niedziela, 8 stycznia 2012

ZA TANIE PIENIĄDZE....wyginam śmiało ciało

-Za tanie piniądze psi mięso jedzą-mówiła zawsze moja babcia i dodawała na wypadek, gdybym jej słów niw potrakowała poważnie:
-Kot nie słucha ojca, matki ten słucha psiej skóry!-wzmocnienie o tyleż mało skuteczne,że nigdy mi nie wyjaśniono co owa skóra oznacza:
-czy to pejcz chłoszczący bezlitośnie opornych?
- a może litościwa sunia, która przygarnie , gdy rodzeni rodzice wygonią jak psa (znając RODZICIELKĘ-była czasami BLISKO!)
Babci brakło, a mnie podkusiło kupić sobie W TANIM SKLEPIE TANIE BUTY.
Warunki przydatności spełniały jak najbardziej:
-ocieplenie- futerko
-wierzch wokół stopy- skóra (wprawdzie zamsz  ale zawsze)
-góra- pikowana tkanina ( rozciągająca się wystarczająco na moich niewystarczająco smukłych ŁYDACH)
i najważniejsze- ANTYPOŚLIZGOWE, GRUBE SPODY!
DOCZEKAŁAM SIĘ INAUGURACJI. Z pierwszym przyprószeniem, raźno ruszyłam do PLACÓWKI.
Buty twardo trzymały się drogi, ale jakby trochę chyliły na boki ( a trzeźwa byłam jak zwykle).
Na korytarzu PLACÓWKI zauważyłam,że zostawiam za sobą ślad CZARNEGO KONFETTI wielkości pięciozłotówek.
-GDZIEŚ TO PANI W TAKIE BŁOTO WLAZŁA?-powitała mnie SPRZĄTAJĄCA
-To nie błoto, to moje BUTY-wyjaśniłam pogodnie i jak koń do podkucia uniosłam nogę i pokazałam SKONSTERNOWANEJ EFEKT SPECJALNY!
OBCAS PRZESTAŁ ISTNIEĆ!
Złamałam postanowienie,żeby nie kląć NAWET W MYŚLACH i posuwistym krokiem ( nic to nie dało- ochłapy leciały dalej)dotarłam do klasy,żeby poratować się klapeczkami.
-Idź już pani do domu-pogoniła mnie po lekcjach WSPÓŁCZUJĄCA SPRZĄTAJĄCA.
-BYLE SZYBKO, ZANIM SIĘ PANI CAŁKIEM TE BUTY ROZPADNĄ, A JA PÓJDĘ ZA PANIĄ I BĘDĘ ZAMIATAĆ!
A było co!
Dobrze,że mieszkam blisko, bo wróciłabym w skarpetkach, a tak zawarłam tylko bliższą organoleptyczną znajomość z topniejącym śniegiem.
-Nie zdejmuj butów- DRUGIE PIĘTRO po drodze zaprosiło mnie na kawę
-Nie mam czego- odparłam zgodnie z prawdą zostawiając i u GOŚCINNYCH pokaźną kupkę gumy. Na moje czwarte dotarłam w skarpetkach.
A NA POCIESZENIE- NIESPODZIANKA!
Dotarła wygrana w konkursie firmy Gatta i Green Canoe

Ale jakież było moje zdziwienie, gdy "na okładce" zobaczyłam zamiast zamawianego XL ZGRABNE-L
-BĘDZIE MOTYWACJA ŻEBY SCHUDNĄĆ-skomentował MŁODSZY a STARSZY poradził:
-Opchnij to komuś, KTO JEST W NORMIE! i zaniósł się diabelskim chichotem, zanim dostał paczką w głupi czerep.
-ZMIEŚCISZ SIĘ-wprawne  trzecie oko ( bo dwa były wpatrzone w ekran) CZASEM WSPIERAJĄCEGO dodało mi otuchy.
I wiecie , co? PO WYKONANIU KILKU ZAPIERAJĄCYCH DECH (głownie w moich piersiach) WYGIBASÓW-ZMIEŚCIŁAM SIĘ!!!:)
SKUTKI UBOCZNE?
-SUTKI UTRACIŁY KONTAKT Z PĘPKIEM I NIE MAJĄ DO KOGO ZAGADAĆ, BO PODBRÓDEK NIE CHCE ( choć zwisa -i to ich łączy- jest ponad to!)
-Chodząc na co dzień- chudniesz w postępie geometrycznym-BO NIC NIE JESZ, ŻEBY NIE ROZCIĄGNĄĆ luksusowej BIELIZNY:)

