środa, 27 października 2010

SZUFLADOWE WYZWANIE I LEOŚ

 Artystki z SZUFLADY ogłosiły wyzwanie pt. SMAKI DZIECIŃSTWA- dla mnie najlepszy smak miały nieodmiennie gwiazdkowe prezenty i dlatego uszyłam na nie DUŻE WORKI (może rodzina pojmie SUGESTIĘ?)

BAŁWANKA

NAZWAŁAM LEOŚ -NA CZEŚĆ,
ANIELINKA

TO MALWINKA- TEŻ KU PAMIĘCI:)

LEOŚ miał duże przejrzyste niebieskie oczy przesłonięte zazwyczaj nieprzejrzystymi  mlecznymi (zapaćkanymi własnymi palcami) okularami i charakteryzował się tym,ze nawet "Dzień dobry " mówił z płaczem albo w najlepszym wypadku na wdechu.
-Jaki wrażliwy-rozczulał się dziadek, który co rano pokornie chyląc "poradlone czoło" wiązał po raz -nty  sznurowadła, które wcale nie chciały pozostać w tym stanie, mając widocznie własne plany -z pozbawieniem uzębienia mlecznego WRAŻLIWEGO WNUKA włącznie.
Dziecię  w tym czasie posłusznie wystawiało kończyny, czekając aż antenat SIĘ UPORA.
-To będzie ofiara męskiej szatni-prorokowali znający się na rzeczy BYWALCY ( w cywilu nauczyciele wf)
-Trzeba go socjalizować w tempie ekspres- zadecydował WYCHOWAWCA i usadził NIESZCZĘŚNIKA, (który jedynie długim spojrzeniem obwieścił tragizm swojej sytuacji ,ale kto by tam na jego spojrzenia zwracał uwagę) z ARNOLDEM, który nazwany "na cześć" -bardzo dobrze "wpasował się w pierwowzór".
O dziwo, pomysł się sprawdził. Panowie nawet nawiązali dość przyjacielskie stosunki i radość zapanowała w GRONIE,bo zaistniała realna możliwość że z obydwu BĘDĄ LUDZIE.
Do czasu.
Pewnego pięknego dnia ARNOLD z niewyraźną miną zjawił się przy biurku PANI
-Bo nie odrobiłem pracy domowej, bo mi LEON(i tu oskarżycielski palec skierował się prosto między oczy spanikowanego kolegi) NIE ODDAŁ ZESZYTU!
W tym momencie uwaga Pani przerzuciła się z pociągającego nosem TERMINATORA na LEOSIA, którego ciche łzy utworzyły już małe jeziorka między szkłami dociśniętych do policzków okularami a błękitem ócz.
-Bo ja ... ODDAŁEM!-zaczął mężnie
-NIE KŁAM!-zagrzmiał TERMINATOR ,ale LEOŚ tym razem nie dał się zbić z pantałyku
-ODDAŁEM- BYŁEM , ale....NIKOGO NIE BYŁO W DOMU!
-To JAK oddałeś?-zainteresowała się Pani
-POŁOŻYŁEM W KRZAKACH, ale pod JEGO klatką!
Przechodząca nad osiedlem nocna burza dokonała reszty.
Przypomniała mi się ta historia w związku z telefonem od nazwijmy ją MALWINY istoty dobrej i uczynnej, która zobowiązała się podzielić  ze mną sadzonkami różnego działkowego zielska.
Pierwsze podejście- KTOŚ w POKOJU NAUCZYCIELSKIM ZARĄBAŁ lubczyk ( śledztwo nic nie dało, a niech tam winowajcy miłość kwitnie). Po paru dniach telefon ( 21.30)

-Przyniosłam ci te roślinki-cichy głosik MALWINY przebił się przez eter
-Gdzie?- zapytałam rozpoczynając jednocześnie poszukiwania butów
-Ukryłam je za murkiem, ale pod NASZĄ szkołą, bo była zamknięta.....
W KAŻDYM Z NAS TKWI JAKAŚ CZĄSTKA DZIECKA!
PS.Burzy nie było, złodziej też się nie trafił i roślinki bezpiecznie zmieniły miejsce zamieszkania.

