poniedziałek, 23 maja 2011

MNISZKOWA MAJÓWKA vel słomiany zapał

Słusznie domniemywała Agnicy- poszaleliśmy w przytulisku w odpowiedzi na szaleństwa przyrody, która nie zważając na kartki w kalendarzu, gdzie jak byk było napisane WIOSNA! postraszyła  grubaśną pierzyną śniegu i dlatego powitanie było POWALAJĄCE

Na naszej drodze-niebodze natknęliśmy się niestety na zwłoki dzikiej jabłonki- dobrze,że wszystkie leśne warianty mamy już oblatane, bo inaczej podróż skończylibyśmy z dala od podwórka.




Niestety jeden z wiązów i dumna brzózka przesadziły w pokłonach



to prawie jak ja przy plewieniu



ale zanim się o tym przekonaliśmy ...



-Nie koś mi tu! Niekośmitu, nie kośmituuuuuuu- wydarłam się do SFRUSTROWANEGO ( omijaniem powalonych przeszkód) KIEROWCY, gdy zobaczyłam PODWÓRKO.

-NA RAZIE JESZCZE SIEDZĘ W SAMOCHODZIE ! NAWET NIE OTWORZYŁEM BRAMY!-zauważył przytomnie, ale już nie słuchałam, bo zaczęłam liczyć kwiatki. Zgodnie z przepisem miało ich być 500!
-ZIELARKO!Tu jest z tysiąc kwiatków, nie bój się-uspokoił mnie RZUCAJĄCY OKIEM.
Ponieważ dostał kategoryczny zakaz zadeptywania trawnika WSPIĄŁ SIĘ NA WYŻYNY pozbawiając mieszkanie sikorek pieczołowicie dopracowanego wystroju wnętrz.



Udostępnił NASTĘPNYM POKOLENIOM furtkę wieńczącą koniec drogi gminnej.



POKOLENIA pewnie będą się cieszyć, bo my to już tej drogi chyba nie doczekamy, chociaż biorąc pod uwagę postęp medycyny, mamy nadzieję na "dwusetkę", ale z drugiej strony uwzględniając dostęp do jej zdobyczy, skończy się pewnie grubo poniżej setki.
ZIELARKA w tym czasie zaszalała- po zerwaniu 500 kwiatków


z kręgosłupem jak brzózka na pierwszej fotce doturlała się do domu, wyciągnęła dwie poszewki  ( miały być BIAŁE) i przystąpiła do czarów pod tytułem ROBAKI WYŁAŹCIE!


-POSZEWKAMI STÓŁ NAKRYWASZ?- zdziwił się SIKORCZY DESIGNER a po wyjaśnieniu OŚWIADCZYŁ,że ON ABSOLUTNIE JUŻ NIGDY NA TYCH POSZEWKACH GŁOWY SWEJ NIE ZŁOŻY!
I dobrze! Może spać BEZ!
Po umyciu wszystkich poklejonych syropkiem naczyń i powierzchni i podsumowaniu - TYLE ROBOTY a tyci efekt, doszłam do wniosku,że MIODZIARZEM na pewno nie zostanę.
Postanowiłam z koszyczkiem popałętać się po lesie , nie zważając na GŁUPIE UWAGI-"Grzybów TERAZ nie ma!" ze strony PŁOCIARZA,  aby wdrożyć swój plan - zostania MISTRZYNIĄ SOSNOWEGO SYROPKU!
Zbierałam, zbierałam, zbierałam i zbierałam i po dobie chyba ( zegarek pokazywał pół godziny, ale może akurat się mylił) nazbierałam PRAWIE koszyczek. Wyszły z niego ZAWROTNE ILOŚCI PRODUKTU


-Kariery w tej dziedzinie również nie zrobię- siadłam jak zepsuty miś ZE SKLEJONYMI ŻYWICĄ
PALCAMI i zadumałam się nad niezbadanymi ścieżkami MOJEJ DROGI DO SŁAWY
-Czym  te ręce doczyścisz?- zainteresował się CZŁOWIEK DYNDAJĄCY W HAMAKU.

NOWY leżaczek  SPRACOWANEJ cichutko załkał z TĘSKNOTY NIEUŻYWANIA.


