piątek, 25 maja 2012

WIELKI DZIEŃ, czyli nie miała baba kłopotu...

-to wpadła na pomysł,żeby zorganizować DZIEŃ RODZINY, czyli babci, dziadka, mamy taty, siostry, brata -zusammen do kupy i szlus!Zespół przyjął pomysł z wielkim entuzjazmem- wierszyki rozdano, piosenki wybrano i zaczęło się codzienne żmudne PRÓBOWANIE.
-Ja to nawet te próby lubie- ucyć się nie ceba- szczerość TAJFUNA, który miał tylko dwie linijki do wygłoszenia ( a i tak w DNIU ZERO powiedział,że "CHYBA NIE PSYJDZIE, BO GO TREMA ZJADŁA"-zasugerowałam,że JEŚLI nie przyjdzie TO JA NA DRUGI DZIEŃ ZJEM GO OSOBIŚCIE - BEZ POPITKI.Przyszedł i dopiero potem okazało się,że nie wiedział CO TO TA POPITKA i  braku owej najbardziej się zląkł) była porażająca, ale co gorsza wyraźnie widać było,że klasowe pokolenie X FACTOR wyraźnie preferuje wyraz artystyczny nad  naukową wiedzą. Mówi się trudno i oby do występu.
Dekoracje przygotowano.
TU W WERSJI NAŚCIENNEJ
KAŻDY ARTYSTA-nawet ten, który twierdził,że NIE UMIE- narysował wybranego członka rodziny,żeby potem zapewnić rozrywkę sobie i innym, gdy MAMA nie rozpozna swojego promiennego uśmiechu
a SIOSTRA sokolego spojrzenia
UDAŁO SIĘ!!!Trudno zresztą było nie zgadnąć, skoro szesnaście par oczu wpatrywało się w DELIKWENTA z nadzieją,że zgadnie.
Chciałam WYPASU I FAJERWERKÓW -to miałam!
Zaczęło się od niewinnego oklejania bibułą słoików, które tak zdekupażowane, miały stać się okazami dizajnerskich WAZONÓW. GDYBYŻ TYLKO BIBUŁA TAK NIE BRUDZIŁA RĄK , ŁAWEK I PARAPETÓW!
Po godzinie odplamiania -prawie daliśmy radę. Oczywiście każdy OD RAZU chciał sprawdzić, jak wygląda WODA W WAZONIE-ale ostrzeżenie TEJ CO ZAWSZE PSUJE ZABAWĘ zatrzymało konie wyścigowe w boksach.
Przygotowaliśmy również słodki poczęstunek- własnoręcznie kupione ( biję się w piersi) babeczki ozdobione WYKAŁACZKĄ Z MOTYLKIEM- osobiście przez każdego wyciętym i przyklejonym ( chociaż NIE CHCIAŁ i lepił się do palców. ( fotek nie ma , bo babki  zostały zjedzone szybciej niż błyska flesz)
W obawie,że babeczki, które od łakomego wzroku już pewnie miały stracha, nie dotrwają do uroczystości- postanowiłam,że będą częścią składową- PREZENTU DLA MAMY-jako dodatek DLA TATY,bo pozwoliło mi to na bezpieczne zawinięcie obiektu sekretnych żądz w serwetkę, gdzie bezpiecznie dotrwała do chwili kaźni.
Prezent wykonaliśmy oczywiście samodzielnie. Zakupiono kilometry nici z prawdziwego srebra, przebrano tony guzików i wykrojono tysiące kółek-żeby wybrać TO UDANE i powstało ARCYDZIEŁO BIŻUTERYJNE, czyli NASZYJNIK
PRZEPRASZAM ZA JAKOŚĆ KOMÓRKOWYCH ZDJĘĆ, ale wzruszona dłoń nie mogła utrzymać aparatu.
Po odplątaniu zaplątanych, dokończeniu 16 naszyjników, co sprowadzało się nieraz do szycia OD NOWA i ODPRUCIU RUSAŁKI OD JEJ NASZYJNIKA ( tak się kończy szycie na kolanie) ORAZ ZAPAKOWANIU PRECJOZÓW w OZNAKOWANE SERWETKI (nie szkodzi,że napis często, jak się okazało później -BYŁ WEWNĄTRZ!) przyszła pora na NAJLEPSZE- WYPAD DO OGRODU SZKOLNEGO NA BUKIETY!
Dobrze,że to była ostatnia lekcja w tym dniu, bo musiałabym chyba jako DZIECIOBÓJCZYNI występować po południu sam na scenie aż do mojego szybkiego i nędznego końca.
Zebranie kwiatów to jeszcze nic! Dopiero w klasie MŁODZI FLORYŚCI dali czadu!
Ledwo podniosłam jeden przewracający się wazon już struga z drugiego gwałtowną falą domagała się mojej uwagi.
Wejście anglistki powitałam z ulgą na krawędzi ZEJŚCIA OSTATECZNEGO.Zdążyłam tylko poustawiać wazony na parapecie ( ślady z mokrej bibuły są do dziś) i zapowiedzieć,że poobcinam rączki jesli ktoś je tknie.
- TO JAK UDEKORUJEMY STOŁY? (ustawione już WSPÓLNIE w podkowę, co kosztowało mnie NA PEWNO co najmniej miesiąc życia)-INDIANA JONES zadał niestety słuszne pytanie.
Odpowiedziałam BŁYSKIEM GENIUSZU(tak mi się wtedy wydawało):
-Gdy przyjdziecie Z RODZINAMI, to ustawicie WTEDY te kwiaty przed rodzicami- rzuciłam w locie i jak szybko wyleciałam , tak w pół drogi wróciłam, bo wizja PRZEPYCHAJĄCYCH SIĘ Z WAZONAMI i ZOSTAWIAJĄCYMI NIEZATARTY ŚLAD NA SZYKOWNYCH KREACJACH BIBUŁAMI-przywróciła mi zdrowy rozsądek- z geniuszu nie pozostało NIC.
-UWAGA! ZMIANA PLANÓW!-wpadłam jak burza z powotem do klasy- NIE TYLKO ANGLISTKA Z KREDĄ W RĘCE ZAMARŁA .
-JA pousatwiam wazony, a WY posadzicie przy nich rodzinę!
-ALE MOJA MAMA  NIE MOŻE SIEDZIEĆ OBOK JAKIEGOŚ NIEZNANEGO CHŁOPA!-oburzenie MARUDNEJ wybujało jak badyl na gnoju.
Trochę się zapowietrzyłam, ale  rwaniu włosów z głowy zapobiegła spokojna i wyważona jak zwykle ROSZPUNKA.
-TO TWOJA MAMA TEGO CHŁOPA OBCEGO POZNA!-PANI MÓWIŁA,ŻE TRZEBA SIĘ ZAPRZYJAŹNIAĆ!-wszyscy pokiwali głowami- MARUDĘ zatkało a jak wzniosłam modły dziękczynne za RODZICÓW ROSZPUNKI i ich pomysł , aby zapisać ją do mojej klasy.
Kilka godzi później WSZYSTKO BYŁO GOTOWE!