poniedziałek, 25 października 2010

KOMUNIKACJA ( niekoniecznie transport)

Student na dowód dozgonnej miłości synowskiej podarował MATCE POLCE wielkiej urody znaczek

i w zamian kategorycznie zażądał ROZSĄDNEGO SPONSORINGU.
-Na początek-bilet miesięczny, bo na akademik to was chyba nie stać- trafnie ocenił sytuację, a ja natychmiast przypomniałam sobie MŁODOŚĆ i szybciutko doszłam do wniosku,że nawet codzienna taksówka zrujnowałaby mniej domowy budżet niż BUJNE ŻYCIE STUDENCKIE i PRZYKLASNĘŁAM OCHOCZO POMYSŁOWI NADZIEI POLSKIEJ NAUKI .
-I tak ZA DŁUGO TO PEWNIE NIE POSTUDIUJĘ- rozwiał moje nadzieje co do własnej świetlanej przyszłości MŁODSZY- Wiesz ILE TO NAUKI? Już i tak siedzę po parę godzin dziennie NAWET W  WOLNE DNI i w dodatku NIKT MNIE DO TEGO NIE ZMUSZA-SAM CHCĘ!- Z rezygnacją i zwątpieniem pokiwał głową i oddalił się w spokoju kontemplować stan własnego umysłu.
-Jakoś dziecku trzeba pomóc-konsultowałam się z KOLEŻANKĄ-MAMĄ ZAAWANSOWANEJ STUDENTKI
-Na razie kupiłam mu bilet metropolitalny-a widząc PUSTY WZROK wyjaśniłam,że chodzi o bilet na całą metropolię PKP i autobus, tramwaj w jednym.
-Uffff,a ja myślałam,że BISKUP JAKIEŚ BILETY ROZDAJE I COŚ PRZEGAPIŁAM-ulżyło jej i wzrok znowu odzyskał dawną bystrość.
Kiedy już nam przeszła czkawka i otarłyśmy spłakane  OCZĘTA PANDY ( ten wie, kto używał tuszu,żeby rzęsy były XXL a potem ścierał ogrooooomne sińce spod Ócz) wspólnie ustaliłyśmy,że młodzieży należy udzielać wsparcia poprzez:
  • przykład własny, ale po analizie NASZYCH KARIER doszłyśmy do wniosku, że... NIEKONIECZNIE
  • podnoszenie się po porażkach- to akurat mamy CODZIENNIE
  • sponsoring na cele naukowe i nienaukowe ( aby podbudować wrażliwe EGO za pomocą dostępnych na rynku smakołyków z wykluczeniem dopalaczy i innych używek-KAWĘ DOPUSZCZAMY, bośmy same NAŁOGI))
Wprawdzie zgłosiłam ( jak poseł Rokita) wniosek w kwestii formalnej,że z uwagi na urlop moje środki nieco się spilśniły, ale KOLEŻANKA zbyła mnie machnięciem ręki i doradziła jako MÓJ MENAGO,żebym PO PROSTU sprzedała WIĘCEJ TOREB (albo PO PROSTU szyła ładniejsze) i starczy...
Wzięłam się do roboty. I DAŁAM DZIECKU PRZYKŁAD  WŁASNĄ POSTAWĄ I NIEZŁOMNOŚCIĄ! "Na tapecie" miałam (w zamyśle) cudnej urody kieszeniowiec.
Pierwszy o dumnej nazwie NIE UDAŁ SIĘ CHOLERA, ALE GDZIEŚ GO ZAWIESZĘ, vel SZKODA KURDE TYCH KORONEK ozdabia teraz mój kącik szwalniczy

