piątek, 19 lipca 2013

Jadą goście jadą

Nie zawsze jest tak pięknie jakby się chciało.ZANIM staliśmy się gospodarzami przytuliska mogłoby się wydawać,że będzie tak:
lub w wersji "stary szyk"
Niestety najczęściej jest tak
W stylu "Dawaj coś szybko, bo goście idą W KREACJACH a drzazga przebije każde gacie!"(Dobrze,że widoczność od zakrętu- mamy jakieś 200m ,żeby się przygotować. Na szczęście nasi goście to egzemplarze odporni na trudy i znoje.


    • latają z nami po wszelakich zabytkach



nawet tak niepozornych jak ten oto ZAMEK KAZIMIERZOWSKI Z GARAŻEM ( zamek autentyk- garaż też!)
  • fotografują co się da- nawet popisy taneczne GOSPODARZA ( w duecie z komarami)
  • taktownie nie reagują na nawoływania GOSPODYNI "Do koryta!"

  • NIE ZWRACAJĄ UWAGI NA:
  1. romantyczny strój organizacyjny SZLACHCIANKI NA WŁOŚCIACH ( chwilowo zdegradowanej do roli drogowskazu)
I to na tyle " w temacie" jak ładnie wyglądać na co dzień
2. jakość podawanego jedzenia
Tu w roli jedzenia kiełbaski  z serem, który wziął i ewakuował się w głąb ogniska ,tworząc malownicze gluty
3. Nowatorskie sposoby łączności ze światem

Nie wiem, co ja mam w tej głowie skoro antena z magnesem SIĘ TRZYMA!
SĄ ZA TO ZADOWOLENI:
nawet, gdy huśtający hamakiem na chwilę się oddalili i nie narzekają na nasz sport narodowy, czyli
ZRYWANIE PORZECZEK
Dzisiaj mało tekstu i dużo zdjęć, bo M. natrzaskała ich u nas ze dwieście.

I DLATEGO SERDECZNIE WSZYSTKICH ZAPRASZAMY!!!!(na własną odpowiedzialność oczywiście)

wtorek, 2 lipca 2013

Niech żyje wolność, czyli WREŚCIE WAKACJE!

-WREŚCIE WAKACJE- to cytat z umęczonego Tajfuna, który z wielkim utęsknieniem czekał widocznie aż będzie mógł być grzeczny, bo rozrabianiem natrudził się niesamowicie. Rozdaję LAURKI świadectwami zwane. Przy trzecim nieśmiały głos z sali:
-A po czym się poznaje,że KTOŚ zdał do trzeciej klasy?
Wśród rodziców poruszenie.Wyjaśniam:
- Na pierwszej stronie jest napisane "otrzymał promocję do klasy trzeciej" i to znaczy ŻE ZDAŁ!
W chwilę potem- rzucanie się sobie na szyję, kciuki w górę i uśmiechy od ucha do ucha-KAŻDY SPRAWDZA I O DZIWO ZDAJE!
Przygotowałam niespodziewjakę razem z MIŚKIEM POCHWALNIKIEM , do którego przez cały rok wędrowały kartki z pochwałami- notesy ze spresonalizowanymi wizytówkami.
-Będziecie tam mogli zapisywać pochwały, radosne wydarzenia i notować adresy waszych nowych kolegów wyjaśniam i okazuje się,że za 70 gr sztuka ,można sprawić więcej frajdy niż wypaśną nagrodą:)Wszyscy cieszą  się szaleńczo.Widać palnują obfite w wydarzenia wakacje.
Tajfun o trzymał dedykację " Dla Tajfuna............. go , co dobrym jest kolegą"- co miało wydżwięk raczej pobożnożyczeniowy i potraktowałam to jako samospełniającą się przepowiednię.
-Chciałbym TO widzieć- odezwał się z kąta BYŁY KOLEGA TAJFUNA, ale na szczęście zaraz zajął się własną dedykacją i dał spokój ROZCZAROWANEMU NIEWIARĄ W JEGO MOŻLIWOŚCI.
Koniec imprezy.Podchodzi cichaczem INDIANA JONES
-A czy mogłaby pani JESZCZE RAZ POKAZAĆ GDZIE SIĘ ZDAJE?- pyta niepewnie.

