sobota, 26 czerwca 2010

DZIEŃ PO, czyli jak można zrąbać ostatni dzień pracy i zostać z moralnym kacem

A zapowiadało sie nad wyraz szczęśliwie. Nie za ciepło- czyli sala gimnastyczna NIE ZMIENI SIĘ jak co roku w SZKLARNIĘ POŁĄCZONĄ Z SAUNĄ.Tego obawiały się już od kliku dni ELEGANCKIE PANIE NAUCZYCIELKI:
-Spocimy się jak szczury i świadectwa będą przyklejać nam się do rąk...ale na szczęście pogoda stanęła na wysokości zadania, bo nie wahnęła się w drugą stronę. Gdyby lało -WSZYSTKIE GALOWE KREACJE specjalnie zakupione na TEN WIELKI DZIEŃ zostałyby smutne w szafie a zawiedzione GRONO wystąpiłoby- tak jak my z KOLEŻANKĄ, w KREACJI Z RODZAJU NIEŚMIERTELNYCH.Chociaż ja akurat na ten dzień przygotowałam sobie, jak to mówi jedna z PAŃ "funfel nówkę nie śmiganą" w postaci KOLII- najnowszego prezentu urodzinowego od TEGO, CO CHYBA NIE LUBI ROZWODÓW.

W PLACÓWCE norma:
  •  GRONO- na galowo! Uczniowie-jak kto chce-łącznie z czadowymi kozaczkami na 20cm obcasie (uczennica klasy VI) i sukience bez pleców, kończącej się poniżej majtek ( inna szóstoklasitka)
  • kilka przemówień, w czasie których SIEDZĄCA W I RZĘDZIE ABSOLWENTKA ostentacyjnie poprawiała swoją urodę  za pomocą pudru i grzebienia, posiłkując się lusterkiem wielkości talerzyka deserowego-na GROMY  ciskane przez DYREKTORA w stronę:
-poprawiających urodę
-rozmawiających
-skubiących koleżanki w pośladki-NIKT NIE ZWRACAŁ UWAGI-czyli norma:)
  • ROZDANIE ŚWIADECTW W KLASACH
Wszystkie ANIOŁKI w oczekiwaniu na WIELKI FINAŁ o dziwo grzecznie zajęły miejsce w ławkach. RODZICE zajęli strategiczne pozycje na końcu klasy- bacznie wypatrując . czy zdesperowany nauczyciel nie grzmotnie ostatecznie ULUBIEŃCA, który:
  1. zgubił się po drodze do klasy i spóźnił się wpadając jak bomba do klasy - ze zmiętoloną kurtką w ręce i okrzykiem "jak zwykle NA MNIE nie cekaliście!!!!!"
  2. nie chciał usiąść W ŻADNYM wskazanym przez nauczyciela miejscu komentując: " o ..z tym  w zyciu, z tym ...psenigdy!"( w końcu wystartowała do niego jedna z mam i usiadł gdzie popadło)
  3. cały czas gmerał w kwiatach na biurku PANI, bo jak twierdził "ściał sprawdzić,cy róze kujom"
JUŻ, JUŻ wydawało się ,że wszystko zmierza, ku szczęśliwemu zakończeniu-gdy ciszę zmąconą jedynie szelestem świadectw rozdarł dramatyczny krzyk GADULSKIEGO
-JA SIĘ NIE WTEDY URODZIŁEM!!!!!-I niestety faktycznie:( do programu wkradł się BŁĄD LUDZKI czyli WYCHOWAWCA we własnej zdumionej osobie skopując wprowadzanie danych dziecka i myśląc chyba wtedy o Dniu Nauczyciela , bo na świadectwie widniało JAK BYK 14 października!)
PRZEPROSZONO, POKAJANO SIĘ- ojciec dziecka przyjął to ze zrozumiałym zrozumieniem, WYCHOWAWCA  zaczął marzyć o zaszyciu się w chaszczach. Ale to nie koniec upokorzenia.
-A miała Pani jeszcze rozdawać znaczki TPD upomniał się STEFAN a mnie w tym momencie mrówki przeleciały po krzyżu, bo zobaczyłam oczami wyobraźni notes ze znaczkami LEŻĄCY BEZPIECZNIE W DOMU!!!!
ZNOWU przeprosiłam, obiecałam znaczki we wrześniu starając się NIE ZAHACZYĆ wzrokiem o RODZICÓW, już planujących obserwować przez najbliższe miesiące pojawiające się na allegro aukcje pod hasłem "ZNACZKI SPRZEDAM".
Po pożegnaniu i złożeniu życzeń udanych i DŁUGICH wakacji poszłam do domu dzierżąc KŁUJĄCE RÓŻE (należało mi się!)I CZEKOLADĘ od STEFANA, który wręczając ją skomentował ów akt "OBIECAŁEM I DAJĘ" a potem złożył wakacyjne życzenia i "podziękował za współpracę".
Myślałam,że od dziś poczuję wielką ulgę, ale nic!, a na przypomnienie o obowiązkach zakupiłam MARCYSIĘ-która tymczasowo zastąpi mi podopiecznych:)
I DOPIERO W DOMU PRZYPOMNIAŁAM SOBIE,ŻE ZNACZKI WYJĘŁAM Z NOTESU I ZOSTAWIŁAM W BIURKU-ŻEBY NIE ZAPOMNIEĆ!!!

