poniedziałek, 10 stycznia 2011

TRZEJ KRÓLOWIE W STRUMIENIU I POCIESZENIE W CIESZYNIE

Z okazji ŚWIĘTA oraz tego,że rodzina zaprosiła nas w tym dniu na obiad i nie musiałam jak co dzień gwiazdorzyć przy garach w rytm "tańca z chochlami"-MAŁŻONEK( czyt. GŁOWA RODZINY) zorganizował RODZINNĄ WYCIECZKĘ, od której pomimo usilnych starań  młodzieży, NIE BYŁO odwołania, bo przecież kończyła się OBIADEM!
W samochodzie miła , rodzinna atmosfera...połączona z ZAPODAWANIEM MUZY ("bo ojciec masz fajne nagłośnienie" ) ze szczególnym uwzględnieniem szlagieru
TAK WYRASTA POKOLENIE...WYCHOWANE W NIENAWIŚCI,  z dalszymi równie inspirującymi słowami-"Tu argument twardych pięści przekonuje wszystkich!!!."
Sielanka, przerywana kłótniami na temat KTO UMIE A KTO NIE- CZYTAĆ MAPĘ i poradami z TYLNEGO SIEDZENIA- ZDETRONIZOWANEJ KRÓLOWEJ ( czyt. NAJLEPSZEGO PILOTA)
-Jakby się KTO pytał, to skręt na Strumień JUŻ BYŁ! ale ja tu z tyłu NIC NIE WIDZĘ!
Przystanek Strumień. Piękna  żywa szopka i odlotowe jasełka w wykonaniu okoliczych DZIAŁACZY.
ŚWIĘTA RODZINA- CAŁKIEM NATURALNA


komentarze z tłumu- TEMU DZIECKU TO MUSIELI CHYBA COŚ DAĆ,ŻE TAK ŚPI.
komentarz z RODZINY( MŁODSZY)- Mam nadzieję,że to RODZICE tego dziecka, bo JA  JAKBYM SIĘ TAK OBUDZIŁ A TU OBCE GĘBY......

Jednym słowem  CZAR I MAGIA BOŻEGO NARODZENIA  w narodzie nie ginie...


Zgromadzone zwierzęta DAŁY Z SIEBIE WSZYSTKO!-przynajmniej jak mogły, starały się przebeczeć, przegulgotać, przekwakać  gadający tłum przewalający się od klatki do klatki, karmiący tych, co nie powinni być karmieni, błyskający fleszem raz po raz po prześwietlonych oczach zwierzątek.


Na scenie wymiatali TRZEJ KRÓLOWIE! i nieważne co mówili , ale JAK WYGLĄDALI!


-CIEKAWE SKĄD ONI WZIĘLI PRAWDZIWEGO MURZYNA?- gromko odezwał się Z KAMIENNĄ TWARZĄ głos z tłumu- prywatnie MÓJ SYN, przez co chwilowo skoncentrował na sobie uwagę okolicznych gapiów.
 W kościele zaskoczył nas nie tylko ruszający główką, ale śpiewający kolędy aniołek, którego wysłuchaliśmy jednokrotnie,bo DELEGOWANY do wrzucenia monety- STANOWCZO ODMÓWIŁ REPLAYA!
W czeskim Cieszynie miałam możliwość wykazania się zdolnościami lingwistycznymi rozmawiając w barze z Wietnamczykiem mówiącym po czesku . Jak dobrze,że wymyślono piktogramy i fotografie dań! Najważniejsze jednak,że MĄŻ ZAPŁACI zrozumiał od razu.