W domu kwiaty w wazonach a czekoladki schowane , bo MŁODSZY "na redukcji" ( czego i mnie pewnie życzy).
Wieczór- towarzyskie spotkanie w jedynej na osiedlu przyzwoitej knajpie. Czujemy się jak na międzyszkolnej Radzie Pedagogicznej, bo wokół same koleżanki po fachu.
- DLA TEJ PANI TRZY WŚCIEKŁE PSY!- ordynuje KOLEŻANCE  nasza K.O. (ŻAŁUJ FOKSIOWA,ŻE NIE BYŁAŚ!) znając stan naszych umysłów. Poprzestajemy na jednym, choć patrząc na deszcz za szybą marzy nam się ( niektóre nie są wstanie mu się oprzeć, ale co tam 11 złotych- kto BOGATEMU ZABRONI?!) "SEX ON THE BEACH".
Humory nam dopisują, nawet wtedy, gdy zostajemy zesłane do piwnic w celu dalszego upodlania się ( KOLEŻANKA WODĄ MINERALNĄ, a ja sałatką Cesar).
Chwilowe zwarzenie wywołuje tylko komentarz z sali od panów w wieku WYRAŹNIE POPRODUKCYJNYM:
-Chodźmy stąd, bo zaczyna zalatywać cmentarzem!- i to by było na tyle , jeśli chodzi o nasze poczucie  młodości.
-Szkoda,że JA tego nie słyszałam-KO jak zwykle pełna inicjatywy-no chyba bym mu bukiet słów moich puściła i nie byłoby,że PO PIJAKU, bo WOZEM JESTEM!
W domu zdążyłam jeszcze skrobnąć opowiadanie , bo MAGDALENA KORDEL, znowu zachęciła nas do pisania.Tym razem opowiadanie miało zaczynać się od słów:
Wczoraj spotkałam...i żałuję,że warunkiem koniecznym było pojaiwnie się osoby z czasów przedwojennych, bo chętnie puściłabym wodze fantazji na temat spotkania z CMENTARNYMI DŻENTELMENAMI.
Zachęcam do czytania i głosowania.To nie jest prywata, bo opowiadania anonimowe (nie będzie przynajmniej obciachu- NA RAZIE)
W przerwach między pracą a upadlaniem się -SIĘ SZYJE!



Z nadzieją na słoneczne lato!
DUŻO SŁOŃCA I DŁUUUUUUUGICH WAKACJI!:)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Spuchłam i to nie z dumy, czyli zapiski lenia z więzienia

