MARTWYMI niekoniecznie przedmiotami , ale za to WKRÓTCE.
Jednym słowem w domu spokój, poza tym ,że odnotowałam deja vu!
Dawno, dawno temu MALUCHY- zwane obecnie SYNAMI ,wykazywały zdumiewającą aktywność, akurat wtedy, gdy MAMUSIA była czymś zajęta lub co grosza PRZYCHODZILI MAMUSIOWI GOŚCIE-minuty nie mogli przeżyć, bez:
-piiiiić,siiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii- na zmianę
-jeść ( to akurat zostało)
a gdy podstawowe potrzeby w tym względzie zostały zaspokojone, tłukli się O WSZYSTKO! i MAMUSIA MUSIAŁA SIĘ ZAJĄĆ!
Teraz tę wdzięczną rolę przejął z godnością i równym wdziękiem ŚLUBNY.
NA OGÓŁ ZAJMUJE SIĘ SAM SOBĄ, ale niech no tylko usłyszy dzwonek MOJEGO TELEFONU już jak pies gończy staje w drzwiach i :
-Bezczelnie uczestniczy w rozmowie- dyskretnie (w swoim mniemaniu ) podsłuchując
-zadaje mnóstwo zupełnie niepotrzebnych pytań, rozpoczynających się od GDZIE JEST...
-stuka palcem we własny zegarek , co z reguły zostaje skomentowane stukającym odzewem w czoło wykonanym przez ROZMAWIAJĄCĄ
-DAJE NIEZROZUMIAŁE ZNAKI, bo wydaje mu się,że ma wyrazistą mimikę
-wtrąca swoje trzy grosze w postaci wątku "ALE POWIEDZ,ŻE..."
Na szczęście mam podzielną uwagę i umiejętność tajniaczenia i ukrywania się za klawiaturą, pod pozorem -TU SIĘ PRACUJE!
Chyba,że osobisty komputer ( zwany ZŁOMEM) bezczelnie odmówi współpracy, obwieszczając to walącym po oczach napisem ERROR w kolorze najczerwieńszej czerwieni.
Wtedy NAPRAWDĘ się pracuje, chlipiąc po utracie danych i szukając winnego, który NIE PRZYPOMNIAŁ,żeby je archiwizować .
W takich sytuacjach o dziwo zostaję ZDOLNA W DOLE czyli zupełnie sama.
WTRĄCALSKI wybiera wtedy wyjazd do TEJ, KTÓRA GO ROZUMIE ( CZYTAJ MAMUSIA) a PODPORY NA STAROŚĆ udają głupków i SIĘ NIE ZNAJĄ.
POZOSTAJE SAMOTNA WALKA Z PRZEDMIOTAMI MARTWYMI ORAZ TYMI, KTÓRZY WKRÓTCE PODZIELĄ ICH LOS.
Jak widać tym razem walka zakończyła się sukcesem i w spokoju ducha, nie zważając na nagłe zmaterializowanie się WTRĄCALSKIEGO można (z tęsknoty za PRZYTULISKIEM) pooglądać sobie domy do remontu wystawione na aukcję, pod warunkiem,że nie DOSTAJE SIĘ SZAŁU, gdy KTOŚ zagląda przez ramię i komentuje:
-Ten dom to taki tani , bo TAM SIĘ TRUP POWIESIŁ!(zaplułam cały monitor)
-To sprzedawalibyśmy bilety, gdyby TRUP UMIAŁ SIĘ WIESZAĆ-odpowiadam OBRAŻONEMU i przez kolejne 5 minut MAM SPOKÓJ!
PS. Słonecznie i oczywiście torbowo- pozdrawiam!
czwartek, 24 lutego 2011
czwartek, 17 lutego 2011
ZWIERZENIA MIĘDZY SZMATAMI
Odwiedziłam dzisiaj mój ulubiony sklep z ciuchami nowymi inaczej i zaszalałam- 6 męskich płaszczy i dwie marynary! Dowlokłam się do kasy pchając siłą woli i mięśni, tobół przesłaniający mi widoki i dopiero po malowniczymi rzucie na ladę, uświadomiłam sobie ,że właśnie przymierzam się do zakupu ok 10kg odzieży, z której potrzebne mi będą tylko GUZIKI a za dwie godziny jestem umówiona w Centrum -NA ELEGANCKO a nie- MY ZDIES EMIGRANTY!. Od czego jednak zdolności negocjacyjne!
-Chcę kupić te płaszcze-poinformowałam wcale tym faktem nie zdziwioną ekspedientkę- takich jak ja było więcej, zważywszy,że cena promocyjna- 1zł za sztukę!
-Mam jednak MAŁY PROBLEM-chciałabym zabrać TYLKO GUZIKI- czy resztę mogę gdzieś tu zostawić?-prośbę poparłam uśmiechem i czekałam na TAK lub nawet OCZYWIŚCIE
-A opłaca się to pani?-sprzedawczyni widocznie miała MISJĘ- troska o drenaż kieszeni klientów ale w stronę odwrotną.
Zanim jednak zebrałam myśli- nie przygotowana do dyskusji wyręczyła mnie kolejna klientka
-A co Pani myśli- takie guziki to chodzą po złotówce -JEDEN!
