W/w cytat z klasyka myśli polskiej ( prywatnie ŚLUBNEGO) słyszałam już tyle razy,że " tom razom" nie zrobił już na mnie wrażenia i już widziałam się na leżaczku, w hamaczku, na krzesełku z lekturą i kawką. Niestety prorok miał rację, a skoro przytulisko powitało nas zmąconą wodą studzienną ( eksperymenty teścia i ślubnego mające poprawić jakość i ilość studzianki , a polegające na wesołych skokach wespół zespół po plastikowej rurze, która miała się wbić wgłąb studni a się nie wbiła tylko wzięła i pękła, widać się nie udały)
Woda czerpana lekko zajeżdżała szlamem i siarką ( wiadomo- PIEKŁO jest pod ziemią) i mycie się nią zapewniało bezpłatny piling i opaleniznę z uwagi na jej kawową barwę ( o posmaku nie napiszę, bom nie samobójca i nie próbowałam)
- Trzeba naciągnąć wiadrem!- obwieścił Kierownik i potoczył wzrokiem dookoła ( a jak wiemy robić nie ma komu).
Potoczyłam zaraz za nim i też nikogo chętnego nie zobaczyłam.
-Ja to bym się chciała umyć- wyjaśniłam swój wkład w wiekopomne dzieło i przed 30 stopniowym upałem schroniłam się w chacie, przezornie zamykając okna,żeby nie słyszeć miłych słów WODOCIĄGA.
A hydrofor tak zdradziecko pominięty wziął i padł, rzężąc uprzednio należycie, ale kto by go tam słuchał.
I tak zamiast
była jazda w upale do najbliższego miasta i zakup jednego z dwóch dostępnych hydroforów, który w dodatku nie zmieścił się pod podłogą i teraz nasz przedsionek przypomina,że Polska górami stoi , bo na środku mamy malowniczy i wydatny garb- chroniący nowy nabytek.
-Podwyższy się podłogę- eksperymentator podjął odważną decyzję. Oby tylko wtedy można było otwierać drzwi, ale to pryszcz- ocenił.
Wolałam się nie dopytywać, czy będziemy wkrótce wchodzić przez okno, bo narobiony człowiek nie był skłonny do żartów, co objawiło się żartem zupełnie nieśmiesznym:
-A JUTRO BĘDZIESZ ZBIERAĆ PORZECZKI!
I na znak swojej przewagi miast dwóch mieczy, wbił w niczego niespodziewające się podłoże- NOWY ZAKUP
mający chronić darmową siłę roboczą od słońca
A porzeczki jak widać obrodziły i chociaż miałam plany związane z dzierganiem, bo ostatnio zaszalałam
i miałam złudzenie,że wieczorami otulona szalami "zasiędę i dziedziczkę rżnąć będę", to złudzenia szybko się rozwiały, bo wieczorem musiałam dzierżyć w spracowanych rękach drabinę, na której szczycie KIEROWNIK poprawiał kabel antenowy, bo jakoś bez anteny nasz stuletni telewizor wyświetlał tylko mrówki.
-To przez ten bluszcz i winorośl, które zaplątały się wokół kabla- zaraz je odetnę- dobiegło z góry
-Żebyś tylko kabla nie odciął- doradziłam i zaraz w podzięce otrzymałam tzw. feedback
- %&*#@- bo pierwsze cięcie poszło w kabel.
Jakość obrazu jakoś znacząco nie wzrosła, za to morale na drabinie znacząco spadło.
Całe szczęście ,że ludzkość wymyśliła taśmę izolacyjną, która czasem ratuje życie! ( przynajmniej kablowi)
A gdy upały zabrały się do odwrotu i można by, upajając się lenistwem pod drzewem(bo porzeczki zadymionowane i zasłoikowane) zalec i się byczyć- urlop SZEFA SZEFÓW się skończył i trzeba było wracać do blokowiska, bez względu na atrakcyjnych gości.
sobota, 11 lipca 2015
środa, 1 lipca 2015
wreszcie i nareszcie, czyli WAKACJE!
Uroczyście zakończone męki ze współplemieńcami :
-Recytacja wierszyków ze śmiechem i płaczem( płacz, gdy się zapomniało a wychowawca nie podrzucił kwestii w porę)
-ekspresowe rozdawnictwo cenzurek ( pisanych 8- do odczytania w domu, przy użyciu lupy, ale kto powiedział,że będzie łatwo)
-zagranie na cymbałkach wyuczonej melodii ( każdy grał, gdzie mu się akurat trafiło ale MOC była!)
-rozdanie przypinek ze specjalnie zamówionym napisem 2 e- a niech wiedzą,że zdali! i spersonalizowanymi karteczkami typu :dla K..... S.....wy skłonnego do poprawy" lub "dla Z..... G....la, co do sklepiku wciąż hula" -każdy wpis zatwierdzono okrzykiem "praaaaawda"- więc chyba niespodzianka się udała.
- KWIATEK grzmotnął mnie bukietem, ale mu się omskło i przejechał tylko po NIETYKALNEJ torebce marki Harrods,
co nie przyprawiło o palpitacje mojego znękanego serca, bo nabyłam ją za całe 15 zł. Zastanawiałam się nawet , czy delikatnie mu nie odgrzmotnąć przy użyciu tejże ,ale myśl zdusiłam w zarodku, jako niegodną i nieadekwatną do uroczystości. Od uśmiechu dostałam szczękościsku i wyściskana na zapas przez uciśnionych wychowanków- rozpoczęłam URLOP! Nie szkodzi,że czekała mnie jeszcze dokumentacja- NIC TO- jak mówił Wołodyjowski w przedśmiertnych okolicznościach przyrody-najważniejsze,że DOBRY CZŁOWIEK w innych sytuacjach DYREKTOREM zwany, uwiózł nas w całkowicie nieznane, gdzie:
- nakarmiono nas
- wytańcowano
- udrinkowiłyśmy się same- a było czym!
a wisienką na torcie był niespodziewany przyjazd karawany samochodów z wylewającymi się mężczyznami i komplement wszechczasów:
-TE, TO CHYBA JAKIEŚ PANIEŃSKIE!-nieważne,że człowiek komplementujący nie odróżniał własnych butów od opon samochodu- ważne,że komplement był!
