wtorek, 29 marca 2011

ALE ŻEBY, czyli lista pobożnych życzeń odnośnie KOTA

-Ale ,żeby on nie był taki, co się chowa po kątach i dziczeje na mój widok- zażyczył sobie MAŁŻONEK
-No i żeby nie właził pod nogi jak jak rano zaspany zbieram się do roboty.
Oczywiście tej listy nie przekazałam schroniskowej OPIEKUNCE, ale przez telefon starałam się dowiedzieć jak najwięcej o STWORZE.
Okazało się,że
  • kotka jest bardzo wrażliwa , co manifestuje się  wyjazdami do Rygi we wszelkich momentach jej życia
  • po oddaniu do schroniska w ogóle przestała jeść i kosciotrupka odratowano karmiąc łyżeczką i strzykawką
  • nie będzie garnąć się do ludzi i wymaga wiele cierpliwości w oswajaniu
  • nie jest agresywna i DAJE SIĘ ZŁAPAĆ ( co mnie ucieszyło niezmiernie, bo w razie konieczności wolałabym nie walczyć o życie MOJE LUB JEJ , tym bardziej,że w biegach i skokach jestem słaba)
  • jest wysterylizowana, przebadana i zdrowa ( poza w/w przypadłością)
DOMOWNIKOM przekazałam tylko,że kotek jest bojaźliwy i KTO GO PRZESTRASZY BĘDZIE ZBIERAŁ RZYGI-od razu dom zamienił się w oazę łagodności ( chociaż kota w nim jeszcze nie było)
Mieliśmy jechać po niego do KOCIEJ CHATKI, ale niespodziewanie przed południem OPIEKUNKA ZADZWONIŁA!!!!
-Mogę ją pzywieźć do pani za godzinę, bo będę w okolicy...chyba,że pani woli,żeby BYŁ MĄŻ..
-JEŚLI PANI SIĘ NIE OBAWIA ZOSTAWIĆ KOTA POD MOJĄ NIEDOŚWIADCZONĄ OPIEKĄ, TO I JA SIĘ ODWAŻĘ-podjęłam heroiczną decyzję i w ciągu godziny- OGARNĘŁAM RYNEK i nawet posprzątałam łazienkę (Bóg jeden wie po co) używając w zdenerwowaniu mleczka jako czyściwa do lustra i dziwiąc się niepomiernie ŻE SIĘ MAŻE.
OPIEKUNKA bystrym wzrokiem obrzuciła kuchnię, gdzie przygotowałam miseczki na karmę i orzekła tymczasowe zbliżenie SŁYNNEJ KUWETY i jadalni, bo " kot i tak od razu wejdzie pod kaloryfer i ze dwa dni nie wyjdzie"
-Jestem na to przygotowana-odpowiedziałam mężnie a w duszy pogratulowałam sobie tego,że:
  • MĘŻA nie ma w domu
  • przynajmniej JEDNO  z jego życzeń od razu się spełni
Zaproponowałam opiekunce poczęstunek, ale z wrażenia podam wodę BEZ SZKLANKI i nawet nie zauważyłam ,że nic nie wypiła.
Po instruktażu odnośnie karmienia i wręczeniu zapasu karmy (DZIĘKUJĘ PANI EWO!!!), OPIEKUNKA otworzyła drzwiczki  i wyjęła drobniutką kotkę, która z godnie z jej przewidywaniami natychmiast skryła się w kącie , ale już po chwili z własnej i nieprzymuszonej woli wylazła, obwąchała mnie i dała się pogłaskać
W TYM MOMENCIE- ZROZUMIAŁAM,ŻE PRZEPADŁAM Z KRETESEM!!!!
Zdjecia zrobić bardzo trudno z uwagi na ruchomy cel, ale proszę, oto galeria
czujna obserwatorka
łowca
pierwszy dzień pobytu na nowej kwaterze i już zajęłam miejsce GOSPODYNI

ale bardzo się tego wstydzę
dlatego CZASAMI SIĘ ODSUNĘ i zrobię miejsce ( KTO SZCZUPŁY TEN SIĘ ZMIEŚCI A GRUBY NIECH SCHUDNIE)
czasem idę na kompromis
ale i tak MAM ICH W GARŚCI, BO JESTEM UROCZA!!!:)

