niedziela, 22 stycznia 2012

W KAZIMIERZU jak PANISKA:), czyli BOGATEMU wolno!

Obiecał i zabrał! a ja mogłam się przekonać,ze nie które miasta nie tracą uroku nawet w czasie takiej pluchy jaka jest w tym roku:)




Zaprosiłam CZŁOWIEKA na herbatkę

ale tęskne spojrzenie rzucone na  PUSTE FLASZKI ZA OKNEM nie umknęło mojej uwagi i dlatego zamówiłam KIEROWCY i PASAŻEROWI herbatkę O AROMACIE wiśniowo rumowym. Herbaciarnia przytulna
ale ani wiśni ani rumu w herbacie się NIE DOPATRZONO.(Nie ,żeby KTOŚ marudził i radził,żeby do Dziwisza
STWIERDZONO TYLKO FAKTYCZNE FAKTY!)
Zanim zdążyliśmy się pokłócić, zaćwierkał mój telefon. Szósty zmysł BRATA , czyli naszego GOSPODARZA, dał chyba znać o sobie.( Tak naprawdę to wrócił z roboty i pałętał się bez celu po domu i nie miał z kim gadać , bo żona jeszcze w pracy).
-No i gdzie wy jesteście?- zadał oczywiste pytanie
-Wstąpiliśmy właśnie  W POBLIŻU na herbatkę, ale zaraz wracamy do Was-energiczne kiwanie głową TEGO CO WYBRZYDZA potwierdziło moje słowa , chociaż i tak nadaremno, bo telefon nie ma opcji WIDZĘ, GDZIE JESTEŚ I CO SIĘ DZIEJE DOOKOŁA.
-Ale gdzie KONKRETNIE?- głos brata zaczął ociekać słodyczą, a ja zaczęłam w popłochu zastanawiać się, czy w POBLIŻU jego leśniczówki nie ma DOWOLNEJ herbaciarni- OCZYWIŚCIE NIE BYŁO!
-No...w KAZIMIERZU- wolałam się przyznać
ŚLUBNY, znając stosunek BRATA do miasta - NIC TAM NIE MA! wykonał w tym momencie ruch "KĘSIM, KĘSIM" na własnej szyi a PANIENKA za ladą zastrzygła uszami, przewidując rzeź małżeńską.
-KU......, JE......., MA........, FASZYSTOWSKA!-poleciał cytatem BRAT-WIE-DZIAŁEM!!!!Natychmiast mi tu wracać do domu!
Szkoda,że telefon nie ma jednak opcji wizja, bo widok SMARKAJĄCEJ HERBATĄ na pewno złagodziłby jego wypowiedź.
ŚLUBNY w tym czasie oprócz ruszania brwiami, co pewnie miało oznaczać A CO, NIE MÓWIŁEM?! nadstawiał ucha,żeby poznać TEMAT SMARKANIA.
-POZWÓL BRACIE,ŻE NIE PRZEKAŻĘ DOSŁOWNIE TWOICH SERDECZNYCH POZDROWIEŃ MĘŻOWI, ALE JESTEŚMY W ELEGANCKIEJ I BARDZO MAŁEJ HERBACIARNI -odpowiedziałam, gdy odzyskałam oddech -A PANIENKĘ MAM NA PLECACH-dodałam szeptem, ale chyba scenicznym, bo za barem zaczęło się  AKUSTYCZNE PORZĄDKOWANIE STANOWISKA PRACY i trzeba się BYŁO BRAĆ!
Zajrzeliśmy tylko pospiesznie do galerii wszelakich i sprawdziliśmy, czy odlotowy obraz z cyklu DOBRO NA KTÓRE CIĘ NIE STAĆ jeszcze wisi- WISIAŁ!
Nie zrobiłam zdjęcia w środku w obawie przed- TOWAR CYKNIĘTY UWAŻA SIĘ ZA SPRZEDANY, a kredytu i tak bym nie dostała, bo bankierzy na widok mojego debetu dostają czkawki z radości.
W Lublinie tez byłam i się OBKUPIŁAM, ale o tym z poślizgiem napiszę  wkrótce, bo teraz idę gotować KULTOWY NIEDZIELNY ROSÓŁ:)

