niedziela, 19 grudnia 2010

OCIEPLANIE ATMOSFERY, czyli jak nie zwariować przed świętami

Wariactwo lepiej zostawić sobie na po świętach, kiedy wszyscy bliscy usprawiedliwią cię mówiąc
-Biedaczka, tyle przygotowań, NIC nie wyszło- to ją PRZEROSŁO....a ty możesz kobieto z czystym sumieniem oddać się:
  • chronicznemu katarowi
  • zapaleniu korzonków
  • dołującej migrenie, czy temu , co ci zwykle dolega-DZIEŃ PO
W tym roku muszę być zwarta i gotowa, bo nie mam nic NA SWOJE USPRAWIEDLIWIENIE.-przecież NIE PRACUJĘ!!!
Jak co roku wigilia  U NAS.
RODZICIELKA cieszy się niemalże euforycznie, bo w zeszłym roku zaproszona przez SIOSTRĘ uczestniczyła w WIELOOSOBOWEJ KOLACJI i KAŻDY DOSTAŁ PREZENT ,co zrujnowało ją na kolejne miesiące i gdy tylko przyszła do siebie, szybko podjęła decyzję,że w tym roku do nas , bo tu TYLKO DWOJE DZIECI.Cieszę się, bo kapustę z grochem robi jak Gordon Ramsay i Julia Child ( bez pereł-przyczyny-patrz wyżej) w jednym.
Każdy na razie zajmuje się tym co mu wychodzi najlepiej:
  • MŁODZIEŻ pustoszy lodówkę i w związku z tym jedziemy na ŚWIĄTECZNE zakupy dopiero w wigilię rano bo inaczej WSZYSTKO ZEŻREJĄ!
  • GŁOWA RODZINY ciężko pracuje tropiąc dziką zwierzynę w miejscu pracy

i ciesząc się ciszą  Z DALEKA OD ŻONY
  • TEŚCIOWA już szykuje WSZYSTKIE potrawy wigilijne wyznając zasadę,że gdyby KTOŚ chciał COŚ  u niej zjeść z wigilii....(i nieważne ,ze od lat je wigilię u nas i wszyscy o tym wiedzą)
  • RODZICIELKA ściera niewidoczne kurze i cieszy się,że nikt jej nie zabałagani a w przerwach pyta JAK STOJĘ Z ROBOTĄ, na co nieodmiennie odpowiadam "W LESIE",co ZAWSZE podnosi jej humor BO ONA DO PRZODU!
  • a JA... OCIEPLAM ATMOSFERĘ... dziergając szaliki





chociaż czuję,że powoli ZACZYNA ROBIĆ SIĘ GORĄCO, bo świąteczna panika dopadnie i mnie.A jeżeli jutro poniedziałek- to zamierzam piec ciastka i NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE!

poniedziałek, 13 grudnia 2010

ZAMIAST SPRZĄTNIA-JEST IMPREZA!

A właściwie była, bo miało się miało... imieniny.Na szczęście W TYM ROKU -TEN CO SIĘ NIE BAWI-stanął na wysokości zadania i wystąpił z BIŻUTEM
-Jest nas trzech- to po kawałku od każdego-zagaił może mało romantycznie ale za to w zgodzie ze SWOIM POJĘCIEM-"czego pragną kobiety"

Patrząc na zwartość pudełeczka- każdy chyba już rozumie, dlaczego w naszym domu żadne Shabby schicki i inne romantyzmy nie wchodzą w grę ( chociaż ja lubię i to bardzo). Pofalbanić i ozdabiać to ja sobie mogę jedynie na wsi, bo moje trzy sześciany wiedzą,że to "taki wiejski styl". Oby tylko choinka nie musiała być w stylu industrialnym ( ulubiony materiał MĘŻCZYZNY-nierdzewka-teraz już wiadomo czemu wybór padł włąśnie na taką biżuterię- od razu wyjaśnię,że mnie się podoba).
W" razie czego" przygotowałam CZĘŚCIOWO GEOMETRYCZNE podkładki