-A po co pani te guziki?- zainteresowała się z błyskiem w oku sprzedawczyni
Już miałam na końcu języka- CHCĘ SIĘ SZYBKO WZBOGACIĆ, ale pomna "aptecznej dyskusji" zaniechałam BŁYSKANIA ELOKWENCJĄ, tylko odpowiedziałam zgodnie z prawdą
-Bo ja trochę szyję...
-Płaszcze?-wyjątkowa dociekliwość ekspedientki zaczęła działać mi na nerwy, ale w końcu to MNIE ZALEŻAŁO
-Nie.....torby-postawiłam na prawdomówność
-Z GUZIKAMI?-brwi ekspedientki podjechały najwyżej jak się dało
-Bo ja się dopiero uczę...-uzupełniłam wypowiedź, zyskując W PEWNYCH KRĘGACH opinię TEJ CO MYŚLI,ŻE TORBA MUSI MIEĆ GUZIKI JAK PŁASZCZ!
-To ja zapytam KIEROWNICZKI- i oddaliła się do magazynku ,z którego niczym chóry anielskie rozległ się bliżej niezidentyfikowany acz na pewno kierowniczy głos
-Przecież zapłaciła- TO NIECH SE ROBI, CO CHCE!
Po uroczystym WYPOŻYCZENIU NOŻYCZEK, przy których słowo TĘPY nabiera właściwej mocy, oddaliłam się do WYZNACZONEGO MIEJSCA, które okazało się KĄCIKIEM MALUCHA, aby nie tylko dokonać RZEZI, ale jednocześnie PODSUNĄĆ BAWIĄCEMU SIĘ TAM MALUCHOWI SZTUK 1- pomysł na kreatywne wykorzystanie nożyczek.
-Cio lobiś pani?- pytał mnie co minutę a ja z niezmąconym spokojem ( lata praktyki) odpowiadałam- OBCINAM GUZIKI
Przy dwudziestym przestałam być interesująca- malec zaczął wywlekać zabawki z kącika i rzucać je do kosza, za KĄŻDYM RAZEM żądając poświęcenia mu należytej uwagi
-Paś się pani-( mam nadzieję,że pierwsze ze słów zanczyło PATRZ a nie było obelgą)
Patrzyłam, doceniałam, obcinałam - LATA PRAKTYKI- uwagę mam podzielną.
-To ja już idę- poinformowałam chłopca, gdy ostatni guzik podzielił los braci w czeluściach mojej torebki ( teraz już Z GUZIKAMI!)Baw się teraz sam-dodałam może niepotrzebnie- wyjście " po angielsku " ma czasem swoje zalety, nie usłyszy się bowiem POŻEGNANIA:
-ŚPIEJDAJAJ-pożegnał mnie CHERUBINEK a ja w stuporze zamiast kierować się prosto do wyjścia wlazłam na regał z badziewiami i DZIĘKI TEMU NABYŁAM JESZCZE ZA CAŁE DWA ZŁOTE
oryginalny villeroy i boch- W PUDEŁKU!
A torby z guzikami- SĄ!
-Chcę kupić te płaszcze-poinformowałam wcale tym faktem nie zdziwioną ekspedientkę- takich jak ja było więcej, zważywszy,że cena promocyjna- 1zł za sztukę!
-Mam jednak MAŁY PROBLEM-chciałabym zabrać TYLKO GUZIKI- czy resztę mogę gdzieś tu zostawić?-prośbę poparłam uśmiechem i czekałam na TAK lub nawet OCZYWIŚCIE
-A opłaca się to pani?-sprzedawczyni widocznie miała MISJĘ- troska o drenaż kieszeni klientów ale w stronę odwrotną.
Zanim jednak zebrałam myśli- nie przygotowana do dyskusji wyręczyła mnie kolejna klientka
-A co Pani myśli- takie guziki to chodzą po złotówce -JEDEN!
-A po co pani te guziki?- zainteresowała się z błyskiem w oku sprzedawczyni
Już miałam na końcu języka- CHCĘ SIĘ SZYBKO WZBOGACIĆ, ale pomna "aptecznej dyskusji" zaniechałam BŁYSKANIA ELOKWENCJĄ, tylko odpowiedziałam zgodnie z prawdą
-Bo ja trochę szyję...
-Płaszcze?-wyjątkowa dociekliwość ekspedientki zaczęła działać mi na nerwy, ale w końcu to MNIE ZALEŻAŁO
-Nie.....torby-postawiłam na prawdomówność
-Z GUZIKAMI?-brwi ekspedientki podjechały najwyżej jak się dało
-Bo ja się dopiero uczę...-uzupełniłam wypowiedź, zyskując W PEWNYCH KRĘGACH opinię TEJ CO MYŚLI,ŻE TORBA MUSI MIEĆ GUZIKI JAK PŁASZCZ!
-To ja zapytam KIEROWNICZKI- i oddaliła się do magazynku ,z którego niczym chóry anielskie rozległ się bliżej niezidentyfikowany acz na pewno kierowniczy głos
-Przecież zapłaciła- TO NIECH SE ROBI, CO CHCE!
Po uroczystym WYPOŻYCZENIU NOŻYCZEK, przy których słowo TĘPY nabiera właściwej mocy, oddaliłam się do WYZNACZONEGO MIEJSCA, które okazało się KĄCIKIEM MALUCHA, aby nie tylko dokonać RZEZI, ale jednocześnie PODSUNĄĆ BAWIĄCEMU SIĘ TAM MALUCHOWI SZTUK 1- pomysł na kreatywne wykorzystanie nożyczek.
