niedziela, 13 listopada 2011

znów o szkole, BO NA NIC INNEGO NIE MAM CZASU!

Ostatni tydzień obfitował w wydarzenia budzące skrajne emocje. Najpierw w czasie zajęć gimnastycznych wpadła jak burza HIGIENISTKA, aby porwać NICZEGOSIĘNIESPODZIEWAJĄCYCH chłopaków na badania bilansowe.
-Nic się nie bójcie-uspokajałam widząc ,że oddalają się z niemą prośbą o RATUNEK w oczach.
Trochę im zeszło. Wracają- URYCZANI I USMARKANI.Dziewczyny wpadają w popłoch.Deklarują,że ŻADNA ALE TO ŻADNA Z ŻADNĄ PANIĄ PIELĘGNIARKĄ NIGDZIE NIE PÓJDZIE!
-Nie wiem , co im się stało?- dziwi się BADAJĄCA. WSZYSTKO SZŁO DOBRZE, A JAK TYLKO ZADZWONIŁ DZWONEK ONI W RYK!
Podejrzewałam,że może byli TROCHĘ niegrzeczni i na nich nakrzyczała, poprosiłam więc najmniej usmarkanego do biurka, gdzie serią podstępnych pytań doszłam do PRAWDY!
-BO NAM PSEPAD WUŁEF!!!!!!-wyznał jeden z wielbicieli sportu- A ZLOBI PANI JESCE JEDEN?-zapytał z nadzieją w zapłakanych oczach.
BEZWZGLĘDNA PANI BRUTALNIE ZNISZCZYŁA WSZELKIE NADZIEJE i towarzystwo na nowo zaniosło się płaczem, bo "JUTRO" było dla nich terminem tak odległym , jak dla mnie WAKACJE.
Na pociechę obiecałam:
-Jutro robimy również KANAPKI!, co radykalnie zmieniło nastrój SPOŁECZEŃSTWA a resztki wątpiących w istnienie PRZYSZŁOŚCI  uspokoiliśmy w czasie wykonywania talerzyków POD PRZYSZŁE WYCZYNY GASTRONOMICZNE
TU INDIANA  JONES- JAK ŻYWY
SAMA SOBIE ZGOTOWAŁAM TEN LOS!
Najpierw ukochany "wułef" - potem rozochocony tłum pogrążył się w otchłani KANAPKOWEGO SZALEŃSTWA!
KANAPKA- "ZACAROWANA KRAINA"
WINDA
INDIAN JONES- PRZED POŁOŻENIEM NA TALERZ Z WIZERUNKIEM:)
Na zakończenie dnia APEL  z okazji ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI. Poszliśmy
PRZYGOTOWANI
(Dzięki temu,że Pani ogląda głupawe programy typu "Top model" i żeby zająć ręce robi kotyliony)
I TAK PRZEŻARCI KANAPKAMI,ŻE AŻ BYLIŚMY GRZECZNI!!!!!
-Czy oni cokolwiek z TEGO zrozumieli?- DYREKTOR jak zwykle sceptyczny. Zapewniłam,że w dniu TAK UROCZYSTYM ( nieważne ,że dla nas z powodu wułefu i kanapek) już do ostatniej lekcji ( sztuk1) będziemy UŚCIŚLAĆ I WYJAŚNIAĆ, co zajęło mi raptem 5 minut ( następne czterdzieści wklejaliśmy godło i pisaliśmy "POLSKA")i spotkało się z akceptacją WŁADZY.
Dobrze,że WŁADZA nie dotrwała z nami do przerwy, bo WRAŻE PLEMIĘ  zorganizowało na MOTYWACH PANINEJ OPOWIEŚCI- ZABAWĘ W WOJNĘ ŚWIATOWĄ  z wykorzystaniem klocków ( walczyli POLACY Z POLAKAMI,bo jak wyjaśnili "NIKT NIE CHCIAŁ BYĆ NIEMCEM") a Pani musiała zgłębić z PATRIOTKĄ LOKALNĄ zagadnienie- CZY JAK MAM KOLEŻANKĘ Z NIEMIEC TO JESZCZE MOGĘ SIĘ Z NIĄ KOLEGOWAĆ?
W świetle TAKICH wydarzeń- zajścia w Warszawie ZDZIWIŁY MNIE ŚREDNIO-BIORĘ WINĘ NA SIEBIE!
PS. Czwartek wieczór -osiedlowy sklep. Spotkanie z uczniem. Po wymianie uprzejmości i dyskusji z MAMĄ na temat konstrukcji kanapki "BLOK" oraz zapewnieniu UCZNIA,że TERAZ ON ZAWSE SAM ZLOBI KANAPKI (mama lekko skonsternowana) oddalam się w ślad za wózkiem z przyczepionym PŁACĄCYM.
-ALE BĘDĘ MIAŁ  CO OPOWIADAĆ CHŁOPAKOM W KLASIE!- słyszę z tyłu entuzjastyczny głos KANAPKOTWÓRCY- WIDZIAŁEM PANIOM!-Miło być gwiazdą na własnym osiedlu:)

