czwartek, 5 lipca 2012

NIECH ŻYJE WOLNOŚĆ, czyli rok zakończony i ROZDAWAJKA

Uroczystość zakończenia roku szkolnego może nie zasługuje na opisanie jak Kołobrzeg , który ( cytat WIADOMO CZYJ) " w IX wieku był opisany przez kronikarza TETMAJERA!!!! ale odnotujmy ,że było i się zakończyło.
Tajfun nawet użył z tej okazji komplementu:
-ALE PANI CZERWONAAAA! a gdy w popłochu zaczęłam przyglądać się kremowej kreacji bluzką zwanej, łaskawie wyjaśnił- ZNACZY,ŻE Z OPALENIA!.
Laurki rozdane,kwiaty zabrane z umęczonych łapek- wprawdzie koleżanki doradzały,żeby bukiety zostawić w klasie, ale posłużyły jako element ZAJMUJĄCY RĘCE I UWAGĘ i wszyscy byli grzeczni, bo musieli pilnować zieleni:)
Przed samym finałem finału, zawitała do mnie sąsiadka przynosząc tajemniczą przesyłkę:
-Grzechocze- to chyba nie bomba- bomba by cykała- uspokoiła mnie, bo NICZEGO NIE ZAMAWIAŁAM a adres JAK BYK- MÓJ!
W środku niespodzianka od IVALII
DZIĘKUJĘ!!!!
KTÓRA ZAMIAST WĘDKI PRZYSYŁA OD RAZU RYBKI:)Niestety orzech nie przeżyłby podróży- orzeszki też długo nie pozostaną w całości.
W dodatku dostałam LIST- NA PAPIERZE! ,co w dobie zaniku epistolografii zasługuje na szczególne ŁAŁ I O RETY!
Biję się w pierś skruszoną, ŻEM NIE ODPISAŁA A KASI torby nie uszyła (ale w planach mam!),
 ale na swoje usprawiedliwienie mam tylko niecne knowania DYREKTORA, który W DNIU OSTATECZNYM zarządził konferencję ze WSZYSTKIM SPRAWOZDANIAMI WŁĄCZNIE.
KTO CHCIAŁ PRZEŻYĆ -MUSIAŁ SIĘ PRZYGOTOWAĆ!
Kwiaty zostawione w umywalce- nic że pustej , bo woda wyciekła- my- jak te chabazie, bez sił słuchamy kolejnych wypracowań. PRZY SIEDMIOSTRONICOWEJ EPISTOLE O DZIAŁALNOŚCI HARCERSTWA( dzień po dniu opiekun relacjonuje pracowity rok a słuchacze odliczają- JUŻ MARZEC- DOBRZE JEST!)-JĘK WYRYWA MI SIĘ Z TRZEWI!!!!
-I CÓŻ TAK PAŃSTWO JĘCZYCIE?-oburza się DYREKTOR i żeby nie było na INNYCH, muszę zabrać głos:
-TO Z ZAZDROŚCI,ŻE TYLE OSIĄGNIĘĆ.....-reszta odpowiedzi ginie w aplauzie:)
Po 27 sprawozdaniu WYŁĄCZAMY TRYB GOTOWOŚCI I RESETUJEMY MÓZGI.CHABAZIE W TYM CZASIE DOGORYWAJĄ W PUSTYCH UMYWALKACH ( było przyjść z wazonem do pracy!)
POPOŁUDNIE- WRESZCIE W DOMU- KWIATY W NALEŻYTEJ OPRAWIE

a ja mogę zająć się ODSTRESOWACZAMI




i ogłosić ROZDAWAJKĘ! o ile znajdzie się chętny przygarnąć

TORBISZONA uszytego własnoręcznie z lekturą własnoocznie przeczytaną ( ale tylko raz, więc literki nie zblakły). Ponieważ nie mogę losować ( jakieś ustawy, czy cóś) to wybiorę laureata, wśród TYCH , CO  ZNAJĄ ZASADY:), czyli zapiszą się w komentarzach a jeśli wola zamieszczą informację o swojej lekkomyślności u siebie na blogu. TYCH CO NIE BLOGUJĄ również zapraszam  serdecznie:)
Rozdawajka kończy się 1 sierpnia , bo w tym dniu PAN I WŁADCA MA URODZINY-niech mu będzie-ucieszy się,że jednej torby i książki w domu mniej:)
A TERAZ PAKUJĘ GRATY I WYJEŻDŻAM jak zaleciła PANI PRZEWODNIK "poprzytulać się do drzew, bo to modne i zdrowe", chociaż zaraz dodała:
-BYLE NIE DO , WIĄZA BO MA ENERGIĘ NEGATYWNĄ!
Jak opowiem o tym wiązom -zdziwią się!
Miłych wakacji!