sobota, 31 grudnia 2011

Z NADZIEJĄ NA NOWE, czyli jak to było ze starym

-Widzę,że święta i sesja się zbliżają- MATKA ROBI LALECZKI WOODOO- rzucił w przestrzeń PLĄTAJĄCY SIĘ Z ODKURZACZEM.
-To dla UNICEFU-wytłumaczyłam DURNIOWI
-A kogo mają uśmiercić? Działaczy, czy biedne sierotki-żeby było ich mniej a ludziom żyło się dostatniej?-dorzucił STARSZY- WŚCIEKŁY BO OBSŁUGUJĄCY SZMATĘ NA KIJU.
Nie odpowiedziałam na jawną zaczepkę SCEPTYKA, tylko zgodnie z prawdą wytłumaczyłam,że taka zbiorowo wykonana lalka może brać udział w konkursie i oprócz pomocy charytatywnej ( materialna strona jego duszy zastrzygła uszami) MOŻE WYGRAĆ NAGRODĘ!
-Nagrodą jest koncert Majki Jeżowskiej-zakończyłam expose.
-To ty już lepiej nie wygrywaj-doradził mi STARSZY i poszedł zgłębiać tajniki JEDYNIE SŁUSZNEJ MUZYKI w rytm szlagieru "TAK WYRASTA POKOLENIE WYCHOWANE W NIENAWIŚCI" a ja pracowicie pochyliłam się nad maszyną.

WOODOO W CAŁEJ OKAZAŁOŚCI I JUŻ WIADOMO,ŻE LALKARZEM NIE ZOSTANĘ
Na szczęście dziewczynkom-baaaaardzo się podobały,i ochoczo zabrały się do pracy
Na efekty trzeba będzie poczekać, ale ZAPAŁ JEST!
KLASA SZKOLNA- OSTATNI DZIEŃ!!!
Oprócz tradycyjnych życzeń ( w wykonaniu TAJFUNA WZBOGACONYCH O ZWROT ...I ZESRAJ SIĘ!) wykonywaliśmy TEMI MAŁEMI RECAMI ozdoby świąteczne.
-Proszę paniiii!-głos ROSZPUNKI znienacka zabrzmiał mi przy uchu tak zwanym szeptem scenicznym, czyli przewiercającym mózg.
-Może JA nauczę TAJFUNA DOBRYCH MANIERÓW ?( rękodzieło jak widzimy podsuwa zawsze dobre, choć często nie trafione pomysły)-niebieskie oczka wpatrywały się we mnie z nadzieją.
-MNIE DOBREGO ZACHOWANIA UCZY TATA!-ryknął za swojej ławki OBIEKT
-TSEBA ZROBIĆ TAK!(złapał się na szczęście za własny dekolt) -I TAK!- (zasymulował "POCIĄGNIĘCIE Z BARANA")- a ja uzyskałam niezbędną wiedzę pedagogiczną.
-Jaki jest wasz ulubiony kolor? ( postanowiłam pedagogizacje w takiej sytuacji odłożyć na później, choć lekko się we mnie gotowało)
-KOLOR KUPY-TAJFUN postanowił iść na całość.
-A teraz malujemy ozdoby na waszych choinkach ULUBIONYM KOLOREM- niełatwo mnie zrazić.
-TAJFUN, CHCESZ GDZIEŚ WYJŚĆ PO FARBY?- rzuciłam w stronę delikwenta mordercze spojrzenie, które spłynęło po BEZZĘBNYM UŚMIECHU.
-ZARTOWAAAŁEM, TAK NAPRAWDĘ LUBIEM ZIELOOONY-oświadczył UŚMIECH I W ZWIĄZKU Z TYM OZDOBY NA JEGO CHOINCE - BYŁY NIEWIDOCZNE.
Odsłona ostatnia- JASEŁKA
Pełne skupienie artystów na scenie. Na widowni "MOI" reprezentują wariant "na popielniczkę" ( buzie otwarte jak wrota-chłoną wszystko ustami i oczami- do uszu nie zaglądałam).
-A TEN TAM TO JEZUS?!-pyta szeptem TAJFUN.
Potwierdziłam.
-BO MI WYGLONDA NA DZIEWCYNE!-wyraził wątpliwość
ZERKNĘŁAM. RZECZYWIŚCIE!!!!!
OBY NOWY ROK WYGLĄDAŁ TAK, JAK SIĘ SPODZIEWACIE!
WSZYSTKIEGO DOBREGO OD SYLWESTRUJĄCEJ W KAPCIACH:)


sobota, 24 grudnia 2011

i znowu święta:))))