Zaszczyciła mnie swoją osobą KOLEŻNKA, która z godnym podziwu samozaparciem AŻ Z KRAKOWA przywiozła dla mnie cudnego aniołka
nawiązującego swą smukła linią do ideału, którego nigdy nie zamierzam osiągnąć, ale popatrzeć można.
 Tłum gości w liczbie DWÓCH, zamknęła rodzicielka, która oprócz życzeń przytargała ze sobą swój nowy nabytek RADIO-GRAMOFON- marki "kogucik", aby jak się wyraziła WYMODLONY ZIĘĆ "(naprawdę tak o nim mówi i część splendoru spływa wtedy mam nadzieję na mnie) zajrzał GDZIE TRZEBA, bo gramofon NIE GRA. Córka -inteligencja wyższa, czyli ja, już dwa dni temu w MIEJSCU DOCELOWYM, czyli domu MAMUSI usiłowała uruchomić badziewie ale NIC NIE BYŁO SŁYCHAĆ! Pomimo przestudiowania instrukcji W DWÓCH JĘZYKACH i wielokrotnych próbach poczynionych przez OBYDWIE GRACJE, czyli MAMUSIĘ I MNIE, na płycie o głośno brzmiącym tytule PANNA OJDANA- nie tylko  NIE BYŁO żadnego oj dana, ale w ogóle NIC...
Dopiero techniczny geniusz WYMODLONEGO sprawił,że sprzęt zaczął DZIAŁAĆ prawidłowo!
WZIĄŁ I ZDJĄŁ OSŁONKĘ Z IGŁY GRAMOFONU!!!
Zdjęcie niewyraźne, bo tak się śmiałyśmy,że  nie mogłam utrzymać aparatu

EGO WYMODLONEGO WZNIOSŁO SIĘ NA WYŻYNY!!! a pozostali zadowolili się słuchaniem WIEKOPOMNYCH UTWORÓW
DLA MŁODEGO POKOLENIA C. WYDRZYCKI= NIEMEN- tu w wersji przebojów latino -po hiszpańsku- z gitarą
 Chociaż, niektórzy twierdzili,że :
  • NIEMEN- W ŻYCIU TAKIEJ CHAŁY BY NIE ŚPIEWAŁ(żonaty meloman)
  •  NAJLEPSZE TO SĄ ARIE , ALE MAM JE W DOMU( MAMUSIA)
  • CO WY TO ZA DZIADOSTWA ...... SŁUCHACIE( MŁODY MELOMAN)
  • DAWAĆ MI TU "BABALU" (solenizantka) Z PŁYTY MAMUSI ( lata wczesne sześćdziesiąte)






 tu wersja netowa ale trochę oddaje nastrój- szczególnie image pieśniarki:)i taniec tej w czerwonym -wypisz wymaluj -JA!

Po degustacji Beherovki i aroniówki doszło nawet do tańców Z GWIAZDAMI ( w roli gwiazd SOLENIZANTKA I MŁODSZY) w specjalnie na ten wieczór wykonanym obuwiu tanecznym zwanym na cześć solenizantki -ELFOLE

uszyłam dwie pary, bo pierwsza prototypowa była o kilka rozmiarów za duża i zachachmęcił ją MŁODSZY a teraz i STARSZY się domaga.




A od jutra PROZA ŻYCIA, czyli zaczynamy bałaganić,żeby potem z wywieszonym jęzorem posprzątać:)

