!-zanim zdążyłam się wkurzyć, umknął budzić OKOLICZNĄ LUDNOŚĆ, która przyjęła to jak zwykle owacyjnie ( "tylko nie tooooo,że TATA ma woooooolne....)a ja pomyślałam,że jednak warto mieć dzieci, bo uwaga OBUDZONEGO rozkłada się wtedy równomiernie.
Radość moja skończyła się gwałtownie,( jak stwierdzenie "jaka piękna zi.....ma,-z perspektywy ZIEMI od razu zbrzydła), gdy usłyszałam:
-TO MY CI DZISIAJ WSZYSCY BĘDZIEMY POMAGAĆ!
O NIE, NIE NIE NIE NIE NIEEEEEE-pomyślałam, ale zgodnie ze społecznym oczekiwaniem odpowiedziałam
-SUPER! i już wystarczająco pobudzona ,wymyślałam -jakie formy pomocy nie naruszające miru domowego wchodzą w grę
-Ja się muszę uczyć-wymigał się MŁODSZY ( bo to zawsze działa)
-A mnie NIE MA- GŁUPIA WYMÓWKA, nie wysilił się STARSZY i dlatego musiał iść do piwnicy,żeby przynieść zimowe buty DLA MAMUSI- przyniósł botki na szpili(prawie nie noszone)-(bo Sylwester na ten przykład przecież  W ZIMIE)
-To ja jadę-oświadczyłam i OD RAZU otrzymałam niezobowiązującą propozycję nie do odrzucenia
-TO JA CIĘ PODWIOZĘ!
I w związku z tym musiałam drałować przez pryzmy mokrego śniegu, bo ku zdziwieniu NIEKTÓRYCH  w samym centrum ( gdzie zatrzymują się wszystkie autobusy) miejsc do parkowania NIE MA.
CZŁOWIEK "dostał nerwów", więc wysłałam go na rekonesans do sklepu z narzędziami a sama podyrdałam na pocztę w celu zakupu paczki , z którą potem paradowałam jak matoł przez pół miasta, bo uparłam się,że sama sobie wrócę autobusem.
PRACUŚ  w tym czasie wrócił do domu- zarządził PORZĄDKI , więc po obiedzie mogłam zająć się produkcją

zawieszek ptaszkowych
 woreczków prezentowych
koszyczków Bożonarodzeniowych



a gdy już powoli padałam na pysk, samorzutnie i nieświadomie wymyśliłam sposób na OŻYWIENIE ZASPANEJ DUSZY-WYSTARCZY PRZESTAWIĆ MANEKIN DO INNEGO KĄTA I ZAPOMNIEĆ O TYM- W przypadku przypadkowego spotkania -EFEKT MUROWANY!
PS.SYNOWSKA  pomoc w toalecie

poniedziałek, 29 listopada 2010

POTĘGA WIZUALIZACJI, czyli wiara czyni cuda

-Mężem i dziećmi się NIE POCHWALISZ, zapamiętaj moje słowa- poradził mi kiedyś (dawno) NIE WIEM KTO, ale SŁOWA zapamiętałam.Nie tracę jednak wiary, bo oprócz niej znam moc WIZUALIZACJI, która nie raz już była moją "złotą rybką".Dowody niezupełnie naukowe , ale za to subiektywnie pewne:
  • z powodu nasilających się różnic światopoglądowych na linii RODZICIELKA-ja, zaczynających się od słów "zarabiając...." a kończących  na "powinnaś ZAOSZCZĘDZIĆ" wyobrażałam sobie intensywnie , jak to będzie mieszkać samodzielnie i w dobie książeczek mieszkaniowych i wieloletniego oczekiwania, gdy sytuacja zaczęła niepokojąco zbliżać się do "czerwonej strefy"-DOSTAŁAM MIESZKANIE!
  • Gdy M2 powiększone do M3 przez zaradne ręce rodziny i przyjaciół zrobiło się za ciasne dla ROZWOJOWYCH z dwójką BIEGAJĄCYCH ( w tym jeden na czterech- ale z perspektywami), nie raz wyobrażałam sobie cud mieszkania na zawrotnych 84m ( wizyta u jednej z koleżanek)- pewnego razu, podczas wizyty MATKI POLKI ( jedno dziecko w wózku, jedno na plecach) w PLACÓWCE ,doszło do WYZNANIA, wynikiem którego była ZAMIANA!(nie żadna litość, tylko koleżanka AKURAT SKOŃCZYŁA BUDOWĘ DOMU)
  • Do marzeń o domku na wsi podeszłam już metodycznie- zatknęłam fotkę "ruinki"



