czwartek, 6 maja 2010

10 FOTO

Lovely Home zaprosiła mnie do zabawy.Wyszperałam 10 zdjęcie:
To nie jest niestety aria nad morzem, czy wezwanie chodź do mnie rybaku i zarzuć swe sieci, ale bardziej prozaiczny obrazek z zielonej szkoły, po tytułem "CZYJA TO BLUZA PYTAM PO RAZ SETNY?!!!!!"
ZAPRASZAM DO KONTYNUACJI:
  1. INDIANKĘ Z Rancho na Mazurach Garbatych
  2. GOSIĘ Z Radość najpiękniejszych dni... 
  3. ASIĘ Z  Siedlisko pod Lipami  
  4. SwiatAmalii  
  5. Margott z  a wszystko co kocham...  
Pozdrawiam wszystkich :) 

PISEMNE POOOOSZŁY,TERAZ TRZA SPOSOBIĆ GĘBĘ

Ufff-już po pisemnych maturach, MŁODSZY po "siłce" odreagowawszy, bąknął,że "nawet i owszem", co ubrałam w słowa bardziej kwieciste relacjonując telefonicznie "osiągi" rodzinie żywo zainteresowanej karierą naukową pociech.Może dlatego,że w zaciszu domowych pieleszy zastanawiają się:
-Po kim to oni tacy mądrzy, bo NA PEWNO nie po rodzicach...
A niech się głowią... wolno im.
Tymczasem DUMNA MATKA bierze na siebie cały ciężar konwersacji, chociaż akurat dziś powinna gruntownie, w bezwzględnej ciszy i spokoju przemyśleć DALSZY ROZWÓJ SWOJEJ WĄTPLIWEJ KARIERY ZAWODOWEJ.
ULUBIENIEC od kilku dni " dokłada do pieca".A to " nie bede cwicył na wułefie, bo mam nowom komórke i mi sie zgubi", albo  " nie suchałem, bo siem zamysliłem a Pani zamyslonym powinna podpowiadać" i " nie pokaże miny jaką pokazałem koledze, bo mi pani OD RAZU wpise uwagę i bym nie zdał"
Na takich " słodkich przekomarzaniach" ( z szubienicą i gilotyną w myślach) upływają mi ostatnie dni.Ale dam szansę ULUBIEŃCOWI, bo niedługo wyczekiwana KOMUNIA  a garniturek (zakupiony za ciężkie pieniądze) bez ludzkiego wkładu wygląda idiotycznie. Resztką sił ( po tym jak szarpał się z nauczycielem języka, gdy ten odebrał Mu nóż, którym zaczął robić sałatkę warzywną- " bo nie mógł się docekać") postanowiłam wezwać posiłki, czyli POMOCNYCH RODZICÓW, sugerując wspólne spotkanie z pedagogiem, aby porozmawiać na temat DZIECKA.Odzew był natychmiastowy, choć nie całkiem taki jakiego bym się spodziewała. Muszę zacytować KU PRZESTRODZE aby pochopnie nie zapraszać NIKOGO  do wspólnych rozmów
S.P ( cokolwiek ten skrót miał znaczyć)
Tu wpisano moje nazwisko- o dziwo-BEZBŁĘDNIE!
Godziny, w których się mogę spotkać w sprawie to ( i tu dokładne wyliczenie godzinowe harmonogramu na dwa tygodnie)-zadali sobie trud
P.S
Rok temu jak paniom prosiłem o spotkanie wzgledem pobicia syna to pani to ignorowała!
(Teraz to są skutki pani ignoracji)
Już się nie mogę doczekać spotkania, bo
  1. nie wiem, co to ignoracja, a skoro to robię to powinnam wiedzieć
  2. w w /w sprawie mam notatki służbowe w zeszyciku  na 2 strony ( warto przechowywać)
A poza tym , jak mnie wkurzy ( to mój były uczeń- ale go nauczyłam ortografii, nie ma co) to poproszę o przepisanie notatki, bo " z błędami nie wypada zamieszczać w dokumentacji"
Mogę potem dostać znienacka kosą w ciemnym kącie ( oj, pamiętam tatusia za młodu, chociaż nic nie mam przeciw glanom i kolczykom), ale zaryzykuję- W końcu jestem URZĘDNIKIEM PAŃSTWOWYM.
Nie,żebym się denerwowała MATURĄ I ULUBIEŃCEM, ale zgadnijcie, co to?
Nie meduza złapana nad morzem, ale naczynie do mikrofali, które WCALE NIEZDENERWOWANA MAMUSIA I S.P. PANI POTRAKTOWAŁA PRZEZ POMYŁKĘ GRILLEM 1000W!