Rodziny pojawiły się nadzwyczaj tłumnie.
Zaczęliśmy formować szyk bojowy, czyli RZĄDEK I SZEREG  a inicjatywne mamusie zajęły się parzeniem kawy.
-PROSZĘ PANI MÓJ TATA WYLAŁ KAWĘ I NIE WIE CO ZROBIĆ?!-dobiegło mnie wołanie z tłumu- na szczęście interwencja okazała się zbędna-syn WIEDZIAŁ co robić!
-MA PANI JAKIŚ PLASTER?-SZEPT SCENICZY RUSAŁKI dotarł na pewno do najdalszych rzędów-BO MÓJ TATA WBIŁ SOBIE WYKAŁACZKĘ W RĘKĘ I LECI MU KRWIA!
I JA SIĘ DZIWIĘ DZIECIOM?!!!!Plastrów niestety brakło a o wodzie utlenionej ZRANIONY nie chciał słyszeć.
Piosenki zaśpiewano, wiersze wyrecytowano, zagadki portretowe odgadnięto, prezentacje multimedialne ( cykl zdjęć "jak robimy kanapki" oraz "czyje to rączki" i "wspomnienia z festynu"- niestety ochrona danych -a szkoda)obejrzano i prawie omdlony POMYSŁODAWCA IMPREZY (czasem plujący we własna brodę) czule pożegnawszy ZGROMADZONYCH, którym HARRY POTTER KONIECZNIE chciał zaprezentować skrzętnie ukrytą przez LITOŚCIWEGO WYCHOWAWCĘ-tabelę ocen z zachowania, gwoli wybielenia własnej rozbrykanej osoby-popełzł do domu, aby w celach ANTYTRAUMATYCZNYCH poszyć trochę marząc o wakacjach:
Ptaszka wyrywającego się z klatki na wolność
plażową pastelową
naiwnie romantyczną
w wersji miejskiej( gdyby jednak nie udało się nigdzie wyjechać)
marzenia o morzu
patykiem pisane
wiejskie klimaty- te akurat NA PEWNO do zrealizowania:)
TYM , KTÓRZY DZIELNIE DOTRWALI DO KOŃCA ORAZ POZOSTAŁYM - POLEGŁYM W BOJU Z TASIEMCOWYM POSTEM- UDANEGO WEEKENDU ŻYCZY ZATORBIONA SZWACZKA:)