Drugi( miał być bezbłędny)BEZBŁĘDNIE POKAZAŁ,ŻE POŚPIECH JEST DOBRY W ŁAPANIU PCHEŁ oraz to,że GDYBY SIĘ ZAKŁADAŁO OKULARY, ZAUWAŻYŁOBY SIĘ,ŻE KORONKA JEST PRZYŻÓŁCONA.(na samym froncie).Za karę ,że się nie udał zawisł w kuchni i opiekuje się ginącymi kabelkami i zapiśnikiem- BEZCENNYM

Gdy zaczęłam SZYĆ TRZECI- STUDENT wtrącił swoje trzy grosze
- Widzę,że się nie poddajesz- słusznie zauważył a ja nie przyznałam się,że przed chwilą przyszyłam sobie kieszenie do WŁASNYCH SPODNI i tylko temu,że kości sztywne i tak szybko się nie zrywam zawdzięczam ,że IDEAŁ NIE SIĘGNĄŁ BRUKU.
Trzeci-zlitował się nad nieudolną krawcową I WZIĄŁ SIĘ I UDAŁ

piątek, 22 października 2010

W domu na przepustce, czyli gdy CHŁOP wyjedzie

Można by NAWET pochodzić po domu w RAJSTOPACH! (wiesz KOLEŻANKO ,że ten cytat PROSTO OD CIEBIE?) ale dobra matka takiej traumy NIGDY nie zafunduje swojemu potomstwu ( szczególnie PŁCI MĘSKIEJ).Można by spać do oporu, chociaż prawdę mówiąc i tak nie wstaję bladym świtem -ŻYWICIEL ŻYWI SIĘ SAM.Ale jak tu spać, gdy trzeba głodnym studentom gotować o szóstej rano RYŻ. Gwoli wyjaśnienia- nie zaczęłam dorabiać, podnajmując salony Azjatom-RYŻ JEST POTRZEBNY NA MASĘ!
Żebym to ja wczesniej o tym wiedziała, nie tknęłabym badziewia ...Teraz- ZA PÓŹNO-MASA JUŻ JEST!
-Można ZAWSZE zrzucić-pocieszają DOBRE CHŁOPAKI
-NABRAĆ MASY I WYRZEŹBIĆ CIAŁO-TO SZTUKA-oświecają NEOFITKĘ
-Taki na przykład KALORYFER na brzuchu....
-Kaloryfer to JA MAM- NA BRZUCHU-ŻELIWNY( przynajmniej z kształtu i wagi) a ileeeee żebeeeerek.....
Po komentarzu "tłuszcz się nie liczy", stwierdzam autorytatywnie,że OBECNOŚĆ OJCA W RODZINIE czasami jest konieczna, ale SKRUSZENI WINOWAJCY przekupują mnie herbatą z cytrynką i kawałkiem czekolady ( no i przez KOGO mam ten kaloryfer?!).
Studenci wygonieni do nauki, bo przecież KTOŚ MUSI W TYM KRAJU PRACOWAĆ NA MOJĄ EMERYTURĘ! a ja w perspektywie mam wolny dzień i w dodatku NIKT po przyjściu Z ROBOTY nie zada wkurzającego, za to sakramentalnego pytania:
-TO CO TY TU WŁAŚCIWIE CAŁY DZIEŃ ROBIŁAŚ?
W ramach wolności .... oczywiście szyję
i dziergam i udaję,ze PAN I WŁADCA ZARAZ WRACA-żeby się domowe maszyny NIE ZORIENTOWAŁY,że NADSZEDŁ TEN DZIEŃ!- zawsze gdy PAN w delegacji, wszystko się psuje na potęgę.
Urządzenia mają jednak szósty zmysł. Dzisiaj okazało się na przykład,że w momencie, gdy blenderem robię z pomidorówki DZIABAJĘ ( czyli zupę krem)-Każde uruchomienie "żyrafy" wywołuje KAWOPLUCIE ekspresu-WYŁĄCZONEGO!!!
Nawiedzony dom, czy cóś?-myślę sobie i od razu wykombinowałam, że w ramach NAWIEDZENIA mogłaby przyjść do mnie KOLEŻANKA, ale wykręciła się ,bo COŚ JĄ BIERZE ( też nawiedzona?), chociaż proponowałam udział W AKCJI ZNICZ, czyli ARONIÓWKA Z LAMPIONA
BARDZO PRAKTYCZNE  ZDROWOTNE LAMPIONY Z IKEA- KAŻDY GOŚĆ MA INNY-MONONUKLEOZA WYKLUCZONA
NO TO PRZEPADŁO!-WŁADCA WRACA JUTRO- NIE ZDĄŻYMY SIĘ STOCZYĆ!:)

