piątek, 8 lutego 2013

KOCI KONKURS

koci konkurs
Gdzie jest kotek?
ogłoszony przez Klub Kota Jasna 8

Zgłaszam moją Truśkę jako TT (czyli tajemniczego tajniaka)
TRUŚKA- SKRYTOKEFIROŻERCA

Miłych ferii tym co je mają a miłego weekendu tym co niestety już mieli:)

czwartek, 7 lutego 2013

KONIEC KOŃCÓW, czyli ŚMY u kresu

-Jeżeli ferie nie rozpoczęłyby się za dwa dni, popełniłabym MORD NA NARODZIE-obwieściłam KOLEŻANCE, a ta nawet  sil nie miała,żeby przytaknąć. A NARÓD jak na złość stara się co dnia przekraczać granice, sondując wytrzymałość psychiczną WYCHOWAWCY ze "śpikiem do pasa",( bo jeszcze katar się przyplątał widząc,że ferajna wesoła i każdego zapraszają) :

  1. informują niczego nie spodziewające się Koleżanki,że SĄ GEJAMI-( TAJFUN) a na pytanie nauczyciela o znaczenie kalumnii, wzruszają beztrosko ramionami i mówią ,że nie wiedzą , co gej oznacza, ale TO NA PEWNO BRZYDKO
  2. na siłę chcą wyjaśnić wszystkim znaczenie w/w słów ( ELOKWENTNA-nowa w klasie), ale plątają się w zeznaniach i w końcu wychodzi na to,że to wtedy jak dwóch chłopaków GDZIEŚ ZE SOBĄ CHODZI, co zostaje przyjęte obśmianiem przez dziewczyny- zadowolone,że to nie o nich i pełnym niepokoju i niedowierzania spojrzeniem klasowych mężczyzn, bo ONI ZAWSZE W GRUPIE.(Nie wdając się w dywagacje- zagoniłam zdezorientowanych do mnożenia)
  3. Przynoszą piłkę do szkoły i w czasie zajęć sportowych wydaje im się,że teraz ONI rządzą ( MR FOCH, czyli nowe wcielenie Tajfuna)
  4. na zabawie karnawałowej
  •  przebrani za Spidermana obstrzykują kleistą pajęczyną wszystko i wszystkich (GRZECZNY NA CO DZIEŃ)
  • przebrani za Harrego Pottera usiłują wmówić WYCHOWAWCY,że rozpoznał ich tylko po sklejonej różdżce (HARRY POTTER)
  • przebrane za Księżniczki, Monster HIgh, Biedronki i Damy pląsają szczególnie finezyjnie w sali biesiadnej, siejąc zniszczenie i masakrę wśród OBIEKTÓW POCZĘSTUNKOWYCH
 5. po zabawie karnawałowej- sugerują dojadając resztki,że "czipsów już nie ma bo Pani wszystkie zeżarła"( NA OGÓŁ GRZECZNY)
A poza tym grzecznie się uczą, odrabiają lekcje i zadają ciekawe pytania:


  • Jak wygląda fałda na brzuchu pingwina?- sugestywnie patrząc na BRZUCH WYCHOWAWCY ( akurat "przerabiamy" "Zaczarowaną zagrodę"Centkiewiczów).
  • Czy PAN JEZUS zmartwychwstał CAŁY- ZE SKÓRĄ?- na lekcji religii
  • KIEDY BÓG UMRZE?- również lekcja religii ( a do komunii zostało tylko parę miesięcy)
Nic dziwnego,że człowiek w oczekiwaniu na ferie, szyje jak szalony, bo jak twierdzą bliscy:
-Weź, coś uszyj, bo ogłupiejesz.
LISIA z resztek lisa

z jeleniem na cześć TAKICH JAK MY W PLACÓWCE
ZAKOCHANA, bo w końcu i tak kochamy naszą robotę:)