czwartek, 24 czerwca 2010

JUTRO WIELKI DZIEŃ!:)


Przerwa w tzw.KARIERZE już blisko! Oczywiście JAK ZWYKLE nie mam się w co ubrać, więc DOMOWI ,w odpowiedzi na moje WIELKIE MARUDZENIE radzą,żebym poszła w jednej z moich toreb i torebek, bo " w tym Cię jeszcze nie widzieli"
Na razie uszyłam sobie przydatny woreczek

niewielkich rozmiarów
-Na co to?- zainteresował się MŁODSZY
-Na jutro- wyjątkowo byłam lakoniczna, bo właśnie opalałam nad gazem końce atłasowej tasiemki RAZEM Z BRWIAMI I RZĘSAMI
-Liczysz na mały skromny naszyjniczek naszpikowanym brylantami?-ironia w głosie była nadto czytelna.
Odpowiedziała mu cisza, bo MATKA w tym czasie kontemplowała właśnie ubytki w owłosieniu.
A naprawdę to uszyłam WORECZEK NA ZĘBY , bo chociaż drukowałam świadectwa czcionką najmniejszą z możliwych, gdy NIEKTÓRY DOCIEKLIWY RODZIC jutro SIĘ DOCZYTA- nie wrócę cało do domu.
KOLEŻANKA przynajmniej wie, co jutro dostanie: KWIATKA I BOMBONIERKĘ , bo poinformował ją o tym anons na kartce, który omyłkowo wręczył jej mało w tym względzie rozgarnięty uczeń-konstatując PO CZASIE ,że to "miało być chyba dla mamy"-"Składka na kwiaty i bombonierę dla Pani".
W związku z tym ogłosiła,że skoro w tym roku NIE PRZEWIDZIANO  w ofercie domku z ogródkiem etc.-JUTRO NIE IDZIE!!!( tym bardziej,że tak jak ja nie ma się w co ubrać, bo nieśmiertelna garsonka, która miała odejść na miejsce wiecznego spoczynku wisi na wieszaku wyjętym a szafy i kwiczy)-BO SIĘ NIE OPŁACA!
-NIECH DYREKCJA SAMA ROZDA KWITY ( czyt.świadectwa) i zje czekoladki- przynajmniej ZGRUBNIE i będzie z tego JAKIŚ ZYSK!:)
Lista przyjemności w dniu dzisiejszym( chronologia zgodna z zegarem)
  • koniec zajęć dydaktycznych
  • prezent od JOLI 



  • wizyta W REALU wirtualnej dotąd SARENZIR , która wpadła po torbę, ale były i pogaduchy:)
( dzięki Dag:))
Od jutra, oprócz ciągłej akcji oszcz. rozpoczynam akcję WYP. - co nie oznacza wypięcia się na wszystko ,ale po prostu WYPOCZYNEK!!!( i nie szkodzi,że w przyszłym tygodniu trzeba jeszcze  SIĘ POFATYGOWAĆ do placówki-TO JUŻ CO INNEGO-BO TO JEDNAK WAKACJE:)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