A w niedzielę Jarmark Rękodzieła- szkoda tylko,że KOLEŻANKA wymiękła, bo oprócz udanych zakupów
spotkań z dawno niewidzianymi, chleba ze smalcem itp.
można było sobie pohaftować plenerowo i oddalić się kłusem ( MŁODSZY Z ze swoją HURYSĄ czekali z obiadem), tylko po to,żeby po kilometrze zawrócić, ponaglana telefonem OD DAWNO NIEWIDZIANEJ:
-Ej, nie wiem gdzie jesteś, bo tu cię wyczytali- chyba coś wygrałaś...
Pokłusowałam z powrotem, nie zważając na zdegustowane ostrzeżenie MŁODSZEGO-Pewnie dadzą ci jakąś ksiąąąąążkę ( głodny był pewnie, to i zły, bo sam czyta) i lejący deszcz.
I opłacało się!:)
Będzin górą! głosił napis na wszystkim-chyba czas na przeprowadzkę. No, może dam jeszcze szansę mojemu miastu- niech się stara!
Na razie jadę na wieś, gdzie czekają już na mnie stęsknione komary i porzeczki.
PS. Kłus był w deszczu pod wiatr, następny autobus za dwie godziny a ŚLUBNY stwierdził,że NIE WIE, GDZIE TO JEST i dlatego po mnie nie przyjechał. Od dziś- NIE WIEM, NIE ZNAM SIĘ, ZAROBIONA JESTEM!
piątek, 5 czerwca 2015
urodziny
Co robi człowiek, gdy od samego rana ma urodziny?CZEKA!
Na ten entuzjazm rodzinno koleżeński,że o prezentach od najbliższych nie wspomnę.
I co?
Dobrze,że mamy fejsbuka- tam moje urodziny obchodzono najhuczniej.I chwała Bogu,że STARSZEGO mam wśród znajomych- dał z siebie wszystko i zadzwonił z życzeniami!
CZŁOWIEK , po którym można by się najwięcej spodziewać pominął ów dzień milczeniem ( nie wiem, czy wymownym, bo nie sprawdzałam)) i wywiózł jubilatkę w znane
I chwała mu za to, zważywszy,że KWIATEK postanowił uczcić ów ważny dla mnie dzień próbą wbicia własnego dobrze zaostrzonego ołówka w moją bezbronną, nauczycielską dłoń. To,że poniósł klęskę świadczy jedynie o moim darze prekognicji ( zatrudnię się jako wróżka w tv)
Motywacja? "Bo pani wymyśla GUPIE zadania i w dodatku każe je robić" i tyle. Potem jeszcze diagnozował ( na szczęście teoretycznie) , czy da się jabłkiem wybić szybę , ale powstrzymała go opowieść mściwego wychowawcy o kwocie, którą musiałby zapłacić jego rodzony ojciec, co niewątpliwie skończyłoby się oddaniem sprawcy w zastaw- wtedy odpuścił od razu.
Brat z życzeniami zmieścił się w czasie (23.59) , sister i reszta rodziny pamiętała a RODZICIELKA wykazała się niesamowitą przenikliwością umysłu i zasponsorowała prezent, który sobie sama kupię( widocznie zna zięcia bardziej niż ja).
Jeszcze łudziłam się, że na miejscu czeka mnie coś niespodziewanego ... i czekało , ale nie od SPONSORA!
Jak zwykle poleciałam do lasu, bo w tv pokazywali pierwsze prawdziwki a znalazłam...
OPLA VECTRĘ, częściowo bez numerów ukrytego w krzaczorach za naszym domem!
ŚLUBNY zawezwany jako ekspert orzekł,że nie ruszany od tygodnia, zamknięty a w środku nie ma trupa, bo... nie śmierdzi!
Na drugi dzień przy okazji zakupów w mieście wstąpiliśmy do komisariatu- po okazaniu malowniczych fotek zainteresowano się mną bardziej niż w dniu jubileuszu!
-Pani pojedzie teraz z nami i okaże- zadecydował policjant bezszarżowy, bo w cywilu.
-Ale ja na zakupy idę!- sprzeciwiłam się zdecydowanie, chociaż ślubny mnie odciągał i wieszczył,że mnie zadołkują na 48 godzin.
Policjanci też ludzie i żony mają- puścili wolno po zebraniu danych i wyrysowaniu mapki dojazdowej z napisem DOM DREWNIANY OLI w samym jej centrum.
Powiadomiłam najbliższych sąsiadów. Byli czujni i gdy zobaczyli latających po krzakach facetów SIĘ ZAINTERESOWALI.
-To musieli być policjanci- relacjonował przygodę sąsiad, bo jak podszedłem i zapytałem "Czy panowie TO znaleźli?" to odpowiedzieli "A CO"?- tak to tylko policja odpowiada, to już dalej nie pytałem.
Okazało się ( zadzwonili do konfidentki),że to wóz miejscowego nygusa, którego miejsce pobytu jest nieznane.
-Teraz to nas tu spalą- wieszczył MĄŻ KONFIDENTKI i poleciał plewić grządki,pewnie po to,żeby po pożarze chociaż ogródek wyglądał porządnie.