-W niedzielę komunia u szwagra, jak ty wystąpisz Z TAKIMI RĘKAMI?-dobił mnie.
Rzeczywiście- oprócz burych mleczowych plam, paluchy miałam poklejone żywicą- NA AMEN!- A JEDYNE RĘKAWICZKI jakimi dysponowałam- średnio się na taką imprezę nadawały

( te z farbowania kędziorów już wyrzuciłam)


Jednym słowem:
-LICZBA SUKCESÓW PO MOJEJ STRONIE- 2 , po uwzględnieniu strat- 0,
-PO STRONIE TEGO CO WIE LEPIEJ- przynajmniej 1


ROZGŁOS JAKO TWÓRCA POKRYWEK DO KUFLI- PEWNY!-  tak jak to ,że rozpoczynam karierę TESTERA PASTY BHP I PUMEKSU:)

czwartek, 19 maja 2011

POPRAWIANIE URODY , czyli tylko dla kobiet

Czasami sytuacja zmusza CZŁOWIEKA,żeby zrobić się na tzw. BÓSTWO. Chociaż jeżeli akurat o mnie chodzi jestem bóstwem endemicznym-liczba wyznawców ZERO ABSOLUTNE.
-Idę jutro do fryzjera i żeby mi nie było JAK ZWYKLE,że nikt nie zwraca uwagi!- obwieściłam pamiętając o poprzedniej metamorfozie, której nie zauważył NIKT i dopiero, gdy odwiedzająca mnie RODZINA płci żeńskiej zainicjowała radośnie:
-O, NOWY FRYZ!
NAJBLIŻSZY zapytał:
-U kogo?
Potem usiłował wmówić mi,że to żart, bo on BYSTRY OBSERWATOR zauważył od razu  , tylko NIC PRZEZ GRZECZNOŚĆ NIE MÓWIŁ!-wzroku ZABIJAJĄCEGO nie mam, bo już bym była wdową!
GODZINA ZERO! Szykuję się. Kasa w dłoń i już mam ruszać " na ścięcie", gdy zderzam się prawie w drzwiach ze ZZIAJANYM PO PRACY.
-ALE FRYZURA! NO, NO-zaczyna od progu i chrząka znacząco ( że niby EFEKT JEST!)
-JESZCZE NIE!!!!DOPIERO IDĘ!!!!-wydzieram się i zostawiam OSŁUPIAŁEGO , aby w samotności kontemplował swoje faux pas.
Fryzjera NIE ZNOSZĘ!No oczywiście nie pani Niny osobiście, tylko UCZESTNICTWA W PROCEDERZE. Dlatego często staję się nieodrodną córą Adama Słodowego i jego "Zrób to sam" i w efekcie moja fryzura przypomina grzywę rączego konia ( vel kobyły) w stadium totalnego rozwiania i zmiętolenia.
-ZNOWU PANI SIĘ CIĘŁA-powitała mnie Nina.
Przyznałam się do recydywy i oddałam w sprawne ręce rasowej fryzjerki, która po "młoda jestem, jak pani widzi, ale niejedno ( patrząc na moją grzywkę) już widziałam"- sprawnymi ruchami  nadała mojej głowie KSZTAŁT
WEJŚCIE,czyli ENTREEEEE!
-ALE FRYZURA!-tym razem nie falstart.
-Tylko kolor masz ZA CIEMNY- ZNAWCA postanowił jeszcze bardziej się zaangażować.
-To...MÓJ- WŁASNY- KOLOR-wycedziłam pomimo szczękościsku.
Dalej patrzył sceptycznie ,aż do momentu gdy podałam mu pudełko z farbą " kasztan ciemny" i zademonstrowałam niedowiarkowi MAŁŻEŃSKI PRZYCHÓD, czyli siwe włosy sztuk cztery.
Przerobienia własnej głowy na kraszankę (na fotce jeszcze z workiem na kasztanowych kędziorach) dokonałam na wsi , gdzie po domyciu sprzętów i pomalowaniu zapryskanej skutecznie ściany przekonałam się,że KASZTAN zakasztanił mi głównie szyję i uszy, ale i tak, JAK ZWYKLE JESTEM ZADOWOLONA!:)