środa, 20 października 2010

JESIEŃ POZNAĆ PO ZAKWASACH

Nie chodzi tu oczywiście o kiszenie jakichkolwiek płodów natury , czy skiszony humor spowodowany brakiem słońca, ale o realne cierpienie niesprawnych i niewygimnastykowanych kończyn BOHATERKI zmuszonych do intensywnej pracy właśnie jesienią.
Korzystając z ostatnich, jak się okazało słonecznych dni ,urządziliśmy w przytulisku ZAMKNIĘCIE SEZONU.Jeszcze nie ostateczne, bo woda w instalacji ciągle płynie a syfony dopływowe nie zasypane solą, ale przymiarki już były.
Jesienią ZA KAŻDYM RAZEM organizujemy sobie całkowicie wewnętrzny i prywatny konkurs pt.CZY ZDĄŻYMY NAGRZAĆ?.Wprawdzie TEORIA PALACZA brzmi:
-Jak nie zdążymy , to otworzymy flaszkę i też się zagrzejemy- i nawet nie musi tego popierać wymownym uniesieniem brwi-JUŻ LECĘ DO STODOŁY PO DREWNO!
PIERWSZY PRZYSIAD-drzwiczki do stodoły
DRUGI I KOLEJNE- napełnianie koszy drewnem
PO URAZIE CZASZKI (zapomniałam ,że drzwiczki od stodoły CIĄGLE SĄ MNIEJSZE ode mnie) BIEG(właściwie CWAŁ PRZEPLATANKĄ)- na ile pozwalają plączące się pod nogami kończyny obarczone koszykami( ręce już wkrótce poddam filcowaniu,żeby je skrócić).
Nie narzekam,bo w końcu awansowałam na MŁODSZEGO POMOCNIKA STARSZEGO PALACZA.
W tym samym czasie STARSZY PALACZ klnąc na czym świat stoi,próbuje rozpalić w kuchennym piecu i po raz kolejny tłumaczy:
-Wiem,że miałem ZACZĄĆ od pieca w pokoju, ale myślałem,że TYM RAZEM SIĘ UDA.
UDAŁO SIĘ!..... zrobić tyle dymu w izbie,że BOHATERKA chcąc przeżyć, musi DYGAĆ W KUCKI dostarczając opału-DYM MALOWNICZO SNUJE SIĘ OD POZIOMU OK 1,30M w górę.Sufitu nie widać, ale KTO BY W TAKIEJ CHWILI CHCIAŁ OGLĄDAĆ SUFIT?
-To ja wyjdę NA ZEWNĄTRZ-odmeldowuję się ,w odzewie słysząc niewyraźne burknięcie- coś między "spadaj" a " wiesz co masz robić".
Oczywiście ,że WIEM.



W MALOWNICZYCH OKOLICZNOŚCIACH PRZYRODY organizuję sobie PRYWATNE KONKLAWE, wypatrując dymu z komina. PO OBWRZESZCZENIU-"jest, jest!"- jestem w zasadzie wolna, ale trzeba jeszcze -zanim  się wywietrzy, kilkakrotnie przejść w kucki i nanieść odpowiedni zapas drewna , po to,żeby usłyszeć za parę godzin  z ust TEGO CO NA TEMPERATURACH ODPOWIEDNICH DO ŻYCIA ZNA SIĘ NAJLEPIEJ
-TU SIĘ MOŻNA USMAŻYĆ!
Kontrolne spojrzenie na termometr uspokaja mnie, że zagrożenie jest na razie LEDWIE WYCZUWALNE, bo przy +16 jeszcze nikt nigdy się nie usmażył.Dokładam więc beztrosko do pieca CAŁY CZAS -PAMIĘTAJĄC- DZIĘKI KOMU MAMY ZAPAS DREWNA (niestety siekiera jest mi obca-A SZKODA, szczególnie  W NIEKTÓRYCH MOMENTACH!) a wolnych chwilach CIESZĘ SIĘ JESIENIĄ!:)