Rok szkolny ma się szczęśliwie ku końcowi, roboty  tyle,że szkoda gadać a ja wzięłam i spuchłam.
-U ciebie to albo góra, albo dół się sypie- skomentował bezlitośnie TEN CO POWINIEN WSPIERAĆ W ZDROWIU I W CHOROBIE.
Fakt.Najpierw gardło nie chciało współpracować i gdy już myślałam, że to polip z głębi gardła daje oznaki życia, bo kaszlem mogłabym zbudzić dobrze zaśmierdnięte zwłoki, PANI DOKTOR wpadła an trop winowajcy- leki winne!
Po zmianie- co za ulga! Kaszel przeszedł w ból głowy, a gdy po trzech dniach myślałam, że jedyna rada to położyć łeb na tory i czekać na cudowne ozdrowienie, widać przestraszył się i padł mi do stóp.
Miejsce akcji- festyn RODZINNY (nieważne,że pokrewieństwo z pląsającymi wokół beztrosko motylkami- ŻADNE!) RODZINA czyli ja i szesnaścioro NIEODEBRANYCH w porę przez biologicznych rodziców dzieci- zajmujemy strategiczne miejsca i słuchamy anonsów o licznych konkurencjach sportowych.
-A możemy PO PROSTU  iść  na plaaaaaaac zabaaaaaw?-maślane oczy sugerują dywersję i oczywiście ulegam. Tylko TAJFUN dzielnie stawia czoła wyzwaniu i startuje w konkurencji PIŁKARSKICH DWÓJEK.Reszta po trudach latania po drabinkach, huśtania na huśtawkach, zwisania z poręczy głowa lub nogami w dół, zaczyna okupować stoisko garmażeryjne.
Gdy wszystkie gofry, zapiekanki i ciasta nikną w czelusciach głodomorów a po sokach zostaje kosz pełen kubeczków- NADCHODZI TAJFUN!!!
Już z daleka widzę,że wściekły jak diabli!
-PRZEGRALIMY-2:1!!!!!-bucha jak parowóz,  a gdy orientuje się,że PICIE WYPITE- chęć mordu jeszcze wzrasta.
-Wiesz- uśmiechnięta KOLEŻNKA prawie w pląsach dołącza do WESOŁEJ KOMPANII-MOI (pierwszacy!!!!!) WYGRALI Z JAKIMIŚ DRUGOKLASITAMI I TO DWA DO ZERA!-cieszy się
-Idź stąd, zanim TAJFUN SIĘ DOWIE, KTO GO ZAŁATWIŁ-radzę jej życzliwie i tak jak ona pragnę oddalić się w rączych podskokach ( szczególnie ,że właśnie widzę jak RUSAŁKA w przeplocie pikuje z "pająka"), ALE NOGI MAJĄ INNE PLANY i własnym spuchniętym ciężarem ciągną mnie w dół.Rusałka musi ratować się sama.
KOLEŻANKA stara się ULECZYĆ mnie kiełbaską z grilla, ale okazuje się ,że nogom wcale na tym nie zależy-puchną dalej, dostosowując się malowniczymi wałeczkami do całej reszty. Gdy zaczynam obawiać się,że pójdę do domu boso jak ZAKOPAŁER -TAJFUN niezawodny jak zwykle odwraca moją uwagę -dzierżąc w spoconej dłoni loda, którego na żadnym straganie nie było!
-BYŁEŚ W SKLEPIE?!!!-postawę żony Lota zdecydowanie ułatwiają mi słoniowate stopy.
-PRZECIEŻ WIEM,ŻE NIE WOLNO! Nie wychodziłem za płot- posłałem KUBĘ!-wyjaśnia wskazując piątoklasistę , który i tak ma pozamiatane, więc ogólnie wiadomo,że jest mu wszystko jedno.
W TYM MOMENCIE LÓD SPADA Z PATYKA  a RODZINĘ (z wywalonymi jęzorami, oblizującymi swoje paszczęki) od nagłej śmierci I WŚCIEKŁEGO DESPERATA  wyzwala babcia tegoż, pojawiająca się jak anioł wybawienia i zabierając MIOTAJĄCEGO SIĘ do lodziarni.
Patrzę w dół i marzę tylko o tym ,żeby usiąść.
-CHODZISZ JAK BABCIA STASIA- wita mnie w drzwiach komplemenciarz, ale widząc NADOBNE KOŃCZYNY, milknie i proponuje podnóżek.
Dwa dni podnóżkowania niestety nie pomogły i od dizś dołączam do rzeszy PRACUJACYCH W DOMU-ku rozpaczy TYCH CO ZOSTAŁY NA FRONCIE.
Na pociechę wakacyjne szycie-zrobione przy współudziale jeszcze smukłych pęcin
wakacyjny melanż
letnie kwiatki
BYLE DO WAKACJI!!!
PS.Zabieram się do zajęć relaksacyjnych, czyli wypisywania świadectw:)

sobota, 8 czerwca 2013

usycham z tęsknoty i torby szyję

Właśnie ostatecznie i nieodwołalnie między jednym krokiem komersowego poloneza a drugim ( a co !-miałyśmy z KOLEŻANKĄ WYJŚCIE  w wielkim stylu) potwierdziło się,że z wyjazdu na naszą wieś w przyszłym tygodniu nici:(. Mamy festyn szkolny, który:

  1. musi odbyć się w piątek ( żeby nikt nie mógł nigdzie wyjechać)
  2.  uświetniać bedzie moja  własna osoba, która jest nieodzowna ( jak mi innych czterdziestu męczenników)
A na wsi



 drzewa  pięknie przekwitają

nawet w deszczu jest pięknie
pęcherznica - jak rzadko - bez mszyc


 nawet mak się postarał

 bluszcze pną się...aż do talerzy
okazyjnie , bo za 3 zł kupionych wiadomo gdzie
i
ROBOTA CZEKA!!!!
w domu

 i na zapuszczonych grządkach

A po robocie kawka w pięknym dzbanku od Agi z "Oazy"

 albo odkurzanie zakurzonego
PRZYBORU PODSTAWOWEGO, bo osy już zwietrzyły browar i PRZYKRYWKA musi być!

Jęczę i marudzę ale nikt nie ma litości. A tak bardzo się starałam.

  1. Z poświęceniem odbyłam wycieczkę szkolną, podczas  której TAJFUN odnowił zapasy broni białej, którą zamierzał wypróbować w drodze powrotnej na okolicznej autokarowej ludności ( również uzbrojonej), ale powstrzymywał się dzielnie, bo był w zasięgu  TEJ CO ZBIERA WYMIOCINY KOLEGÓW DO CIENIEGO WORECZKA-nie wiem, co sobie wyobrażał, ale wolał nie ryzykować.
  2. Zaryzykowałam i wzięłam udział w organizowanym przez castoramę " Majsterkowie" ( polecam)- robiliśmy stojaki na kubki z elementów drewnianych.Pełna podziwu patrzyłam jak panowie instruktorzy podstawiają własne palce między deskę a młotek WYMACHUJĄCYCH NIM MAJSTERKOWICZÓW. Obyło się bez ofiar w ludziach ( nadal ledwo w to wierzę) a w podzięce RUSAŁKA w drodze powrotnej oświadczyła,że MA CAŁY DZIEŃ ZMARNOWANY, BO WŁAŚNIE W AUTOBUSIE ZROBIŁO JEJ SIĘ NIEDOBRZE. Gdy jej marudzenie nieco się zapętliło, nie wytrzymałam:
-Przestań wreszcie marudzić, przecież ci się podobało na warsztatach, a od  15 minut nie jedziesz już autobusem, to powinno być ci już chyba lepiej!- w myślach zaciskałam już palce na labidzącej szyjce
-A PANI JEST NAŁUCZYCIELKĄ, TO SIĘ PANI POWINNA PRZYZWYCZAIĆ DO RÓŻNYCH DZIECI-odparowała RUSAŁKA i niestety miała rację- dalszą drogę odbyłyśmy w kontemplacyjnym milczeniu.
 AMATOR wsi zapowiedział,że skoro ja nie mogę, weźmie TEŚCIA i przynajmniej " jakąś robotę się pchnie" ( widocznie ze mną to tylko lenistwo ), ale nie jest nastawiony entuzjastycznie, bo teść jak wiadomo wychowany na ideałach PSTROWSKIEGO, co niechybnie skończy się długotrwałymi zakwasami u TEGO, CO NIE POSZEDŁ W OJCA ŚLADY.
Pozostaje mi tylko TORBIZM w wiejskim wydaniu:

 własnoręcznie aplikowany


 międzynarodowy bo z tkaninki Marimekko
i wiejsko ceratkowy

 ze zwisającą smętnie  jak ja"kukardą".
Dobrze,że chcociaż słońce wyszło, bo już zaczynałam SZYĆ NA CZARNO, czego efekty pewnie pokażę, gdy trafiający mnie szlag minie. Pozdrawiam wszystkich czytaczy i oglądaczy a szczególnie tych z betonami ( jak ja) za oknem.:)

czwartek, 16 maja 2013

KOMUNIE W TOKU, uciekaj KTO MOŻE!

