Śnieg jak zapowiadał tak spadł, a my gratulowaliśmy sobie,że po raz pierwszy uwierzyliśmy prognozom pogody i zostaliśmy w domu. Wieś poczeka cierpliwie z pękniętą rurką wodną i pączkami na forsycji w zarysie.
Grzejemy podstarzałe kości przy kaloryferze, upadlając się lataniem po kanałach kablowej telewizji, ale widocznie takie odmóżdżenie też jest czasem potrzebne. Kot się cieszy- wreszcie WSZYSCY MAJĄ CZAS NA GŁASKI i nalewanie wody do brodzika- bo to ostatnio ulubiona miska CZWORONOŻNEJ PANI NA WŁOŚCIACH.
Z okazji rocznicy ( jest z nami od 18 marca 2011 roku) OPRÓCZ DODATKOWYCH GŁASKÓW dostała ( do pooglądania )efekt KOCIEJ WYMIANKI z Izą
Oprócz kota -z PRAWDZIWYMI WYWINIĘTYMI RZĘSAMI zostałam obdarowana hojnie i NASIENIOWO
OJ, BĘDZIE SIĘ SIAŁO!
Na razie jednak SIĘ SZYJE i jak zwykle nuuuuda , bo torby, ale za to DREWNIANE
Z podkładką pod kubek i czadowym paskiem MADE IN ARGENTINA
Z podkładką pod talerz- stosownie większa
no i KOCIA
z wełnianą podszewką a że wełny zostało.....ZASZALELIM! ( JA, KOT I MASZYNA!)
ZAKUPOWO
i WYJŚCIOWO
Filcu brakło, ale od czego są sklepy? Tym bardziej,że trzeba było od czasu do czasu posłuchać oprócz warkotu maszyny trochę ludzkiej mowy, bo MIEJSCOWI -SYNAMI ZWANI, na co dzień rozmawiają z ekranem i to zwracając się do niego słowami uznanymi powszechnie za NIEUZNAWALNE!
Maszyna stoi w pobliżu , więc przy kolejnej " pani o wątpliwym sposobie prowadzenia się" ( nie pomógł namolnie powtarzany zwrot"bez tej PANI miedzy nami"-MATKA i W PAKIECIE NAUCZYCIELKA- nie zdzierżyła:
-GDZIEŚ TY SIĘ NAUCZYŁ TAK KLĄĆ!?-wydarłam się w kierunku SŁUCHAWEK ( i tak wiem ,że słyszy), rezygnując ze zwrotu GDZIEŚ TY SIĘ CHOWAŁ?!
po ostatnich doświadczeniach z RUSAŁKĄ , która w odpowiedzi, oprócz O TU! wskazała miejsce pod ławką -skąd akurat wylazła ,aby posłuchać o niektórych aspektach swojego zachowania.
-WYNOSZĘ TO Z DOMU-bezczelnie odpowiedział młodszy, ale dołek w policzku zdradził,że liczy na odzew.
-Z DOMU , TO TY MOŻESZ NAJWYŻEJ ŚMIECI WYNIEŚĆ-udało mi się go zaskoczyć, więc wziął i wyniósł, mamrocząc coś o wykorzystywaniu taniej siły roboczej.
Wróciłyśmy z TRUŚKĄ do naszych toreb
czerpiąc radość z BLISKOŚCI, dopóki nie zachciało jej się PODAWAĆ NITKI W ODWROTNĄ STRONĘ! Po nawinięciu po raz n-ty szpulki i zwróceniu się do JUBILATKI per POSZŁA MI W CHOLERĘ! z czego JUBILATKA nic sobie nie robiąc wymościła się na kolanach- chętna do dalszej współpracy, zmuszona byłam zrezygnować z PROCEDERU ku zachwytowi OKOLICZNEJ MŁODZIEŻY:
-Wreszcie nikt tu nas nie będzie podsłuchiwał!
Na pożegnanie pozwolono mi założyć na chwilę słuchawki,żeby posłuchać potoczystej mowy- WSPÓŁUCZESTNIKÓW GRY SIECIOWEJ.