sobota, 14 stycznia 2012

PÓKLĘSKI ostatnimi czasy NIECHRONOLOGICZNIE ALE PRAWDZIWIE

-Maszerujemy jak ciężkie zmęczone misie- wydalam SPORTOWE DYSPOZYCJE-jednocześnie demonstrując  chód zmęczonego misia, co przyszło mi o tyle łatwo,że akurat padałam na pysk.
-Pani to mogłaby być SUMO!-słusznie zauważył TAJFUN,  ale nie zabiłam go od razu ( nawet wzrokiem), bo przypomniało mi się, jak onegdaj opowiadał o tym, jak to Z TATĄ  karmili kaczki w parku  i "tata wlał wódkę do bułki,zeby siem kacki opiły i zeby je złapać, ale siem nie udało bo to było w NIEMCACH I NIEMIECKIE KACKI"
Zabić źródło nieoczekiwanej, darmowej rozrywki?-NIGDY!
Zamiast tego spytałam słodko:
-I miałabym latać W SAMYCH MAJTKACH PO SALI?
Wizja wszystkich nas rozbawiła, dopóki wyobraźnia nie poszybowała dalej - w kierunku BŁEEEEEE!
WOŚP - sukces połowiczny, bo ORGANIZATORKI wbrew sugestiom ARTYSTKI TORBOTWÓRCZEJ- zamiast wystawić gadżety w galerii Monetka -WYSILIŁY SIĘ I CHCIAŁY SPRZEDAĆ ARCYDZIEŁA SZTUKI ODMIENNEJ NA AUKCJI.
Nie wytrzymałam napięcia i po pierwszej sprzedanej-(pomimo zaciętego zamka ,w który wkręciło się ozdobne futerko, ale jak stwierdził DARCZYŃCA-"I dobrze-wersja dla mojej żony - OSZCZĘDNOŚCIOWA-bo portfela NIE WYDŁUBIE) wtargnęłam W KULUARY i wymogłam WŁAŚCIWĄ EKSPOZYCJĘ i monetkową cenę
I chyba SIĘ SPRZEDAŁO!:)

DZIEŃ PRZED WIGILIĄ.Telefon krzyczy,że dzwoni KOLEŻANKA-pomimo szału ostatnich zakupów oczywiście odbieram.
-Byłam na  sorze-piszczy do telefonu.
-Znam go?- spytałam z ciekawości, bo byłam pewna ,ŻE NIE.
Odpowiedziała głucha cisza. Już myślałam,że szuka w pamięci, gdy słuchawkową ciszę rozdarł zdenerwowany głos:
-NA SORZE!!! byłam- mówię!
-AZALIŻ TO SZCZYT JAKOWYŚ, O KTÓRYM NIE MAM POJĘCIA?-próbowałam ratować sytuację.
-Szpitalny odział ratunkowy!!!- wydarła się a mnie ciary przeleciały po grzbiecie, jako NOTORYCZNEJ OFIERZE SYNDROMU BIAŁEGO FARTUCHA i chęć do żartów sczezła gdzieś w okolicy kości guzicznej.
-Z kim?- zdołałam wykrztusić
-SAMA. ZE SOBĄ-odpowiedziała lakonicznie i tylko to ,że ROZMAWIAMY a więc ŻYJE, uspokoiło moje dygotki i przestałam przypominać wieszającego się na  sklepowym wózku CZŁOWIEKA NA GŁODZIE.
-Migdała zjadłam- chyba, albo orzecha-dodała w zamyśleniu, a mnie przed oczami przeleciały TONY RAFAELLO, MICHAŁKÓW, CZEKOLAD Z..., które razem przeżarłyśmy ( czasem w większym lub mniejszym ukryciu).
-Okazało się,że ten jeden BYŁ OSTATNI  i teraz ani czekolady- ANI NIC!-załkała
Powiało grozą! A tu święta i okazja do darmowej wyżerki- NĘDZA!!!
ALE ŻYJE WIĘC I SUKCES JEST!
Poświątecznie pojechaliśmy do BRATA na wschód (jak dla nas daleki), chyba tylko po to ŻEBY SIĘ DOBIĆ.
-Jak tam te twoje torby?- zapytał ŚWIADOMY PROCEDERU.
Doceniłam życzliwe zagajenie i ZADEMONSTROWAŁAM INTERNETOWĄ EKSPOZYCJĘ