W oczekiwaniu na dintojrę piszę spod wiąza i korzystam z tego,że komary odpuściły a internet falami zawiewa i czasem jest.
ŚLUBNY nadal chyba nieświadomy,że miejscowy gang to nic w porównaniu z ZAPOMNIANĄ JUBILATKĄ, ale wkrótce się przekona!
PS.Telefon do MŁODSZEGO-Podlej kwiaty na balkonie, bo upał
-To wystarczyło wysłać smsa a nie tracić cenne 5 minut na jałowe rozmowy!- nie ma to jak miłośc synowska w najlepszym wydaniu:)
Na ten entuzjazm rodzinno koleżeński,że o prezentach od najbliższych nie wspomnę.
I co?
Dobrze,że mamy fejsbuka- tam moje urodziny obchodzono najhuczniej.I chwała Bogu,że STARSZEGO mam wśród znajomych- dał z siebie wszystko i zadzwonił z życzeniami!
CZŁOWIEK , po którym można by się najwięcej spodziewać pominął ów dzień milczeniem ( nie wiem, czy wymownym, bo nie sprawdzałam)) i wywiózł jubilatkę w znane
I chwała mu za to, zważywszy,że KWIATEK postanowił uczcić ów ważny dla mnie dzień próbą wbicia własnego dobrze zaostrzonego ołówka w moją bezbronną, nauczycielską dłoń. To,że poniósł klęskę świadczy jedynie o moim darze prekognicji ( zatrudnię się jako wróżka w tv)
Motywacja? "Bo pani wymyśla GUPIE zadania i w dodatku każe je robić" i tyle. Potem jeszcze diagnozował ( na szczęście teoretycznie) , czy da się jabłkiem wybić szybę , ale powstrzymała go opowieść mściwego wychowawcy o kwocie, którą musiałby zapłacić jego rodzony ojciec, co niewątpliwie skończyłoby się oddaniem sprawcy w zastaw- wtedy odpuścił od razu.
Brat z życzeniami zmieścił się w czasie (23.59) , sister i reszta rodziny pamiętała a RODZICIELKA wykazała się niesamowitą przenikliwością umysłu i zasponsorowała prezent, który sobie sama kupię( widocznie zna zięcia bardziej niż ja).
Jeszcze łudziłam się, że na miejscu czeka mnie coś niespodziewanego ... i czekało , ale nie od SPONSORA!
Jak zwykle poleciałam do lasu, bo w tv pokazywali pierwsze prawdziwki a znalazłam...
OPLA VECTRĘ, częściowo bez numerów ukrytego w krzaczorach za naszym domem!
ŚLUBNY zawezwany jako ekspert orzekł,że nie ruszany od tygodnia, zamknięty a w środku nie ma trupa, bo... nie śmierdzi!
Na drugi dzień przy okazji zakupów w mieście wstąpiliśmy do komisariatu- po okazaniu malowniczych fotek zainteresowano się mną bardziej niż w dniu jubileuszu!
-Pani pojedzie teraz z nami i okaże- zadecydował policjant bezszarżowy, bo w cywilu.
-Ale ja na zakupy idę!- sprzeciwiłam się zdecydowanie, chociaż ślubny mnie odciągał i wieszczył,że mnie zadołkują na 48 godzin.
Policjanci też ludzie i żony mają- puścili wolno po zebraniu danych i wyrysowaniu mapki dojazdowej z napisem DOM DREWNIANY OLI w samym jej centrum.
Powiadomiłam najbliższych sąsiadów. Byli czujni i gdy zobaczyli latających po krzakach facetów SIĘ ZAINTERESOWALI.
-To musieli być policjanci- relacjonował przygodę sąsiad, bo jak podszedłem i zapytałem "Czy panowie TO znaleźli?" to odpowiedzieli "A CO"?- tak to tylko policja odpowiada, to już dalej nie pytałem.
Okazało się ( zadzwonili do konfidentki),że to wóz miejscowego nygusa, którego miejsce pobytu jest nieznane.
-Teraz to nas tu spalą- wieszczył MĄŻ KONFIDENTKI i poleciał plewić grządki,pewnie po to,żeby po pożarze chociaż ogródek wyglądał porządnie.
W oczekiwaniu na dintojrę piszę spod wiąza i korzystam z tego,że komary odpuściły a internet falami zawiewa i czasem jest.
ŚLUBNY nadal chyba nieświadomy,że miejscowy gang to nic w porównaniu z ZAPOMNIANĄ JUBILATKĄ, ale wkrótce się przekona!
PS.Telefon do MŁODSZEGO-Podlej kwiaty na balkonie, bo upał
-To wystarczyło wysłać smsa a nie tracić cenne 5 minut na jałowe rozmowy!- nie ma to jak miłośc synowska w najlepszym wydaniu:)
czwartek, 30 kwietnia 2015
O!
I tylko tyle, bo zamiast zajmować się rozwojem osobistym i ewentualnie przyszywanym dzieckiem Endomondem ( nie mylić z przypadkowym Edmundem), śledzić blogi, blogować , szyć torby i tak dalej i dalej i dalej- SIĘ PRACUJE!w DODATKU ZA PINIONDZE!a nie tylko dla fanu i hecy . Ale tak to jest gdy sztuk 24- w wieku lat sześciu, patrzy na człowieka- tym razem nie z nadzieją na lepsze jutro, ale z żalem zabranego dzieciństwa i zabawy. Trzeba zakasać rękawy i ogarniać, ogarniać, ogarniać. Na życie nie starcza już czasu. A tu w domu nagłe odkrycie- mamy ukrytego dyslektyka! Czytać i pisać wprawdzie umie ale inteligencją słowotwórczą nieodmiennie zadziwia:
-JESTEM MOŻE AUTENTYKIEM (mając na myśli autyzm) i tu się wszyscy zgadzamy
-NIEDALEKO PADA JABŁKO OD GRUSZKI-cokolwiek by to miało znaczyć i tym podobne. Od jutra zakładam zeszycik i zaczynam spisywać- będzie bestseler wydawniczy jak nic!