niedziela, 27 marca 2011

INWESTYCJA, czyli zakupy w zoologu

Do wszystkiego prawie podchodzę metodycznie. Nawet na porodówkę pchałam się,żeby sprawdzić jak tam jest i( jak podobno mówiłam) - aby zobaczyć CO TAM SIĘ ROBI ( to chyba był szok PRZEDPORODOWY, bo jawnie bredziłam)- było to  w zamierzchłych czasach-NIE POKAZALI, NIE WPUŚCILI i rodziłam INTUICYJNIE- żeby nie zapomnieć, zrobiłam powtórkę już po roku.
A tu KOT TERAZ!Nigdy nie mieliśmy czegoś, co nie siedzi w klatce ( moje trzy chłopy się nie liczą, choć z nadzieją wypatruję w sklepach internetowych odpowiedniej klaty).
Przestudiowałam portale, poczytałam fora, odwiedziłam bankomat ( PŁAKAŁ! ale ustąpił, bo idea szczytna) i rozpoczęłam kilkudniowy rajd po sklepach zoologicznych. Czegom się tam nie naooglądała!Horyzonty poszerzyłam baaaaaardzo a portfel uszczupliłam jeszcze bardziej, chociaż pałętałam się po to, ŻEBY BYŁO JAK NAJTANIEJ- ale widocznie nie da się!
TRANSPORTER- Wypatrzyłam stosunkowo niedrogi i w miarę pewnie wyglądający


-Czy on się nadaje dla kota?- zadałam może niezbyt rezolutne pytanie a równie rezolutna PANI udzieliła mi wyczerpującej odpowiedzi
-A niby DLA KOGO?
-Bo  proszę pani nigdy kota nie miałam....
-Ale WIDZIEĆ TO GO CHYBA PANI Z RAZ W ŻYCIU WIDZIAŁA, NIE? Zresztą tu na obrazku jest kot JAK BYK NARYSOWANY, to chyba się nadaje, no chyba ,że chcesz pani tygrysa przewozić, ALE TO JUŻ NIE RADZĘ-i zaniosła się perlistym chichotem.
Na obrazku oprócz kota był tez królik i chomik, czy świnka morska i OCZYWIŚCIE okazało się,że koty przewozi się w WIĘKSZYCH transporterach, ale dostałam GRATIS!


(SYNOWIE WYRYWALI GO SOBIE Z RĄK PRZEZ CAŁY WIECZÓR)
KUWETĘ kupiłam zamykaną i z klapką ( dobrze,że demontaż łatwy i przyjemny),bo jak się wyraziła ZNAWCZYNI TYGRYSÓW
-TAKĄ TO SE PANI NA STOLE W KUCHNI POSTAWISZ I NIC NIE ŚMIERDZI.
Na stole zazwyczaj stawiam co innego, ale końcówka wypowiedzi przekonała mnie. OCZYWIŚCIE okazało się,że kotki w schronisku mają otwarte kuwety i zyskałam nowy zawód DEMONTAŻYSTKA KUWETY
( CZYŚCICIEL TEJŻE to uzyskany już wcześniej tytuł).
Karmę i żwirek o dziwo kupiłam DOBRE ( nieznani internauci dzięki....), miseczki powiedzmy- MOGĄ BYĆ!.
BYŁAM WIĘC GOTOWA NA WSZYSTKO! o czym cdn:)

