czwartek, 22 listopada 2012

NIC ODKRYWCZEGO, czyli jesień dołuje

Przynajmniej mnie. Dziergam szale jak szal-ona nie zważając ,że popytu nie ma -a szyję mam tylko jedną.
Przynajmniej będzie ciepło i kolorowo- co dzień inna stylówa:)
W PLACÓWCE nuuuuuda,przynajmniej ze strony Harrego P, który NOTORYCZNIE uwala się na ławce, w trakcie jakże zajmującej lekcji języka angielskiego i uparcie twierdzi,że NIE SCE MU SIEM.
-Widocznie lekcja jest nudna- skomentował zajście RODZIC, gdy ZATROSKANY WYCHOWAWCA podkablował NIEROBA.
Fakt. NA WUŁEFIE nigdy mu się nie nudzi-ale to zachowałam dla siebie, bo nie będę wręczać oręża temu, co z drugiej strony barykady.
TAJFUN daje czadu jak zwykle- najbardziej na lekcji religii, w czasie której powinien pilnie przygotowywać się do Komunii Świętej- zważywszy na to,że DZIADEK OBIECAŁ KŁADA!!!(widocznie w domu TEŻ mają go czasami dość- ale,żeby takie ekstremalne rozwiązania? KŁAD I SINA DAL?-pewnie nie powiedzą mu jak się hamuje)
-Co znów dziś namąciłeś- pytam widząc zbolałe oblicze zatroskanego nauczyciela z ulgą opuszczającego klasę.
-PRAWIEŻENIC!-prawieżesięobraża.
Ale DZIELNE DONOSICIELKI NIE ŚPIĄ!
-KAZAŁ NAM MÓWIĆ PEPSI!!!!!-oburzają się
-No i?- jak pragnę zdrowia, nie nadążam!
-POWIEDZ PEPSI-JESTEŚ SEKSI- charczą na bezdechu-Tak nam odpowiadał! a ja próbuję wyjaśnić,że to dowód sympatii, bo rozniosłyby go za pomocą swoich zdolnych rączek.
-I to nie wszystko!!!-do akcji wkracza RUSAŁKA
-Kazał mi zrobić TAK!- i łączy kciuk z palcem wskazującym w zgrabne kółko.
-I tak!- palcem wskazującym drugiej dłoni celuje w otwór- I WIE PANI CO POWIEDZIAŁ?! -pyta, a mnie się zdaje,że WCALE NIE CHCĘ WIEDZIEĆ!
-DZIĘKI ZA UMYCIE KIBLA!!!-potencjalna szczotka do wc celuje teraz prosto w moje oko.
Łapię się z jękiem za twarz symulując udar mózgu vel załamanie nerwowe.
-ALE JA JUŻ PRZEPROSIŁEM I TERAZ POWIEM,ŻE SIĘ POPRAWIĘ-obiecuje po raz tysięczny DOWCIPNIŚ- i jestem pewna ,że na POWIEM się skończy.
TAKA KARMA.
W ramach pojednania przyszedł się pochwalić,że "zaliczył" 7 grzechów głównych- ALE SPOKOJNIE-WYGŁOSIŁ JE W RAMACH ZALICZANIA MODLITW PRZEDKOMUNIJNYCH.
-Tylko nie rozumiem, jak coś smacznego może być grzechem?-zagaił z niewinnością w zbrodniczych zazwyczaj oczach.
-O co ci chodzi?- instynkt TEGO CO WYJAŚNIA jak zwykle zwyciężył
-NO BO PYCHA- TO,ŻE SMACZNE, NIE?-rozwalił mnie jak zwykle.
A w domu DOBIŁ ANONIM-zazwyczaj aktywujący się w czasie świąt- a już myślałam,że o mnie zapomni i będę ZATORBIAĆ spokojnie dalej:
-Unknown pisze...
Po co wystawiac takie paskudztwa.Nikt tego nie kupuje, zalega miesiacami i tylko zabiera miejsce na ciekawsze rzeczy:-/