sobota, 23 czerwca 2012

A po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój

Zielonka z bliża się ku końcowi, a my jak nieopalone- tak nieopalone ( nie licząc JEDNEJ podpalającej w ukryciu, ale to nie wpływa na koloryt cery, albo wpływa , ale nie tak jakby się chciało).
Pogoda jak kobieta- zmienna. Na południu upały a u nas porywiste wiatry i zzzzzzimno.
Wykorzystując przebłyski słońca, dokonujemy heroicznego czynu.IDZIEMY NA LATARNIĘ!Mam jeszcze w pamięci ostatnie wejście, kiedy płuca przykleiły mi się do kręgosłupa a oddychanie samym nosem nic nie dało i niczym wyrzucony na brzeg śledź słaniałam się na górze przy barierkach.KOLEŻANKA też ma dobrą pamięć i dlatego przezornie została na dole z TYMI, CO SIĘ BOJĄ ( albo raczej patrzą łakomym okiem na bezkolejkowe, podlatarniowe zakupy).
NIE MIAŁAM WYJŚCIA!
-NIE MA ŻADNEGO WYPRZEDZANIA !-zapowiedziałam RĄCZYM KONIOM.
NAWET , GDY ZOBACZYCIE LEŻĄCEGO NA SCHODACH PADNIĘTEGO NAUCZYCIELA -NIE WOLNO GO PRZEKRACZAĆ!-ZROZUMIANO?!
-tAAAAAAK-odpowiedziały RĄCZE KONIE- i o dziwo posłuchały!
W połowie wieży poczułam znajomy brak narządów oddechowych i ogień w trzewiach
-Postój!-zarządziłam resztką oddechu-O DZIWO RUMAKI TEŻ Z LEKKĄ Z ZADYSZKĄ.
NA GÓRZE BAJKA!

ŻÓŁTA I NIEBIESKA CZAPECZKA TO RĄCZE KONIE W UPRZĘŻY
--AAAAAAleś leciaaaaaaała-ZAMYKAJĄCA POCHÓD nieświadomie tak mnie dowartościowała,że pod wpływem pochwały i rozrzedzonego powietrza na górze- sodówa w mig zastąpiła mózg i WPADŁAM W SZPONY HAZARDU!
BRAK FOKSIOWEJ WYRAŹNIE DAŁ SIĘ WE ZNAKI, BO WYKRĘCANIE NIESPODZIANEK ZA DWA ZŁOTE DOPROWADZIŁO MNIE DO RUINY!
Wieczorem burza.Ciemno jak w brzuchu po kawie.TOWARZYSTWO LEKKO BOJĄCE, więc zarządzamy konkurs plastyczny.Same zasiadamy i czekamy na efekty.
-PROSZĘ PANI, BO JEST BURZA I JA WYJEŻDŻAM, BO NIC NIE WIDZĘ!-dramatyczne expose burzy nasz spokój.
Okazało się,że  WYPOWIEDŹ nie dotyczy  na szczęście ucieczki z OBIEKTU (burza szalała w najlepsze).  EKIPA W OBAWIE PRZED BURZĄ ZGASIŁA ŚWIATŁO W POKOJU I UDZIAŁ W KONKURSIE ODBYWAŁ SIĘ W EGIPSKICH CIEMNOŚCIACH (błyskawice się nie liczą) i WSZYSCY WYJEŻDŻALI POZA OBRYS ARCYDZIEŁA!
Uspokoiłyśmy TOWARZYSTWO i choć wszyscy chcieli się wmeldować do naszego pokoju ODWAŻNYCH,  z niechęcią pozostali na wspólnym korytarzu z nami na fotelach- powstrzymani okrzykiem
-CZY MY SIĘ WRĄBUJEMY DO WAS?
Oczekiwanie na zakończenie zjawiska atmosferycznego urozmaicali nam podopieczni:
  • wieszcząc zagładę-po grzmocie wypadając z wrzaskiem (sugerującym oberwanie piorunem) z pokoju
  • sugerując tsunami-"TU MOŻE PRZYJŚĆ FALA, BO MIESZKAMY BLISKO MORZA"
  • walecznie stawiając czoła: SZCZELAJ WE MNIE- MAM BROŃ NA PODCZERWIEŃ!-na szczęście grom na takie propozycje pozostał głuchy.
-Jak jesteś taki odważny- to idziemy na plażę- chciała ukrócić te przechwałki OPIEKUNKA.
ODWAŻNY JUŻ STAŁ Z PLECACZKIEM W DRZWIACH. Za nim LELUJA - w pelerynie:
-JA W TAKIEJ PELERYNIE NIE IDĘ!!!!-obwieściła zebranym-JAK JA WYGLĄDAM?!
Ręce opadły nam jak płetwy
22.00 Burza odeszła w inne gościnne rejony. My jak zwykle na fotelowej straży. W ciemnym korytarzu podchodzi do nas FANTASTKA(wyobraźnia duuuużo powyżej przeciętnej)
-CO MAM ZROBIĆ,JAK JESTEM NIEBIESKA A NIE CHCĘ BYĆ NIEBIESKA?-pyta z wyraźną troską w głosie.
Zastanawiamy się, CO AUTOR MIAŁ NA MYŚLI, ale po bliższych oględzinach w ciemności przekonujemy się,że RZECZYWIŚCIE TWARZ I RĘCE MA SINO NIEBIESKIE!
Winowajcą był nowy, niezdekatyzowany ręcznik.
DZIŚ PAKOWANIE A JUTRO ODLOT! POZDRAWIAM ZE STANOWISKA WSZYSTKICH ODPOCZYWAJĄCYCH:)