I jak tu teraz ZE ZWIĘDŁYMI USZAMI oceniać uczestników X FACTOR?
PS.jutro NIEDZIELA PALMOWA a JEDYNA PALMA jaką mam jest w lodówce i wygląda jak margaryna-O ŻESZ TY W MORDĘ JEŻA KOPANA SKLEROZO!:)
sobota, 31 marca 2012
niedziela, 25 marca 2012
OTWARCIE SEZONU, czyli jak się nie ma, co się lubi...
Jeśli zakupy nie pomagają a MAŁŻONKA nadal marudzi, zawsze jeszcze można wywieźć ją na ukochaną wieś,żeby pokazać,że MOŻE BYĆ GORZEJ.Oczywiście należy PRZEZ PRZYPADEK wybrać najzimniejszy weekend w miesiącu,żeby się BABIE w głowie od dobrobytu i szczęścia nie pomieszało. I tak też KOCHAJĄCY uczynił. Zapakował okutaną ( ale na elegancko, bo w żakiecie- prosto z pracy) do BŁĘKITNEGO GROMU z wizgiem POJECHALIM!
Nie szkodzi,że najpierw wybrał NA PAMIĘĆ-DROGĘ DO PRACY i pojechaliśmy w KIERUNKU PRZECIWNYM do planowanego-ŻOŁNIERSKIE SŁOWA POŁOWICY zawróciły nieszczęśnika -pracoholika na właściwą drogę.
Na miejscu- na zewnątrz +3- ZMARZNIĘTA kategorycznie odmawia opuszczenia ciepłej kabiny i ŻĄDA "15 STOPNI W PLUSIE!".Podstępem zwabiona do domu (+2) jęczy i biadoli,że zamarznie na śmierć i KTO W TEJ ZMARZNIĘTEJ ZIEMI WYKOPIE JEJ GRÓB?!
Na szczęście PRZEWIDUJĄCY zaopatrzył wiejski dom w CUD TECHNIKI XXw.
w stanie wprawdzie agonalnym ale za to WŁASNORĘCZNIE NAPRAWIANYM.
Następne kilka godzin WIELBICIELKA FARELKI spędziła na zmianę przy piecu paląc wszystkim , co się nawinęło i odgrażając się,że w razie potrzeby sięgnie PO OSTATECZNOŚĆ-ŚLUBNEGO W CAŁEJ OKAZAŁOŚCI (chyba uwierzył, bo targał i donosił drewno z wielkim zapałem) i ODBIJAJĄC FARELKOWĄ PERFORACJĘ na własnej twarzy , której bliskość (10cm) żarzących się sprężyn zagrażała wprawdzie urodzie opalanych lic, ale gwarantowała wrażenie ciepła twarzy i dłoniom zostawiając za to odłogiem nie ogrzewane za to dobrze opatulone tyły. Obalam niniejszym mit,że TŁUSZCZ GRZEJE-schaby mi tez zmarzły!
Przyroda, na szczęście nie zwracała na zimno uwagi i śmiało startowała w nowy sezon
Trawa za wszelką cenę szła w zieloność, co tak rozśmieszyło płot,że wziął się i przewrócił
Z ziemi zaczęły wyłazić bohaterskie zaczątki czegoś, co może wbrew intencjom okolicznej fauny zostanie TULIPANAMI
Zmartwiony dzbanek z banerka czeka aż bluszcz się zazieleni
Pierwszym kwietnym akcentem są bohaterskie kubeczki, które na swoich stanowiskach bez uszczerbku przetrwały zimę ( a swoja drogą dlaczego robią wrażenie czystszych i niż porcelana WEWNĄTRZ?)
Kret odwalił kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty i wykopał buteleczkę
Nawet serdeczny woreczek daremnie wypatruje wiosny
A TA WZIĘŁA I PRZYSZŁA- KIEDY MY ODRABIAMY PAŃSZCZYZNĘ W MIEŚCIE!!!!
Zainspirowana gapieniem się na szablon ( mam go nad wiejskim zlewem -ciśnie się w oczy cały czas!)
uszyłam najpierw brochy
a potem torbę do nich
i już mi wiosennie!!!!:)
P.S. Za tydzień jedziemy na siewy i pewnie dlatego zapowiadają ŚNIEG!