czwartek, 3 listopada 2011

ŚLUBY SIĘ ODBYŁY, czyli walka dobrego z lepszym

Tradycyjnie w klasie pierwszej ŚLUBOWANIE MUSI BYĆ! Biorąc pod uwagę fakt,że pojmowanie świata przez UROCZE SZEŚCIOLATKI rządzi się swoimi prawami, należało się do tego najważniejszego dnia odpowiednio wcześnie przygotować.
WĄTPIĄCYM w "prawdę czasu, prawdę ekranu" w/w stwierdzenia -kilka FAKTÓW!
-Ustawiajcie się, bo zaraz idziemy na APEL-odezwa WYCHOWAWCY przemknęła przez ZANIEPOKOJONY TŁUM.
-A co to APEL?-odezwał się NAJODWAŻNIEJSZY
WYCHOWAWCA wyczerpująco objaśnił GAWIEDZI cel spotkania z DYREKTOREM PLACÓWKI, oraz przybliżył TEMATYKĘ SPOTKANIA (O GRZECZNOŚCI I BEZPIECZEŃSTWIE BĘDZIE MÓWIONE!)
-ALE NIE BĘDZIE ZASTRZYKÓW?-ODWAŻNY chciał się upewnić a WYCHOWAWCY RĘCE OPADŁY JAK PŁETWY.

Po APELU.
-O czym mówiła Pani Dyrektor?- podstępny wychowawca wyłowił z tłumu TYCH CO SIĘ GILGOTALI.
-ŻEBY SIKAĆ DO UBIKACJI A NIE OBOK-to zapamiętali GILGOTACZE.
W związku z powyższym obie z FOKSIOWĄ ustaliłyśmy,że ŚLUBOWANIE ma łączyć następujące elementy: KRÓTKO+ WESOŁO + NA TEMAT+ DO DOMU, ale zapomniałyśmy,że dane nam będzie współpracować z AMBITNĄ CO WIE LEPIEJ.
AMBITNA przedstawiła swój tasiemcowy scenariusz, krytykując poprzedni- MAŁO AMBITNY I NIEKULTURALNY.
-Jak to niekulturalny?-zdziwiłam się, na szybko przelatując wzrokiem trzy kartki ( nawet na marginesach żadnego mięsa nie było!)
- BO W WIERSZU JEST "Te nie rusz komputera" A TAK SIĘ NIE MÓWI!!!!-zdenerwowała się AMBITNA - a w ogóle to jest za krótkie i nie ma konkurencji sprawnościowych!A U MNIE SĄ!-zakończyła z dumą.
-JA W ŻADNE PAKOWANIA TORNISTRA NA CZAS SIĘ NIE BAWIĘ!-BO JAK PRZEGRAMY BĘDZIEMY RYCZEĆ!-zbojkotowałam wysiłki AMBITNEJ.
FOKSIOWA mnie poparła, ale musiałyśmy iść na kompromis i przyjąć AMBITNY SCENARIUSZ AMBITNEJ i dlatego choć 600km od morskiego brzegu

