sobota, 22 grudnia 2012

DWA KOŃCE ŚWIATA-na szczęście za nami

ŚLUBNY wzdychał i zataczał coraz ciaśniejsze kręgi wokół ŁOŻA BOLEŚCI( najbliższego łazience) ,na którym gnili połączeni wspólnym wirusem ŻONA I MŁODSZY ( STARSZEGO tylko MGLIŁO, więc został zesłany do swojego pokoju, aby w towarzystwie stworów z kosmosu razem z Mulderem tropić niezbadane).
Westchnienia słychać było chyba u sąsiadów.
W końcu podniosłam bolącą powiekę , bo jak tu spokojnie wegetować , gdy obok zaczynają się uroczystości żałobne
-JESZCZE ŻYJĘ-oznajmiłam wzdychającemu
-Ale MNIE coś bierze!-wyjęczał ŻAŁOBNIK -i nie wiem, CO TO BĘDZIE, GDY JESZCZE JA ZACHORUJĘ?!
-Co ci jest?- zadałam pytanie z grupy "obowiązkowe, podgrupa-udające troskę"
-WŁAŚNIE NIE WIEM!-zajęczał przyszły chory i zwalił się obok nas z termometrem pod pachą.
Od razu mi się polepszyło i już widziałam świąteczne aranżacje, które w stanie NIEZMIENIONYM dotrwają aż do końca naszych dni
Wigilijny stół w całej krasie -WIDAĆ KTO PISZE TE POSTY!
Nasza tegoroczna choinka
( ten czerwony zawijas, to wyginający się w paroksyzmie obrzydzenia aniołek- powiesili go na brudnej szybie!)
-TO KTO POJEDZIE WĘDZIĆ DO TWOJEJ MAMUSI?-zadałam pytanie w tym momencie kluczowe, które wykazało tym razem swoją ozdrowieńczą moc.
Wprawdzie WĘDZARNIK musiał jeden dzień odleżeć ( termometr i 37,5 ni kłamali) ale ponieważ innych objawów nie stwierdzono, a wypowiedzi typu "tak mi jakoś" i " nic mi się nie chce" zdiagnozowano jako STAN NORMALNY I WCALE NIE PRZEJŚCIOWY, po dwóch dniach z wielka radością opuścił  DOCHODZĄCYCH DO SIEBIE i na skrzydłach tęsknoty poszybował TAM GDZIE WSZYSCY GO  ROZUMIEJĄ, w skrócie- ku mamusi.( Wrócił jeszcze tego samego popołudnia , bo jednak NIE DO KOŃCA go rozumieli).
CHORZY w tym czasie odkrywali dobrodziejstwa telewizji, bo na czytanie sił nie było.
Żadne filmy wymagające wysiłku intelektualnego nie wchodziły w grę. Nawet "Trudne sprawy" nas przerastały , ale odkryliśmy dzięki chorobie kanał, który jeszcze tego dnia postawił nas do pionu.
Jego bohaterem był wróżbita DAMIAN a ofiarami istoty, które wybuliwszy 4zł mogły zadać mu JEDNO pytanie. Szło w tempie teledyskowym a nam gały z orbit wychodziły. Po pięciu minutach MUSIAŁAM wstać,żeby w necie sprawdzić, czy anioł, którego człowiek ów przywołuje to nie Belzebub jakiś, tym bardziej,że wydzwaniały  na ogół panie w wieku MAMUSIOPODOBNYM.
Okazało się,że to anioły tarota,o których dotąd nie miałam pojęcia.
-Widać,że koniec świata nadchodzi- skomentował MŁODSZY,a ja poleciałam po notatnik,żeby podzielić się później Z TYMI CO NIE ZAPŁACILI:)
Cytaty wróżbity:
  • KOCHANIE, ALE ŻEŚ "TRAFŁA"-do pani, której się udało dodzwonić
  • Niebiańskie pochodnie i święty płomień wypalą twoje problemy
Upajanie się przerwał nam telefon od KOLEŻANKI
-Czeeeeeeść- ZAŁKAŁO W SŁUCHAWCE-jestem chooooooora- wydyszała bidulka, bo niestety kto z kim przestaje- TEN SIĘ OD NIEGO ZARAŻA.
W dodatku jej adres mejlowy zachorował, bo zaczęły się przy nim pojawiać jakieś krzaczki i pomimo samopoczucia na skraju życia i śmierci zaczęła prowadzić ożywioną korespondencję z OPERATOREM
- A ONI W KÓŁKO I W KÓŁKO-JAKĄ MA PANI PRZEGLĄDARKĘ? i w końcu z tego wszystkiego podpisałam się zamiast XXXXXX YYYYYY (tu pada realne imię i nazwisko)- XXXXXXX Mozilla- I O MAŁO TEGO NIE WYSŁAŁAM!
- Ty leż i choruj- doradziłam, ale uprzedził mnie RODZONY ZIĘĆ KOLEŻANKI, który przewidział,ze odpisze jej WACŁAW EXPLORER.
Opłacało się chorować,żeby jeszcze tego samego dnia osobiście rozpakować prezent- WYGRANĄ od villa vintage
I OD RAZU STANĘŁAM NA NOGI!!!
Za życzenia powrotu do zdrowia serdecznie dziękuję, bo to również dzięki nim szybko wróciłam do stanu używalności.
ŻYCZĘ WSZYSTKIM UDANEGO WEEKENDU i lecę OGARNIAĆ!
ps. NAPISANE, BO FOKSIOWA KAZAŁA;)