środa, 16 maja 2012

CZŁOWIEK UCZY SIĘ CAŁE ŻYCIE, czyli w totalnym zadziwieniu

Trochę z poślizgiem, ale czas pędzi tak,że dopiero co klęczałam klnąc klejówkę , która z upodobaniem leżała na podłodze zamiast na ścianie, a tu myk dwa tygodnie i w piątek jedziemy znowu!Nie mogę się doczekać.
WIOSENNE NAUKI I EKSPERYMENTY

  • jaskier o dziwo przeżył suszę i przymrozki


  • Dopiero po przekopaniu grządek przypomniało nam się,że TU ROŚNIE MIĘTA!-Coś z niej jednak zostało


  • nawet deszcz i wiadra budowlane mogą człowieka ucieszyć ( szczególnie wtedy, gdy studnia straszy mulistym dnem)
  • WIDOKI SĄ PO TO,ŻEBY JE OGLĄDAĆ- a nie latać w poszukiwaniu łyka kawy z samego rana




MALARZ po skończeniu chlapania pedzlem gdzie popadnie ,zajął się tym , co lubi najbardziej- OBCHODZENIEM OBEJŚCIA
To się nazywa PRACA KONCEPCYJNA
a POŁOWICA, gdy tylko podniosła się z kolan- wzniosła się na wyżyny designerskie:

  • przykrywając stół ceratą
  • wywieszając ZBĘDNY ELEMENT exlampą będący- na chwilę na gwoździu przed drzwiami i zyskując nieoczekiwanie SŁONECZKO NA ŚCIANIE!

a musiałam się spieszyć, bo SĄSIEDZI zapowiedzieli się na WIZYTĘ POKONTROLNĄ(nie wiedziałam,że w zmniejszonym składzie). Przybyli pod wieczór  Z PRZYŻENIONĄ LATOROŚLĄ  zdziwioną,że łazienkę TEŻ mamy!
Rozmowa -jak to przy jedzeniu,dotyczyła spraw równie istotnych , czyli.... szamba.
Po omówieniu wszystkich aspektów ( głównie cenowo-przepisowych, bo nowy dom SĄSIADÓW był zupełnie nieskanalizowany) i zbiorowym ustaleniu lokalizacji OBIEKTU MARZEŃ, już mieliśmy przejść do planów wakacyjnych, gdy głos zabrała LATOROŚL:
-ALE WŁAŚCIWIE O CO CHODZI Z TYM SZAMBEM?PO CO WAM JEST POTRZEBNE, SKORO TYLE KOSZTUJE?
-A kąpać się lubisz?-odpowiedział pytaniem na pytanie TEŚĆ
-N-o....-padło potwierdzenie
-TO JAK CI SIĘ WYDAJE - GDZIE LECI WODA Z WANNY?-ton TEŚCIA nabrała barwy KATEGORYCZNEJ
-NO..... DO RUR-padła nieoczekiwana odpowiedź a ja zdałam sobie sprawę,że CZŁOWIEK ( tu miałam na myśli ZDZIWIONĄ SIEBIE) UCZY SIĘ CAŁE ŻYCIE!
I nie wiem, czy to wpływ konwersacji , czy efekt koszenia, kopania i innych okołodomowych prac, ale KIEROWNIK PODJĄŁ WIEKOPOMNĄ WAKACYJNĄ DECYZJĘ!