-Cio lobiś pani?- pytał mnie co minutę a ja z niezmąconym spokojem ( lata praktyki) odpowiadałam- OBCINAM GUZIKI
Przy dwudziestym przestałam być interesująca- malec zaczął wywlekać zabawki z kącika i rzucać je do kosza, za KĄŻDYM RAZEM żądając poświęcenia mu należytej uwagi
-Paś się pani-( mam nadzieję,że pierwsze ze słów zanczyło PATRZ a nie było obelgą)
Patrzyłam, doceniałam, obcinałam - LATA PRAKTYKI- uwagę mam podzielną.
-To ja już idę- poinformowałam chłopca, gdy ostatni guzik podzielił los braci w czeluściach mojej torebki ( teraz już Z GUZIKAMI!)Baw się teraz sam-dodałam może niepotrzebnie- wyjście " po angielsku " ma czasem swoje zalety, nie usłyszy się bowiem POŻEGNANIA:
-ŚPIEJDAJAJ-pożegnał mnie CHERUBINEK a ja w stuporze zamiast kierować się prosto do wyjścia wlazłam na regał z badziewiami i DZIĘKI TEMU NABYŁAM JESZCZE ZA CAŁE DWA ZŁOTE
oryginalny villeroy i boch- W PUDEŁKU!
A torby z guzikami- SĄ!
poniedziałek, 14 lutego 2011
NIE OBCHODZĘ WALENTYNEK, ale....
Dostałam PĄCZKA! i MIŁOSNEGO SMSa- "chyba ktoś Cię kocha-mąż" poprzedzonego słowami wybitnie niecenzuralnymi dobiegającymi z drugiego pokoju w czasie MĘKI TWÓRCZEJ i z powodu wybitnego nietrafiania w klawisze telefonu.
Dla Was WSZYSTKICH OPRÓCZ SERCA
moja ostatnio ulubiona PIOSENKA O MI-OŚCI:)
Dla Was WSZYSTKICH OPRÓCZ SERCA
moja ostatnio ulubiona PIOSENKA O MI-OŚCI:)
sobota, 12 lutego 2011
ZMYWARKA SZWANKUJE, czyli władcę dopadła grypa
Tytuł może nazwijmy to ENIGMATYCZNY ale jak w kilku słowach streścić to,że:
Zapakowałam słaniającego się na nogach do łóżka ( zaraz zaczęło mu się nudzić i prorokował,że NA PEWNO NIE WYLEŻY I BĘDĄ KOMPLIKACJE!) i pognałam kurcgalopkiem do apteki po niezbędne medykamenty.
Kolejka-jak na Kasprowy w sezonie, ale rozumiem - WSZYSCY CHORZY! STOJĘ SOBIE SPOKOJNIE ,zastanawiając się- co oprócz OBOWIĄZKOWEGO ROSOŁU ( wszak chory, choć maruda swoje prawa ma)dziś ugotuję z PUSTEJ JAK ZWYKLE LODÓWKI, gdy nagle CZUJĘ KŁUCIE W BOKU!
Nie, to nie zawał, tylko stojąca za mną KLIENTKA ( lat około 200) sprawdzała chyba ,czy ma osteoporozę i czy złamie na moich plecach swój palec.
Niestety nie wiedziała , bo i skąd,ŻE NIE ZNOSZĘ DŹGANIA PALCEM!!!! (w PLACÓWCE zawsze oddaję)
-Pani mi poda te reklamę-rozległ się za mną donośny głos.
Usłyszałabym, nie trzeba było dźgać-pomyślałam, ale usłużnie podałam co trzeba.
-Pani przeczyta , czy jest w promocji tran, bo widzi,że nie mam okularów- zaproponowała dalszą współpracę staruszka
Przeczytałam - był
-Ale on jest z czego?- drążyła dalej
-Napisane ,że z dorsza- wtrąciła się stojąca za staruszką zasmarkana SZEŚĆDZIESIĄTKA i ręką trzymającą mocno już zużytą chusteczkę o pierwotnej nazwie HIGIENICZNA- NAJPIERW PRZEJECHAŁA MI POD NOSEM ,A POTEM PRZETARŁA SZLAK WIODĄCY DO INFORMACJI W ULOTCE.
Już widziałam, te miliony wirusów dobierające się do mnie i w myślach do listy dodałam DUŻO CZOSNKU
-Z dorsza?-zdziwiła się DŹGAJĄCA-To co to za tran?Powinien być z wieloryba, albo z rekina-dźgający palec wylądował tym razem na moim ramieniu.
-Z rekina , to lepiej nie, bo można przejąć jego cechy-zauważyłam jak mi się wydawało nad wyraz roztropnie,ale DWUSETKA była widać innego zdania, bo zrugała mnie PEŁNYM GŁOSEM ( nie zważając na napis PROSIMY O CISZĘ)ku uciesze kaszlących i kichających.