wtorek, 4 maja 2010

MATURA W RODZINIE, CZYLI PIEKŁO CORAZ BLIŻEJ

MŁODSZY przystępuje- rodzina dzielnie kibicuje. W przeddzień dzwoni BABCIA (pseudonim roboczy NADOPIEKUŃCZA TEŚCIOWA ŻONY)
-I jak tam MATURZYSTA?
-w PORZO-odpowiada zgodnie z prawdą tenże
-A nie boisz się?-podsuwa Babcia
-Czego?-nie daje się sprowokować
-NO EGZAMINÓW?!BABCIA po drugiej stronie druta już pewnie zaczęła zastanawiać się:
  1. czy aby na pewno rozmawia z tym WNUKIEM,co potrzeba
  2. czy na pewno ktoś tu zdaje maturę, bo może po drodze była jakaś PORAŻKA a jej JAK ZWYKLE nikt nic nie mówi
Matka ABSOLWENTA słysząc ten upojny dialog i znając obie strony, wykonuje w tym momencie wymowny ruch w okolicy szyi, co zostaje poprawnie zinterpretowane jako POROZMAWIAJ Z UKOCHANĄ BABCIĄ WEDŁUG WZORU "JESTEM LIZUSOWATYM WNUCZKIEM", ALBO MAMUSIA ZROBI CI "KĘSIM, KĘSIM"
Zadziałało i WNUCZEK udzielił wyczerpujących informacji na temat własnych starań, co do ukończenia szkoły średniej ("zdałem, bo się duuuuuużo uczyłem) oraz obecnych wysiłków, aby uzyskać maturalny papierek ( zdam , bo się duuuuuuuużo uczę)
Uspokojona BABCIA przekazała słuchawkę CIOCI , KTÓRA OPRÓCZ W/W PYTAŃ, GRATISEM do rzuciła zbawienne rady:
  •  ucz się dużo, bo musisz zdać
  • za dużo się nie ucz, bo Ci się pomyli
  • zdaj, bo musisz iść na studia
a gdy zaczęła telefonicznie wybierać mu kierunki, MŁODSZY przerwał tekstem "To ja idę lepiej się pouczyć" i bezczelnie wcisnął PODSŁUCHUJĄCEJ słuchawkę, aby zmusić ją do dalszej konwersacji.Ale niech mu tam - w końcu MATURZYSTA!
MAŁŻONEK  przystąpił do opracowywania strategii:
-TY go tylko NIE DENERWUJ, bo on dziś MUSI mieć spokój!
-A CIEBIE MOGĘ?-zadałam pytanie retoryczne
Westchnął tylko i poszedł w ślad za SYNEM, aby oznajmić mu,że w knajpie obok gra " nawet fajny zespół"
-Znasz?-zapytał tego, który najczęściej słucha muzyki w stylu "ludzie ulicy i mord w ciemnościach",a w tle dochodziły z knajpy dźwięki "Daj mi tę noc"
-Nie- odpowiedziało grzecznie DZIECKO
-To jesteś do tyłu-rzucił żarcikiem MĄŻ (W MYŚL, ABY NIE DENERWOWAĆ)
-JEŚLI TO JAKIŚ NOWY ZESPÓŁ, TO JA NIE CHCĘ BYĆ DO PRZODU- zgasił własnego ojca i udał się do swojej celi, drążyć temat piekła po raz n-ty.
Dzisiaj okazało się,że:
  1. tematy niespodziewane
  2. teksty głupawe
  3. raczej się napisało
  4. a w ogóle, po co o tym gadać
DZIECKO POSZŁO SIĘ WIETRZYĆ a mamusia została dzielnie na stanowisku telefonistki,żeby odbierać telefony i odpowiadać po raz kolejny-JAK MU POSZŁO.
Powoli się wyrabiam i jutro będę prowadzić rozmowy z wprawą sextelefonistki jednocześnie prasując, piorąc czy szyjąc torby.Najważniejsze,żeby NIE DENERWOWAĆ DZIECKA!
JUTRO MATEMATYKA!!!!!!