piątek, 25 stycznia 2013

CHYBA MNIE POGIĘŁO


W totalnym zaćmieniu umysłowym i nie zaważając na zakończenie semestru, zgłosiłam bloga do konkursu.
-Chyba cię pogięło- skomentował WYCZYN jak zwykle wspierający, gdy OBUDZONA wczoraj zorientowała się,że rozpoczęło się głosowanie.
-Sama nam zablokowałaś płatne smsy, TO NIBY KTO na ciebie teraz zagłosuje?- dorzucił młodszy.
Fakt. Zablokowałam zaraz po tym jak "samo się" subskrybowało i przysyłało nam durne smsy po 6,15 za sztukę w ilościach hurtowych a reklamacje nie dały nic. Podobno SAMI aktywowaliśmy.
Toteż nie namawiam i nie agituję, ale wklejam tylko numer, na który trzeba głosować, bo IDĘ ZA CIOSEM a poza tym w tym roku sms zasila konto
NTEGRACYJNO - REHABILITACYJNYCH OBOZÓW DLA DZIECI Z UBOGICH RODZIN I DZIECI NIEPEŁNOSPRAWNYCH. 
KOSZT SMS - 1,23ZŁ BRUTTO
Chcesz zagłosować? Wyślij SMS o treści A00341 Na numer 7122


W dodatku jurorem jest M. Kamiński, a z czym ja do niego?Chyba z torbą DAMSKIEGO POLARNIKA

albo męskosweterkową

Jednym słowem CZARNA DZIURA!
Gdybyście jednak zechcieli wesprzeć INNYCH ( czyt. inne blogi) zapraszam serdecznie do głosowania, bo mam nadzieję forsa trafi tam gdzie powinna.
A ja zbieram się do PLACÓWKI,uzbrojona w  wieeeeelką CIERPLIWOŚĆ, bo TAJFUN od paru dni stara się NAMIĘTNIE CAŁOWAĆ DZIEWCZYNY w USTA, używając perfidnego podstępu-staje za nimi, stuka w plecy a gdy się odwracają nadstawia DZIÓB W CIUP!
-To taki żart,żeby się ZDZIWIŁY- tłumaczy się pokrętnie. Na razie pohamowałąm CAŁUŚNIKA groźbą grypy, ale nie wiem na jak długo starczy, bo już wczoraj oświadczył,że WŁAŚNIE SIĘ ZASZCZEPIŁ!
MIŁEGO KOŃCA TYGODNIA!
PS W DODATKU WSTĘPNIE OPUBLIKOWAŁM SIĘ NA PCHLIM TARGU- KOSMOS PORAŻKA!:)

niedziela, 20 stycznia 2013

Z POŚLIZGIEM- bo zima, rubieży ciąg dalszy

Chronologia mi się porąbała, bo nic tylko praca i praca a końca nie widać. FOKSIOWĄ zmogło i gnije w domu ,śląc od czasu do czasu smsy( dzisiaj powinien być jakiś żałobny, bo jutro wraca NA PLACÓWKI ŁONO) a my z KOLEŻANKĄ udajemy ,że wszystko pod kontrolą i nie dajemy się krążącej grypie ( raz w roku wystarczy!).
ŁASKAWCA (czyli prywatnie młodszy , choć większy BRAT MÓJ) zgodził się  zwieźć pozostałych ochotników do Lublina  na wystawę szopek.Uknułam sprytny plan, bo chciałam zaliczyć miejscowy SH przy katedrze i od rana smędziłam,ze nam szopki zamkną (SH do 14.00)
Udało się!
-To przy którym szmateksie cię wysadzić?- zapytał SZUKAJĄCY PARKINGU i zrozumiałam,ze powiedzenie NIE TAKA ŁADNA JAK SPRYTNA w ŻADNEJ części nie odnosi się do mnie.
-Widziałem jak szperałaś w necie- rozwiał moje podejrzenie co do jasnowidztwa-Było mówić MOWĄ OTWARTĄ-dodał i miał rację.
Wyskoczyłam jak rącza łania na zakazie parkowania i pognałam w kierunku katedry, po drodze skręcając w bramę. Chyba się opłacało

bo za całe 3 zł kupiłam misterną pracę nieznanej MONIKI.
Polataliśmy aż do totalnego zgłodnienia po szopkach
i dzięki inicjatywie MAŁŻONKA , który pokręcił się i poniuchał dotarliśmy na  wystawę szopek, ale za to w jakim otoczeniu!
WSZYSCY byli w szoku,