poniedziałek, 9 maja 2011

czasem lepiej nie rozumieć, czyli ROMANTYCZNY WEEKEND

Spełniło się moje marzenie ( według MALKONTENTÓW DOMOWYCH- ZACHCIANKĄ zwane) i pojechaliśmy na targ staroci.
-Aco tam WŁAŚCIWIE chcesz kupić?- padło sakramentalne i wkurząjące pytanie
-Kilo kiełbachy z secesyjnym wzorem wędzenia!-jak to na targu!- i chyba wypowiedziałam w złą godzinę, bo  na rozmiar MOJEJ KIESZENI nie było nic!
Ale dzielnie strugałam twardziela i próbowałam NIEZORIENTOWANEMU wmówić,że moim marzeniem jest obiekt wart dóbr wszelakich , po to, aby później łatwiej zgodził się na nabycie czegoś innego.
OBIEKT PREZENTOWAŁ SIĘ OKAZALE I ROBIŁ WSTRZĄSAJĄCE WRAŻENIE


Sprzedawca zachęcał jak mógł, widząc,że pstrykam fotki:
-STARE PANIE, NAPRAWDĘ STARE-zwracał się oczywiście do MĘŻA słusznie dedukując KTO TRZYMA KASĘ
Zanim rozchichrałam się na dobre- PADŁ DOWCIP!!!! ze strony NABZDYCZONEGO (bo jak później twierdził -wystawiłam go NA PASTWĘ!)
-JEDNĄ STARĄ MAŁPĘ TO JUŻ MAM!- usłyszały moje niczego nie przeczuwające uszy. BYŁAM JEDNAK SZYBKA!
-NIE MÓW TAK KOCHANIE O SWOJEJ MAMUSI-zaćwierkałam i zanim dosięgły mnie dłuuuugie ręce DUSICIELA, oddaliłam się na bezpieczną odległość.
Umówiliśmy się,że lepiej będzie chodzić własnymi drogami a zbiórka " na telefon"
OPORNY nakupował narzędzi , jakby zamierzał prowadzić show ZŁOTA RĄCZKA  a SPRYCIARA zaledwie
dwie blaszki- ALE O TAKICH MARZYŁAM!-będą pasowały do kieszeniowca ( o ile uda mi się zasiąść do maszyny)
-TERAZ JUŻ WIEM GDZIE PANI MIESZKA-zagaił sprzedawca, gdy wybierałam dwunastkę
-ALE NIC NIE POWIEM, BO MĄŻ TAK SIĘ Z BYKA PATRZY-dodał przyprawiając mnie o palpitację serca- raz,że  Z BYKA, dwa,że oczekiwałam pytania PO CO CI TO?!!!
Rozejrzałam się w popłochu- obok stał OBCY CHŁOP!
-A nie, to nie mąż- uspokoiłam sprzedawcę- Ten pan się tylko dziwi,że PAN TAKIE STARE TRUCHŁO PODRYWA-obejrzałam się ponownie- facet rozwiał się jak dym.
-Nie rozumiem o co Pani chodzi, ale proponuję jeszcze trzynasteczkę na szczęście- rozbroił mnie sprzedawca. Oczywiście wzięłam.
Wolę takie umizgi, niż wmawianie EPOKI albo PANI TO MA OKO-gdy grzebię w badziewiach.
Najlepiej udawać,że się nie rozumie- jak targujący się Duńczyk, który nawet widząc cenę na kartce udaje ,że nie widzi, a sprzedając- przy próbie targowania dekompletuje serwisy ( wrzuca np. filiżankę do pudła pod stołem i wspaniałomyślnie zgadza się wtedy na cenę proponowana przez klienta) i być przy tym MIŁYM jak spotkana znajoma , która CUDNE FILCE rozłożyła w otoczeniu antyków nie przewidując ,że na skrawku wolnej obok niej przestrzeni rozłoży swój kram DISCO POLO Z TAŃCZĄCYMI SMERFAMI
-NAJWAŻNIEJSZE  JEST TOWARZYSTWO-przyznała już z lekka słabym głosem, gdy powitałam ją przekrzykując SZLAGIERY.