tu z nowym właścicielem ( jeszcze wtedy chętnym do pracy)
    za szybkę w szafce kuchennej i w czasie mycia garów zawsze "spacerowałam po podwórku"- trochę to trwało ( HAMULCOWY był oporny, "bo nas nie stać") ale po kilku miesiącach- SUKCES

    Nie zawsze jednak WIZUALIZACJA się sprawdza ( a może tylko niezbyt się przyłożyłam do wizualizowania) Chciałam zrobić takie drzewko jak  w GREEN CANOE a wyszło


    I teraz nie wiem, czy moc wizualizacji już nie działa ?Bo chciałabym zacząć wizualizować dopływ gotówki ew. sukcesy naukowe MŁODZIEŻY, ale jeśli podzielą los DRZEWKA- będzie NA MNIE?!
    PS. OSTATNI PRZEJAW MOCY
    LUŚKA(od Lukrecji, bo czarna jak ona)-wymarzony manekin i KONKURENCJA (jak stwierdził ŚLUBNY-zgrabna i W DODATKU nie gada!)
    PS2
    Takiej pogody jak dziś NIE WIZUALIZOWAŁAM!, ale zapobiegawczo uszyłam kolejną ciepłą torebkę

    czwartek, 25 listopada 2010

    WŁASNA TEORIA WZGLĘDNOŚCI, czyli jak nie zwariować we własnym domu

    -Się chyba wykończe-zaanonsował swoje przybycie bladym świtem w poniedziałkowy ranek CZŁONEK KOMITETU WYBORCZEGO, prywatnie STARSZYM zwany.
    -Niby czemu?-uniosłam jedno rozklejone oparami kawy oko ( drugie jeszcze śniło o domku z ogródkiem BEZ POTOMSTWA a za to z hamaczkiem)
    -No HELOU! Syn wrócił RANO a TY (tu oskarżycielski palec prawie wbił się w moje rozespane czoło) NIC SIĘ NIE MARTWISZ?!
    Zgroza tego spostrzeżenia odebrała mu na chwile mowę, więc zdołałam wtrącić swoje z gruntu głupie pytanie
    -Czym się miałam martwić?, przecież wiem GDZIE BYŁEŚ!
    -To TY WIEDZIAŁAŚ,że to będzie tak długo i NIE OSTRZEGŁAŚ?!
    Nie miałam nic na swoja obronę, więc tylko zaproponowałam:
    -Chcesz łyka?-wskazując na swój kubek, ale STARSZY nie docenił poświęcenia polegającego na odejmowaniu sobie od ust i oświadczył,że TERAZ to on idzie spać i NAPRAWDĘ nie wie, kiedy wstanie!
    -Zmęczony-zatroskał się OJCIEC.
    Zmęczenie okazało się jednak wartością względną, bo po trzech godzinach snu przerywanego idiotycznymi ( ale ja się nie znam )sygnałami SMS, dziecię wstało jak nowo narodzone, skontrolowało wygląd swojego oblicza w lustrze i nie wdając się w szczegóły, pognało na spotkanie najbliższej przyszłości ( czyli do kasy po kasę)
    -Długo go nie zobaczymy-znowu zmartwił się OJCIEC
    -Bo kolejki? - był to jak widac dzień głupich pytań
    -Bo BĘDZIE CHODZIŁ I WYDAWAŁ!-oświecił mnie.
    -Na długo to mu te sto parę złotych nie wystarczy- znałam zdolności do unicestwiania gotówki STARSZEGO.
    Wrócił na obiad, stwierdzając,że kasę DAWNO wydał ( czas jak wiadomo jest wartością względną) i uprzedzając nasze tradycyjne "Na co?", poinformował nas ,że zainwestował w siebie kupując odżywki i suplementy diety, zapewniając mi w ten sposób urocze popołudnie, poświęcone  szperaniu w necie w celu sprawdzenia, czy aby NA PEWNO MOJE DZIECKO PRZEŻYJE MNIE, czy jego dni są policzone.
    Mam szanse ,że przeżyje, wiec mogę w spokoju zająć się tym co lubię -SZYCIEM TOREB, tym razem w wersji zimowej