że jednak trafiliśmy, bo oznaczeń żadnych


nawet dzieciątko!
Zahipnotyzowali  OCZOKĘCIOŁAMI ZWIEDZAJĄCĄ  do tego stopnia,że bez szemrania dała się JAK DZIECKO zawieźć do, jak się wyraził brat- SKLEPU MARZEŃ- NIESPODZIANKI!
Wiedział podstępna bestia,że wszystko , co ma  w nazwie "sklep" przyciąga NIEKTÓRYCH jak magnes.
NIESPODZIANKA okazała się marketem JULA ze śrubkami, narzędziami itp, itd! ŚLUBNY był wniebowzięty - ja trochę mniej , ale trzymałam się dzielnie.
W nagrodę zabrano mnie nazajutrz do Nałęczowa w celach rekreacyjnych, a że zimno było
zalogowaliśmy się w knajpie
gdzie nęcona "kuchennymi rewolucjami" obżarłam się jak bąk i dlatego kolejne zdjęcia TOCZĄCEJ SIĘ PO PARKU musiał cykać MAŁŻONEK.
na zakończenie- TORBY KU CZCI-tego, co zaprosił i poobwoził
Dzięki współpracy z PANIĄ obniżającą futrom ceny-PRAWDZIWA LISIA
Dzięki niecierpliwości szyjącej- PRAWDZIWA KRZYWA NIEUDANA, ale jak się zawezmę, na pewno poprawię- KIEDYŚ!:)

sobota, 5 stycznia 2013

NOWOROCZNA TRADYCJA, czyli Polska wschodnia wita!

Jak zwykle, gdy nie mamy co ze sobą robić a PAN I WŁADCA (własnych złudzeń, co do rządzenia w TYM domu) ma wolne- jedziemy na kresy wschodnie, czyli do brata, który porzucił życie w mieście na rzecz latania po lesie. Opłacało się?
NAM NA PEWNO TAK!
- W tym roku jedziemy prosto do niego- zapowiedziałam pamiętając JAKIMI słowami nas obrzucił, gdy w ubiegłym roku samowolnie i bez należytych konsultacji skręciliśmy do Kazimierza Dolnego.
-A co ja się będę spieszył-KIEROWNIK I JEGO KIEROWNICA mieli jak zwykle zdanie odrębne i dzięki temu z wizgiem słyszanym w całych Puławach, skręciliśmy w ostatniej chwili w tzw"rejony zakazane"
Fara, chociaż odnowiona przywitała nas głuchym szczęknięciem zamków i mogliśmy ją oblecieć tylko dookoła (KIEROWNIK sugerował nakolannie,że niby GRZESZNA KOBIETA U BOKU JEGO-ale walnięty sójką w bok ,dobrowolnie zresetował POMYSŁA).
W kościółku " na górce" szopka mniej klimatyczna niż w roku ubiegłym- poszliśmy się pocieszać do galerii, których na szczęście jest mnóstwo.
Właśnie wybierałam szklaną zawieszkę
w galerii Bibelot, a SKĄPIEC za moimi plecami analizował ceny filcowych toreb- radośnie stwierdzając,że skoro MAŁŻONKA SAMA SIĘ OTORBIA-ON MA WIEEELKIE OSZCZĘDNOŚCI- telefon zasygnalizował ZAGROŻENIE!
Dzwonił TEN , CO NIE POZWALA NIGDZIE SKRĘCAĆ!
-Taaaaak- starałam się, aby mój głos nie brzmiał absolutnie kazimierzowodolnie.
-No i gdzie wy jesteście?- on również starał się , aby jego głos nie brzmiał podejrzliwie-potępiająco.
-Mamy MALUTKĄ przerwę na rozprostowanie nóg- KIEROWCA ZARZĄDZIŁ! dodałam na usprawiedliwienie- JA NIE CHCIAŁAM!- wypsnęło mi się, zanim ugryzłam się w język.
-A w jakiej miejscowości PROSTUJECIE TE NOGI?- głos BRATA ociekał słodyczą a ja wiedziałam,że jestem ZGUBIONA!
Zanim zdążyłam zadecydować oszustwo , czy prawda- problem rozwiązał się sam.
-POZNAŁEM PO GŁOSIE,ŻE ZNOWU SIĘ SZLAJACIE PO TYM PIERDZIELONYM KAZIMIERZU-zagrzmiał BRAT ( a ponieważ o 12 lat młodszy- zawsze takie teksty bardzo mnie bawią- DOROSŁA SMARKATERIA- NIE MA CO!)
-Proszę mi tu nie wyzywać, bo  W KULTURALNYM TOWARZYSTWIE JESTEM- odpowiedziałam z godnością, nie zważając na to,że KULTURALNE TOWARZYSTWO akurat w tej chwili obskakuje mnie jak pinczerek buldoga i nachalnie "a co?, a co?, a co?" SIĘ DOPYTUJE-oddałam słuchawkę WŚCIBSKIEMU.
-Mamy dwie i pół godziny czasu!- oznajmił po zwróceniu telefonu we właściwe ręce-CHYBA NA NAS CZEKAJĄ!
Po tym odkryciu pognaliśmy jak sarny na polowaniu do naszego BŁĘKITNEGO GROMU, który zaskoczył nas częściową ślepotą- prawe światło nie działało!
-Nie pojadę po nocy jak jednoślad, bo mnie kto skasuje- podjął słuszną decyzję KIEROWCA , ale w galeriach -ŻARÓWEK nie było!
Po godzinie ( podzielonej pół na pół na poszukiwania i gmeranie pod maską)- ruszyliśmy!
BRAT na szczęście nie zamknął się na głucho i dostaliśmy NAJLEPSZY APARTAMENT
POKÓJ Z CHOINKĄ I DOSTĘPEM DO KOTA
oraz niechętną obietnicę- wycieczki do Lublina ( w którym, jak twierdzi MIEJSCOWY nic nie ma)
PS. Torba uszyta w ramach oszczędności- filc i świąteczne bombki w jednym!


