środa, 7 kwietnia 2010

CZARNA ŚRODA czyli pierwszy dzień W ROBOCIE!

WSTAŁAM-a to już spore osiągnięcie! Zwykle nie mam z tym problemu i z pierwszym promykiem porannego słonka budzi się we mnie zapał skowronka.Ale NIE DZIŚ!W dni WOLNE OD PRACY już o 6 rano kiwam się "z zaklejonym wzrokiem" na krześle w oczekiwaniu na kawę

( nie, oczywiście,że NIKT NIE PODAJE,TYLKO CZAJNIK TAK SIĘ GRZEBIE!),ale z bardzo pozytywnym nastawieniem, bo zapowiada się dłuuuuugi dzień wolności.DZISIAJ własny szlafrok zaatakował mnie paskiem-związał nogi łkając
-Nieee idź, proooszę( a może to łkał mój otumaniony mózg-wszystko jedno).Zgodnie z Kodeksem Pracy masz jakieś wolne na telefon-podsunął podstępnie.
-Na TELEFON to są CALL GIRL a ja jestem chodząca karta nauczyciela i akurat w tej kwestii mogę sobie zadzwonić DZWONKIEM!
Przydeptałam WĘŻA KUSICIELA i poczłapałam smętnie do kuchni wlokąc za sobą poły rozchylającego się szlafroka ukazującego wszystkie braki mojej nieskazitelnej ( w sensie nieskażonej dietą i ćwiczeniami) figury.
I OCZYWIŚCIE po drodze było LUSTRO!

Po ogarnięciu rodzącej się porannej depresji, wypiciu "naparu życia",zadbaniu o oczy, zęby i rozkołtuniony włos( niech żyją gumeczki i spineczki), sprawdziłam pobieżnie CO JEST wyprasowane- wzułam i wyszłam, odmawiając po drodze jak mantrę:
-Wyślą, nie wyślą, może wyślą, ale jutro znowu wolne- może nie wyślą-mając na myśli RODZICÓW i ich POCIECHY.Okazało się ,że do porannej modlitwy dołączyły się chyba wszystkie KOLEŻANKI (TO SIĘ NAZYWA ZBIOROWA PODŚWIADOMOŚĆ).
A JEDNAK WYSŁALI!
Na czatach w szatni, okręcając się wokół własnego kołnierza, dzierżonego w silnej dłoni PANI WOŹNEJ wił się ULUBIENIEC.Na mój widok zawył:
-BO TO NIE JA ,A W OGÓLE TO....i tu użył swojego motta( znanego w całej placówce) NIECH ON CUJE , CO JA CUJE"
Nawet nie komentowałam, tylko wzięłam dwóch ZAINTERESOWANYCH delikwentów za ręce , co spowodowało,że NATYCHMIAST  SIĘ PRZEPROSILI. I już SUKCES PEDAGOGICZNY -i to z samego rana!
WARTO JEDNAK CHODZIĆ DO PRACY!-pomyślałam beztrosko, zapominając ,że przede mną jeszcze 5 godzin wzruszeń zwanych lekcjami i 4 przylądki strachu(przerwy).
Dzisiaj było o ptakach hodowlanych.

Po dokładnej analizie tematu, obejrzeniu, co było do obejrzenia, wysłuchaniu, co było do wysłuchania, nastąpiła wyczekiwana( przez obydwie strony acz z zupełnie innych powodów ) PRACA SAMODZIELNA.
-Jeżeli macie jakieś wątpliwości-PYTAJCIE- zachwycona własnym talentem pedagogicznym zaproponowała PANI, co za chwilę obróciło się przeciw niej samej:
-Czy kogut TEŻ znosi jajka?( bo KOLEGA mnie zagadywał jak mówiliśmy)

- Czy można napisać,że małe pisklątka piją mleko?

-Czy można NIE PISAĆ o pożywieniu JAK KTOŚ SIĘ BRZYDZI ROBALI?

ODPADŁAM!
I zaproponowałam,że kolejne ćwiczenie-"gałęzie przemysłu jakie rozwinęły się dzięki hodowli zwierząt" zrobimy wspólnie.JESZCZE RAZ wspólnie obejrzeliśmy produkty pochodzenia zwierzęcego zgromadzone na klasowej wystawie i po rozdzieleniu najaktywniejszych OGLĄDACZY- udzieliłam głosu ULUBIEŃCOWI, KTÓREGO PALCE CORAZ NIEBEZPIECZNIEJ ZBLIŻAŁY SIĘ DO MOJEGO LEWEGO OKA
-Ale o czym mam mówić, bo się zamyśliłem- nawiązał kontakt RUTYNOWO
-Jakie gałęzie przemysłu mogły się rozwinąć dzięki hodowli zwierząt?
Odpowiedział BEZ WAHANIA!
MONOPOLOWY!!!!  i z radością usiadł,żeby po chwili zapytać nauczyciela ucharakteryzowanego na niejaką ŻONĘ LOTA
-A WŁAŚCIWIE TO JAKI TO PRZEMYSŁ, BO INNEJ NAZWY TO JA NIE ZNAM!

7 komentarzy:

  1. :D No nie moge, inwencja twórcza Twoich podopiecznych nie zna granic :D. A Twoje zdolności jej przekazania także :D.
    Pozdrawiam w duzo lepszym nastroju niz przed chwila :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonale Cię rozumiem jeżeli chodzi o wstawanie po tylu dniach wolnych od pracy z perspektywą bachorków, których rodzice z całą pewnością przyślą do szkoły, żeby mieć chwilę oddechu. Pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości w walkach na edukacyjnym polu

    OdpowiedzUsuń
  3. Przemysł monopolowy-na to bym nie wpadła!
    A figura nieskażona dietą i ćwiczeniami,normalnie ....pobeczałam się ze smiechu!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. O Matko! Jak dobrze, że ja jednak nie zostałam nauczycielką... Nieźli są ci Twoi uczniowie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja mam w klasie ospę wietrzną( a tak bym chciała żeby to była wieczna-przynajmniej do wakacji)Wczoraj było tylko 10 osób.O chwała ci chorobo wieku dziecięcego!!! Ale rozumiem Cię doskonale.Współczująca koleżanka po fachu. P.S. ale przyznaj się lepiej otwarcie,że kochasz tą robotę,bo nic innego nie potrafisz robić tylko UCZYĆ:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafiłaś Gosiu w sedno-niestety :)

    OdpowiedzUsuń
  7. przyjemnie sie czyta, no ale ja lubie czytac

    OdpowiedzUsuń