NIE MOJE DZIECKO ,ALE SPOKÓJ TEŻ STOICKI

poniedziałek, 3 maja 2010

ZAŻARTA ŻĄDZA czyli mąż PAZERY w delegacji po kanapę


Nie wystarczy,że przytulisko zawalone kanapami, wersalkami , składanymi łóżkami maści wszelakiej oraz piankowymi materacami tak,że można by od razu rozpoczynać strajk głodowy ( materace) lub organizować agroturystykę pod hasłem "spanie na kupie w wersji wersalkowo różnej".

 WIDAĆ,ŻE CIASNO

                                                                FOTEL PREZESA-ROZKŁADANE SZCZĘŚCIE DLA 1 OSOBY- SZCZĘŚCIE, SZCZEGÓLNIE RANO,BO KONIEC WBIJANIA SPRĘŻYN WE WRAŻLIWE CZĘŚCI CIAŁA
Ale...... gdyby nagle jedna z izb parlamentu zażyczyłaby sobie noclegu w przytulisku jednocześnie z drugą (izbą) miejsc byłoby ZA MAŁO!Toteż PAZERY (czyli my) vel GŁUPOLE, gdy tylko usłyszą,że jest gdzieś jakaś kanapa "do oddania w dobre ręce" ( a co?MY TO NIBY ZŁE?) a szczególnie, jak tym razem -ZE SKÓRY (że EKO się nie dosłyszało)-PALĄ MASZYNĘ, wypożyczają przyczepkę
i nie zważając na trudności ( korek 2godziny 45 minut, bo WSZYSCY JECHALI W GÓRY NA WYPOCZYNEK, a tylko my po kanapę) oraz kilometraż (  razem 400km) i zmęczenie MATERIAŁU (przyjechaliśmy dobrze po południu i MĄŻ opierał się nosem o kierownicę) ..........gdy zobaczą EFEKT swoich starań W PEŁNYM BLASKU DNIA NASTĘPNEGO zastanawiają się-PO CO KURNA NAM TO BYŁO?!
Tawuła, tak się obśmiała,że aż zakwitła

pierwiosnki wolały bezpiecznie skryć się za kamieniem, bo bały się,że im się oberwie ( zawsze obrywa niewinny)
Tylko zielona żabka naiwnie wierząc,że jest niewidoczna wychynęła z trawy,żeby zobaczyć "co to się wyrabia"
A DZIAŁO SIĘ!!! Kanapa zamiast ze skóry okazała się bardzo EKO, bo po skórze zostały tylko PRZECIERKI DO GOŁEJ OSNOWY. W dodatku po złożeniu pokazała swą podstępną naturę-część w zamyśle projektantów służąca jako pojemnik na pościel, przy lekkomyślnym otwieraniu -wali człowieka w szczękę.Kanapa zyskała więc własną nazwę PUŁAPKA NA EW. ZŁOCZYŃCÓW I honorowe miejsce w kącie ( bo tylko tam się zmieściła) oraz tymczasową narzutę przykrywającą nie zostawiającą złudzeń (co co skóry) goliznę.
A poza tym jak zwykle na wsi- CU- DOW-NIE!