No to PO BANDZIE!- TORBA  Z ANONIMOWEJ INSPIRACJI
a może się  otworzy i ujawni z imienia i nazwiska?
Pozdrawiam WSZYSTKICH i może wkrótce o jakichś pozytywnych pozytywach, bo wyróżniono mnie już dwukrotnie i zbieram siły do ODZEWU,cpkn(co pewnie kiedyś nastąpi:)

piątek, 16 listopada 2012

JESIENNE LENISTWO, czyli coś mnie bierze

Jesienne lenistwo ostatnio bardzo daje się we znaki. i niestety nie tylko mnie. CZŁOWIEK DO ZADAŃ SPECJALNYCH (czyli ten z ranami rąbanymi vel SAMOBÓJ OD SIEKIERY) na razie odmawia współpracy i pomimo czytelnej sugestii w postaci :

  • zakupu tapety
  • obietnicy zakupu paneli podłogowych , które mógł SAM wybrać a DIZAJNERKA TYLKO ZAPŁACI
  • śmiercionośnego zadłużenia konta, co na pewno będzie skutkowało w przyszłości wizytą SMUTNYCH PANÓW W CZARNYCH PŁASZCZACH
  • troski wyrażanej CODZIENNIE słowami "JAK TAM RĄBNIĘTA NÓŻKA?"
NIE CHYTA SIĘ ROBOTY i w związku z tym CODZIENNIE po przebudzeniu ,wzrok mój pada nie tylko na upiorną meblościankę, ale częściowo "wyskrobaną do żywego ścianę z resztkami odłażącej tapety".
Wstawiłam cudzysłów , bo po pewnym czasie uświadomiłam sobie,że ten opis ZNAKOMICIE PASUJE DO TEGO , CO WIDZĘ CODZIENNIE  RANO W LUSTRZE!
Akurat ZE SOBĄ sama mogę coś zrobić. Za nic mając sugestie KOLEŻANKI, której światła córka zasugerowała,że NA CZERWONO FARBUJĄ SIĘ STARE BABY-POLECIAŁAM CIEMNĄ CZERWIENIĄ.
Efekt?- najbardziej czerwoną mam skórę głowy oczywiście- reszta w ładnym STAROBABOWYM kolorku.
-PANI MA DZIŚ NOWE WŁOSY!-od razu zauważył TAJFUN- SKĄD?-dociekliwy jak zawsze
-Z SZUFLADY-odpowiedziałam CELOWO, co dało mi klika sekund przewagi,żeby przeładować broń w oczekiwaniu na atak.
-ACHA, bo ja myślałem,że pani była u FRYZJERA-przyjął to ze spokojem , bo jak się okazało MIAŁ INNE PROBLEMY (skrupulatnie zgłaszane przez nauczycieli, którzy maja z nim KONTAKT BEZPOŚREDNI)
-SŁUCHAJ CZŁOWIEKU-zagaiłam pokojowo- dlaczego ty jesteś grzeczny TYLKO PRZY MNIE ( gwoli sprawiedliwości przy FOKSIOWEJ tyż, bo awansował tam do rangi MAŁEGO POMOCNICZKA NASZEJ PANI)-a przy innych paniach wstępuje w ciebie ZŁO?
-BO JA INNYCH PANIÓW NIE LUBIĘ!
-Panie nie są OD LUBIENIA- zaczęłam, ale z pomocą ruszyła mi dzielna PIEGOWATA:
-BO PANIE , TO SĄ JAK LEKARSTWO- CO NIE?!
Reszta zgodziła się z nią bezdyskusyjnie a ja przetrawiałam to podsumowanie przez resztę dnia.
 Tymczasem Z JESIENNEGO przygnębienia PRÓBUJĄ mnie wyrwać podsyłając prezenty niespodzianki:

  • własna, osobista siostra wykonując osobiście dżem z naszych wiejskich borówek ("bo mówiłaś,że nie lubisz zbierać")i ozdabiając słoik własnoręcznym malunkiem



  • QRA DOMOWA, wykonując własnoręcznie TAKIE CUDA!!!



  • RĄBNIĘTY- zabierając na targ staroci
  • ASIA-zaszczytnie mnie wyróżniając, co rozwinę w następnym poście , bo teraz PLACÓWKA WZYWA i wzywać będzie- jutro ODRABIAMY ( mam nadzieję,ze WSZYSCY oprócz mnie zaśpią)
UDANEGO KOŃCA TYGODNIA!!!!MOŻE JEDNAK SIĘ NIE DAMY?

sobota, 3 listopada 2012

KONIEC SEZONU i wyniki rozdawajki

Ślepy ( bo okulary gdzieś się zapodziały ) TRAF zadecydował,ze torba z zawartością poleci do KYJI. Proszę o adres na alsto@op.pl.