-SWOISTE!-skomplementował mnie- TEN CO SIĘ NIE ZNA i zauważył "jakiś komentarz tu masz"
-Czasem ktoś pisze,że mu się podoba!- wyjaśniłam GŁUPKOWI  RUSZAJĄCEMU BRWIAMI i nieopatrznie kliknęłam na komentarz.
A tam JAK WÓŁ!pisze anonimowa ale podpisana ANNA B.:
- WYBACZ, ALE STRASZNIE JESTEŚ NACHALNA Z TYMI TORBICHAMI
Szybciutko odpisałam - OCZYWIŚCIE WYBACZAM ANNO B.:) ale ten końcowy uśmieszek był wyjątkowo tylko pro forma , bo moje EGO POSZŁO SIĘ OBWIESIĆ.
I obwiesiłoby się niechybnie, gdyby nie LEJDIK i jej pocieszający KOMENTARZ KOMENTARZA oraz CZASAMI NIEZAWODNY ŚLUBNY i jego KOMENTARZ:
-TO JA CIĘ JUTRO ZABIORĘ DO LUBLUNA ALBO DO KAZIMIERZA NAWET!!!!
I SŁOWA DOTRZYMAŁ:)

niedziela, 8 stycznia 2012

ZA TANIE PIENIĄDZE....wyginam śmiało ciało

-Za tanie piniądze psi mięso jedzą-mówiła zawsze moja babcia i dodawała na wypadek, gdybym jej słów niw potrakowała poważnie:
-Kot nie słucha ojca, matki ten słucha psiej skóry!-wzmocnienie o tyleż mało skuteczne,że nigdy mi nie wyjaśniono co owa skóra oznacza:
-czy to pejcz chłoszczący bezlitośnie opornych?
- a może litościwa sunia, która przygarnie , gdy rodzeni rodzice wygonią jak psa (znając RODZICIELKĘ-była czasami BLISKO!)
Babci brakło, a mnie podkusiło kupić sobie W TANIM SKLEPIE TANIE BUTY.
Warunki przydatności spełniały jak najbardziej:
-ocieplenie- futerko
-wierzch wokół stopy- skóra (wprawdzie zamsz  ale zawsze)
-góra- pikowana tkanina ( rozciągająca się wystarczająco na moich niewystarczająco smukłych ŁYDACH)
i najważniejsze- ANTYPOŚLIZGOWE, GRUBE SPODY!
DOCZEKAŁAM SIĘ INAUGURACJI. Z pierwszym przyprószeniem, raźno ruszyłam do PLACÓWKI.
Buty twardo trzymały się drogi, ale jakby trochę chyliły na boki ( a trzeźwa byłam jak zwykle).
Na korytarzu PLACÓWKI zauważyłam,że zostawiam za sobą ślad CZARNEGO KONFETTI wielkości pięciozłotówek.
-GDZIEŚ TO PANI W TAKIE BŁOTO WLAZŁA?-powitała mnie SPRZĄTAJĄCA
-To nie błoto, to moje BUTY-wyjaśniłam pogodnie i jak koń do podkucia uniosłam nogę i pokazałam SKONSTERNOWANEJ EFEKT SPECJALNY!
OBCAS PRZESTAŁ ISTNIEĆ!
Złamałam postanowienie,żeby nie kląć NAWET W MYŚLACH i posuwistym krokiem ( nic to nie dało- ochłapy leciały dalej)dotarłam do klasy,żeby poratować się klapeczkami.
-Idź już pani do domu-pogoniła mnie po lekcjach WSPÓŁCZUJĄCA SPRZĄTAJĄCA.
-BYLE SZYBKO, ZANIM SIĘ PANI CAŁKIEM TE BUTY ROZPADNĄ, A JA PÓJDĘ ZA PANIĄ I BĘDĘ ZAMIATAĆ!
A było co!
Dobrze,że mieszkam blisko, bo wróciłabym w skarpetkach, a tak zawarłam tylko bliższą organoleptyczną znajomość z topniejącym śniegiem.
-Nie zdejmuj butów- DRUGIE PIĘTRO po drodze zaprosiło mnie na kawę
-Nie mam czego- odparłam zgodnie z prawdą zostawiając i u GOŚCINNYCH pokaźną kupkę gumy. Na moje czwarte dotarłam w skarpetkach.
A NA POCIESZENIE- NIESPODZIANKA!
Dotarła wygrana w konkursie firmy Gatta i Green Canoe