Czas  jak u wszystkich pędzi ( na szczęście bez kraksy) tak, że nie mogę ogranąć- nie tylko Bloga ,ale nawet zaległości domowych. Na blogu była błoga cisza, bo Foksiowa pojechała szlifować swój francuski do Paryżewa, gdzie przygody miała, ale nie opowiadała. W prezencie dostałyśmy z KOLEŻANKĄ pachnące lawendą mydełka marsylskie i woreczki zapachowe.To pewnie dlatego,żeby nam osłodzić miłe spędzanie czasu w doborowym towarzystwie TYCH co komunistami zostaną.
Miałam mylne wrażenie,że może w związku z nadchodzącą uroczystością KTOKOLWIEK się poprawi, ale "Stracone złudzenia" napisano przecież już dawno.
Ekipa zaczyna i kończy dzień tematem KOMUNIA i wszystko tylko z tym im się kojarzy.
-EEEEEJ-zagaja razu pewnego TAJFUN. -A ONA (i tu palec oskarżająco kieruje się w stronę niczego nie podejrzewającej RUSAŁKI) mówi,że TE SPOWIEDŹ JESZCZE RAZ MUSZĘ ZDAWAĆ I TO PRZED KSIĘDZEM!!!-groza w głosie przeraża i mnie.
-Pani katechetka odpytała cię tylko z formuły spowiedzi ( gratuluję sobie,że jestem w temacie) a PRAWDZIWA SPOWIEDŻ I WYZNAWANIE GRZECHÓW- to tylko w kościele przed księdzem- wyjaśniam grzecznie , myśląc,że temat zamknięty.
-NIEEEEEE- jęk z ostatniej ławki wierci mi móżg- TO JA SIĘ WYPISUJĘ!!!!!
Bez spowiedzi nie ma komunii- mściwie uświadamiam ZAŁAMANEMU.
-I PREZENTÓW- dodaje MĄDRALIŃSKA i dobrze,że siedzi poza zasięgiem TAJFUNA, bo małe szanse,żeby zobaczyła swoje.
Po jakimś czasie zdecydował jednak,że " SIĘ DECYDUJE" ( Co za ulga, w myślach życzyłam wytrwałości stojącym za nim w spowiedziowej kolejce)
Minęły dwa beztroskie ( dla mnie) dni.
-Ja się boję tej spowiedzi- zagaił w czasie przerwy.
-Wcale ci się nie dziwię- pomyślałam, ale głośno zapytałam:
-Dlaczego?
-BO ONI SIĘ BĘDĄ ZE MNIE ŚMIAC W KOŚCIELE JAK BĘDĘ MÓWIĆ TĘ SPOWIEDŹ!!!
-KTO?!!!!
-NO wszyscyyyyy!!!!!
-To myślałeś,że spowiedź mówi się do mikrofonu?- energiczne kiwanie głową TEGO CO NIE UWAŻAŁ NA LEKCJII RELIGII doprowadziło mnie do czkawki, ale dzielnie pocieszyłam i wytłumaczyłam OGÓŁOWI ZAINTERESOWANYCH ,że spowiedź odbędzie się w konfesjonale.
-A JA MYŚLAŁEM, ŻE TO TAKA BUDKA, ŻEBY SIĘ KSIĄDZ ZDRZEMNĄŁ W CZASIE MSZY- oświadczył  Makary, a reszta przyjęła to z potakującym kiwaniem niewinnymi główkami.
Czułam się zobligowana, żeby (choć to niezgodne z wyuczonym zawodem) przećwiczyć z nimi kolejne etapy ( wiadomo najlepeij oswoić nieznane). Gdy doszliśmy do całowania stuły, paluszek GRZECZNIUTKIEJ uniósł się jak zwykle delikatnie w górę.
-Przepraszam- odezwała się scenicznym szeptem- MOJA MAMUSIA ZABRONIŁA MI CAŁOWAĆ STUŁĘ, BO PRZECIEŻ SĄ TAM MILARDY ZARAZKÓW!
-FUUUUUJ!!!!-rozległo się od całej reszty, a ja postanowiłam odciąć się od dyskusji i przekazać młodzież w jakże godne i zorientowane ręce PANI KATECHETKI.
Temat stuły nie powrócił.
-A MOŻNA POWIEDZIEĆ TYLKO TRZY GRZECHY?-TAJFUN dopadł mnie w czasie przerwy.
-BO TYLKO TYLE PAMIĘTAM!!!!-dodał
-A co na to pani katechetka?-postanowiłam być asekurantem.
-Kazał poradzić się rodziców, ale jak ja tacie powiem- to będę miał karę do końca życia!
W tym momencie dostał bęcka od berka i poleciał gonić kolegę a po przerwie już zapomnaiła o temacie.
Nie drążyłam. Postanowiłam jednak częściowo skorelować pracę na lekcji z jednokierunkowym nurtem zainteresowań OGÓŁU.
Okazja nadarzyła się wkrótce.Krzyżówka i hasło "BUK"
-Nazwa drzewa liściastego , która brzmi TAK SAMO JAK IMIĘ WASZEGO STWÓRCY-ogłaszam ZGROMADZONYM
Myślą, myślą i liczą kratki ( wszystkie trzy)
-ZYGMUNT?!!!!!!-rozlega się pełen niedowierzania  głos WYGADANEJ a ja smarkam PROSTO DO DZIENNIKA LEKCYJNEGO  ( dobrze,że tak jak Tajfun nie miałam zasięgu).
I to by było na tyle, bo o laptopach, smartfonach i kaaaasie nie będę przecież pisać:)
PS. Torby oczywiście szyją się, bo jak tu nie szyć, gdy nerwy w strzępach!