CUDOWNE OZDROWIENIE, czyli gdzie pani była jak pani nie było

Dzisiaj pierwszy dzień W PRACY. Wieniec laurowy wbrew zapowiedziom-NIE CZEKAŁ! ULUBIENIEC asekuracyjnie PRZESTAŁ PRZYCHODZIĆ do szkoły. STEFAN ZORGANIZOWAŁ UROCZYSTY HAPPENING POWITALNY polegający na:
  1. rzuceniu się CAŁYM SOBĄ na niczego nie spodziewającego się OZDROWIEŃCA
  2. OBŁAPIENIE Z PRZYDUSZENIEM W/W
  3. zdanie nurtującego pytania  Z WYRZUTEM: "WREŚCIE! GDZIE PANI BYŁA JAK PANI NIE BYŁO?
Udzieliłam wyczerpującej odpowiedzi połączonej z zapewnieniem ,że jestem już zdrowa a nawet jak nie jestem, to NA PEWNO nie pójdę chorować.STEFAN odzyskał rezon, co objawiło się natychmiast poprzez:
  1. łamanie kredek i długopisów-"bo tamte panie to mi nie kazały pisać!"( HA, HA -prawie dałam się nabrać)
  2. oświadczenie,że TERAZ TO JUŻ NA PEWNO wyjeżdża za granicę, bo ranię jego uczucia ( jednak się rozwinął) każąc mu podać zeszyt.
  3. odpowiadanie JUŻ ŻAŁUJĄCEJ,ŻE OZDROWIAŁA-  na sugestię,że chyba na złość tak się zachowuje, bo nie cieszy się,że ją widzi-" PRZECIEŻ POKAZAŁEM,ŻE SIĘ CIESZĘ- POWIEDZIAŁEM DZIEŃ DOBRY!"
OZDROWIENIEC opadł jak zwiędły jesienny liść na za biurkowe krzesełko.

Ale tam dopadły ją DZIUNIE! 
DZIUNIE są ZAWSZE bardzo grzeczne,  ale bystrymi oczkami obserwują dookoła i meldują natychmiast wszelkie przejawy indywidualizmu wykraczającego poza kanony przyjętego w PLACÓWCE zachowania. Widząc zbliżającą się BRYGANTYNĘ pod pełnymi żaglami, próbowałam ukryć się za biurkiem nieudolnie symulując poszukiwanie NIEZWYKLE WAŻNEGO OŁÓWKA, który gdzieś mi upadł.Aaaaaleee- nie takie numery  z DZIUNIAMI.Wyglądając dyskretnie jednym okiem zza biurka ( drugim w tym czasie penetrując przestrzenie podbiurkowe w celu opracowania planu ew. ucieczki-nic to jednak nie dało GABARYTY NIE TE)  zobaczyłam PALEC wytknięty oskarżycielsko w moją stronę
-Pani ZAPOMNIAŁA!- CHÓREM WYŚPIEWAŁY DZIUNIE
-Wszystko pamiętam!-postanowiłam iść w zaparte, ale DZIUNIE POPATRZYŁY TYLKO Z POLITOWANIEM I OSKARŻYCIELSKI PALEC powędrował w kierunku ŻABKI- SKARŻYPYTKI- cudownemu wynalazkowi, który skutecznie zmniejszał liczbę skarg do niezbędnego minimum- BO KOMU CHCIAŁOBY SIĘ PISAĆ?!
-PANI NIE BYŁO I NIE CZYTALIŚMY SKARG!
Mamy taki zwyczaj,że raz w tygodniu czytamy skargi, pochwały i zapytania (żabka ma 3 kieszonki) OMAWIAMY SYTUACJE I ZAZWYCZAJ CHĘĆ DANIA SOBIE PO RAZIE jest sprawą ZAPRZESZŁĄ.
I o to chodzi:)
Nadrobiłam zaległości- w kieszonce SKARGI- była jedna ale za to ELABORAT- napisany oczywiście ... PRZEZ DZIUNIE!
(Imiona oczywiście zmienione-pisownia jak najbardziej oryginalna)
S..... MÓWI,ŻE DWIE NATALKI WYSZŁY Z PRALKI!!! I PRZEZYWA NAS NA SCHODACH PO OWOCE OD ŚMIERDZĄCYCH KÓWET! ROMEK SIE ODWRACA DO NAS I NAM PRZESZKADZA. JERZY NAM DOKUCZA I JE NALEKCJ. MACIEK ODWRACA SIĘ I ZA GADUJE WRONIKĘ I MATĘ.STEFAN PRZESIADŁ SIE BEZ POZWOLENIA NAŁUCZYCJELA DO KLEGI.KOLEGA SIE BAWI NA LEKCJACH I ROZMAWIA.CHŁOPCY SPIEWAJA BRZYDKIE PIOSENKI NA LEKCJACH I W DODATKU RELIGI!!! ULUBIENIEC JE NA LEKCJI WATE CUKROWĄ ZE SKLEPIKU.
ALEEEE się naczytałam! Oczywiście WSZYSCY wyparli się WSZYSTKIEGO, a ja poprosiłam o  czytanie własnych skarg PRZED wrzuceniem do ŻABKI -SKARŻYPYTKI, bo inaczej  NA PEWNO stracę jeszcze wzrok patrząc na tyle błędów. Na razie zrobiłam sobie etui- na okulary :)