czwartek, 20 grudnia 2012

UCIECZKA Z PLACU BOJU, czyli czasem człowiek pada na pysk

Gdy po owocnym szkoleniu dowlokłam się do domu- jedyną myślą kołatającą się w przeorganizowanym przez SZKOLENIE czerepie, było ZALEGNĄĆ gdzieś w kącie i udawać,że mnie nie ma.
-JESTEM WYKOŃCZONA!-obwieściłam od progu,żeby uciąć wszystkie zdania zaczynające się od "słuchaj...", bo akurat w naszym domu rozpoczyna to zazwyczaj listę życzeń a  w tym momencie ŻADNYCH życzeń nie chciałam spełniać ( w końcu mieszałam w niebieskiej a nie złotej farbie- złotą rybką nie zostałam NA PEWNO!).
-TO COŚ TY TAM ROBIŁA!?-zawiedziony WSPIERAJĄCY, (który w myślach już uzupełnił listę zadań na dziś-  dopiskami- żona, żona, żona, )udawał zainteresowanie.
Podniosłam do góry NIEBIESKĄ DŁOŃ i wszelkie pytania ucichły w zarodku.
-A mówicie,że to ja mam PRZERAŻAJĄCE ZAINTERESOWANIA- skomentował STARSZY SYN NIEBIESKIEJ DŁONI i powrócił do swoich wirtualnych kumpli.Ostatnio długofalowo ogląda "Archiwum X", więc wpisałam się w klimat znakomicie.
Obiad oczywiście SAMI ugotowali i SAMI zjedli- dla mnie zostały buły i inspekcja lodówki.I właśnie to mi odpowiadało- BYLE NIE GOTOWAĆ!
Na deser uroczyście wchłonęłam zachomikowaną zabójczą czekoladkę i pomyślałam,że życie jednak nie jest takie złe.
Tego myślenia wystarczyło na dwie godziny, po których ukłonom przed toaletowym tronem nie było końca.
Gdy nad ranem zobaczyłam SWOJE PIĘTY OD ŚRODKA (bo żołądek i inne trzewia oglądałam od wewnątrz jeszcze wieczorem) a drugi koniec organizmu zaczął zazdrośnie walczyć o audiencję przy tronie z końcem pierwszym, postanowiłam zrezygnować z tak pięknie zapowiadającej się kariery zawodowej i odwiedzić lekarza.
- Po paru dniach pani przejdzie... na innego członka rodziny- pocieszył mnie i niestety jego proroctwa tym razem się spełniły.
Na drugi ogień poszedł MŁODSZY.
-Ja mam egzamiiiiny-jęczał
-Niiic ci na to nie poradzę- odjęczywałam, żałując  tylko,że nie mamy dwóch łazienek.
Skubańcowi przeszło na drugi dzień a ja dopiero czwartego dnia mogłam patrzeć na coś innego niż chleb z żółtym serem.
Dobrze,że dłubaniny szydełkowo- drutowo- szyciowo- torbowe skończyłam wcześniej
bo teraz właśnie dowiadywałam się,ze nawet WŁOSY MOGĄ BOLEĆ!
WSPIERAJĄCY podejrzanie snuł się cały czas w pobliżu i albo czekał na rychły koniec i wesołe życie wdowca na wolności, albo....ale o tym może napiszę , jak mi FOKSIOWA ZNOWU KAŻE:)
DOBRANOC:)