    sobota, 20 listopada 2010

    WYBIERZ MNIE, czyli konkurs na miss w naszym mieście

    Jutro tłum złożony z TRZECH OSÓB ( bo czwarty z naszej rodziny siedzi w komisji wyborczej) ruszy do urn ,aby zgodnie z procedurami ( "żebyście się tam tylko nie wygłupili"-instrukcja CZŁONKA KOMISJI) dokonać kolejnego życiowego wyboru.
    JESTEM PRZYGOTOWANA! Od dłuższego bowiem czasu spotykałam lica naszych WŁODARZY in spe: na ścianie, na chodniku, w witrynie sklepu, w prasie, na cukierkach  i NA ŻYWCA, bo nagle wszyscy postanowili coś DLA MNIE  zrobić:
    • bezpłatne szkolenie na temat turystyki ( akurat teraz jedynym dzieckiem, które zabieram na wycieczkę jest ŚLUBNY a jemu nie muszę zapewnić bezpieczeństwa-pilnuje się sam)
    Dowiedzieliśmy się z niego,że  na wycieczce nie można PIĆ ( referent sądził widocznie,że kadra po zamnknięciu drzwi autokaru momentalnie odbija flaszkę i  bawi się nią w "podaj dalej".)
    •  festyn "Bezpieczny na drodze-  ludzie tak na niego rwali ( BEZPŁATNE BALONY!!!! i grochówka),że o mało ich nie porozjeżdżało-szczególnie, że gośćmi honorowymi byli DAWCY NARZĄDÓW na swych jednośladach
    • spotkanie ( w nazwie szkoleniowe) w siedzibie ZWIĄZKU,( przypomnienie, które każdorazowo nas niepomiernie cieszy,że MĄŻ NASZEGO CZŁONKA JEST NASZYM CZŁONKIEM), NA KTÓRE CAŁKIEM PRZYPADKIEM zawitał włodarz miasta -MIŁOŚCIWIE NAM KANDYDUJĄCY. Mało tego- zaproszono STOWARZYSZENIE-SAME CHŁOPY, co może wpłynęłoby na ogół zebranych ( same baby) mobilizująco i aktywizująco, gdyby nie to,że średnia wieku wynosiła ok 85 lat. Panowie wypili wodę mineralną, którą wcześniej przygotowano z myślą o gościach ( niestety ciasteczka BABY zjadły), grzecznie wysłuchali PREZYDENTA i.... poszli ( a ja cały czas myślałam ile stron mogłabym przeczytać i ile metrów włóczki przerobić-ZAMIAST siedzieć i uczestniczyć w spotkaniu jak z MINIONEJ EPOKI.
    Pozytywem było jednak niewątpliwie to,że DOWIEDZIAŁAM SIĘ,że mieszkam w mieście mlekiem i miodem płynącym- czego wcześniej jakoś nie zauważyłam BOM WIDOCZNIE ŚLEPA.
    Pytań można było zadać sztuk 3 ( bo WŁODARZ miał kolejne niecierpiące zwłoki spotkania) i jakoś nie potrafiłam wybrać TEGO NAJWAŻNIEJSZEGO.
    Niektórzy jednak nie mieli dylematu i WYSTĄPILI! w dodatku z PYTANIEM!
    -Dlaczego tak późno były wywieszone plakaty z OBLICZEM PANA PREZYDENTA?-zadała pytanie SIEDZĄCA Z PRZODU.
    Zaraz potem rozwinęła SKRZYDLATĄ MYŚL ( która może lepiej , gdyby została w gnieździe),że spacerując po mieście, dopiero gdy napotkała na plakacie "UŚMIECHNIĘTĄ TWARZ PREZYDENTA Z JASNYM NIEBIESKIM WZROKIEM"(cytat wierny) uspokoiła się,że pan prezydent znów kandyduje.
    Dobrze ,ze siedziałam  Z TYŁU , bo padnięcie trupem przed prezydentem przyćmiłoby nieco PYTANIE I PYTAJĄCĄ.
    -No i na kogo mam jutro głosować?- rzucam w przestrzeń retoryczne pytanie
    -WYBIERZ MNIE!- wtrąca swoje trzy grosze NIEKANDYDUJĄCY zapominając,że wybrałam go NIEKADENCYJNIE ponad 20 lat temu i pozwolę sobie użyć jego ulubionego powiedzenia-MOŻE NIEPOTRZEBNIE
    Na końcowe ocieplenie ZAMOTKI (bom zamotana i zrobiło się zimno)