Nie szkodzi,że najpierw wybrał NA PAMIĘĆ-DROGĘ DO PRACY i pojechaliśmy w KIERUNKU PRZECIWNYM do planowanego-ŻOŁNIERSKIE SŁOWA POŁOWICY zawróciły nieszczęśnika -pracoholika na właściwą drogę.
Na miejscu- na zewnątrz +3- ZMARZNIĘTA kategorycznie odmawia opuszczenia ciepłej kabiny i ŻĄDA "15 STOPNI W PLUSIE!".Podstępem zwabiona do domu (+2) jęczy i biadoli,że zamarznie na śmierć i KTO W TEJ ZMARZNIĘTEJ ZIEMI WYKOPIE JEJ GRÓB?!
Na szczęście PRZEWIDUJĄCY zaopatrzył wiejski dom w CUD TECHNIKI XXw.
w stanie wprawdzie agonalnym ale za to WŁASNORĘCZNIE NAPRAWIANYM.
Następne kilka godzin WIELBICIELKA FARELKI spędziła na zmianę przy piecu paląc wszystkim , co się nawinęło i odgrażając się,że w razie potrzeby sięgnie PO OSTATECZNOŚĆ-ŚLUBNEGO W CAŁEJ OKAZAŁOŚCI (chyba uwierzył, bo targał i donosił drewno z wielkim zapałem) i ODBIJAJĄC FARELKOWĄ PERFORACJĘ na własnej twarzy , której bliskość (10cm) żarzących się sprężyn zagrażała wprawdzie urodzie opalanych lic, ale gwarantowała wrażenie ciepła twarzy i dłoniom zostawiając za to odłogiem nie ogrzewane za to dobrze opatulone tyły. Obalam niniejszym mit,że TŁUSZCZ GRZEJE-schaby mi tez zmarzły!
Przyroda, na szczęście nie zwracała na zimno uwagi i śmiało startowała w nowy sezon
Trawa za wszelką cenę szła w zieloność, co tak rozśmieszyło płot,że wziął się i przewrócił
Z ziemi zaczęły wyłazić bohaterskie zaczątki czegoś, co może wbrew intencjom okolicznej fauny zostanie TULIPANAMI
Zmartwiony dzbanek z banerka czeka aż bluszcz się zazieleni
Jedynym plusem braku liści jest widok na ZZOOMOWANYCH najbliższych sąsiadów
Kret odwalił kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty i wykopał buteleczkę
Nawet serdeczny woreczek daremnie wypatruje wiosny
A TA WZIĘŁA I PRZYSZŁA- KIEDY MY ODRABIAMY PAŃSZCZYZNĘ W MIEŚCIE!!!!
Zainspirowana gapieniem się na szablon ( mam go nad wiejskim zlewem -ciśnie się w oczy cały czas!)
uszyłam najpierw brochy
a potem torbę do nich
i już mi wiosennie!!!!:)
P.S. Za tydzień jedziemy na siewy i pewnie dlatego zapowiadają ŚNIEG!
niedziela, 18 marca 2012
NIE TYLKO TAJFUN czasem chlapnie,czyli popisy na targu
Co robi PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA gdy jego małżonce ŻYCIE ( tym razem w osobie TAJFUNA) tak dojadło,że ma ochotę:
tylko ZABIERA UKOCHANĄ NA TARG STAROCI przezornie zaopatrując ją w drobne,żeby w przypływie depresji wiosennej nie sprzeniewierzyła i tak nadmiernie obciążonego debetu.
Zakupoholiczka zaszalała( na miarę posiadanych drobnych)
prawdziwy CZECHOSŁOWACKI kubek od prawdziwych CZECHÓW
mlecznik z tego samego źródła
ręcznie malowany talerz z autografem autora
i koszyk -taca służący jak podstawa ekspozycji "wszystkiego po 2 zł"
oryginalnie wyklejony folią w marmurkowe wzory( zdarłam od razu)
i na finał WIESZAK-za to jaki!
