niedziela, 7 marca 2010

CICHA WIERTARKA UDAROWA

Z okazji Dnia Kobiet będzie o mężczyznach, których naprawdę kocham miłością wielką, nie zawsze bezinteresowną i prawie nigdy nie odwzajemnioną. Myślę tu o wszelkich przedstawicielach rodu męskiego i tych najbliższych, którzy najczęściej mi załażą za skórę i podłażą w zasięg szponów, oraz o tych, którzy jak meteory pojawiają się sporadycznie ,aby zaświecić cudnym blaskiem.
Czasami zastanawialiśmy się z MĘŻEM, co takiego tkwi w naszym przytulisku,że ciągniemy do niego jak osy do piwa ( sprawdzone - ciągną,że hej!)
-Duszę się w tej klacie!(opis uroczych dni spędzanych wespół z MAŁŻONKĄ w naszym blokowym mieszkaniu)-teoria męża
-Tam można coś porobić na świeżym powietrzu-kolejny argument MĘŻA
-I nie włazisz  w oczy z flaszencją piwa ukochanej ŻONIE-wyjaśnienie ŻONY
-No pewnie, bo TY byś tylko siedziała przy piecu !
Prawda niestety i wcale nie szkodzi,że wyglądam tu jak menel a kuchnia jak melina. Najważniejsze,że kolor obgryzionych przez myszy kwiatków na moich klapkach konweniuje z eleganckim kreszowym dresikiem :)
-Od roboty ma się garba!( to moje własne odkrywcze spostrzeżenie). Już mieliśmy rozpocząć "ożywioną dyskusję",, ale przerwało nam miarowe stukanie po rurach i w jednej chwili zrozumieliśmy-TO BYŁO JAK OBJAWIENIE!
UWIELBIAMY NASZ LETNI DOMEK, BO TAM POD NAMI MIESZKAJĄ TYLKO MYSZY!
Tak na prawdę to sąsiadów blokowych mamy wyborowych, wiele im zawdzięczamy . Jedni pokazali przytulisko, drudzy pilnują mieszkania, gdy "wybywamy" a ostatni, o których myślę dostarczają czasem niezamierzonej rozrywki. To właśnie SĄSIADOWI  zawdzięczam w/w tytuł ( oraz to,że nie muszę latoroślom po raz kolejny tłumaczyć, co to znaczy paradoks- rzucam hasło i po sprawie)
Zdarzyło się to w ostatnim dniu naszego trwającego trzy dłuuuugie miesiące remontu. MĄŻ  przykręcał waśnie jedną z ostatnich kilku śrubek, ŻONA stała i podziwiała ( czyli to, co umie robić najpiękniej), gdy rozległo się PUKANIE. Otworzyłam, a tu niespodzianka- w drzwiach stoi sąsiad z bułką-od razu pomyślałam,że ugryzionej nie ruszę, ale zagaiłam zachęcająco
-Słucham pana....
-Pani wie, po co przyszedłem-odezwał się PRZEŻUWAJĄCY BUŁKĘ
A ponieważ moja mina nie wyrażała widocznie nic -kontynuował:
-Pani uważa,że tak dobrze wiercić?( tu mnie zatkało, bo na ROBOCIE  to ja się nie znam, ale moje zdanie jak się okazało za chwilę nie miało najmniejszego znaczenia) W trakcie olśniewającego expose dowiedzieliśmy się,że:
  1. przez wiercenie dziecku, to znaczy żonie(podaję za autorem) "choroba się wróciła"-gdy z trwogą, spytałam -jaka, odpowiedział grobowym głosem,że MIGRENA!- co mnie  zmroziło, bo także je miewam
  2. Jak się wierci to trzeba się pytać, CZY WOLNO?-
-Ależ, my informowaliśmy sąsiadów,że rozpoczynamy remont- próbowałm ratować "stosunki międzyludzkie"
- Małżonko- informowali?- zwrócił się " w powietrze SĄSIAD a mnie mrówki przeleciały po plecach ( z wariatami nie gadam). Okazało się jednak,że za drzwiami ukryła się MAŁŻONKA,  która cichutkim głosikiem na szczęście potwierdziła moją wersję.
3.Jak się wierci to ZA KAŻDYM RAZEM  trzeba się pytać, czy wolno( bez komentarza za strony ZAMUROWANEJ ŻONY, czyli mnie)
4. Jak się wierci, to kupuje się PROFESJONALNĄ CICHĄ WIERTARKĘ UDAROWĄ (MĄŻ się rwał do dyskusji, więc szybciutko przeprosiłam, obiecałam poprawę i szybkim ruchem zamknęłam drzwi za oddalającym się sąsiadem)
A w parę tygodni później SĄSIAD zaczął wykładać ściany płytami G-K-KAŻDA NA METALOWYM STELAŻU,KTÓRY TRZEBA PRZYKRĘCIĆ DO ŚCIANY! Ale oczywiście używa PROFESJONALNEJ CICHEJ WIERRRRRTARKI UDARRRRROWEJ- to tylko MY jesteśmy przewrażliwieni:)