W DOMU- PROGRAM  ROZRYWKOWY I ROMANTYCZNA (jak stwierdził ZNAWCA) piosenka Stinga
sprawdziłam tłumaczenie-LEPIEJ NIE ZNAĆ ANGIELSKIEGO!-może i romantycznie, ale facet łaził po prostu po polu z jęczmieniem!:)
Zapamiętasz mnie gdy zachodni wiatr
Jęczmienia łan poruszy
I zapomnisz się gdy będziemy szli
Wśród słonecznych złotych pól

Wzniosła miłość swą
Chcąc zobaczyć ją
Nad morzem pól jęczmienia
I zapadła się w jego ramion sieć
Wśród złotych łanów zbóż

Czy pokochasz mnie, czy zostaniesz tu

Wśród łanów pól jęczmienia
Położymy się, zapomnimy się
Wśród słonecznych złotych pól



Napisałam własną wersję odpowiednią do naszych realiów

Na rzepaku tle bajerujesz mnie
liczysz na wzajemność
czy wybaczę ci te harówki dni
 wśród słonecznych złotych pól?


w stajni traktor śpi czeka lepszych dni
zaraz będą żniwa
więc gumiaki włóż, nie spaceruj już
wśród słonecznych złotych pól
 A teraz lecę robić WSIOWE ZAKUPY OGRODNICZE, bo za dwa dni "wśród słonecznych złotych pól" będziemy popylać w ogródku a TRUŚKĘ zostawiam  na straży
będzie odbierać telefony od AGENTÓW GWIAZD z zamówieniami na kolejne teksty:)

wtorek, 3 maja 2011

I WSZYSTKO ZASYPIE ŚNIEG

Po udanych świętach obchodzonych przez nas rodzinnie  w Polsce, wybraliśmy się do naszych południowych sąsiadów

zachęcających żeby uczcić Wielkanoc należycie za pomocą
Najbardziej odpowiadałby nam Sex on the Beach- ale skąd w czeskim Cieszynie wziąć plażę?- nie ufając reklamie pozostaliśmy przy swojskim piwie za to u FAJNEGO SYNKA

 Cieszyńskie magnolie kwitły jak szalone a my szalenie cieszyliśmy się z wycieczki, dzięki której BRATOWA ( pierwszy raz w Cieszynie) mogła być ZA GRANICĄ i to DWA RAZY! ( raz nas deszcz przegonił) a w dodatku PRAWIE JAK W AZJI,bo większość sklepów po czeskiej stronie jest chińsko lub wietnamskojęzyczna.
-Podoba mi się!-podsumował wycieczkę BRAT-pierwszy raz widzę sklepy, w których wódka stoi między butami ( fakt!) i nikomu to nie przeszkadza.
 -Polskie napisy na witrynach sklepów - czyli to WSZYSTKO DLA NAS!

Szara rzeczywistość dopadła nas na wsi- choć bajkowo,



ale i ROBOCZO!



Sezon hamakowy wprawdzie udało się rozpocząć, ale po  twardym uporze NIEKTÓRYCH-dowodzących niezbicie,że +16- to NIE JEST TEMPERATURA POKOJOWA i dokładnym zadymieniu domu, GRZANIE RÓWNIEŻ SIĘ ODBYŁO ( uraz głowy -jak zwykle w za niskich drzwiach stodoły- tym razem  dotknął NIECHĘTNEGO PALACZA-prawie sprawiedliwie).
Ja tym razem głównie karmiłam , poiłam, opatrywałam rany i w ukryciu próbowałam na ogół bezskutecznie łączyć się z siecią, co zostało OBŚMIANE przy kolejnym montażu modemu na karniszu i trzymaniu laptopa w wyciągniętych na maksa w górę rękach ( z powodu nieoczekiwanej krótkości kabelka) .Nie poddałam się i efekt był!- 3 MINUTOWE POŁĄCZENIE Z SIECIĄ!
-No i narobił się człowiek, naorał a teraz śnieg przykryje wszystko i szlus- trafnie posumował NAORANY
Cóż robić?- chuchać na kwitnące drzewka przecież się nie da, POZOSTAJE TYLKO WIARA, NADZIEJA no i MIŁOŚĆ oczywiście , bo bez niej ZMARZNIĘTA I OBŚMIANA mogłaby zamienić się TEGO, CO TO " KĘSIM , KĘSIM" uczynił swoim zawołaniem.

niedziela, 24 kwietnia 2011

ZNOWU ŚWIĘTA!