-TAKA MŁODA A TAKA BEZCZELNA!-krzyknęła i złowrogi palec niepokojąco przybliżył się do mojego oka ( w myślach do listy dodałam DEPRIM)
-Kup se pani lepiej coś na wzrok-doradziła SZEŚĆDZIESIĄTKA- przecież na oko widać,że KOBITA PO CZTERDZIESTCE JEST-oceniła wprawnym okiem
Wszyscy stojący ZA I PRZEDE MNĄ uprzejmie się wychylili,żeby ocenić STAN FAKTYCZNY, a ja w myślach dodałam do listy AJERKONIAK)
BILANS:
-ZAKUPY DLA CHOREGO-20ZŁ
-ZAKUPY DLA RATOWNICZKI-47 ( w tym deprim forte 27)
-straty moralne- NIE DO OGARNIĘCIA
Przez kolejne dni leczyłam depresję:
- nadal nie zakupiono obiecanej zmywarki
- MĄŻ się zepsuł ( grypa) i nie myje
- nie traktuje się chorego przedmiotowo, ale z należytą czcią, szacunkiem i współczuciem -niechybnie prowadzącym do depresji autorki
Zapakowałam słaniającego się na nogach do łóżka ( zaraz zaczęło mu się nudzić i prorokował,że NA PEWNO NIE WYLEŻY I BĘDĄ KOMPLIKACJE!) i pognałam kurcgalopkiem do apteki po niezbędne medykamenty.
Kolejka-jak na Kasprowy w sezonie, ale rozumiem - WSZYSCY CHORZY! STOJĘ SOBIE SPOKOJNIE ,zastanawiając się- co oprócz OBOWIĄZKOWEGO ROSOŁU ( wszak chory, choć maruda swoje prawa ma)dziś ugotuję z PUSTEJ JAK ZWYKLE LODÓWKI, gdy nagle CZUJĘ KŁUCIE W BOKU!
Nie, to nie zawał, tylko stojąca za mną KLIENTKA ( lat około 200) sprawdzała chyba ,czy ma osteoporozę i czy złamie na moich plecach swój palec.
Niestety nie wiedziała , bo i skąd,ŻE NIE ZNOSZĘ DŹGANIA PALCEM!!!! (w PLACÓWCE zawsze oddaję)
-Pani mi poda te reklamę-rozległ się za mną donośny głos.
Usłyszałabym, nie trzeba było dźgać-pomyślałam, ale usłużnie podałam co trzeba.
-Pani przeczyta , czy jest w promocji tran, bo widzi,że nie mam okularów- zaproponowała dalszą współpracę staruszka
Przeczytałam - był
-Ale on jest z czego?- drążyła dalej
-Napisane ,że z dorsza- wtrąciła się stojąca za staruszką zasmarkana SZEŚĆDZIESIĄTKA i ręką trzymającą mocno już zużytą chusteczkę o pierwotnej nazwie HIGIENICZNA- NAJPIERW PRZEJECHAŁA MI POD NOSEM ,A POTEM PRZETARŁA SZLAK WIODĄCY DO INFORMACJI W ULOTCE.
Już widziałam, te miliony wirusów dobierające się do mnie i w myślach do listy dodałam DUŻO CZOSNKU
-Z dorsza?-zdziwiła się DŹGAJĄCA-To co to za tran?Powinien być z wieloryba, albo z rekina-dźgający palec wylądował tym razem na moim ramieniu.
-Z rekina , to lepiej nie, bo można przejąć jego cechy-zauważyłam jak mi się wydawało nad wyraz roztropnie,ale DWUSETKA była widać innego zdania, bo zrugała mnie PEŁNYM GŁOSEM ( nie zważając na napis PROSIMY O CISZĘ)ku uciesze kaszlących i kichających.
-TAKA MŁODA A TAKA BEZCZELNA!-krzyknęła i złowrogi palec niepokojąco przybliżył się do mojego oka ( w myślach do listy dodałam DEPRIM)
-Kup se pani lepiej coś na wzrok-doradziła SZEŚĆDZIESIĄTKA- przecież na oko widać,że KOBITA PO CZTERDZIESTCE JEST-oceniła wprawnym okiem
Wszyscy stojący ZA I PRZEDE MNĄ uprzejmie się wychylili,żeby ocenić STAN FAKTYCZNY, a ja w myślach dodałam do listy AJERKONIAK)
BILANS:
-ZAKUPY DLA CHOREGO-20ZŁ
-ZAKUPY DLA RATOWNICZKI-47 ( w tym deprim forte 27)
-straty moralne- NIE DO OGARNIĘCIA
Przez kolejne dni leczyłam depresję:
- łykając deprim (1x w ciągu kuracji)
- popijając" jajcówę" z gwinta( bo jak wiemy zmywarka się zepsuła) ( w zalezności od potrzeb)
- żrąc czosnek ( regularnie , bo lubię)
- unikając ZAŁAMANEGO I JEGO PRZEPOWIEDNI ODNOŚNIE KOŃCA ŚWIATA I JEGO SAMEGO (po antybiotyku tak ma)
- oglądając HOUSEA i marząc aby nasz wszystkich zdiagnozował
- szyjąc TORBY na zamówienie i RZEKOME ZAMÓWIENIE (każdy pretekst jest dobry,żeby zająć ręce z daleka od garów)
niedziela, 6 lutego 2011
REKLAMA DŹWIGNIĄ .....
Sobota- wieczór. Wszyscy pozamykali się w swoich pokojach i
Z uwagi na słabe wyniki sprzedaży, upodobnili się do Pań w sklepach z odzieżą markową, które już od drzwi chcą koniecznie wiedzieć, po co przyszłaś i DLA KOGO kupujesz, bo na ciebie OCZYWIŚCIE nie ma rozmiarów.