wtorek, 7 grudnia 2010

MIKOŁAJ ODLECIAŁ NA BIEGUN, czyli nie muszę już być grzeczna

Nie muszę, ale ja ZAWSZE jestem grzeczna, lub jak oceniają mnie krytycznie LATOROŚLE-SPOŁECZNA (cokolwiek by to miało znaczyć).Z wielką chęcią czytam o innych, którzy popełniają szaleństwa lub piszą o sobie "trochę szalona"-podziwiam i może nawet trochę zazdroszczę, bo ja...nuda, nuda, nuda-przewidywalna jak kryzys przed pierwszym. Może właśnie dlatego Mikołaj postanowił mnie w tym roku zaskoczyć. Wbrew temu, co wieszczył ŚLUBNY:
  • MIKOŁAJE SĄ DLA DZIECI
  • KTO SIĘ W TOTO BAWI?
i najważniejsze
CHYBA NIE CZEKASZ NA PREZENT?
przyjechał do mnie z najmniej oczekiwanej strony (jak prawdziwy Mikołaj) w przebraniu MAMY KOLEŻANKOWEJ, która obdarowała mnie wielką torbą tkanin i zamków błyskawicznych w kolorach tęczy, obietnicą kilometrów koronek w przyszłości oraz- i tu werble.....
maszyną dziewiarską MODA , z której w przyszłości będą wychodziły oczywiście tylko modne dzianiny. Na razie rzuciłam się próbować, ale nie jest to takie zupełnie proste jak mi się początkowo wydawało
Na szczęście producent przewidział,że do maszyny może zasiąść INTELIGENTNA TECHNICZNIE INACZEJ i oprócz malowniczych opisów na temat bezcennej wartości MODY ( w każdym znaczeniu) zamieścił solidną i popartą ilustracjami instrukcję ( na razie dotarłam do strony nr 8)
-BĘDZIESZ TYM SZYŁA JEANSY?-zadał pytanie MŁODSZY rzucając tym samym na szalę z napisem CZARNO WIDZĘ TWOJĄ PRZYSZŁOŚĆ swój naukowo-techniczny autorytet. Po dokładnym i wyczerpującym udzieleniu wyjaśnień ( polegającym na puknięciu się w czoło i usiłowaniu puknięcia PYTACZA, ale uciekł) zabrałam się do pracy
osiągając wynik może nie imponujący, ale mnie zadowalający. Trochę trudności miałam z odczepieniem tego od maszyny ( dawno nie używana - nie chciała oddać) ale jak to zrobić, jest pewnie na DALSZYCH STRONACH instrukcji- nie szkodzi nauczę się.
Na razie jednak obserwując to co za oknem
wydziergałam ręcznie
torbę, w której najbardziej podoba mi się kieszonka na komórkę

piątek, 3 grudnia 2010

ARMAGEDON, czyli dzień spędzony wspólnie albo WSZYSCY CI POMAGAMY MAMUSIU

CZŁOWIEK ma wolne.Oczywiście to miano nie określa wszystkich domowników ( np. tych , którzy BEZPRAWNIE siedzą cały rok w domu, albo tych CO TYLKO UDAJĄ,ŻE SIĘ UCZĄ), ale CZŁOWIEKA, który ciężko haruje ( np. codziennie odkopując zaśnieżonego króla szos).
Kiwając się raniutko nad pierwszą kawą,  zamieniałam w myślach znane wszystkim "kto rano wstaje..." na "NIE MÓW DO MNIE TERAZ I TAK CIĘ NIE ROZUMIEM...JESZCZE),gdy PAN I WŁADCA przyzwyczajony do porannego wstawania ( 5 rano dzień po dniu-"ale wodę to chcielibyście mieć"- hasło dnia powszedniego) wkroczył dziarskim krokiem do kuchni omiatając spojrzeniem skuloną na krzesełku TĄ CO ZAWSZE JEJ ZIMNO.
-Pięknie wyglądasz- rzucił BEZ SARKAZMU I PODTEKSTÓW,( zdziwiłam się NIEPOMMIERNIE) ale zaraz potem zaczął marudzić,ze gdzieś zapodział okulary ( zdziwienie przeszło jak ręką odjął).
-Co masz dzisiaj w planie?-zadał karkołomne pytanie, usiłując wybudzić mnie ze złagodzonej mlekiem kofeinowej drzemki.
-Jadę DO MIASTA-tylko to udało mi się wykombinować ( jeździć do sklepów mogę ZAWSZE)
-To nie masz daleko-zachichotał, bo mieszkamy W MIEŚCIE!-zanim zdążyłam się wkurzyć, umknął budzić OKOLICZNĄ LUDNOŚĆ, która przyjęła to jak zwykle owacyjnie ( "tylko nie tooooo,że TATA ma woooooolne....)a ja pomyślałam,że jednak warto mieć dzieci, bo uwaga OBUDZONEGO rozkłada się wtedy równomiernie.
Radość moja skończyła się gwałtownie,( jak stwierdzenie "jaka piękna zi.....ma,-z perspektywy ZIEMI od razu zbrzydła), gdy usłyszałam:
-TO MY CI DZISIAJ WSZYSCY BĘDZIEMY POMAGAĆ!
O NIE, NIE NIE NIE NIE NIEEEEEE-pomyślałam, ale zgodnie ze społecznym oczekiwaniem odpowiedziałam
-SUPER! i już wystarczająco pobudzona ,wymyślałam -jakie formy pomocy nie naruszające miru domowego wchodzą w grę
-Ja się muszę uczyć-wymigał się MŁODSZY ( bo to zawsze działa)
-A mnie NIE MA- GŁUPIA WYMÓWKA, nie wysilił się STARSZY i dlatego musiał iść do piwnicy,żeby przynieść zimowe buty DLA MAMUSI- przyniósł botki na szpili(prawie nie noszone)-(bo Sylwester na ten przykład przecież  W ZIMIE)
-To ja jadę-oświadczyłam i OD RAZU otrzymałam niezobowiązującą propozycję nie do odrzucenia
-TO JA CIĘ PODWIOZĘ!
I w związku z tym musiałam drałować przez pryzmy mokrego śniegu, bo ku zdziwieniu NIEKTÓRYCH  w samym centrum ( gdzie zatrzymują się wszystkie autobusy) miejsc do parkowania NIE MA.
CZŁOWIEK "dostał nerwów", więc wysłałam go na rekonesans do sklepu z narzędziami a sama podyrdałam na pocztę w celu zakupu paczki , z którą potem paradowałam jak matoł przez pół miasta, bo uparłam się,że sama sobie wrócę autobusem.
PRACUŚ  w tym czasie wrócił do domu- zarządził PORZĄDKI , więc po obiedzie mogłam zająć się produkcją