Dziękuję za tyle interesujących porad " w temacie" upiornej meblościanki. Pożyjemy-zobaczymy, kto kogo przeżyje i kto wcześniej przejdzie lifting.
Na razie "STOP ORKIESTRA-SZWAGRA BIJĄ",bo GŁÓWNY RZEMIEŚLNIK DOMOWY- URAŻONY!( w sensie dosłownym niestety)

Zachciało nam się zamykać sezon.Pogoda dopisała- humory wyjazdowe ŚREDNIO, bo dopiero w przededniu wyjazdu GOSPODARZ przyznał się,że PRZYPADKOWO zostawił dwa tygodnie temu! pełen kosz śmieci - w tym resztki RYBY!!!!
-I TERAZ MI MÓWISZ?-wydarłam się głupio, co uświadomiła mi sensowna odpowiedź
-A coś by to dało, gdybym powiedział wcześniej?
Wizja oszałamiających wiejskich aromatów przesłoniła radość oczekiwania, ale okazało się,że w temperaturach bliskich zeru ,nie tylko my nabieramy kondycji i odporności- RESZTKI RYBY TEŻ.
Wieś powitała nas malowniczo

machając na powitanie ostatnim liściem winorośli.
Palacz poleciał po drewno, ja zapewniłam rybie SPA w worze na podwórku i w oczekiwaniu przyszłego miłego ciepełka ,zajęłam się parzeniem rytualnej kawki.
Rytuał brutalnie przerwało WEJŚCIE W WIELKIM STYLU
-TYYYY (takie zawołanie nie wróży zwykle nic dobrego)CHODŹ NO TU, BO ODCIĄŁEM SOBIE NOGĘ SIEKIERĄ!
Sprinterzy mogliby się ode mnie uczyć! Na szczęście źle zrozumiałam słowo DRASNĄŁEM i po opatrzeniu SZNYTA, biedak poszedł rąbać dalej a ja zajęłam się sprzątaniem jatki, bo wszystkie klamki wyglądały jak rekwizyty z TEKSAŃSKIEJ MASAKRY PIŁĄ ŁAŃCUCHOWĄ.
Propozycję natychmiastowego powrotu do miasta ZLEKCEWAŻONO, dając tym samym pracę chirurgom w temacie STARE RANY- NOWE TECHNOLOGIE.
DZIELNY miał bowiem misję.Dokończyć DZIEŁO!
 czyli definitywnie pogłębić naszą śmierdzącą studnię, aby woda nabrała aromatu krystalicznych górskich potoków, a nie uzdrawiającej wody ZUBER.
Po wyłowieniu lekkomyślnej żaby za pomocą wiaderka po serku, co było czynnością prestidigitatorską
i odmuleniu filtra , z pompy popłynęła woda- NIE ŚMIERDZĄCA, NIE ŻÓŁTA, ale za to Z LEKKIM MUŁEM !
-ZAMIENIŁ STRYJEK SIEKIERKĘ NA WUJEK-skomentował to STUDNIARZ-złożyłam to na karb SZOKU POSIEKIEROWEGO.
Zgodnie stwierdziliśmy,że w tym roku zamykamy temat.
Zapraszam zatem na mycie z pilingiem:)Z poczuciem dobrze wykonanej roboty poszliśmy spać.
W nocy SIĘ ZACZĘŁO!
W dodatku wyłączyli prąd i romantyczny wieczór przy świecach upłynął na SZUKANIU ŚWIEC a zakończył kopcącymi naftówkami.
RANO EWAKUACJA w cudownych okolicznościach przyrody
i chociaż sanie bez płóz wołały DAJCIE MI KONIA!
tym razem odporni na uroki krajobrazu wróciliśmy do cywilizacji i SZISZY -nie fajki wodnej tylko szycia i szali