sobota, 19 czerwca 2010

ŚWIADECTWA SIĘ PISZĄ A HEROINA vel BOHATERKA ucieka na wieś




No PRAWIE się piszą , bo zaraz siadam do magicznego programu, który wszystkie moje "OCHY, ACHY I ZARAZ CI POKAŻĘ!" sprytnie przekłada na język kultury masowej OCENĄ OPISOWĄ zwany.SZANOWNY MAŁŻONEK zabawia się dzisiaj na imprezie integracyjno sportowej w zakładzie pracy, polegającej pewnie na piciu piwa, jedzeniu kiełbasek, żeberek, szaszłyczków(wiem, bo chwalił się TALONEM) i obtańcowywaniu OBCYCH BAB:) ( A niech stracę, najbardziej SZASZŁYCZKÓW szkoda), więc aby zadośćuczynić ZABRAŁ ( LUDZKI PAN) MAŁŻONKĘ na ULUBIONĄ WIEŚ, gdzie OWA:
  1. TRENOWAŁA WŁAŚCIWE UŁOŻENIE NA HAMAKU( wreszcie się dopchałam)


2. Czytała

i w trakcie tej czynności została HANIEBNIE ZASKOCZONA przez PANÓW kontrolujących licznik elektryczny, którzy podstępnym pytaniem:
-A nie zjedzą tak panią komary?-zadanym ZNIENACKA spowodowali,że IDEAŁ SIĘGNĄŁ BRUKU ( a właściwie trawy) i JUŻ PO BUJANIU. Oberwało się JAK ZWYKLE ŚLUBNEMU,który twierdził,że nie ostrzegł, BO NIE WIDZIAŁ -CHOCIAŻ WYPATRYWAŁ


Jak widać spodziewał się raczej "czerwonych beretów"
Aby zadośćuczynić musiał zabrać OBRAŻONĄ na wycieczkę krajoznawczo-zakupową
  • do sklepu
  • na cmentarz -próby pozostawienia spełzły na niczym, bo OFIARA dzierżyła cenny aparat