    Obie grzeją już wyborców W SZEROKIM ŚWIECIE:)

    sobota, 13 listopada 2010

    ZAMYKAMY SEZON

    ZIMNO. W domu zaledwie 9 stopni. Nie kombinujemy jak zwykle, tylko po Bożemu rozpalamy najpierw w sypialni

    ("Można się tu będzie UGOTOWAĆ!"-cytat wiadomo kogo), ja wkładam drugie skarpety trzeci sweter i kamizelę, sprawdzam , czy tyłek nie przymarza do deski sedesowej ( o myciu w łazience trzeba zapomnieć, chyba,że ktoś ma na drugie MORS) I IDĘ NA OBCHÓD. Puszczyka w stodole nie ma- NIEDOBRZE, myszy wdarły się do sypialni- XL niedobrze!, Ślady kuny na schodach-DOBRZE (MOŻE CHCIAŁABY TU PRZEZIMOWAĆ- MYSZOM NA POHYBEL?
    Chłodny ranek. W piecu oczywiście zgasło, więc owinięta w narzutę czołgam się do kuchni , aby jednym- najmniej zaspanym palcem zrobić PSTRYK i włączyć czajnik.
    Oczy jeszcze śpią, ale mózg już się domaga-KAWY! CIEPŁEJ!
    Rzucam wzrokiem na ZAOKNIE, gdzie poprzednio widywana była BABA Z KAPTUREM... MATKO! KTOŚ WLEPIA WE MNIE GAŁY!I TO Z BLISKA!
    To tylko zaplątana w krzaki krowa. Wołam ŚLUBNEGO-z miejsca oferuje,że ją wydoi, ale powstrzymuje go roztoczona przeze mnie wizja WŚCIEKŁEGO PASTUCHA czającego się w krzakach.
    Południe-krowa włóczy się po chaszczach a my jedziemy DO MIASTA po uzupełnienie spiżarni-jak zwykle kupujemy tylko konieczne produkty

    Po drodze od pani D. dowiadujemy się,że krowy ( w sumie 4 ) przyprowadził rano pijany P. i "tak o...se puścił"
    -Nie boi się ,że poginą?-zdziwiłam się
    -Pani!-prędzy krowa do domu trafi niż on-oceniła zdolności nawigacyjne PASTERZA sąsiadka i chyba miała rację, bo gdy wróciliśmy, po krowach zostały tylko placki.
    Spacer nad rozlewisko,żeby spalić "łabędziowe kalorie"

    a potem PAN haruje jak dziki osioł odławiając ŻABĘ ze studni i grabiąc tony wiązowych liści, naprawiając płot,żeby zgrabnie mogły go przesadzać sarny i podkopywać zające

      a PANI zalega jak prawdziwa dama zasłaniając się koniecznością sprawdzenia funkcjonowania łączy internetowych.
    Aby udobruchać ZAHAROWANEGO wysilam się i robię grzaniec z naszego wina, co oczywiście spotyka się jednoosobowym aplauzem

    Po grzańcu umęczony grabieniem CZŁOWIEK drzemie w kąciku,a ja w drugim z zezem rozbieżnym: czytam, oglądam telewizję i dziergam.