Starczy i na zakupy na pchlich targach ( tego nie odpuszczam- razem z endomondem i GPSem a potem się dziwimy ,że nasze "treningi chodziarskie" przypominają na mapie taniec świętego Wita)
i na inny wymarzony dom, który na mnie czeka- gdyby ktoś dysponował gotówką- polecam się!
Szczytny cel poniżej
W PLACÓWCE- druga zmiana, czyli przychodzą ci, co już się rano umęczyli w domu lub w świetlicy szkolnej a teraz JESZCZE KAŻĄ IM SIĘ UCZYĆ!
W tym roku Tajfuna godnie zastąpił KWIATEK-rośnie jak na drożdżach nie zwracając uwagi na to,że ma dopiero 6 lat i nie powinien przerastać Pani i jak rosiczka działa znienacka na plątające się wokół niego sześcioletnie, lekkomyślne muchy.KWIATKA nie należy denerwować, czyli: gadać głupio- zabronione, gadać w ogóle, zabronione, być cicho- też, bo ZA CICHO! Obowiązkowo za to trzeba wspinać się na wyżyny intelektualne.
Przykład z życia:
Rysunki- KWIATEK przykleja tęczowy papier na górze kartki i czarną kredką smaruje poniżej niezidentyfikowane istoty, a że nóg brakło, pod nimi dorysowuje górkę.
-Co to jest?- pyta podstępnie nieprzygotowanego wychowawcę.
-Sroka?- wychowawca z nadzieją ( analizując tok lekcji, gdzie o ptakach było) patrzy w niewinne oczęta i już widzi zbliżający się MORD!
-JAKA SROKA?!!!!-głos KWIATKA wznosi się na wyżyny godne odrzutowca- TO PRZECIEŻ JEST PINGWIN!!!!-oskarżycielski palec dźga na szczęście rzeczonego pingwina ( a niech ma skubaniec- cieszy się w duchu WYCHOWAWCA)
-Noooo, oczywiście- próbuję wybrnąć- pomyliłam się, bo dziś mówiliśmy o sroce- uzasadniam brak kompetencji przyrodniczych.
-TO PO CO JA PRZYKLEJAŁEM TĘ ZORZĘ POLARNĄ?!!!!!- tym razem KWIATEK dźga kolorowy papier na górze kartki i na szczęście to go uspokaja, bo już widziałam swój koniec.
-A TO?-podstępna bestia pokazuje kropki i plamki na dole kartki.
I w tym momencie opatrzność boska przyszła mi z pomocą:
-Kryle?- pytam z nadzieją
SIĘ ZDZIWIŁ!
-DOBRZE!- pochwalił niechętnie- A to?- wskazał na jajo z wypustką
-SŁOŃ MORSKI?- gdy już wzniosłam się na wyżyny nie tak łatwo mnie stamtąd zrzucić.
Tym razem się udało, ale dla wzmocnienia muszę ratować psyche i ukoić skołatane nerwy w przytulisku- Dobrze,że jutro majówka!
Dla wytrwałych- wyjaśnienie dlaczego zbieram na TEN dom
Dom z drugiej strony i i wszystko jasne- dom jak dom, ale lokalizacja!
-JESTEM MOŻE AUTENTYKIEM (mając na myśli autyzm) i tu się wszyscy zgadzamy
-NIEDALEKO PADA JABŁKO OD GRUSZKI-cokolwiek by to miało znaczyć i tym podobne. Od jutra zakładam zeszycik i zaczynam spisywać- będzie bestseler wydawniczy jak nic!
Starczy i na zakupy na pchlich targach ( tego nie odpuszczam- razem z endomondem i GPSem a potem się dziwimy ,że nasze "treningi chodziarskie" przypominają na mapie taniec świętego Wita)
i na inny wymarzony dom, który na mnie czeka- gdyby ktoś dysponował gotówką- polecam się!
Szczytny cel poniżej
W PLACÓWCE- druga zmiana, czyli przychodzą ci, co już się rano umęczyli w domu lub w świetlicy szkolnej a teraz JESZCZE KAŻĄ IM SIĘ UCZYĆ!
W tym roku Tajfuna godnie zastąpił KWIATEK-rośnie jak na drożdżach nie zwracając uwagi na to,że ma dopiero 6 lat i nie powinien przerastać Pani i jak rosiczka działa znienacka na plątające się wokół niego sześcioletnie, lekkomyślne muchy.KWIATKA nie należy denerwować, czyli: gadać głupio- zabronione, gadać w ogóle, zabronione, być cicho- też, bo ZA CICHO! Obowiązkowo za to trzeba wspinać się na wyżyny intelektualne.
Przykład z życia:
Rysunki- KWIATEK przykleja tęczowy papier na górze kartki i czarną kredką smaruje poniżej niezidentyfikowane istoty, a że nóg brakło, pod nimi dorysowuje górkę.
-Co to jest?- pyta podstępnie nieprzygotowanego wychowawcę.
-Sroka?- wychowawca z nadzieją ( analizując tok lekcji, gdzie o ptakach było) patrzy w niewinne oczęta i już widzi zbliżający się MORD!