-W CZASIE WAKACJI BĘDZIEMY NIE TYLKO NA WSI ZAPINKALAĆ, ALE PRAWDZIWIE WYPOCZNIEMY!!!KIERUNEK KARPACZ!!!!!
Czy decyzja zapadła pod wpływem knujących opowieści POŁOWICY, która jesienią PŁAWIŁA SIĘ W KARPACZOWYCH LUKSUSACH  w towarzystwie KOLEŻANEK Z PLACÓWKI (chyba muszę to opisać), czy WŁASNYCH PRZEMYŚLEŃ-nie wiem, ale dostałam ZLECENIE:
-TY SIĘ TAM WYWIEDZ U BLOGEREK, GDZIE MOŻNA SIĘ ZATRZYMAĆ, bo Twoje sugestie,że w Gołębiewskim-SĄ GUPIE!
ZWRACAM SIĘ WIĘC Z WIOSENNYM APELEM-JEŚLI KTOŚ MA SPRAWDZONE NAMIARY NA NIEDROGI NOCLEG NIEKONIECZNIE W KARPACZU W OKOLICACH SIERPNIA-niech  rzuci adresem w komentarzu lub skrobnie do alsto@op.pl, ŻEBY MOGŁA SIĘ WYKAZAĆ:)
W REWANŻU RZUCAM NAMIARAMI NASZYCH BLOGOWYCH KOLEGÓW, którzy oprócz potyczek z własnym domem nomen omen w Kłopotnicy mają jeszcze zapał, aby organizować
WARSZTATY (szkoda,że nie w sierpniu, bo chyba bym poleciała)
A teraz CZAS DO ROBOTY, BO JUTRO SPOTKANIE Z RODZICAMI POŁĄCZONE Z DNIEM: MATKI, OJCA, BABCI DZIADKA-jednym słowem DZIEŃ RODZINY I STRACH SIĘ BAĆ!:)



piątek, 11 maja 2012

DLACZEGO KLEJÓWKA, czyli "śmy są masochisty"

To nie tak,że jesteśmy, eko, vintage czy inne cóś obco brzmiące słowa. Skanseny lubimy, ale wycieranie plecków o brudzącą ścianę to już mniej.Po prostu stan zastany w przytulisku to błękit bieliźniany z rzucikiem- przy próbie drapania- odpadał razem z trzcinowym tynkiem i dlatego postanowiliśmy nie zmieniać rodzaju TWORZYWA ARTYSTYCZNEGO, przed którym co jakiś czas PADAM NA KOLANA i myję i myję i myję.... a podłoga wciąż biała.
Konsultacje telefoniczne:
-Dodaj do wody pasty do podłogi- RODZICIELKA
-Dolej octu- KOLEŻANKA, KTÓRA SAMA NIE PRÓBOWAŁA,ALE ZNA KOGOŚ KTO PRÓBOWAŁ
Dolałam - białe na podłodze prawie się poddało.
-JEEEEZU , ALE TA FARBA ŚMIERDZI OCTEM-OSTATNI raz taką robiłem- oświadcza KONTROLER POSTĘPÓW SPRZĄTACZKI przybyły, aby ocenić SWOJE dzieło a ja w myślach przytakuję mając w perspektywie wydłubywanie kleju z sitka, które posłużyło  do przecierania glutów.

WRESZCIE KONIEC!
Okna umyte,
Ten patyk na górze to najnowszy nabytek wysępiony u operatora- ANTENA ZEWNĘTRZNA! a internet z żółwia zmienił się w żółwia na dopalaczach

 zasłony powieszone
święte obrazki nie muszą się wstydzić zaplecza
a GOSPODYNI PRAWIE TRUP może w spokoju odpoczywać, bo GOŚCIE nie doczekali i wyjechali
słoje z tesco też lubią wyglądać
słońce w odwiedzinach u kuzynki-lampki


garnek choć dziurawy z nadzieją czeka na nowy dizajn:)


a dzbanek od Agi z Oazy zajął zaszczytne miejsce na stole. Dzbanek dotarł w całości, choć POCZTA POLSKA twierdziła co innego, zamieszczając na opakowaniu paczki adnotację WYRÓB USZKODZONY NIEWŁAŚCIWE PAKOWANIE-WSKAZUJE NA POTŁUCZENIE-rzeczywiście paczka grzechotała aż miło ( ależ się musieli na poczcie nagrzechotać,żeby wysmarować taki elaborat)
PONIEWAŻ W PODRÓŻY DZBANEK ZNIÓSŁ JAJECZKO
JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ AGA!:)
Co w ogródku i przyległościach, czyli TORBIARNI może innym razem ( jeśli oczywiście to kogoś obchodzi) bo na razie ZNOWU MUSZĘ IŚĆ DO ROBOTY-jakieś deja vu czy coś?!

czwartek, 10 maja 2012

WSZYSTKO KWITNIE a mnie się nie chce

Najchętniej zagrzebałabym się w kącie i przeczekała do momentu aż mi się zachce ( nie tylko kwitnąć:), ale NIE DA SIĘ!
Pod wiązami czekała robota - MALOWANIE
Ponieważ ostatnimi artystami, którzy wenę twórczą uzewnętrznili  na naszych ścianach byli małoletni WŁAMYWACZE