wtorek, 18 grudnia 2012

IDĄ ŚWIĘTA- MY SIĘ SZKOLIMY I...mamy jak mamy

Jak zwykle , gdy pod koniec roku zostaje kasa na firmowym koncie- co się robi? Nie, nie daje pracownikom na rozkurz, tylko organizuje się SZKOLENIA!!!.
30 godzin w cztery dni!!!- powiało grozą.
Jedna z uczestniczek od razu zapobiegawczo zapaliła sobie płuca, druga od protestów straciła głos a MY czyli trzy w jednym: KOLEŻANKA, FOKSIOWA I JA !we własnej nieogarniętej osobie):
  • walimy zastępstwa niczym Pstrowski na przodku ( wszystkie trzy)a potem się dziwimy- SKĄD SIĘ BIERZE DZIECIOWSTRĘT
  • jemy obiady w szkolnej stołówce (zapobiegliwe KOLEŻANKA I FOKSIOWA) a rodziny w tym czasie głodem handlują
  • jemy ZUPY CHIŃSKIE W SŁOIKU PO OGÓRACH ŁYŻECZKĄ DO KAWY ( zapominalska , beztalerzowa JA) wywołując komentarze znienacka wchodzących SPRZĄTAJĄCYCH
-AAAAA... to ja przepraszam, bo nie wiedziałam CO SIĘ TU WYRABIA!

  • a bezpośrednio po rozprowadzeniu ostatnich opornych po wielu świetlicach- idziemy SIĘ szkolić.
Wytrzymałam dwa dni, podczas których:

  • zapoznałam się z pozostałymi uczestnikami szkolenia ( i nieważne,że z niektórymi ciągniemy ten sam wózek już ponad 20 lat-ZAPOZNAĆ MOŻNA SIĘ ZAWSZE!)
  • dowiedziałam się, czego jeszcze nie wiem , czyli tego samego co KOLEŻANKA I FOKSIOWA, bo mamy chyba wspólną jaźń
  • zagłosowałam,żeby na drugi dzień były ZAJĘCIA PRAKTYCZNE (jedna z kursantek zgłosiła się na ochotnika do zakupu zbiorowego- mydła JELEŃ)
  • NA DRUGI DZIEŃ próbowałam judzić,żeby ZAJĘĆ PRAKTYCZNYCH JEDNAK NIE BYŁO, bo marzyły mi się slajdy  i sen w ciemnościach na ławce
SZKOLENIOWIEC już się łamał, ale RUDA- nasza etatowa SZOŁŁUMENKA zgasiła mnie:
-Już ty sobie leż na tej ławce, ja za ciebie to mydło potrę- I POTARŁA!
Nie mogłam być gorsza i kiedy przyszło do rozrabiania farby, ochoczo wystrzeliłam ze swojego kąta, wybierając w dodatku najbardziej jadowity błękit. Farbę wyrobiłam i po kliku minutach radości, mam pamiątkę od tygodnia- PRAWĄ RĘKĘ W KOLORZE BLUE!
CZEMU NIE WYBRAŁAM ŻÓŁTEJ?!-symulowałabym  żółtaczkę i miała świąteczne porządki z głowy !-kombinowałam i widać KTOŚ mnie usłyszał, bo na drugi dzień PADŁAM jak kawka na jelitówkę a pan doktor widząc OBJAWY ( W TYM NIEBIESKĄ RĘKĘ) w trosce o zdrowie moje i innych wolał zwolnić mnie z pracy aż do świąt.
O choroba!Chyba jedyną choinką jaką będę miała,będzie TA
wyfilcowana na kole rękodzieła jeszcze obiema CIELISTYMI rękoma.
O tym JAK się choruje, gdy INNI pracują- NA SPECJALNE ŻYCZENIE FOKSIOWEJ już wkrótce.