-JAKA SROKA?!!!!-głos KWIATKA wznosi się na wyżyny godne odrzutowca- TO PRZECIEŻ JEST PINGWIN!!!!-oskarżycielski palec dźga na szczęście rzeczonego pingwina ( a niech ma skubaniec- cieszy się w duchu WYCHOWAWCA)
-Noooo, oczywiście- próbuję wybrnąć- pomyliłam się, bo dziś mówiliśmy o sroce- uzasadniam brak kompetencji przyrodniczych.
-TO PO CO JA PRZYKLEJAŁEM TĘ ZORZĘ POLARNĄ?!!!!!- tym razem KWIATEK dźga kolorowy papier na górze kartki i na szczęście to go uspokaja, bo już widziałam swój koniec.
-A TO?-podstępna bestia pokazuje kropki i plamki na dole kartki.
I w tym momencie opatrzność boska przyszła mi z pomocą:
-Kryle?- pytam z nadzieją
SIĘ ZDZIWIŁ!
-DOBRZE!- pochwalił niechętnie- A to?- wskazał na jajo z wypustką
-SŁOŃ MORSKI?- gdy już wzniosłam się na wyżyny nie tak łatwo mnie stamtąd zrzucić.
Tym razem się udało, ale dla wzmocnienia muszę ratować psyche i ukoić skołatane nerwy w przytulisku- Dobrze,że jutro majówka!
Dla wytrwałych- wyjaśnienie dlaczego zbieram na TEN dom
Dom z drugiej strony i i wszystko jasne- dom jak dom, ale lokalizacja!
czwartek, 12 lutego 2015
żyję ale co to za życie gdy jest się piromanem
Zima, której nie cierpię pokazała swoje białe oblicze i w związku z tym ŚLUBNY postanowił jeszcze bardziej uatrakcyjnić wolne małżonki i uwiózł ją w tereny znane
i zimne jak diabli!
- Trzeba się hartować- pouczał tę, która poniżej 15 stopni w plusie zamarza.
Nic nie odpowiedziałam, bo oczyma duszy już widziałam się w pobliżu gorącego pieca z grzańcem w ręce.
Nie tylko ja- rodzina myszy była pierwsza i już urządziła sobie fiestę w moich drewnianych łyżkach
i na ceracie ozdabiając wszystko wokół ażurem i pozostałościami degustacji oraz efektami trawienia: ceraty, poduszki, plastikowego pudełka z trutką ( trutki jakoś nie zeżarły). Wizja mycia wszystkiego w upojnej temperaturze +3, w dodatku zimną wodą lekko mną wstrząsnęła i kategorycznie odmówiłam wyjścia z ciepłego samochodu. Niestety już po pięciu minutach od zgaszenia silnika zimno i tam zaczęło się do mnie dobierać.
Nie pomogło latanie po drewno do stodoły
wyglądanie na drogę, czy ciepło nie nadchodzi
NIE NADCHODZIŁO! I dopiero WIELBICIEL ZIMOWYCH KLIMATÓW pokazując mi przez okno przenośny grzejnik marki farel, zwabił mnie podstępem do środka i kazał pilnować domowego ogniska. pilnowałam , a jakże! Do momentu aż nie włączyłam grzejnika do przedłużacza i instalacja zrobiła pstryk i zarządziła urlop okolicznościowy. Kabel przy wtyczce dosłownie się rozpłynął i tylko szczęściu zawdzięczam,że nie zajęła się ogniem zasłonka.
-Miałabyś wreszcie ciepło- jakbyś zjarała chałupę- skomentował elektryk i uraczył mnie wykładem, którego wysłuchałyśmy potulnie razem z farelką.NIGDY więcej przedłużaczy!
Mieszkanie w blokowisku ma jednak swoje zalety. Zawsze jest ciepło!
Chociaż ostatnio chodził mi po głowie pewien domek miejski
w sam raz na naszą niebogatą kieszeń , ale okazało się,że w czasie zalegania na portalach -skurczył się ( najpierw trzy a potem dwa pokoje) a wyjazd uświadomił mi,że zimowego zimna na pewno bym nie zniosła. A szkoda , bo lokalizacja domku fajna ( nawet do cmentarza blisko).
W ramach ocieplenia i wspierania rodziny odwiedziliśmy WSZYSCY (jedną wielką włoską rodziną) nasz najznamienitszy przybytek w okolicy nową siedzibę NOSPR.
Bratanek dał z siebie wszystko!
-Moja krew!- Małżonek po standing ovation pękał z dumy.
-Ale daleeeeeko padło jabłko od jabłoni- od razu go osadziliśmy. Na pociechę dostał faworki od niezawodnej teściowej, która wie,że synowa ( czyli ja) tragicznie zaniedbuje rodzinę, czyli sama nie zje ( vel nie upiecze) i drugiemu nie da, a w dodatku wymyśla jakieś głupoty z ćwiczeniami i endymmondym ,innym cósiem ,zamiast zadbać o rodzinę jak druga synowa, czego efekty widać powyżej. Ale jak widać są lepsi i lepsiejsi, z pokorą chylę głowę i chyba kupię pączki, bo kupowanie idzie mi nadzwyczaj dobrze.
PS. Chłopaków z Threex polecam nie tylko jako rodzinę ( nawet żonglowanie świecącymi kulami było!), chociaż jak ich zapowiedziała Szanowna pani Wnuk Nazarowa- " z wielką obawą prezentuję Państwu muzykę poważną jakże niepoważną)
https://www.youtube.com/watch?v=nBiTZ650zBs
i zimne jak diabli!
- Trzeba się hartować- pouczał tę, która poniżej 15 stopni w plusie zamarza.
Nic nie odpowiedziałam, bo oczyma duszy już widziałam się w pobliżu gorącego pieca z grzańcem w ręce.
