niedziela, 25 marca 2012

OTWARCIE SEZONU, czyli jak się nie ma, co się lubi...

Jeśli  zakupy nie pomagają a MAŁŻONKA nadal marudzi, zawsze jeszcze można wywieźć ją na ukochaną wieś,żeby pokazać,że MOŻE BYĆ GORZEJ.Oczywiście należy PRZEZ PRZYPADEK wybrać najzimniejszy weekend w miesiącu,żeby się BABIE w głowie od dobrobytu i szczęścia nie pomieszało. I tak też KOCHAJĄCY uczynił. Zapakował okutaną  ( ale na elegancko, bo w żakiecie- prosto z pracy) do BŁĘKITNEGO GROMU z wizgiem POJECHALIM!
Nie szkodzi,że najpierw wybrał NA PAMIĘĆ-DROGĘ DO PRACY i pojechaliśmy w KIERUNKU PRZECIWNYM do planowanego-ŻOŁNIERSKIE SŁOWA POŁOWICY zawróciły nieszczęśnika -pracoholika na właściwą drogę.
Na miejscu- na zewnątrz +3- ZMARZNIĘTA kategorycznie odmawia opuszczenia ciepłej kabiny i ŻĄDA "15 STOPNI W PLUSIE!".Podstępem zwabiona do domu (+2) jęczy i biadoli,że zamarznie na śmierć i KTO W TEJ ZMARZNIĘTEJ ZIEMI WYKOPIE JEJ GRÓB?!
Na szczęście PRZEWIDUJĄCY zaopatrzył wiejski dom w CUD TECHNIKI XXw.
w stanie wprawdzie agonalnym ale za to WŁASNORĘCZNIE NAPRAWIANYM.
Następne kilka godzin WIELBICIELKA FARELKI spędziła na zmianę przy piecu paląc wszystkim , co się nawinęło i odgrażając się,że w razie potrzeby sięgnie PO OSTATECZNOŚĆ-ŚLUBNEGO W CAŁEJ OKAZAŁOŚCI (chyba  uwierzył, bo targał  i donosił drewno z wielkim zapałem) i ODBIJAJĄC FARELKOWĄ PERFORACJĘ na własnej twarzy , której bliskość (10cm) żarzących się sprężyn zagrażała wprawdzie urodzie opalanych lic, ale gwarantowała wrażenie ciepła twarzy i dłoniom zostawiając za to odłogiem nie ogrzewane za to dobrze opatulone tyły. Obalam niniejszym mit,że TŁUSZCZ GRZEJE-schaby mi tez zmarzły!
Przyroda, na szczęście nie zwracała na zimno uwagi i śmiało startowała w nowy sezon
Trawa za wszelką cenę szła w zieloność, co tak rozśmieszyło płot,że wziął się i przewrócił
Z ziemi zaczęły wyłazić bohaterskie zaczątki czegoś, co może wbrew intencjom okolicznej fauny zostanie TULIPANAMI
Zmartwiony dzbanek z banerka czeka aż bluszcz się zazieleni
Jedynym plusem braku liści jest widok na ZZOOMOWANYCH najbliższych sąsiadów

Pierwszym kwietnym akcentem są bohaterskie kubeczki, które na swoich stanowiskach bez uszczerbku przetrwały zimę ( a swoja drogą dlaczego robią wrażenie czystszych i niż porcelana WEWNĄTRZ?)
Kret odwalił kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty i wykopał buteleczkę

Nawet serdeczny woreczek daremnie wypatruje wiosny
A TA WZIĘŁA I PRZYSZŁA- KIEDY MY ODRABIAMY PAŃSZCZYZNĘ W MIEŚCIE!!!!
Zainspirowana gapieniem się na szablon ( mam go nad wiejskim zlewem -ciśnie się w oczy cały czas!)
uszyłam najpierw brochy
a potem torbę do nich
i już mi wiosennie!!!!:)
P.S. Za tydzień jedziemy na siewy i pewnie dlatego zapowiadają ŚNIEG!

niedziela, 18 marca 2012

NIE TYLKO TAJFUN czasem chlapnie,czyli popisy na targu

Co robi PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA gdy jego małżonce ŻYCIE ( tym razem w osobie TAJFUNA) tak dojadło,że ma ochotę:

  • iść i nie wrócić
  • wyjechać w siną dal z pytaniem na sino zaciśniętych ustach "Czy jest tu jakaś praca?"
  • zagrzebać się w szmateksie chłonąc sąsiedztwo szmat wiekowo zbliżonych do własnej osoby
NIE WYSŁUCHUJE JEJ BIADOLENIA na los okrutny, który pokarał ją pracą gorszą niż szambonurek-kanalarz,
 tylko ZABIERA UKOCHANĄ NA TARG STAROCI przezornie zaopatrując ją w drobne,żeby w przypływie depresji wiosennej nie sprzeniewierzyła i tak nadmiernie obciążonego debetu.
Zakupoholiczka zaszalała( na miarę posiadanych drobnych)


prawdziwy CZECHOSŁOWACKI kubek od  prawdziwych CZECHÓW
mlecznik z tego samego źródła
ręcznie malowany talerz z autografem autora
i koszyk -taca służący jak podstawa ekspozycji "wszystkiego po 2 zł"
oryginalnie wyklejony folią w marmurkowe wzory( zdarłam od razu)
i na finał WIESZAK-za to jaki!
 
Ale widocznie i to nie pomogło i tajfuno pochodny wirus ( no dobra- przyznaję,że się czepiam NIEWINNEGO dziecka, które TYLKO CASEM zwraca się do mnie- NO I GDZIE MNIE CIONGNIES SALONA KOBIEEEEETO! i dopiero u kresu drogi jakim jest próg klasy przypomina sobie o MAGICNYM PSEPRAAAAASAM) zaatakował w najmniej oczekiwanym momencie.
Czekałam właśnie na KIEROWCĘ bezmyślnie lustrując stoisko a właściwie LEŻYSKO, bo na gazecie leżało malutkiego dziadka, który licząc na moje ogłupienie zagaił:
-JAK SIĘ NA COŚ SPOJRZY TO TRZEBA KUPIĆ-BO OGLĄDNIĘTE TO SPRZEDANE!-pogroził mi chudziutkim paluszkiem przed samym nosem, co wyrwało mnie z odrętwienia ale jednocześnie pociągnęło w NIEZUPEŁNIE DOBRYM KIERUNKU
-Nie wiedziałam -a niestety nie mam już pieniędzy ( i tu powinnam skończyć, ale jęzor poleciał zanim głowa pomyślała)  A NA ZAPŁATĘ W NATURZE JESTEM ZA STARA-zakończyłam a DZIADKA na chwilę zamurowało:
-ZGORSZYŁA MNIE PANI!-zdyscyplinował DEBILKĘ i  zachciało mi się nagle   wykopać dołek i się w nim zasypać.
KIEROWCA nadjechał i oberwało mu się,że ZA PÓŹNO!
W celach terapeutycznych rzuciłam się na filc ( do następnego targu- miesiąc- muszę dziadka dopaść, wykupić całe stoisko i pięknie przeprosić) i w ramach ekspiacji znowu ZATORBIŁAM:
FIOLETOWA Z "KFIOTKIEM"

szafirowa z brochami
i bogatym wnętrzem
niebieska z pokręconym jak mój umysł haftem
z czerwoną ze wstydu kieszonką
i różanym wnętrzem
i na koniec ( zanim maszynie odcięto prąd ) kieszonka z SÓWKĄ PRZYPOMINAJKĄ, 
bo MĄDROŚĆ SIĘ CZASEM PRZYDAJE!