DZBANKI-POWITANKI już czekały z pytaniem w dzióbkach "BĘDZIE SIĘ PIŁO?!"



migdałek usprawiedliwiał się-"Nie zdążyłem, bo nie wiedziałem,że JUŻ przyjedziecie"

SZAFKA WYGRZEBANA Z KURNIKA (a więc przyzwyczajona do liczniejszego towarzystwa) miała JAK ZWYKLE pretensje
-No i DLA KOGO ja się pytam, tyle tych filiżanek, skoro NIKOGO nie przywozicie?!


Brzoskwinka zapewniała
-Jeśli ZNOWU nie zmarznę MOŻE w tym roku zaowocuję...

Tylko łąka i las były bezinteresowne

i powitały nas

i
Ptaki już śpiewają jak zwariowane, ale,że pogoda raczej "barowa" zajęłam się "robótkami niezręcznymi", bo
  1. kwiaty kwitną


2.ptaki śpiewają

czwartek, 29 kwietnia 2010

O JEDNYM TAKIM CO ZSZEDŁ BYŁ

Wybieramy się na wieś- atmosfera pełna radosnego oczekiwania, chociaż  w pracy mam ostatnio trudne dni z powodu WULKANU-nie żebym robotę zmieniła, ale rzeczony wulkan ( w zamyśle pomoc dyrektora) co rusz wyrzuca nam "zbędne" koleżanki na aut.
W domu staram się o tym nie myśleć , dlatego biorę się za torby, ale czasami dopada mnie MYŚLENIE i o ile nie zostanę myśliwym to może wymyślę, co "w razie gdyby", mogłabym robić zamiast.
Wracam dzisiaj "ściorana" po robocie a tu ŚLUBNY cosik niewyraźny
-Coś nie tak?
-KOLEGĘ MI UŚMIERCILI-aż mnie zgięło
-Kiedy?- wychrypiałam, bo głos jak zwykle gdy trzeba to...zawodzi
-Dziś
-KOGO?!
-EWARYSTA!- rzucił, a mnie przed oczami przewineła się panorama ze śp.:
  • jak to opowiadał w latach 90 tych,że zna kogoś, kto za darmoszkę sprowadza Skody z CZECH dla  ZAMELDOWANYCH w strefie przygranicznej i jak potem na spółę- kupa narodu- kupiliśmy szopę w okolicach granicy, pomeldowaliśmy się jak szaleni, czekaliśmy na umówionym miejscu a KTOŚ NIGDY SIĘ NIE POJAWIŁ
  • innym razem JEGO WŁASNY BRAT miał szyć puchowe kurtki ( prawie jak campus) z materiału powierzonego za psie pieniądze.Pojechaliśmy do Ewarysta, który wtedy mieszkał z bratem a każdy dźwigał wór kurzęcego puchu:
-Brat się kąpie-oświadczył na powitanie
-Jeszcze się kąpie-  usłyszeliśmy po godzinie
Nic dziwnego,że miał przydomek BAJKOPISARZ.
-KIEDY POGRZEB?-za pytałam ze współczuciem,żal mi się zrobiło ŚLUBNEGO, bo wyraźnie był w lekkiej traumie.
-JAKI POGRZEB?!- zdziwił się
-No EWARYSTA....- ALE GO SIEKŁO-pomyślałam
-COŚ TY!? PRZECIEŻ ON ŻYJE!
-Jak to ŻYJE? przecież MÓWIŁEŚ,że go uśmiercili...
-Bo ktoś widział karetkę przed domem i od rana w piekarni a potem w robocie mówili,że miał zawał. Dzwonili  nawet z miasta do szefa i do związków...
-TO SKĄD WIESZ,ŻE ŻYJE?!!!
-Bo przyszedł na drugą zmianę do roboty-spokojnie wyjaśnił TESTER NERWÓW WŁASNEJ ŻONY
-I co się STAŁO?!
-A....NIE WIEM, NIE PYTAŁEM-NAJWAŻNIEJSZE,ŻE PRZYSZEDŁ
Kiedyś KTOŚ NA PEWNO nie przyjdzie na drugą zmianę, bo go własna żona ukatrupi- pomyślałam, ale dbając o przyjazną atmosferę (przydały się zajęcia z psychologii klinicznej na studiach), zapytałam
-To coś taki smutny?
-BO WIESZ, CO JA PRZEŻYŁEM?!!! ZANIM on przyszedł?!!!!-i PAN URAŻONY  totalnym brakiem współczucia ze strony BEZWZGLĘDNEJ ŻONY skręcającej się na krześle w ataku "kaszlu" rozrywającego trzewia, ODDALIŁ SIĘ do sąsiedniego pokoju.
Myślałam-nadchodzą CICHE DNI, ale wrócił i to w dodatku Z PREZENTEM!
Nie , no tak dobrze to nie jest,żeby sam kupił. Prezent przywędrował aż z KRAKOWA