Nie tylko ja- rodzina myszy była pierwsza i już urządziła sobie fiestę w moich drewnianych łyżkach
i na ceracie ozdabiając wszystko wokół ażurem i pozostałościami degustacji oraz efektami trawienia: ceraty, poduszki, plastikowego pudełka z trutką ( trutki jakoś nie zeżarły). Wizja mycia wszystkiego w upojnej temperaturze +3, w dodatku zimną wodą lekko mną wstrząsnęła i kategorycznie odmówiłam wyjścia z ciepłego samochodu. Niestety już po pięciu minutach od zgaszenia silnika zimno i tam zaczęło się do mnie dobierać.
Nie pomogło latanie po drewno do stodoły
wyglądanie na drogę, czy ciepło nie nadchodzi
NIE NADCHODZIŁO! I dopiero WIELBICIEL ZIMOWYCH KLIMATÓW pokazując mi przez okno przenośny grzejnik marki farel, zwabił mnie podstępem do środka i kazał pilnować domowego ogniska. pilnowałam , a jakże! Do momentu aż nie włączyłam grzejnika do przedłużacza i instalacja zrobiła pstryk i zarządziła urlop okolicznościowy. Kabel przy wtyczce dosłownie się rozpłynął i tylko szczęściu zawdzięczam,że nie zajęła się ogniem zasłonka.
-Miałabyś wreszcie ciepło- jakbyś zjarała chałupę- skomentował elektryk i uraczył mnie wykładem, którego wysłuchałyśmy potulnie razem z farelką.NIGDY więcej przedłużaczy!
Mieszkanie w blokowisku ma jednak swoje zalety. Zawsze jest ciepło!
Chociaż ostatnio chodził mi po głowie pewien domek miejski
w sam raz na naszą niebogatą kieszeń , ale okazało się,że w czasie zalegania na portalach -skurczył się ( najpierw trzy a potem dwa pokoje) a wyjazd uświadomił mi,że zimowego zimna na pewno bym nie zniosła. A szkoda , bo lokalizacja domku fajna ( nawet do cmentarza blisko).
W ramach ocieplenia i wspierania rodziny odwiedziliśmy WSZYSCY (jedną wielką włoską rodziną) nasz najznamienitszy przybytek w okolicy nową siedzibę NOSPR.
Bratanek dał z siebie wszystko!
-Ale daleeeeeko padło jabłko od jabłoni- od razu go osadziliśmy. Na pociechę dostał faworki od niezawodnej teściowej, która wie,że synowa ( czyli ja) tragicznie zaniedbuje rodzinę, czyli sama nie zje ( vel nie upiecze) i drugiemu nie da, a w dodatku wymyśla jakieś głupoty z ćwiczeniami i endymmondym ,innym cósiem ,zamiast zadbać o rodzinę jak druga synowa, czego efekty widać powyżej. Ale jak widać są lepsi i lepsiejsi, z pokorą chylę głowę i chyba kupię pączki, bo kupowanie idzie mi nadzwyczaj dobrze.
PS. Chłopaków z Threex polecam nie tylko jako rodzinę ( nawet żonglowanie świecącymi kulami było!), chociaż jak ich zapowiedziała Szanowna pani Wnuk Nazarowa- " z wielką obawą prezentuję Państwu muzykę poważną jakże niepoważną)
https://www.youtube.com/watch?v=nBiTZ650zBs
niedziela, 16 listopada 2014
chłop jaki jest każdy widzi
Ale mój wyciska ze mnie ostatnie poty i nie jest to to- o czym własnie myślicie, chociaż wprowadził się do sypialni i tkwi w niej cały czas, jak widoczny wyrzut sumienia. Niektórzy mówią na niego rower eliptyczny, u mnie dostał ksywę Zenon ( czyli Znowu Ekspansja Na Otyłość Nieustanną).
Przymierzałam się do tej randki długo, wbrew wieszczeniu Wiadomo Kogo:
-Już cie widzę na tej maszynie, chyba posłuży ci jako wieszak na ciuchy! Nie lepiej to się ubrać i polatać koło bloku?
Za którymś razem ruszyło mnie ździebko.
-Masz rację ( akurat była to jedna z tych nielicznych niedziel, gdy ŚLUBNY miał wolne) to ja idę polatać a ty dogotuj rosół!
Musiałam chyba bardzo wiarygodnie wkładać buty, bo w trybie natychmiastowym udzielono mi łaskawego zezwolenia na zakup Zenona.
Miałam wielkie plany z nim związane:
-Ćwiczysz stanie na orbitreku?- zdziwił się Młodszy i za karę musiał przeciągać Zenona z powrotem do sypialni.
Leslie z telewizorem przybili sobie piąteczki, gdy spocona HEROINA nawróciła się na "pałerłokanie".
-I znowu niepotrzebnie wydane PINIONDZE- rzucił jak zwykle dobijająco Pan Oszczędny .
Ale od czego wujek Jutuber- włączyłam serię do biegania i pooooszło!( Nie chcecie wiedzieć CZEGO słucham- sama się sobie dziwię, ale najważniejsze,ze działa!)
Dajemy z Zenkiem radę, bo plany mamy ambitne-
Przymierzałam się do tej randki długo, wbrew wieszczeniu Wiadomo Kogo:
-Już cie widzę na tej maszynie, chyba posłuży ci jako wieszak na ciuchy! Nie lepiej to się ubrać i polatać koło bloku?
Za którymś razem ruszyło mnie ździebko.
-Masz rację ( akurat była to jedna z tych nielicznych niedziel, gdy ŚLUBNY miał wolne) to ja idę polatać a ty dogotuj rosół!
Musiałam chyba bardzo wiarygodnie wkładać buty, bo w trybie natychmiastowym udzielono mi łaskawego zezwolenia na zakup Zenona.
