sobota, 8 czerwca 2013

usycham z tęsknoty i torby szyję

Właśnie ostatecznie i nieodwołalnie między jednym krokiem komersowego poloneza a drugim ( a co !-miałyśmy z KOLEŻANKĄ WYJŚCIE  w wielkim stylu) potwierdziło się,że z wyjazdu na naszą wieś w przyszłym tygodniu nici:(. Mamy festyn szkolny, który:

  1. musi odbyć się w piątek ( żeby nikt nie mógł nigdzie wyjechać)
  2.  uświetniać bedzie moja  własna osoba, która jest nieodzowna ( jak mi innych czterdziestu męczenników)
A na wsi



 drzewa  pięknie przekwitają

nawet w deszczu jest pięknie
pęcherznica - jak rzadko - bez mszyc


 nawet mak się postarał

 bluszcze pną się...aż do talerzy
okazyjnie , bo za 3 zł kupionych wiadomo gdzie
i
ROBOTA CZEKA!!!!
w domu

 i na zapuszczonych grządkach

A po robocie kawka w pięknym dzbanku od Agi z "Oazy"

 albo odkurzanie zakurzonego
PRZYBORU PODSTAWOWEGO, bo osy już zwietrzyły browar i PRZYKRYWKA musi być!

Jęczę i marudzę ale nikt nie ma litości. A tak bardzo się starałam.

  1. Z poświęceniem odbyłam wycieczkę szkolną, podczas  której TAJFUN odnowił zapasy broni białej, którą zamierzał wypróbować w drodze powrotnej na okolicznej autokarowej ludności ( również uzbrojonej), ale powstrzymywał się dzielnie, bo był w zasięgu  TEJ CO ZBIERA WYMIOCINY KOLEGÓW DO CIENIEGO WORECZKA-nie wiem, co sobie wyobrażał, ale wolał nie ryzykować.
  2. Zaryzykowałam i wzięłam udział w organizowanym przez castoramę " Majsterkowie" ( polecam)- robiliśmy stojaki na kubki z elementów drewnianych.Pełna podziwu patrzyłam jak panowie instruktorzy podstawiają własne palce między deskę a młotek WYMACHUJĄCYCH NIM MAJSTERKOWICZÓW. Obyło się bez ofiar w ludziach ( nadal ledwo w to wierzę) a w podzięce RUSAŁKA w drodze powrotnej oświadczyła,że MA CAŁY DZIEŃ ZMARNOWANY, BO WŁAŚNIE W AUTOBUSIE ZROBIŁO JEJ SIĘ NIEDOBRZE. Gdy jej marudzenie nieco się zapętliło, nie wytrzymałam:
-Przestań wreszcie marudzić, przecież ci się podobało na warsztatach, a od  15 minut nie jedziesz już autobusem, to powinno być ci już chyba lepiej!- w myślach zaciskałam już palce na labidzącej szyjce
-A PANI JEST NAŁUCZYCIELKĄ, TO SIĘ PANI POWINNA PRZYZWYCZAIĆ DO RÓŻNYCH DZIECI-odparowała RUSAŁKA i niestety miała rację- dalszą drogę odbyłyśmy w kontemplacyjnym milczeniu.
 AMATOR wsi zapowiedział,że skoro ja nie mogę, weźmie TEŚCIA i przynajmniej " jakąś robotę się pchnie" ( widocznie ze mną to tylko lenistwo ), ale nie jest nastawiony entuzjastycznie, bo teść jak wiadomo wychowany na ideałach PSTROWSKIEGO, co niechybnie skończy się długotrwałymi zakwasami u TEGO, CO NIE POSZEDŁ W OJCA ŚLADY.
Pozostaje mi tylko TORBIZM w wiejskim wydaniu:

 własnoręcznie aplikowany


 międzynarodowy bo z tkaninki Marimekko
i wiejsko ceratkowy

 ze zwisającą smętnie  jak ja"kukardą".
Dobrze,że chcociaż słońce wyszło, bo już zaczynałam SZYĆ NA CZARNO, czego efekty pewnie pokażę, gdy trafiający mnie szlag minie. Pozdrawiam wszystkich czytaczy i oglądaczy a szczególnie tych z betonami ( jak ja) za oknem.:)

czwartek, 16 maja 2013

KOMUNIE W TOKU, uciekaj KTO MOŻE!