-Czego pani szuka właściwie?-zadał pytanie SPECJALISTA, U KTÓREGO NAWET TALERZYKI Z NAPISEM IKEA były Z EPOKI i SYGNOWANE, gdy tylko zaczęłam hamować przy jego stoisku
-A.....właściwie to.... nie wiem- odparłam zgodnie z prawdą, zyskując pewnie w kuluarach mózgu sprzedawcy przydomek STONKA-KRETYNKA CHOĆ NIE BLONDYNKA.
Za całe dwa złote kupiłam tylko kubeczek z Chodzieży, (którego urodę będę sławić w innym terminie, bo baterie do aparatu jak zwykle siadły w nieodpowiednim momencie)- SPRZEDAWCA NIE ROBIŁ ŻADNEJ REKLAMY i mogłam na chwilę bezpiecznie zaparkować na moich ślizgaczach ( kto dziś spacerował- ten wie)
Jesteśmy raczej REKLAMOODPORNĄ rodziną ( czyli NIEZORIENTOWANĄ W TRENDACH:), CO NIE ZNACZY,ŻE NIGDY NIE DAJEMY SIĘ NABRAĆ
Gdy z ekranu ZYGMUNT CH. zachęca "chcemy zmienić Twoje życie"- MŁODSZY nieodmiennie uzupełnia
-ALE NIE POWIEDZIAŁ, CZY NA LEPSZE-powstrzymując ewentualnych FANTASTÓW.
Jest tylko jedna reklama,której twórców mam nadzieję NIGDY nie poznam, bo skończyłoby się to ZEJŚCIEM moim albo ich.
Daaaaawno temu w ramach ostaniej woli ( KOLEŻANKA MA ZADBAĆ O ZADOŚĆUCZYNIENIE) wybrałam sobie utwór
do odegrania w WIADOMYM MOMENCIE!
A TERAZ CO?!-MUSIAŁABYM JEDNOCZEŚNIE CZĘSTOWAĆ ŻAŁOBNIKÓW FERRERO ROCHER- bo tylko z tym ten utwór się teraz kojarzy .A NA TAKĄ ROZRZUTNOŚĆ NAWET PO ŚMIERCI MNIE NIE STAĆ!!!
Zatem zmiana-może tego mi nie podkradną do reklamy
- nie udają ,że śpią( chrapanie słychać przez zamknięte drzwi)
- udają,że się uczą -SESJONACI
- udają,że są zajęci CZYMŚ BARDZO WAŻNYM-WŁADCZYNI KLAWIATURY określana w dniu dzisiejszym mianem:
- stonki- bo tylko lata i się "nie łapie"
- Apacza ,bo poluje a i tak z tego nic nie ma
Z uwagi na słabe wyniki sprzedaży, upodobnili się do Pań w sklepach z odzieżą markową, które już od drzwi chcą koniecznie wiedzieć, po co przyszłaś i DLA KOGO kupujesz, bo na ciebie OCZYWIŚCIE nie ma rozmiarów.
-Czego pani szuka właściwie?-zadał pytanie SPECJALISTA, U KTÓREGO NAWET TALERZYKI Z NAPISEM IKEA były Z EPOKI i SYGNOWANE, gdy tylko zaczęłam hamować przy jego stoisku
-A.....właściwie to.... nie wiem- odparłam zgodnie z prawdą, zyskując pewnie w kuluarach mózgu sprzedawcy przydomek STONKA-KRETYNKA CHOĆ NIE BLONDYNKA.
Za całe dwa złote kupiłam tylko kubeczek z Chodzieży, (którego urodę będę sławić w innym terminie, bo baterie do aparatu jak zwykle siadły w nieodpowiednim momencie)- SPRZEDAWCA NIE ROBIŁ ŻADNEJ REKLAMY i mogłam na chwilę bezpiecznie zaparkować na moich ślizgaczach ( kto dziś spacerował- ten wie)
Jesteśmy raczej REKLAMOODPORNĄ rodziną ( czyli NIEZORIENTOWANĄ W TRENDACH:), CO NIE ZNACZY,ŻE NIGDY NIE DAJEMY SIĘ NABRAĆ
Gdy z ekranu ZYGMUNT CH. zachęca "chcemy zmienić Twoje życie"- MŁODSZY nieodmiennie uzupełnia
-ALE NIE POWIEDZIAŁ, CZY NA LEPSZE-powstrzymując ewentualnych FANTASTÓW.
Jest tylko jedna reklama,której twórców mam nadzieję NIGDY nie poznam, bo skończyłoby się to ZEJŚCIEM moim albo ich.
Daaaaawno temu w ramach ostaniej woli ( KOLEŻANKA MA ZADBAĆ O ZADOŚĆUCZYNIENIE) wybrałam sobie utwór
do odegrania w WIADOMYM MOMENCIE!
A TERAZ CO?!-MUSIAŁABYM JEDNOCZEŚNIE CZĘSTOWAĆ ŻAŁOBNIKÓW FERRERO ROCHER- bo tylko z tym ten utwór się teraz kojarzy .A NA TAKĄ ROZRZUTNOŚĆ NAWET PO ŚMIERCI MNIE NIE STAĆ!!!