Ale jakież było moje zdziwienie, gdy "na okładce" zobaczyłam zamiast zamawianego XL ZGRABNE-L
-BĘDZIE MOTYWACJA ŻEBY SCHUDNĄĆ-skomentował MŁODSZY a STARSZY poradził:
-Opchnij to komuś, KTO JEST W NORMIE! i zaniósł się diabelskim chichotem, zanim dostał paczką w głupi czerep.
-ZMIEŚCISZ SIĘ-wprawne  trzecie oko ( bo dwa były wpatrzone w ekran) CZASEM WSPIERAJĄCEGO dodało mi otuchy.
I wiecie , co? PO WYKONANIU KILKU ZAPIERAJĄCYCH DECH (głownie w moich piersiach) WYGIBASÓW-ZMIEŚCIŁAM SIĘ!!!:)
SKUTKI UBOCZNE?
-SUTKI UTRACIŁY KONTAKT Z PĘPKIEM I NIE MAJĄ DO KOGO ZAGADAĆ, BO PODBRÓDEK NIE CHCE ( choć zwisa -i to ich łączy- jest ponad to!)
-Chodząc na co dzień- chudniesz w postępie geometrycznym-BO NIC NIE JESZ, ŻEBY NIE ROZCIĄGNĄĆ luksusowej BIELIZNY:)

sobota, 31 grudnia 2011

Z NADZIEJĄ NA NOWE, czyli jak to było ze starym

-Widzę,że święta i sesja się zbliżają- MATKA ROBI LALECZKI WOODOO- rzucił w przestrzeń PLĄTAJĄCY SIĘ Z ODKURZACZEM.
-To dla UNICEFU-wytłumaczyłam DURNIOWI
-A kogo mają uśmiercić? Działaczy, czy biedne sierotki-żeby było ich mniej a ludziom żyło się dostatniej?-dorzucił STARSZY- WŚCIEKŁY BO OBSŁUGUJĄCY SZMATĘ NA KIJU.
Nie odpowiedziałam na jawną zaczepkę SCEPTYKA, tylko zgodnie z prawdą wytłumaczyłam,że taka zbiorowo wykonana lalka może brać udział w konkursie i oprócz pomocy charytatywnej ( materialna strona jego duszy zastrzygła uszami) MOŻE WYGRAĆ NAGRODĘ!
-Nagrodą jest koncert Majki Jeżowskiej-zakończyłam expose.
-To ty już lepiej nie wygrywaj-doradził mi STARSZY i poszedł zgłębiać tajniki JEDYNIE SŁUSZNEJ MUZYKI w rytm szlagieru "TAK WYRASTA POKOLENIE WYCHOWANE W NIENAWIŚCI" a ja pracowicie pochyliłam się nad maszyną.