piątek, 19 października 2012

oSZALałam, CZYLI JESIENNYCH INSPIRACJI CIĄG DLASZY

Dzisiaj krótko, bo remontowa sytuacja budowlana ( czyt. KTOŚ SIĘ WZIĄŁ I ZACZĄŁ) nie sprzyja nieróbstwu przy komputerze.
DZIĘKI WIELKIE ZA WSPARCIE WSZYSTKIM KOMENTUJĄCYM!!!!!
Nagroda niespodzianka powędruje do Antoniny,( proszę o adres na alsto@op.pl), bo ma na imię tak jak moja Babcia, która -jak ją znam ,poradziłaby:
-DAJ SE DZIOUCHA SPOKÓJ Z TYMI GUPOTAMI a Antonina daje chlubny dowód na to,że można radzić inaczej:)
Dostęp do maszyny ostatnio ograniczony ( bo początek remontu a maszyna NA TRASIE i wszystkim przeszkadza) ,więc siedzę w dziupli dużego pokoju otoczona desantem z sypialni , który wypełnia wszelkie możliwe powierzchnie płaskie i pnie się w górę na ile równowaga mu pozwala, i DZIERGAM AŻURY, bo jesienią oSZALałam!

inspirowany szklaną misą z targu staroci


jesiennym niebem

wiejskimi klimatami

jesienią w mieście
a dzięki poradom : usuwam, zmniejszam i na razie GRA I BUCZY! więc ogłaszam CANDY!!!

Do przygarnięcia: drukowany obrazek ( prosto z WYSP), wesoła powieść o życiu ( na kontynencie) opakowane w WYRÓB DOMOWY czyli TORBĘJAKZWYKLE.
Zasady znacie, bo jak zwykle:) Zapisy przyjmuję do 1 listopada a co dalej życie pokaże:)
Udanego weekendu wypoczywającym, bo ja w najlepszym razie spędzę go na zastanawianiu się, CO ZROBIĆ Z OBIEKTEM ,KTÓREMU NA RAZIE NIE MOGĘ ZAFUNDOWAĆ WYCIECZKI DO KONTENERA, a na który codziennie pada moje zaspane oko
BUDZĄC CODZIENNIE ,NIEODMIENNIE ZGROZĘ I DEJA VU - z racji tego ,że na OBIEKT ÓW patrzę już 25 lat!!!
SĄ JEDNAK TACY, KTÓRZY NADWĄTLONYM STANEM MOJEGO UMYSŁU WCALE SIĘ NIE PRZEJMUJĄ!
CZEGO I WAM ŻYCZĘ!

poniedziałek, 15 października 2012

JESIENNE INSPIRACJE , PYTAJKA I ROZDAWAJKA

Ponieważ w Placówce mało inspirująco do pracy, bo właśnie PRZERABIAMY Kubusia Puchatka ( nie pytajcie na co-może na NASZĄ MODŁĘ:) - mam wielką ochotę zostać Misiem o małym rozumku ( nieważne,że niektórzy mówią-JUŻ TAK MASZ) i śpiewać mruczanki, zamiast robić COKOLWIEK.
FOKSIOWA nabuzowana, bo ona należy do frakcji PSA, KTÓRY JEŹDZIŁ KOLEJĄ-lektury, której nie cierpię fizycznie, bo ryczeć przy czytaniu nie lubię (choćby w doborowym dziecięcym towarzystwie).
-ZNOWU TEN GŁUPI MISIEK-narzeka, a ja szukając bratniej duszy, przypominam sobie słowa:
IM BARDZIEJ PUCHATEK ZAGLĄDAŁ DO ŚRODKA TYM BARDZIEJ GO TAM NIE BYŁO .
To by było na tyle " w temacie" mojej inteligencji i pracowitości. O to, bym nie zgnuśniała, zadbali PANOWIE ZE SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ, którzy akurat wtedy, gdy góra prania w sypialni zrównała się z górną krawędzią szafy , skotłowana pościel sugerowała NIEWIADOMOCOSIĘDZIAŁO, a naprawdę ZAPÓŹNOSIĘWSTAŁO, a na biurku zmętolone kartki walczyły o miejsce z robótkami ,zajmując  znienacka deskę do prasowania, która NIGDY się nie składa- stanowiąc widoczny, acz pomijany milczeniem wyrzut sumienia-przyszli  W LICZBIE TRZECH I ZAŻĄDALI WSTĘPU DO SYPIALNI!
-Musimy zmierzyć okna, bo będziemy wymieniać-oświadczyli SKONSTERNOWANEJ I SYNOWI
-ALE KTÓRE?!-wycharczałam ( w myślach było- raaaaany TYLKO NIE W SYPIALNI!!!!)
-TU- wskazali na SYPIALNIĘ ( a ja w myślach robiłam przegląd noży do "sepuku")- i w KUCHNI-  z wnętrzności SYNA wydobył się ŚWIST ULGI.
Mając świadomość panującego tam ŁADU I PORZĄDKU świsnęłam i ja.
-TO MOŻE JA TROCHĘ OGARNĘ?- z nadzieją spojrzałam (jak mi się wydawało błagalnie) w męskie oblicza.
- NIE MAMY CZASU-błagania jak widać nieskuteczne i teraz już wiem dokładnie, co czują OFIARY PERFEKCYJNEJ PANI DOMU.
- TO TERAZ ZAPRASZAM DO KUCHNI-(TU ŁAD był!)-chciałam odzyskać utracony honor gospodyni.
Panowie zatrzymali się w progu
-A nie, to nie tu, nam chodzi o okno pojedyncze-zaczęli wycofywać się omiatając wzrokiem pozostałe kąty.
-WIEDZIAŁEM!!!!!-głos SYNA godzien był w tym momencie najlepszych greckich tragedii, bo JEDYNE pojedyncze okno było właśnie u niego!
Gdy doszliśmy do siebie, przygotowaliśmy pokoje do WIELKIEJ WYMIANY,
która odbyła się szybciutko i w dodatku na szczęście w czasie mojej nieobecności, bo nie wiem jak spojrzałabym PANOM w oczy.
Poza tym wiele niespodzianek:
PREZENT OD BASI, który zainspirował mnie do zrobienia szala
Wspaniała wygrana od GINY