    Z letargu wyrywa nas głos KREATORA MODY w lokalnej telewizji , opisującego GENIALNE MAJTKI DLA PANÓW -ZE ZŁOTĄ NITKĄ!.
    -Albo poczynisz zakup albo następnym razem NIE GRABIĘ!-szantażuje mnie NIEWOLNIK MODY
    -Może mają w GSie, to jutro rano polecę-studzę jego marzenia jako ETATOWA NIEWIASTA BEZ SERCA.
    JUTRO-KONIEC SEZONU, czyli sypanie soli do syfonów, łowienie kolejnych żab i ceremonia spuszczania wody, KTÓRA KAŻDORAZOWO NAS PRAWIE ROZWODZI, ale dziś cieszmy się spokojnym wieczorem:)
    Żegnamy nasze przytulisko na dłużej:(

    piątek, 12 listopada 2010

    JAK KUBA BOGU, czyli meandry wychowania

    Jesteśmy na wsi-za oknem leje i wieje. Mościmy się przy piecu i zastanawiamy , co w ty czasie robi MŁODZIEŻ pozostawiona sama w domu.
    -Ciekawe , czy nie są głodni- to wbrew przypuszczeniom obawy nie TROSKLIWEJ MATKI ale wychowanego w rodzinie o kulinarnych tradycjach OJCA
    -Oni BEZ PRZERWY są głodni-uświadamia go ta, KTÓRA NA CO DZIEŃ PODAJE NA OBIAD PIERŚ Z INDYKA-CAŁĄ!
    Jesteśmy przekonani ,że jak zwykle sobie poradzą. Wpływ na ich wychowanie raczej nam się już przeterminował.
    Jak Kuba Bogu-głośno myśli  PROTOPLASTA co w tym wypadku (podejrzewanego przeze mnie o dysleksję MĘŻA) znaczy "Jak ich wychowaliśmy tak będą wychowani"- myśl WZNIOSŁA, choć może ZA BARDZO OCZYWISTA.
    Zrobiliśmy WSZYSTKO co w naszej mocy:
    1. obserwowaliśmy ich rozwój- bez niepokoju- jak nasza ZNAJOMA,która przeczytawszy  ,że 7 miesięczne niemowlę zaczęło chodzić- tego samego wymagała od swojego brzdąca i z uporem ciągała go po dywanie-BO W INTERNECIE PISALI!
    2. staraliśmy się nie porównywać LATOROŚLI z kolegami , i może szkoda, bo niedawno byłam świadkiem rozmowy, z której dowiedziaałm się,że znajoma MAMUSIA nie udziela się towarzysko, bo jak się wyraziła INNA MAMUSIA-ma  dziecko (10 miesięcy) które często płacze i dlatego się wstydzi ,że TAKIE NIEWYCHOWANE! ( ciekawe co o naszych "darciochach" mówili inni-ale było-przepadło)
    3. Zapewnialiśmy w miarę możliwości GODZIWE WARUNKI DO SAMOKSZTAŁCENIA ( ale,żeby ktoś chciał z tego korzystać, to już inna sprawa)-ostatni wyczyn (pogrążający nasze szczupłe konta w otchłani diety Dukana)-mały netbook-KONIECZNY!( chociaż jak się wyraziła POSIADACZKA DWÓCH TELEWIZORÓW/OSOBĘ, czyli RODZICIELKA-NA CÓŻ WAM TYLE KOMPUTERÓW i telewizorów?)
    TERAZ CZEKAMY NA EFEKTY.
    Rozmawiałam niedawno z MAMĄ STUDENTA.
    -Wyobraź sobie,że nie umiał w sklepie z naleźć piersi z kurczaka , bo NIE  WIEDZIAŁ,ŻE nazywają się FILET!
    Zaraz po powrocie do domu przeegzaminowałam MOICH SAMODZIELNYCH.
    -Jak szukalibyście w sklepie piersi z kurczaka?-zadałam podstępne pytanie
    -WCALE bym nie szukał, kupiłbym mrożone FRYTY- to wersja STARSZEGO.Komu by się chciało  babrać z mięsem?
    -POSZEDŁBYM Z KOLEGAMI-wersja MŁODSZEGO i okazało się ,że również moje pociechy nazwę FILET kojarzą tylko z rybkami z patelni.
    WNIOSEK- chyba popełniliśmy błąd dając I RYBKĘ I WĘDKĘ ale i tak już ZA PÓŹNO:)