Dobrze,że niecenzuralne wyrazy nie rzucają się tak bardzo w oczy- dotychczas wisiały na nich święte obrazki
należało rozpocząć od drapania-od czego ciary przechodzą człowieka na wskroś i po pięciu minutach ma dość!Od czego jednak MOTYWACJA- W TORBIE CZEKAŁY NOWE ( uszyte z podarowanego starego lnu) ZASŁONY!.
Drapałam a w tym czasie MALARZ AMATOR próbował zrobić  farbę klejową z zakupionych uprzednio podejrzanych składników. W dzisiejszych nowoczesnych czasach klejówki nie kupi się w żadnym markecie budowlanym ( może i dobrze zważywszy na ogrom sprzątania PO) MALARZ zakupił więc klej, jakies tam biele i barwnik-ŻÓŁTY jak jajeczko i ZACZĄŁ MIESZAĆ!
Już  po paru chwilach atmosfera zagęściła się i w powietrzu zaczęły latać "cytaty ze ścian", czyli słowa dalekie od cenzury
Zajrzałam- w czym rzecz
CZŁOWIEK RZADKO GOTUJĄCY BUDYŃ  na robił glutów i teraz pracowicie przecierał je przez sito- UDAŁO SIĘ!
Kolor w prawdzie po dodaniu do farby zmienił się  z żółtego na kawowy, ale wmówiłam MALARZOWI,że O TAKIM WŁASNIE MARZYŁAM ( to po co kupowałam żółty?)
ZACZĘŁO SIĘ CHLAPANIE!Nie zna życia, kto nie malował klejówką-najwięcej farby poszło na nas, ale pocieszaliśmy się,ze JEST ZMYWALNA!
-HELOU!!!!-rozległo się naraz na podwórku i rozpoznałam głos SĄSIADKI. MALARZ z drabiny dał sygnał przejeżdżając pędzlem po gardle- ZROZUMIAŁAM I poszłam witać SOLO.
-PRZYSZLISMY SPRAWDZIĆ POSTĘP PRAC-sąsiadkę trochę na mój widok cofnęło, bo nie przypuszczała,że malowanie ZACZNĘ OD SIEBIE.
-Dopiero zaczęliśmy-wyjasniłam i po omieceniu wzrokiem podwórka zajarzyłam,że SĄSIADKA PRZYPROWADZIŁA GOŚCI!!!
-WŁAŚNIE PRZYJECHALI DO NAS ZNAJOMI- DYREKTOR Z MĘŻEM, a ona nigdy u was nie była-zagaiła POMYSŁOWA
-Właśnie- NA PODWÓRKU BYŁAM, bośmy kiedyś przechodzili przez dziurę w płocie ale W ŚRODKU TO NIE! i eleganckim klapeczkiem zrobiła krok w stronę domu.
BYŁAM SZYBSZA.
-Zapraszam w takim razie PO malowaniu- przez rozłożone w powitalnym geście UMALOWANE ręce nie przedarł się nikt.
A BYŁO CZEGO BRONIĆ
TO SIĘ NAZYWA PEŁEN ROZGWIŹDZIAJ:)
cdn bo praca wzywa!

niedziela, 22 kwietnia 2012

pojechalim, zasialim, podziwialim,czyli starzy sąsiedzi PO NOWEMU

Zaraz po orce w PLACÓWCE, ruszyliśmy pełni nadziei i wiary, że pomimo nadciągających chmur, w PRZYTULISKU nie poleje, a temperatury oscylujące w mieście w okolicach +10, magicznym sposobem zmienią się na + 15 w ogródku ( PAN DOMU) i +20  W IZBIE (oczywiście FANTASTKA).
Było +10 i tu i tu , a co gorsza NIE POZWOLONO włączyć dmuchawy ( bo prąd kosztuje a i tak nie masz nic do roboty oprócz dokładania do pieca).OSZCZĘDNY zainspirował się widocznie SĄSIADAMI, którzy pomimo porywistego wiatru paradowali w podkoszulkach twierdząc,że to KWESTIA PRZYZWYCZAJENIA-  dla nas MIESZCZUCHÓW nieosiągalna.No takich akurat aspiracji nie mam WCALE, a SĄSIEDZI nie tacy wiejscy znowu, bo po podjęciu karkołomnej decyzji o zakupie domu w sąsiedniej wsi ,zamieszkali w LETNIAKU na stałe dopiero w niedzielę palmową.
-Co tam słychać W MIEŚCIE?-ZAGAILI NA POWITANIE.
-To samo, co DWA TYGODNIE TEMU-odpowiedziałam zgodnie z prawdą i przypomniał mi się miesięczny pobyt w USA pewnego znajomego i jego po powrocie "JAK TO SZE MOWI PO POLSKY?" ,bo biedak tak się przyzwyczaił do AMERYKAŃSKIEGO.
W PRZYTULISKU zmiany. Płot zemdlał ,ale od czego GENIALNI NAPRAWIACZE
Ogródek zagrabiono i zasiano
a na okrasę na środku klombu grzmotnęłam jaskra , który tego pewnie nie przeżyje
GOSPODARZ  w tym czasie bielił