Miałam wielkie plany z nim związane:
- zamiast szydełkowania- Zenon
- zamiast TV -Zenon
- zamiast wszystkiego co zbędne - Zenon raz jeszcze
Zaciągnęłam Zenka do pokoju z telewizorem- Zenek odniósł się do tego ze spokojem, Leslie i jej chude koleżanki zezowały na mnie wrogo, gdy odłączyłam je od zasilania, przechodząc na tryb FILM.
Zenowi na pewno się spodobało, bo już tak intensywnie nie musiał się męczyć- prędkość ćwiczącej spadła do kroku mocno ospałego- tak wciągnął ją film.-Ćwiczysz stanie na orbitreku?- zdziwił się Młodszy i za karę musiał przeciągać Zenona z powrotem do sypialni.
Leslie z telewizorem przybili sobie piąteczki, gdy spocona HEROINA nawróciła się na "pałerłokanie".
-I znowu niepotrzebnie wydane PINIONDZE- rzucił jak zwykle dobijająco Pan Oszczędny .
Ale od czego wujek Jutuber- włączyłam serię do biegania i pooooszło!( Nie chcecie wiedzieć CZEGO słucham- sama się sobie dziwię, ale najważniejsze,ze działa!)
Dajemy z Zenkiem radę, bo plany mamy ambitne-
BEZ ZADYSZKI ,ALE ZA TO Z ZAKUPAMI NA CZWARTE PIĘTRO BEZ WINDY-
w skrócie-
RADOSNY POWRÓT DO DOMU.
fotka autorstwa KOLEŻANKI-ostatnio pasjonatki selfie
Niestety Zenek za moimi plecami spiknął się z Leslie i po spłodzeniu potomka o dźwięcznym imieniu ENDOMONDO przerzucił cały ciężar opieki i starań na TĄ, co już pada na pysk i nadal nie przypomina Anny Lewandowskiej, ani chudych szczypiorów z TV, ale o tym kiedy indziej, bo na razie trzeba "się brać", bo jutro PLACÓWKA otwiera znów gościnne progi i ulubieńcy na pewno z utęsknieniem powitają ozdrowiałego po zapaleniu krtani wychowawcę, który drzeć się nie może.
czwartek, 16 października 2014
nowi domownicy, czyli nadchodzi czas przetrwania
Do mojego mieszkania w blokowisku jakiś czas temu wprowadziła się KOBIETA a niedługo po niej niezwiązany z nią żadnymi więzami ( oprócz sportowych zainteresowań) -Facet, których sprowadziłam sama i to z własnej i nie przymuszonej woli ,na swoją własną zgubę. Okazało się w dodatku ,że w wyniku ich przebywania pod jednym dachem wykluł się potwór, który teraz zabiera mi czas i choć nic nie mówi to w moim sumieniu zagnieździł się na dobre i spokoju nie daje.
O czym bredzę, jak bredzę?
Zaczęło się niewinnie- jak to zwykle w horrorach bywa. Postanowiłam zmienić coś w swoim życiu.
-Rzucam...- rzuciłam do gawiedzi zgromadzonej przed telewizorem- odzew przeszedł najśmielsze oczekiwania:
-Mnie?- Ślubny nadaremnie starał się wciągnąć brzuch, jednocześnie kątem oka przeglądając się w telewizorze i kombinując, co by tu zarwać, gdy już będzie wolny.
- Robotę? I będą obiady?- Młodszy jak zwykle karmił się nadzieją.
-SŁODYCZE!- obwieściłam z dumą i zamarłam w oczekiwaniu na powszechny aplauz
-Eeeeeeee- Starszy jak zwykle sceptyczny- to tak, jakbym ja powiedział,że rzucam fajki- rzucam i wracam-pocieszył mnie.
-To co będziesz jeść, jak spotkacie się na mieście z KOLEŻANKĄ - PANI PTYSIU?- zarechotał TEN,CO WKRÓTCE WOLNYM ZOSTANIE I BĘDZIE ROBIŁ TO CO CHCE.
Postanowiłam udowodnić i udowodniłam- nie żadne diety cud, ale zero przekąsek i smakołyk od wieeeelkiego dzwonu. I od maja wytrzymuję.
Waga łazienkowa odetchnęła z ulgą, STARSZY (pomimo fajek) w cywilu ( czyt. po robocie) pseudo SIŁOWNIK się przejął i zaczął zachęcać.
- Może zacznij coś uprawiać oprócz ogródka- to przestaniesz dyszeć już na drugim piętrze- doradzał.
-Siłownia?- zapytałam wkładając w pytanie całą radość życia, bo wiedziałam, gdzie spędza cały swój wolny czas- posunęłam się nawet do trzepotania rzęsami.
-EJ, aż tak to nie- z lekka go cofnęło ( przestraszył się chyba)- poszukaj sobie czegoś w necie- rzucił i poleciał " robić plecy"
No to poszukałam i tak do mojego domu za pośrednictwem guru JUTUBA wprowadziła się LESLIE SANSONE z koleżankami.
Od rana- ledwo ogarnęłam się po porannej kawie zachęcała:
-ŁOK, ŁOK, ŁOK (piękną amerykańszczyzną)
ŚLUBNY myślał,ze oglądam program o kuchni chińskiej i nieźle się przestraszył, gdy łeb wsadziwszy przez uchylone drzwi, zobaczył MAŁŻONKĘ własną , jak z własnej i nieprzymuszonej woli- drepce, a właściwie "pałerłolkuje" kolejne mile.