Na cieszyńskie wzgórze zamkowe wdrapałam się z widocznym dla wszystkich trudem polegającym na:
-notorycznym zostawaniu w tyle
-dyszeniu jak smok wawelski po siarce
-przystawaniu co dwa kroki,żeby PODZIWIAĆ PANORAMĘ



W tym czasie MŁODZIEŻ obleciała wszystko dwa razy w kółko, przeczytała na tabliach , co było do przeczytania i poganiała ZMĘCZONĄ czułymi słowami NO CHODŹŻE JUUUUŻŻŻ...
WCALE SIĘ JEDNAK TYM NIE MARTWIĘ. Udowodniono bowiem,że za niezwykłą wydolność Justyny Kowalczyk odpowiada fakt ,że posiada więcej mięśni czerwonych niż inni- PEWNIE DOSTAŁA MOJĄ CZĘŚĆ, bo ja takowych nie posiadam i stad ustawiczna zadyszka. Ale niech tam, niech sobie ma!

PS.
nieczynna wystawa obejrzana przez szybę-może i dobrze

nieczynny sklep- również przez szybę- na pewno niedobrze:)

środa, 5 stycznia 2011

JEŚLI WKRÓTCE KONIEC ŚWIATA, to pora wziąć pożyczkę

Jako podsumowanie roku obejrzałam znane dzieło amerykańskich twórców "2012"- film , który zrobił na mnie wrażenie efektami specjalnymi, ale pod pewnymi względami mocno rozczarował.
"Jesteśmy Amerykanami i to MY powiemy światu jak żyć"obecne w większości filmów zza oceanu z lekka denerwuje, a już namiętne obściskiwanie się w obliczu zagłady ( zamiast dawać dyla- SIĘ CAŁUJĄ!)- wkurza szczególnie osoby, które lubią DOBRE ZAKOŃCZENIA i denerwują się, w czasie seansu utożsamiając się z bohaterami.
Zdałam relację z filmu KOLEŻANCE.
-WEŹ mnie nie strasz, w życiu tego filmu nie obejrzę- recenzent widocznie ze mnie marny
Przez dłuższą chwilę nie mogła się otrząsnąć.
-I co z moją podróżą dookoła świata na 50?- rzuciła oskarżycielsko, jakbym to ja prorokowała kres wszechświata.
Na szczęście jest zodiakalną rybką , więc koniec świata będzie PO jej urodzinach. Odetchnęła z ulgą i zaraz wykombinowałyśmy,że trzeba będzie w roku owym wziąć duuuuużą pożyczkę i zaszaleć, bo i tak będziemy na plusie:
  • gdy będzie koniec świata- nie będziemy spłacać
  • gdy go nie będzie- będziemy się cieszyć spłacając,że żyjemy dalej
EPIKUREIZM XXI wieku-podlany ajerkoniakiem dla wzmocnienia efektu.
MŁODSZY również oglądał, ale zaznaczył,że KULTURALNIE- W KINIE
-ROBI WRAŻENIE, NIE?-zagadnął
-Ale POWIEDZIAŁAŚ KOLEŻANCE,że to NIE dokument?-zatroskał się i po "pochwalnym" pacnięciu w potylicę ścierką do garów dodał:
-Mnie też dało do myślenia, gdy wyszedłem z kina -PIERWSZE CO,ŻE ZMARNOWAŁEM TYLE CZASU NA NAUKĘ, BO MOGŁEM SOBIE POŻYĆ
I to by było na tyle, jeśli chodzi o naszą świetlaną przyszłość, którą zapewnią nam następne pokolenia.
Na szczęście zostało nam jeszcze trochę czasu, aby nacieszyć się prezentami od blogowych koleżanek



 dziękuję Moniko, Świecie Amalii, Markosiu


podziergać kolejne zamoty




przygotować się na podwyżkę cen prądu
i odszukać ZAGINIONYCH

bo jak widać NAJWAŻNIEJSI BOHATEROWIE GDZIEŚ NAWIALI...
MAMY CZAS...:)

niedziela, 2 stycznia 2011

BRANŻOWO I SZAMPAŃSKO, czyli tak się bawi ELYTA:)