i organizuję JESIENNY POKAZ "DIZAJNU"- ku uciesze okolicznych wiewiórek


niedziela, 17 października 2010

Szumy w uszach, czyli muzyka i SZUFLADOWE WYZWANIE

Wezwana do tablicy przez MIRĘ dzisiaj króciutko o moich muzycznych fascynacjach.Jak rasowy Bliźniak zmieniam listę ulubionych bardzo często i podobają mi się zarówno utwory z pogranicza nazwijmy to muzyki klasycznej, muzyka filmowa  a nawet to czego słuchają SYNOWIE( chociaż czasami wolałbym,żeby tekst był PO ANGIELSKU, bo w tym języku nie rozumiem wulgaryzmów, ale podobno TAKI JEST RAP).
Dzięki temu jednak ,że czasami podsłuchuję poznałam świat muzyki gier i stąd mój faworyt- scieżka dżwiekowa do gry, w którą namiętnie grywali POTOMKOWIE
Gdy czuję,że nie mam na nic siły do akcji rusza BEP
a ostatnio chodzi za mną Brodka i stąd





Energię przelewam na kolejne SZUFLADOWE WYZWANIE , czyli "Kieszeniowca z widokiem na las"- to nawiązanie do wspomnienia o orzechach , które zeżarła znowu PERFIDNA WIEWIÓRKA (smacznego!:)