wtorek, 25 grudnia 2012

WYCIĄGNĄĆ NÓŻKI, czyli to co w świętowaniu najlepsze

Byłam pewna,ze choinka zostanie na etapie drabiny a podstawą kolacji wigilijnej będzie barszczyk z torebki zagryzany słonymi paluszkami, bo poziom własnej energii życiowej określiłabym na bliski niskim stanom średnim, ale co znaczy MOTYWACJA!
ŚLUBNY- nie pomagał. Przytargał chabazia, ale zaakceptowałam wybór- przynajmniej był w domu ktoś brzydszy ode mnie.
SYNOWIE- jak to synowie- milion ważniejszych spraw i słowo POMOC jako ostatnie na liście priorytetów. Pomogło dopiero matczyne " chyba zemrę..." poparte malowniczym słanianiem się po fotelach i kanapie z kotem miauczącym u nóg ( na Truśkę zawsze można liczyć)

- Widzicie kot nawet za mną łazi, bo wykrywa rychły zgon!- nie dali się nabrać, ale pokoje posprzątali w standardzie PRAWIEMAMUSIOWYM. Swoją drogą stan ten okazał się krótkotrwałym i już dziś pokoje wyglądały prawie jak zawsze.
-Naprawię te choinkę- zaoferował TEN CO PRZYNIÓSŁ i rzeczywiście- dosztukował, poczarował i stoi ( przynajmniej do dziś).Wierzchołek zapobiegawczo przywiązany do karnisza, więc na pewno znienacka nikogo nie przywali.
MOTYWACJA przyszła z najmniej oczekiwanej strony- ozdobiona tatuażem z sercem przebitym strzałą na prawej dłoni a z paczką w dłoni lewej.
Od razu mi się polepszyło, bo na przesyłkę