zawieszek ptaszkowych
 woreczków prezentowych
koszyczków Bożonarodzeniowych



a gdy już powoli padałam na pysk, samorzutnie i nieświadomie wymyśliłam sposób na OŻYWIENIE ZASPANEJ DUSZY-WYSTARCZY PRZESTAWIĆ MANEKIN DO INNEGO KĄTA I ZAPOMNIEĆ O TYM- W przypadku przypadkowego spotkania -EFEKT MUROWANY!
PS.SYNOWSKA  pomoc w toalecie

poniedziałek, 29 listopada 2010

POTĘGA WIZUALIZACJI, czyli wiara czyni cuda

-Mężem i dziećmi się NIE POCHWALISZ, zapamiętaj moje słowa- poradził mi kiedyś (dawno) NIE WIEM KTO, ale SŁOWA zapamiętałam.Nie tracę jednak wiary, bo oprócz niej znam moc WIZUALIZACJI, która nie raz już była moją "złotą rybką".Dowody niezupełnie naukowe , ale za to subiektywnie pewne:
  • z powodu nasilających się różnic światopoglądowych na linii RODZICIELKA-ja, zaczynających się od słów "zarabiając...." a kończących  na "powinnaś ZAOSZCZĘDZIĆ" wyobrażałam sobie intensywnie , jak to będzie mieszkać samodzielnie i w dobie książeczek mieszkaniowych i wieloletniego oczekiwania, gdy sytuacja zaczęła niepokojąco zbliżać się do "czerwonej strefy"-DOSTAŁAM MIESZKANIE!
  • Gdy M2 powiększone do M3 przez zaradne ręce rodziny i przyjaciół zrobiło się za ciasne dla ROZWOJOWYCH z dwójką BIEGAJĄCYCH ( w tym jeden na czterech- ale z perspektywami), nie raz wyobrażałam sobie cud mieszkania na zawrotnych 84m ( wizyta u jednej z koleżanek)- pewnego razu, podczas wizyty MATKI POLKI ( jedno dziecko w wózku, jedno na plecach) w PLACÓWCE ,doszło do WYZNANIA, wynikiem którego była ZAMIANA!(nie żadna litość, tylko koleżanka AKURAT SKOŃCZYŁA BUDOWĘ DOMU)
  • Do marzeń o domku na wsi podeszłam już metodycznie- zatknęłam fotkę "ruinki"



tu z nowym właścicielem ( jeszcze wtedy chętnym do pracy)
    za szybkę w szafce kuchennej i w czasie mycia garów zawsze "spacerowałam po podwórku"- trochę to trwało ( HAMULCOWY był oporny, "bo nas nie stać") ale po kilku miesiącach- SUKCES