OD MIRY-BRANSOLETKOWEJ CZARODZIEJKI


PRZEPIĘKNIE ZAPAKOWANY

A JAKA ZAWARTOŚĆ!!!!!!
DZIĘKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Od razu wszystkie kłopoty poszły w kąt! 
Jutro idę "zestrojona", aby ładnie zakończyć tydzień a potem hajda na wieś:)

wtorek, 27 kwietnia 2010

CO NAM ZOSTAŁO Z TYCH LAT, czyli segregacja i kreacja

Wielkimi krokami zbliża się długi majowy weekend, który w tym roku nie dość,że krótki to jeszcze okrojony, bo GŁOWA RODZINY w poniedziałek pracuje.Ale i tak wyruszamy NA SWOJE! Przygotowania czas zacząć. Wywlokłam, co się tylko dało z regałów i zaczęłam żmudną pracę współczesnego Kopciuszka
-Na wieś, zostaje, na wieś zostaje , na wieś, na wieś... i w ten oto sposób we "wsiowej kupce" znalazła się kreacja z wesela kuzyna w 1990 roku, której zawsze żal mi było wyrzucać, bo materiał porządny.
- Jakieś święta, czy cóś?- zainteresował się MŁODSZY
-Dlaczego?
-Bo sprzątasz a to zdarza ci się ze dwa razy w roku-posumował mnie TEN W KTÓREGO POKOJU TRWA NIEUSTANNA ATMOSFERA-"WŁAŚNIE WRÓCIŁEM NARĄBANY Z BALANGI I DLATEGO WSZYSTKO SIĘ WALA"
-Segregacja przedwsiowa- wyjaśniłam cierpliwie tłumokowi
-Znaczy podmiejska?- zrewanżował się
-A iiiiidź uchyle- MAMUSIA jak zwykle buchająca uczuciem
-Może bym i poszedł, ale przez tą górę ciuchów NIE PRZEJDĘ! O a TO co?-podniósł z podłogi KREACJĘ
-Zmieścisz się?-zadał pytanie z gatunku DRUZGOCĄCYCH (dla mnie) albo ŚMIERCIONOŚNYCH ( la niego)
-Mooooooże- odpowiedziałam dyplomatycznie
-Przymierz, przymierz , to się pośmiejemy
Nie skotłowałam go na podłodze, bo silniejszy i się nie dał, ale łaskotki ma po staremu.Wreszcie poszedł a ja na spokojnie nieco bardziej krytycznym okiem przyjrzałam się temu, co zostało z kreacji, która nie za bardzo przetrwała " wspólne przymierzanie".
Na torby- nie przerobię, na grzbiet- nie wdzieję, bo nawet, gdyby była W CAŁOŚCI A NIE PUZZLACH to bijące po oczach SREBRNE guziki chyba zaćmiły mi mózg, że traktowałam KREACJĘ jako coś, co kiedyś podkreśli moją nadwyrężoną UŻERANIEM SIĘ z wszystkimi urodę.