Dom w tempie ekspresowym przygotowany do świąt
Niestety pomimo usilnych starań nie udało się uniknąć widoku suszących się na kaloryferze majtasów.
Miało być ELEGANCKO, BIAŁO I SREBRNIE
a wyszło JAK ZWYKLE, bo przyrąbałam kupione za bezcen muchomorki
i już zrobiło się wesoło i przaśnie.
Ale KONTROLA JAKOŚCI w tym roku zaprosiła nas do siebie na wigilię, więc SIĘ NIE BOJĘ i mam jak chcę:)
Panowie udoskonalili dekorację w przedpokoju
wieszając zegarki i klucze-"BO ZAWSZE TAM WISZĄ"- po prostu CZAS NA ŚWIĘTA!
i PREZENTY!!!!!
W PLACÓWCE- temat oczywiście najważniejszy ( kto by się tam przejmował opłatkiem, czy życzeniami).
Po zgłębieniu tajników "lego nindzago" i "broniów" jakie mają, wreszcie padło pytaniE, na które czekałam cały czas
-A pani, CO CHCIAŁBY DOSTAĆ?
-KSIĄŻKĘ-odpowiedziałam zgodnie z prawdą i ZAMYSŁEM WYCHOWAWCZYM.
-ALE NIE ZE DO CYTANIA!!!!-TAJFUN, jak zwykle nie dowierzał moim słowom.
-Właśnie,że TAKĄ i żeby było  DUŻO LITER!-dobiłam go, co przyjął z godnością wykonując malowniczy "pad" na dywan i przyjmując na (jak na niego) długi-ok.4 sekundowy czas-pozycję horyzontalną w wersji (jakże oczekiwane) - NIERUCHOMEJ.
CHCIAŁAM I MAM!- I TO WŁASNORĘCZNIE WYKONANEGO PRZEZ RUSAŁKĘ BIAŁEGO KRUKA!!!
Możecie jedynie CZYTAĆ, PATRZEĆ I ZAZDROŚCIĆ


TREŚĆ LITERATURY ( zgodna z oryginałem)
BARAN
BARAN PACZŁ SIE NA KRZENRZC ARZ! ZEZ KRZAKUF
BARAN!ROBAK
ZAWURZILI
A teraz tłumaczenie z RUSAŁCZEGO na nasze
Baran patrzył się na księżyc, aż tu nagle z krzaków dobiegło go wołanie:
-Baran!- ostrzegł go ROBAK
Baran posłuchał ostrzeżenia i zawrócili z robakiem, niestety nie wiem gdzie , bo nie dopytałam.
-A dlaczego robak go ostrzegał?- zapytałam autorkę
-A CHODZI SIĘ PO DWORZE W NOCY?!-popatrzyła na mnie z politowaniem i dlatego NA RAZIE zaniechałam dalszych pytań.
Kolejny prezent kupiłam sobie sama

idzie jak burza, aż szkoda,że święta... i się marnuje:)
A WCZORA Z WIECZORA- NIESPODZIANKA!!!! ZOSTAŁAM UWIECZNIONA!!!!
DLATEGO PŁAWIĘ SIĘ W SŁAWIE-za sprawą CZARNEGO PIEPRZA,której zdolne ręce i życzliwe myśli wykonały:
ARCYDZIEŁO! a na pierwszym planie CAŁA JA ( z torbą, ekipą i w dodatku SZCZUPŁA!)
Serdeczne dzięki!
O pozostałych niespodziankach i ostatnim dniu pracy ( a działo się!) napiszę INNOM RAZOM ,bo teraz idę podsłuchiwać TRUŚKĘ
MOŻE W WIGILIĘ ELOKWENCJĄ NAS ZADZIWI:)
A WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM
WIELU MIŁYCH WRAŻEŃ
SPEŁNIENIA MARZEŃ
ŚWIĄT BEZ POŚPIECHU
OD PRACY ODDECHU:)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

CZARNY HUMOR W CZARNEJ DZIURZE, czyli absolutnie nie jestem przygotowana do świąt