Ale widocznie i to nie pomogło i tajfuno pochodny wirus ( no dobra- przyznaję,że się czepiam NIEWINNEGO dziecka, które TYLKO CASEM zwraca się do mnie- NO I GDZIE MNIE CIONGNIES SALONA KOBIEEEEETO! i dopiero u kresu drogi jakim jest próg klasy przypomina sobie o MAGICNYM PSEPRAAAAASAM) zaatakował w najmniej oczekiwanym momencie.
Czekałam właśnie na KIEROWCĘ bezmyślnie lustrując stoisko a właściwie LEŻYSKO, bo na gazecie leżało malutkiego dziadka, który licząc na moje ogłupienie zagaił:
-JAK SIĘ NA COŚ SPOJRZY TO TRZEBA KUPIĆ-BO OGLĄDNIĘTE TO SPRZEDANE!-pogroził mi chudziutkim paluszkiem przed samym nosem, co wyrwało mnie z odrętwienia ale jednocześnie pociągnęło w NIEZUPEŁNIE DOBRYM KIERUNKU
-Nie wiedziałam -a niestety nie mam już pieniędzy ( i tu powinnam skończyć, ale jęzor poleciał zanim głowa pomyślała) A NA ZAPŁATĘ W NATURZE JESTEM ZA STARA-zakończyłam a DZIADKA na chwilę zamurowało:
-ZGORSZYŁA MNIE PANI!-zdyscyplinował DEBILKĘ i zachciało mi się nagle wykopać dołek i się w nim zasypać.
KIEROWCA nadjechał i oberwało mu się,że ZA PÓŹNO!
W celach terapeutycznych rzuciłam się na filc ( do następnego targu- miesiąc- muszę dziadka dopaść, wykupić całe stoisko i pięknie przeprosić) i w ramach ekspiacji znowu ZATORBIŁAM:
- iść i nie wrócić
- wyjechać w siną dal z pytaniem na sino zaciśniętych ustach "Czy jest tu jakaś praca?"
- zagrzebać się w szmateksie chłonąc sąsiedztwo szmat wiekowo zbliżonych do własnej osoby
tylko ZABIERA UKOCHANĄ NA TARG STAROCI przezornie zaopatrując ją w drobne,żeby w przypływie depresji wiosennej nie sprzeniewierzyła i tak nadmiernie obciążonego debetu.
Zakupoholiczka zaszalała( na miarę posiadanych drobnych)
prawdziwy CZECHOSŁOWACKI kubek od prawdziwych CZECHÓW
mlecznik z tego samego źródła
ręcznie malowany talerz z autografem autora
i koszyk -taca służący jak podstawa ekspozycji "wszystkiego po 2 zł"
oryginalnie wyklejony folią w marmurkowe wzory( zdarłam od razu)
i na finał WIESZAK-za to jaki!
Ale widocznie i to nie pomogło i tajfuno pochodny wirus ( no dobra- przyznaję,że się czepiam NIEWINNEGO dziecka, które TYLKO CASEM zwraca się do mnie- NO I GDZIE MNIE CIONGNIES SALONA KOBIEEEEETO! i dopiero u kresu drogi jakim jest próg klasy przypomina sobie o MAGICNYM PSEPRAAAAASAM) zaatakował w najmniej oczekiwanym momencie.
Czekałam właśnie na KIEROWCĘ bezmyślnie lustrując stoisko a właściwie LEŻYSKO, bo na gazecie leżało malutkiego dziadka, który licząc na moje ogłupienie zagaił:
-JAK SIĘ NA COŚ SPOJRZY TO TRZEBA KUPIĆ-BO OGLĄDNIĘTE TO SPRZEDANE!-pogroził mi chudziutkim paluszkiem przed samym nosem, co wyrwało mnie z odrętwienia ale jednocześnie pociągnęło w NIEZUPEŁNIE DOBRYM KIERUNKU
-Nie wiedziałam -a niestety nie mam już pieniędzy ( i tu powinnam skończyć, ale jęzor poleciał zanim głowa pomyślała) A NA ZAPŁATĘ W NATURZE JESTEM ZA STARA-zakończyłam a DZIADKA na chwilę zamurowało:
-ZGORSZYŁA MNIE PANI!-zdyscyplinował DEBILKĘ i zachciało mi się nagle wykopać dołek i się w nim zasypać.