 i TRUŁ szkodniki ( psiurkaniem) i MNIE -słowem DOBITNYM, na temat TEGO, CO OBY MURĘKAUSCHŁA ZA TO,ŻE UKRADŁ ORZECHA WŁOSKIEGO, po którym została jeno smutna dziura w ziemi
Gdy zasób dosadnego słownictwa osiągnął suche dno ( prawie jak nasza studnia, która w tym roku nie rozpieści nas wodą) dostałam ŁASKAWE ZEZWOLENIE NA ODDALENIE, co uczyniłam BEZZWŁOCZNIE, bo las CICHY spokojny jak zawsze.



Za domem ZNALEZISKO!
Może zostawił to NA WYMIANĘ ZŁODZIEJ ORZECHÓW? Przyda się na pelargonie, tylko nie wiem czy przetrwają, gdy ZŁODZIEJ wróci?
Wieczorem u sąsiadów HIT DNIA! DOMU NIE KUPUJĄ ( a mieszkanie w mieście sprzedane), bo WŁAŚCICIEL zamiast CZŁOWIEKA POCZCIWEGO okazał się KRĘTEM I KANALIĄ w jednej osobie.Dom miał mieć NISKĄ PIWNICĘ , w której sąsiedzi planowali zrobić kotłownię.
-DLACZEGO NISKA?-pytali SPRZEDAWCĘ
-BO OJCIEC NISKIEGO WZROSTU BYŁ-odpowiedział kręt a ponieważ kluczy do owej nie było, przyjęli to na wiarę.
Teraz, gdy klucze się znalazły, okazało się,że piwnica w najwyższym miejscu ma 110CM! I DO TEGO W WIĘKSZOŚCI LEŻY POD WODĄ!
- TO JA SIĘ K...WA PYTAM, CZY TEN OJCIEC TO ON WODNY KRASNOLUDEK BYŁ?!!!-zadał pytanie- retoryczne ( z racji tego,że nam) SĄSIAD a DWIE ZNIECZULICE siedzące naprzeciwko o mało nie udławiły się własnoręcznie przez sąsiada wędzoną szyneczką.
WYBACZONO, bo w międzyczasie we wsi z drugiej strony lasu, znalazł się kolejny chętny do sprzedaży chałupy, a właściwie DOMU PIĘTROWEGO i teraz zamiast 100 będą mieli 200 m do remontu-SAMA RADOŚĆ!-Kibicujemy, bo ich lubimy a ja zaczynam zbierać chleb dla wiejskich kur i królików.
O niespodziance w mieście opowiem, gdy się odszyję, o ile jeszcze ktoś tu będzie chciał zajrzeć,Miłej niedzieli!:)