Niestety nie widać tu pracowicie ukręconej z papieru toaletowego liny (AMBITNA MIAŁA WĄTPLIWOŚCI- BO TO NIE WYPADA!, ale zapewniłyśmy ją, że papier NIE BĘDZIE z odzysku- tylko nowy z rolki:))
Wisząc godzinę na dwóch drabinach ( FOKSIOWA wybrała wersję DREWNIANY KAMIKADZE, ja dostałam SOLIDNY METAL) usiłowałyśmy z uśmiechem na ustach przywiązać CAŁE WZBURZONE MORZE drutem florystycznym, w który totalnie zaplątała się stojąca u podnóża koleżanka B. zwana odtąd z racji pełnionej funkcji SZPULKĄ.
-DŁUGO JESZCZE-niecierpliwiła się SZPULKA ( GŁOWA BOLAŁA JĄ OD ZADZIERANIA W GÓRĘ)
-Mhmzrm...mać- odpowiedziałyśmy z rękami w górze i ustami pełnymi kawałków drutu.
ALE UDAŁO SIĘ! I nieważne,że szłyśmy do domu w wersji HANDE HOCH!
Najważniejsze,że wytropiłyśmy WIELKĄ NIEOBECNĄ-AMBITNĄ, która w tym czasie udzielała jakże cennych rad swoim klasowym rodzicom, w ramach jakże koniecznych dogłębnych i rzeczowych konsultacji.
Dopadłyśmy ją ( SZPULKA , FOKSIOWA I JA), gdy właśnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku myła swoje AMBITNE RĄCZKI.
-GDZIEŚ TY BYŁA?-zadałyśmy pytanie wyraźnie zaczepne.
-UDZIELAŁAM KONSULTACJI!!!-brwi AMBITNEJ podjechały w górę sygnalizując wysoki poziom NASZEJ BEZMYŚLNOŚCI.
-A MY ZROBIŁYŚMY CAŁĄ DEKORACJĘ!!!! SAME!!!!-( w domyśle- bez ciebie)
-TO DOBRZE-ZARAZ PÓJDĘ I SPRAWDZĘ JAK WYSZŁO-spokojnie odpowiedziała AMBITNA a my po raz pierwszy ucieszyłyśmy się z usztywnienia górnych kończyn, bo ŚLUBOWANIE ZZA WIĘZIENNYCH KRAT mało nas pociągało. SZPULKA- NADAL GDZIENIEGDZIE OBCIĄGNIĘTA DRUTEM, też nie stanowiła zagrożenia i dzięki temu AMBITNA W NASZYM DOBOROWYM TOWARZYSTWIE MOGŁA NA DRUGI DZIEŃ ZBIERAĆ LAURY SWOJEJ WYTĘŻONEJ PRACY.

piątek, 21 października 2011

Nie zawsze jest wesoło

Czasem masz rodziców i wiele rodzeństwa. Bawisz się gdzie i czym popadnie, nie wiesz,że może być inaczej.
Nagle zabierają  cię prosto z ulicy, do miejsca, gdzie jest wielu takich jak ty.Mama, tata- nie wiadomo gdzie, ale nawet nie pytasz, bo się boisz.Mówią,że tu ci będzie lepiej- z dala od ulicy, ale skąd oni to mogą wiedzieć. Przerzucają cię z kąta w kąt- tu jesteś za duży, tam za mały. Dobrze,że chociaż razem z bratem bliźniakiem. Mówią i pokazują różne rzeczy, a ty się nawet nie odzywasz, albo udajesz,że nie słyszysz ,żeby nie zorientowali się,że niewiele z tego rozumiesz. Dobrze,że chociaż jeść dają a czasami nawet jakiś smakołyk lub zabawka z litościwych rąk wpadnie. Nikt z tobą nie chce być na dłużej, każdy od razu widzi,że jesteś inny-myślą,że głupi.
-Nie ma takiego paragrafu- wyjaśniają, gdy ktoś usiłuje dopasować wszystko do twoich możliwości.
DOMYŚLACIE SIĘ,ŻE TO OPOWIEŚĆ O BEZDOMNYM ZWIERZĄTKU PIESKU LUB KOTKU?
BARDZO SIĘ MYLICIE- TO DOROŚLI GOTUJĄ  DZIECIOM TAKI LOS
GDZIE BYLI DOTĄD, SKORO NIE ZAUWAŻYLI,ZE UCZEŃ KLASY PIERWSZEJ ( po co zapisywać do zerówki?- ma  przecież 6 lat, niech zapyla do szkoły-TA JEST ZA DARMO!) nie zna nawet nazw kolorów i nie wie ,że krowa daje mleko, imienia starszego brata nie pamięta a plastelinę próbuje żuć jak gumę, bo nie wie do czego służy.
TERAZ MĄDRZY MÓWIĄ,ŻE RAZ ZAPISANY NIE MOŻE BYĆ COFNIĘTY DO PRZEDSZKOLA (choć metrykalnie jak najbardziej)-NAJWYŻEJ NIE DOSTANIE PROMOCJI DO NASTĘPNEJ KLASY!!!
A dzieje się to nie a Afryce centralnej  W NASZYM KRAJU, GDZIE DOBRO DZIECKA JEST NADRZĘDNYM CELEM I NIE  W GŁUSZY Z DALA OD CYWILIZACJI A W CENTRUM WIELKIEGO MIASTA.
DOBROCZYŃCY ZACIERAJĄ RĘCE W POCZUCIU DOBRZE SPEŁNIONEGO OBOWIĄZKU.
Ps.Chłopaki, jakoś damy radę-MUSIMY!