czwartek, 6 grudnia 2012

KULTURA PRZEZ DUŻE Q, czyli odchamiamy się na potęgę

Rano wyjazd do teatru- zdziwionych porą spektaklu informuję,że to teatr specyficzny, w którym toalety kończą się na wysokości łydek, a na drzwiach wejściowych oprócz zakazu korzystania z komórek, widnieją ikonki ZAKAZUJĄCE JEDZENIA I PICIA ( nawet jak się komuś BARDZO chce!- przypomnienie NAGABYWANEJ) ku jawnie okazywanej rozpaczy widzów.
W klasie byłam już o świcie, aby pomóc Mikołajowi porozkładać paczki ( nawet dla niedowiarka TAJFUNA nie brakło). Potem klasę opieczętowałam, poprawiłam włos rozwiany i udałam się przed PLACÓWKĘ,  celem odliczenia KONSUMENTÓW DÓBR KULTURY- stawili się wszyscy.
Tajfun zaczął jeść już w autokarze, a na moje  groźne spojrzenie, oprócz zwyczajowego "no, cOOOOOO?" zareagował nerwowym miętoleniem torebki z chrupkami, które pewnie potem musiał jeść metodą zassania ( dobrze,że nie poszło w płuca, bo wróciłoby dziecko z pylicą).
Przy wejściu zostałam 16 razy upomniana,żebym nie zapomniała wyłączyć komórki i z wdzięczności za cenne uwagi, odwdzięczyłam się stukaniem w logo- "zakaz dokarmiania" ( oznak wdzięczności raczej nie zauważyłam)
Spektakl ("Brzydkie kaczątko") początkowo nie wywarł na ekipie ogromnego wrażenia, myśli ich bowiem krążyły wokół toreb z przekąskami, które co chwila tłamsili celem sprawdzenia zawartości.
Scenografia- "raz na ludowo" od razu podbiła moje serce,




żródło-http://www.teatr.bedzin.pl/spektakle-dla-dzieci/articles/brzydkie-kaczatko-138.html

 ale dopiero, gdy zwierzęta krzyczące BRZYDAL!zostały wsparte przez jakąś  siedzącą niedaleko mnie LELIJĘ, która jak echo bezmyślnie powtórzyła "brzydal " cieniutkim głosikiem-  na sali ZAPADŁA GŁUCHA CISZA- wszystkie głowy potępieńczo wbiły wzrok w delikwentkę, a moja MĄDRALIŃSKA podsumowała WCALE NIE szeptem  SCENICZNYM:
-No TERAZ to już mi się NAPRAWDĘ chce płakać!
PRZERWA- pędzimy jeść i dyskutować o SZTUCE- jak zwykle tylko TAJFUNOWI niezbyt się podoba, ale nikt tym razem nie zwraca na niego uwagi.
-PANI WIE- zagaja HARRY POTTER,-ZE JA JUZ  POKONAŁEM WŁAŚNIE SWÓJ STRACH?
-A czego się bałeś?- pytam, bo nie wyglądał mi na szczególnie lękliwego.
-NO TEATRU PSECIEZ-wyjaśnił, a ja skonstatowałam,że własnie straciłam kolejny element dysyplinujący i co gorsza NIGDY ( z powodu niewiedzy) z niego nie skorzystałam.
A mogłam w chwili OSTATECZNEJ zagrozić- BO PÓJDZIESZ DO TEATRU!-pogróżka  skuteczna i jaka QLTURALNA!
Po spektaklu wizyta w klasie i zbiorowe zadziwienie- SKĄD MIKOŁAJ WIEDZIAŁ, GDZIE KTO SIEDZI??? i dociekliwe pytania TAJFUNA:
-CZY RODZICE TEŻ MOGĄ POMAGAĆ MIKOŁAJOWI? CZY TEN , CO TU BYŁ TO ABY PRAWDZIWY?
Zbiorowe wyjaśnienia: ( to znaczy jeden przez drugiego)
-Prawdziwy, bo SKĄD WIEDZIAŁ,ŻE NASZA PANI KAWĘ PIJE?
-NIEGRZECZNYM prezenty dają rodzice- WIADOMO Z LITOŚCI!!!-i już się nie pytał.
Raz tylko jeszcze się zdziwił, gdy zobaczył w innej klasie " lepsiejsze prezenty", ale moje " widocznie byli grzeczniejsi" przyjął ze z rozumieniem.
Po południu  WERNISAŻ-dobrze,że przedpołudnie spędziłyśmy QLTURALNIE-byłyśmy z KOLEŻANKĄ I FOKSIOWĄ stosownie ubrane ( żałowałam tylko,że nie lansowałam się z jakąś nową torbą). Zaprosiła nas dziewczyna, z którą kiedyś pracowałyśmy. Było miło, ładnie , smacznie i szampańsko
Powrót miałyśmy zapewniony , bo jedna z naszych koleżanek jak zwykle zaoferowała nam PODWÓZKĘ, z której jak zwykle skwapliwie skorzystałyśmy.
FOKSIOWA w swoim jasnym wełnianym, eleganckim płaszczyku wybrała komunikację miejską i chwała Bogu, bo ocaliła płaszczyk, gdy czarna beemka naszej KIEROWNICZKI zakopała się pod blokiem KOLEŻANKI.
BUKSOWANIE kołami nie dało nic.
Rzucanie klątw na prawo na lewo- efekt zero.
Musiałyśmy PCHAĆ- podkładając uprzednio zdewastowane pudła po  nowych butach KIEROWNICZKI, bo własne torby zdołałyśmy jakoś ocalić.
Okazałyśmy siłę porównywalną z naszą siłą woli, ale w świetle reflektorów okazało się,że przypominamy ofiary walk w błocie- NIE MA TO JAK NAPĘD NA TYLNE KOŁA.
I TYLE BYŁO Z TEJ KULTURY.
KIEROWNICZKA zaczęła się kajać a my dziękować za PRZYGODĘ.
Z UWAGI NA ŚNIEGI WOKÓŁ, NIKT Z DOMOWNIKÓW NIE ZDOŁAŁ ODGADNĄĆ GDZIE BYŁAM I CO ROBIŁAM- za karę biorą się jutro za mycie okien, bo jak nie to ...DO TEATRU!!! (może na nich akurat podziała- nie zaszkodzi spróbować)