 3.Po łąkach
i ogródku

chodziła SAMA i dopiero komentarz:
-Napiszesz książkę-"Obrazy doniczki w różnych porach roku"? uświadomił FOTOGRAFCE,że jej ulubionym obiektem miast ZASŁUGUJĄCEGO NA TO CZŁOWIEKA O ŚWIĘTEJ CIERPLIWOŚCI jest zestaw DONICZKA NA KIJKU.
 4.W podzięce machnęłam CZŁOWIEKOWI Królewską Poduszkę
ale wzgardził, bo uznał,ze wzorek ODBIJE MU SIĘ NA PIĘKNYM LICU!
-Damy chłopakom-będą klęczeć za karę- zaproponował PROFAN
NIEDOCZEKANIE!
Pobyt w raju przebiegał o tyle ciekawie,że zostaliśmy zaszczyceni DWUKROTNIE wizytą jak się okazało PRZYJACIELA DOMU, który zawitał:
  1. w sprawie "Nie masz sprzedać, albo pożyczyć jednego piwa?"(Nie mam-odpowiedziałam zgodnie z prawdą- MĄŻ wszystko wypija)
  2. Zabralibyście do MIASTA (146 km) CHŁOPAKÓW, bo co- sami pojadą?
Chłopaki lat 30 i 20 karnie stawili się na umówionym miejscu.Nasz NOWY PRZYJACIEL próbował jeszcze przemycić do samochodu RAMĘ OD MOTOROWERA, bo "termin ubezpieczenia wychodzi a trzeba zezłomować, to jak nie ma miejsca w bagażniku, to może by tak chłopcy wzięli na kolana? Po SUGESTII KIEROWCY,że "albo chłopcy, albo rama" ODSTĄPIŁ OD POMYSŁU szybkiej przeróbki naszego "błękitnego gromu" na furgonetkę towarowo osobową.
Jazda powrotna z przygodami, bo nasza tylna opona taki "żart" zrobiła ,że cichaczem wypuszczała "z się" powietrze i w związku z tym, po czterokrotnym zadaniu na czas- ROZŁADUJ SAMOCHÓD, ZAŁADUJ SAMOCHÓD-aby dopompować koło i sprawdzić CZY ABY MAMY ZAPAS-PAKOWANIE MAM OPANOWANE DO PERFEKCJI:)
CHŁOPCY- w milczeniu, palili tylko na postojach papierosy , z niepokojem śledząc nasze ZABIEGI (czyli pakowanie i za-bieg wokół samochodu) ale BYLI TWARDZI- oprócz DZIĘKUJĘ( NA KONIEC) nie powiedzieli NIC!
DOBRZE,ŻE MAMY RADIO-bo nie wzięłam NOŻA do krojenia ciszy.
A teraz wracam do świadectw, aby z PEŁNYM ZROZUMIENIEM wpisać niektórym złotoustym
"uczeń NIE ZAWSZE chętnie wypowiada się na podany temat"

poniedziałek, 14 czerwca 2010

BLASKI I CIENIE UPODLENIA, czyli JA TEŻ BYŁAM W PIWIARENCE!

Na usprawiedliwienie mogę jedynie dodać,że zostałam zabrana w to godne potępienia miejsce podstępem i znienacka.Pewnego pięknego, absolutnie niezapowiadającego dramatycznych konsekwencji poranka, gdy z racji braku pilnych zajęć byłam w nastroju między skowronkiem a leniwcem WPADŁA na kawkę SĄSIADKA. 