10 komentarzy:

  1. To znowu ja(;

    Od lipca bieżącego roku trwa remont u sąsiadów,ów sąsiedzi nie informują ,że zakręcają zawór od wody.Już od rana kiedy to ja w najlepsze sobie śpię.Dobrze że zima bo po przebudzeniu nie dość że jakoś tak mniej atrakcyjnie się wygląda to jeszcze włos każdy w inną stronę.A tak czapa ,kaptur i dziecko do przedszkola można spokojnie odprowadzić.Może nikt nie zauważy(;
    Nie chodzę,nie skarżę się.
    U mnie remont też trwał dość długo.Trwa nadal bo wena twórcza w tej kwestii mnie nie opuszcza.
    Ale my też informowaliśmy sąsiadów -że będzie się działo((;
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. hi,hi ,czytam,czytam ,do dnia dzisiejszego ,bieżącego roku(chyba głodna jestem(;)

    OdpowiedzUsuń
  3. wszyscy tęsknimy za wiosną, ale,żeby od razu przeskok do lata?:)Miło Cię widzieć:)

    OdpowiedzUsuń
  4. :)) Mmm...ja lubię zimę na osiedlu - jest cisza. Wraz z wiosną nadciągają - kosiarki, pilarki, siekiery, podkaszarki, młoty pneumatyczne i wierrrrrtarki udarowe i piły, piły, mnóstwo pił. Siedzę sobie pod gruszą na dowolnie wybranym boku i zastanawiam się jaka jest różnica między moim ogrodem a ogródkiem przed blokiem w blokowisku....
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana zapraszam po wyróżnienie(;

    OdpowiedzUsuń
  6. Buziole i dzięki serdeczne!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Z wiertarkami bywa tak:One nie potrafią pracować wtedy, kiedy nikogo w domu i w sąsiedztwie nie ma.Najwydajniejsza w pracy jest wiertarka pracująca nocą.Czasem tylko się zastanawiam czy może to jest tylko chrapanie? Chyba przewrażliwiona jestem.A co z moim "pitoszkiem"?

    OdpowiedzUsuń
  8. może jutro poleci jak dolecę na pocztę

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja od godziny siedzę u ciebie, żre szarlotkę co to ja na swój dzień od osobistego zamówiłam - i kwiczę:):) ze śmiechu. Masz tak cudnie lekkie pióro, i tyle dobrej energii w sobie - że już się mnie nie pozbędziesz:):) Będę tu przesiadywać i sobie ów dobry nastrój brać:):)
    Buziaki - i jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji fajnego babskiego dnia:):)

    OdpowiedzUsuń
  10. dziękuję a bloguję PRZEZ CIEBIE!( i za to również serdeczne dzięki:)

    OdpowiedzUsuń