sobota, 1 grudnia 2012

ZALEGŁOŚCI SIĘ PIĘTRZĄ A ROBIĆ NIE MA KOMU

Czyli dzień jak co dzień- "normaaale",że polecę cytatem toskańskiej  pani notariusz ( nie ,że się BYŁO,ale się CZYTAŁO).
Zostałam perfidnie zrobiona w BAMBUKO i to kurka we własnym domu. Było nie podsłuchiwać!
Omamiona wizją rychłego remontu ,którą zapowiadały:

  •  telefon RĄBNIĘTEGO do szanownej Mamusi- bezczelnie podsłuchany:( lata praktyki w zawodzie, gdzie 3+3 wynosi czasem czasem "ęć" a czasem "ęść" i MUSI SIĘ ZGADZAĆ!)
- No, nie mogę teraz przyjechać, bo wezmę parę dni urlopu i biorę się za sypialnię ( a już miałam się poddać i wnieść graty z powrotem)

  • groźba wigilijnej kolacji przy kuchennym stole w WĄSKIM GRONIE ("Nie było miejsca, choć szedłeś"-jak ostrzegają słowa kolędy)
  • zapowiedź REKONWALESCENTA, którego wykończyły szpitalne kolejki- KONIEC TEGO LECZENIA!
NIE DAŁAM SIĘ NAMÓWIĆ NA WYPAD DO KINA Z KOLEŻANKĄ I FOKSIOWĄ, bo:

  • mam remont a nie wiadomo, co KIEROWNIK ZARZĄDZI
  • głupio zostawiać pracowników na placu boju a samemu się byczyć
"Rower" przejechał mi przed nosem  a ja zostałam perfidnie wykiwana, bo RĄBNIĘTY dostał nagle głuchoty wtórnej objawiającej się szczególnie przy słowie"kiedy" a zdecydowanie nasilającej przy "zaczynamy remont"
W dodatku zwierzył się MAMUSI,że żonie skacze ciśnienie ( chyba nikt się nie dziwi?)a ta mu serdecznie doradziła,żeby " w takim razie"ODŁOŻYŁ REMONT DO WIOSNY!!!( znowu podsłuchane, więc udaję,że nie wiem).SŁUSZNIE- NA STYPĘ BĘDZIE JAK ZNALAZŁ,bo ,że szlag mnie trafi to pewne!
A ponieważ nic nie wskazuje na to,że u nas święta w tym roku się odbędą poświętowałam inaczej:

  • wzięłam udział ( paczka już zaklejona) w akcji


  • napisałam świąteczne opowiadanie i rzutem na taśmę opublikowałam je tutaj
Teraz jeszcze trzy dni głosowania i okaże się, dlaczego nie wygrałam ( wprawdzie MŁODSZY obiecał,ze zagłosuje na opowiadanie mamusi, bo "będziesz miała przynajmniej jeden głos"), ale jakoś mnie to wcale nie martwi. WSTYDU NIE BĘDZIE, BO OPOWIADANIA SĄ OPUBLIKOWANE ANONIMOWO-raz przynajmniej będę anonimem:))),żeby wykluczyć prywatne sympatie (ale myślę,ze miłość synowska nie ma z tym nic wspólnego)
SERDECZNIE ZAPRASZAM DO GŁOSOWANIA NA NAJLEPSZE OPOWIADANIE - SAMA JESTEM CIEKAWA, KTO KRYJE SIĘ ZA KOLEJNYMI OPOWIEŚCIAMI?

Jak nieoczekiwany promień słońca zza chmur przyleciały do mnie wyróżnienia, za które jeszcze raz baaaaardzo dziękuję:)))
Od SIEDLISKA POD LIPAMI z pytaniami:
1. Kot, czy pies i dlaczego?-kot, bo sika do kuwety!!!
3. Najbardziej niespodziewanie spełnione marzenie.- przytulisko oczywiście:)
3. Ulubiona książka, taka do której się wraca.-do niedawna "Pod słońcem Toskanii"
5. Największa pasja? lektura i rękodzieło
6. Gdzie spędziłabyś wymarzone wakacje? na jakimkolwiek morzem
7. Czy chciałabyś zamieszkać poza granicami Polski, jeśli tak to gdzie? Tam , gdzie nos nie przymarza do szyby.
8. Jakie filmy lubisz? Takie, w których dobro zwycięża, bo przy innych ryczę.
9. Za czym tęsknisz? aktualnie za wyremontowaną sypialnią
10. Czego się boisz? złych ludzi- TYLKO I WYŁĄCZNIE
11. Dlaczego piszesz bloga? ŻEBY PAMIĘTAĆ O ULOTNYCH CHWILACH:)


Od SARENZIR
1. Daleka podróż samochodem czy pociągiem? samochodem z kierowcą
2. Wchód czy  Zachód - co bardziej fascynuje Cię podróżniczo? wszystko!
3. Historia czy fantastyka naukowa? historia
4. Lew czy tygrys? tygrys , ale malutki
5. Naturoterapia czy medycyna tradycyjna? w razie W wszystko, bo tonący....
6. Kolacja w klimatycznej knajpce czy grill w ogródku ?knajpka, bo gotuje KTOŚ INNY
7. Filharmonia i koncert ulubionego kompozytora  czy koncert na stadionie ulubionego zespołu?DZIŚ WYBIERAM STADION!
8. Feeria barw czy stonowana kolorystycznie kompozycja ?każdy wybór jest dobry
9  Terenówka czy auto sportowe?terenówka ( już my wiemy dlaczego!)
10. Urlop w kurorcie czy wycieczka objazdowa? wycieczka
11. Bardziej perfekcyjna pani domu czy bardziej bałaganiara ? bałaganiara z aspiracjami
od ARADHEL
1. Zmierzch czy świt? świt, byle nie w dzień pracy:)
2. Wyobraźnia czy realizm?wyobraźnia
3. Z wiatrem czy pod wiatr?z wiatrem (a najlepiej,żeby nie wiało)
4. Rodzina czy praca? rodzina ,a le praca też
5. Fiołek czy jaśmin?fiołek
6. Złoto czy srebro?srebro
7. Ciasto marchewkowe czy sernik? sernik!!!!
8. Piotruś Pan czy Zorro? Zorro, p Piotrusiów mam po kokardki:)
9. Kolor Bożego Narodzenia to dla ciebie kolor...czerwony
10. Kawa w fotelu czy na tarasie? w fotelu
11. Z rodzicami w pobliżu czy jak najdalej (kwestia mieszkania)? raczej dalej z uwagi na liczne "kwestie sporne"
Jeszcze raz dziękuję za zabawę i oczywiście znowu ją zepsuję, bo nie przekażę wyróżnienia dalej- prawie każdy już je ma:) W myślach wyróżniam wszystkie, które tak chętnie czytam!!!