poniedziałek, 12 marca 2012

DZIEŃ KOBIET i rozgrzewajki

Z okazji MINIONEGO KOMUNISTYCZNEGO ŚWIĘTA ( zgadnijcie, cytat CZYJ?!) uczczonego czekoladkami, goździkami i okazałym jabłkiem- wdzięczna gawiedź szkolna płci męskiej (TAJFUN się strzelił i mnie zbombonierkował), postanowiłam sobie zrobić DZIEŃ LUKSUSU-polatałam po sklepach ( nowe zapasy filcu) i zeżarłam kremówkę- dla równowagi zapijając ją herbatką odchudzającą i jest git!
W domu zapowiedziałam moją nieobecność:
-To,że jestem, to tylko ZŁUDZENIE OPTYCZNE
-Namaluj sobie CZERWONĄ BUŹKĘ-poradził młodszy GG MANIAK ale po pytaniu o upominek  Z OKAZJI-zgodził się ze mną
-JAK TAK SIĘ DOBRZE PRZYJRZEĆ, TO RZECZYWIŚCIE JAKBY CIĘ NIE BYŁO.
ANTYKOMUNISTA podarował mi los na loterię ( pudło oczywiście!) i obiecał święty spokój-wytrzymał całe 10 minut i zagaił KOMPLEMENTEM:
-WYGLĄDASZ JAK ANDŻELIKA DŻOLI...
Filiżanka z właśnie zaparzoną kawą niebezpiecznie rozchybotała się na blacie.
-Szkoda,że nie jak ANGELINA , tylko jak jakaś gospodyni spod KRĘTÓW MAŁYCH-doceniłam wysiłki KOMPLEMENCIARZA i poszłam w spokoju oddać się nałogowi BLOGOCZYTANIA.
Przyleciał zaraz za mną z reklamą jakichś cudnej urody garów.
POD GAREM ANŻELIKI- się zagotowało!!!
-Musisz mieć ROZDWOJENIE JAŹNI- pouczył mając na myśli o wiele bezpieczniejszą PODZIELNĄ UWAGĘ.
ZACHOWAŁAM SPOKÓJ KAMIENIA! W KOŃCU TO MOJE ŚWIĘTO!
-Przywykłam do tego,że ktoś stoi i pierdzieli mi nad uchem, gdy muszę pracować-odpowiedziałam, słodko wachlując rzęsami
PODZIAŁAŁO- OBRAZIŁ SIĘ I MIAŁAM CHWILOWO SPOKÓJ, aby nacieszyć się   ROZGRZEWAJKAMI, czyli biżuterią z torbowej wymianki z Elą
Wymieniłam torby za kasę i biżuty- jestem baaardzo zadowolona-:)
 filc i alcantara
filc i koronka z przędzy
a tu - cuda biżutkowe:)



Zawieszki przy bransoletce tak mnie rozochociły,że POFILCOWAŁO MNIE DOKŁADNIE
z kolejną matą winylową
z dmuchawcem
wyszydełkowana z koralikami

z obrączkami na serwetki
słodka z brochą
ale najsłodszy był i tak HARRY POTTER  z pikowanym koszyczkiem na głowie

tu prezentuje PARCIE NA SZKŁO a wersji codziennej koszyczek to oczywiście MAGICNY HEŁM.
MIŁEGO WIECZORU I WIELU ROZGRZEWAJĄCYCH SERCE NIESPODZIANEK:)

poniedziałek, 5 marca 2012

Na fali uniesień, czyli pobudzeni do działania

Nie wiem czy sprawiła to nagroda niespodzianka od BOŻENKI
 cudnej urody pudło na kapelusze-w wersji mini


Pyszna kawa, czy ciasteczka o boskim smaku choć nieznanych składnikach ( DAWAJ PRZEPIS KOBIETO!)