KIEROWCA nadjechał i oberwało mu się,że ZA PÓŹNO!
W celach terapeutycznych rzuciłam się na filc ( do następnego targu- miesiąc- muszę dziadka dopaść, wykupić całe stoisko i pięknie przeprosić) i w ramach ekspiacji znowu ZATORBIŁAM:
FIOLETOWA Z "KFIOTKIEM"
szafirowa z brochami
i bogatym wnętrzem
niebieska z pokręconym jak mój umysł haftem
z czerwoną ze wstydu kieszonką
i różanym wnętrzem
i na koniec ( zanim maszynie odcięto prąd ) kieszonka z SÓWKĄ PRZYPOMINAJKĄ,
bo MĄDROŚĆ SIĘ CZASEM PRZYDAJE!
poniedziałek, 12 marca 2012
DZIEŃ KOBIET i rozgrzewajki
Z okazji MINIONEGO KOMUNISTYCZNEGO ŚWIĘTA ( zgadnijcie, cytat CZYJ?!) uczczonego czekoladkami, goździkami i okazałym jabłkiem- wdzięczna gawiedź szkolna płci męskiej (TAJFUN się strzelił i mnie zbombonierkował), postanowiłam sobie zrobić DZIEŃ LUKSUSU-polatałam po sklepach ( nowe zapasy filcu) i zeżarłam kremówkę- dla równowagi zapijając ją herbatką odchudzającą i jest git!
W domu zapowiedziałam moją nieobecność:
-To,że jestem, to tylko ZŁUDZENIE OPTYCZNE
-Namaluj sobie CZERWONĄ BUŹKĘ-poradził młodszy GG MANIAK ale po pytaniu o upominek Z OKAZJI-zgodził się ze mną
-JAK TAK SIĘ DOBRZE PRZYJRZEĆ, TO RZECZYWIŚCIE JAKBY CIĘ NIE BYŁO.
ANTYKOMUNISTA podarował mi los na loterię ( pudło oczywiście!) i obiecał święty spokój-wytrzymał całe 10 minut i zagaił KOMPLEMENTEM:
-WYGLĄDASZ JAK ANDŻELIKA DŻOLI...
Filiżanka z właśnie zaparzoną kawą niebezpiecznie rozchybotała się na blacie.
-Szkoda,że nie jak ANGELINA , tylko jak jakaś gospodyni spod KRĘTÓW MAŁYCH-doceniłam wysiłki KOMPLEMENCIARZA i poszłam w spokoju oddać się nałogowi BLOGOCZYTANIA.
Przyleciał zaraz za mną z reklamą jakichś cudnej urody garów.
POD GAREM ANŻELIKI- się zagotowało!!!
-Musisz mieć ROZDWOJENIE JAŹNI- pouczył mając na myśli o wiele bezpieczniejszą PODZIELNĄ UWAGĘ.
ZACHOWAŁAM SPOKÓJ KAMIENIA! W KOŃCU TO MOJE ŚWIĘTO!
-Przywykłam do tego,że ktoś stoi i pierdzieli mi nad uchem, gdy muszę pracować-odpowiedziałam, słodko wachlując rzęsami
PODZIAŁAŁO- OBRAZIŁ SIĘ I MIAŁAM CHWILOWO SPOKÓJ, aby nacieszyć się ROZGRZEWAJKAMI, czyli biżuterią z torbowej wymianki z Elą
Wymieniłam torby za kasę i biżuty- jestem baaardzo zadowolona-:)
filc i alcantara
filc i koronka z przędzy
a tu - cuda biżutkowe:)
Zawieszki przy bransoletce tak mnie rozochociły,że POFILCOWAŁO MNIE DOKŁADNIE
W domu zapowiedziałam moją nieobecność:
-To,że jestem, to tylko ZŁUDZENIE OPTYCZNE
-Namaluj sobie CZERWONĄ BUŹKĘ-poradził młodszy GG MANIAK ale po pytaniu o upominek Z OKAZJI-zgodził się ze mną
-JAK TAK SIĘ DOBRZE PRZYJRZEĆ, TO RZECZYWIŚCIE JAKBY CIĘ NIE BYŁO.