    Nie zawsze jednak WIZUALIZACJA się sprawdza ( a może tylko niezbyt się przyłożyłam do wizualizowania) Chciałam zrobić takie drzewko jak  w GREEN CANOE a wyszło


    I teraz nie wiem, czy moc wizualizacji już nie działa ?Bo chciałabym zacząć wizualizować dopływ gotówki ew. sukcesy naukowe MŁODZIEŻY, ale jeśli podzielą los DRZEWKA- będzie NA MNIE?!
    PS. OSTATNI PRZEJAW MOCY
    LUŚKA(od Lukrecji, bo czarna jak ona)-wymarzony manekin i KONKURENCJA (jak stwierdził ŚLUBNY-zgrabna i W DODATKU nie gada!)
    PS2
    Takiej pogody jak dziś NIE WIZUALIZOWAŁAM!, ale zapobiegawczo uszyłam kolejną ciepłą torebkę

    czwartek, 25 listopada 2010

    WŁASNA TEORIA WZGLĘDNOŚCI, czyli jak nie zwariować we własnym domu

    -Się chyba wykończe-zaanonsował swoje przybycie bladym świtem w poniedziałkowy ranek CZŁONEK KOMITETU WYBORCZEGO, prywatnie STARSZYM zwany.
    -Niby czemu?-uniosłam jedno rozklejone oparami kawy oko ( drugie jeszcze śniło o domku z ogródkiem BEZ POTOMSTWA a za to z hamaczkiem)
    -No HELOU! Syn wrócił RANO a TY (tu oskarżycielski palec prawie wbił się w moje rozespane czoło) NIC SIĘ NIE MARTWISZ?!
    Zgroza tego spostrzeżenia odebrała mu na chwile mowę, więc zdołałam wtrącić swoje z gruntu głupie pytanie
    -Czym się miałam martwić?, przecież wiem GDZIE BYŁEŚ!
    -To TY WIEDZIAŁAŚ,że to będzie tak długo i NIE OSTRZEGŁAŚ?!
    Nie miałam nic na swoja obronę, więc tylko zaproponowałam:
    -Chcesz łyka?-wskazując na swój kubek, ale STARSZY nie docenił poświęcenia polegającego na odejmowaniu sobie od ust i oświadczył,że TERAZ to on idzie spać i NAPRAWDĘ nie wie, kiedy wstanie!
    -Zmęczony-zatroskał się OJCIEC.
    Zmęczenie okazało się jednak wartością względną, bo po trzech godzinach snu przerywanego idiotycznymi ( ale ja się nie znam )sygnałami SMS, dziecię wstało jak nowo narodzone, skontrolowało wygląd swojego oblicza w lustrze i nie wdając się w szczegóły, pognało na spotkanie najbliższej przyszłości ( czyli do kasy po kasę)
    -Długo go nie zobaczymy-znowu zmartwił się OJCIEC
    -Bo kolejki? - był to jak widac dzień głupich pytań
    -Bo BĘDZIE CHODZIŁ I WYDAWAŁ!-oświecił mnie.
    -Na długo to mu te sto parę złotych nie wystarczy- znałam zdolności do unicestwiania gotówki STARSZEGO.
    Wrócił na obiad, stwierdzając,że kasę DAWNO wydał ( czas jak wiadomo jest wartością względną) i uprzedzając nasze tradycyjne "Na co?", poinformował nas ,że zainwestował w siebie kupując odżywki i suplementy diety, zapewniając mi w ten sposób urocze popołudnie, poświęcone  szperaniu w necie w celu sprawdzenia, czy aby NA PEWNO MOJE DZIECKO PRZEŻYJE MNIE, czy jego dni są policzone.
    Mam szanse ,że przeżyje, wiec mogę w spokoju zająć się tym co lubię -SZYCIEM TOREB, tym razem w wersji zimowej