TUTORIAL TOREBKOWY( czyli jak fotografować torebki) w galerii Artillo a w nim MOJA MAKOWA!

-WZIĘLI TWOJĄ TORBĘ,BO ALBO:
    • NIE UMIESZ FOTOGRAFOWAĆ
    • CHCĄ POKAZAĆ,ŻE KAŻDE BADZIEWIE ŁADNIE WYJDZIE NA FOTCE- wspierał mnie STARSZY
-JA BYM SIĘ ZASTANOWIŁ, CZY TO KOMPLEMENT , CZY OBELGA-doradzał MŁODSZY,-ale wcale się nie przejęłam wiedząc,ze GADY i tak kochają MAMUSIĘ.

I wieeeelka niespodzianka- strona startowa galerii , która udowadnia,że MOJE torebki można nosić nie tylko na ramieniu
I tym momencie SZLAG MNIE TRAFIŁ bo skończyła się przestrzeń dyskowa ze zdjęciami i co teraz?!!!!!!
Jak tu ją dokupić po angielsku i w dolarach?
WSRÓD RADZĄCYCH I WSPÓŁCZUJĄCYCH-odpowidających (lub nie) na PYTAJKKĘ- wybiorę laureata NAGRODY NIESPODZIANKI, bo z WIADOMYCH WZGLĘDÓW FOTKI NIE ZAMIESZCZĘ!!!!!
Ps A gdzie torby szaliki i ORZECH OD IVALII????:(

niedziela, 7 października 2012

UCIECZKA NA WIEŚ,czyli na chwilę znowu w drugim domu

Zostawiając beztrosko i bezmyślnie za sobą pracę zawodową, co skutkowało:

  1. radością bezgraniczną koleżanek zastępujących piszącą, z uwagi na możliwość bliższego kontaktu z TAJFUNEM i rozochoconą resztą wesołej ferajny,
  2. uwagą w zeszycie w/w ,który akurat wtedy sprawdzał odporność NIEKTÓRYCH DOROSŁYCH na słowo "KUPA"- powtarzane wielokrotnie ( nawet w czasie zajęć z języka obcego) z rozmaitym nagłośnieniem ( dziwił się potem wygłaszając "spowiedź dziecięcia",że ZA JEDNO SŁOWO PANIE WPISUJOM UWAGI (tego,że NIE pracował i NIE reagował na upomnienia ,widać nie doczytał)
Nie byłam również świadoma,że w czasie, gdy pałętałam się po lesie, BANDA TROJGA z Tajfunem na czele, wypróbowuje nową broń- ZABIJANIE MOWĄ POLSKĄ- testując ją na niczego się nie spodziewającym, niewinnym koledze:
-Jak się urodziłeś byłeś taki brzydki,że twoja matka ZEMGLAŁA!-co kolega przyjął z płaczem i załamką, skutkującą kolejnymi uwagami w częściowo zapisanych już zeszycikach. W trzeciej klasie trzeba będzie sprawić im stukartkowe bruliony, bo inaczej uwagi zapisywać będziemy jako trylogię , czy inne arcydzieło ,tym razem sztuki epistolarnej, bo do SZANOWNYCH RODZICÓW kierowanej.
Na wsi jak zwykle SPOKOJNIE