sobota, 26 marca 2011

NADEJSZŁA WIEKOPOMNA CHWILA aby zrobić coś dla innych

Zaczęło się banalnie.Znajoma wzięła psa ze schroniska i w opowieści podała namiary na internetowe fora adopcyjne. Zajrzałam i wsiąkłam -DOKUMENTNIE.Nigdy nie myślałam,ze problem bezdomnych zwierząt ma aż taką skalę.
-Może byśmy przygarnęli jakiegoś zwierzaka?- zaproponowałam RESZCIE
-Trzeba się zastanowić- HAMULCOWY był jak zwykle sceptyczny
-TY możesz wziąć- odezwał się MŁODSZY-MASZ W SUMIE CZYSTĄ KARTOTEKĘ, bo my nasze umiejętności hodowlane testowaliśmy na myszoskoczku i wiesz jak to się skończyło-WOLAŁ POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO PRZEGRYZAJĄC KABLE, NIŻ DALEJ MIESZKAĆ W TYM DOMU!
-Ja miałem  żółwia, który  ROZRYWKOWO SIĘ NIE SPRAWDZIŁ, myszkoskoczek mnie nie lubił i tylko koszatniczka zmarła śmiercią naturalną-STARSZY  również był sceptyczny
-Ale żółw żyje-(nawet nie zdawałam sobie sprawy,że tyle zwierząt przewinęło się przez nasz dom) pocieszyłam hodowców
-BO TATA WZIĄŁ GO DO PRACY!!!!
-No chyba,że KTOŚ WŁAŚNIE W TEJ CHWILI ROBI Z NIEGO POPIELNICZKĘ-dobił mnie OPIEKUN MAŁOROZRYWKOWEGO ŻÓŁWIA i dlatego postanowiłam wziąc sprawy w swoje ręce
-Adoptujemy KOTA!-oznajmiłam- i do tego PŁCI ŻEŃSKIEJ-ŻEBY ZMNIEJSZYĆ WASZĄ PRZEWAGĘ
O dziwo byli ZA ( główny motyw- KOTA NIE TRZEBA WYPROWADZAĆ)
-Może być- ŁASKAWCA też był nastawiony pozytywnie
-U nas w domu zawsze były koty- dodał i to oczywiscie przesądziło sprawę.
Zaczęłam wertowanie różnych ogłoszeń ( KOT Z INTERNETU-chyba jesteście niepoważni-opinia znawców ze starszyzny rodzinnej) i trafiłam do KOCIEJ CHATKI
a tam -OGŁOSZENIE

Frytka została oddana 24.12.2010 roku do schroniska .Pod opieką stowarzyszenia od stycznia 2011
Frytka jest młodą koteczką o " króliczych" kolorach , bure futerko z rudymi cieniowaniami , duże piękne zielone oczka.Frytka jest koteczką nieśmiałą,ale  w kochającym domku, który da jej poczucie bezpieczeństwa z pewnością zyska na odwadze.Delikatne przytulanie koteczki jest dobrze przyjmowane,przez nią- trzeba cierpliwie zdobywać jej zaufanie. Koteczka raz zdobyta i przekonana co do tego, że jest kochana i nic jej nie grozi - z pewnością stanie się ulubienicą adoptujących. Opisująca wie , co mówi - sama zaadoptowała podobną koteczkę , teraz kochamy ją bardzo. Nie ma większej satysfakcji jak zdobycie zaufania takiego kota ,który odwdzięcza się przymilaniem i mruczeniem na kolanach - wystarczy trochę cierpliwości . To wielka satysfakcja i przyjemność wynikająca z przełamania początkowej nieufności takiego zwierzątka.
Domek który zechce Frytkę pokochać nie pożałuje
Czy wzięłam i NIE POŻAŁOWAŁAM napiszę wkrótce, pozdrawiam sobotnio:)

wtorek, 22 marca 2011

NA WIOSENNYM ŁONIE, czyli psy matkami wszystkich zwierząt

Zwierzęta nas lubią i dlatego w czasie zimy odwaliły za nas kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. Dziki zaproponowały nowe umiejscowienie ogródka
co wprawdzie nie zgadzało się z naszą koncepcją, bo trudno PRZEZ grządki wjeżdżać w okolice domku ale GOSPODARZ poradził sobie z problemem ujeżdżając STALOWYM RUMAKIEM wądoły- dziki będą niezadowolone,że cała ich twórcza praca poszła na marne, ale ponieważ to chyba jakieś mutanty, bo jak wyraził się UJEŻDŻAJĄCY- PSIA ICH MAĆ-może z uległością psiej matki zaaprobują zmiany.
Sarny i zające oprócz zostawienia bobkowych wizytówek, postanowiły nadać naszej posesji rysu ZEN i przerobiły wszystko co się dało na japońskie bonsai-okazało się,że ICH MATKI RÓWNIEŻ POCHODZIŁY Z PSIEJ BUDY-tak to określił ZOOLOG AMATOR a moje wątpliwości zripostował
-Ciesz się,ze nie latam tu z K...WAMI-UCIESZYŁAM SIĘ!-cokolwiek to oświadczenie miało znaczyć.
Do sypialni wprowadziły się myszy i co gorsza nie wiemy  KTÓRĘDY a odsuwanie wszystkich mebli wymaga pomocy  TYCH CO PRZEWIDUJĄCO ZOSTALI W DOMU.
Na szczęście nie dobrały się do baniaka z winem, który WINIARZ pieczołowicie ocieplił przed zimą używając BEZ KONSULTACJI  odzieży  WSIOWYJŚCIOWEJ własnej żony. Wino przetrwało, ale w postaci MOCNO WYTRAWNEJ. Kiper nie przejął się tym zbytnio, bo ZAWSZE MOŻNA DOSŁODZIĆ ( widać,że dawno nie kupował cukru).
Miałam nawet odważną koncepcję,żeby zostać samotnie w PRZYTULISKU aby
  • popilnować dzięcioła i jego budowlanej samowolki na prawym wiązie