    sobota, 20 listopada 2010

    WYBIERZ MNIE, czyli konkurs na miss w naszym mieście

    Jutro tłum złożony z TRZECH OSÓB ( bo czwarty z naszej rodziny siedzi w komisji wyborczej) ruszy do urn ,aby zgodnie z procedurami ( "żebyście się tam tylko nie wygłupili"-instrukcja CZŁONKA KOMISJI) dokonać kolejnego życiowego wyboru.
    JESTEM PRZYGOTOWANA! Od dłuższego bowiem czasu spotykałam lica naszych WŁODARZY in spe: na ścianie, na chodniku, w witrynie sklepu, w prasie, na cukierkach  i NA ŻYWCA, bo nagle wszyscy postanowili coś DLA MNIE  zrobić:
    • bezpłatne szkolenie na temat turystyki ( akurat teraz jedynym dzieckiem, które zabieram na wycieczkę jest ŚLUBNY a jemu nie muszę zapewnić bezpieczeństwa-pilnuje się sam)
    Dowiedzieliśmy się z niego,że  na wycieczce nie można PIĆ ( referent sądził widocznie,że kadra po zamnknięciu drzwi autokaru momentalnie odbija flaszkę i  bawi się nią w "podaj dalej".)
    •  festyn "Bezpieczny na drodze-  ludzie tak na niego rwali ( BEZPŁATNE BALONY!!!! i grochówka),że o mało ich nie porozjeżdżało-szczególnie, że gośćmi honorowymi byli DAWCY NARZĄDÓW na swych jednośladach
    • spotkanie ( w nazwie szkoleniowe) w siedzibie ZWIĄZKU,( przypomnienie, które każdorazowo nas niepomiernie cieszy,że MĄŻ NASZEGO CZŁONKA JEST NASZYM CZŁONKIEM), NA KTÓRE CAŁKIEM PRZYPADKIEM zawitał włodarz miasta -MIŁOŚCIWIE NAM KANDYDUJĄCY. Mało tego- zaproszono STOWARZYSZENIE-SAME CHŁOPY, co może wpłynęłoby na ogół zebranych ( same baby) mobilizująco i aktywizująco, gdyby nie to,że średnia wieku wynosiła ok 85 lat. Panowie wypili wodę mineralną, którą wcześniej przygotowano z myślą o gościach ( niestety ciasteczka BABY zjadły), grzecznie wysłuchali PREZYDENTA i.... poszli ( a ja cały czas myślałam ile stron mogłabym przeczytać i ile metrów włóczki przerobić-ZAMIAST siedzieć i uczestniczyć w spotkaniu jak z MINIONEJ EPOKI.
    Pozytywem było jednak niewątpliwie to,że DOWIEDZIAŁAM SIĘ,że mieszkam w mieście mlekiem i miodem płynącym- czego wcześniej jakoś nie zauważyłam BOM WIDOCZNIE ŚLEPA.
    Pytań można było zadać sztuk 3 ( bo WŁODARZ miał kolejne niecierpiące zwłoki spotkania) i jakoś nie potrafiłam wybrać TEGO NAJWAŻNIEJSZEGO.
    Niektórzy jednak nie mieli dylematu i WYSTĄPILI! w dodatku z PYTANIEM!
    -Dlaczego tak późno były wywieszone plakaty z OBLICZEM PANA PREZYDENTA?-zadała pytanie SIEDZĄCA Z PRZODU.
    Zaraz potem rozwinęła SKRZYDLATĄ MYŚL ( która może lepiej , gdyby została w gnieździe),że spacerując po mieście, dopiero gdy napotkała na plakacie "UŚMIECHNIĘTĄ TWARZ PREZYDENTA Z JASNYM NIEBIESKIM WZROKIEM"(cytat wierny) uspokoiła się,że pan prezydent znów kandyduje.
    Dobrze ,ze siedziałam  Z TYŁU , bo padnięcie trupem przed prezydentem przyćmiłoby nieco PYTANIE I PYTAJĄCĄ.
    -No i na kogo mam jutro głosować?- rzucam w przestrzeń retoryczne pytanie
    -WYBIERZ MNIE!- wtrąca swoje trzy grosze NIEKANDYDUJĄCY zapominając,że wybrałam go NIEKADENCYJNIE ponad 20 lat temu i pozwolę sobie użyć jego ulubionego powiedzenia-MOŻE NIEPOTRZEBNIE
    Na końcowe ocieplenie ZAMOTKI (bom zamotana i zrobiło się zimno)

    Obie grzeją już wyborców W SZEROKIM ŚWIECIE:)