WPADŁA to odpowiednie słowo, bo oprócz słusznej postury cechuje ją niespożyta energia-SZCZEGÓLNIE W PLANOWANIU IMPREZ
-Zgadnij , co?-zagaiła
Nawet nie próbowałam, PRZED kawą jedyna zagadka jaką jestem w stanie rozwiązać jest "Z cukrem, czy bez?"-prawidłowa odpowiedź-Z CUKREM OCZYWIŚCIE! (i potem się dziwię,że się noszę rozmiary ZBLIŻONE DO WIEKU!)
W milczeniu zaparzyłam fusy, wyburczałam ekspresem filiżankę dla SFINKSA i zasiadłam,żeby w skupieniu zgłębić tajniki jej bulwersujących przeżyć.
-W PIWIARENCE- W SOBOTĘ-BĘDĄ- PIE-CZON-KI!!!!-wyskandowała i zanim otrząsnęłam się z szoku, dowiedziałam się jeszcze,że:
  1. WSZYSCY idziemy, bo stolik zarezerwowany
  2. BĘDZIE grał ZESPÓŁ ARTYSTYCZNY
  3. WSZYSCY idziemy, bo WSZYSCY lubimy pieczonki
  4. WSZYSCY idziemy, bo WSZYSCY lubimy PIWO
-JA akurat nie lubię piwa- próbowałam wtrącić
-A kto ci KAŻE PIĆ?-zripostowała od razu SĄSIADKA-O 18.30 w sobotę zbiórka! PRZEKAŻ wszystkim!
-To znaczy KOMU?(kofeina jeszcze nie dotarła do mózgu)
-No MĘŻOWI I...MOŻESZ ZABRAĆ KOGO JESZCZE CHCESZ- zaproponowała łaskawie
Jak myślicie, NA KOGO PADŁO?
O wyznaczonej porze KOLEŻANKA-ubrana WYJŚCIOWO ACZ "NIE RZUCAJĄCO" SIĘ W OCZY (konsultowałyśmy się telefonicznie) dotarła do bazy.
-BOŻE, żeby tylko nas tu KTOŚ z RODZICÓW nie zauważył!-podniosła atmosferę na wstępie
-MOJA RODZICIELKA po taki przybytkach się nie pałęta- chyba,że TWOJA-dbałam o podtrzymanie miłej konwersacji.
-Nie rżnij GŁUPA,mówię przecież o RODZICACH KLASOWYCH!
NASZĄ uroczą konwersację przerwało wejście SĄSIADÓW i nadpłynięcie unoszącego się na skrzydłach szczęścia MĘŻA ZE SZKALNICĄ ZŁOTEGO NEKTARU BOGÓW-zachwyconego faktem,że WRESZCIE BEZKARNIE MOŻE NAPIĆ SIĘ PIWA!
-Nic więcej od życia nie wymagam-obwieścił. No może jeszcze pieczonki....-rozmarzył się (może je jeść na okrągło)
-Będą,będą-uspokoiła SĄSIADKA-BYWALCZYNI- I TO BYŁO  JEJ OSTANIE SŁYSZALNE SŁOWO , bo na mikroskopijnej scenie , w odległosci ok metra od nas rozśpiewała się ZESPÓŁ: cudnej urody dziewczę w pełnym makijażu i kreacji w stylu "Jola Rutowicz dziś się bawi" oraz DOBRZE PRZECHODZONY młodzian z plerezą.
-To może wyjdziemy na dwór- zaproponował po kolejnym piwie ośmielony MĄŻ
-Nie, bo TU MAMY STOLIK ZAREZERWOWANY-przedarł się głos BYWALCZYNI
-Ale na dworze prawie nikogo nie ma-próbowałam wesprzeć ŚLUBNEGO
-Przyjdą, przyjdą- jak tylko poczują zapach ziemniaków
-Ale tu nikt nic nie szykuje- słusznie zauważyła KOLEŻANKA
-Wszystko będzie, nie bójcie się a poza tym tam komary gryzą i NIE SŁYCHAĆ MUZYKI!- ucięła dyskusję SĄSIADKA a SZANSONISTKA zawtórowała jej po raz kolejny wykonując szlagier "Żono moja, serce moje", co jak się dowiedzieliśmy jest hymnem naszych SĄSIADÓW i mogą tego słuchać na okrągło.
21.00-PIECZONEK JAK NIE BYŁO TAK NIE MA ale TOWARZYSTWO bawi się coraz lepiej
Spojrzałam na KOLEŻANKĘ-TAK JAK JA-TOREBECZKA NA KOLANACH, ŁOKCIE PRZY SOBIE I LEKKI OBŁĘD W OCZACH ( już teraz wiem co miała na myśli)
-A jakby tu PRZYPADKIEM weszła moja pociecha?-zaniepokoiła się
-Ale , po co?
-Na przykład po klucze... to jak nic każe mi NATYCHMIAST iść do domu -nie wiem czemu zmartwiła się
21.30 -NADAL NA GŁODNEGO
-JA IM ZARAZ COŚ POWIEM- do wrażliwych uszu MĘŻA DOTARŁO-JAKI rodzaj muzyki cały czas grają.
-CICHO SIEDŹ, zaraz pójdziemy do domu- próbowałam go spacyfikować ale a tym momencie padła ze strony BYWALCÓW komenda:
-Chodźcie-TAŃCZYMY! NO, CO SIĘ NIE BAWICIE?
Zawsze w takiej sytuacji boję się,żeby nie wzięto mnie za SZTYWNIARĘ, dlatego przemocą wyciągnęłam MOCNO ZNIECZULONEGO MĘŻA oraz ZDECYDOWANIE OPIERAJĄCĄ SIĘ KOLEŻANKĘ  na na szczęście mikroskopijny parkiet i w rytm "Niech żyje wolność i swoboda" pokiwaliśmy się w kółeczku ( co NIEKTÓRYM ZNIECZULONYM przychodziło to z zadziwiającą łatwością) i NIE doczekawszy POSIŁKU, dyskretnie zakończyliśmy nasz udział w imprezie.
DZIEŃ DRUGI- okazało się,że ok 11.30- pieczonki jednak były, ale nie dla wszystkich starczyło.
-ŻENADA! TA MUZYKA I W OGÓLE!-podsumował imprezę MĄŻ-DOBRZE,ŻE CHCOCIAŻ NIE TAŃCZYLIŚMY!
PRAWDZIWE, NAJLEPSZE,BO PRZEZ MĘŻA ROBIONE PIECZONKI
- w tym wydaniu u BRATA

