poniedziałek, 27 września 2010

W TRASIE, czyli wycieczka z zakładu pracy

ŻĄDNA WRAŻEŃ zapisałam się na wycieczkę w towarzystwie koleżanek z PLACÓWKI. Wprawdzie w Lublinie i Zamościu byłam ostatnio w lipcu ale akurat planowana teraz trasa muzealna niezupełnie pokrywała się z tym, co widzieliśmy w czasie wakacji a poza tym TOWARZYSTWO!
Na miejscu zbiórki TOWARZYSTWO powitało mnie, można powiedzieć entuzjastycznie;
-Jak ci służy to wolne, świetnie wyglądasz! (czyli znowu przytyłam-cholera jasna!).
Skomplementowano moją skórzaną śliwkową kurtkę:
-To chyba skóra z MILKI!
a,że na kurtce jak byk widniał rozmiar L WYDEDUKOWANO,że X odcięłam nożyczkami (a właściwie sama to podsunęłam w ramach wzajemnej wymiany uprzejmości). Bardzo lubię takie przekomarzanie, co nie przeszkadzało mi zapytać, czy ktoś przypadkiem nie zaiwanił kredy, bo chcę się odciąć białym kręgiem od takich KOLEŻANEK:).
Podróż trwała 7 godzin .Po drodze nieoczekiwane  postoje, bo jak się wyraził PAN PRZEWODNIK
-pan KIEROWCA MA TACHO
i w związku z tym musiałyśmy jak za czasów dzieciństwa sikać w krzakach, ku uciesze wędkarzy i leśnych zwierzątek ze szczególnym uwzględnieniem kleszczy i komarów.
Krasnystaw.

Wytaczamy się płaskodupe i półprzytomne z głodu ( w krzakach nie było jadłodajni) z autokaru.
Nagle  krzyk:

-Nie wysiadać! NIE WOLNO WYSIADAĆ!
-To NIE TU?- POSZŁA PLOTKA W TŁUM
Okazało się jednak,że trzeba ( nie wiedzieć czemu) PRZEJECHAĆ ZA BUDYNEK ( ok. 20 m) i TAM wysiąść.
-Co za upierdliwe baby!-skomplementował KIEROWNIK OBIEKTU nasze nieśmiałe "DLACZEGO?"
Grzecznie włożyłyśmy nasze bagaże z powrotem do autokaru, przejechałyśmy 20m, wysiadłyśmy i po krótkiej bitwie o klucz uzyskałyśmy wstęp do naszej kwatery.

Biesiada-pierogi w trzech odsłonach (ja opowiadałam się za filingiem z kaszy gryczanej, KOLEŻANKA wybrała mięsko)
Pokoje - na ścianach arcydzieła sztuki światowej-na jednej ścianie wazon, na drugiej- kwiaty, więc zgonie doszłyśmy z KOLEŻANKĄ do wniosku,ze zabrakło kasy na kwiaty W wazonie. Nie wzięłam nic do czytania , więc marnowałam czas, chociaż energooszczędna lampka pozwalała na przeprowadzanie transplantacji mózgu.
KOLEŻANKA zaproponowała WSPÓLNE rozwiązywanie krzyżówek, tzn. ONA rozwiązywała- ja nie wiedziałam NIC!, bo stosowała zmyłki typu:
-Domowy pantofel- kończy się na -SU a potem okazywało się,ze to BAMBOSZ!
 dobrze,ze chociaż wzięłam robótkę

Pocieszałam się jednak-JUTRO ZWIEDZANIE!

12 komentarzy:

  1. Czyli słowem wesoły autokar to podstawa udanej wycieczki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajnie:))) Super wycieczka i super TOWARZYSTWO:))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Doborowe towarzystwo, będzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna zakładowa wycieczka. Prawie jak u Barei. Ja miło wspominam zakładowe grzybobrania z grillami i śpiewnikami. He.he. Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy relacji!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. A kto pilnuje Stefana i Ulubienca??!!

    OdpowiedzUsuń
  6. To ile was tam właściwie pojechało? Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierogow mi sie zachcialo...
    ta robotka fajny kolor ma, wyglada szarofioletowy, w ktorym bardzo korzystnie wygladam, no chyba, ze to inny kolor...
    Rozumiem, ze ciag dalszy nastapi?
    P.S. A na placowce kto zostal??

    OdpowiedzUsuń
  8. Hihi, wesoły autobus ;)
    Oj, to Ci się chłopy zasuszą z głodu, jak zostali sami ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Faaajna taka wycieczka!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Tez się niedługo wybieram. O ile naturalnie mąż nie będzie musiał pilnie wyjechać na wojnę;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hahaha super musi być,koniecznie zdaj relację ze zwiedzania,bo coś czuję,że będzie jeszcze fajniej!

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj coś widzę ,(a raczej podczytuję)że tęskno paniusi za pracką:)))

    OdpowiedzUsuń