JEŻELI KOMUŚ UDAŁO SIĘ DOTRWAĆ DO KOŃCA- GRATULUJĘ I ŻYCZĘ KOLEJNYCH MIŁYCH DNI!:)


czwartek, 22 listopada 2012

NIC ODKRYWCZEGO, czyli jesień dołuje

Przynajmniej mnie. Dziergam szale jak szal-ona nie zważając ,że popytu nie ma -a szyję mam tylko jedną.
Przynajmniej będzie ciepło i kolorowo- co dzień inna stylówa:)
W PLACÓWCE nuuuuuda,przynajmniej ze strony Harrego P, który NOTORYCZNIE uwala się na ławce, w trakcie jakże zajmującej lekcji języka angielskiego i uparcie twierdzi,że NIE SCE MU SIEM.
-Widocznie lekcja jest nudna- skomentował zajście RODZIC, gdy ZATROSKANY WYCHOWAWCA podkablował NIEROBA.
Fakt. NA WUŁEFIE nigdy mu się nie nudzi-ale to zachowałam dla siebie, bo nie będę wręczać oręża temu, co z drugiej strony barykady.
TAJFUN daje czadu jak zwykle- najbardziej na lekcji religii, w czasie której powinien pilnie przygotowywać się do Komunii Świętej- zważywszy na to,że DZIADEK OBIECAŁ KŁADA!!!(widocznie w domu TEŻ mają go czasami dość- ale,żeby takie ekstremalne rozwiązania? KŁAD I SINA DAL?-pewnie nie powiedzą mu jak się hamuje)
-Co znów dziś namąciłeś- pytam widząc zbolałe oblicze zatroskanego nauczyciela z ulgą opuszczającego klasę.
-PRAWIEŻENIC!-prawieżesięobraża.
Ale DZIELNE DONOSICIELKI NIE ŚPIĄ!
-KAZAŁ NAM MÓWIĆ PEPSI!!!!!-oburzają się
-No i?- jak pragnę zdrowia, nie nadążam!
-POWIEDZ PEPSI-JESTEŚ SEKSI- charczą na bezdechu-Tak nam odpowiadał! a ja próbuję wyjaśnić,że to dowód sympatii, bo rozniosłyby go za pomocą swoich zdolnych rączek.
-I to nie wszystko!!!-do akcji wkracza RUSAŁKA
-Kazał mi zrobić TAK!- i łączy kciuk z palcem wskazującym w zgrabne kółko.
-I tak!- palcem wskazującym drugiej dłoni celuje w otwór- I WIE PANI CO POWIEDZIAŁ?! -pyta, a mnie się zdaje,że WCALE NIE CHCĘ WIEDZIEĆ!
-DZIĘKI ZA UMYCIE KIBLA!!!-potencjalna szczotka do wc celuje teraz prosto w moje oko.
Łapię się z jękiem za twarz symulując udar mózgu vel załamanie nerwowe.
-ALE JA JUŻ PRZEPROSIŁEM I TERAZ POWIEM,ŻE SIĘ POPRAWIĘ-obiecuje po raz tysięczny DOWCIPNIŚ- i jestem pewna ,że na POWIEM się skończy.
TAKA KARMA.
W ramach pojednania przyszedł się pochwalić,że "zaliczył" 7 grzechów głównych- ALE SPOKOJNIE-WYGŁOSIŁ JE W RAMACH ZALICZANIA MODLITW PRZEDKOMUNIJNYCH.
-Tylko nie rozumiem, jak coś smacznego może być grzechem?-zagaił z niewinnością w zbrodniczych zazwyczaj oczach.
-O co ci chodzi?- instynkt TEGO CO WYJAŚNIA jak zwykle zwyciężył
-NO BO PYCHA- TO,ŻE SMACZNE, NIE?-rozwalił mnie jak zwykle.
A w domu DOBIŁ ANONIM-zazwyczaj aktywujący się w czasie świąt- a już myślałam,że o mnie zapomni i będę ZATORBIAĆ spokojnie dalej:
-Unknown pisze...
Po co wystawiac takie paskudztwa.Nikt tego nie kupuje, zalega miesiacami i tylko zabiera miejsce na ciekawsze rzeczy:-/