WOODOO W CAŁEJ OKAZAŁOŚCI I JUŻ WIADOMO,ŻE LALKARZEM NIE ZOSTANĘ
Na szczęście dziewczynkom-baaaaardzo się podobały,i ochoczo zabrały się do pracy
Na efekty trzeba będzie poczekać, ale ZAPAŁ JEST!
KLASA SZKOLNA- OSTATNI DZIEŃ!!!
Oprócz tradycyjnych życzeń ( w wykonaniu TAJFUNA WZBOGACONYCH O ZWROT ...I ZESRAJ SIĘ!) wykonywaliśmy TEMI MAŁEMI RECAMI ozdoby świąteczne.
-Proszę paniiii!-głos ROSZPUNKI znienacka zabrzmiał mi przy uchu tak zwanym szeptem scenicznym, czyli przewiercającym mózg.
-Może JA nauczę TAJFUNA DOBRYCH MANIERÓW ?( rękodzieło jak widzimy podsuwa zawsze dobre, choć często nie trafione pomysły)-niebieskie oczka wpatrywały się we mnie z nadzieją.
-MNIE DOBREGO ZACHOWANIA UCZY TATA!-ryknął za swojej ławki OBIEKT
-TSEBA ZROBIĆ TAK!(złapał się na szczęście za własny dekolt) -I TAK!- (zasymulował "POCIĄGNIĘCIE Z BARANA")- a ja uzyskałam niezbędną wiedzę pedagogiczną.
-Jaki jest wasz ulubiony kolor? ( postanowiłam pedagogizacje w takiej sytuacji odłożyć na później, choć lekko się we mnie gotowało)
-KOLOR KUPY-TAJFUN postanowił iść na całość.
-A teraz malujemy ozdoby na waszych choinkach ULUBIONYM KOLOREM- niełatwo mnie zrazić.
-TAJFUN, CHCESZ GDZIEŚ WYJŚĆ PO FARBY?- rzuciłam w stronę delikwenta mordercze spojrzenie, które spłynęło po BEZZĘBNYM UŚMIECHU.
-ZARTOWAAAŁEM, TAK NAPRAWDĘ LUBIEM ZIELOOONY-oświadczył UŚMIECH I W ZWIĄZKU Z TYM OZDOBY NA JEGO CHOINCE - BYŁY NIEWIDOCZNE.
Odsłona ostatnia- JASEŁKA
Pełne skupienie artystów na scenie. Na widowni "MOI" reprezentują wariant "na popielniczkę" ( buzie otwarte jak wrota-chłoną wszystko ustami i oczami- do uszu nie zaglądałam).
-A TEN TAM TO JEZUS?!-pyta szeptem TAJFUN.
Potwierdziłam.
-BO MI WYGLONDA NA DZIEWCYNE!-wyraził wątpliwość
ZERKNĘŁAM. RZECZYWIŚCIE!!!!!
OBY NOWY ROK WYGLĄDAŁ TAK, JAK SIĘ SPODZIEWACIE!
WSZYSTKIEGO DOBREGO OD SYLWESTRUJĄCEJ W KAPCIACH:)


sobota, 24 grudnia 2011

i znowu święta:))))

Dom w tempie ekspresowym przygotowany do świąt
Niestety pomimo usilnych starań nie udało się uniknąć widoku suszących się na kaloryferze majtasów.
Miało być ELEGANCKO, BIAŁO I SREBRNIE
a wyszło JAK ZWYKLE, bo przyrąbałam kupione za bezcen muchomorki
i już zrobiło się wesoło i przaśnie.
Ale KONTROLA JAKOŚCI w tym roku zaprosiła nas do siebie na wigilię, więc SIĘ NIE BOJĘ i mam jak chcę:)
Panowie udoskonalili dekorację w przedpokoju
wieszając zegarki i klucze-"BO ZAWSZE TAM WISZĄ"- po prostu CZAS NA ŚWIĘTA!
i PREZENTY!!!!!
W PLACÓWCE- temat oczywiście najważniejszy ( kto by się tam przejmował opłatkiem, czy życzeniami).
Po zgłębieniu tajników "lego nindzago" i "broniów" jakie mają, wreszcie padło pytaniE, na które czekałam cały czas
-A pani, CO CHCIAŁBY DOSTAĆ?
-KSIĄŻKĘ-odpowiedziałam zgodnie z prawdą i ZAMYSŁEM WYCHOWAWCZYM.
-ALE NIE ZE DO CYTANIA!!!!-TAJFUN, jak zwykle nie dowierzał moim słowom.
-Właśnie,że TAKĄ i żeby było  DUŻO LITER!-dobiłam go, co przyjął z godnością wykonując malowniczy "pad" na dywan i przyjmując na (jak na niego) długi-ok.4 sekundowy czas-pozycję horyzontalną w wersji (jakże oczekiwane) - NIERUCHOMEJ.
CHCIAŁAM I MAM!- I TO WŁASNORĘCZNIE WYKONANEGO PRZEZ RUSAŁKĘ BIAŁEGO KRUKA!!!
Możecie jedynie CZYTAĆ, PATRZEĆ I ZAZDROŚCIĆ


TREŚĆ LITERATURY ( zgodna z oryginałem)
BARAN
BARAN PACZŁ SIE NA KRZENRZC ARZ! ZEZ KRZAKUF
BARAN!ROBAK
ZAWURZILI
A teraz tłumaczenie z RUSAŁCZEGO na nasze
Baran patrzył się na księżyc, aż tu nagle z krzaków dobiegło go wołanie:
-Baran!- ostrzegł go ROBAK
Baran posłuchał ostrzeżenia i zawrócili z robakiem, niestety nie wiem gdzie , bo nie dopytałam.
-A dlaczego robak go ostrzegał?- zapytałam autorkę
-A CHODZI SIĘ PO DWORZE W NOCY?!-popatrzyła na mnie z politowaniem i dlatego NA RAZIE zaniechałam dalszych pytań.
Kolejny prezent kupiłam sobie sama