ANTYKOMUNISTA podarował mi los na loterię ( pudło oczywiście!) i obiecał święty spokój-wytrzymał całe 10 minut i zagaił KOMPLEMENTEM:
-WYGLĄDASZ JAK ANDŻELIKA DŻOLI...
Filiżanka z właśnie zaparzoną kawą niebezpiecznie rozchybotała się na blacie.
-Szkoda,że nie jak ANGELINA , tylko jak jakaś gospodyni spod KRĘTÓW MAŁYCH-doceniłam wysiłki KOMPLEMENCIARZA i poszłam w spokoju oddać się nałogowi BLOGOCZYTANIA.
Przyleciał zaraz za mną z reklamą jakichś cudnej urody garów.
POD GAREM ANŻELIKI- się zagotowało!!!
-Musisz mieć ROZDWOJENIE JAŹNI- pouczył mając na myśli o wiele bezpieczniejszą PODZIELNĄ UWAGĘ.
ZACHOWAŁAM SPOKÓJ KAMIENIA! W KOŃCU TO MOJE ŚWIĘTO!
-Przywykłam do tego,że ktoś stoi i pierdzieli mi nad uchem, gdy muszę pracować-odpowiedziałam, słodko wachlując rzęsami
PODZIAŁAŁO- OBRAZIŁ SIĘ I MIAŁAM CHWILOWO SPOKÓJ, aby nacieszyć się ROZGRZEWAJKAMI, czyli biżuterią z torbowej wymianki z Elą
Wymieniłam torby za kasę i biżuty- jestem baaardzo zadowolona-:)
filc i alcantara
filc i koronka z przędzy
a tu - cuda biżutkowe:)
Zawieszki przy bransoletce tak mnie rozochociły,że POFILCOWAŁO MNIE DOKŁADNIE
z kolejną matą winylową
z dmuchawcem
wyszydełkowana z koralikami
z obrączkami na serwetki
słodka z brochą
ale najsłodszy był i tak HARRY POTTER z pikowanym koszyczkiem na głowie
tu prezentuje PARCIE NA SZKŁO a wersji codziennej koszyczek to oczywiście MAGICNY HEŁM.
MIŁEGO WIECZORU I WIELU ROZGRZEWAJĄCYCH SERCE NIESPODZIANEK:)
poniedziałek, 5 marca 2012
Na fali uniesień, czyli pobudzeni do działania
Nie wiem czy sprawiła to nagroda niespodzianka od BOŻENKI
cudnej urody pudło na kapelusze-w wersji mini
Pyszna kawa, czy ciasteczka o boskim smaku choć nieznanych składnikach ( DAWAJ PRZEPIS KOBIETO!)
a może miłe słowa
dość,że poczułam WIOSENNY ZRYW i z mniejszymi oporami niż zazwyczaj pognałam do PLACÓWKI.
A tam- DZIEŃ ZDROWEGO ODŻYWIANIA SIĘ (pączka zeżarłam w progu,żeby nie gorszyć maluczkich).
ŚMY SIĘ PRZYGOTOWALI!
Ekipa wpadła na pomysł,że robimy sałatkę owocową.
-Najlepiej prezentowałaby się w arbuzie-PRZYLEPA jak zwykle MIAŁA POMYSŁY!!!!
-GDZIE TY ZNAJDZIES ARBUZA KO- BIE- TO?!-wyskandował TAJFUN a KOBIETA pokazała mu język.
-Nic nie szkodzi -jak zwykle przypadła mi rola rozjemcy- załatwimy jakąś ładną miskę i nasza sałatka też będzie ....zaczęłam szukać słowa oddającego czar, urok i smak w jednym, ale jak zwykle TAJFUN był szybszy:
-ZAJEBISTAAAA-wydarł się a na moje sokole spojrzenie,z oburzeniem rzucił:
-NO, CO! PSECIEZ MÓJ TATA TAK ZAWSE MÓWI!