a może miłe słowa
dość,że poczułam WIOSENNY ZRYW i z mniejszymi oporami niż zazwyczaj pognałam do PLACÓWKI.
A tam- DZIEŃ ZDROWEGO ODŻYWIANIA SIĘ (pączka zeżarłam w progu,żeby nie gorszyć maluczkich).
ŚMY SIĘ PRZYGOTOWALI!
Ekipa wpadła na pomysł,że robimy sałatkę owocową.
-Najlepiej prezentowałaby się w arbuzie-PRZYLEPA jak zwykle MIAŁA POMYSŁY!!!!
-GDZIE TY ZNAJDZIES ARBUZA  KO- BIE- TO?!-wyskandował TAJFUN a KOBIETA pokazała mu język.
-Nic nie szkodzi -jak zwykle przypadła mi rola rozjemcy- załatwimy jakąś ładną miskę i nasza sałatka też będzie ....zaczęłam szukać słowa oddającego czar, urok i smak w jednym, ale jak zwykle TAJFUN był szybszy:
-ZAJEBISTAAAA-wydarł się a na moje sokole spojrzenie,z oburzeniem rzucił:
-NO, CO! PSECIEZ MÓJ TATA TAK ZAWSE MÓWI!
SKOŃCZYŁAM POSZUKIWANIA i zaczęłam pracę logisty- po 20 minutach WSZYSCY WIEDZIELI WSZYSTKO!
-To co my WŁAŚCIWIE BĘDZIEMY ROBIĆ?-NIEZORIENTOWANA jak zwykle próbowała doprowadzić mnie do szewskiej pasji ale się nie dałam , tylko zaproponowałam,że poświęcę przerwę,żeby jej to wyjaśnić -od razu zrezygnowała i zdecydowała,że zapyta koleżanek.
W przeddzień DNIA OWEGO- w szatni powitał mnie pisk zgromadzonych WOKÓŁ ARBUZA WYZNAWCÓW ARBUZOCENTRYZMU-PRZYLEPA stanęła na wysokości zadania.
-Cośmy się najeździli......-MAMA PRZYLEPY  była stanowczo mniej entuzjastyczna- ALE SKORO PANI KAZAŁA!-pokrętne wyjaśnienia przerwał dzwonek i STANOWCZA POSTAWA DYREKTORA promującego punktualne rozpoczynanie zajęć.
Zaczęłam..... od wpisania w telefonie NOTATKI Z ALARMEM- NÓŻ!!!!!-bo bez niego chyboczące się zęby ( moje i ich) nie stworzyłyby arcydzieła sztuki kulinarnej.
zadaniem EKIPY, czyli 10 Nigelli , 7  Jamiech Oliwierów i 1 Gordona Ramseya (TAJFUN) było stworzenie plakatu promującego zdrowe odżywianie.
RUSAŁKA jak zwykle przedstawiła SWOJĄ WIZJĘ tematu
Dla niezorientowanych w meandrach sześcioletniej ortografii- TŁUMACZENIE
W KOSZYCZKU OWOCE SZALEJĄ
-Ale dlaczego jest ich tak mało?-usilnie chciałam ją zachęcić do dalszej twórczej pracy, ale NIE Z NIĄ TAKIE NUMERY!
-BO MUSZĄ MIEĆ MIEJSCE DO SZALENIA!!!!-sensowne argumenty zawsze mnie przekonują.
DZIEŃ ZDROWEGO ODŻYWIANIA.
W PLACÓWCE jestem już od 7.00-ŻEBY WYDRĄŻYĆ ARBUZA !-nie powiem- nawet mi pooooszło.
8.50- robimy sałatkę, ale co to dla nas- TWÓRCÓW KANAPEK-bułka z masłem.
9.30- uświadamiamy sobie,że należy jeszcze WYMYŚLIĆ PREZENTACJĘ SŁOWNĄ!!!!ale panika nas nie zjada-po zapakowaniu sałatki DO POJEMNIKA- SŁOWA SAME CISNĄ SIĘ NA USTA

SAŁATKA OWOCOWA
W ARBUZIE WYBUCHA
KIEDY JEJ SPRÓBUJESZ
 TO NIE POŻAŁUJESZ!!!!
10.00- WYDZIERAMY SIĘ, czyli robimy prezentację i przynajmniej w NASZYM mniemaniu ODNOSIMY SUKCES-czego i WAM życzę:)

piątek, 2 marca 2012

WYNIKI ROZDAWAJKI i zapowiedź wypoczynku , bo się psujemy

Komputer odmawia dostępu do interenetu. DOMOWI twierdzą,że rozpoznał MANIAKA-SZALEŃCA i się broni. Aparat nie rozpoznaje baterii i miga po oczach swoim TOTALNYM ROZŁADOWANIEM. Tylko maszyna do szycia działa ( na razie). Będę chyba musiała iść na przymusowy elektroniczny odwyk, bo w dodatku NIEKONTAKTOWA MYSZKA zmusiła mnie do posługiwania się MYZIACZEM, którego nie cierpię, bo mnie nie słucha.Losowanie odbyło się metodą tradycyjną= Z ŁAPANKI, W PÓŹNYCH GODZINACH WIECZORNYCH - złapany bronił się jak mógł przed odpowiedzialnością wymigując się pracą i innymi duperelami , ale  w końcu wylosował:

fajne prace, ja mam nadzieje na dużą torbe na robótki,oj przyda mi się
Jaga proszę o adres do wysyłki alsto@op.pl i cierpliwość , bo jak widać nawet czcionka robi sobie co chce(może dlatego,ze korzystam gościnnie z cudzego a DOWIEDZIELI SIĘ,ŻE BEZ PYTANIA!!!!)Pozdrawiam wszystkich serdecznie ciesząc się,ze wszystkie części cielesne mam kompatybilne i NIEELEKTRONICZNE:)
Obrazek Z MUSU stary , ale jakie światło!!!:)

środa, 22 lutego 2012

Po karnawale, czyli poranne kiwanie się nad kawą.