Wolne przedpołudnie , bo udało nam się wkręcić na świąteczny obiad do teściów. Trzeba się przygotować psychicznie na biesiadę ( dzięki  ci Panie za post), bo TEŚCIOWA jest niekwestionowaną MISTRZYNIĄ KUCHNI a my jako degustatorzy oraz testerzy nowych, coraz to wymyślniejszych potraw, jesteśmy zobowiązani SPRÓBOWAĆ WSZYSTKIEGO!(Odmowa nie w chodzi w grę -to jak dezercja na froncie), ale nie narzekamy tylko jemy skromne śniadanie ( choć tradycyjne).


Proboszcz też nas dziś oszczędził ,bo zamiast rutynowej potrójnej rundy wokół świątyni zafundował nam tylko wersję pojedynczą- ku zdziwieniu tych co zawsze PRZYPADKOWO WYKRUSZALI SIĘ  w trakcie drugiego okrążenia, aby zając strategiczne miejsca- SIEDZĄCE !W dodatku PODZIĘKOWAŁ nam za uczestnictwo, co nas przyzwyczajonych do zwyczajowego obcyndalania na nutę " nie przychodzicie, nie modlicie się" wprawiło w zdumienie graniczące z szokiem.
I dobrze,że święta rozpoczęły się od pozytywów, bo WIELKI TYDZIEŃ upłynął nam na atrakcjach zupełnie nie świątecznych.
Najpierw PAŃCIA nakarmiła kota KOCIM FAST FOODEM , który TRUŚKA zszamała z entuzjazmem godnym lepszej sprawy, aby po kilku godzinach opróżniać gwałtownie swój organizm  I TO Z DWÓCH KOŃCÓW JEDNOCZEŚNIE-latałam ,ścierałam i uspokajałam PRZESTRASZONĄ i OBURZONEGO,że kota głaskam częściej niż jego!
-Porzygaj się kilka razy i narób na podłogę a potem wczołgaj się pod łóżko to ponegocjujemy głaskanie- nie wytrzymałam w końcu ,ale na ODOBRAŻENIE zaordynowałam jajka- DO SKROBANIA ( ZAJMIJ SIĘ CZYMŚ, a wersja oficjalna-NAJLEPIEJ CI TO WYCHODZI - MASZ TALENT!)


I naprawdę nieważne ,że baranek to skrzyżowanie kozy z psem- ale spokój przez jakiś czas był.


Truśka postanowiła jednak uświadomić PAŃCI,że może być jeszcze gorzej i gdy doszła do siebie- w proteście lub po to,  aby wykopać konkurencję z łóżka, na którym dotąd mogła polegiwać w dzień (gdy było porządnie przykryte narzutą)- zlała się dokładnie na jej środek!
Nie przewidywałam prania pościeli i narzuty o 23 w sobotę, ale spanie w szczynach też jakoś nikogo nie kręciło.
-Zlej ją!- doradził HODOWCA KOTÓW  w czasie, gdy leżałam na podłodze i zachęcałam przestraszonego kota, aby wyczołgał się z pod łóżka, gdzie udawał niewidzialnego.
-To przez to,że napisałaś tę instrukcję o laniu- zszargałaś opinię kota, który DOTĄD ZAŁATWIAŁ SIĘ TYLKO W KUWECIE- dogadywał SYN
-TO BYŁA PROFILAKTYKA!- odwarknęłam. Wiecie co to znaczy?!- i nie czekając na odzew- wyjaśniłam:
-To znaczy,że np. trzeba spieprzać z sypialni ZANIM WKURZYSZ MATKĘ!-zrozumiał w mig!
Uprałam, wyczyściłam, zakonserwowałam materac ( zgodnie z poradami internautów- octem, go octem!)-pozwoliłam ,żeby kot powąchał OCTOWE POSŁANIE i czmychnął jak najdalej się dało i poszłam spać W OPARACH KONSERWACJI-ZAMARYNOWANA JAK NIC!