Czas  jak u wszystkich pędzi ( na szczęście bez kraksy) tak, że nie mogę ogranąć- nie tylko Bloga ,ale nawet zaległości domowych. Na blogu była błoga cisza, bo Foksiowa pojechała szlifować swój francuski do Paryżewa, gdzie przygody miała, ale nie opowiadała. W prezencie dostałyśmy z KOLEŻANKĄ pachnące lawendą mydełka marsylskie i woreczki zapachowe.To pewnie dlatego,żeby nam osłodzić miłe spędzanie czasu w doborowym towarzystwie TYCH co komunistami zostaną.
Miałam mylne wrażenie,że może w związku z nadchodzącą uroczystością KTOKOLWIEK się poprawi, ale "Stracone złudzenia" napisano przecież już dawno.
Ekipa zaczyna i kończy dzień tematem KOMUNIA i wszystko tylko z tym im się kojarzy.
-EEEEEJ-zagaja razu pewnego TAJFUN. -A ONA (i tu palec oskarżająco kieruje się w stronę niczego nie podejrzewającej RUSAŁKI) mówi,że TE SPOWIEDŹ JESZCZE RAZ MUSZĘ ZDAWAĆ I TO PRZED KSIĘDZEM!!!-groza w głosie przeraża i mnie.
-Pani katechetka odpytała cię tylko z formuły spowiedzi ( gratuluję sobie,że jestem w temacie) a PRAWDZIWA SPOWIEDŻ I WYZNAWANIE GRZECHÓW- to tylko w kościele przed księdzem- wyjaśniam grzecznie , myśląc,że temat zamknięty.
-NIEEEEEE- jęk z ostatniej ławki wierci mi móżg- TO JA SIĘ WYPISUJĘ!!!!!
Bez spowiedzi nie ma komunii- mściwie uświadamiam ZAŁAMANEMU.
-I PREZENTÓW- dodaje MĄDRALIŃSKA i dobrze,że siedzi poza zasięgiem TAJFUNA, bo małe szanse,żeby zobaczyła swoje.
Po jakimś czasie zdecydował jednak,że " SIĘ DECYDUJE" ( Co za ulga, w myślach życzyłam wytrwałości stojącym za nim w spowiedziowej kolejce)
Minęły dwa beztroskie ( dla mnie) dni.
-Ja się boję tej spowiedzi- zagaił w czasie przerwy.
-Wcale ci się nie dziwię- pomyślałam, ale głośno zapytałam:
-Dlaczego?
-BO ONI SIĘ BĘDĄ ZE MNIE ŚMIAC W KOŚCIELE JAK BĘDĘ MÓWIĆ TĘ SPOWIEDŹ!!!
-KTO?!!!!
-NO wszyscyyyyy!!!!!
-To myślałeś,że spowiedź mówi się do mikrofonu?- energiczne kiwanie głową TEGO CO NIE UWAŻAŁ NA LEKCJII RELIGII doprowadziło mnie do czkawki, ale dzielnie pocieszyłam i wytłumaczyłam OGÓŁOWI ZAINTERESOWANYCH ,że spowiedź odbędzie się w konfesjonale.
-A JA MYŚLAŁEM, ŻE TO TAKA BUDKA, ŻEBY SIĘ KSIĄDZ ZDRZEMNĄŁ W CZASIE MSZY- oświadczył  Makary, a reszta przyjęła to z potakującym kiwaniem niewinnymi główkami.
Czułam się zobligowana, żeby (choć to niezgodne z wyuczonym zawodem) przećwiczyć z nimi kolejne etapy ( wiadomo najlepeij oswoić nieznane). Gdy doszliśmy do całowania stuły, paluszek GRZECZNIUTKIEJ uniósł się jak zwykle delikatnie w górę.
-Przepraszam- odezwała się scenicznym szeptem- MOJA MAMUSIA ZABRONIŁA MI CAŁOWAĆ STUŁĘ, BO PRZECIEŻ SĄ TAM MILARDY ZARAZKÓW!
-FUUUUUJ!!!!-rozległo się od całej reszty, a ja postanowiłam odciąć się od dyskusji i przekazać młodzież w jakże godne i zorientowane ręce PANI KATECHETKI.
Temat stuły nie powrócił.
-A MOŻNA POWIEDZIEĆ TYLKO TRZY GRZECHY?-TAJFUN dopadł mnie w czasie przerwy.
-BO TYLKO TYLE PAMIĘTAM!!!!-dodał
-A co na to pani katechetka?-postanowiłam być asekurantem.
-Kazał poradzić się rodziców, ale jak ja tacie powiem- to będę miał karę do końca życia!
W tym momencie dostał bęcka od berka i poleciał gonić kolegę a po przerwie już zapomnaiła o temacie.
Nie drążyłam. Postanowiłam jednak częściowo skorelować pracę na lekcji z jednokierunkowym nurtem zainteresowań OGÓŁU.
Okazja nadarzyła się wkrótce.Krzyżówka i hasło "BUK"
-Nazwa drzewa liściastego , która brzmi TAK SAMO JAK IMIĘ WASZEGO STWÓRCY-ogłaszam ZGROMADZONYM
Myślą, myślą i liczą kratki ( wszystkie trzy)
-ZYGMUNT?!!!!!!-rozlega się pełen niedowierzania  głos WYGADANEJ a ja smarkam PROSTO DO DZIENNIKA LEKCYJNEGO  ( dobrze,że tak jak Tajfun nie miałam zasięgu).
I to by było na tyle, bo o laptopach, smartfonach i kaaaasie nie będę przecież pisać:)
PS. Torby oczywiście szyją się, bo jak tu nie szyć, gdy nerwy w strzępach!