-Wszędzie choinki, pierniczki, czerwono zielono białe dekoracje a u nas BAGNO!-obwieściłam ZDUMIONYM I NICZEGO NIESPODZIEWAJĄCYM SIĘ.
-W tym roku ŻADNA gosposia na urlopie WAS NIE PORATUJE-dobiłam JESZCZE DYSZĄCYCH i zagoniłam DO ROBOTY,bo

  1. JESTEM WYKOŃCZONA!
  2. MUSZĘ PRACOWAC ZAWODOWO I JESTEM WYKOŃCZONA!
-Tak masz chyba cały czas- próbował empatii MŁODSZY, ale pogoniłam gada do pokoju i z TRUŚKĄ na kolanach, zagłębiłam się w BLOGOWYCH DOBIJACZACH , czyli tam gdzie już pięknie i WYSPRZĄTANE - tak jak u mnie nigdy nie będzie.
-A pamiętasz jak w zeszłym roku piekłaś ciasteczka i robiłaś aniołki?- chciał się przymilic DYPLOMATA, ale NIE TĘDY DROGA LUDWIKU DORNIE I PSIE SABO!-WYSŁAŁAM  go do garów, bo zmywarka ciągle w planach.
-Coś taka zła?- próbował metody zaczepno -obronnej.
-Jakbyś 400 razy zaśpiewał "ŚWIEC GWIAZDECZKO MAŁA ŚWIEC" to jakbyś się czuł?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie a CZŁOWIEK (w końcu myślący) wziął się i poddał bez walki i zostałam na polu SAMA,  nie licząc kota zakochanego w sznurku.
Szyciowo też poszłam w czernie- chyba depresja jakaś czy co?
torba z równie depresyjnym wnętrzem
ale z a to z kwiatkiem
do tego ponura torba na wykańczające kieszeń zakupy
z wnętrzem jak pasy więźnia , bo w końcu wsadzą mnie za ten przepastny debet
Żeby przełamac tę depresyjną nutę, z własnego- dodajmy ZA CIASNEGO trykotu, wykonałam cudnej urody niebieściutki i wesolutki naszyjnik
z futerkiem, w którym PRZEPARADOWAŁAM przy wtórze kolebiącej się w głowie upartej "gwiazdeczki" przed POTENCJANYMI ZACHWYCONYMI.
-A gdzie jest kot?-zainteresował się MŁODSZY wskazując paluchem na ELEMENT ZDOBNICZY naszyjnika
Zignorowałam przygłupa (niech się zaniesie śmiechem we własnym pokoju) i podreptałam nieco mniej pewnym krokiem do STARSZEGO (czytaj MĄDRZEJSZEGO)
-Takie naszyjniki TO DLA MŁODYCH!- zgroza w jego głosie była nadto widoczna.
Do PEŁNIĄCEGO ROLĘ ZMYWARKI ( i bulkającego jak ona) NIE OŚMIELIŁAM SIĘ podejśc.
Przetestuję wyrób w szkole- postanowiłam.
- Cóżeś ty zrobiła z tym kotem?!- powitała mnie KOLEŻANKA i dopiero wtedy uświadomiłam sobie,że to był zły pomysł.
Ale zemszczę się okrutnie- opiszę NASZ PRACOWNICZY WYJAZD DO OBCYCH KRAJÓW!-I JUŻ SIĘ BÓJCIE WRAŻE PLEMIA!:)