Kawa , kawą- wybredna nie jestem jako kawohurtownikonałogowiec , ZA TO KUBECZEK JAKI!!!!!
Prezent od TABU-PATRZCIE I ZAZDROŚĆCIE
Pycha mnie rozpiera, bo mam kubek ze swoim banerkiem! Skąd TABU wiedziała,ze potrzeba mi samouwielbienia? Teraz mogę mieć poczucie PŁAWIĄCEJ SIĘ W SŁAWIE- skoro już kubki z moim logo WYDAJĄ:))).dzię-ku -ję!!!!
W PLACÓWCE o mały włos nie ułatwiłbym sobie pracy, pozbywając się ( w białych rękawiczkach) TAJFUNA!
Lekcja o BEZPIECZEŃSTWIE. Każdy wie, jak bezpiecznie korzystać z GÓRKI i urządzeń elektrycznych.
-A co zrobisz, gdy ktoś-PRZEZ INTERNET zaprosi cię na spotkanie?-PERFIDNY NAUCZYCIEL zadał podstępne pytanie.
Kilka rąk w górze, TAJFUN macha mi przed samymi oczami- MUSZĘ mu udzielić głosu, albo stracę wzrok.
-TSEBA SIĘ ŁADNIE UBRAĆ, NAJLEPIEJ W GARNITUR, WZIĄĆ TECKĘ I KRAWAT I IŚĆ!
Reszta zamarła w oczekiwaniu na dalszy ciąg..... ALE DALSZEGO CIĄGU NIE BYŁO!
Przez chwilę kusiło mnie,żeby to tak zostawić, ale odłam szatański mojej duszy przegrał w starciu z sześcioletnimi aniołkami, które na wyścigi zaczęły przed NIEŚWIADOMYM TAJFUNEM roztaczać krwiożercze wizje z BABĄ JAGĄ w roli głównej.
I Klops! Teraz już nigdzie  Z TECKĄ nie pójdzie!
Żeby oderwać ekipę od ponurych wizji w stylu "Piła 1,2,3,4,5" ( kto nie oglądał niech tego przypadkiem nie robi) zapowiedziałam BAL NA KONIEC KARNAWAŁU i wszyscy płynnie przeszli od masakry do maskarady.
-Czy macie jakieś pytania w związku z balem?- wydawało mi się,że wyczerpująco wyjaśniłam NA CZYM ów polega.
-SŁYSAŁEM,ZE TAM MOZE BYĆ WALEC!!!-odezwał się TAJFUN, który w międzyczasie ochłonął.
-NO ,ZE SIĘ TAŃCY Z DZIEWCYNAMI!-wyjaśnił moim uniesionym brwiom i ZDEGUSTOWANYM CHŁOPAKOM.
Na szczęście jego obawy okazały się płonne i oprócz różnorodnych węży i nitek, w których nie chciał uczestniczyć, walca a ni innych tangów nie było.
 BIERNY TAJFUN- paradoks do momentu pierwszego konkursu- o balonik.Potem już na wszelki wypadek bawił się  cały czas ,ZEBY MNIE WYBRALI DO KONKURSU.
Nie byłam gorsza- tez wygrałam balonik jako TWORZĄCA TUNEL . Po kilkakrotnym przejeździe dziecięcego pociągu- ręce ZOSTAŁY MI W GÓRZE JAK PUCHATKOWI PO BALONIKU-dobrze,że akurat leciały jakieś latymoskie rytmy- zanim odzyskałam czucie markowałam świetną zabawę z moim balonikiem -koroną w górze:)
Na odtrutkę szyłam kolejne filcaki
ZAKUPOWE


I KOPERTÓWKI Z BOGATYM ŻYCIEM WEWNĘTRZNYM
Miłego dnia wszystkim- idę na orkę:))