Zatem zmiana-może tego mi nie podkradną do reklamy
PS.Aby nie dać się omotać tylko opatulić-OPATULACZ
MIŁEJ NIEDZIELI:)
poniedziałek, 31 stycznia 2011
KONIEC BALU PANNO LALU, czyli koniec epoki świątecznej
-Trzeba ją wywalić, bo się sypie- dobiegło mnie z dużego pokoju
-Zaczekajmy do wieczora,żeby sąsiedzi nie widzieli- nadstawiłam uszu , ale na szczęście okazało się,że chodzi o TĘ DRUGĄ,czyli choinkę samowolnie pitającą przed świętami przez balkon lotem ślizgowym w dół.
Bardzo jej się u nas widocznie spodobało, bo najpierw dzielnie broniła się przed totalnym rozebraniem poprzez drapanie i kłucie a potem w akcie desperacji zapierała się w drzwiach rozłożystymi gałęziami , pokrywając balkon morzem igieł w niemej rozpaczy...
-Znowu k...wa ktoś wyrzuca choinkę przez balkon, CO ZA WIEŚNIAKI J...E!
-dobiegł nas z dołu oceniający głos bliżej niezidentyfikowanego sąsiada, gdy w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku, z zadowoleniem późnym wieczorem otrzepywaliśmy ręce.
-TERAZ TO JA PO NIĄ NIE IDĘ-od razu zastrzegł niedawny POGROMCA CHOINEK
-Ja też nie-chórem odezwały się WIERNE KOPIE TATUSIA-ON na pewno czai się na balkonie i luka KTO TERAZ PRZYJDZIE.....-dodali złowróżbnym głosem
Wyjrzałam dyskretnie przez barierkę-żadnego żarzącego się w ciemnościach papierosa-DROGA WOLNA!
Już miałam tę radosną wieść ogłosić TYM CO NA PEWNO MARZĄ O POMAGANIU MAMUSI WE WSZYSTKIM, gdy na miejscu osadził mnie wesolutki głos wracającej z naszej piwiarenki SĄSIADKI
-Ej, OLQA! zatargać ci choinkę do śmietnika?, Bo i tak idę-kiwania głową (nawet energicznego) i pokazywania podrzynania gardła własną ręką w ciemnościach i tak nie widać, więc nie pozostało mi nic innego jak tylko słabiutkim głosem podziękować i zapewnić,ze SAMI DAMY RADĘ.
LUDZIE POSZLI, uprzątnęli APOTEM ZDJĘLI KOMINIARKI i zaczęli buszować w lodówce, która pomimo późnej pory przyjęła to nad wyraz przychylnie w odróżnieniu od tej, KTÓRA JUTRO ZNOWU BĘDZIE UZUPEŁNIAĆ ZAPASY
-Dopiero, co jedliście...-spróbowałam
-ALE JESTEŚMY GŁODNI- TERAZ!-odpowiedział STARSZY, a ja w myślach dokończyłam-ZAWSZE I NA WIEKI WIEKÓW (przed amen powstrzymała mnie tylko bojaźń Boża)
Dobrze,że uszyłam znowu kilka zakupowych toreb
WIOSENNĄ-delikatną NIE NA ZIEMNIAKI!
LETNIĄ-obwisłe płatki symbolizują RĘCE MATKI plączące się po ziemi po udanych zakupach
JESIENNĄ, w której zamiast zakupów będę przynosić robotę Z PLACÓWKI:(
Najlepiej byłoby je jednak sprzedać, a za uzyskane pieniądze zrobić wypad do marketu TANIE JEDZENIE i rzucić hasłem POPROSZĘ- ZAKUPY- byle sycące!
DAM RADĘ-na pociechę zawsze przypominam sobie napis na krześle (wystawa na zamku w Cieszynie)
-Zaczekajmy do wieczora,żeby sąsiedzi nie widzieli- nadstawiłam uszu , ale na szczęście okazało się,że chodzi o TĘ DRUGĄ,czyli choinkę samowolnie pitającą przed świętami przez balkon lotem ślizgowym w dół.
Bardzo jej się u nas widocznie spodobało, bo najpierw dzielnie broniła się przed totalnym rozebraniem poprzez drapanie i kłucie a potem w akcie desperacji zapierała się w drzwiach rozłożystymi gałęziami , pokrywając balkon morzem igieł w niemej rozpaczy...
-Znowu k...wa ktoś wyrzuca choinkę przez balkon, CO ZA WIEŚNIAKI J...E!
-dobiegł nas z dołu oceniający głos bliżej niezidentyfikowanego sąsiada, gdy w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku, z zadowoleniem późnym wieczorem otrzepywaliśmy ręce.
-TERAZ TO JA PO NIĄ NIE IDĘ-od razu zastrzegł niedawny POGROMCA CHOINEK
-Ja też nie-chórem odezwały się WIERNE KOPIE TATUSIA-ON na pewno czai się na balkonie i luka KTO TERAZ PRZYJDZIE.....-dodali złowróżbnym głosem
Wyjrzałam dyskretnie przez barierkę-żadnego żarzącego się w ciemnościach papierosa-DROGA WOLNA!