wtorek, 18 października 2011

I PO ŚWIĘCIE, czyli poświęcenie:)

Połączyłyśmy siły z FOKSIOWĄ, aby w ramach integracji klas nasze dzieci bawiły się wspólnie- szczególnie,że w dniu kiedy nauki brak, przyszli tylko NAJWIERNIEJSI WYZNAWCY.
RUSAŁKA oczywiście też  i aby  uczcić ten dzień wybrała NAJŁADNIEJSZĄ powłóczystą spódnicę -czerwoną w czarne grochy z uwagi na to,że w tym akurat dniu była BIEDRONKĄ.
Najpierw uroczysta akademia. Wdzięczni rodzice zakupili stosowane bukiety sztuk cztery- dla każdego z uczących nauczycieli.
-WYSTARCZY TYLE?-zapytała ZASKOCZONĄ jedna z mam.
I co miałam na to odpowiedzieć? Przez głowę przebiegło mi kilka myśli- jedna lepsza od drugiej

  • A GDZIE BIAŁA KOPERTA?
  • KLUCZYKI DOMYŚLAM SIĘ W BUKIECIE , BO SAMOCHÓD TO PEWNIE NA PARKINGU
Nie wygłupiłam się jednak z żadnym niestosownym żartem, tylko zaczęłam przydzielać bukiety WRĘCZAJĄCYM ( na  WYRAŹNĄ prośbę SPONSORÓW)
-NO I NIE WYSTARCZY- z żalem skonstatowała SPONSORKA, gdy okazało się,że pierwszy bukiet "pójdzie do DYREKTORA".
Problem został szybko zażegnany, gdy okazało się,że DYREKTOR I NAUCZYCIEL INFORMATYKI to DWA W JEDNYM- ufff!
Postanowiłam AKT WRĘCZANIA  uskutecznić PRZED akademią, w obawie o stan bukietu PO (JUŻ ZACZYNALI PRÓBOWAĆ, CZY NADAJE SIĘ NA BROŃ SIECZNĄ)
W postawie chińskiego paragrafu, dyskretnie popychając dzielnych WRĘCZACZY (dwóch krzepkich młodzianów nieco powyżej metra wzrostu) udałam się w PRZYKUCU do pierwszego rzędu VIPÓW.
-Idźcie-scenicznym szeptem pożegnałam oddalające się plecy.
POOOOSZLII....I....przeszli!!!!
-NIE TU!-sceniczny szept przybrał na sile.
ZAWRÓCILI ....I...ZNOWU PRZESZLI cały rząd, ku uciesze PRZYSZŁYCH OBDAROWANYCH i całej reszty.
Za trzecim razem UDAŁO SIĘ ! (przytrzymanie za poły marynarek przez DYSKRETNIE POSKRĘCANĄ pomogło)
Po uroczystości zabawa na całego- tyle,ŻE KAŻDY CHCE SIĘ BAWIĆ Z PANIĄ-tłok przy biurku jak w markecie na promocji.
RUSAŁKA vel BIEDRONECZKA lepi DLA PAŃ-NIESPODZIANKI-( w odgadnięciu, co skryło się w zaciśniętych piąstkach, pomaga cała klasa, BO I TAK WSZYSCY TŁOCZĄ SIĘ W JEDNYM MIEJSCU-PRZY PANIACH.)