Każdy, kto mnie zna, wie,że lubię WSZYSTKO- oprócz sportu i ruchu w jakiejkolwiek postaci, bo jak kiedyś zareklamował mnie ŚLUBNY- "MOJEJ ŻONIE SIEDZENIE SIĘ NIGDY NIE ZNUDZI" a nauczycielka WF w liceum ( kobieta święta acz surowa), która wezwała mnie kiedyś na osobności - podbudowując mój sportowy zapał, stwierdziła:
-Słuchaj, OLQA- ja już dwadzieścia lat uczę i mój talent pedagogiczny się na tobie załamał, ale dam ci tę czwórę, bo nie chcę ci psuć świadectwa, a poza tym systematycznie PRZYNOSISZ STRÓJ!
I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje talenta sportowe.
Z Leslie jednak wytrwałam, chociaż do niektórych jej koleżanek ( szczególnie tych podnoszących nóżki wysoko, szczupłych jak lelije) żywię niechęć tak wielką,że chwała Bogu,że latają za oceanem- bliżej- dopadłabym nocą i zgasiłabym jak świeczkę- te uśmiechy dookołagłowne i szczerzące się do mnie z mojego własnego telewizora, gdy ja przed ekranem zbieram własne płuca z podłogi-uprzednio oczywiście wyplute.
O facecie i dzieciątku napiszę wkrótce, bo właśnie mnie wzywają! Mój czas na siedzenie właśnie się skończył.
Jeszcze rzutem na taśmę ( ależ sportowo się porobiło)- TORBISZONY
O czym bredzę, jak bredzę?
Zaczęło się niewinnie- jak to zwykle w horrorach bywa. Postanowiłam zmienić coś w swoim życiu.
-Rzucam...- rzuciłam do gawiedzi zgromadzonej przed telewizorem- odzew przeszedł najśmielsze oczekiwania:
-Mnie?- Ślubny nadaremnie starał się wciągnąć brzuch, jednocześnie kątem oka przeglądając się w telewizorze i kombinując, co by tu zarwać, gdy już będzie wolny.
- Robotę? I będą obiady?- Młodszy jak zwykle karmił się nadzieją.
-SŁODYCZE!- obwieściłam z dumą i zamarłam w oczekiwaniu na powszechny aplauz
-Eeeeeeee- Starszy jak zwykle sceptyczny- to tak, jakbym ja powiedział,że rzucam fajki- rzucam i wracam-pocieszył mnie.
-To co będziesz jeść, jak spotkacie się na mieście z KOLEŻANKĄ - PANI PTYSIU?- zarechotał TEN,CO WKRÓTCE WOLNYM ZOSTANIE I BĘDZIE ROBIŁ TO CO CHCE.
Postanowiłam udowodnić i udowodniłam- nie żadne diety cud, ale zero przekąsek i smakołyk od wieeeelkiego dzwonu. I od maja wytrzymuję.
Waga łazienkowa odetchnęła z ulgą, STARSZY (pomimo fajek) w cywilu ( czyt. po robocie) pseudo SIŁOWNIK się przejął i zaczął zachęcać.
- Może zacznij coś uprawiać oprócz ogródka- to przestaniesz dyszeć już na drugim piętrze- doradzał.
-Siłownia?- zapytałam wkładając w pytanie całą radość życia, bo wiedziałam, gdzie spędza cały swój wolny czas- posunęłam się nawet do trzepotania rzęsami.
-EJ, aż tak to nie- z lekka go cofnęło ( przestraszył się chyba)- poszukaj sobie czegoś w necie- rzucił i poleciał " robić plecy"
No to poszukałam i tak do mojego domu za pośrednictwem guru JUTUBA wprowadziła się LESLIE SANSONE z koleżankami.
Od rana- ledwo ogarnęłam się po porannej kawie zachęcała:
-ŁOK, ŁOK, ŁOK (piękną amerykańszczyzną)
ŚLUBNY myślał,ze oglądam program o kuchni chińskiej i nieźle się przestraszył, gdy łeb wsadziwszy przez uchylone drzwi, zobaczył MAŁŻONKĘ własną , jak z własnej i nieprzymuszonej woli- drepce, a właściwie "pałerłolkuje" kolejne mile.
Każdy, kto mnie zna, wie,że lubię WSZYSTKO- oprócz sportu i ruchu w jakiejkolwiek postaci, bo jak kiedyś zareklamował mnie ŚLUBNY- "MOJEJ ŻONIE SIEDZENIE SIĘ NIGDY NIE ZNUDZI" a nauczycielka WF w liceum ( kobieta święta acz surowa), która wezwała mnie kiedyś na osobności - podbudowując mój sportowy zapał, stwierdziła:
-Słuchaj, OLQA- ja już dwadzieścia lat uczę i mój talent pedagogiczny się na tobie załamał, ale dam ci tę czwórę, bo nie chcę ci psuć świadectwa, a poza tym systematycznie PRZYNOSISZ STRÓJ!
I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje talenta sportowe.
Z Leslie jednak wytrwałam, chociaż do niektórych jej koleżanek ( szczególnie tych podnoszących nóżki wysoko, szczupłych jak lelije) żywię niechęć tak wielką,że chwała Bogu,że latają za oceanem- bliżej- dopadłabym nocą i zgasiłabym jak świeczkę- te uśmiechy dookołagłowne i szczerzące się do mnie z mojego własnego telewizora, gdy ja przed ekranem zbieram własne płuca z podłogi-uprzednio oczywiście wyplute.
O facecie i dzieciątku napiszę wkrótce, bo właśnie mnie wzywają! Mój czas na siedzenie właśnie się skończył.
Jeszcze rzutem na taśmę ( ależ sportowo się porobiło)- TORBISZONY
SÓWKOWE
I PIKOWANE
bo za oknem jesień i trzeba robić zapasy ( nawet torbowe) na zimę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