czekałam z niecierpliwością porównywalną z koniem w blokach startowych.Niecierpliwie rozdarłam papier- kto by tam szukał nożyczek?!W środku- PUDEŁKO PO BUTACH!- trochę się zdziwiłam,że książki tak się teraz pakuje, ale jeszcze bardziej zdziwiłam się, gdy zdjęłam pokrywkę- W ŚRODKU BYŁY BUTY!
( ANI MÓJ ROZMIAR , ANI GUST!)
Minutę zajęło mi składanie kartki z adresem- częściowo się udało, ale adres i tak był ledwo czytelny. Kolejne pół minuty poświęciłam na przykrycie kreacji dresowo- sprzątaniowej kurtką i nie zważając na przylizaną grzywkę, totalny brak makijażu i oblicze WYRAŹNIE PO CHOROBIE, pognałam pod adres ( na szczęście na tej samej ulicy) pewna,że moja przesyłka już tam czeka.
NIESTETY NIE CZEKAŁA! W drodze do domu powstały alternatywne scenariusze:

  • człowiek z tatuażem dział na zlecenie mafii czytelniczej
  • kobieta jest jego wspólniczką a buty w grubej podeszwie ukrywały Bóg wie co i dlatego trafiły pod mój adres
  • NIGDY NIE ODZYSKAM MOJEJ KSIĄŻKI!- na tym stanęło i uryczana- brzydka, z przylizaną grzywką i w dresie, Z PUSTYMI RĘKAMI, stanęłam w drzwiach.
ŻYCIE W DOMU W TEJ CHWILI ZAMARŁO i zaraz weszło na wysokie obroty:
-ZADZWOŃ SOBIE DO KOLEŻANKI A JA SIĘ WSZYSTKIM ZAJMĘ-zadysponował DYSPOZYTOR i nie wiem jak to zrobił, ale za pół godziny CZŁOWIEK Z TATUAŻEM STANĄŁ W DRZWIACH- z przeprosinami  Z PACZKĄ!
ŚWIAT znów nabrał barw a ja ruszyłam kurcgalopkiem do roboty, bo jak ZAUWAŻONO wcześniej ( przed KRYZYSEM)- MASZ PRZECIEŻ WOLNE I DUUUŻO CZASU!
I UDAŁO SIĘ!



A TERAZ-Rodzina nakarmiona zapada w mam nadzieję  w błogi sen lub przydrzemuje przed komputerem A JA W POCZUCIU DOBRZE SPEŁNIONEGO OBOWIĄZKU -WYCIĄGAM NÓŻKI I CIESZĘ SIĘ ŻYCIEM!
SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA TYLE MIŁYCH ŻYCZEŃ
I
WZAJEMNIE- ŻYCZĘ WAM WSZYSTKIEGO, CZEGO TYLKO CHCECIE- NIECH SIĘ SPEŁNI JAK NAJSZYBCIEJ!:)