wtorek, 22 listopada 2011

czasem jestem dorosła i BYWAM

- Masz czas w środę po południu?- zaskoczyła mnie FOKSIOWA PYTANIEM NA ŚNIADANIE, o porze , gdy nie wiem nawet jak się nazywam, bo jestem PRZED drugą kawą.
-Bo mam taką sprawę- nie zrażała się moim tępym spojrzeniem, skoncentrowanym gdzieś pomiędzy oknem,ścianą a jej niewyraźną ( kofeina jak wiemy wyostrza wzrok) twarzą-PRZYSZLIBYŚCIE DO NAS  NA PREZENTACJĘ!
Słuch mi się natychmiastowo wyostrzył. Dobrze,że FOKSIOWA zapomniała,że dotyk budzi się pierwszy, bo POTRZĄCHANIA NIE CIERPIĘ!
-BĘDZIE BIŻUTKA z mężem-nęciła dalej.
BIŻUTKĘ zawsze chciałam poznać, bo dotychczas oglądałam jedynie piękne efekty jej pracy-oczywiście " biżuty". Zgodziłam się prawie od razu ( szalę przeważył argument " ja dostanę za to komplet noży- wprawdzie i tak zawsze używam trzech,ale niech tam- przyda się na zaś- a ty PREZENT!-KTO MNIE ZNA , WIE,ŻE PREZENTY I LOTERIE to jak bankomaty dla karty- WCIĄGAJĄ!)
-Ale co to będzie?- marudził EKSPERT OD OSZCZĘDZANIA.
-Spotkanie towarzyskie z niespodzianką- odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo nawet ZAPRASZAJĄCA ( wzięta z łapanki w markecie przez FIRMĘ) nie miała pojęcia, CO będą nam prezentować.
Pełni nadziei,że będzie to JAKIEŚ ŻARCIE, w niecierpliwym oczekiwaniu wypucowaliśmy półmiski ze smakołykami, które przygotowała w ilościach hurtowych FOKSIOWA.
Po studenckim kwadransie, na arenę wkroczyła ELEGANTKA. ELEGANCKO przeprosiła za spóźnienie i poprosiła męża FOKSIOWEJ o MAŁĄ POMOC.
MAŁA POMOC polegała na wtarganiu BAGAŻY.Przez myśl mi przemknęło,że baba się WPROWADZA- a my jako "świadki w sprawie", ale rzucając wzrokiem na przestrzenną fryzurę ELEGANCKIEJ DOSZŁAM DO SŁUSZNEGO WNIOSKU,ŻE na razie FOKSIOWEMU nie padło chyba na mózg. I racja.
-Zaprezentuję pańswu CUD współczesnej technologii- obwieściła i majtnęła przed ZDUMIONYMI- MATERACEM!!!.
-Z CZEGO, ACH Z CZEGO ON JEST?-zaćwierkała w TĘPĄ PRZESTRZEŃ.
Nie odpowiedzieliśmy.
-Z POWIETRZA!- triumfująco potoczyła wzrokiem po zebranych a nam poza "łaaaaaał" nic innego nie przyszło do głowy.
Następnie w bardzo przystępny sposób (" Wyjaśnię  W PROSTYCH SŁOWACH,ŻEBYŚCIE PAŃSTWO ZROZUMIELI") odkryła przed nami niezgłębione tajniki wiedzy:

  • dowiedzieliśmy się,że MAMY kręgosłup- zademonstrowano to najpierw na FOKSIOWEJ a potem na planszy ze szkieletem
-Kręgosłup może i podobny, ale FOKSIOWA ŁADNIEJSZA Z TWARZY- rzeczowo zabrał głos w dyskusji MĄŻ BIŻUTKI.
-Co pan rano robi, gdy pan wstaje?-zadała intymne pytanie niezrażona rechotem pozostałych ELEGANTKA.
-PLACZĘ-odpowiedział MĄŻ BIŻUTKI.
-Bo boli pana kręgosłup?!!!- nadzieja widoczna na twarzy ELEGANTKI OPROMIENIŁA CAŁY salon.
-NIE- BO MUSZĘ IŚĆ DO ROBOTY!-ponuro wyjaśnił ZAGADNIĘTY a ja się ZAKOCHAŁAM!!!!
-ŻARCIKI ,ŻARCIKI-kwaśno uśmiechnęła się ELEGANTKA, która najwidoczniej w swojej edukacji pominęła Boską Komedię, bo "porzućcie wszelką nadzieję" powinno jej się W TYM MOMENCIE wyświetlić na płacie czołowym WYONDULOWANEGO MÓZGU.

  • na MAGICZNYM materacu można położyć MAGICZNĄ poduszkę oraz matę na podczerwień i wtedy komfort snu wzniesie się na wyżyny , o których dotąd nie mieliśmy pojęcia.
Wyłgałyśmy się z FOKSIOWĄ od testowania CUDOWNEJ MATY, która miała się nagrzewać tylko w chorych miejscach.
CICHY DOTĄD MAŁŻONEK, BYŁ SIĘ ZDECYDOWAŁ!
-I w których miejscach czuje pan ciepło?- ELEGANTKA  z troską pochyliła się nad SPOCZYWAJĄCYM.
-WSZĘDZIE!-beztrosko odparł tenże a przerażony wzrok ELEGANTKI zatoczył koło, aby zatrzymać się CENTRALNIE NA MNIE.
Z garścią słonych talarków " w pół drogi" ZŁAPANA NA GORĄCYM UCZYNKU, mogłam tylko z troską w głosie podjąć WYZWANIE:
-TO CHYBA AGONIA- obwieściłam a talarki w mojej dłoni zagrzechotały jak kości, zanim jednym ruchem nie zatkały BEZTROSKIEJ GĘBY.
Potępienie we wzroku ELEGANTKI było aż nadto widoczne.