wykorzystać chwilowy brak liści w celu podgladania na łące żurawi


sprawdzić, czy pustoszenie lasu obejmuje tereny GRZYBONOŚNE

 i najważniejsze
POSPRZĄTAĆ BEZ PAŁĘTAJĄCYCH SIĘ I WNOSZĄCYCH BEZ PRZERWY BŁOTO, ale po usłyszeniu informacji o wyroku skazującym rzezimieszków, za porąbanie siekierą mieszkańców pewnej równie sielankowej wsi-JAKOŚ MI PRZESZŁO i nawet ARGUMENT LOGIKA-"Przecież TYCH to już złapali!"nie przekonał mnie do podjęcia wiekopomnej decyzji.

wtorek, 15 marca 2011

PROJEKT OTWARCIE, czyli pozimowe niespodziewajki

W domu zabójcze +4 - na dworze +8-pijemy rytualną kawę na zewnątrz i cieszymy się UPAŁEM zanim wejdziemy i zaczniemy szacować pozimowe szkody.
Łazienka postanowiła zapewnić nam atrakcję typu GWIAZDY TAŃCZĄ NA LODZIE, ale nie doczekała się, bo przyszły roztopy i z lodu pozostał na podłodze malowniczy basenik ( dobrze,że podłoga z dołem pośrodku, to się nie rozlało i tkany dywanik przyjął większość wody z godnością  charakterystyczną dla DOBRZE UTKANYCH- zmieniając tylko barwy na bardziej "nasycone" i witając DAWNO NIE WIDZIANĄ I JEJ PÓŁBUTY uroczym CHLUP!
Buty zniosły to powitanie z godnością ( szkoda,że GOSPODYNI nie poszła w ich ślady- zamiast powitania śląc w przestrzeń słowa, które wszyscy znamy, ale NIE POWTARZAMY,żeby nie ryzykować mycia buzi mydłem-od środka).
Sprawca czynu- CICHA RURKA wespół z CIEKNĄCĄ SPŁUCZKĄ, (dla której to była recydywa)-wzięły i się ROZPĘKŁY!
-Wiedziałem,że tak będzie- skomentował to DOMOWY HYDRAULIK( chwilowo w myślach przemianowany na PARTACZA) uciekając przed ociekającą szmatą, ręcznikiem, starymi spodniami i wszystkim co mi wpadło w ręce.Od razu wyjaśniam-NIE MIOTAŁAM W CZŁOWIEKA, TYLKO W STRONĘ WANNY a,że był PO DRODZE.... KAŻDEGO SZKODA!
Po usunięciu usterek i karnym demontażu spłuczki recydywisty oraz napełnieniu wiaderka dzielnie przyjmującego ZASTĘPSTWO- usiedliśmy w poczuciu dobrze wypełnionego obowiązku, racząc się już nie kawą ale napojami dostarczającymi zupełnie niepotrzebnych i szkodliwych kalorii.
Jakież było moje zdziwienie, gdy pół godziny później- DEJA VU- ZNÓW BASEN!

Tak to bywa, gdy jako rezerwuar wody ZATRUDNI SIĘ DZIURAWE WIADERKO!
Nigdy jeszcze podłoga nie była tak dokładnie ODMOCZONA i umyta- za parę miesięcy GRZYBOBRANIE BEZ WYCHODZENIA Z DOMU JAK NIC!
Podwórkowe gile takich problemów nie mają, bo pakują się pewnie,żeby u siebie OTWIERAĆ SEZON:)