a na wsi

wszystko czeka- WYRUSZAMY JUTRO!!!!:)))))

czwartek, 25 kwietnia 2013

WYNIKI CANDY I...biorę się za siebie

Tak jakoś zeszło,że losowanie odbyło się o czasie ale publikacja wyników to już nie za zbytnio. SPRACOWANA RĘKA LOSU wyciągnęła kartkę i napiem CHENIA ( proszę o namiary na alsto@op.pl)
-A mówiłaś,że to JA sadzę byki ortograficzne- ucieszył się jak głupi WŁAŚCICIEL RĘKI.
A niech się cieszy- tyle jego- nawet jakoś tłumaczyć mi się nie chciało, bom ciągle w wiosennym przesileniu.
Ale basta! Bo zaraz za rogiem czają się meteoropatyczne depresyjki a do wakacji jeszcze kawałek z haczykiem.
Trzeba się brać za siebie,żeby nie było  jak z jedną z WSPÓŁTOWARZYSZEK NIEDOLI kupującą na straganie włoszczyznę
-Ta włoszczyzna piękna- zachwalał sprzedawca, a ponieważ koleżanka nie podjęła wątku, sam a siebie kon tynuował:
-Taka piękna, jak pani! PANIĄ TO JUŻ NAWET DO TRUMNY NIE TRZEBA BY MALOWAĆ!-nie ma to jak wysmakowany komplement.
Ładuję zatem symbol przemiany
i jak to powiedziała RUSAŁKA, gdy zwróciłam  uwagę na jej niewłasciwe zachowanie:
-KONIEC TEMATU O MNIE! KAŻDY RZĄDZI SWOJĄ OSOBOWOŚCIĄ!
Pozdrawiam wszystkich czytających i lecę do tych , co słuchać nie chcą:)

czwartek, 4 kwietnia 2013

CIĄGLE W NIEDOCZASIE, czyli jak kura na jajach

Właśnie tak czekam na nadejście wiosny. Nie, że cierpliwie- tej cechy nigdy akurat nie miałam  w nadmiarze. Najchętniej zamieszkałabym jak moja kura w filiżance z kawą, bo spaaaaać chce mi się od rana do wieczora. Żeby lenistwo nie zamęczyło mnie na śmierć- ludzkość zafundowała LENIOWI rozrywkę typu święta, czyli:








  • przedświąteczny kiermasz szkolny, na którym prezentowały się moje motylki
Zbieraliśmy na tablicę interaktywną i sukces był!!!! Razem z KOLEŻANKĄ puściłyśmy demona rozrzutności wolno i oprócz koniecznych zakupów

cekinowe jajo-zakup niezbędny!!!
zrobiłyśmy zapas chleba ze smalcem i kiszonym ogórem na najbliższe sto lat, co nie przeszkodziło mi zeżreć ZAKUPU w tym samym dniu a potem jęczeć i dziwić się ,że pękam z przeżarcia. Nikt mnie nie pożałował, bo EKIPA  po wizycie u teściów, umierała z tego samego powodu po gołąbkach.