  • biedronkę
  • kwiatek DLA BIEDRONKI
  • stołek DLA BIEDRONKI
  • mandarynkę DLA BIEDRONKI
  • lampę DLA BIEDRONKI
Przy kolejnym gadżecie, którego NIE ODGADUJEMY proponujemy, aby dla ułatwienia podawała nam pierwszą głoskę nazwy arcydzieła.Mamy wątpliwości z FOKSIOWĄ, czy to aby nie ZAJĘCIA DYDAKTYCZNE-KTÓRYCH MIAŁO NIE BYĆ, ale trudno.
RUSAŁKA lepi w natchnieniu
-M- miskę DLA BIEDRONKI
-DS-duży stołek DLA BIEDRONKI
-DM-dużą miskę jakżeby inaczej-DLA BIEDRONKI oraz całe wyposażenie łazienki.
-NIECH SIĘ PANI PODDA!-sugerujeTĘPEJ, która nawet po pierwszej głosce NIE POTRAFI ODGADNĄĆ
-NIE PODDAM SIĘ!-chcę nadać naszej zabawie walory WIELCE WYCHOWAWCZE.
-ALE MNIE JUŻ NOGI BOLĄ OD STANIA!-żali się BIEDRONKA a ja SIĘ BIORĘ I PODDAJĘ- FOKSIOWA AUTOMATYCZNIE ZE MNĄ TEŻ- NA CAŁEGO I DO KOŃCA!
pozdrawiam tych, co do końca wytrwali i SIĘ NIE PODDALI:)

czwartek, 13 października 2011

NO I DOCZEKAŁAM SIĘ, czyli kolejny Dzień Nauczyciela

Jutro święto- chociaż w pracy, ale świadczymy tak zwane "usługi opiekuńcze" (ZAMIAST LEKCJI) i po cichu mamy nadzieję,że NIE BĘDZIE SIĘ KIM OPIEKOWAĆ !Ktoś jednak musi wykonać tych parę wierszyków i odśpiewać piosenkę ,że "BEZ PANI NAWET LIZAK TRACI SMAK". Wszyscy bowiem pamiętamy,że NAJBARDZIEJ SMAKUJE MAMLANY W UKRYCIU POD ŁAWKĄ NA LEKCJI!
Dzisiaj dzień z cyklu "co mi zrobisz jak mnie złapiesz"- BO NIE SCEM SIONŚĆ DO ŁAWKI, ale dzielę swoje mordercze zapędy przez współczynnik miłosierdzia i kocham ich wszystkich!(perspektywa weekendu w TOWARZYSTWIE DOROSŁYCH) ma swoją moc.
Twórcze łapki

bardzo się napracowały

rysując i samodzielnie wycinając
  • malując urocze pejzaże
Z małą pomocą drapując tkaninowe dynie- mniej lub bardzie ZŁOWROGIE

i wiążąc udręczonymi paluszkami tysiące węzłów na JEŻYKACH a i tak każdy PODGLĄDACZ  mówi 
-JAKIE ŁADNE PAJĄCZKI!!!!

-SZCZEGÓLNIE SYMPATYCZNIE WYGLĄDA TEN Z OCIEKAJĄCĄ KRWIĄ ZĘBAMI
Trudno się jednak dziwić,że do precyzji droga długa i pełna wybojów, skoro prace wykonuje, nazwijmy ją RUSAŁKA-dziewczę porywającej urody o kontrowersyjnym za to charakterze, bo co dzień jawi się zamiennie :
  • krówką ( podchodzi na czworakach i ryczy)
  • biedroneczką ( pląsa w podskokach po całej klasie i twierdzi,że przysiądzie TYLKO NA KWIATKU)
  • ślimaczkiem ( I NIE BĘDZIE PISAĆ , BO PRZECIEŻ NIE MA RĄK)
Dzisiaj akurat przyszła pora na OWIECZKĘ i "JAK MI PANI NIE POWIE SIADAJ OWIECZKO TO NIE SIĄDĘ!
PANI oporna jak zwykle, z uporem maniaka  nazywa RUSAŁKĘ RUSAŁKĄ  i w związku z tym dostała dzisiaj kolejne OSTRZEŻENIE!
-ZA KARĘ NIE POKAŻĘ PANI MOJEGO ZESZYTU Z RYSUNKAMI- A SĄ BAAAAARDZO ŁADNE A W DOMU POSTAWIĘ PANI ZERO!
BEZDUSZNA PANI NIC A NIC SIĘ NIE PRZEJĘŁA!
Za godzinę przyszła koza do woza, a właściwie OWIECZKA DO OPRAWCY, PRZYWALONA PROBLEMEM NATURY ŻYCIE LUB ŚMIERĆ- rozwiązanym butem.
-Owieczkom buty się nie rozwiązują- zauważyłam, a wredna część mojej nauczycielskiej duszy zarżała.
-NO DOBRA ODCZAROWAŁAM SIĘ I NAWET MOGĘ POWIEDZIEĆ PRZEPRASZAM-dyplomacja jak widzimy nawet w świecie bydła nierogatego czyni postępy, co MNIE JAKO PASTERZA niezwykle cieszy.
WSZYSTKIEGO CO TYLKO NAJMĄDRZEJSZE NAUCZANYM I UCZĄCYM:)