Już miałam tę radosną wieść ogłosić TYM CO NA PEWNO MARZĄ O POMAGANIU MAMUSI WE WSZYSTKIM, gdy na miejscu osadził mnie wesolutki głos wracającej z naszej piwiarenki SĄSIADKI
-Ej, OLQA! zatargać ci choinkę do śmietnika?, Bo i tak idę-kiwania głową (nawet energicznego) i pokazywania podrzynania gardła własną ręką w ciemnościach i tak nie widać, więc nie pozostało mi nic innego jak tylko słabiutkim głosem podziękować i zapewnić,ze SAMI DAMY RADĘ.
LUDZIE POSZLI, uprzątnęli APOTEM ZDJĘLI KOMINIARKI i zaczęli buszować w lodówce, która pomimo późnej pory przyjęła to nad wyraz przychylnie w odróżnieniu od tej, KTÓRA JUTRO ZNOWU BĘDZIE UZUPEŁNIAĆ ZAPASY
-Dopiero, co jedliście...-spróbowałam
-ALE JESTEŚMY GŁODNI- TERAZ!-odpowiedział STARSZY, a ja w myślach dokończyłam-ZAWSZE I NA WIEKI WIEKÓW (przed amen powstrzymała mnie tylko bojaźń Boża)
Dobrze,że uszyłam znowu kilka zakupowych toreb
WIOSENNĄ-delikatną NIE NA ZIEMNIAKI!
LETNIĄ-obwisłe płatki symbolizują RĘCE MATKI plączące się po ziemi po udanych zakupach
JESIENNĄ, w której zamiast zakupów będę przynosić robotę Z PLACÓWKI:(
Najlepiej byłoby je jednak sprzedać, a za uzyskane pieniądze zrobić wypad do marketu TANIE JEDZENIE i rzucić hasłem POPROSZĘ- ZAKUPY- byle sycące!
DAM RADĘ-na pociechę zawsze przypominam sobie napis na krześle (wystawa na zamku w Cieszynie)
wtorek, 25 stycznia 2011
ODROLNIAM SIĘ czyli moje życiowe role
Jako dziecię lat kilku ,byłam wzorowym przedszkolakiem - ryczącym od poniedziałku do piątku i zarażającym rykiem CAŁA GRUPĘ- stąd zabieg socjotechniczny NASZEJ PANI-sadzanie PŁAKSY za biurkiem -skąd niewiele wystawała i nie rzucała się reszcie w oczy.
POCZUŁAM SMAK WŁADZY! i to ,że swoim zachowaniem , ewentualnie humorami można wpływać a nawet kształtować zachowanie innych- rola CICHOCIEMNEGO (ew. CICHOBŹDZIEJA) stanęła przede mną otworem.
W szkole -wzorowa uczennica-przewodnicząca, zastępowa ZHP, co to nie wychyla się NIGDY- nawet wtedy, gdy trzeba iść na wagary- ZAWSZE W GRUPIE, choćby w d...
W PLACÓWCE -NASZA PANI (epitetów bardziej pikantnych nie przytoczę, bo nikt nie ośmielił się donieść na kolegów-PANI JEST GUPIA-jako norma- się nie liczy do statystyk)
W STADLE- MAŁŻONKA, co to może śniadań do pracy nie robi, ale jest WIECZNIE ZADOWOLONA i w dodatku nie trzeba w tym celu wydawać ciężko zarobionej kasy na prochy-SAMA Z SIEBIE TAK MA!
Aby ten stan permamentnego dobrego humoru ( pomimo braku powalających sukcesów w pracy twórczej i życiu osobistym) utrzymać, KOLEŻANKA, czyli MÓJ MENAGO- wydała przyjęcie. Wiadomo , nic tak nie cieszy jak wspólne obrabianie tyłków TYM CO SIĘ NIE STAWILI przy kawusi.
TYM RAZEM JEDNAK PRZEGIĘŁA!
Za ciężko zarobione pieniądze zakupiła nawet KAWIOR!!!!, co zostało odpowiednio ocenione i docenione:
-MUSIAŁAŚ SIĘ POPISAĆ!!!-ja
-To ja już Was teraz nie zaproszę, BO CZYM CIĘ PRZEBIJĘ?!-FOKSIOWA
Nie przeszkadzało nam to jednak wcale w konsumpcji, nie tylko rybich jajek- zapijanych herbatką sporządzoną według tajnej receptury przywleczonej z uniwersytetu przez pracowite dziecię ( wyjawionej po zaledwie kilkukrotnym NIE BĄDŹ ŚWINIĄ- z ust ZAPROSZONYCH GOŚCI)
Dopiero w domu przypomniałam sobie ,że moją obecnie CZOŁOWĄ ROLĄ powinna być MATKA STUDENTA W CZASIE SESJI!!!!
-Jak tam SESJA?-zadałam pytanie z gatunku jak się okazało ZACZEPNO OBRONNYCH
-FAJNIE SIĘ STUDIOWAŁO- SZODA,ŻE TAK KRÓTKO!!!-odpowiedział JAK ZAWSZE PRZYTOMNY MŁODSZY i sam z siebie dodał, ku zgrozie MATKI
-NIE ZALICZYŁEM FIZY-BO SIĘ NIE PODPISAŁEM!!!