NAJLEPSZE ŻYCZENIA DLA WSZYSTKICH I PODZIĘKOWANIA ZA ŻYCZENIA, KTÓRE OD WAS DOSTAŁAM-obyście w pościeli tylko piękne sny mieli, a  Wasze marzenia były tylko do natychmiastowego spełnienia:)

sobota, 16 kwietnia 2011

NA SWOIM, czyli jak nakładem relatywnie niskich środków nabawić się lumbago

-Ja to się wam ludzie dziwię- JAK WY TAM DOJEŻDŻACIE?-SEKRETARZ GMINY ujawniła swą głęboką myśl  w odpowiedzi na nasze sugestie,że NIE MOŻEMY DOJECHAĆ!!!
Zanim ochłonęliśmy od nadmiaru jej matczynej troski, dodała:
-Ja to nawet byłam tam niedawno z rachmistrzem spisowym,żeby pokazać,że TAM TEŻ JEST DOM! I OBIE SIĘ DZIWIŁYŚMY,ŻE MACIE PRĄD!
-Nasi sąsiedzi mają nawet WODĘ I INTERNET-rzuciłam licząc na gminne wyrzuty sumienia
-No, dotacje dostaliśmy- potwierdziła zadowolona jakby osobiście kładła rury i przewody.
-To do nas chociaż ze dwie wywrotki żwiru by się przydało- ZAMIAST WODY I INTERNETU-rozwinęłam twórczą myśl.
-Ale na to to już my dotacji nie mamy-bezradnie rozłożyła ręce i na pocieszenie obiecała:
-Przekażę WÓJTOWI -BO ON ROBI DROGI!
Niezmiernie ucieszeni nowym zakresem obowiązków wójta, który ostatnio na naszej drodze - W BIAŁEJ KOSZULI ,jakieś PIĘĆ LAT TEMU obiecywał drogę ZA DWA MIESIĄCE! objechaliśmy przez las lekceważąc ZNAKOMITY STAN NASZEJ DROGI-CO TO "PANIE W LACZKACH"


Mieszkanie na końcu świata,ALE ZA TO Z PRĄDEM, ma jednak kilka zalet
Łanie pasą się prawie w ogródku ( gdy nas nie ma- NA PEWNO)



ich małżonkowie wycierają korę za płotem
do nory na górce wprowadził się znowu DZIKI ZWIERZ (  borsuk lub jenot)
zawilce przypominają PO CO MAMY PODMOKŁĄ ŁĄKĘ

za pomocą KRÓLA SZOS można wyrywać chabazie i nikt nie zwraca człowiekowi uwagi

Można umyć wszystkie okna (szczególnie te otwierane na zewnątrz) wykonując AKROBACJE NA DRABINIE, Z KTÓRYCH NIKT SIĘ NIE ŚMIEJE a potem leczyć kręcz szyi i naruszone korzonki w cieple domowego ogniska, do którego łakomej paszczy przyniosło się uprzednio ( na szczęście PRZED KORZONKAMI) DWIE TONY DREWNA:)
W tym czasie RODZINA:
ODBIERA MEJLE,  ale zapomina o nawożeniu wirtualnej farmy
sprawdza, CO TEŻ PRZYSZŁO POCZTĄ?!
I WIERNIE CZEKA POD OPIEKĄ- starszych ale za to WZOROWYCH OPIEKUNÓW (wygłaskanie do wypęku, żarcie takoż- kuwetka PACHNĄCA!)