  • sprzątanie po łebkach (leń trzymał się mocno i nie puszczał)
-Niektórzy okna myją!- próbował idiotycznej motywacji Pracuś
Też umyłam, co zaowocowało śnieżycą zaraz na drugi dzień I DAŁAM SE SPOKÓJ.

  •  Ciasta upiekłam takie jak zwykle, ale wyszły niezwykłe:sernik spływał po rękach a czekoladowiec wysechł dla odmiany na wiór.Na szczęscie goście nie zawiedli i ciast ci u nas dostatek był:) ( dzięki Miłson!)
  • Goście jak zwykle mile widziani ,oprócz ciasta przywieźli prezenty!!!


takich pisanek nie ma nikt!
  • piliśmy wino sprezentowane przez MADLEN (wygrałam konkurs na toast walentynkowy- i broniłam butelki jak lew aż do świąt!) i poszerzaliśmy zakres wiedzy ogólnej ( szwagier edukator) na temat POBOŻNYCH PIERSI ( dla niewyedukowanych , to takie, które po zdjęciu biustonosza upadają na kolana)
-I kto się tu śmieje?!- próbował nas zgasić JAK ZWYKLE WSPIERAJĄCY ,ale po skrzyżowaniu spojrzeń z rozchichotaną WŁAŚCICIELKĄ POBOŻNYCH PIERSI WE WŁASNEJ OSOBIE, wolał ewakuować się do kuchni pod pretekstem zrobienia herbaty ( wrócił z kawą- widać się przejął).

Prezenty natchnęły mnie potrzebą zorganiowania candy. Tym razem nie będę nikogo męczyć torbami


Do przygarnięcia książka i rękawica w komplecie z ręczniczkiem 
( żeby było na czym haftować te monogramy)
LOSOWANIE 23 KWIETNIA
( jest szansa,że wiosna będzie!)
chętnych proszę o komentarz pod postem
PS. Praca wytwórcza też nie idzie z powodu lenistwa i POMOCNIKÓW

tak wygląda filcowanie na sucho!



a tak spotkanie flauszu z filcem

WIELE SŁOŃCA ZYCZĘ!!!!!
i nie wiem kiedy się pojawię, bo gdyby nie Foksiowa  i jej "BYŁ JAKIŚ WPIS?!!!!", to leń zgnębiłby mnie do cna:)

sobota, 16 marca 2013

OBY DO WIOSNY!