poniedziałek, 3 października 2011

NIE MAM SIŁY NA NIC!!!!czyli nie będę jak teść

Siedzę właśnie jak koń po westernie vel zepsuty miś przed ekranem komputera i zaraz WYDZIĘCIOLĘ dziurę w ekranie kiwającą się wcale nie w chorobie sierocej głową. PRACA WYSYSA WSZYSTKIE ŻYCIOWE SIŁY a do 60 tki ( a jak TUSK wygra -65tki) daleeeeeeko.
Dlatego z SZACUNEM I PODZIWEM NA STOJĄCO (o ile na to pozwoliłoby chwiejące się ciało i nogi przygniecione opasłym kotem) wspominam ostatni wypad do przytuliska z teściem -lat 80 z górką.
Zapakowaliśmy regalik,żeby w/w miał gdzie rozłożyć swoje akcesoria, bo szafeczka z której regularnie wystawiał mi zawartość na schody ( a ja regularnie dziwiłam się SKĄD TO????) poszła do innego kąta.
-No to DO ROBOTY-zakrzyknął gromko ledwo tylko rozpakował swoje bagaże.
-Najpierw ROBOTA POTEM PICIE- zdecydowanie sabotował tęskne spojrzenia NIEKTÓRYCH  w kierunku kufla.
Zabrali się za układanie drewna w stodole

 powierzając mi zaszczytny dozór nad domowym ogniskiem, czyli MOGŁAM GRZAĆ GNATY I UDAWAĆ,ZE PRACUJĘ.
Pasowało mi to bardzo, ale zanim zaległam, poszłam na obchód grzyborodnych lasów.
BOGACTWO-całe się zmieściło na zdjęciu.

Jadalnych ani widu ani słychu ( chociaż w przypadku grzybów to stwierdzenie chyba idiotyczne), za to nowe TABLICE INFORMACYJNE GOSPODARZA Z ZAGRODZONEJ DROGI  robiły wrażenie!
OTABLICOWAŁ SIĘ DOOKOŁA- ANI CHYBI BĘDĄ JAKOWEŚ EGZORCYZMY!-byle nie na nas, bo MY NIEWINNE.
Za górką grzybów nie było, ALE LASU TAKŻE ZARÓWNO TEŻ!!! Stałam jak głupia wybałuszając gały na RZEŹ!
Kolejny podgrzybkowy las przestał istnieć.
Tylko brzozy się nie poddają.
Na podwórku PORUSZENIE- COŚ SMYRNĘŁO MIĘDZY DREWNEM!!!
-MOŻE BYĆ ŻMIJA- zawyrokował TEŚĆ, który właśnie skończył roztaczać wizje "jak to można CAŁY DOM OPRYSKAĆ TRUCIZNĄ I WTEDY NIC CI NIE WLEZIE"
-POTRUJEMY SIĘ WSZYSCY-OBROŃCA ŻMIJ ruszył do kontrataku-A pod drewnem może mignęła Ci mysz-ZGASIŁ OCHOCZEGO TRUCICIELA.
-Jaka tam mysz!!!-dobrze widziałem ,że COŚ INNEGO!-zdenerwował się SPOSTRZEGAWCZY i zarządził, nie zważając na TĘPY OPÓR MATERII ( ja udawałam,że nie widzę błagalnego wzroku MĘŻA- W KOŃCU TO NIE MÓJ OJCIEC!)  PRZEKŁADANIE DREWNA JESZCZE RAZ!
Okazało się,że MIAŁ RACJĘ.
Pod kolejną kłodą usiłował zapaść w sen zimowy MOTYLEK!!!