TERAZ ZNIKAM, BO TRZEBA RÓWNIEŻ POSPRZĄTAĆ I W MIEJSKIM DOMU, UDANEJ SOBOTY!:)

środa, 6 kwietnia 2011

WYJEŻDŻAMY, czyli instrukcja obsługi kota

-Trzeba orać i siać sama Polska gęby nie wyżywi- oznajmił MAŁŻONEK, który mając "w alternatywie" rozrywkę  pod jakże wiele mówiącym tytułem MALOWANIE KUCHNI, wybrał jak mu się wydawało lżejsze zajęcie- rolniczenie na letnisku.
-Ja chętnie , ale co z kotem?- odpowiedziała TA CO ZAWSZE JEST CHĘTNA ALE MYŚLI DO PRZODU
Ponieważ zachodziła obawa,że TRUŚKA w nowym otoczeniu znowu zacznie rzygać i to nie tylko z powodu NERWÓW, które przejęła od WŁAŚCICIELI ale w wyniku zeżarcia rozwleczonej po całym domu trutki na myszy- tym razem ZOSTAJE!
-Będziecie opiekować się kotem- przekazałam polecenie SYNOM
-ZNACZY GŁASKAĆ I TE SPRAWY?- chciał uściślić MŁODSZY
-GŁÓWNIE TE SPRAWY!-odpowiedziałam zgodnie z prawdą a rozwalony na moich kolanach kot spojrzał na mnie z wyrzutem w niewiwnnych zielonych ślepiach jakby chciał zapytać
-NA PASTWĘ MNIE ZOSTAWIASZ KOBIETO?!
Właściwie odczytałam przekaz, zebrałam się w sobie i na domowe potrzeby stworzyłam
INSTRUKCJĘ OBSŁUGI KOTA

KTÓRĄ JUTRO ZAWIESZĘ W MIEJSCU ODWIEDZANYM NAJCZĘŚCIEJ, CZYLI NA LODÓWCE:
  1. DLA WŁASNEGO DOBRA NALEŻY SPRZĄTAĆ KUWETĘ ( gdy jest brudna kot leje gdzie popadnie, ze szczególnym uwzględnieniem butów marki NIKE)Jeśli chcesz wiedzieć CZYM TO PACHNIE- ZACIĄGNIJ SIĘ ŻWIRKIEM Z WORECZKA)
  • trzeba to robić dwa razy dziennie, najlepiej rano i wieczorem- żwirek do woreczka foliowego i DO KOSZA NA ŚMIECI!- TOALETA SŁUŻY GATUNKOWI HOMO SAPIENS (tak, Wy SIĘ TEZ ZALICZACIE)-żwirek w toalecie  ZAMIENIA SIĘ W CEMENT! i potem homo będzie załatwiać się do żwirku- JAK KOT!
2. KOT ŻYWI SIĘ POKARMEM ZE SŁOJA (powąchaj to przekonasz się,że to chrupki NIE DLA CIEBIE) I PIJE PRZEGOTOWANĄ WODĘ-nie syp jednorazowo za dużo, bo EFEKTY BĘDZIESZ ZBIERAŁ Z PODŁOGI( za pomocą papierowego ręcznika- jeśli użyjecie ścierki- dopadnie Was karząca ręka sprawiedliwości)
3. Nawet jeśli Ci się wydaje,że RODZICE nie widzą,że palisz- nie pal na balkonie- KOT NIE UMIE FRUWAĆ (PALENIE W DOMU GROZI UTRATĄ TEGOŻ!)
4. Jeżeli widzisz głowę kota WYGLĄDAJĄCĄ Z KUCHNI NA WYSOKOŚCI POWYŻEJ 30 CM-NIE MYŚL,ŻE URÓSŁ- TYLKO ZGOŃ GO Z BLATU!( wyobraź sobie ,ze siada na nim ZARAZ PO SKORZYSTANIU Z KUWETY-jeśli  wyobraźnia ci szwankuje- zaciągnij się żwirkiem JESZCZE RAZ!)
5.GŁASKANIE CODZIENNE ORAZ ZABAWA- OBOWIĄZKOWE!( dla obydwu stron)
W razie problemów- dzwonić do MATKI!-OJCIEC JAKO ZWRACAJĄCY SIĘ DO KOTA PER MRUCZEK JEST MNIEJ KOMPETENTNY!
ZA WŁAŚCIWĄ OPIEKĘ- CZEKA WAS NAGRODA- PACHNĄCY I NIEOBRZYGANY DOM!
KOT Z GATUNKU WĄTPIĄCYCH W SWOJĄ ŚWIETLANĄ PRZYSZŁOŚĆ "POD NADZOREM"