Chyba się starzeję, bo coraz trudniej wyrzucać mi nawet mało warte badziewia.
Dziecko miało rację- trzeba " poprzymierzać", co się da

 i dokonać segregacji urodowo-pamiątkowej a okazy o dyskusyjnej urodzie wysłać w delegację, aby podniosły urodę i design miejscowego wysypiska.
A Z KREACJI JEDNAK WYSZŁA TORBA, 
BO PRZECIEŻ MATERIAŁ PORZĄDNY
I WYRZUCIĆ SZKODA! :)

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

AUGUSTOWSKIE NOCE czyli warto choć daleko






Pojechało się i już mniej chętnie powróciło na łono PLACÓWKI ..Nieco chętniej  wróciło się do domu, chociaż nie powitano mnie tak, jak w suwalskim DOMU NAUCZYCIELA


"Nie zna życia, kto nie służył w marynarce..." i nie jeździł na SZKOLENIA.
  1. pogoda jak drut- słonecznie i tak zimno,że kostnieliśmy -jak drut
  2. jedzenie- smakołyk poganiany smakołykiem i w dodatku NIKT nie kazał MYĆ GARÓW!
  3. tereny- bajeczne -gdyby nie 12 godzin  jazdy i zatrzęsienie jezior uwierzyłabym z mety ,że jestem w Bieszczadach



No i nasz przewodnik- chylę czoło razem z beretem, bo poznałam CZŁOWIEKA Z KLASĄ.Sama jestem PANIĄ Z KLASĄ, ale ciągnącą się za mną parami, więc PRAWDZIWĄ KLASĘ potrafię zidentyfikować od razu.
Suwalszczyzna oferuje również atrakcje dla  miłośników:
  •  jazdy rowerowej z mapą (żadne tam gps, czy inne badziewie)
 

  • przygód ( w tym bliskich spotkań trzeciego stopnia z ARMIĄ CZERWONĄ, gdyby przez pomyłkę, ktoś zapędziłby się na "ZAORANE"


JA do nich niestety nie należę i tylko symbolicznie wystawiłam kończyny za granicę


Jedna noga na "ZAKAZANYM" bez wizy, druga na przyjaznej Litwie

  • odważnych smakoszy


  • Tych, którym się WYDAJE ,że nie mają lęku wysokości



ale wystarczy spróbować miejscowego DZIEŃDZIABRA i wszelkie lęki mijają



  • wilków jeziornych, podróżujących "szlakiem" 

  •  miłośników wrażeń z pogranicza klasustrofobii




  • odważnych degustatorów cudownej leczniczej wody


  • oraz bliskich mi duszą miłośników SPOKOJU!

W tym eremie wigierskim zamieszkałabym od razu

  •  nałogowych zjadaczy MROWISKA , do których się zaliczam


 A DLACZEGO PRZYWIOZŁAM TYLKO JEDNO?!!! ......BO ZAPOMNIAŁAM ZABRAĆ Z DOMU PORTFELA!!!!! I MIAŁAM TYLKO DROBNE!!!!!
Płacz jednak zostawiłam sobie na powrót  do rzeczywistości i słusznie, bo dziś w pracy dowiedziałam się, czytając opis wybranego zwierzątka,że BARAN JEST SKŁADANY Z KRWI, KOŚCI I ZE SKÓRY, oraz odczytałam uczniowski podpis pod ilustracją przedstawiającą indyka-PAW, gęś- KOGUT i to w obecności PRAKTYKANTKI W NIEMYM OSZOŁOMIENIU ogromem wiedzy moich podopiecznych.
-Niech się Pani nie martwi- pocieszyłam ją
-W ŚRODĘ PANI ICH WSZYSTKIEGO NAUCZY:)