a na wsi

wszystko czeka- WYRUSZAMY JUTRO!!!!:)))))

czwartek, 25 kwietnia 2013

WYNIKI CANDY I...biorę się za siebie

Tak jakoś zeszło,że losowanie odbyło się o czasie ale publikacja wyników to już nie za zbytnio. SPRACOWANA RĘKA LOSU wyciągnęła kartkę i napiem CHENIA ( proszę o namiary na alsto@op.pl)
-A mówiłaś,że to JA sadzę byki ortograficzne- ucieszył się jak głupi WŁAŚCICIEL RĘKI.
A niech się cieszy- tyle jego- nawet jakoś tłumaczyć mi się nie chciało, bom ciągle w wiosennym przesileniu.
Ale basta! Bo zaraz za rogiem czają się meteoropatyczne depresyjki a do wakacji jeszcze kawałek z haczykiem.
Trzeba się brać za siebie,żeby nie było  jak z jedną z WSPÓŁTOWARZYSZEK NIEDOLI kupującą na straganie włoszczyznę
-Ta włoszczyzna piękna- zachwalał sprzedawca, a ponieważ koleżanka nie podjęła wątku, sam a siebie kon tynuował:
-Taka piękna, jak pani! PANIĄ TO JUŻ NAWET DO TRUMNY NIE TRZEBA BY MALOWAĆ!-nie ma to jak wysmakowany komplement.
Ładuję zatem symbol przemiany
i jak to powiedziała RUSAŁKA, gdy zwróciłam  uwagę na jej niewłasciwe zachowanie:
-KONIEC TEMATU O MNIE! KAŻDY RZĄDZI SWOJĄ OSOBOWOŚCIĄ!
Pozdrawiam wszystkich czytających i lecę do tych , co słuchać nie chcą:)