  • tkanina z której uszyto te cuda ( technologia kosmiczna) nosi kryptonim NIKI
DOCIEKLIWY pokazał mi po cichu napis na kocyku 100% POLIESTER, ale zgromiony wzrokiem PRZYSZŁEJ WDOWY nie powiedział nic.
-TO TKANINA PRZYSZŁOŚCI-WIZJONERKA wciąż była pełna nadziei.
-Najpierw wchłania wilgoć a POTEM JĄ ODDAJE-dodała
-CZYLI,ŻE LEŻYMY W MOKRYM?-chciał się upewnić MĄŻ BIŻUTKI a ja pożałowałam,że zadałam szyku malując rzęsy, bo czułam,że spływają razem ze łzami i smarkami na brodę.
-WIDZĘ,ŻE PAŃSTWO ŻARTUJECIE A WCALE NIE DBACIE O ZDROWIE!-oceniła nas NIEDOCENIONA ZBAWCZYNI.
-A JA JESZCZE ZAPYTAM PANA DOMU-CO PAN ROBI, GDY PANA BOLI KRĘGOSŁUP?
OSTATNIA NADZIEJA ELEGANTKI  wyprostowała się na fotelu i wyjaśniła:
-BIORĘ DWA TABORETY, WSADZAM MIEDZY NIE GŁOWĘ,OPIERAM SIĘ O NIE RAMIONAMI I STAJĘ NA GŁOWIE-MOGĘ POKAZAĆ!!!-już chciał się rzucić do kuchni PO AKCESORIA, ale zgromiony wzrokiem FOKSIOWEJ POPRZESTAŁ NA POTOCZENIU WZROKIEM po ACEPTUJĄCYCH.
-PAŃSTWU  tylko wygłupy w głowie!-podniosła głos ELEGANTKA ( było się zapytać, to dowiedziałaby się,że  FOKSIOWY to instruktor jogi)-więc nawet nie powiem ile to kosztuje po rabacie!
I ZOSTALIŚMY Z TĄ NIEWIEDZĄ, NOŻAMI I KOMPLETEM SZKLANYCH MISECZEK (prezent)-obżarci i nie dbający o własne zdrowie:)
element ratunkowy dla małżonka-POKROWIEC NA TERMOFOR LUB DUUUUŻĄ PIERSIÓWKĘ

niedziela, 13 listopada 2011

znów o szkole, BO NA NIC INNEGO NIE MAM CZASU!