idzie jak burza, aż szkoda,że święta... i się marnuje:)
A WCZORA Z WIECZORA- NIESPODZIANKA!!!! ZOSTAŁAM UWIECZNIONA!!!!
DLATEGO PŁAWIĘ SIĘ W SŁAWIE-za sprawą CZARNEGO PIEPRZA,której zdolne ręce i życzliwe myśli wykonały:
ARCYDZIEŁO! a na pierwszym planie CAŁA JA ( z torbą, ekipą i w dodatku SZCZUPŁA!)
Serdeczne dzięki!
O pozostałych niespodziankach i ostatnim dniu pracy ( a działo się!) napiszę INNOM RAZOM ,bo teraz idę podsłuchiwać TRUŚKĘ
MOŻE W WIGILIĘ ELOKWENCJĄ NAS ZADZIWI:)
A WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM
WIELU MIŁYCH WRAŻEŃ
SPEŁNIENIA MARZEŃ
ŚWIĄT BEZ POŚPIECHU
OD PRACY ODDECHU:)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

CZARNY HUMOR W CZARNEJ DZIURZE, czyli absolutnie nie jestem przygotowana do świąt

-Wszędzie choinki, pierniczki, czerwono zielono białe dekoracje a u nas BAGNO!-obwieściłam ZDUMIONYM I NICZEGO NIESPODZIEWAJĄCYM SIĘ.
-W tym roku ŻADNA gosposia na urlopie WAS NIE PORATUJE-dobiłam JESZCZE DYSZĄCYCH i zagoniłam DO ROBOTY,bo

  1. JESTEM WYKOŃCZONA!
  2. MUSZĘ PRACOWAC ZAWODOWO I JESTEM WYKOŃCZONA!
-Tak masz chyba cały czas- próbował empatii MŁODSZY, ale pogoniłam gada do pokoju i z TRUŚKĄ na kolanach, zagłębiłam się w BLOGOWYCH DOBIJACZACH , czyli tam gdzie już pięknie i WYSPRZĄTANE - tak jak u mnie nigdy nie będzie.
-A pamiętasz jak w zeszłym roku piekłaś ciasteczka i robiłaś aniołki?- chciał się przymilic DYPLOMATA, ale NIE TĘDY DROGA LUDWIKU DORNIE I PSIE SABO!-WYSŁAŁAM  go do garów, bo zmywarka ciągle w planach.
-Coś taka zła?- próbował metody zaczepno -obronnej.
-Jakbyś 400 razy zaśpiewał "ŚWIEC GWIAZDECZKO MAŁA ŚWIEC" to jakbyś się czuł?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie a CZŁOWIEK (w końcu myślący) wziął się i poddał bez walki i zostałam na polu SAMA,  nie licząc kota zakochanego w sznurku.
Szyciowo też poszłam w czernie- chyba depresja jakaś czy co?
torba z równie depresyjnym wnętrzem
ale z a to z kwiatkiem
do tego ponura torba na wykańczające kieszeń zakupy
z wnętrzem jak pasy więźnia , bo w końcu wsadzą mnie za ten przepastny debet
Żeby przełamac tę depresyjną nutę, z własnego- dodajmy ZA CIASNEGO trykotu, wykonałam cudnej urody niebieściutki i wesolutki naszyjnik
z futerkiem, w którym PRZEPARADOWAŁAM przy wtórze kolebiącej się w głowie upartej "gwiazdeczki" przed POTENCJANYMI ZACHWYCONYMI.
-A gdzie jest kot?-zainteresował się MŁODSZY wskazując paluchem na ELEMENT ZDOBNICZY naszyjnika
Zignorowałam przygłupa (niech się zaniesie śmiechem we własnym pokoju) i podreptałam nieco mniej pewnym krokiem do STARSZEGO (czytaj MĄDRZEJSZEGO)
-Takie naszyjniki TO DLA MŁODYCH!- zgroza w jego głosie była nadto widoczna.
Do PEŁNIĄCEGO ROLĘ ZMYWARKI ( i bulkającego jak ona) NIE OŚMIELIŁAM SIĘ podejśc.
Przetestuję wyrób w szkole- postanowiłam.
- Cóżeś ty zrobiła z tym kotem?!- powitała mnie KOLEŻANKA i dopiero wtedy uświadomiłam sobie,że to był zły pomysł.
Ale zemszczę się okrutnie- opiszę NASZ PRACOWNICZY WYJAZD DO OBCYCH KRAJÓW!-I JUŻ SIĘ BÓJCIE WRAŻE PLEMIA!:)