czwartek, 4 kwietnia 2013

CIĄGLE W NIEDOCZASIE, czyli jak kura na jajach

Właśnie tak czekam na nadejście wiosny. Nie, że cierpliwie- tej cechy nigdy akurat nie miałam  w nadmiarze. Najchętniej zamieszkałabym jak moja kura w filiżance z kawą, bo spaaaaać chce mi się od rana do wieczora. Żeby lenistwo nie zamęczyło mnie na śmierć- ludzkość zafundowała LENIOWI rozrywkę typu święta, czyli:








  • przedświąteczny kiermasz szkolny, na którym prezentowały się moje motylki
Zbieraliśmy na tablicę interaktywną i sukces był!!!! Razem z KOLEŻANKĄ puściłyśmy demona rozrzutności wolno i oprócz koniecznych zakupów

cekinowe jajo-zakup niezbędny!!!
zrobiłyśmy zapas chleba ze smalcem i kiszonym ogórem na najbliższe sto lat, co nie przeszkodziło mi zeżreć ZAKUPU w tym samym dniu a potem jęczeć i dziwić się ,że pękam z przeżarcia. Nikt mnie nie pożałował, bo EKIPA  po wizycie u teściów, umierała z tego samego powodu po gołąbkach.



  • sprzątanie po łebkach (leń trzymał się mocno i nie puszczał)
-Niektórzy okna myją!- próbował idiotycznej motywacji Pracuś
Też umyłam, co zaowocowało śnieżycą zaraz na drugi dzień I DAŁAM SE SPOKÓJ.

  •  Ciasta upiekłam takie jak zwykle, ale wyszły niezwykłe:sernik spływał po rękach a czekoladowiec wysechł dla odmiany na wiór.Na szczęscie goście nie zawiedli i ciast ci u nas dostatek był:) ( dzięki Miłson!)
  • Goście jak zwykle mile widziani ,oprócz ciasta przywieźli prezenty!!!


takich pisanek nie ma nikt!
  • piliśmy wino sprezentowane przez MADLEN (wygrałam konkurs na toast walentynkowy- i broniłam butelki jak lew aż do świąt!) i poszerzaliśmy zakres wiedzy ogólnej ( szwagier edukator) na temat POBOŻNYCH PIERSI ( dla niewyedukowanych , to takie, które po zdjęciu biustonosza upadają na kolana)
-I kto się tu śmieje?!- próbował nas zgasić JAK ZWYKLE WSPIERAJĄCY ,ale po skrzyżowaniu spojrzeń z rozchichotaną WŁAŚCICIELKĄ POBOŻNYCH PIERSI WE WŁASNEJ OSOBIE, wolał ewakuować się do kuchni pod pretekstem zrobienia herbaty ( wrócił z kawą- widać się przejął).

Prezenty natchnęły mnie potrzebą zorganiowania candy. Tym razem nie będę nikogo męczyć torbami


Do przygarnięcia książka i rękawica w komplecie z ręczniczkiem 
( żeby było na czym haftować te monogramy)
LOSOWANIE 23 KWIETNIA
( jest szansa,że wiosna będzie!)
chętnych proszę o komentarz pod postem
PS. Praca wytwórcza też nie idzie z powodu lenistwa i POMOCNIKÓW

tak wygląda filcowanie na sucho!



a tak spotkanie flauszu z filcem

WIELE SŁOŃCA ZYCZĘ!!!!!
i nie wiem kiedy się pojawię, bo gdyby nie Foksiowa  i jej "BYŁ JAKIŚ WPIS?!!!!", to leń zgnębiłby mnie do cna:)