niedziela, 13 czerwca 2010

KONIEC WŁASNEGO NOSA, czyli muszę nad soba popracować

To,że krtań chora, to nie znaczy chyba,że cierpi się na zaniki pamięci.Chociaż dobrze poinformowana KOLEŻANKA twierdzi, że to przerzuty z idiociejącej krtani do idiociejącego mózgu.
CHORA HEROINA, patrząca dotąd tylko wgłąb własnego gardła i nie dalej niż na czubek własnego nosa-PRZEPRASZA(a zawsze przychodzi mi to z wielkim trudem-kto widział ten wie) ŚWIAT AMALII od której dostałam w ramach wymianki tyle prezentów

I NAWET O TYM NIE WSPOMNIAŁAM!!!
Od bicia się w piersi mam już dołek w miejscu mostka.
-To dlatego,że TY ZAWSZE myślisz tylko o SOBIE- podsumowała mnie RODZICIELKA
-Jak to? A kto martwi się TWOIM ZDROWIEM?
-NO TY!Ale tylko dlatego,że NIE CHCESZ MIEĆ KŁOPOTU! Myślisz,że nie wiem?
RODZICIELKA -przenikliwa jak zwykle,że też nie została PSYCHOLOGIEM RODZINNYM skoro i tak praktykuje całe życie NA LEWO.
-Czekoladę, też ZAWSZE chciałaś mieć TYLKO DLA SIEBIE!
-A kiedy to ja tak dostawałam czekoladę?
-No NIE DOSTAWAŁAŚ, BO I TAK CHCIAŁABYŚ JĄ MIEĆ TYLKO DLA SIEBIE-mówię przecież. Czy wspominałam ,że z RODZICIELKĄ w potyczkach słownych na korytarzach pokrętnej logiki nie wygrał jeszcze nikt?
BIORĘ SIĘ ZA SIEBIE! nie będę dłużej SAMOLUBEM!
ETAP1-ZRÓB COŚ DLA KOGOŚ
Wykonałam więc SPECJALNIE dla KOLEŻANKI etui NACOTAMCHCESZ
-To,żebym Ci nie zapomniała oddać kasy?- "domyśliła" się.No i MOJA BEZINTERESOWNOŚĆ poszła z DOBRYM SAMOPOCZUCIEM w siną dal.
KOLEJNYCH ETAPÓW NIE BĘDZIE!
Idę POPRACOWAĆ nad sobą czytając książkę, z której dowiem się DLACZEGO JESTEM GRUBA i KTO MI ZA TO ODPOWIE!!!:)