Po wyjaśnieniu OSZOŁOMIONEJ,że zaliczenie nie polegało TYLKO NA ZŁOŻENIU PODPISU (komentarz- Może tam u was na pedagogice tak było), ale,że ów był warunkiem koniecznym , bo udowadniającym autorstwo- MATKA JAK ZWYKLE POSPIESZYŁA Z DOBRĄ RADĄ
-To idź i wyjaśnij, pokaż zeszyt,że to TWÓJ CHARAKTER PISMA!!!-rozpędziłam się, zadowolona z pełnionej roli CZOŁOWEGO DORADCY STUDENTA
-I co, mam pokazać ,że swoim charakterem pisma zakreśliłem kółka przy a,b,c,d?-ZGASIŁ MNIE JAK ŚWIECZKĘ TEN, CO WCALE NIE POTRZEBUJE POMOCY- TYLKO MŁOTKA W ŁEB.
Pozostaje mi ostateczność- wezwanie sił wyższych, co przy moim braku gorliwości w tej dziedzinie na co dzień- NIE ROKUJE DOBRZE!
Jako dowód fotka z targu staroci- czy MADONNA na kogoś jeszcze TAK popatrzyła?
PS, zapomniałam,że jestem jeszcze TORBOTWÓRCĄ-AMATOREM:)
POCZUŁAM SMAK WŁADZY! i to ,że swoim zachowaniem , ewentualnie humorami można wpływać a nawet kształtować zachowanie innych- rola CICHOCIEMNEGO (ew. CICHOBŹDZIEJA) stanęła przede mną otworem.
W szkole -wzorowa uczennica-przewodnicząca, zastępowa ZHP, co to nie wychyla się NIGDY- nawet wtedy, gdy trzeba iść na wagary- ZAWSZE W GRUPIE, choćby w d...
W PLACÓWCE -NASZA PANI (epitetów bardziej pikantnych nie przytoczę, bo nikt nie ośmielił się donieść na kolegów-PANI JEST GUPIA-jako norma- się nie liczy do statystyk)
W STADLE- MAŁŻONKA, co to może śniadań do pracy nie robi, ale jest WIECZNIE ZADOWOLONA i w dodatku nie trzeba w tym celu wydawać ciężko zarobionej kasy na prochy-SAMA Z SIEBIE TAK MA!
Aby ten stan permamentnego dobrego humoru ( pomimo braku powalających sukcesów w pracy twórczej i życiu osobistym) utrzymać, KOLEŻANKA, czyli MÓJ MENAGO- wydała przyjęcie. Wiadomo , nic tak nie cieszy jak wspólne obrabianie tyłków TYM CO SIĘ NIE STAWILI przy kawusi.
TYM RAZEM JEDNAK PRZEGIĘŁA!
Za ciężko zarobione pieniądze zakupiła nawet KAWIOR!!!!, co zostało odpowiednio ocenione i docenione:
-MUSIAŁAŚ SIĘ POPISAĆ!!!-ja
-To ja już Was teraz nie zaproszę, BO CZYM CIĘ PRZEBIJĘ?!-FOKSIOWA
Nie przeszkadzało nam to jednak wcale w konsumpcji, nie tylko rybich jajek- zapijanych herbatką sporządzoną według tajnej receptury przywleczonej z uniwersytetu przez pracowite dziecię ( wyjawionej po zaledwie kilkukrotnym NIE BĄDŹ ŚWINIĄ- z ust ZAPROSZONYCH GOŚCI)
Dopiero w domu przypomniałam sobie ,że moją obecnie CZOŁOWĄ ROLĄ powinna być MATKA STUDENTA W CZASIE SESJI!!!!
-Jak tam SESJA?-zadałam pytanie z gatunku jak się okazało ZACZEPNO OBRONNYCH
-FAJNIE SIĘ STUDIOWAŁO- SZODA,ŻE TAK KRÓTKO!!!-odpowiedział JAK ZAWSZE PRZYTOMNY MŁODSZY i sam z siebie dodał, ku zgrozie MATKI
-NIE ZALICZYŁEM FIZY-BO SIĘ NIE PODPISAŁEM!!!
Po wyjaśnieniu OSZOŁOMIONEJ,że zaliczenie nie polegało TYLKO NA ZŁOŻENIU PODPISU (komentarz- Może tam u was na pedagogice tak było), ale,że ów był warunkiem koniecznym , bo udowadniającym autorstwo- MATKA JAK ZWYKLE POSPIESZYŁA Z DOBRĄ RADĄ
-To idź i wyjaśnij, pokaż zeszyt,że to TWÓJ CHARAKTER PISMA!!!-rozpędziłam się, zadowolona z pełnionej roli CZOŁOWEGO DORADCY STUDENTA
-I co, mam pokazać ,że swoim charakterem pisma zakreśliłem kółka przy a,b,c,d?-ZGASIŁ MNIE JAK ŚWIECZKĘ TEN, CO WCALE NIE POTRZEBUJE POMOCY- TYLKO MŁOTKA W ŁEB.
Pozostaje mi ostateczność- wezwanie sił wyższych, co przy moim braku gorliwości w tej dziedzinie na co dzień- NIE ROKUJE DOBRZE!
Jako dowód fotka z targu staroci- czy MADONNA na kogoś jeszcze TAK popatrzyła?
PS, zapomniałam,że jestem jeszcze TORBOTWÓRCĄ-AMATOREM:)
SPONSOREM W/W TWORU JEST ŁASKAWA FOKSIOWA:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