Po wcześniejszych ustaleniach-kto-co przynosi oraz najważniejszych CO PIJEMY, BO NIE MIESZAMY i nie mniej ważnych - W CO SIĘ UBIERAMY?!!!! , w tym roku postawiliśmy na dowolność i forsowana  delikatnie opcja FOKSIOWEJ,żeby "może w koszuli bo mój MA", spotkała się z pełnym ukrytej dumy oddźwiękiem -Może być- MÓJ TEŻ MA!
-Ja osobiście to bym chciała w dresie-odezwała się TA, CO NA URLOPIE I ZAPOMNIAŁA CO TO STRÓJ WYJŚCIOWY
-CHYBA ŻARTUJESZ?!-KOLEŻANKA jak zwykle podała pomocną dłoń- DOBRZE WIESZ,ŻE NIE MAM ŻADNEGO DRESU!!!!-Opcja padła, ale uzgodniłyśmy,że panie obowiązuje strój niezobowiązujący-CHŁOPY-koszula -TAK!-niech odczują rangę i powagę sytuacji.
Oczywiście i tak każdy ubrał się jak chciał ,ale po pouczeniu KOLEŻANKI
-Tylko pamiętaj,że gospodyni ma być najskromniej-nie szalałam ze szpilkami tylko POSUWAŁAM W ELFOLACH:)
Wszystkie panie wystąpiły w spodniach i w związku z tym PANOWIE ( ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM PRZECHODZĄCYCH KRYZYS WIEKU ŚREDNIEGO) dzielili swoją uwagę pomiędzy ożywioną dyskusję o charakterze towarzyskim a majtające GOŁYMI NOGAMI TANCERKI  W TV.
Gwoli wyjaśnienia- odbiornik został komisyjnie włączony, ponieważ zgromadzone szanowne gremium koniecznie chciało zobaczyć elementy KULTURY WYSOKIEJ, czyli:
  • jak Doda zjeżdża po linie z WYSOKOŚCI
  • WYSOKIE "zawieszenie" tancerek 
  • wysoki poziom kultury narodowej reprezentowany przez równie wysoki czub na głowie Rodowicz
W międzyczasie grupa towarzyska podzielona na dwa obozy:
  1. KOLEŻNKA, FOKSIOWA i ja
  2. samce- ZERKAJĄCY CO CHWILA na młódki ( nas niestety to nie objęło)
konsumowała napoje o charakterze rozrywkowym, zajadała zmartwienia spowodowane przewidywaniami co do JUTRZEJSZEGO samopoczucia i  co jakiś czas,ze zdziwieniem konstatowała,że uczestnicy OPOZYCYJNEJ IMPREZY ( miejsce- zaparkowany pod blokiem "maluch") pod hasłem A CO, JAK WY W DOMU- TO GDZIE MIELIŚMY IŚĆ?....JESZCZE ŻYJĄ I MAJĄ SIĘ DOBRZE!
Jak zwykle, gdy spotyka się BRANŻA- nie zabrakło opowieści z placówki, na co PANOWIE (od dawna przywykli) patrzyli przez palce, zajmując się oprócz NOGOOGLĄDACTWA  poruszaniem życiowych tematów REMONTOWO-hobbystycznych.
Petard nie było-MŁODZIEŻ uporała się z nimi do dziesiątej, ale zamiast tego KOLEŻANKA uraczyła nas opowieścią, jak to w latach ubiegłych, wiedziona ostrożnością ( "nigdy nie trzymam niebezpiecznych narzędzi w rękach") przywiązała rakietę do szczotki na dłuuugim kiju i ODPALIŁA JĄ NA BALKONIE!
Zdziwienie "raczących się" na blokowym podwórku obywateli nie miało granic! Niestety, nie wiemy KTO oberwał lecącą z ósmego piętra szczotką z długim kijem, bo AŻ TAK DOCIEKLIWA TO KOLEŻANKA NIE BYŁA!
GDY SZKŁO JUŻ ODWIROWANO, wesołe towarzystwo po wyminięciu MŁODZIEŻOWYCH POTĘPIEŃCÓW(oni jeszcze nie wiedzą,że się NIE MIESZA), snujących się wokół piaskownicy w poszukiwaniu RÓWNOWAGI ( NASI na szczęście już spali) zapakowało się do taksówki i porozwoziło  się do domów.
Zanim GOSPODARZ z poczuciem DOBRZE WYKONANEJ ROBOTY zaległ w piernatach- ze zgrozą uświadomił sobie,że NIE PODALIŚMY NASZYCH ŚLEDZI!!!!-co obwieścił głosem grobowym i w swym emocjonalnym wyrazie-tragicznym!
W związku z tym zażądał od słaniającej się ze śmiechu MAŁŻONKI:
- DZWOŃ! ALBO NIECH WRACAJĄ, ALBO ROBIMY  KIEDYŚ REPLAY!
Zwyciężyła opcja REPLAY, bo wprawdzie zagrycha była, ale POPITKA to już niekoniecznie.
PS.Gospodarze przygotowani na KAŻDĄ ewentualność
-na szczęście nawet nogi tancerek nie miały wpływu na ciśnienie biesiadników:)