wtorek, 22 listopada 2011

czasem jestem dorosła i BYWAM

- Masz czas w środę po południu?- zaskoczyła mnie FOKSIOWA PYTANIEM NA ŚNIADANIE, o porze , gdy nie wiem nawet jak się nazywam, bo jestem PRZED drugą kawą.
-Bo mam taką sprawę- nie zrażała się moim tępym spojrzeniem, skoncentrowanym gdzieś pomiędzy oknem,ścianą a jej niewyraźną ( kofeina jak wiemy wyostrza wzrok) twarzą-PRZYSZLIBYŚCIE DO NAS  NA PREZENTACJĘ!
Słuch mi się natychmiastowo wyostrzył. Dobrze,że FOKSIOWA zapomniała,że dotyk budzi się pierwszy, bo POTRZĄCHANIA NIE CIERPIĘ!
-BĘDZIE BIŻUTKA z mężem-nęciła dalej.
BIŻUTKĘ zawsze chciałam poznać, bo dotychczas oglądałam jedynie piękne efekty jej pracy-oczywiście " biżuty". Zgodziłam się prawie od razu ( szalę przeważył argument " ja dostanę za to komplet noży- wprawdzie i tak zawsze używam trzech,ale niech tam- przyda się na zaś- a ty PREZENT!-KTO MNIE ZNA , WIE,ŻE PREZENTY I LOTERIE to jak bankomaty dla karty- WCIĄGAJĄ!)
-Ale co to będzie?- marudził EKSPERT OD OSZCZĘDZANIA.
-Spotkanie towarzyskie z niespodzianką- odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo nawet ZAPRASZAJĄCA ( wzięta z łapanki w markecie przez FIRMĘ) nie miała pojęcia, CO będą nam prezentować.
Pełni nadziei,że będzie to JAKIEŚ ŻARCIE, w niecierpliwym oczekiwaniu wypucowaliśmy półmiski ze smakołykami, które przygotowała w ilościach hurtowych FOKSIOWA.
Po studenckim kwadransie, na arenę wkroczyła ELEGANTKA. ELEGANCKO przeprosiła za spóźnienie i poprosiła męża FOKSIOWEJ o MAŁĄ POMOC.
MAŁA POMOC polegała na wtarganiu BAGAŻY.Przez myśl mi przemknęło,że baba się WPROWADZA- a my jako "świadki w sprawie", ale rzucając wzrokiem na przestrzenną fryzurę ELEGANCKIEJ DOSZŁAM DO SŁUSZNEGO WNIOSKU,ŻE na razie FOKSIOWEMU nie padło chyba na mózg. I racja.
-Zaprezentuję pańswu CUD współczesnej technologii- obwieściła i majtnęła przed ZDUMIONYMI- MATERACEM!!!.
-Z CZEGO, ACH Z CZEGO ON JEST?-zaćwierkała w TĘPĄ PRZESTRZEŃ.
Nie odpowiedzieliśmy.
-Z POWIETRZA!- triumfująco potoczyła wzrokiem po zebranych a nam poza "łaaaaaał" nic innego nie przyszło do głowy.
Następnie w bardzo przystępny sposób (" Wyjaśnię  W PROSTYCH SŁOWACH,ŻEBYŚCIE PAŃSTWO ZROZUMIELI") odkryła przed nami niezgłębione tajniki wiedzy:

  • dowiedzieliśmy się,że MAMY kręgosłup- zademonstrowano to najpierw na FOKSIOWEJ a potem na planszy ze szkieletem
-Kręgosłup może i podobny, ale FOKSIOWA ŁADNIEJSZA Z TWARZY- rzeczowo zabrał głos w dyskusji MĄŻ BIŻUTKI.
-Co pan rano robi, gdy pan wstaje?-zadała intymne pytanie niezrażona rechotem pozostałych ELEGANTKA.
-PLACZĘ-odpowiedział MĄŻ BIŻUTKI.
-Bo boli pana kręgosłup?!!!- nadzieja widoczna na twarzy ELEGANTKI OPROMIENIŁA CAŁY salon.
-NIE- BO MUSZĘ IŚĆ DO ROBOTY!-ponuro wyjaśnił ZAGADNIĘTY a ja się ZAKOCHAŁAM!!!!
-ŻARCIKI ,ŻARCIKI-kwaśno uśmiechnęła się ELEGANTKA, która najwidoczniej w swojej edukacji pominęła Boską Komedię, bo "porzućcie wszelką nadzieję" powinno jej się W TYM MOMENCIE wyświetlić na płacie czołowym WYONDULOWANEGO MÓZGU.

  • na MAGICZNYM materacu można położyć MAGICZNĄ poduszkę oraz matę na podczerwień i wtedy komfort snu wzniesie się na wyżyny , o których dotąd nie mieliśmy pojęcia.
Wyłgałyśmy się z FOKSIOWĄ od testowania CUDOWNEJ MATY, która miała się nagrzewać tylko w chorych miejscach.
CICHY DOTĄD MAŁŻONEK, BYŁ SIĘ ZDECYDOWAŁ!
-I w których miejscach czuje pan ciepło?- ELEGANTKA  z troską pochyliła się nad SPOCZYWAJĄCYM.
-WSZĘDZIE!-beztrosko odparł tenże a przerażony wzrok ELEGANTKI zatoczył koło, aby zatrzymać się CENTRALNIE NA MNIE.
Z garścią słonych talarków " w pół drogi" ZŁAPANA NA GORĄCYM UCZYNKU, mogłam tylko z troską w głosie podjąć WYZWANIE:
-TO CHYBA AGONIA- obwieściłam a talarki w mojej dłoni zagrzechotały jak kości, zanim jednym ruchem nie zatkały BEZTROSKIEJ GĘBY.
Potępienie we wzroku ELEGANTKI było aż nadto widoczne.

  • tkanina z której uszyto te cuda ( technologia kosmiczna) nosi kryptonim NIKI
DOCIEKLIWY pokazał mi po cichu napis na kocyku 100% POLIESTER, ale zgromiony wzrokiem PRZYSZŁEJ WDOWY nie powiedział nic.
-TO TKANINA PRZYSZŁOŚCI-WIZJONERKA wciąż była pełna nadziei.
-Najpierw wchłania wilgoć a POTEM JĄ ODDAJE-dodała
-CZYLI,ŻE LEŻYMY W MOKRYM?-chciał się upewnić MĄŻ BIŻUTKI a ja pożałowałam,że zadałam szyku malując rzęsy, bo czułam,że spływają razem ze łzami i smarkami na brodę.
-WIDZĘ,ŻE PAŃSTWO ŻARTUJECIE A WCALE NIE DBACIE O ZDROWIE!-oceniła nas NIEDOCENIONA ZBAWCZYNI.
-A JA JESZCZE ZAPYTAM PANA DOMU-CO PAN ROBI, GDY PANA BOLI KRĘGOSŁUP?
OSTATNIA NADZIEJA ELEGANTKI  wyprostowała się na fotelu i wyjaśniła:
-BIORĘ DWA TABORETY, WSADZAM MIEDZY NIE GŁOWĘ,OPIERAM SIĘ O NIE RAMIONAMI I STAJĘ NA GŁOWIE-MOGĘ POKAZAĆ!!!-już chciał się rzucić do kuchni PO AKCESORIA, ale zgromiony wzrokiem FOKSIOWEJ POPRZESTAŁ NA POTOCZENIU WZROKIEM po ACEPTUJĄCYCH.
-PAŃSTWU  tylko wygłupy w głowie!-podniosła głos ELEGANTKA ( było się zapytać, to dowiedziałaby się,że  FOKSIOWY to instruktor jogi)-więc nawet nie powiem ile to kosztuje po rabacie!
I ZOSTALIŚMY Z TĄ NIEWIEDZĄ, NOŻAMI I KOMPLETEM SZKLANYCH MISECZEK (prezent)-obżarci i nie dbający o własne zdrowie:)
element ratunkowy dla małżonka-POKROWIEC NA TERMOFOR LUB DUUUUŻĄ PIERSIÓWKĘ