sobota, 22 grudnia 2012

DWA KOŃCE ŚWIATA-na szczęście za nami

ŚLUBNY wzdychał i zataczał coraz ciaśniejsze kręgi wokół ŁOŻA BOLEŚCI( najbliższego łazience) ,na którym gnili połączeni wspólnym wirusem ŻONA I MŁODSZY ( STARSZEGO tylko MGLIŁO, więc został zesłany do swojego pokoju, aby w towarzystwie stworów z kosmosu razem z Mulderem tropić niezbadane).
Westchnienia słychać było chyba u sąsiadów.
W końcu podniosłam bolącą powiekę , bo jak tu spokojnie wegetować , gdy obok zaczynają się uroczystości żałobne
-JESZCZE ŻYJĘ-oznajmiłam wzdychającemu
-Ale MNIE coś bierze!-wyjęczał ŻAŁOBNIK -i nie wiem, CO TO BĘDZIE, GDY JESZCZE JA ZACHORUJĘ?!
-Co ci jest?- zadałam pytanie z grupy "obowiązkowe, podgrupa-udające troskę"
-WŁAŚNIE NIE WIEM!-zajęczał przyszły chory i zwalił się obok nas z termometrem pod pachą.
Od razu mi się polepszyło i już widziałam świąteczne aranżacje, które w stanie NIEZMIENIONYM dotrwają aż do końca naszych dni
Wigilijny stół w całej krasie -WIDAĆ KTO PISZE TE POSTY!
Nasza tegoroczna choinka
( ten czerwony zawijas, to wyginający się w paroksyzmie obrzydzenia aniołek- powiesili go na brudnej szybie!)
-TO KTO POJEDZIE WĘDZIĆ DO TWOJEJ MAMUSI?-zadałam pytanie w tym momencie kluczowe, które wykazało tym razem swoją ozdrowieńczą moc.
Wprawdzie WĘDZARNIK musiał jeden dzień odleżeć ( termometr i 37,5 ni kłamali) ale ponieważ innych objawów nie stwierdzono, a wypowiedzi typu "tak mi jakoś" i " nic mi się nie chce" zdiagnozowano jako STAN NORMALNY I WCALE NIE PRZEJŚCIOWY, po dwóch dniach z wielka radością opuścił  DOCHODZĄCYCH DO SIEBIE i na skrzydłach tęsknoty poszybował TAM GDZIE WSZYSCY GO  ROZUMIEJĄ, w skrócie- ku mamusi.( Wrócił jeszcze tego samego popołudnia , bo jednak NIE DO KOŃCA go rozumieli).
CHORZY w tym czasie odkrywali dobrodziejstwa telewizji, bo na czytanie sił nie było.
Żadne filmy wymagające wysiłku intelektualnego nie wchodziły w grę. Nawet "Trudne sprawy" nas przerastały , ale odkryliśmy dzięki chorobie kanał, który jeszcze tego dnia postawił nas do pionu.
Jego bohaterem był wróżbita DAMIAN a ofiarami istoty, które wybuliwszy 4zł mogły zadać mu JEDNO pytanie. Szło w tempie teledyskowym a nam gały z orbit wychodziły. Po pięciu minutach MUSIAŁAM wstać,żeby w necie sprawdzić, czy anioł, którego człowiek ów przywołuje to nie Belzebub jakiś, tym bardziej,że wydzwaniały  na ogół panie w wieku MAMUSIOPODOBNYM.
Okazało się,że to anioły tarota,o których dotąd nie miałam pojęcia.
-Widać,że koniec świata nadchodzi- skomentował MŁODSZY,a ja poleciałam po notatnik,żeby podzielić się później Z TYMI CO NIE ZAPŁACILI:)
Cytaty wróżbity:
  • KOCHANIE, ALE ŻEŚ "TRAFŁA"-do pani, której się udało dodzwonić
  • Niebiańskie pochodnie i święty płomień wypalą twoje problemy
Upajanie się przerwał nam telefon od KOLEŻANKI
-Czeeeeeeść- ZAŁKAŁO W SŁUCHAWCE-jestem chooooooora- wydyszała bidulka, bo niestety kto z kim przestaje- TEN SIĘ OD NIEGO ZARAŻA.
W dodatku jej adres mejlowy zachorował, bo zaczęły się przy nim pojawiać jakieś krzaczki i pomimo samopoczucia na skraju życia i śmierci zaczęła prowadzić ożywioną korespondencję z OPERATOREM
- A ONI W KÓŁKO I W KÓŁKO-JAKĄ MA PANI PRZEGLĄDARKĘ? i w końcu z tego wszystkiego podpisałam się zamiast XXXXXX YYYYYY (tu pada realne imię i nazwisko)- XXXXXXX Mozilla- I O MAŁO TEGO NIE WYSŁAŁAM!
- Ty leż i choruj- doradziłam, ale uprzedził mnie RODZONY ZIĘĆ KOLEŻANKI, który przewidział,ze odpisze jej WACŁAW EXPLORER.
Opłacało się chorować,żeby jeszcze tego samego dnia osobiście rozpakować prezent- WYGRANĄ od villa vintage
I OD RAZU STANĘŁAM NA NOGI!!!
Za życzenia powrotu do zdrowia serdecznie dziękuję, bo to również dzięki nim szybko wróciłam do stanu używalności.
ŻYCZĘ WSZYSTKIM UDANEGO WEEKENDU i lecę OGARNIAĆ!
ps. NAPISANE, BO FOKSIOWA KAZAŁA;)