czwartek, 30 grudnia 2010

MIĘDZYŚWIĘTNIK, czyli już po a jeszcze przed

Ledwo ostatni karp wydał ostatnie tchnienie ( w tym roku bez mojego udziału, OPRAWCA- stwierdził,że na mój widok SAME ZDECHŁY) a tu już rok się kończy, znowu jakieś OBCHODY! Obchodzić to my się będziemy jak pies z jeżem, bo STARSZYZNA , której się wydaje,że ciągle młoda ( chociaż igłę nawleka w okularach i z dwóch metrów, albo na ile pozwalają jej dłuuuugie rączki)) organizuje IMPREZĘ  w domu, ku rozczarowaniu BEZDOMNEJ w tym momencie MŁODZIEŻY.
-WY to CIĄGLE imprezujecie-rozżalił się MŁODSZY-A TO WIGILIA, A TO SYLWESTER....
-W Wigilii brałeś chyba udział-nie dałam się zbić z tropu.
-Ale POD PRZYMUSEM i W GARNIAKU!!!
-Jak BĘDĘ DOROSŁY-włączył się w dyskusję STARSZY-To będę organizował wigilię Z KUMPLAMI I ZAMÓWIMY SOBIE PIZZĘ!
Uświadomiłam TŁUKOWI,że od dwóch lat jest już dorosły, ale dopóki nie zmądrzeje, to będzie dostawał ogony karpiowe " w ramach promocji".
Nie obraził się, bo fajny jest.
-A ja marzyłem o świętach "w maku"- zwierzył się MŁODSZY i zanim ucieszyłam się,że zrobiłam makowiec wyjaśnił,że miał na myśli MAC- fooda.
Widocznie moja kuchnia to porażka, chociaż atmosfera Wigilii wcale tego nie potwierdziła-wszyscy żyją i nawet mieli siłę, aby śpiewać kolędy ( oczywiście BEZ młodzieży)
dyskutując zażarcie na temat tego ILE zwrotek, KTO za wysoko,a KTO za nisko ZAPODAJE i DLACZEGO osoby Z POLIPEM są zwolnione ze śpiewania.
Omawialiśmy również  inne ważkie tematy, ale gdy rozmowa zbaczała na kontrowersyjne tory- NIEZAWODNY TEŚĆ -rozpoczynał INTONACJĘ ( lata praktyki w orkiestrze parafialnej) i chcąc nie chcąc kolędowe pienia zaczynały znienacka straszyć okoliczną ludność.
Prezenty udane acz niespodziewane.Dostałam książkę- aluzyjnie nawiązującą do moich zainteresowań literaturą "toskańską"
oraz niezbędne do czytania AKCESORIUM -"ŻEBYŚ MI W NOCY PO OCZACH NIE ŚWIECIŁA" (i tak świecę- BLASKIEM SWOJEJ URODY!)