    poniedziałek, 8 listopada 2010

    Z DRUGIEJ STRONY BIURKA, czyli kalanie gniazda vel bicie w pierś

    Pracujące koleżanki SZKOLĄ SIĘ (  jak jeszcze skuteczniej przeciwdziałać agresji i samemu pokonać ŚWIERZBA RĘCZNEGO, czyli natychmiastową chęć dania w łeb okolicznej ludności, która miała nieszczęście znaleźć się w zasięgu rąk. GRONO szkoli się cały czas i w związku z tym coraz trudniej o PEREŁKI, które za czasów mojej pączkującej kariery zawodowej były na porządku dziennym
    -Na czele miasta stoi przewodniczący rady mia.....- zagajała na lekcji POKAZOWEJ pani NASTURCJA.
    -STA!-gromkim krzykiem odpowiadała młodzież, szalenie ciesząc się z własnego wkładu w DOUCZANIE STUDENTÓW siedzących cichutko za plecami i notujących sprawozdanie z przebiegu lekcji.
    Klasa III (obecnie już pewnie żonaci i dzieciaci)-temat zajęć: JAKIE KORZYŚCI MAMY Z TELEWIZJI, KINA I TEATRU.
    - Po co jest telewizja?-zadaje pytanie PROWADZĄCA
    -ŻEBY MARNOWAĆ CZAS NA NIEWOLNICĘ ISAURĘ-scenicznym szeptem informuje mnie siedząca obok M.Parskam, ale w moim pojęciu baaaaardzo dyskretnie.
    -No, proszę, nie wiecie?- dziwi się PROWADZĄCA.
    NIE WIEDZĄ, ale siedzą cichutko wpatrzone w panią jak w obrazek święty.
    Pani traci cierpliwość.
    -Po to, bo na przykład LUDZIE ZE WSI NIE JEŻDŻĄ DO TEATRU-BO SIĘ BOJĄ! A TAK TO MOGĄ SOBIE POOGLĄDAĆ TEATR W TELEWIZJI!- oświeca NIEOŚWIECONYCH a mnie ślina wypada nosem i muszą mnie wyprowadzić.
    Wracam po chwili- kornie przepraszając,  aby razem z dziećmi układać zdanie z rozsypanki wyrazowej:
    TELEWIZJA ZASTĘPUJE NAM KINO I TEATR (przez pięć minut szukałam zaginionego słowa NIE pod krzesłem i dopiero przytomna M. uświadomiła mi,że forma gramatyczna pozostałych wyrazów wyklucza istnienie owegoż.)
    Komentarz  OPIEKUNA STAŻU-Czasem trzeba zobaczyć jak NIE NALEŻY prowadzić zajęć ( ale w czym DZIECI ZAWINIŁY?)
    I butem we własną pierś!
    Prowadzę zajęcia dla oceniającej mnie WŁADZY ZWIERZCHNIEJ. Dwoję się i troję. Pomocy dydaktycznych pracowicie wyrysowanych kredkami- JAK GWIAZD NA NIEBIE, karty pracy powielone za pomocą kalki ołówkowej ( kto wtedy słyszał o ksero)-jednym słowem PEŁEN SUKCES I EKSTAZA PEDAGOGICZNA!
    -Czy są jakieś pytania?-rzucam lekko w stronę jak mi się wydaje ROZENTUZJAZMOWANEGO TŁUMU, zapomniawszy dodać ,że W ZWIĄZKU Z LEKCJĄ!
    Rączkę podnosi MAŁOMÓWNY.
    ŁASKAWIE, NA FALI SUKCESU  UDZIELAM GŁOSU.
    -KIEDY BĘDZIE PRZERWA, BO NUUUUUUUDNA TA LEKCJA -i na poparcie swoich słów obrazowo zieeeeeeewa.
    Przed NATYCHMIASTOWYM ZEJŚCIEM uratował mnie dzwonek.
    Od tego czasu minęło już wiele lat ( MAŁOMÓWNY mam nadzieję , pomimo zanudzania go w podstawówce skończył jakieś studia) a ja ciągle uczę się od moich wychowanków POKORY.

    A,że o czasach dawnych -torbiszcza inspirowane przeszłością:
    WIEK XIX- TORBA ŻEBRACZA

    Inspirujące "niewiadomoco" z Jarmarku starociTorba z przeszłości z widokiem na przyszłość (o ile dożyję wieku emerytalnego)

    LATA DWUDZIESTE
    czyli impreza z prohibicją w tle ( użycie poszewki poduszki maskuje przenoszoną kontrabandę)

    LATA SZEŚĆDZIESIĄTE XX W
    czyli ostra jazda na szydełku bez ograniczeń i GUZIK komu do tego:)