 (pewnie ten ZŁOWROGI)
-NO I MIAŁEM RACJĘ,ŻE NIE MYSZ-zatriumfował i zarządził OBCHÓD I WYCINKĘ ZBĘDNYCH GAŁĘZI ZACIENIAJĄCYCH PODWÓRKO.  Widząc STAN ZGRZYTAJĄCEGO ZĘBAMI z własnej inicjatywy odchwaściłam ogródek.

przed i po
zebrałam pokaźny zbiór warzyw
i owoców
jabłko sztuk 1
i malowniczo padłam na kanapę prawie bez dechu, ale uświadomiłam sobie,że za chwilę PRZYJDĄ PRACOWNICY i zwlokłam się,żeby zaimprowizować kolacyjkę.
Przyszli. WESOŁY JAK SZCZYGIEŁEK I WYKOŃCZONA CHMURA GRADOWA.
-No i jak wam poszło?-zainicjowałam inteligentną dyskusję.
-A dobrze- SZCZYGIEŁEK,  jak zwykle optymistycznie zapewnił mnie jeszcze,że jutro to "mi to wszystko stare drewno potną,żeby był czym palić na zimę".
CHMURA JAK TO CHMURA- NIE POWIEDZIAŁA NIC , ale na drugi dzień z gracji i sprężystości ruchów przypominając wytwór dra Frankensteina, POSŁUSZNIE CIĘŁA DREWNO i na pewno tak jak ja MARZYŁA O KONDYCJI SZCZYGIEŁKA:)

sobota, 24 września 2011

CZŁOWIECZY LOS nie jest bajką i snem , czyli LECĘ A. GERMAN

Dzieciaki okrzepły. Nauczyły się ustawiać w dwuszeregu, co kosztowało mnie co prawda trochę czarów, ALE WARTO BYŁO!. W związku z tym, moja moc zamieniania ŻYWEGO w kamień nieco się nadwyrężyła (początkowo świeżo ustawione pary lazły za mną jak Truśka do michy i ledwo ustawiłam jedną w dwuszereg i zabierałam się do manewrów z drugą parą - pierwsza zapominała, GDZIE MA STAĆ i koniecznie chciała mi we wszystkich poczynaniach towarzyszyć, zajmując zaszczytne miejsce u mojego boku , ew. ZA PLECAMI ryzykując totalne rozdeptanie. Dopiero gry za pomocą czarodziejskiej różdżki wykonanej naprędce  ze zdewastowanego pachołka ( nie mylić broń Boże z PACHOLĘCIEM) i zaklęcia PARA KAMIENIEJE! (czyli chyba ciekły azot, czy cóś) UDAŁO SIĘ!!!
Czarów nie starczyło jednak na długo- ruch jako podstawowa jednostka zmian musi zaistnieć - choćby na rozmazanych zdjęciach pod klasową gazetką


 albo w formie NIE SIONDEM DO ŁAWKI, BO MOZE AKURAT MI SIE NIE CHCE!
Nie zawsze nadążam za rozwojem sytuacji. Wpuszczając TOWARZYSTWO na miejsce kaźni , czyli do klasy usłyszałam kiedyś zbiorowe :
-ŁAAAAAAAAŁ!!! CO TU SIĘ STAŁO!!!!!!!! i AAAAAALEEEEEE!
Pędem rzuciłam się za podopiecznymi, aby w razie czego bronić i chronić ale okazało się ,że TAAAKIE wrażenie zrobiły na nich ICH WŁASNE KRZESEŁKA, odwrócone przez sprzątaczkę do góry nogami na ławkach.Rozczarowanie prozaicznym wyjaśnieniem NISZCZĄCEJ ZŁUDZENIA co do magii działającej również po zamknięciu szkoły BYŁO WIELKIE I BEZGRANICZNE. Dopiero NIEWYJAŚNIONA UTRATA DŁUGOPISU PRZEZ TĘ CO NIGDY NIC NIE GUBI A SAMA MÓWI ZAWSZE "POSZUKAJ DOKŁADNIE" i tym CZŁOWIEKA WKURZA-przywróciła NEOFITOM WIARĘ W MOC NIEWYJAŚNIONEGO!
Lada dzień a być może zawiłe ścieżki samogłosek i spółgłosek zawiodą WSZYSTKICH na upragniony dywan i  DŁUUUUUGĄ PRZERWĘ ZABAWOWĄ ( w odróżnieniu od ŚNIADANIOWEJ, gdzie CZŁOWIEK nic nie robi TYLKO JE!!!)