Rekolekcje wielkopostne- to co roku   loteria pod hasłem "Da się utrzymać towarzystwo w ryzach , czy nie?"Tym razem postawiono na młodość. Wielbiony już po pierwszym spotkaniu ksiądz Adam oprócz gry na gitarze zorganizował zespół perkusistów ( TAJFUN się nie załapał), budowanie z klocków ( TAJFUN znów się nie załapał) oraz "wymianę doświadczeń" pod hasłem "Kim chciałbyś zostać". I tu wreszcie lekko zdenerwowany Tajfun dorwał się do głosu:
-ŚCIAŁBYM BYĆ PIŁKARZEM- rozległo się gromkie hasło, bo mikrofon miał przy samej brodzie.
-Ty lepiej uważaj z takimi marzeniami, bo JA też chciałem być piłkarzem, a zobacz JAK skończyłem!- odpowiedział REKOLEKCJONISTA a SZUKAJĄCY WZROKIEM RATUNKU napotkał w tym momencie tylko potakujący KIW GŁOWOWY własnego wychowawcy i być może na chwilę nawet się załamał. RUSAŁKA nie dopchała się do głosu i dlatego MUSIAŁA scenicznym szeptem zwierzyć się WYCHOWAWCY , że jej marzeniem jest SZYBKIE SPOTKANIE Z JEZUSEM, co spotkało się z pogłaskaniem po główce i nakazaniem ciiiiszy a w myślach z komentarzem ( Oby nie wtedy, gdy jesteś pod MOJĄ OPIEKĄ skarbie).
W PLACÓWCE rysujemy  WŁASNE karykatury.
-Możecie narysować mnie również, np. jako jabłko, bo jestem gruba- zachęcam tych, którzy mają opory.
-PANI NIE JEST GRUBA TYLKO TROCHĘ TAK JAKBY Z LEKKA PUSZYSTA-odzywa się głos z pierwszej ławki a ja po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu,że przynajmniej zawód wybrałam dobrze!
Na drugi dzień- zgadywanka- KTO TO JEST?
Pierwsza- udana próba- rozpoznałam się PO BIURKU
Zwróćcie uwagę na roszpunkowe kędziory i koła w uszach ( włosy zapuszczę a koła musze sobie kupić:)
Druga - udana z PODPOWIEDZIĄ:
-No KTO ma DUŻO PROBLEMÓW I MYŚLI CAŁY CZAS O SZYCIU?!!!!
Oczy chyba ciskają błyskawice- CAŁA JA!
Na odwrocie w rytm muzyczki pisaliśmy sobie wzajemnie miłe słówka
Fajnie,że jestem fajna!
TAJFUNOWI, ktoś napisał KOCHAM CIĘ i zaczęło się śledztwo, ale nic nie wskórał i do końca dnia był spokój, bo miał nad czym myśleć.
W PLACÓWKOWEJ KUCHNI-kuchenne rewolucje. Panie nie zdzierżyły codziennego, powtarzanego po trzystakroć pytania JAKA ZUPA? ( chcociaż jadłospis wisi na ścianie) i zaoferowały plansze z wykaligrafowanymi nazwami.
-Co dziś było na obiad?- pytam HARREGO POTTERA
-Ogórkowa
- Jadłeś?
-Nieee, przeczytałem sobie
-Nie lubisz?
-Lubię, ale obawiałem się,że będzie obrażać moje kubki smakowe- odpowiada i zaraz wyjaśnia,że to cytat z kultowego SPONGEBOBA, bo sam tak wygadany to nie jest. I całe szczęście!
Nadchodząca wiosna działa na wszystkich:
-Mnie po prostu NIC się nie chce
-DZIEWCZYNY klasowe szaleją a upominane wyjaśniają,że DOSTAłY PSYCHIKI!
-Panowie nie bacząc na mróz ( bo śnieg na szczęście nas ominął) codziennie pytają o możliwośc gry w piłkę na boisku szkolnym i zamiast wpatrywać się W TEGO CO MA WIEDZĘ, wypatrują tych, co latają po placu zabaw, ustalając ranking DOBRYCH I ZŁYCH PANIÓW ( tych co wyprowadzają lub nie czeredę na PLAC).
TA CO MYŚLI O SZYCIU- czasem szyje
 pożegnanie zimy
 ufilcowany świr

 powitanie wiosny
a w wolnych chwilach spotyka się z M. , czyli KONSERWANTEM SZTUKI, żeby zażyć odrobiny luksusu
przymierzając cudze torby:)
i nie zwracamy teraz uwagi na pulchne kończyny ,tylko skupiamy wzrok na  markowej CENNEJ TORBIE TRUSSARDI!
MIŁEJ SOBOTY!!!!!:)