poniedziałek, 14 marca 2011

OTWARCIE SEZONU I WIETRZENIE MAGAZYNÓW, czyli okazjonalne candy bez okazji

Napakowani jak Pudzian przed zawodami- ledwo dyszącym z przeciążenia pojazdem, wyruszyliśmy na otwarcie sezonu. W bagażniku tylko rzeczy absolutnie niezbędne, czyli nasiona, krzesła i telewizor. Inne "okno na świat" już się nie zmieściło a poza tym jak się wyraził ORGANIZATOR ZBIOROWEGO WYPOCZYNKU:
-Trochę sobie odpoczniesz od gapienia się w ekran
I w związku z tym mam  tylko 3 ekrany do wyboru:
  1. czarno-biały- zakaz usuwania pod groźbą klątwy ze strony MŁODSZEGO (bo kultowy i kumple zazdroszczą)
  2. dwa kolorowe ( w tym jeden z pilotem)
Awansowałam z funkcji PILOTA (latałam na żądanie-bom młodsza) na OBSŁUGUJĄCĄ PILOTA  a z nieczynnego BEZPILOTOWEGO urządziłam sobie na razie podręczną szafkę nocną z zestawem RATOWNICZYM (zegarek, komórka, książka, latarka).
O mały włos oglądalibyśmy nasze wszystkie 4 programy z głębi lasu, bo okazało się,że okoliczne drogi są zupełnie nieprzejezdne
Pierwsze podejście-od drugiej wsi- jechało się dobrze, aż do "zrywki" (ok 300m od domu), gdzie uprzejmy pan leśniczy, wskazując na miotającego balami "cyklopa" poinformował nas,że "drogi nie ma i jak widać raczej nie będzie".
II podejście- nasza droga gminna- po 3 krokach i 4 szpagatach na rozmiękłym błocku w jednym, baliśmy się ryzykować pchania w bagno NASZYM PRZECIĄŻONYM a wersja "rozpierdzielenia" GOSPODARZOWI szlabanu
umarła śmiercią gwałtowną, bo jedynymi narzędziami zbrodni, które posiadaliśmy w tym wiekopomnym momencie był MĘSKI ŚRUBOKRĘT I DAMSKI PILNICZEK DO PAZNOKCI.
-Odkąd nie jeżdżę maluchem nie wożę skrzynki narzędziowej, bo tu i tak nic nie naprawię- wyjaśnił ZDZIWIONEJ ten CO ZA POMOCĄ MŁOTKA I SZNURKA POTRAFI NAPRAWIĆ WSZYSTKO (a MAŁEGO FIATA TO NAWET "GOŁEMI RĘCAMI")
IIIpodejście- OSTATECZNE-przez dziurawy mostek

-A teraz MÓDL SIĘ!-ORGANIZATOR jak zwykle OPTYMISTA-bo JA za ten mostek nie ręczę!
Nie zdążyłam zainicjować żadnej modlitwy, bo wyobraźnia poszybowała w kierunku ZATONIĘCIA W ODMĘTACH(20cm głębokości) rzeczki i.....już przejechaliśmy.
-Miałaś szczęście, bo musiałabyś kupić kijki ŁOKING- TOKING i popylać na piechotę- uzmysłowił mi MISTRZ KIEROWNICY a gdy przeszła mi już śmiechoczkawka (powiedziałam,że "to z nerwów"), wyjaśnił,że sądził iż nazwa tego nowego sportu pochodzi od SPACERU+ROZMOWY, bo zwykle u nas widział grupki spacerujących i "nawijających" babć.
Nazwa bardzo mi się spodobała, ale na razie wystarczy mi GUMIAK-ŁOKING .
Ponieważ sezon rozpoczęto i pora na WIOSENNE PORZĄDKI-może ktoś ma ochotę przygarnąć
nadwyżki produkcyjne w postaci:
-kompletu rękawiczno-ręcznikowego
-etui na komórczaka
-ocieplacza na dzbanek i dwa kubeczki
-torby z kwiatkiem
Okazje przeszły bokiem, bo rocznicę przegapiłam a chętnie uszyłabym coś jeszcze, ale magazyn pełny.
Zasady jak zwykle a losowanie odbędzie się 1 kwietnia ( bo fajna data)
ps.Co dalej z sezonem pozwolę sobie opisać w oddzielnym poście, pozdrawiam wiosenne:)

czwartek, 10 marca 2011

MEMŁON czyli człowiek uczy się całe życie

Ostatnio "wzięło mnie" na lata sześćdziesiąte. Pierwszy był fajansowy kubeczek z Chodzieży