SKOŃCZYŁAM POSZUKIWANIA i zaczęłam pracę logisty- po 20 minutach WSZYSCY WIEDZIELI WSZYSTKO!
-To co my WŁAŚCIWIE BĘDZIEMY ROBIĆ?-NIEZORIENTOWANA jak zwykle próbowała doprowadzić mnie do szewskiej pasji ale się nie dałam , tylko zaproponowałam,że poświęcę przerwę,żeby jej to wyjaśnić -od razu zrezygnowała i zdecydowała,że zapyta koleżanek.
W przeddzień DNIA OWEGO- w szatni powitał mnie pisk zgromadzonych WOKÓŁ ARBUZA WYZNAWCÓW ARBUZOCENTRYZMU-PRZYLEPA stanęła na wysokości zadania.
-Cośmy się najeździli......-MAMA PRZYLEPY była stanowczo mniej entuzjastyczna- ALE SKORO PANI KAZAŁA!-pokrętne wyjaśnienia przerwał dzwonek i STANOWCZA POSTAWA DYREKTORA promującego punktualne rozpoczynanie zajęć.
Zaczęłam..... od wpisania w telefonie NOTATKI Z ALARMEM- NÓŻ!!!!!-bo bez niego chyboczące się zęby ( moje i ich) nie stworzyłyby arcydzieła sztuki kulinarnej.
zadaniem EKIPY, czyli 10 Nigelli , 7 Jamiech Oliwierów i 1 Gordona Ramseya (TAJFUN) było stworzenie plakatu promującego zdrowe odżywianie.
RUSAŁKA jak zwykle przedstawiła SWOJĄ WIZJĘ tematu
Dla niezorientowanych w meandrach sześcioletniej ortografii- TŁUMACZENIE
W KOSZYCZKU OWOCE SZALEJĄ
-Ale dlaczego jest ich tak mało?-usilnie chciałam ją zachęcić do dalszej twórczej pracy, ale NIE Z NIĄ TAKIE NUMERY!
-BO MUSZĄ MIEĆ MIEJSCE DO SZALENIA!!!!-sensowne argumenty zawsze mnie przekonują.
cudnej urody pudło na kapelusze-w wersji mini
Pyszna kawa, czy ciasteczka o boskim smaku choć nieznanych składnikach ( DAWAJ PRZEPIS KOBIETO!)
a może miłe słowa
dość,że poczułam WIOSENNY ZRYW i z mniejszymi oporami niż zazwyczaj pognałam do PLACÓWKI.
A tam- DZIEŃ ZDROWEGO ODŻYWIANIA SIĘ (pączka zeżarłam w progu,żeby nie gorszyć maluczkich).
ŚMY SIĘ PRZYGOTOWALI!
Ekipa wpadła na pomysł,że robimy sałatkę owocową.
-Najlepiej prezentowałaby się w arbuzie-PRZYLEPA jak zwykle MIAŁA POMYSŁY!!!!
-GDZIE TY ZNAJDZIES ARBUZA KO- BIE- TO?!-wyskandował TAJFUN a KOBIETA pokazała mu język.
-Nic nie szkodzi -jak zwykle przypadła mi rola rozjemcy- załatwimy jakąś ładną miskę i nasza sałatka też będzie ....zaczęłam szukać słowa oddającego czar, urok i smak w jednym, ale jak zwykle TAJFUN był szybszy:
-ZAJEBISTAAAA-wydarł się a na moje sokole spojrzenie,z oburzeniem rzucił:
-NO, CO! PSECIEZ MÓJ TATA TAK ZAWSE MÓWI!
SKOŃCZYŁAM POSZUKIWANIA i zaczęłam pracę logisty- po 20 minutach WSZYSCY WIEDZIELI WSZYSTKO!
-To co my WŁAŚCIWIE BĘDZIEMY ROBIĆ?-NIEZORIENTOWANA jak zwykle próbowała doprowadzić mnie do szewskiej pasji ale się nie dałam , tylko zaproponowałam,że poświęcę przerwę,żeby jej to wyjaśnić -od razu zrezygnowała i zdecydowała,że zapyta koleżanek.