piątek, 15 października 2010

ŚWIĘTA,ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH

Dzień Nauczyciela-serca rozwesela, szczególnie tym, którzy nietypowo w tym dniu nie otrzymują życzeń od wdzięcznej młodzieży( a właściwie młodzież POWINNA BYĆ WDZIĘCZNA,że człowiek na urlopie i nie truje), ale za to jako miłościwie wciąż panujący PREZES- rozdają prezenty ( w tym roku ZWIĄZEK ZASZALAŁ i rozdawałam skórzane piórniczki z wkładem) i załapują się na regulaminowe ciasto i kawusię. W tym roku ominęła mnie uroczysta akademia (szczerze mówiąc ja ją bardziej ominęłam ), więc jestem do tyłu o jedno wykonanie "Nasza Pani jest kochana" i musi mi wystarczyć MIŁOŚĆ DOMOWA NIEWYRAŻANA SŁOWEM I PIEŚNIĄ.
Po imprezie w koleżeńskim gronie, na fali myśli o dzieciakach machnęłam dla koleżanki, która właśnie kupiła córuni RÓŻOWE GLANY( rozmiar mojej dłoni , bo panna jest PRZEDSZKOLACZKĄ) KOMPATYBILNĄ TOREBKĘ
i mam nadzieję,że jak powiedziała jej mama BĘDZIE Z NIĄ SPAŁA:)
Zostałam również ( z całym gronem- nie żeby osobiście-za mały Pikuś jestem) zaproszona na UROCZYSTOŚĆ.
UROCZYSTOŚĆ- odbyła się w dniu dzisiejszym i polegała na tym,że AKTUALNI ( Z NADZIEJĄ NA KONTYNUACJĘ) WŁODARZE naszego miasta zgromadzili się licznie, aby PRZECIĄĆ WSTĘGĘ-oddzielającą ZGROMADZONĄ LUDNOŚĆ  w wieku od 6- 10 + PANIE  w wieku ZAWSZE NIEOKREŚLONYM, ALE MŁODYM od zafundowanego nam w ramach projektu RADOSNA SZKOŁA placu zabaw. Przewidując zachowanie RĄCZYCH KONI W POWSTRZYMYWANYM GALOPIE organizatorzy ( niuchałam KTO ,ale nikt się NIE UTOŻSAMIAŁ) OGRODZILI CAŁY PLAC wąską czerwoną wstążeczką, co zważywszy na LICZBĘ ZAPROSZONYCH GOŚCI , z których KAŻDY CHCIAŁ PRZECINAĆ miałoby sens , pod warunkiem ,że zajęliby miejsce WOKÓŁ PLACU.
Na tradycyjne przecinanie wstążeczka była stanowczo za wąska- chyba,że zrobiliby z niej sieczkę.
Imprezie towarzyszył deszcz lejący się na występujących z tej okazji MŁODYCH ARTYSTÓW ( przebranych dla niepoznaki- bo a nuż się nie spodoba i wtedy tylko PANI wie kto spartolił robotę) i ZGRZYT ZĘBÓW PAŃ, które wolałyby jednak nie narażać dzieciaczków na zapalenie płuc.
Zostałam powitana można powiedzieć z większym entuzjazmem ( ograniczonym znacznie przez moje ciiiiiiiiiiiiiii...) niż NOTABLE przez EKIPĘ, która po krótkiej chwili wróciła do SWOICH ZWYKŁYCH ZAJĘĆ, czyli poszturchiwania się, robienia głupich min itp. co zwykli robić w SYTUACJI REPREZENTACYJNEJ.
Chciałam zwrócić STEFANOWI uwagę,ale zaczął mi wmawiać,że nie będzie mnie słuchać, bo MNIE NIE POZNAŁ I ZAPOMNIAŁ.Po moim dłuuuuuuugim SPOJRZENIU-PAMIĘC CUDEM POWRÓCIŁA!
-Proszę pani-zapytał grzecznie- Czy ta CEREMIONA do dzwonka będzie, bo mi się już nudzi.
Brak odpowiedzi z MOJEJ ZGOTOWANEJ strony, potraktował widocznie jako objaw lekceważenia , bo przerzucił swoją uwagę na Panią od angielskiego, której zaproponował,żeby go wzięła na barana "bo nic nie widzi".Jednym  słowem wszystko na swoim miejscu i życie toczy się dalej:)

wtorek, 12 października 2010

CANDY OKAZYJNE

Istnieje wiele powodów , aby ogłosić ROZDWAJKĘ:
  1. Zostałam wyróżniona przez Marlenę, za co  choć z pewnym opóźnieniem bardzo dziękuję



  1. Dostałam prezent od Fuerto- cudnej urody woreczek ,za który z dużym opóźnieniem dziękuję



  1. wygrałam wyzwanie SZUFLADOWE  ( i się cieszę jak nie wiem co!)
  2. lista obserwatorów moich nędznych wypocin sięgnęła setki ( małe wesele można by już zorganizować)- za obserwacje i komentarze dziękuję STOKROTNIE:)
  3. Niedługo DZIEŃ NAUCZYCIELA ( i z tej okazji kupię SOBIE bombonierę albo czekoladę:)
  4. Zapakowałam dziś 25 upominków dla KOLEGÓW I KOLEŻANEK ZWIĄZKOWCÓW z w/w okazji, bom PREZES( choć na urlopie)
  5. Lubię dostawać a jeszcze bardziej rozdawać prezenty, więc jeśli ktoś ma ochotę na
 PIERWSZĄ OMETKOWANĄ torbę

w komplecie z ręcznie wyszydełkowanym  (dzięki CSI I INNYM SERIALOM) szalem
i

kwiatkiem do kożucha:)

to proszę o zwyczajowe komentarze, zamieszczenie info na blogu a kto takowego nie posiada zamieszczenie info w kalendarzu,żeby sprawdzić po 28.X. czy czasami nie trzeba lecieć na pocztę po przesyłkę  
Losowanie znowu zorganizuje MĄŻ, bo ma 28 października imieniny:)( i znowu będzie WAŻNY-2x w roku-NALEŻY SIĘ!:)