i tym razem bardzo pracowicie, bo zabraliśmy TYTANA PRACY (w cywilu teścia), aby pokierował,doradził czyli po prostu WYKOŃCZYŁ WŁASNEGO SYNA -wykonując razem z nim kawał dobrej roboty i tyrając wesolutko jak szczygiełek ,podczas gdy SYN ledwo powłóczył pod wieczór nogami ( o rekach nawet nie wspomnę)
 CZŁOWIEK CZYNU oprócz latania po lesie w poszukiwaniu grzybów ( bo na nas wczesnym rankiem nie było co liczyć)
 planował kolejne roboty ( dzięki czemu mamy dokładnie wyczyszczone MĘŻOWYMI RĘKAMI) ZAPŁOCIE i odchaszczone okolice tegoż.
Zostawiony sam sobie na pół godziny pomalował klapę na strych,"żeby robaki nie zeżarły"
skakał po drabinie jak rączy konik podczas gdy ASEKURUJĄCY miał śmierć w oczach.

JA MIAŁAM CZAS DLA SIEBIE I GRZYBÓW
znalezionych na własnym podwórku
i w lesie
tu tzw. ZMYŚLNA SUSZARKA,której trzeba pilnować, bo nieoczekiwanie potrafi pikować w kierunku gorącej blachy a grzybów z gatunku FENIKS u nas nie ma.

Podczas gdy ja intensywnie pilnowałam suszących się grzybów MAŁŻONEK NA KRAWĘDZI musiał jeszcze udźwignąć ciężar konwersacji ze ZNIENACKOWYM SĄSIADEM, który przypałętał się z koszykiem grzybów, proponując GODZIWĄ WYMIANĘ.
-EJ ZBYSZEEEEEK ( w życiu małżonek nie miał tak na imię!?)-usłyszałam GŁOS POD DRABINAMI-nie chcesz grzybów ZA FAAAAJKI?
-Nie palę!- odkrzyknął GŁOS Z DRABINY (rozpoznałam lekko zdezorientowanego PRZECHRZCZONEGO)
- TO MOŻE ZA PIWO?- ZNIENACKOWY nie tracił nadziei
-NIE, DZIĘKUJĘ, U NAS ŻONA ZBIERA- ZA DARMO!- usłyszałam REWELACJĘ i zaczęłam PISAĆ CENNIK (FOKSIOWA MÓWI,ŻE PRAWDZIWKI PO 45 ZA KILO)
SĄSIAD niepocieszony poszedł do własnej pozbawionej napitku i opału chacie, a JA poszłam wyjaśniać KAŻDEMU, KTO MIAŁ RĘCE ZAJĘTE, ALE USZY WOLNE,że epoka pańszczyzny....
Nie skończyłam,bo TEN Z DRABINY, KTÓREMU WYSOKOŚĆ JAK WIDAĆ NIE SŁUŻY, usiłując nadrobić stracone punkty, nonszalancko rzucił ( przerywając potok mojej kwiecistej wypowiedzi):
-IM JESTEŚ STARSZA, TYM BARDZIEJ MI SIĘ PODOBASZ-a zważywszy,że w gumiakach i dresie oraz w nieśmiertelnej chusteczce na głowie musiałam wyglądać PONĘTNIE INACZEJ-wolałam wariata nie drażnić i wróciłam DO GARÓW.
DOPIERO POTEM SKOJARZYŁAM,ŻE PORA PRZEDOBIEDNIA i to głód wpłynął na pracę mózgu:)
PS.A swoją drogą wypięknieć może i wypiękniałam,bo dopiero pod koniec pobytu zorientowaliśmy się,że do mycia nadobnych oblicz, wykorzystywaliśmy wodę ze studni wzbogaconą o ŻABIE TRUCHŁO! miałam jeszcze nadzieję,że ŻABA ŻYWIE ,ale po DEMONSTRACJI ślubnego
- TAK PŁYWAŁA !-towarzyszył temu rzut na łóżko w pozycji " krzyżem" ,czyli  obraz żabiego trupa-straciłam wszelką nadzieję....

poniedziałek, 17 września 2012

Uffffffff, a jednak dajemy radę!