Ostatni tydzień obfitował w wydarzenia budzące skrajne emocje. Najpierw w czasie zajęć gimnastycznych wpadła jak burza HIGIENISTKA, aby porwać NICZEGOSIĘNIESPODZIEWAJĄCYCH chłopaków na badania bilansowe.
-Nic się nie bójcie-uspokajałam widząc ,że oddalają się z niemą prośbą o RATUNEK w oczach.
Trochę im zeszło. Wracają- URYCZANI I USMARKANI.Dziewczyny wpadają w popłoch.Deklarują,że ŻADNA ALE TO ŻADNA Z ŻADNĄ PANIĄ PIELĘGNIARKĄ NIGDZIE NIE PÓJDZIE!
-Nie wiem , co im się stało?- dziwi się BADAJĄCA. WSZYSTKO SZŁO DOBRZE, A JAK TYLKO ZADZWONIŁ DZWONEK ONI W RYK!
Podejrzewałam,że może byli TROCHĘ niegrzeczni i na nich nakrzyczała, poprosiłam więc najmniej usmarkanego do biurka, gdzie serią podstępnych pytań doszłam do PRAWDY!
-BO NAM PSEPAD WUŁEF!!!!!!-wyznał jeden z wielbicieli sportu- A ZLOBI PANI JESCE JEDEN?-zapytał z nadzieją w zapłakanych oczach.
BEZWZGLĘDNA PANI BRUTALNIE ZNISZCZYŁA WSZELKIE NADZIEJE i towarzystwo na nowo zaniosło się płaczem, bo "JUTRO" było dla nich terminem tak odległym , jak dla mnie WAKACJE.
Na pociechę obiecałam:
-Jutro robimy również KANAPKI!, co radykalnie zmieniło nastrój SPOŁECZEŃSTWA a resztki wątpiących w istnienie PRZYSZŁOŚCI  uspokoiliśmy w czasie wykonywania talerzyków POD PRZYSZŁE WYCZYNY GASTRONOMICZNE
TU INDIANA  JONES- JAK ŻYWY
SAMA SOBIE ZGOTOWAŁAM TEN LOS!
Najpierw ukochany "wułef" - potem rozochocony tłum pogrążył się w otchłani KANAPKOWEGO SZALEŃSTWA!
KANAPKA- "ZACAROWANA KRAINA"
WINDA
INDIAN JONES- PRZED POŁOŻENIEM NA TALERZ Z WIZERUNKIEM:)
Na zakończenie dnia APEL  z okazji ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI. Poszliśmy
PRZYGOTOWANI
(Dzięki temu,że Pani ogląda głupawe programy typu "Top model" i żeby zająć ręce robi kotyliony)
I TAK PRZEŻARCI KANAPKAMI,ŻE AŻ BYLIŚMY GRZECZNI!!!!!
-Czy oni cokolwiek z TEGO zrozumieli?- DYREKTOR jak zwykle sceptyczny. Zapewniłam,że w dniu TAK UROCZYSTYM ( nieważne ,że dla nas z powodu wułefu i kanapek) już do ostatniej lekcji ( sztuk1) będziemy UŚCIŚLAĆ I WYJAŚNIAĆ, co zajęło mi raptem 5 minut ( następne czterdzieści wklejaliśmy godło i pisaliśmy "POLSKA")i spotkało się z akceptacją WŁADZY.
Dobrze,że WŁADZA nie dotrwała z nami do przerwy, bo WRAŻE PLEMIĘ  zorganizowało na MOTYWACH PANINEJ OPOWIEŚCI- ZABAWĘ W WOJNĘ ŚWIATOWĄ  z wykorzystaniem klocków ( walczyli POLACY Z POLAKAMI,bo jak wyjaśnili "NIKT NIE CHCIAŁ BYĆ NIEMCEM") a Pani musiała zgłębić z PATRIOTKĄ LOKALNĄ zagadnienie- CZY JAK MAM KOLEŻANKĘ Z NIEMIEC TO JESZCZE MOGĘ SIĘ Z NIĄ KOLEGOWAĆ?
W świetle TAKICH wydarzeń- zajścia w Warszawie ZDZIWIŁY MNIE ŚREDNIO-BIORĘ WINĘ NA SIEBIE!
PS. Czwartek wieczór -osiedlowy sklep. Spotkanie z uczniem. Po wymianie uprzejmości i dyskusji z MAMĄ na temat konstrukcji kanapki "BLOK" oraz zapewnieniu UCZNIA,że TERAZ ON ZAWSE SAM ZLOBI KANAPKI (mama lekko skonsternowana) oddalam się w ślad za wózkiem z przyczepionym PŁACĄCYM.
-ALE BĘDĘ MIAŁ  CO OPOWIADAĆ CHŁOPAKOM W KLASIE!- słyszę z tyłu entuzjastyczny głos KANAPKOTWÓRCY- WIDZIAŁEM PANIOM!-Miło być gwiazdą na własnym osiedlu:)

czwartek, 3 listopada 2011

ŚLUBY SIĘ ODBYŁY, czyli walka dobrego z lepszym

Tradycyjnie w klasie pierwszej ŚLUBOWANIE MUSI BYĆ! Biorąc pod uwagę fakt,że pojmowanie świata przez UROCZE SZEŚCIOLATKI rządzi się swoimi prawami, należało się do tego najważniejszego dnia odpowiednio wcześnie przygotować.
WĄTPIĄCYM w "prawdę czasu, prawdę ekranu" w/w stwierdzenia -kilka FAKTÓW!
-Ustawiajcie się, bo zaraz idziemy na APEL-odezwa WYCHOWAWCY przemknęła przez ZANIEPOKOJONY TŁUM.
-A co to APEL?-odezwał się NAJODWAŻNIEJSZY
WYCHOWAWCA wyczerpująco objaśnił GAWIEDZI cel spotkania z DYREKTOREM PLACÓWKI, oraz przybliżył TEMATYKĘ SPOTKANIA (O GRZECZNOŚCI I BEZPIECZEŃSTWIE BĘDZIE MÓWIONE!)
-ALE NIE BĘDZIE ZASTRZYKÓW?-ODWAŻNY chciał się upewnić a WYCHOWAWCY RĘCE OPADŁY JAK PŁETWY.