piątek, 1 marca 2013

NA ROBOCZO, czyli po łebkach , bo jutroTEŻ w placówce

Ferie przeleciały jak wszystko co dobre- szybko i niepostrzeżenie i zostawiły uczucie niedosytu, bo ani dużej zimy ( chociaż ja z tych ciepłolubnych), ani długich leniwych dni. Na co dzień albo w garach z uwagi na podstępnych i znienackowych podjadaczy
tu akurat konsumuje szkło po gołąbkach teściowej
albo przy maszynie z marnym niestety efektem, bo jakoś nie szło.Filc się skończył, skóra doprowadzała maszynę do szału ( razem z krawcową). W końcu postanowiłam,że pora na poszerzenie horyzontów, bo świat z perspektywy okiennego parapetu , o który codziennie walczysz z własnym kotem, to marne widoki na świetlaną przyszłość.
Akurat w naszym mieście rozpoczynały się Targi Budownictwa i Wyposażenia Wnętrz- w sam raz dla mnie DOMOROSŁEJ DIZAJNERKI!
-Pojedź i obczaj trendy-ŚWIATOWY ślubny zaakceptował pomysł , bo zapas teściowych gołąbków rozpierał się jeszcze dumnie w lodówce, więc głód mu nie groził.
Wyruszyłam rano z nadzieją na warsztaty wnętrzarskie "Jak się nie urządzać" prowadzone przez Akademię Dobrze Mieszkaj
-Do 13 sporo czasu- myślałam naiwnie i wybrałam kierunek SKLEPY.
O 12 zorientowałam się,że stoję na przystanku autobusowym nie jak Marylin ( w kreacji i z banjo) ale jako żywy dowód na to,że BABUSZKI Z KOŁCHOZU i u nas mają się dobrze:
-siaty pełne włóczki i dodatków pasmanteryjnych ( bo obniżka była)
-reklamówka z empiku z czasopismami wnętrzarskimi ( dobrze,że nie kupiłam Dobrze Mieszkaj , które potem dostałam w prezencie- bo strzeliłabym sobie w stopę)
- bigbagsiata z SH ( bo po dwa złote sztuka dawali) ze swetrzyskami- jak się napatrzyło na poduszki swetrowe- to się teraz wyciągało goryle łapy.
W połowie drogi pożałowałam,że nie założyłam malowniczo swetrów na siebie( i tak wyglądałam jak kloszard) ,bo torby ciążyły jak diabli.
O 12.25 WCIĄŻ stałam na przystanku, bo zapomniałam,że w soboty autobusy kursują rzadziej.
WRESZCIE!Na 20 minut przed godziną zero dopadłam do hali, kupiłam bilet, znalazłam stoisko Dobrze Mieszkaj, kupiłam trzy szt czasopism ( w tym katalog o małych domach, bo słusznie wykoncypowałam,że na duże nigdy nie będzie mnie stać), znalazłam aulę wykładową, rozplątałam się z siat i szalika i bez ducha padłam w jednym z ostatnich rzędów upocona jak Fin po saunie.
W planach miałam osobiste poznanie pani Justyny Łotowskiej- redaktor naczelnej pisma, ale biorąc pod uwagę BAGAŻ i ogólny wizerunek, który w tym momencie prezentowałam, asekurancko usiadłam w jednym z ostatnich rzędów i zrezygnowałam Z POMYSŁA.
Kamuflaż udał się nie za bardzo, bo byłam jedyną osobą na sali! ( oprócz prowadzącej). Na szczęście Pani Justyna okazała się przemiłą osobą i zapoznanie się odbyło!(inni doszli później)
W czasie wykładu uświadomiłam sobie,że fotki z cyklu TAK NIE! można by było robić np. w mojej sypialni, ale przesłaniająca mi oczy radość z udziału w wykładzie sprawiała,że jak Scarlett postanowiłam pomyśleć o tym później.
Reszta targów raczej dla koneserów, ze szczególnym uwzględnieniem palaczy kotłowych i kolekcjonerów wiaderek- rozdawanych na stoisku marketu budowlanego.Przez moment nawet dałam się ponieść fali, ale po namyśle zrezygnowałam, bo musiałabym je nieść do domu zw zębach Nie wzięłam żadnej ulotki za co zostałam zrugana,bo " po coś tam poszła?"
-Żebyś się dowiedział,że:

  • kuchnia- NIEMODNA!- teraz wysoki połysk i na gładko-zaczęłam wyliczankę, ale uświadomiłam sobie,że wysoki połysk to akurat często mamy, bo mażą wszystko tłustymi łapami)
  • łazienka- może być
  • a do sypialni WSTAWIMY(moją tęsknotę) WANNĘ!
CZŁOWIEK od razu kazał mi zbadać sobie ciśnienie i poradził wspomóc się uspokajaczem ( wybrałam kieliszek czerwonego)
-A w ogóle oprócz tego wykładu było tam coś interesującego?- drążył ,gdy ochłonęłam.
-Piec kuchenny o wartości DWÓCH PRZYTULISK-odpowiedziałam, co zostało poddane natychmiastowej analizie, aby określić jaką wartość ma BEZCENNY RAZY DWA!
Guru wnętrzarstwa nie zostanę, ale za to mogę na co dzień " gurować" w PLACÓWCE i chociaż z tego trzeba się cieszyć:)


niedziela, 17 lutego 2013

MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ, czyli walentynkowe inspiracje.