czwartek, 12 kwietnia 2012

LANSU CIĄG DALSZY ,czyli kto znudzony, niech nie czyta

Sobota-godziny poranne ( oczywiście nie była to Wielka Sobota, choć dla nas jak najbardziej). W perspektywie Szkolny konkurs wiedzy OMNIBUS. Idziemy wszyscy, ale całą nadzieję pokładamy w PRYMUSCE- studentce Uniwersytetu dziecięcego.
-Będą dwa koła ratunkowe- informuję SKUPIONĄ-możesz skorzystać i zapytać przyjaciela , czyli kogoś z klasy-wyjaśniam.
-A TO DRUGIE KOŁO?-jak zwykle ,kurka wodna- DOKŁADNA!
-Możesz zapytać PANIĄ, ale lepiej tego nie rób-poradziłam podkreślając wagę rady wymownym SYMBOLICZNYM ZACISKANIEM SZPONÓW NA DZIECIĘCEJ SZYI.
ZANIOSŁA SIĘ PERLISTYM ŚMIECHEM  i zasalutowała.
Pytania , co najmniej podchwytliwe- kciuki nam BIELEJĄ!
-JAK MIAŁ NA IMIĘ NAPOLEON?-sugestie podpowiadającej publiczności RÓŻNORODNE.
PRZYPOMINAM wzrokiem naszej MĄDREJ SÓWCE,że DRUGIE KOŁO RATUNKOWE w jej wypadku NIE ISTNIEJE-kiwa uspokajająco głową-znaczy zrozumiała i.... ZA DWIE SEKUNDY MUSZĘ WYMIENIAĆ MIASTA LEŻĄCE NAD WISŁĄ!!!!!
TO na szczęście wiem!Dostaję owacje NA STOJĄCO, bo zdenerwowane pół klasy powstało i z wyciągniętymi szyjami śledziło przebieg akcji. Uspokojona i zadowolona,że KOŁO TYLKO JEDNO- przyjmuję należne hołdy i GRAMY DALEJ!
SÓWKA WYGRYWA ZE STARSZYMI OD SIEBIE:) a ja przy okazji dowiaduję się arcyciekawych rzeczy:

  • rok ma 7, 12,300 dni-różne odpowiedzi i NIKT nie poprosił o pomoc
  • Na pytanie JAK WITAJĄ SIĘ PAPIEŻE? odpowiedzi padają zadziwiające:
 -Dzień dobry ( z ukłonem)
-TAK-tu uczeń dotyka ręką czoła a potem się głęęęęęboko kłania
i nawet PO wyjaśnieniu,że PAPIEŻ JEST JEDEN! ogół społeczności nie zaprzestaje wysiłków w wymyślaniu coraz bardziej wymyślnych powitań.
ŚLEDZĄCE AKCJĘ ORGANIZATORKI-podejmują bohaterską decyzję o ZAKOŃCZENIU WALKI-SÓWKA płacze z radości oraz  z  powodu tego,że bolą ją ściskane przez ekipę żebra.
W KLASIE.
Eksperymenty z wodą przerywane wizytami PRZEDSZKOLAKÓW, czyli PRZYSZŁYCH KLIENTÓW PLACÓWKI wraz z rodzicami. Powstaje INICJATYWA ODDOLNA vel TWÓRCZA KONCEPCJA (hamowana usilnie przez WSTECZNEGO NAUCZYCIELA), aby DEGUSTACJĘ MISZUNGÓW-lemoniadą zwanych rozszerzyć na GOŚCI.
GOŚCIE-WYRYWNI, ale ich rodzice jakby mniej.
-Może następnym razem-słyszą uszy WŁAŚCICIELI BUZIOWYCH PODKÓWEK.
Cóż mi pozostaje?!PRÓBUJĘ WSZYSTKICH SMAKÓW-I ŻYJĘ!!!!!( chyba jestem jak karaluch , który przetrwa nawet atom).
Sprzątamy kuchnię, która znowu staje się klasą,aby zaraz zamienić się w laboratorium, w którym badamy tajemnice soku z czerwonej kapusty barwiącego wodę z dodatkami na  RÓŻNE kolory -MINY BEZCENNE!:)
-CARY, CARY!-słyszę dookoła i puchnę z dumy.
Idąc krok dalej-PREPARUJĘ WULKAN ( tradycyjnie ocet, soda, płyn do naczyń)- ENTUZJAZM I PISK!
Zaraz potem zwiedzamy wystawy klas starszych,

 gdzie zblazowany tłum NASZEJ KLASY na widok konkurencyjnego wulkanu wzrusza ramionami:
-EEEEE-my to już daaaawno robili (całe 5 minut temu).
Oglądamy makiety BISKUPINA-RUSAŁKA pomyka między chybotliwymi stołami jako MOTYLEK, więc muszę przejąć inicjatywę:
-CZEGO W TYCH DOMACH BRAKUJE?- na chwilę skupiam ich uwagę, wskazując na najbliższą KURNĄ CHATĘ.
-ANTENY SATERITALNEJ!!!-HARRY POTTER jak zwykle odkrywczy a RUSAŁKA DALEJ, DALEJ -POPYLA MOTYLKIEM.