Lampka z samotną diodką led nadaje się jedynie do oświetlania drogi do toalety-NA WSI -W BEZKSIĘŻYCOWĄ NOC, gdy nie widać nawet dłoni dotykającej nosa-MOCNIEJ ŚWIECĘ OCZAMI!, ale podziękowałam -jak JAGIEŁŁO za dwa miecze i od razu chciałam ją testować w zaciszu... ale zacisza NIGDZIE NIE BYŁO.
MŁODZIEŻ kolędowała przy swojej ulubionej szopce
ale wezwana hasłem PREZENTY stawiła się dzielnie , by  z uciechą ROZRYWAĆ KOPERTY oraz odpakować jedyny prezent rzeczowy
NIEZWYKŁĄ WAGĘ, która oprócz ważenia na bieżąco będzie informować młodych (mam nadzieję,że nie Ibiszopodobnych) o zawartości masy mięśniowej, tłuszczu i wody w ich wysportowanych organizmach.
NIEKTÓRZY- W ŻYCIU! nie skorzystają z jej dobrodziejstwa , szczególnie po tym jak ZMUSZONA do JEDNORAZOWEGO WEJŚCIA na URZĄDZENIE przekonała się,że:
  1. ma IDEALNĄ wagę ( opinia STARSZEGO, który w swojej opinii jest za chudy)
  2. zawartość tłuszczu w jej organizmie lokuje ją NA PIERWSZYM MIEJSCU W RODZINIE i wielokrotnie przekracza dopuszczalne normy
Po dokładnym sprawdzeniu NA WYRAŹNE ŻYCZENIE WAŻONEJ wprowadzonych parametrów okazało się,że WAGA NIE KŁAMIE!Teraz muszę skupić się na punkcie 1 a zapomnieć o 2, bo depresja noworoczna czai się za drzwiami:)

niedziela, 26 grudnia 2010

ŚWIĄTECZNE DEKORACJE I przedświąteczne AKTYWACJE

Zazdrość jak wiadomo to cecha niegodna chwały, ale jeśli pcha nas do chwalebnych, przez nikogo nie docenianych czynów, nabiera czasami akcentu mistycznego.Pozazdrościłam WSZYSTKIM blogerkom i postanowiłam,że w tym roku TEŻ się wykażę.
-Tylko żeby choinka była prosta- prosiłam po raz kolejny- nie wiadomo po co DOSTARCZYCIELA PITAJĄCYCH CHOINEK.
BYŁA prosta, ale za to gałęzie przypominały gęstością las na SAHARZE.
-Nawet ładna, bo PROSTA- jak chciałaś-ocenił swoje starania NIESKROMNY
Taaaaaaa... widać dokładnie, że prosta bo pięń ma gruby jak ramię SYNA po siłowni, ale nic to- o gałęziach i gęstości nie mówiłam wcześniej-to mam!
-W tym roku proponuję wystrój sielski, z naturalnych materiałów-zagaiłam jak rasowy designer a w myślach już dopowiedziałam sobie zbiorowe-" łaaaaaał"
-Znaczy- jak zwykle odwalamy wiochę?Bo chciałem się tylko upewnić- STARSZY- jak zwykle wspierający, za karę musiał wspinać się po taboretach po pudła z ozdobami.
Po odrzuceniu Mikołaja bez głowy i beznogiego aniołka oraz licznych nietłukących się ( sprawdzone na ŁBACH WZAJEMNYCH) bombek, zawieszeniu tego, co zostało, przeszłam do PODCHODÓW.
-Czegoś mi tu brakuje, jakiegoś miłego akcentu-musiałam dodać, bo GŁĄBY oczywiście NIEDOMYŚLNE i wyciągnęłam PRECJOZA, czyli własnoręcznie wydziergane i wyszyte ozdoby. W oczekiwaniu na aplauz potoczyłam wzrokiem po zebranych.
W tym roku aplauz przejawiał się poprzez głuchą ciszę.W końcu GŁOWA RODU odważyła się zadać samobójcze pytanie:
-Ale TEGO chyba nie powiesisz? Wiesz LUDZIE tu będą przychodzić i jeszcze kto zobaczy...
-A na uprasowane koszule są jacyś chętni?-odpowiedziałam pozornie nowym wątkiem (LATA PRAKTYKI)
Nowe, autorskie ozdoby zawisły tam gdzie chciałam