piątek, 11 czerwca 2010

gorąco i spać nie można , czyli nasza mała piwiarenka

Nie ma to ej nie ma jak to piwiarence ( parafrazując "ni ma to ej ni ma jak to górnikowi, zapali se fajkę , idzie  ku szybowi oj dana!") piweczko obalisz i nie drżą Ci ręce-mogliby mnie zatrudnić jako copy-writera  w w/w "WODOPOJU"  a właściwie PIWOŻŁOPIE, tym bardziej,że piwa nie lubię a tu takie wyżyny POEZJI ŚPIEWANEJ oj dana!
Od kilku lat mamy właśnie taki przybytek tuż pod naszym balkonem- tak ze dwa rzuty ziemniakiem. W zimie ok- siedzą sobie ludzie , bawią się- nawet o tym nie wiem, chyba że WRACAJĄ szlakiem pokuty z drugiej strony bloku, kopiąc po lusterkach zaparkowanych samochodów, wyśpiewując serenady na placu zabaw, czy ew. dając sobie po mordzie w okolicznych ciemnościach. Ale mamy lato!UPAŁY! TOWARZYSTWO PRZENIOSŁO SIĘ NA ZEWNĄTRZ-pod zadaszenie, które tylko w niewielkim stopniu "amortyzuje" traumatyczne efekty dzisiejszego wieczoru KARAOKE!
Przed chwilą MŁODSZY ruszył do mnie z upomnieniem,że przeklinają tylko Ci, którzy nie panują nad swoim gniewem.
Zrobiłam WIELKIE OCZY!
-Niby,że ja?- wychrypiałam
-A racja, przecież ty MASZ NIEDOWŁADY-podsumowało mnie TROSKLIWE DZIECKO jak widać zatrwożone stanem zdrowia MAMUSI
W tym momencie potwierdziła się moja prawdomówność, bo zza okna dobiegł głos-jak najbardziej damski , tylko,że na oko młodszy o co najmniej 20 lat:
-No, mówię ci k....,ze ja SZYSKO uuuumiem śśśśpieeeeewać!
-JAKIE k...... szyyyyysko?-odpowiedział męski tenor
-No wszysko z tego tam jak mu tam k...... je...... karaoke.POKAZAĆ?
NASTĄPIŁA krótka szamotanina, której efektów niestety nie mogliśmy zobaczyć,BO ZASŁANIAŁ NAM K... DASZEK ale zaciekawieni, co też nieznana panienka pokazała o mało nie wyłamaliśmy barierki balkonu.
Za chwilę jednak NIEPOROZUMIENIE wyjaśniło się ku zadowoleniu wszystkich DEGUSTATORÓW
ZNAJOMY już GŁOS oznajmił bojowo:
-No i.... ZAMÓWIŁAM SE K......... a co?!
-Co ty odpier....-zdziwił się tenor och.....aś..?
-Co zamówiłaś?-odezwał się nieznany, damski i najwyraźniej trzeźwy głos.
-Jak to k...CO?- zdenerwowała się TA CO UMIE ŚPIEWAĆ WSZYSTKO
-Oszywiiśśście JESTEŚSZSZSZALOOOONA!
-SUPER!- ucieszył się TENOR
-A która jesteś w kolejce?-z zaniepokojeniem zapytała TRZEŹWA
-a CH... WIE.Ale co tam, mamy pszseeesież czas do rana, nie?
Musiała chyba sama sobie odpowiedzieć na to pytanie, bo degostatorzy najwyraźniej ją zlekceważyli zajęci pewnie degustowaniem a na naszym balkonie podjął temat tylko MŁODSZY:
-JAK DO RANA, TO JA WYMIĘKAM, idę do was spać, choćby na podłodze a ty jak chcesz to czekaj na SZALONĄ z nadzieją,że to OSTATNIA PIOSENKA WIECZORU.
I POSZEDŁ- zostawiając matkę MELOMANKĘ na pastwę przebojów wszechczasów w wykonaniu miejscowej grupy kandydatów do PIWIARENKOWEGO IDOLA:)


ps.I ja tam kiedyś zakręciłam, bo miały być pieczonki, ale o tym w innym poście, bo właśnie słyszę pierwsze tony SZLAGIERU WSZECHCZASÓW i idę k..... dorabiać naszej nowej gwieździe chórki:)