-

czwartek, 21 czerwca 2012

JEDZIEMY W TRASĘ, czyli po bezdrożach Pomorza

Upały do na na szczęście nie dotarły, za to ZŁOTOUSTA tak! Kierunek Świnoujście- gdzie "dawniej pasiono świnie"(cytat wiadomo czyj).Po drodze bajeczny Trzęsacz z muzeum multimedialnym.
KOLEŻANKA "dostaje nerwów" na skutek marudzenia MAŁOLETNICH WIELBICIELI STRAGANÓW Z CHIŃSZCZYZNĄ, którzy zamiast słuchać historii MIASTA KTÓRE SIĘ TRZĘSŁO OD FAL, trzęsą się do zakupów.
MUZEUM nas uspokaja-pracownicy proponują kawę, bo jak już mamy sprawdzone- dzieci z otwartymi paszczękami oglądają prezentację a opiekunowie mają chwilę na łyk kofeiny.
TYM RAZEM NIE! Po kilku minutach drzwi sali obok otwierają się z trzaskiem i TURYSTKA z rozwianym włosem, pyta z trwogą w głosie:
-CZY JEST TU JAKIŚ  WYCHOWAWCA?!!!
Rzucamy się jak jeden mąż (choć żona właściwie) do drzwi, oczyma wyobraźni widząc INSCENIZACJĘ HISTORII TRZĘSACZA- czyli RUINĘ .Emocje opadają, gdy widzimy,że PODOPIECZNI tylko pokazują sobie wzajemnie rogi w cieniu rzutnika i śmieją się pod nieistniejącym wąsem, widząc syrenkę z PRAWIE odkrytym biustem.
Świnoujście- przejażdżka promem i nadzieja niektórych,że płynący własnie olbrzym STENALINE przetnie nas na pół!Zachęcają go do tego okrzykami, ale jesteśmy ponad to.
Po opuszczeniu promu skręcam do kiosku po Werandę( w Niechorzu takich luksusów niet) I NATYCHMIAST SIĘ GUBIĘ!Życie ratuje mi KOLEŻANKA i jej telefon- TU STOIMY!!!! oraz malownicze machanie rączką.
Dowiadujemy się,że:

  • LATARNIA SPEŁNIA TAKĄ ROLĘ- OŚWIETLA PRACĘ LUDZI NA MORZU-dla nas akurat to żadna nowość-byłyśmy już tu ze ZŁOTOUSTĄ-SIĘ ZAPAMIĘTAŁO!
W drodze do Jeziora Turkusowego:

  • PORTUGALIA JEST MIASTEM, KTÓRE MA 3F-KAŻDE MIASTO MA COŚ!
  • BO MY NAD MORZEM NIE WIEMY W CO RĘCE WŁOŻYĆ-W TAKIM KIERACIE ŻYJEMY!
Pogratulowałyśmy sobie (BEZGŁOŚNIE OCZYWIŚCIE)  z KOLEŻANKĄ,że tu nie mieszkamy i MAMY LUUUUUZ.
Poznaliśmy historię Mikołajka nadmorskiego, który,żonie króla PROZEINIE  ZABRAŁ CIUSZKI, BO BYŁ CIEKAWY.
-JAK JESTEŚMY ŻYWYMI, TO NAS WSZYSTKO CIEKAWI-popłynęła złota myśl (chyba ją sobie kiedyś wyhaftuję na makatce).
Za to król zmienił mu imię na MIKOŁAJEK NADMORSKI!
ODROBINA HISTORII:
  • OD X WIEKU DO MIESZKA X TYMI TERENAMI WŁADALI SZWEDZI, NIEMCY A TERAZ MY!
i krajoznawstwa:
  • PO RZECE DZIWNEJ PŁYWAJĄ STATKI I CZASAMI TAK ROBIMY-JEDZIEMY DO KAMIENIA I KAMIENIEM PŁYNIEMY DO DZIWNOWA- TAKA TA RZEKA DZIWNA!(cytat dokładny, bo spisany na kolanie).
oraz wiedzy geograficzno-przyrodniczej:
  • Skąd się wzięły dzwony w kościołach (a właściwie ich kształt): 
NIEWIERNY BISKUP SPACEROWAŁ PO OGRODZIE.
-DAJ MI PANIE WIARĘ-POPROSIŁ. 
DZWONECZKI ZACZĘŁY DZWONIĆ A PRZERAŻONY  BISKUP  UPADŁ NA PODŁOGĘ (w ogrodzie) I UWIERZYŁ.
  • NA WYSPIE BORNHOLM LUDZIE TRUDNIĄ SIĘ WĘDZENIEM ŚLEDZIA W RÓŻNYCH KOLORACH:POMARAŃCZOWYM, ZIELONYM, NIEBIESKIM.
Jako postscriptum piękne zachody słońca w wykonaniu naszych artystów



niedziela, 17 czerwca 2012

koło brzegu CZYLI POWTÓRKA Z ROZRYWKI

Kabel się odnalazł ,a więc zdjęcie luksusu w całej krasie-to wszystko MOJE!
WYCIECZKA!!! Wstajemy wcześnie rano. Jemy śniadanie i naszym zdumionym oczom ukazuje się kusząca perspektywa wycieczki w towarzystwie ZŁOTOUSTEJ-ZNOWU!
-WSIADAJ DO JEJ AUTOKARU I WEŹ ZESZYT!-zadysponowała KOLEŻANKA a ja truchtem łamanym przez cwał, pognałam po notatnik.
Opłacało się! Nasza wiedza ogólna powędrowała w całkiem nowe nieodkryte rejony , czy raczej meandry a żem nie sknera-podzielę się!

  • znowu wszystko co mijaliśmy oglądaliśmy z lotu ptaka ( faktycznie autokar leciał jak strzała prowadzony prze KIEROWCZYNIĘ!)
  • O której poszliście spać?-powitała wycieczkowiczów ZŁOTOUSTA i sama sobie odpowiedziała-PÓŹNO! I BY SIĘ ZDRZYMŁO!-co opiekunki w liczbie dwóch ochoczo potwierdziły a reszta widocznie nie zrozumiawszy wypowiedzi i aluzji, przyjęła w grobowej ciszy.
Za chwilę ZŁOTOUSTA zwróciła uwagę PANIOM ( ja siedziałam na bezpiecznym tyle- to nie mnie!)
-Mam prośbę, ŻEBYŚCIE NIE ROZMAWIAŁY,bo to mi przeszkadza, a jak macie coś ważnego, to ja zrobię przerwę-NIE MIAŁY I ZAMILKŁY "ROBIĄC OCZY"
HITY WYCIECZKI- CZYLI ZŁOTE CYTATY:

  • Cały świat jest na wodzie
  • w średniowieczu były wielkie kary, które poznamy, bo jedziemy do Kołobrzegu
  • Dom Kultury w Trzebiatowie uległ niebezpieczeństwu i dlatego  CHCĄ WYŁĄCZYĆ MIASTO-będzie tu most!
  • w czasie opowieści o Baszcie Kaszanej:
-Jak kasza spadła, to zrobił się szum i nic nie podkradli-Gdy wejdziecie w komputer, to sobie zobaczycie (tam też odsyłam po szczegóły legendy wszystkich zainteresowanych-przyp.aut.)
  • W Trzebiatowie jest słoń, który znał 36 sztuczek- pił piwo i władał mieczem i tak zarabiał. I my też jak ten słoń-jeździmy i zarabiamy.
  • Mamy 524 granice Morza Bałtyckiego
  • dawniej księżniczki były bogate, ale żyły w rozłące i uciekały się do pisania książek.
Oprócz tego,że Kołobrzeg oglądaliśmy z lotu ptaka-lecąc autokarem i per pedes , po raz kolejny zachwycając się Katedrą

 -odważnie wkładając ręce w paszczę lwa
-fascynując się bronią w Muzeum Oręża ( jedna leluja symulowała zejście śmiertelne z nudów , ale ogół ogólnie na to nie zwrócił uwagi, dowiedzieliśmy się,że:

  • Kołobrzeg i wczasy w siodle?! były wysunięte o 4 km i tam jest najstarszy zabytek (KOLEŻANKA zastosowała manewr "oczy jak 5 zł", bo przecież nie mogła gadać- NIE MIAŁA W KOŃCU NIC WAŻNEGO DO POWIEDZENIA!)
  • odbywają się tu zawody  ( mówiła właśnie o tym,że niektórzy tatusiowie pewnie łowią ryby) RYBEK I NAJWIĘKSZA WYGRYWA!
Na zakończenie uraczyła nas piosenką o miłości do Kołobrzegu we własnym wykonaniu a potem zapadła cisza- my w totalnym oszołomieniu, a dzieci się pospały.
I żeby nie było, że się wyzłośliwiam-ZŁOTOUSTA- TO KOBIETA O ZŁOTYM SERCU, KTÓRA CO ROKU ORGANIZUJE DLA DZIECI Z DOMÓW DZIECKA BEZPŁATNE TURNUSY KOLONIJNE-DUSZA CZŁOWIEK- A ŻE ELOKWENCJA JEJ NIE MA SOBIE RÓWNYCH "w całym oszmiańskim powiecie" JEST CIEKAWIE I WESOŁO:)

czwartek, 14 czerwca 2012

Relacja z kwatery głównej, czyli pozdrowienia znad morza

Kwatera główna- Niechorze. Luksus do granic-czyli KAŻDY wychowawca ma swój własny pokój. Od razu sprawdzam- firankowy internet łapie trochę lepiej niż na wsi- jest git!Przywieziona z domu lampka do czytania daje się zamontować jedynie w pozycji "kamikadze", ale czytać da się ( szkoda,że za bardzo nie ma co)Lektura zabrana z domu  okazuje się ulepszoną wersją "harlekina", a o mężczyznach z dwudniowym zarostem dodającym im męskości z oczywistych względów musimy zapomnieć, więc po co rozdrażniać:)- pozostaje wzajemne towarzystwo.
Trochę brakuje Tajfuna, bo wszyscy tu jacyś grzeczni, ale już przy pierwszym powitaniu z morzem widać,że wykluwają się następcy.
-PANI MÓWIŁA,ŻE NIE WOLNO WCHODZIĆ DO WODY!!!!!-ryczę przekrzykując szum fal niczym syrena portowa we mgle NIEDOSŁYSZĄCYCH.
-ALE JA STOJĘ PRZECIEŻ- A TO WODA PRZYCHODZI DO MNIE-NIE-MOJA WINA!!!!! odkrzykuje WILK MORSKI W MOKRYCH SKARPETKACH I ADIDASKACH  a niebieskie oczęta niewinnie wpatrują się w DZIECIOBÓJCZYNIĘ IN SPE.
Jednym słowem -zapowiada się norma z przelotnymi ciekawostkami a jutro KOŁOBRZEG!-oby adidaski zdążyły wyschnąć!
Tęczowy koszyczek , zielona nadzieja  I FILCOWE PRZYWIĄZANIE -z braku laku, bo kabelek od komórki zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach a nie ma na kogo zwalić, bo mieszkam SAMA!

sobota, 9 czerwca 2012

JESTEM W STREFIE KIBICA, czyli ratuj się kto może

Było cicho i spokojnie. Bez pachniał jak trzeba
PRACOWITY chylił pokłony
i brał się ostro do roboty, czego wynikiem był malowniczy WYRÓB KAMIENIARSKI
i bolące plecy, a KIEROWNICZKA mogła w tym czasie oddać się PRACY KONCEPCYJNEJ
 i wystawienniczo dekoracyjnej