Zaopatrzona w magiczny pierścień mocy zakupiony w Książu
mężnie ruszyłam na spotkanie ZE ZNANYM I STRASZNYM-jednym słowem ROZPOCZĄŁ SIĘ KOLEJNY ROK SZKOLNY.
W tym roku bez ministerialnej PASJI ( odgórnie NAKAZANEJ  w roku ubiegłym), ale za to w duuuuużym składzie, bo dzieciaczki nic nie wiedzą o niżu demograficznym i rosną i pchają się do wiedzy.
-BĘDĘ W TYM ROKU BEZWZGLĘDNA-obwieściłam wszystkim, czy kto chciał słuchać, czy nie i ASERTYWNA i W OGÓLE-po lekcjach CZAPKA NA GŁOWĘ I TYYYYYLE MNIE WIDZICIE-( niektóre koleżanki na pewno powitały to oświadczenie z radością).Dyrektor miał jednak inne plany
-BRYGADZISTĄ....( u nas to się nazywa przewodnicząca zespołu samokształceniowego- niby,że KTÓRĄŚ Z NAS- NAJMĄDRZEJSZĄ W ZAŁOŻENIU, MOŻNA JESZCZE WYKSZTAŁCIĆ?- w domyśle OSOBĘ DO OBCYNADALANIA ZA WSZYSTKICH) ZOSTAJE.......w powietrzu czuć było mróz-zostaje....- nerwowo i DYSKRETNIE rozejrzałam się wokół- PANI.....
-CO ZDZIWIONA I SIĘ TAK PATRZY????-skomentował moją pełną aprobaty dla dyrektorskich decyzji minę.
NA URLOPIE WYPOCZĘTA, POTEM ROK PRZERWY w pełnieniu zaszczytnych funkcji( niech im ziemia lekką będzie)- PORA WRACAĆ I PRACOWAĆ-i to by było na tyle, jeśli chodzi o asertywność w moim wykonaniu.
Jak zwykle pomocna FOKSIOWA zaoferowała wszechstronną pomoc ( ze sprawozdawczością włącznie) i zrobiło mi się lżej.
BIG DAY!- EKIPA W KOMPLECIE-Popatrzyłam w te oczy i... WYMIĘKŁAM ( wszystkie maślane jak u mojej Truśki, gdy widzi saszetkę z mięchem).
Nawet TAJFUN bez marsa na czole z uśmiechem przyjmuje uwagę ( puknięcie w gadającą główkę) i nawet PRZEPRASZAM-gładko przechodzi mu przez dziób- ale JA się nie dam zwieść!
PIERWSZE DNI- w PLACÓWCE koniec remontu, zamiana sal ( na szczęście przeprowadzkę zrobiłyśmy w sierpniu) i latamy, latamy, latamy....
-Noga mnie boli, co mam  robić?!- narzekam w domu
-AMPUTUJ-radzi MŁODSZY
-TO JAK PÓJDĘ DO ROBOTY GŁĄBIE? A W OGÓLE TO MIAŁAM JUTRO JECHAĆ PO BUTY GADZIE! na wychowanie i okazywanie matczynej miłości nigdy nie jest za późno.
-FAKTYCZNIE- JEDNEGO CI NIE SPRZEDADZĄ!- na troskę i synowską miłość okazuje się zresztą też!
Dla ocieplenia nastroju wykonuję uspokajające torby :( nie bez powodu zakupowe- PODWYŻKĘ ŚMY DOSTALI!)


paste(lovą) z miłym wnętrzem

groszkową


groszkowo kratkową z różami w środku
i
ocieplacze ( bo w TV kolejne programy zapychające mózg watą- CZYLI TAKIE JAK LUBIĘ:) a przed odbiornikiem szyć się nie da, więc DZIERGA SIĘ!