Po APELU.
-O czym mówiła Pani Dyrektor?- podstępny wychowawca wyłowił z tłumu TYCH CO SIĘ GILGOTALI.
-ŻEBY SIKAĆ DO UBIKACJI A NIE OBOK-to zapamiętali GILGOTACZE.
W związku z powyższym obie z FOKSIOWĄ ustaliłyśmy,że ŚLUBOWANIE ma łączyć następujące elementy: KRÓTKO+ WESOŁO + NA TEMAT+ DO DOMU, ale zapomniałyśmy,że dane nam będzie współpracować z AMBITNĄ CO WIE LEPIEJ.
AMBITNA przedstawiła swój tasiemcowy scenariusz, krytykując poprzedni- MAŁO AMBITNY I NIEKULTURALNY.
-Jak to niekulturalny?-zdziwiłam się, na szybko przelatując wzrokiem trzy kartki ( nawet na marginesach żadnego mięsa nie było!)
- BO W WIERSZU JEST "Te nie rusz komputera" A TAK SIĘ NIE MÓWI!!!!-zdenerwowała się AMBITNA - a w ogóle to jest za krótkie i nie ma konkurencji sprawnościowych!A U MNIE SĄ!-zakończyła z dumą.
-JA W ŻADNE PAKOWANIA TORNISTRA NA CZAS SIĘ NIE BAWIĘ!-BO JAK PRZEGRAMY BĘDZIEMY RYCZEĆ!-zbojkotowałam wysiłki AMBITNEJ.
FOKSIOWA mnie poparła, ale musiałyśmy iść na kompromis i przyjąć AMBITNY SCENARIUSZ AMBITNEJ i dlatego choć 600km od morskiego brzegu

Niestety nie widać tu pracowicie ukręconej z papieru toaletowego liny (AMBITNA MIAŁA WĄTPLIWOŚCI- BO TO NIE WYPADA!, ale zapewniłyśmy ją, że papier NIE BĘDZIE z odzysku- tylko nowy z rolki:))
Wisząc godzinę na dwóch drabinach ( FOKSIOWA wybrała wersję DREWNIANY KAMIKADZE, ja dostałam SOLIDNY METAL) usiłowałyśmy z uśmiechem na ustach przywiązać CAŁE WZBURZONE MORZE drutem florystycznym, w który totalnie zaplątała się stojąca u podnóża koleżanka B. zwana odtąd z racji pełnionej funkcji SZPULKĄ.
-DŁUGO JESZCZE-niecierpliwiła się SZPULKA ( GŁOWA BOLAŁA JĄ OD ZADZIERANIA W GÓRĘ)
-Mhmzrm...mać- odpowiedziałyśmy z rękami w górze i ustami pełnymi kawałków drutu.
ALE UDAŁO SIĘ! I nieważne,że szłyśmy do domu w wersji HANDE HOCH!
Najważniejsze,że wytropiłyśmy WIELKĄ NIEOBECNĄ-AMBITNĄ, która w tym czasie udzielała jakże cennych rad swoim klasowym rodzicom, w ramach jakże koniecznych dogłębnych i rzeczowych konsultacji.
Dopadłyśmy ją ( SZPULKA , FOKSIOWA I JA), gdy właśnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku myła swoje AMBITNE RĄCZKI.
-GDZIEŚ TY BYŁA?-zadałyśmy pytanie wyraźnie zaczepne.
-UDZIELAŁAM KONSULTACJI!!!-brwi AMBITNEJ podjechały w górę sygnalizując wysoki poziom NASZEJ BEZMYŚLNOŚCI.
-A MY ZROBIŁYŚMY CAŁĄ DEKORACJĘ!!!! SAME!!!!-( w domyśle- bez ciebie)
-TO DOBRZE-ZARAZ PÓJDĘ I SPRAWDZĘ JAK WYSZŁO-spokojnie odpowiedziała AMBITNA a my po raz pierwszy ucieszyłyśmy się z usztywnienia górnych kończyn, bo ŚLUBOWANIE ZZA WIĘZIENNYCH KRAT mało nas pociągało. SZPULKA- NADAL GDZIENIEGDZIE OBCIĄGNIĘTA DRUTEM, też nie stanowiła zagrożenia i dzięki temu AMBITNA W NASZYM DOBOROWYM TOWARZYSTWIE MOGŁA NA DRUGI DZIEŃ ZBIERAĆ LAURY SWOJEJ WYTĘŻONEJ PRACY.