a ja poleciałam do kwiaciarni po jemiołę.
-Po coś pani te jemiołe kupiła?-zaczepiła mnie w drodze powrotnej NIEZNANA, z której siaty malowniczo wystawał również bukiet jemioły.
-Żeby się całować-tylko to w tym momencie przyszło mi do głowy.
-Iiiiiiiiiii-kobieta pogardliwie wykrzywiła usta- ja myślałam,że to na szczęście, alem głupia, po co ja to kupiłam?!
-Na szczęście też!-zapewniłam ją, choć bez przekonania
-Ale to miało być, pani -NA PIENIĄDZE!!!!!-pomachała mi z wyrzutem wiechciem , z którego natychmiast odpadły wszystkie kulki.
-Nie, na pieniądze to łuski karpia w portfelu-ośmieliłam się zaprotestować, stawiając siaty z zakupami i jemiołą bezpiecznie między nogami, bo bałam się,że i moją BABA wytarga.
-DWA LATA NOSIŁAM! KOBITO! I CO?-podniosła głos a ludzie wracający z targu zaczęli podejrzanie zwalniać wietrząc sensację.
-TYLKO MI SIĘ PORTFEL ZAŚMIARDŁ A Z KASY G....!-kobietę poniosło
-Bo nas kobiety to tylko robota lubi- rzuciłam bez sensu, ale jak się okazało, była to myśl widocznie pełna głębi, bo na kobietę podziałała piorunująco.
-WŁAŚNIE!-wskazujący palec zatrzymał się na szczęście PRZED moją klatką piersiową ( a tykania nie lubię i wtedy nie ręczę za siebie)
-Masz pani rację! A ja i tak powieszę te jemiołę i NIE ZMYDLISZ MI TU PANI,że to do całowania! WESOŁYCH ŚWIĄT!-szarpnęła siaty a ja nawet nie zdążyłam jej powiedzieć o  wigilijnych uszkach teściowej z ukrytą( na szczęście) monetą.
Jemiołę powiesiłam na ścianie,


ale na razie efektów nie widać- w portfelu pustki a i do całowania jakoś nikt się nie pcha:)

czwartek, 23 grudnia 2010

PIEKŁO, czyli jak się piekło

Stolnica cierpliwie czekała wytargana ze schowka i oczywiście zapomniała mi przypomnieć,że od czasu do czasu należy ją umyć PRZED UŻYCIEM.Przypomniałam sobie o tym sama- patrząc na smętny kolor rozlewających się po niej jajek.
-O jaja zepsute...-ZDZIWIONY jak zwykle zmaterializował się tam, gdzie go nie posiali.
-Chyba Twoje-chciałam rzucić, ale przypomniał mi się Grechuta i jego "Nie dokazuj miła, nie dokazuj" i dałam spokój.Pierwsza próba pieczenia poszła zatykać zlew a ja z charakterystyczną dla siebie gracją wepchnęłam brudasa do brodzika, gdzie za pomocą prysznica i ostrej ścierki zrobiłam jej kąpiel z pilingiem- POJAŚNIAŁA!
-Kąpiesz się z deską-zainteresował się MŁODSZY
-Próbuję STOLNICOSERFINGU-odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo cholerstwo podłaziło mi pod nogi i stawało sztorcem a nie chciałam zachlapać całej łazienki.
-Będziesz wycierał zaraz tę podłogę- rzuciłam w dal za uciekającym INTELIGENTNYM, który po "będziesz" nie czekał na rozwój wypadków, tylko profilaktycznie zwiał.
Wytarłam sama-JEGO RĘCZNIKIEM- ale się zdziwi!
W kuchni żadnych zmian- ani jedna wróżka w międzyczasie nie upiekła "przepysznie pięknych ciasteczek".
Druga próba- pierniczki z dziurką landrynkową.Po kłótni o to, KTO teraz ma korzystać z młotka