W przeddzień DNIA OWEGO- w szatni powitał mnie pisk zgromadzonych WOKÓŁ ARBUZA WYZNAWCÓW ARBUZOCENTRYZMU-PRZYLEPA stanęła na wysokości zadania.
-Cośmy się najeździli......-MAMA PRZYLEPY była stanowczo mniej entuzjastyczna- ALE SKORO PANI KAZAŁA!-pokrętne wyjaśnienia przerwał dzwonek i STANOWCZA POSTAWA DYREKTORA promującego punktualne rozpoczynanie zajęć.
Zaczęłam..... od wpisania w telefonie NOTATKI Z ALARMEM- NÓŻ!!!!!-bo bez niego chyboczące się zęby ( moje i ich) nie stworzyłyby arcydzieła sztuki kulinarnej.
zadaniem EKIPY, czyli 10 Nigelli , 7 Jamiech Oliwierów i 1 Gordona Ramseya (TAJFUN) było stworzenie plakatu promującego zdrowe odżywianie.
RUSAŁKA jak zwykle przedstawiła SWOJĄ WIZJĘ tematu
Dla niezorientowanych w meandrach sześcioletniej ortografii- TŁUMACZENIE
W KOSZYCZKU OWOCE SZALEJĄ
-Ale dlaczego jest ich tak mało?-usilnie chciałam ją zachęcić do dalszej twórczej pracy, ale NIE Z NIĄ TAKIE NUMERY!
-BO MUSZĄ MIEĆ MIEJSCE DO SZALENIA!!!!-sensowne argumenty zawsze mnie przekonują.
DZIEŃ ZDROWEGO ODŻYWIANIA.
W PLACÓWCE jestem już od 7.00-ŻEBY WYDRĄŻYĆ ARBUZA !-nie powiem- nawet mi pooooszło.
8.50- robimy sałatkę, ale co to dla nas- TWÓRCÓW KANAPEK-bułka z masłem.
9.30- uświadamiamy sobie,że należy jeszcze WYMYŚLIĆ PREZENTACJĘ SŁOWNĄ!!!!ale panika nas nie zjada-po zapakowaniu sałatki DO POJEMNIKA- SŁOWA SAME CISNĄ SIĘ NA USTA
SAŁATKA OWOCOWA
W ARBUZIE WYBUCHA
KIEDY JEJ SPRÓBUJESZ
TO NIE POŻAŁUJESZ!!!!
10.00- WYDZIERAMY SIĘ, czyli robimy prezentację i przynajmniej w NASZYM mniemaniu ODNOSIMY SUKCES-czego i WAM życzę:)
piątek, 2 marca 2012
WYNIKI ROZDAWAJKI i zapowiedź wypoczynku , bo się psujemy
Komputer odmawia dostępu do interenetu. DOMOWI twierdzą,że rozpoznał MANIAKA-SZALEŃCA i się broni. Aparat nie rozpoznaje baterii i miga po oczach swoim TOTALNYM ROZŁADOWANIEM. Tylko maszyna do szycia działa ( na razie). Będę chyba musiała iść na przymusowy elektroniczny odwyk, bo w dodatku NIEKONTAKTOWA MYSZKA zmusiła mnie do posługiwania się MYZIACZEM, którego nie cierpię, bo mnie nie słucha.Losowanie odbyło się metodą tradycyjną= Z ŁAPANKI, W PÓŹNYCH GODZINACH WIECZORNYCH - złapany bronił się jak mógł przed odpowiedzialnością wymigując się pracą i innymi duperelami , ale w końcu wylosował:
jagaFeb 11, 2012 12:50 AM
fajne prace, ja mam nadzieje na dużą torbe na robótki,oj przyda mi się
Jaga proszę o adres do wysyłki alsto@op.pl i cierpliwość , bo jak widać nawet czcionka robi sobie co chce(może dlatego,ze korzystam gościnnie z cudzego a DOWIEDZIELI SIĘ,ŻE BEZ PYTANIA!!!!)Pozdrawiam wszystkich serdecznie ciesząc się,ze wszystkie części cielesne mam kompatybilne i NIEELEKTRONICZNE:)
Obrazek Z MUSU stary , ale jakie światło!!!:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