Domowa regeneracja mózgu- odkrywam filcowanie na sucho!!!
i likwiduję zapas podkładek pod talerze



 a jutro JADZIEMY SIAĆ!!!!:)

wtorek, 10 kwietnia 2012

CZASAMI LANS ZATACZA SZERSZE KRĘGI, czyli dzień otwarty PLACÓWKI

Na początku było... tym razem hasło ODRABIAMY 4 MAJA, co ogół pracowników PLACÓWKI przyjął z jednym wielkim łaaaaaaaał:), ale zaraz potem euforia zniknęła jak sen złoty, bo okazało się,że NIE MA NIC ZA DARMO- ORGANIZUJEMY DZIEŃ OTWARTY SZKOŁY-trzeba się promować,żeby pracować!.
Przeleciałam w myślach ZASOBY SPRZĘTOWE-OK. role do ew, przedstawienia rozdane w listopadzie i nic nie szkodzi,że nie było ANI JEDNEJ próby a MATERIAŁ LUDZKI uparcie twierdzi,ŻE ZAPOMNIAŁ-damy radę!
Niestety okazało się,że w tym roku zamiast "ubrałem się w com ta miał" MAMY HASŁO PRZEWODNIE! -FESTIWAL NAUKI!
Przeorganizowałam SWÓJ MÓZG z trybu artystyczno- wodolejski ,na konkretnie - naukowy i po gruntownym przeglądzie szaf z materiałami OSTATNIEJ SZANSY podjęłam decyzję,że organizujemy zajęcia "Mamo, tato, wolę wodę".
 Nazajutrz na ŚCIANIE PŁACZU w pokoju nauczycielskim pojawiła się kartka z tabelką -KTO CO WYSTAWIA?!
DOSTAŁAM NERWÓW!-jak mawia KOLEŻANKA, bo mój mózg NIE OBSŁUGUJE NARAZ DWÓCH TRYBÓW!
-NIE MAM ZAMIARU NIC WYSTAWIAĆ!- obwieściłam, ale KOGO to obchodzi-zaczęły pojawiać się wpisy-no to machnęłam i ja- ZAJĘCIA OTWARTE- i w związku z tym WSZYSTKIE KOLEŻANKI spokojnie pracowały dalej a przede mną pojawiła się wizja SHOW, bo na stronie internetowej PLACÓWKI SERDECZNIE ZAPROSZONO WSZYSTKICH!!!! na owe BALETY.
-Na pewno przyjdą wszyscy rodzice MOICH NAUKOWCÓW-żeby zobaczyć swoje pociechy w akcji-TOTALNA INWIGILACJA!
Trochę się zmartwiłam, ale ŚLUBNY uświadomił mi,że Z MOIM STAŻEM to bułka z masłem a W OGÓLE  to CI RODZICE-mogliby być moimi dziećmi- i przekierował moje myśli na inne tory- JESTEM STARA I MOŻE NIE DOŻYJĘ!!!
DOŻYŁAM.
-PROSĘ PANI JA W SOBOTĘ NIE PSYJDĘ-oświadczył TAJFUN ( w głowie błysnęło mi się światełko LUZ!!!!)-MAMA NIE BĘDZIE PINIĘDZY MARNOWAĆ NA BENZYNE ,ZEBY MNIE PSYWIEŹĆ!
Osobiście-będąc mamą TAJFUNA  wzięłabym kredyt -nawet u lichwiarza- cóż bowiem znaczy zadłużenie do końca życia, wobec kuszącej perspektywy WOLNEJ SOBOTY?!
POZOSTALI DOPISALI.W sobotni poranek stawili się ZE SWOIMI RODZICAMI w szatni.
Będzie się przed kim popisywać-pomyślałam, ale trwoga trwała tyle, ile ustawienie się w pary- nie długo, nie krótko a w sam raz.
-MUSIMY ZOSTAĆ?- upewniły się MAMUSIE I UZYSKAWSZY pewność,że JEDYNĄ OSOBĄ, KTÓRA MUSI- JESTEM JA- w rytm lambady oddaliły się WSPÓLNIE w sobie tyko wiadomym kierunku-ZOSTAWIAJĄC MNIE NA PASTWĘ  kilkunastu par NIEWINNYCH ÓCZ  z tkwiącym w nich pytaniem:
-CO BĘDZIEMY ROBIĆ?!
C.D.N
PS. w RAMACH TERAPII po zajęciach otwartych powstały torby:

Filc i ażury jako reminiscencja spustoszeń w mojej psychice:)
z prawdziwym, ręcznie tkanym gobelinkiem,żeby problemy odpłynęły w siną dal
podnosząca nastój czerwienią
oraz DWIE PANIENKI z małą i dużą kieszonką z podkładek śniadaniowych, aby przypomnieć mi ,że WŁAŚNIE W PLACÓWCE ZARABIAM NA CHLEB!:)