  • w ulubionej szafeczce



na wybiegu talerz z pchlego targu i filiżanki od blogowej koleżanki


  • na kanapie- w roli głównej narzuta Dorma i kotki-łapki-za całe 17 zł razem-bogactwo!
  • w kuchni- kuchenne rewolucje- BO PUSZKA BYŁA ŁADNA!
A KURKA PRAWIE ZA DARMO!
PRACOWNIK  wieczorem po robocie zaległ jak ćma:

WYKOŃCZONY NA PLACKA! i
 I TAK MIAŁO BYĆ!!!!
Ale nic nie trwa wiecznie. Niecnie i podstępnie zostałam wciągnięta w STREFĘ KIBICA!
NIEWAŻNE,że w ogródku chwasty
Naschylałam się jak głupia, bo wiem,że FOKSIOWA zajrzy i skrytykuje- TOM POPLEWIŁA!
a kwiatki zaczynają POPISY:





WAŻNE JEST TYLKO TAM, TAM -TATA, TAM! I GOOOOOOL!!!!
Dostosowałam się. Z dostępnych środków
przygotowałam POSIŁEK W BARWACH NARODOWYCH.
którym NA SZCZĘŚCIE wzgardzono , bo nie pasował do piwa i mogłam, go zjeść sama ,w dodatku bez wyrzutów sumienia, bo zdrowy!
Kuchnię miałam całą dla siebie, bo w pokoju SIĘ DZIAŁO!
-A co będzie jak przyjdzie burza i wyłączą prąd?- zapytałam zapobiegawczo, bo na pytanie o brak zasięgu dekodera już wcześniej uzyskałam odpowiedź- PRZYWIĄŻĘ CIĘ DO KOMINA I BĘDZIESZ TRZYMAĆ ANTENĘ!, więc wolałam wiedzieć WCZEŚNIEJ, aby ZA WIDOKA ewakuować się do sąsiadów.
-LAMPY NAFTOWE PRZECIEŻ MAMY-człowiek śledzący doniesienia prasowe dotyczące NAJWAŻNIEJSZYCH WYDARZEŃ od wybuchu supernowej, nie raczył nawet podnieść wzroku.
-TO DOBRZE, ŻE W KUCHNI MAMY STARĄ LIBRĘ- to lampowy telewizor, nie?-postanowiłam iść na całość, bo wiedziałam,że kapciem i tak nie trafi-bo NOTORYCZNIE GUBI KAPCIE.
-............-przerażony wzrok powędrował w okno i uspokojony wrócił do właściciela  z informacją BURZY NA HORYZONCIE NIE WIDAĆ.
-TY TO SIĘ LEPIEJ ZAJMIJ SWOIMI SPRAWAMI I NIE WCHODŹ W CZASIE MECZU DO POKOJU, BO PRZYNOSISZ GLINĘ!- dostałam propozycję nie do odrzucenia, więc aby nie zapeszać, zaległam w hamaczku z kawką i Werandą C. przed oczami a potem na twarzy.
-GOOOOOOOOL!-dobrze,że sen miałam lekki a hamaczek zadyndolił tylko trochę, bo z radości całowałabym polską ziemię, która TAKICH PIŁKARZY NOSI!
-PODZIELAM RADOŚĆ-ostrożnie odezwałam się z hamaczka. I NIEPOTRZEBNIE!!!!bo przypomniano sobie o moim istnieniu i zaproszono do kibicowania!
Opierałam się jak mogłam ale KIBIC musiał dzielić swą sportową wiedzę i komentarze  Z KIMKOLWIEK. Przypominanie,że pech , glina- nic nie dało, bo NASI grali dobrze. Ledwie jednak zasiadłam w towarzystwie z komputerem na kolanach i uspokajającym"patrzę patrzę, i słucham, słucham" już jakiś szybki Grek ZROBIŁ NASZYM KUKU!
I ZNÓW BYŁO NA MNIE!!!!!
Dobrze się składa,że najbliższe dwa tygodnie spędzę z dala od telewizora ( jadę   Z CUDZYMI na zieloną szkołę a MOICH zostawiam odłogiem)- DAJĘ NASZYM SZANSĘ!!!!!
P.S. Torby wiejskie bo na wsi się było:)