Udało mi się upolować ściereczkę

zajmującą odtąd honorowe miejsce w przytulisku.
Honorowe, bo upamiętnia wiekopomną chwilę, kiedy to RODZICIELKA ryzykując własnym życiem ( że o perspektywie utraty zmysłów w późniejszym terminie, której to nie była na szczęście świadoma przemilczę) udała się POCIĄGIEM! do KOLEJOWEJ IZBY PORODOWEJ, aby szczęśliwie przysporzyć sobie kłopotu na kolejne lata. Wprawdzie NIEKTÓRZY -ZNAWCY, dopatrują się w "jedynce" litery S jako symbolu sił niezupełnie czystych, ale takim WROGIM KNOWANIOM dajemy odpór twierdząc,że to prorocze sssssssssssssssssssssp... czyli odczep się KOCHANIE,bo się nie znasz.
Ostatni zakup Z EPOKI to ręcznie ( mam nadzieję) ciągniony wazon i popielniczka ( FOKSIOWA jako kopcąca na pewno się ucieszy,że NA BALKONIE POWIEJE SZTUKĄ!:)
-Jeszcze ci tylko szklanej ryby brakuje- skrzywił się ZNAWCA, ale wcale mu się nie dziwię, bo do niedawna w/w obiekty stojące na szafce lub w kredensie, wywoływały jednoznaczną opinię- FUJ!
Co za odmiana! Czyżby sentymentalna starość pukała do drzwi?
Wszak już kilka dobrych lat temu, gdy UGRZANA SPRINTEM PANI( pokonująca dystans dom szkoła od "za pięć ósma")wpadła do pokoju nauczycielskiego, gdzie w skupieniu wykorzystywano OSTATNIE SEKUNDY BŁOGIEJ CISZY-została skomplementowana przez PRZEDSTAWICIELKĘ owegoż grona:
-Gorąco CI? Z TWOJĄ BUDOWĄ!!!!-TO MOŻE BYĆ KLIMAKTERIUM!
i W TEN SPOSÓB- BOHATERKA oraz reszta zgromadzonych, dowiedziała się, dlaczego ludzie się pocą.
Spłynęło jak po gęsi- do czasu, kiedy inna nieświadoma niczego DZIEWOJA w tymże samym przybytku skonstatowała (kontemplując informację o ubezpieczeniu)
-No, ale Pani, niech pani sama powie- co Pani z tego będzie miała?przecież dzieci już Pani NIE MOŻE MIEĆ- to chyba tylko to POŚMIERTNE....
CZAS SIĘ PAKOWAĆ-pomyślałam wtedy ( jeszcze grubo, BO JAKIŚ ROK przed czterdziestką)
A co teraz?!
TERAZ CZŁOWIEK ŻYJE i odchamia się na potęgę, dzięki łaskawości DYREKTORA, który zakupił EKIPIE bilety na WIEKOPOMNĄ SZTUKĘ o tytule ( jakżeby inaczej) KLIMAKTERIUM!!!!
Bawiłyśmy się przednio (panowie chyba mniej) i nie zwracałyśmy uwagi na pytania dochodzące ze strony GDZIE SIEDZIAŁY SIKSY
-TO WY TAK MACIE?
W końcu siedzącej najbliżej uprzejmie wyjaśniłam- NIE, MY TO INNE POKOLENIE, ALE WAS TO CZEKA NA PEWNO,- bo w końcu NIE UTOŻSAMIAM SIĘ, gdy jednak bohaterka zaczęła MÓWIĆ DO TELEFONU PO ZAKOŃCZONEJ ROZMOWIE i KOLEŻANKA szeptem scenicznym zapytała , czy to JA pisałam scenariusz, (bo zawsze tak robię, gdy ktoś mnie wkurzy) MUSIAŁAM SIĘ UTOŻSAMIĆ!i przyznać ,że mój MEMŁON tak jak scenicznych heroin, również nadaje się do poprawki.
Szkoda tylko,że pojęcie MEMŁONA nie spłynęło z moich zwojów mózgowych. Chylę czoła przed autorem scenariusza i wyjaśniam,ze pojęcie pochodzi od zwrotu POŁÓŻ GŁOWĘ NA MEM ŁONIE.
Ps. sprawdziłam we wszechwiedzącym necie,że MEMŁON to kawał z brodą- a ponieważ MY GO NIE ZNAŁYŚMY przyjmuję za dowód,że nie jesteśmy tak STARE jak NAS OSĄDZAJĄ INNI C.B.D.O
PS2. torbiszon inspirowany latami 60-tymi
ps3 Zważywszy jednak ,że w ubiegłym roku DZIEŃ KOBIET spędzałyśmy w towarzystwie CZIPINDELÓW pora przyznać,że STACZAMY SIĘ!!!CZEGO I PAŃSTWU ŻYCZĘ:)