( wygrała opcja "muszę molestować różowe landrynki") pierwsza partia powędrowała do pieca. Udały się- PRAWIE ( pomijając to ,że landrynki skutecznie poprzyklejały się do papierka i teraz zamiast PIERNICZKAMI Z WITRAŻYKIEM stały się nie mniej atrakcyjnymi PIERNICZKAMI Z WYPLUWKĄ ( no chyba,że ktoś lubi papier).
W trakcie produkcji zadzwoniła KOLEŻANKA A. (literka aby odróżnić od niepowtarzalnej KOLEŻANKI)
-Co robisz?-zagaiła
-Wykrawam pierniczki- "odgaiłam" zgodnie z prawdą i kolejne pierniczki były już BEZ witrażyków, bo nie da się wycinać dziurek, tłuc landrynek i jednocześnie rozmawiać z telefonem " w przykurczu szyjnym".Ale nie poddałam się- produkowałam dalej. PO dwóch kolejnych blachach- MATERIAŁ SIĘ SKOŃCZYŁ ALE ROZMOWA NIE! postanowiłam zrobić kokosanki wg przepisu blogowego.Gdy wsypałam wiórki do miski i dolałam mleko( skondensowane słodzone-lało się i lało bo JEDNĄ RĘKĄ nie da się przecież otworzyć puszki) uświadomiłam sobie,że NIE MAM PRZEPISU!!!!!
Żeby łapać się za głowę potrzebne są dwie ręce- zakończyłam więc rozmowę- hasłem PALI SIĘ! i poleciałam po niezbędne NARZĘDZIE PRACY,
które tym razem NIE CHCIAŁO WSPÓŁPRACOWAĆ i za cholerę nie mogło sobie przypomnieć Z KTÓREGO BLOGA pochodził ten przepis.Uspokoiłam samą siebie,że przepis był prosty i NA PEWNO oprócz mleka i wiórków nie zawierał NIC.
EFEKT przeszedł moje oczekiwania
Kokosanki zawarły przymierze na śmierć i życie z pergaminem i po odcięciu im głów dostarczyłam sobie zajęcia na długie zimowe wieczory jako SKUBIĄCA PAPIER DO PIECZENIA ( a co- ma się zmarnować?!)
Muffiny czekoladowe z granolą- prawie jak Nigella- zapomniałam tylko,że granolę ( u mnie udają ją "muesli czekoladowe") miesza się z ciastem, bo dodana na końcu zostaje NA WIERZCHU babeczek, co po przypieczeniu naraża seniorów na sprawdzanie siły kleju do protez.Nic to jednak, BOM POMYSŁOWA i polewą czekoladową zmiękczyłam nieczułe muffiny,


które TEŻ nie chciały wyjść formy (każdy chyba tak ma) NIEPRZYWIERAJĄCEJ I TEFLONOWEJ (dla pewności jeszcze posmarowanej i wysypanej należycie)
-My  zjemy TO DNO- zaoferował się STARSZY i po zdjęciu ścierki z twarzy wyjaśnił,że miał na myśli DNO FOREMKI.
Przeprosiłam zwalając na przeciąg, który miota ścierkami i upiekłam jeszcze ciasteczka francuskie z masą makową ( półprodukty z Biedronki- musiało się udać), serniczek z polewą krówkową -o dziwo nie wylewał się jak zwykle z formy PO UPIECZENIU.
Makowiec na kruchym spodzie MUSIAŁ POWSTAĆ-bo została masa makowa a kruchego gotowca w rulonie miałam zachomikowanego w lodówce.Wprawdzie masy było za mało, ale poratowała mnie miazga z aronii, dyni orzechów, którą kiedyś zamroziłam- na maku jak znalazł a rodzinie wmówiłam ,że to nowy przepis  Z INTERNETU ( teraz już tak).
Dobiłam się ciasteczkami z żurawiną, które nie bardzo chciały wyglądać UROCZO ale SMAK BYŁ- co potwierdzili ochotnicy-KONESERZY ( w tym koczujący u nas CHULIGAN).
Zadowolona z dobrze wykonanej nikomu niepotrzebnej roboty przygotowałam jeszcze ODPOWIEDNIE POJEMNIKI na ciasteczka- testując je uprzednio na KONESERACH. TYLKO MOJA RĘKA MIEŚCIŁA SIĘ W OTWORZE SŁOIKA-I O TO CHODZI!
Bardzo chciałam jeszcze napisać o ozdobach choinkowych, ale ponieważ jestem pewnie tylko jedyną na świecie osobą, która dotarła AŻ DOTĄD ( reszta zasnęła w trakcie albo kliknęła krzyżyk), na zakończnie pozwolę ŻYCZYĆ WSZYSTKIM  i SOBIE
NAPRAWDĘ WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