-Walentynki się zbliżają!- odpowiednio wcześniej rzucałam tym bardziej i mniej zainteresowanym,żeby zmaksymalizować możliwość obchodów tego święta także i w moim domu.
-To amerykańskie święto i MY go nie obchodzimy- ŚLUBNY jak zwykle konkretnie dał odpór knowaniom.
-A Dzień Kobiet?-zapytałam z ledwie tlącą się nadzieją.
-Dzień Kobiet to święto komunistyczne i TEŻ go nie obchodzimy!-dobił mnie TEN KTÓRY JUŻ WKRÓTCE BĘDZIE ZNOWU SINGLEM
Nie pomogło ciosanie kołków na głowie i bicie ćwieków

Nie pomogło NIC!
Poszłam po wsparcie do MŁODZIEŻY
-Niedługo Walentynki- zagaiłam
-MOŻESZ MI COŚ KUPIĆ- łaskawie odgaił STARSZY ,ale po pstryku w ucho zrozumiał,ze popełnił małe faux pas.
-Na mnie się NIE PATRZ!-TAKĄ miłością to ja cię nie kocham- od razu zabezpieczył się młodszy.
-Czyty byłeś kiedyś diagnozowany?-zadałam pytanie retoryczne
-NO TY CHYBA POWINNAŚ WIEDZIEĆ, wiele ludzi mnie o to pyta-żachnął się i poszedł zakuwać, bo SESJA
-Ja tam w ogóle nie obchodzę- rzucił jeszcze w locie
Nie ma co wdali się w ojca jak nic.
Kolejny test przeprowadziłam wieczorem
-Zaraz zaczyna się "Ucieczka na wieś"- próbowałam pokonać armię predatora oglądającą właśnie przygody swojego idola po raz setny
-CHYBA W KUCHNI, na małym ekranie-STARSZY był bezwzględny, bo myślał,ze przekupił matkę pyszną herbatką.
Poszłyśmy z TRUŚKĄ do kuchni i wyżarłyśmy w proteście wszystko ze swoich miseczek.
NIE TO NIE! OBEJDZIE SIĘ!
Postanowiłam urządzić sobie WALENTYNKOWE CIORANIE PO SKLEPACH( ze szczególnym uwzględnieniem pasmanterii).
-BUZIAKI Z OKAZJI WALENTYNEK- sms ślubnego zaskoczył mnie w buciarni.
Przysiadłam wygodnie z kozakiem na jednej a czółenkiem na drugiej nodze.
-JAK MIŁO IRENEUSZU,ŻE PAMIĘTAŁEŚ-BUZIACZKI-odpisałam myśląc mściwie,że zaraz część pracowitego dnia spędzi na analizowaniu zestawu wszelkich znajomych o imieniu IRENEUSZ-NIE ZNAJDZIE!
-Niby,że nie spojrzałaś od kogo i odpowiadasz w ciemno?- telefon zadzwonił od razu, a pani w buciarni wzrokiem dała mi jasno do zrozumienia ,że CZAS MINĄŁ.
Pocieszyłam się zestawem czasopism wnętrzarskich ( empik też się ucieszył)
W domu niespodzianka
Zanim zaczęłam się cieszyć, okazało się,że to prezent od KOLEŻANKI MŁODSZEGO ( ona również odkryła tajemnicę ciasta czekoladowego "Delecty" i upodobanie młodszego do tegoż).
Poczęstowała nas wszystkich i znowu pożałowałam,że na razie nie chcemy mieć synowej ( taka by się przydała jak nic!)
-Mam na dzieję,że się zrewanżowałeś- próbowałam podpytać, ale zmierzył mnie TAKIM wzrokiem,że o szczegóły nie pytałam ( najwyżej będą to ostatnie Walentynki w tym zestawie osobowym)
Pozostaje mi tylko " bezinteresowna" miłość powiązana z miską i kuwetą
A ponieważ dziś DZIEŃ KOTA-WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO TRUŚKO!
PS. Na cześć kota- torba futerkowa