No to PO BANDZIE!- TORBA  Z ANONIMOWEJ INSPIRACJI
a może się  otworzy i ujawni z imienia i nazwiska?
Pozdrawiam WSZYSTKICH i może wkrótce o jakichś pozytywnych pozytywach, bo wyróżniono mnie już dwukrotnie i zbieram siły do ODZEWU,cpkn(co pewnie kiedyś nastąpi:)

piątek, 16 listopada 2012

JESIENNE LENISTWO, czyli coś mnie bierze

Jesienne lenistwo ostatnio bardzo daje się we znaki. i niestety nie tylko mnie. CZŁOWIEK DO ZADAŃ SPECJALNYCH (czyli ten z ranami rąbanymi vel SAMOBÓJ OD SIEKIERY) na razie odmawia współpracy i pomimo czytelnej sugestii w postaci :

  • zakupu tapety
  • obietnicy zakupu paneli podłogowych , które mógł SAM wybrać a DIZAJNERKA TYLKO ZAPŁACI
  • śmiercionośnego zadłużenia konta, co na pewno będzie skutkowało w przyszłości wizytą SMUTNYCH PANÓW W CZARNYCH PŁASZCZACH
  • troski wyrażanej CODZIENNIE słowami "JAK TAM RĄBNIĘTA NÓŻKA?"
NIE CHYTA SIĘ ROBOTY i w związku z tym CODZIENNIE po przebudzeniu ,wzrok mój pada nie tylko na upiorną meblościankę, ale częściowo "wyskrobaną do żywego ścianę z resztkami odłażącej tapety".
Wstawiłam cudzysłów , bo po pewnym czasie uświadomiłam sobie,że ten opis ZNAKOMICIE PASUJE DO TEGO , CO WIDZĘ CODZIENNIE  RANO W LUSTRZE!
Akurat ZE SOBĄ sama mogę coś zrobić. Za nic mając sugestie KOLEŻANKI, której światła córka zasugerowała,że NA CZERWONO FARBUJĄ SIĘ STARE BABY-POLECIAŁAM CIEMNĄ CZERWIENIĄ.
Efekt?- najbardziej czerwoną mam skórę głowy oczywiście- reszta w ładnym STAROBABOWYM kolorku.
-PANI MA DZIŚ NOWE WŁOSY!-od razu zauważył TAJFUN- SKĄD?-dociekliwy jak zawsze
-Z SZUFLADY-odpowiedziałam CELOWO, co dało mi klika sekund przewagi,żeby przeładować broń w oczekiwaniu na atak.
-ACHA, bo ja myślałem,że pani była u FRYZJERA-przyjął to ze spokojem , bo jak się okazało MIAŁ INNE PROBLEMY (skrupulatnie zgłaszane przez nauczycieli, którzy maja z nim KONTAKT BEZPOŚREDNI)
-SŁUCHAJ CZŁOWIEKU-zagaiłam pokojowo- dlaczego ty jesteś grzeczny TYLKO PRZY MNIE ( gwoli sprawiedliwości przy FOKSIOWEJ tyż, bo awansował tam do rangi MAŁEGO POMOCNICZKA NASZEJ PANI)-a przy innych paniach wstępuje w ciebie ZŁO?
-BO JA INNYCH PANIÓW NIE LUBIĘ!
-Panie nie są OD LUBIENIA- zaczęłam, ale z pomocą ruszyła mi dzielna PIEGOWATA:
-BO PANIE , TO SĄ JAK LEKARSTWO- CO NIE?!
Reszta zgodziła się z nią bezdyskusyjnie a ja przetrawiałam to podsumowanie przez resztę dnia.
 Tymczasem Z JESIENNEGO przygnębienia PRÓBUJĄ mnie wyrwać podsyłając prezenty niespodzianki:

  • własna, osobista siostra wykonując osobiście dżem z naszych wiejskich borówek ("bo mówiłaś,że nie lubisz zbierać")i ozdabiając słoik własnoręcznym malunkiem



  • QRA DOMOWA, wykonując własnoręcznie TAKIE CUDA!!!



  • RĄBNIĘTY- zabierając na targ staroci
  • ASIA-zaszczytnie mnie wyróżniając, co rozwinę w następnym poście , bo teraz PLACÓWKA WZYWA i wzywać będzie- jutro ODRABIAMY ( mam nadzieję,ze WSZYSCY oprócz mnie zaśpią)
UDANEGO KOŃCA TYGODNIA!!!!MOŻE JEDNAK SIĘ NIE DAMY?