środa, 22 grudnia 2010

CHOINKA MI PITŁA, czyli coraz bliżej do godziny zero

Naczelny strateg rodziny zwany w kręgach zaprzyjaźnionych MAMUSIĄ vel ŻONĄ vel "nie słab mnie"( nie mylić z RODZICIELKĄ, choć obie coraz bardziej do siebie podobne niestety- diagnosta-MĄŻ) ZADECYDOWAŁ:
Po pierwsze- ZAKUPY -w tym nieszczęsny karp
-I ma być ZABITY ,żeby nie było jak kiedyś,że osobiście musiałam z braku WĘDKARZA MĘŻA, przyzwyczajonego do okrucieństwa ( dokuczanie MAŁŻONCE też się liczy) wykonać wyrok, co przypłaciłam obsmarkaniem (od płaczu) ofiary, oraz WŁASNYM rozstrojem nerwowym na okres dłuższy niż siedem dni, co jak twierdzi wszechwiedząca  SĘDZIA AMW-skutkuje KARĄ!!!
Wyruszyliśmy o ósmej rano i po slalomie koszykowym kupiliśmy WSZYSTKO oprócz karpia!KOLEJNY SKLEP i kolejny NIE TAKI KARP. W końcu sukces poprzedzony obietnicą.:
-Jeszcze jeden sklep i kupię pangę albo podam indyka zanim mnie szlag trafi!!!
Jatka w kuchni uświadomiła mi,że TO BARDZO DOBRZE,że jeszcze nie sprzątałam na błysk, bo w ubiegłym roku ostatnie łuski wygrzebywałam spod lodówki na Wielkanoc.
ZABÓJCA RYB po wykonaniu zbrodniczego procederu, oddalił się w REJONY ZEWNĘTRZNE zwane balkonem aby tym razem zabłysnąć jako OPRAWCA CHOINKI, którą synowie z poświęceniem wtargali parę dni temu na nasze "czwarte bez windy".
Chwila ciszy- przerywana tylko słowami powszechnie uważanymi za obraźliwe- znak,że sznurek nie chce puścić.
Spokojnie zabieram się za wyciąganie z graciarni stolnicy- będę PIEKŁA!
-CHOINKA MI PITŁA- w kuchni pojawia się oblicze ZDZIWIONEGO
- Ale jak?-to kwestia ZDZIWIONEJ
-OPARŁA SIĘ NA BARIERCE I... PITŁA
-Znaczy się SAMOBÓJ JAKI , CZY CO?
-Nie wiem, pójdę na dół to się dowiem -i turlając się ze śmiechu TROPICIEL CHOINEK poszusował w dół bloku ( na szczęście po schodach) po UCIEKINIERA SAMOBÓJCĘ.
Trzymając dzielnie wartę na osamotnionym BEZCHOINKOWYM BALKONIE pomyślałam,że sąsiedzi zaczną obdzierać swoje przystrojone  drzewka w przekonaniu,że już PO ŚWIĘTACH, bo choinki z balkonów latają - I BĘDZIE NA NAS!.Ale sąsiedzi zajęci swoimi sprawami taktownie niczego nie zauważyli.
Mężczyźni zajęli się PĘTANIEM WROGA za pomocą sznurów z lampkami i łańcuchów oraz odprawieniem egzorcyzmów za pomocą aniołków

a ja w spokoju wróciłam do stolnicy.Spokój rozwiał się wkrótce jak sen złoty, ale o tym jeśli ktokolwiek będzie chciał czytać cdn.